Share | 
 

 Niesamowicie irytujący kapturek [Dazai x Chuuya]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Chuuya - Wilk
Dazai - Kapturek 

Chuuya zdecydowanie był dziś głodny, a wilk głodny to wilk zły. Przechadzał się po raz kolejny tego dnia po lesie, szukając kogokolwiek do zaczepki lub do polowania; należał do tego typu zwierząt, które nie bały się konfrontacji nawet z większymi i na pozór silniejszymi od siebie. Gorszy i bardziej niepokojący był dla niego fakt, że wszystkie potencjalne ofiary skutecznie go unikały, jakby doskonale wiedziały, że jest drapieżnikiem. Pocieszał się tym, że zdecydowanie był nie byle jakim drapieżcą, bowiem swoją osobą łączył dwie niezwykle ważne dla siebie - elegancję i skuteczność. Był zwierzęciem dość próżnym, jednak nie da się powiedzieć, by mu to w jakikolwiek sposób przeszkadzało. Inspiracje względem swego ubioru czerpał z mody ludzkiej, bowiem uznał, że należy korzystać z faktu posiadania niemalże ludzkich kształtów; dlaczego jedynie "niemal"? Chuuyę od zwykłego człowieka odróżniał fakt posiadania długich, szpiczastych uszu oraz sięgającego do łydek puszystego, wilczego ogona, natomiast gdy mówi lub uśmiecha się. można zauważyć w jego ustach zaostrzone kły, idealnie przystosowane do prowadzenia życia łowcy. Pod czarnymi, materiałowymi rękawiczkami skrywa z kolei zaostrzone pazury, uszy w znacznej części zakrywał kapelusz, natomiast ogon kiwał się na boki w miarę jego kroków, w wyniku czego również nie był zbyt dobrze widoczny. 
Tak też Wilk aktualnie czekał, siedząc pod jednym z drzew przy drodze prowadzącej do lasu. Nie obawiał się ludzi, jednak ów brak strachu bynajmniej nie był wywołany wścieklizną - był w pełni świadom swoich sił i wiedział, że ci nie będą stanowili dla niego większego zagrożenia. Poza tym nie zwykł polować na mieszkańców wiosek, wszak nie był wilkiem głupim. Wiedział, że obróciliby się przeciwko niemu i zrobili na niego obławę, w wyniku której będzie musiał się wynieść albo lizać rany. 
Dziś jednak czuł, że nie uda mu się nawet znaleźć ofiary wśród innych zwierząt, a brzuch domagał się pożywienia. Przy kolejnym nieprzyjemnym skurczu żołądka objął się w pasie i podkulił nogi do siebie. Z racji, że była wczesna wiosna, nie było też najcieplej, jednak mimo to Chuuya wolał nie umrzeć w wyniku wygłodzenia lub zachorować przez temperaturę. Podjął decyzję - jeśli jakiś człowiek wkroczy do lasu, który de facto był jego terenem, zapoluje na niego, zabije i zje. 
Okazja ku temu nadarzyła się dość szybko - w godzinach popołudniowych od strony wioski szedł wyższy od niego (co przeklął po tysiąckroć) człowiek w czerwonej pelerynie. Chuuya skrył się za drzewem, czekając, aż ten zapuści się bardziej w las. Po jakimś czasie dogonił mężczyznę i zrównał się z nim podczas spaceru ścieżką. 
- Witaj, dokąd zmierzasz? - Spytał uprzejmie, ściągając kapelusz i kiwając głową w ramach ukłonu. - Nie powinieneś chodzić tutaj sam. Jest tu wiele groźnych zwierząt. Pomóc ci? - Kontynuował z szerokim uśmiechem. Jeszcze nie wiedział, że właśnie ściągnął na siebie piekło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Dazai już od dawna odwlekał wizytę u babci. Nie chciał tam iść, droga była daleka, a on wolał iść spać. Jednak jego anee-sama nie dawała mu spokoju i w końcu został wyprawiony z dużym koszykiem pełnym jedzenia i picia do lasu. Nieco obruszony, ale zarzucił swój czerwony kaptur na głowę i ruszył w drogę.
Znał dobrze tutejsze lasy. Nieraz bawił się, wspinał na drzewa, spadał z nich, szukał stawów do utopienia się i tym podobne. No i musiał chodzić znosić babci zapasy żywności, jakby ta szykowała bunkier na czas wojny albo jakby sama nie mogła się ruszyć z łóżka. Nie żeby jej nie rozumiał - sam chciałby mieć kogoś, kto mu będzie donosił wszystko na kanapę, na której zalegał całymi dniami. Dla niego samego byłoby to bardzo wygodne. Tyle że w tym układzie to on robił za tego, który gania, by innym mogło być dobrze. Część jego wierzyła, że babcia równie dobrze mogłaby zamieszkać u nich i mieć obsługę pod ręką, ale nie robiła tego, bo chciała patrzeć, jak jej mały Osamu się męczy i denerwuje. Tak, to było z pewnością prawdopodobne. To anee-sama miała babcie za cudowną kobietę. Dazai umiał ją przejrzeć.
Dlatego teraz szedł powoli, niespiesznie, nie miał w końcu nic przeciw temu, by ta wiedźma pogłodowała sobie pół dnia. Mu się nigdzie nie spieszyło. A może by tak się zgubić i umrzeć z głodu? Choć to mogło długo zająć, miał w końcu zapas pożywienia. Trzeba by go zostawić gdzieś, gdzie by go nie znalazł. Albo mógłby paść ofiarą dzikich zwierząt! To również brzmiało jak dobry plan.
I jakby świat czytał mu w myślach, na jego drodze stanął niski... rudzielec. Nie dosłownie, bo w sumie go dogonił, ale jednak zaczepiał go obcy z jakimś ogonem, a gdy ten się skłonił i zdjął jakiś paskudny, okropny kapelusz, oczom Dazaia ukazały się duże, ostro zakończone uszy. Cóż to był za stwór?
- Och, jasne, chętnie przyjmę pomoc! - ucieszył się, jednocześnie niemalże wciskając ciężki koszyk w rękę nieznajomego. - Nanosiłem się strasznie! I ojej, naprawdę są tu dzikie zwierzęta? Takie groźne co są cie w stanie zabić jednym pacnieciem łapy? - pytał podekscytowany taką perspektywą. Może jednak była dla niego nadzieja! Może mógł liczyć na szybką i bezbolesną śmierć, której tyle szukał! - Jakbyś mógł mnie jakimś przedstawić, byłoby świetnie! Choć ładną panią do samobójstwa też bym nie pogardził... są tu takie? Ja znam tylko mają starą, okropną babcię, to do niej idę zanieść jej to wszystko... Ale to się nie liczy. A ty kim właściwie jesteś co? - Patrzył z zainteresowaniem na mężczyznę, który jednak nie wydawał się być człowiekiem. - Ach, no i Dazai jestem. Albo Osamu, bo to moje imię. A ciebie jak zwą?
Szedł raźno wraz z nowo poznaną osobą, zastanawiając się, co ciekawego wniesie ona do jego szarego, zbyt długiego życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Ugiął się praktycznie pod ciężarem koszyka, który ten dupek wcisnął mu w ręce, uprzednio nakładając na głowę bezcenny kapelusz. Był bliski nawrzeszczenia na jegomościa, co zresztą się nieznajomemu zdecydowanie i z całą pewnością należało za to bezczelne zachowanie. W pierwszej chwili zrobił zaskoczoną minę, w drugiej uśmiechnął się pogodnie, maskując w oczach zbyt dosadny komunikat "ja cię zaraz zniszczę" z prawie pomyślnym skutkiem. 
- ... Czy ty dopiero nie wyszedłeś z domu? - Spytał tonem na tyle uprzejmym, że nic tylko kota zagłaskać na śmierć albo dostać cukrzycy. Widocznie trafił mu się wyjątkowo kłopotliwy egzemplarz irytującego dwunoga, który w dodatku był patentowanym leniem. 
- I są, no halo, nie widzisz? - Dodał Chuuya już z większą irytacją, jednak zaraz ugryzł się w język i obejrzał w tył. Nie byli znowu tak daleko od mieściny ludzi, więc chyba nie powinien za bardzo ujawniać się z tym, kim tak naprawdę był. Nie to, że i tak zrobił to poniekąd przed chwilą, wykonując ukłon godny dżentelmena z paryskich salonów, ale kto by się tym przejmował? Przecież chyba nie zaniepokoił chłopaka tym, że się pokazał, z kolei gdyby ujawnił swoje zamiary, mogłoby być gorzej. Dopiero po chwili dotarło do niego to, z jaką ekscytacją jego nowy znajomy mówił na temat tego, co może go zabić. Brwi wilka uniosły się, podobnie uszy, w wyrazie zainteresowania. 
- ... E, nie znam ładnych pań. Zresztą... Po co miałyby się zabijać jak na świecie jest jedzenie? - Przekrzywił głowę, zadając dość istotne dla siebie pytanie. Był przecież wilkiem, zwierzęciem słynącym z pożerania słabszych jednostek. 
- Osamu to głupie imię. Mówić ci będę Dazai, ot.  - Prychnął, chcąc w ten sposób  dać ujście złości wynikającej z tego, że nie rozumiał sposobu myślenia tego osobnika. Zrobił przy tym minę godną naburmuszonego dziecka, zauważając zaraz, że powoli oddalają się bardziej wgłąb lasu. I że dalej niesie ten cholerny koszyk. 
- Jestem Chuuya. Wilk. Więc co, umrzeć chcesz, hę? - Spytał jakby od niechcenia Wilk, mając świadomość, że nawet jeśli Dazai zacznie teraz uciekać, to niewiele mu to da. Mógł sobie pozwolić na więcej. 
- I co, próbowałeś już kiedyś? Nie boisz się konsekwencji? - Czemu w ogóle podejmował temat i drążył go? Przecież mógł rzucić się na niego i zabić bez zbędnych pytań... To byłoby dużo łatwiejsze.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
- Na pewno wcale nie! - odpowiedział, machnąwszy niedbale dłonią w kierunku swojego domu znajdującego się może pół kilometra dalej. - Przeszedłem kawał drogi, a do babci jest kolejne tyle albo i więcej! Ale wiesz co?
Jak mi pomożesz i poniesiesz, to cię poczęstuję winem, które tam jest, co ty na to?
- spytał uprzejmie. W końcu ta stara jędza wcale nie musiała wiedzieć, że anee-sama dodała tym razem wina do całości, więc nie odczuje jego braku, prawda? A jawet jeśli, to tym lepiej.
Pozbywszy się ciężaru, ruszył już żwawiej, stawiając dość duże kroki swoimi długimi nogami, przyglądając się z zainteresowaniem niższemu rudzielcowi. Choć faktycznie zupełnie człowiekiem nie był, to na zwierzę nie wyglądał. No ale skoro tak twierdził, to Dazai miał zamiar się mu uważnie przyjrzeć.
- Och, no tak. Mówiłem o dzikich. Jesteś dziki i zły, rozszarpiesz mi gardło swoimi pazurami? - spytał z zainteresowaniem, zerkając a jego ręce, te jednak zostały zasłonięte czarnymi rękawiczkami. Jakie zwierzę nosiło rękawiczki? - Śmierć jest właśnie tym, czego szukam, tak! Ale wiesz, z ładną panią to zawsze lepiej. I ładniej wygląda, i się nie jest tak samotnym, chociaż w tej ostatniej chwili. I jak też chce umrzeć, jednocześnie można takiej w taki sposób pomóc. A jedzenie... nie lubię jedzenia - skrzywił się z niesmakiem. - Anee-sama zawsze mi grozi, że umrę, jak nie będę jadł. Cóż to za pomysł, próbowałem długo i jakoś nie wyszło. - Westchnął głośno, ubolewając nad takim losem. - Próbowałem! Kiedyś nawet próbowałem się tu powiesić, ale gałąź pękła... z rzeki mnie wyłowili... nie jest to takie łatwe!
Przyjrzał się mu uważnie. Jeszcze nigdy nie miał okazji oglądać prawdziwego wilka, nie mówiąc już o takiej bliskości. Nie wyglądał na mordercze stworzenie i groźnego łowcę - był zbyt na to elegancki. Prędzej widziałby go z nożem i widelcem w najlepszej restauracji, co przeczyło jego dawnemu wyobrażeniu o dzikim zwierzęciu. Ale widać musiał swoje wyobrażenie zrewidować.
- Właśnie konsekwencje chcę... no ale co poradzić! Kiedyś z pewnością wyjdzie. Właśnie, to co, może się napijemy, Chuuya~? - Sięgnął do koszyka i wyciągnął z niego zakorkowaną butelkę, pokazując mu ją z uśmiechem. - Chyba że wilki nie piją wina?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Chyba nigdy nie odczuwał takiej niechęci do przyszłego obiadu, jak w tej chwili. Wydał z siebie niski, gardłowy pomruk, gdy Dazai zaczął się wymądrzać, jednak słysząc propozycję, jaka zaraz padła z jego ust, wykrzywił usta w uprzejmym uśmiechu, któremu przeczył wyraz oczu, mówiący "niech mnie ktoś zabije". 
- No widzisz, właśnie po to takim słabym i wiotkim ludziom potrzebne są silne i prężne wilki, takie jak ja! - Oznajmił z dumą, demonstracyjnie unosząc kosz wyżej i nieznacznie przyspieszając kroku, jednak zaraz okazało się, że musi utrzymać takie tempo, by zrównać się krokiem z Dazaiem. Kiedy ten zaczął kicać jak pół - albo, o zgrozo, całość - kretyna, pomruk znowu wydobył się z gardła wilka, a on sam walczył ze sobą, by jego twarzy nie wykrzywił niezadowolony grymas. 
- Wyglądam ci ja na pudelka czy innego maltańczyka, ty ślepy głupcze? - Syknął nieprzyjemnie, jednak zaraz zaczął kaszleć w wymuszony i teatralny niemalże sposób, chcąc zamaskować słowa, jakie mu się wymsknęły. Doprawdy, dlaczego aż tak się męczył dla obiadu? Mógłby rzucić się na niego, rozszarpać gardło i, jeśli ten faktycznie miał wino w koszyku, zapić posiłek tym trunkiem. 
- Znaczy się... Gdybyś chciał, to mogę. - Powiedział z wielką łaską pobrzmiewającą w głosie. Ten człowiek chyba powoli zaczynał go ciekawić. Od zawsze mówiono Chuuyi, że ludzie są jak inne zwierzęta, że robią wszystko, by przeżyć, a tutaj masz wilku Dazaia. Patrzył na chłopaka i zastanawiał się, co może go popychać ku chęci pozbawienia się życia. Był chory? Czy jego rodzina wyrzucała go właśnie, by zmęczony chorobą dokonał żywota w lesie i by zjadły go dzikie zwierzęta? Wątpił z kolei, że Osamu był zupełnym dzieciakiem. Dla Nakahary, wilka, nie do pomyślenia było zostawienie młodego samego sobie. A co, jeśli ludzie jednak byli prawdziwymi potworami, które zatraciły poszanowanie wartości rodzinnych? 
- Niby w jaki sposób śmierć z drugą osobą pomaga jej? Rozumiem, że twoja śmierć pomogłaby głodnym zwierzętom. Ludzie jedzą swoich? My się do tego nie zniżamy, to barbarzyńskie. Jeśli nastaje czas wielkiego głodu, to wtedy może, ale na pewno bym nie zjadł kogoś z mojej rodziny. - Postawił uszy prosto na znak zainteresowania tym, co mówił Dazai, jednak twarz pokazywała zdziwienie i niedowierzanie. Ludzie byli naprawdę dziwacznymi istotami i nie potrafił pojąć sposobu, w jaki myśleli. 
- To... co innego, kiedy sobie postanowisz, że nie będziesz jeść. Postanowienie można złamać. Szczególnie, że wy, ludzie, możecie jeść więcej rzeczy niż my. Hodujecie rośliny i zwierzęta, gotujecie, robicie przetwory. Zawsze macie coś w domach. W naszym przypadku rzecz jest trudniejsza. Zdobycz może uciec, może zabić kogoś ze stada jeśli jest dostatecznie silna, jeśli nie, może jej nie starczyć dla wszystkich. A hierarchia nie wybiera. Tylko silni mogą przeżyć. - Miał mieszane uczucia co do tej całej sytuacji. Wbrew temu, że nie rozumiał rozmówcy - albo właśnie dlatego - czuł połączenie sympatii i niechęci. Nie wiedział na czym stał i nie podobało mu się to, ale jakoś czuł, że nie potrafiłby teraz ot tak z tego wybrnąć. 
- Jesteś niemożliwy. - Pokręcił głową, jednak na twarzy pojawił się lekki uśmieszek. - Zatrzymamy się? - "Może w końcu nabiorę chęci, by cię zabić", pomyślał, a temu z kolei zawtórowało głośne burczenie dobywające się z brzucha wilka. - ... Ech. Nie masz tam czegokolwiek, co nadawałoby się do jedzenia, co? Znaczy mięso... - Cała duma poszła się schować, gdy głos Chuuyi przeszedł w proszące skomlenie. Był co prawda tworem nadnaturalnym, przedstawiającym głównie wierzenia ludzi odnośnie zwierzęcia, jakim był wilk, ale jednak musiał jeść, by przeżyć. Chyba, że ta ludzka część jego natury, zgodnie z tym, co mówił Dazai, mogła obyć się bez jedzenia... Ale nie, to nieważne. To byłaby zbyt nieprzyjemna opcja dla Chuuyi. Przysiadł na trawie przed powalonym pniakiem, uznając, że jest to rozsądniejsze i wygodniejsze wyjście niż picie w czasie drogi. Może, jak na drapieżnika przystało, powinien odgryźć rękę, gdy oferowany mu jest zaledwie palec... Kto wie.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Dazai patrzył z zainteresowaniem na jakże dzikiego zwierza idącego obok i niosącego jego koszyk. Takie spotkanie było dla niego czymś nowym. Jak bardzo Chuuya różnił się od ludzi z miasteczka? Bardzo chciał go rozgryźć... choć nawet nie był pewny czemu. Może przez to, że to pierwszy taki przypadek, z jakim się spotkał? A był w tym lesie nieraz. Nieraz też znajdowano go pod ułamaną gałęzią, która nie wytrzymała i tak niewielkiej masy jego ciała. A może jeśli ten nie był człowiekiem, mimo swojego wyglądu, może Osamu będzie mógł z nim porozmawiać inaczej niż z miasteczkowymi ludźmi? Nie chciał dawać sobie nadziei, ale... ale mógł chociaż zaspokoić ciekawość.
- Ojej, jesteś chory? - spytał z udawaną troską i przylepionym do ust uśmiechem, udając, że nie słyszał jego poprzednich słów. - I pomaga, jeśli też tego chce... po co ciągnąć życie, jak nie daje nic dobrego, a jedynie kolejne ciężary? I nigdy nie jemy swoich... co najwyżej jakieś wyrzutki społeczeństwa, ale nie wiem, jakie musiały być warunki, by człowiek jadł człowieka. Może w przeszłości dzikie ludy w jakichś obrzędach... ale nawet nie wiem! - Uśmiechnął się do wilka. Chciałby mu przekazać, że nie taki człowiek straszny, jak go malują, ale jak można mówić takie rzeczy, samemu w nie nie wierząc? Sam uważał, że ludzie to nieraz najgorsze stworzenia. Jakże chciałby być na miejscu Chuuyi jako wilk!
- Musi być wam ciężko - zauważył cicho jakby przygnębiony, po czym opamiętując się, wrócił do swojej uśmiechniętej maski, przysłuchując się mu z zainteresowaniem. - A gdzie twoje stado? Z tego co mówisz, opowieści o wilkach-samotnikach są mitem. Samemu pewnie ciężko jest polować. Nie masz towarzyszy?
Zaraz też skinął głową i usiadł koło Chuuyi, by zacząć grzebać w koszyku odstawionym przez niego na trawę. Pierwsze co znalazł i wyciągnął to znajdujące się na wierzchu dwie butelki ciemnoczerwonego trunku, z których jedną podał rudzielcowi, by ten ją otworzył. Wrócił do przeszukiwania zawartości, przewalając na boki rzeczy jak pieczywo, ser czy owoce, by na dnie znaleźć zawiniątko wielkości dwóch pięści owinięte w szary papier.
- Wiedziałem, że mam! - wykrzyknął ucieszony, podając je mężczyźnie. - Szynka. Nie wiem, czy wędzone mięso też jadasz... wilki chyba jedzą surowe? Ale tylko takie mam. Tej jędzy mojej babci i tak nie jest potrzebne, potem jej zęby wypadną czy coś. - Machnął ręką lekceważąco, otwierając drugą butelkę i unosząc ją do toastu niczym nieco za duży kieliszek.
- Za nasze spotkanie! Doprawdy dziwny z ciebie wilk, a poczucie stylu masz ujemne - co to za kapelusz? - ale i tak dobrze jest mieć towarzystwo. I kompana do picia! - Stuknął flaszką o tę jego i upił kilka długich łyków, czując, jak dość mocny, domowy trunek rozlewa się po jego żołądku falą ciepła. Anee-sama pewnie nie byłaby zadowolona, ale cóż poradzić! Nie musi w końcu o tym wiedzieć.
- Neee, Chuu-ya~ - mruknął zadowolony, sącząc wciąż wino, jakby to był sok. - Jakie masz marzenia... albo jakieś plany? Co robią wilki poza zdobywaniem pożywienia? - spytał go zaciekawiony, opierając podbródek o złożone razem dłonie i przyglądając mu się uważnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Popatrzył na chłopaka wzrokiem, który mógłby przynajmniej zrobić komuś krzywdę, gdyby tylko obserwator dostatecznie się postarał, jednak przemilczał komentarz dotyczący choroby. Co sobie ten nędzny człowiek wyobrażał, że starał się zrobić z ducha idiotę? W duchu warknął gniewnie, bardzo ze sobą walcząc, żeby odgłos ów nie wydobył się z jego gardła. Przecież miał zgrywać miłego pieseczka, zaprowadzić Dazaia kawałek w las, a potem zjeść - przecież to był obcy, a nie jego stado, więc czemu się w ogóle miał przejmować losami tego idioty? 
Nie umiem tego zrozumieć.  Ja bym się cieszył z życia i z tego, że mam co jeść. Ale jak sobie chcesz, chociaż to głupie. - Westchnął z poirytowaniem, stwierdzając, że chyba właśnie dlatego nie lubił ludzi. Co za niewdzięczna banda paskudnych marnotrawców. - Przynajmniej tyle, że nie jecie swoich. Bo czasem się zastanawiam, kto jest bardziej bestialski, zwierzęta czy ludzie. - Prychnął, wspominając polowania dla zabawy, które praktykowali ludzie. O ile dla niego zrozumiałe było zabijanie po to, żeby przeżyć, to idea polowania dla sportu wydawała mu się makabryczna i obrzydliwa. Natomiast zaskoczyło go momentalne przygnębienie słyszalne w głosie człowieka, przez co postawił uszy prosto i otworzył szerzej oczy, wpatrując się w niego w nachalny, pytający sposób. 
- Moje stado to... skomplikowana kwestia, Dazai. Technicznie trochę jakby nie żyję, zaś wilków tu nie ma od lat. Tak jakby pilnuję tego lasu, żyję w nim jak kiedyś. Tylko sam. I trochę... nudzi mi się. - Wzruszył ramionami, kiedy już przysiadł, zaraz obserwując ruchy Osamu z uwagą. Sporą rolę w zniecierpliwieniu wilka odgrywały też walory zapachowe; o ile najbardziej czuł zapach mięsa, to serem też by nie wzgardził. Może ukradnie go człowiekowi, kiedy ten się upije i powie, że Dazai sam się zgodził na taki układ. Mniej interesowały go owoce; jedyne doświadczenie kulinarne z roślinami, jakie miał częściej w dawnym życiu, to jedzenie trawy i ziół, kiedy bolał go brzuch. Otworzył butelkę i odstawił na trawę obok siebie, jednak zanim pociągnął  z niej łyk, poczekał na jakiekolwiek konkretne wieści na temat mięsa. 
Zjem.. każde. - Zaskomlał znowu, od razu chwytając zawiniątko w dłonie skryte za rękawiczkami, by zaraz odwinąć mięso z papieru i z pewnym wahaniem spojrzał na Dazaia. - Jesteście okrutni. - Mruknął coś, co i tak było dla niego oczywiste, po czym zabrał się do jedzenia. Zaraz jednak sięgnął po butelkę i uniósł ją z zadowolonym wyrazem twarzy, by w kolejnej chwili przybrać o wiele mniej szczęśliwą minę. 
Ty... - Zazgrzytał zębami, jednak zaraz, żeby się uciszyć, pociągnął łyk z butelki. - Lepszy mój kapelusz niż twoje głupie bandaże i oczy jak u makreli wyciągniętej z wody. - Widać uciszanie się nie wychodziło Chuuyi zbyt dobrze. Zaraz zagryzł alkohol mięsem, które zresztą po jakimś czasie zaginęło w niewyjaśnionych okolicznościach. 
Marzenia? - Machnął ogonem, robiąc zamyśloną minę. - Nie wiem. Mam zadanie. Ochrona lasu i ludzi z okolicznego miasta. Ty czegoś... chciałbyś, poza własną śmiercią? - Odbił piłeczkę z pytaniem, skupiając się dalej na winie. - A wilki dbają o rodzinę. To przede wszystkim. 

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Nie miał zamiaru kłócić się o to, czy jego pragnienie odejścia z tego świata było głupie czy nie. Nie jeden Chuuya tak mówił, w końcu wciąż natykał się na ludzi, którzy patrzyli na niego jak na coś obrzydliwego, co kpi sobie z tego, czego trzymali się tak kurczowo, jak tylko mogli - życia. Większość ludzi sądziła, że robi to dla buntu bądź z obłąkania, reszty nie obchodziło to na tyle, by się w ogóle zastanawiać. Osamu zaś nie miał zamiaru nikogo sprostowywać. Wolał, by mieli go za głupiego błazna.
Zamiast tego wolał posłuchać go i aż uniósł nieco brwi z zaskoczenia. Teraz wygląd Chuuyi miał większy sens - strażnik lasu, bardziej jak duch opiekuńczy. I nie miał nawet nikogo ze swoich do towarzystwa. Dazai bał się ludzi, przebywanie wśród nich było dla niego stresujące, ale spędzić całe życie sam na sam ze swoimi myślami? Nie wyobrażał sobie takiego piekła.
- Czy ty... umarłeś jako wilk a potem wróciłeś jako duch opiekuńczy? - spytał z zainteresowaniem, nadal utrzymując uśmiech, choć w głębi duszy taka myśl mocno go zaniepokoiła. Czyżby to znaczyło, że po śmierci wcale się nie znika? I tkwił tu już kto wie ile lat i jedyne na co narzekał to na nudę? Mężczyzna poczuł nagłą potrzebę potowarzyszenia choć chwilę samotnemu wilkowi. Może to dlatego ten godził się na noszenie cudzego kosza?
Póki co patrzył, jak ten pochłania mięso. Skamlenie o nie było sporym kontrastem z godnym, pewnym siebie tonem, którym przemawiał wcześniej. Musiał być naprawdę głodny. Naprawdę ciężko było sobie wyobrazić to uczucie, ale z pewnością nie mogło być przyjemne, więc bez żalu, z lekkim półuśmiechem patrzył, jak szynka w szybkim tempie znika w paszczy wilka.
- Ach tak? A co pod tym kapeluszem chowasz, może łysinę? - spytał z iskierkami rozbawienia w oczach. Bawiło go nieco, jak łatwo Chuuya się denerwował. Wolał, żeby ten się na niego złościł, niż był smutny przez swoją samotność. No i mieli alkohol, a alkohol pomagał na nadmiar przemyśleń, przynajmniej na chwilę. Osamu co prawda wolał inne alkohole, ale winem nie gardził, a anee-sama robiła naprawdę dobre. Co prawda słodkie, więc fanów wytrawnych trunków nie zachwycą, ale dla niego nijak to nie przeszkadzało. Dlatego pił, nawet nieco szybciej, niż by wypadało, jakby chciał, by procenty szybciej trafiły do jego umysłu.
- Marzeń... nie mam innych. Byle umrzeć w możliwie najszybszy, najmniej bolesny sposób, który nie sprawi innym kłopotów. Przy takim celu inne stają się zbędne! Prawda, jak prosto się wtedy robi? I powiedz, jak opiekujesz się lasem? Skoro jesteś jego strażnikiem, na czym to polega? - spytał zainteresowany. - Chyba nie pilnujesz, czy wiewiórki nie zbierają za dużo zapasów? - dodał ze śmiechem. Ciężko było mu wyobrazić sobie taką robotę.  Było mu też nieco żal Chuuyi, ale nie chciał tego po sobie pokazać. Skoro wilki dbały bardzo o rodzinę, ten zaś był sam... cóż, wolał tego tematu nie poruszać, a raczej przepychankami słownymi odsunąć od takich rozważań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Klubu
Liczba postów : 108
Join date : 07/10/2016
avatar
- Umarłem... Ha. To możliwe. Nie pamiętam okoliczności, ale mogłem umrzeć z głodu... Może coś mnie potrąciło, zastrzelili mnie? Mogłem umrzeć ze starości. Po prostu któregoś dnia obudziłem się jako duch. Zima mogła być wyjątkowo sroga, ale żeby na południu... To wątpię. Chyba, że żyłem gdzie indziej. - Zrobił króciutką przerwę, żeby łakome kęsy mięsa zapić owocowym trunkiem. Pił łapczywie, jakby zapominając o tym, że póki co sprawiał wrażenie raczej kulturalnego i inteligentnego stwora. Otarł grzbietem dłoni usta.
- Pa... Pamiętam, że z dnia na dzień było nas coraz mniej, moja rodzina umierała na różne sposoby, ale... Czy to takie ważne, jak umierasz? Myślę, że istotniejszy jest sam fakt. Sam nie wiem, czy miałem szczęście czy wręcz przeciwnie. Musiałem być albo bardzo dobrym albo bardzo złym wilkiem. Nie widuję wielu innych duchów, jeśli już, to jakieś głupie yako, które tylko łażą i denerwują. Jeśli co to coś rozjaśni, to moje istnienie działa na podobnej zasadzie, co właśnie kitsune i... O jak ja cię nienawidzę.
- Przerwał nagle i odruchowo w pierwszej chwili nawet obnażył kły, jednak zaraz je schował. Wystraszone mięso nie smakowało dobrze. Samotność jakoś mocno nigdy mu nie doskwierała, chociaż i tak cenił fakt, że człowiek się nim zainteresował i nawet nie bał za bardzo. Przyglądał mu się bez większego zrozumienia, gdy mówił o bezbolesnej śmierci; nie rozumiał tego strachu. Jeżeli umierasz, to czy jest istotne, co czujesz? Czy cierpienie przy ostatnich oddechach tak naprawdę cokolwiek zmienia?
...
Prychnął z wyczuwalną pogardą. Wiewiórki?
- Chyba śmiesz żartować. - Odparł z wyższością, unosząc podbródek i przybierając znowu pełną dumy minę. - Raczej śnisz, śmiertelniku. Duchy lasu mają za zadanie dbanie o niego w różny sposób, ale wiewiórki i ich zbiory są błahostką pod tym względem! Chociaż... Pilnować muszę, ażeby nie wyrastały z ich zbiorów drzewa tuż pod innymi roślinami. Byłoby to szkodliwe, może i nawet pasożytnicze, przez co starsze nie ma dostatecznie wielu składników, by mogło wciąż żyć. Pilnuję, by zwierzęta zabijały tylko tyle, ile jest im konieczne, choć tutaj przewagę stanowiły zazwyczaj roślinożercy i mali wszystkożercy. Odganiam ludzi od zwierząt, które miałyby szansę żyć jeszcze długo, niszczę im sidła, jeśli rozstawiają ich zbyt wiele. Prowadzę zaginionych łowców do ich domów, wskazuję podróżnym drogę lub schronienie. Nie ma więc mowy, ażeby duch tak odpowiedzialny jak ja się nudził lub miał czas na zajmowanie się błahostkami. - Całą krótką opowieść snuł głosem wciąż dumnym, nie tylko dlatego, że jest w swoim mniemaniu czymś lepszym od człowieka, ale też dlatego, że daleki był od tego, co wilkom zarzucało się na zachodzie. Podczas swojego monologu Chuuya nawet nie patrzył na Dazaia, bardziej skupiając się na własnych słowach i myślach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Niesamowicie irytujący kapturek [Dazai x Chuuya]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Przedstawienie -1- Czerwony Kapturek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Offtop :: Stolik artystów :: Rozgrywki-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.