Share | 
 

 Special Place [otwarte AU]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 4 z 11 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Next
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
First topic message reminder :


A oto i pierwsze otwarte AU, to jest event w formie postów. Ogólny zamysł całej gry to dużo feelsów i zagadek osadzonych w klimacie horroru w guście Silent Hill 2. Znasz? Fajnie. Nie znasz? Nie musisz, i tak nie gramy w tym uniwersum. To jedynie luźne porównanie, które zaraz rozwinę - klimat ma być niepokojący, mroczny, zabarwiony tajemnicą i horrorem w dwóch znaczeniach - osobista tragedia oraz straszaki i walka z potworami. Nie przedłużając, zapraszam do zapoznania się z tematem. Więcej zdradzę wam, gdy zaczniemy grę. Będzie ciekawiej.  

Fabularnie

Kilka mniej lub bardziej powiązanych ze sobą osób otrzymuje listy, które mówią o spotkaniu w opuszczonym od wielu lat miasteczku i z całą pewnością jest to tym dziwniejsze, że wiadomości nadeszły od ludzi zmarłych. Nie posiadały adresu nadawcy, nie zostały dostarczone przez listonoszy, zatem mogłyby być uznane za żart, gdyby nie kilka faktów. Każdy z listów napisany był przy użyciu charakterystycznych dla zmarłego osoby zwrotów, charakter pisma nie wydaje się podrobiony, a naturalny, zupełnie tak, jakby wyszedł spod tych konkretnych dłoni. Każdy zawierał też obietnicę ponownego spotkania, ale... Czy to w ogóle możliwe? 



Podstawy techniczne

Zapisy: do 12.03., godziny 23:59. No i mała prośba. Nie czekajcie z zapisami. Jeśli nie zobaczę aprobaty dla tego tematu, zamknę go i nie przeprowadzę gry. Im szybciej tym lepiej. 
Limit postaci na osobę: jedna. 
Minimalna ilość postaci: Cztery. Z mniejszą ilością nie ma co nawet. 
Maksymalna: Osiem, żebym na pewno wyrobił z...
Mistrz Gry: Chuuya. No właśnie, żebym wyrobił jako MG. 
Wątek a forum: Traktujemy to następująco. Gramy naszymi postaciami z niewielkimi możliwymi zmianami na rzecz podstawy historycznej. Mamy wszystkie przeżycia fabularne z całego pierwszego rozdziału, zatem też wszelkie relacje.  Ta gra nie ma wpływu na dalsze wydarzenia na forum, jednak jeśli postać umrze, w kolejnym wątku po zakończeniu tego AU będzie odczuwała adekwatne bóle (np. straciła rękę i przez to umarła -> będzie ją bolała ręka itd).
Posty: Nakładam limity czasowe na odpisy, żebyśmy nie ciągnęli tego przez wieki.  Zwykle będzie to kilka dni, pamiętam, że macie swoje życie. Miejcie na względzie, że będę gonił. Nie musicie się też rozpisywać. Mają być takie, by reakcja była możliwa. Przy wszelkich niebezpieczeństwach czas reakcji wynosi 3 dni od posta MG. Dla emocji. :)
Miejsce rozgrywania: ten temat. Mając do dyspozycji miasteczko, nie ma sensu się rozwlekać na chatbox. 
Miejsce akcji: Wymyślone na rzecz gry miasteczko Kogoe, które trudniło się niegdyś przemysłem wydobywczym. Bardziej rozległy opis pojawi się jak zaczniemy grę. 




Papierologia

Kod:

[b]Imię i nazwisko:[/b] Zgłaszanej postaci. 
[b]Zmarły:[/b] Opis tego, kim był zmarły, w jaki sposób zmarł, jak postać się do tego przyczyniła. Pozwalam na wszelkie zakłócenia w kanonie względem tej znajomości, nie licząc uśmiercania kanonicznie żywych osób. 
[b]Rzeczy, których się boi:[/b] Minimum trzy. Chcę, żebyście cierpieli :)
[b]Ekwipunek:[/b] Rzeczy, które wasz bohater wziął ze sobą. Pamiętajcie, że rzecz jest podejrzana, broń jak najbardziej polecam. Przy palnej - określcie ile pocisków mieści magazynek i ile zapasowych macie.


... a moje zgłoszenie, czyli Chuuya pójdzie później.


W chwili, gdy (bez zgłoszeń) osiągniemy ilość 100 postów w tym temacie, każdy dostaje po 100 punktów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
No tak, Zdolność Williama wiele w tej sytuacji z jednej strony tłumaczyła, z drugiej jednak Chuuya miał ochotę kwestionować występowanie duchów w dalszym ciągu. Skinął głową na jego słowa i zaraz pomógł mu włamać się przez deski, których struktura bardziej niż utrudniać zadanie ułatwiała je. Przelazł zaraz po wyższym mężczyźnie do środka i cicho zakaszlał, gdy w powietrze wzbiły się tumany kurzu. 
- Co za... - syknął, machając dłonią przed twarzą jak prawdziwa zdegustowana dama, jednak nie dokończył wypowiedzi. Przecież byli tu po to, by rozwikłać zagadkę, a nie marudzić. William z kolei chyba nie potrzebował odpowiedzi, spojrzawszy na Nakaharę - mężczyzna pobladł i wydał z siebie zaskoczony jęk, zaraz jednak, na wypadek, gdyby reakcja była niewystarczająca, pokiwał głową. Potarł dłonią czoło; nie mógł wciąż przyswoić myśli, że mogły tu faktycznie być duchy, przecież... Przecież to nierealne. 
- ... Słuchaj, niektóre Zdolności mają ukryte dno. Możliwe, że nie wiem, przywołujesz jakieś fikuśne miejscowspomnienia czy-- Oi, oi, czekaj, powiadam! - Wykrzyknął, po czym pobiegł za nim i niemalże wpadł na plecy mężczyzny, gdy weszli na piętro. 
- Czy teraz mnie posłuchasz? - Powiedział niecierpliwie, tonem takim, jakby starał się dotrzeć do upartego dzieciaka. - ... Nie wiem jak to z innymi, u mnie była od razu, ale możliwe, że to też twoja Zdolność. Ten... duch. Jeśli to faktycznie duch. Nie wiem. Może ucieleśniasz wspomnienia. Cokolwiek, co jakoś mogłoby rozwijać twoją zwykłą Zdolność. - Wyrzucił z siebie zbiór luźnych myśli, chcąc w ten sposób odnaleźć jakiekolwiek wytłumaczenie całej tej sytuacji. Może wpływ silnych emocji dodawał do mocy Williama coś takiego, a za resztą stał ktoś, kto miał do nich obydwu jakiś problem? 
- ... Dużo ich. - Skomentował widok, jaki zastał, przedostając się zza towarzysza na przód. Nie, żeby miało to stanowić dla Obdarzonego problem. Chuuya pod nosem uśmiechnął się i stanął przed pierwszą parą drzwi, najbliższą im, po czym użył swojej Zdolności - drzwi zostały wyrwane z zawiasów i wpadły do pokojów, uderzając o podłogę w nich. - Masz jakąś broń? Będziemy sprawdzać po jednej takiej radosnej parce. Oglądaj się na korytarz w razie czego. Lepiej żeby nikt nas nie zaskoczył. I gdyby coś, zrób hałas. - Poradził mężczyźnie, udając się do pokoju po lewej. 
W kolejnym swoim poście William i Chuuya opisują przeszukiwanie pokoju. W pokojach nie ma nic, wyglądają jakby czekały na kolejnych klientów motelu. W skład każdego "mieszkanka" jedna sypialnia, kuchnia i łazienka, oczywiście niezbyt duże.
(1/3)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nowa w Mafii | Uczennica
Liczba postów : 99
Join date : 02/11/2016
Motto : Once you are real you can't become unreal again. It lasts for always.
avatar
"Zbrojna Agnecja Detektywistyczna... Coś mi świta, ktoś w Mafii chyba o nich mówił. No cóż i tak muszę z nim współpracować, ale fakt, że w dowolnej chwili może sprawić, abym nie miała kontroli nad Mr'em Bunnym jest niepokojący. Trzeba uważać."
- Liczę na owocną współpracę, Dazai-san. - Powiedziała i już chciała wyciągnąć rękę w stronę Osamu, kiedy usłyszała kobiecy głos, dochodzący z głośnika na korytarzu szpitalnym. Wzrok Maru od razu powędrował w stronę recepcji, gdzie jednak nikogo wciąż nie było.
- Dziwna sytuacja. - Szepnęła tak cichutko, że jej rozmówca ledwo mógł to usłyszeć. To było dla niej bezsensowne, nie rozumiała, dlaczego ktoś miałby to im robić. Przecież Dazai był dobrą osobą, która pomagała ludziom, natomiast ona nie zrobiła niczego złego. Jedyne, co zdążyła zrobić, to zaledwie jedno zadanie. Oprócz tego nie miała być zabójcą, a jedynie szpiegiem. Jedynym racjonalnym dla niej powodem tej absurdalnej sytuacji było jej pochodzenie. Jednak i to zostało obalone przez jedną myśl, "Przecież pochodzimy z różnych krajów, a on jednak tutaj jest, może chodzi tutaj o bycie Obdarzonym?". Blondynka również spojrzała na mapę i parę sekund zajęło jej przestudiowanie planu tego szpitala. Chciała go zapamiętać, jak najlepiej się dało. "I co z tego, że to zapamiętam, skoro i tak się zgubię?"
- Tak, dobrze się sprawdza w tego typu zadaniach. - Wypowiadając te słowa, Margery postawiła pluszaka na podłodze, a ten zaczął ich kierować w stronę schodów. Blondynka jedno oko miała zamknięte, aby móc widzieć to, co znajduje się przed jej zabawkowym przyjacielem, który to szedł paręnaście metrów przed nią i Osamu.
- Nee... Dazai-san, masz już jakiś pomysł, dlaczego akurat nas ktoś tutaj ściągnął?- Maru odezwała się dopiero wtedy, kiedy dotarli na czwarte piętro. Wtedy też kątem otwartego oka zerknęła na Obdarzonego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 113
Join date : 29/01/2017
avatar
Nie pomyślał o tym, że to może być jedna z opcji jego Zdolności, a przecież to naprawdę miało sens! Zazwyczaj widywał zwykłe zjawy, ale czasem zdarzało mu się, że dostrzegał też... Coś w rodzaju aury człowieka lub miejsca, z którymi się stykał. Nie pomyślał jednak, że to jego "personalny" duch i tylko on ma szansę się z nim porozumieć... Ale przecież to miało sens, mógł się rozwinąć, przecież przez całe życie bawił się w ten sposób!
- Możesz mieć rację, weźmy to pod uwagę - przyznał Chuuyi i zrobił skruszoną minę. - Dobrze, już nie będę uciekał, trzymamy się razem. Jak coś zobaczę to od razu dam ci znać i będziemy... Współpracować, jakoś.
Z zainteresowaniem patrzył na to, jak mafiozo wręcz wyrywa drzwi z zawiasów - nawet ich nie dotykając! Doprawdy, niesamowite! Widać było, że miał naprawdę potężną moc - ciekawe tylko na ile zdawał sobie z tego sprawę?
- Mam noże - mruknął chyba bardziej do siebie i wyjął jeden, by mu go zaprezentować. - Ty też, daj szybko znać jeśli tylko coś wyda ci się dziwne lub podejrzane. - Z tymi słowami na ustach odwrócił się i wszedł do pokoju po prawej.
Miejsce było oczywiście niesamowicie zakurzone, ale poza tym wyglądało naprawdę przyzwoicie. Łóżko było zasłane, zasłony odciągnięte tak, że przez porysowane szyby wpadały promienie słońca. Cały wystrój wyglądał może prosto, wręcz surowo, ale Will wiedział, że przecież nie było tu miejsca na jakieś bibeloty czy dekoracje - raz, że miejsce miało się spodobać każdemu, niezależnie od gustu, a dwa, że pewnie właściciel nie miał za wiele pieniędzy na takie marnotrawstwo.
Początkowo tylko zerknął pobieżnie do łazienki i kuchni, by, po odkryciu, że są puste, wrócić do pokoju i przeszukać go dokładniej. Zaglądał pod łóżko, odsuwał szuflady, zajrzał nawet za zasłonę - jednak nie znalazł tam absolutnie niczego. Zirytowany zaczął zaglądać w jeszcze głupsze miejsca - pod dywan, do kabiny prysznicowej... Gdzie jesteś, najdroższa...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 209
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Zmarszczył brwi, myśląc intensywnie. Miał wrażenie, że posiadał za mało danych, coś mu umykało. Nie podobało mu się to ani trochę.
- Dziwna to mało powiedziane - odparł cicho, wpatrując się w głośnik. - Jeśli ten ktoś z nami pogrywa, obiecuję, że go znajdę...
Jak raz żałował, że nie wziął ze sobą Ranpo. Bardzo możliwe, że z nim już dawno rozwiązałby całą zagadkę. Jego zdolności dedukcji były niezwykłe, takie, jakich jeszcze nie widział. I prawie na pewno mógłby się dowiedzieć, kto za tym stoi. Ale musiał sobie poradzić bez niego.
Wchodził po schodach, chcąc czym prędzej dowiedzieć się czegokolwiek o tej osobie, która nadała komunikat. Nie zakładał, że to musi być kobieta, mogło być również nagranie, które odtworzono, by go zmylić. Chociaż nie był pewien, czy na końcu drogi znajdzie osobę - prędzej jakieś wskazówki, ale zawsze to coś. No i chociaż byli w miarę bezpieczni, pilnowani zdolnością dziewczyny. Nie dało się ukryć, że była niespodziewanie adekwatna do sytuacji i przydatna. Musiał się pilnować, by iść nieco dalej od Maru, by przypadkowo nie musnąć jej ramieniem, nie chciał w końcu pozbawiać ich tej przewagi.
- Nie mam pojęcia - odparł spokojnie. - Gdybym wiedział, już dawno by mnie tu nie było. To coś, kimkolwiek jest, nie ma zamiaru zdradzać swoich zamiarów ani dawać nam wskazówek. Te jednak zostawia się mimowolnie, a tu... tu jest tylko pusto. I ten okropny smog na zewnątrz... - Zerknął za okno. - Zostaje nam liczyć na potknięcie się tej osoby. Nikt nie jest idealny, a ja nie wierzę w to, że to jakiś duch nas tu ściągnął.
W tym czasie, u wtóru dyszeń Dazaia, dotarli na czwarte piętro i Osamu od razu skierował się pod wskazane drzwi, by zaraz je otworzyć i rozejrzeć się w poszukiwaniu jakichś znaków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
"Odpowiedź znajdziesz w kostnicy" - Głosił napis po japońsku, nabazgrany na wizytówce baru Lupin, który Dazai tak dobrze znał. Po spojrzeniu na kartę można zauważyć, że sam napis został tam umieszczony przy użyciu czarnego markera niezmywalnego i dokonano tego w niemałym pośpiechu. Sam świstek jest nieco rozmokły i foliowa powłoka przy krawędziach odwijała się nieznacznie. Po powrocie na korytarz parteru i odnalezieniu mapy z instrukcjami odnośnie ewakuacji, Dazai i Margery dowiedzą się, że poszukiwane przez nich pomieszczenie znajduje się w piwnicy, jednak jeśli do podejdą do drzwi tegoż, okaże się, że całe piętro -1 jest zamknięte. Strzegą go wielkie, metalowe drzwi, przerdzewiałe jedynie gdzieniegdzie, wspomagane przez zamek na czterocyfrowy kod. Nie wydaje się, by sforsowanie kombinacji miało być najprostsze bowiem nie widać żadnych śladów typu przetarte napisy na przyciskach, podobnie przebijanie się przez drzwi przy użyciu pluszowej zabawki - drzwi są zdecydowanie zbyt ciężkie. 
(Możecie zostać w szpitalu i porozglądać się, możecie ruszyć gdzieś indziej, odradzam zabawę z drzwiami, bo potem i tak będziecie wracać do tego miejsca.)


// post dla Williama pojawi się też dziś, po prostu nie chcę blokować Margery i Dazaia.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 116
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Akutagawa coś do Orwella mówił. Ten jednak nie reagował na bodźce zewnętrzne, był za bardzo skupiony na wysłuchiwaniu kolejnych oznak obecności osoby, którą miał za bardzo dawno zmarłą. Z tego powodu jego towarzysz mógł się czuć w skrócie mówiąc trochę olany. I dlatego też na propozycję "Wściekłego Psa Mafii" jedynie przytaknął, bo w tym momencie interesowały go bardziej inne rzeczy. Miał w prawdzie na uwadze to, że taki towarzysz może się przydać, ale nie tak bardzo jak poszukiwania Bergsona.
I co do Bergsona właśnie. Gdy zobaczył jego sylwetkę, usłyszał jego głos, momentalnie zamarł w miejscu. Stał i gapił się na scenę dziejącą się przed nim z wytrzeszczonymi oczyma, dalej nie dowierzając. Wyglądał trochę jakby zamienił się w biblijny słup soli lub posąg. Stał i nie potrafił się ruszyć nawet na milimetr. Tak bardzo mu zastygły mięśnie z mieszanki strachu i szoku... Dopiero gdy Akutagawa użył swej zdolności na drzwiach, bardzo dyskretnie trzeba dodać, głowa Orwella się poruszyła w tamtym kierunku. Wtedy też zauważył po raz pierwszy zdolność jego tymczasowego kompana, co trochę go zdziwiło. Tylko trochę, bo wiedział o obdarzonych i szybko wydedukował, że także jest jednym z nich, a po drugie dlatego, że dzisiaj raczej ciężko było o zdziwienie go bardziej, niż jest teraz. Przejechał dłonią po twarzy by ogarnąć swoje zmysły i szybko ruszył do yatsugare. W końcu nie chciał ani zostać sam, ani by tamten zginął w jakiś głupi sposób... Być może George nawet nie chciał się trzymać z tak nieprzyjemnym typem, a raczej na pewno, ale aktualnie był do tego zmuszony. Jeżeli chciał przetrwać. A chciał.
Gdy wszedł do środka, znowu przypomniała mu się Irlandia. Tym razem jednak nie wywołało to takiego szoku jak poprzednio, głównie dlatego, że wrażenia po widoku i usłyszeniu na nowo Arthura mu jeszcze nie przeszły, a po drugie dlatego, że się tego spodziewał... Niepokoiło go tylko dwie rzeczy. Gdzie jest ciało, bo teoretycznie nie widać śladów prób ucieczki, a po drugie, gdzie jest tamto monstrum?
- Trzeba się rozejrzeć i uważać by przypadkiem tamto coś kogoś z nas nie zagryzło... - Powiedział w miarę cichym tonem, jakby nie chciał prowokować bestii do ataku. Następnie spojrzał na Akutagawę i przy okazji poklepał się po kaburze.
- Mam pistolet i trzy magazynki do niego, jeden załadowany. Prócz tego mogę telepatycznie się "rozejrzeć" po tym budynku. - Powiedział. Nie miał co przed nim ukrywać w tej gestii, ba. Im lepiej będą wiedzieć o swoich zdolnościach bojowych, tym lepiej.
George przez czas tej krótkiej wymiany słów cały czas był napięty jak struna. Był gotów do odskoczenia, wyjęcia pistoletu i wystrzelenia w przeciwnika całego magazynka lub czego wymagała sytuacja. Jedyną sytuacją w tym momencie na którą nie był gotowy była taka, która dawałaby mu za mało czasu na jakąkolwiek reakcję... Czyli jakby go coś złapało przez podłogę za nogę, na przykład.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Oczywiście, że miał rację, przecież to był Chuuya. Skinął głową, zaraz odstawiając małe przedstawienie polegające na wyważeniu drzwi przy pomocy Żalu. Dla niego to nie było już nic niezwykłego, przecież posługiwał się tą Zdolnością od lat, jednak miał świadomość, że nie jest to codzienny widok. Ale tak patrząc z drugiej strony, to sam też widywał dzisiaj rzeczy dość niecodzienne, więc tym bardziej byli w podobnej sytuacji. 
- Jasne, powodzenia. - Nie, żeby Chuuya wierzył, by to akurat on potrzebował w razie czego pomocy, ale raz, że lepiej dmuchać na zimne, dwa, że jednak swoim wspólnikom należy ufać. Gdy przeszukiwał dość ubogi apartament, myślał, że w znacznej mierze jest mu bardziej przykro z powodu tego, co spotkało Williama aniżeli tego, co przytrafiło się jemu samemu. Przecież był świadom wszelkich niebezpieczeństw i wyrzeczeń związanych z pracą w Mafii i przeżył już wiele strat, więc po części się na to znieczulił, jednak poza tym nie stracił żony i dziecka. 
Myśli Nakahary odbiegły w kierunku Dazaia i gdy tylko uświadomił sobie, że tonie w rozważaniach na jego temat, momentalnie zamarł z ręką wyciągniętą w kierunku klamki jednej z szuflad komody, przed którą stał. Zacisnął usta i zmrużył oczy. Jego partner mówił, że gdyby Chuuya umarł, sam Osamu dołączyłby do niego. Czy rudy zwierzchnik był gotowy na podobne poświęcenie, jeśli ten drugi popełnił samobójstwo? Ileż już razy zamartwiał się o życie tego człowieka, ile razy obaj ledwie uchodzili cali z niebezpieczeństwa? Zadrżał, jak gdyby fakt, że bez Dazaia nie miałby nic, uderzył go nie tylko w sensie emocjonalnym, ale też fizycznym. 
Zaraz otrząsnął się i kontynuował poszukiwanie w tym pokoju czegokolwiek. Z góry zakładał najgorszy scenariusz - coś złego się im przytrafi, ale nawet jeśli, to musiał wrócić do Jokohamy. I chociaż tak naprawdę nie miał większego celu w życiu i pogodzony był ze śmiercią, to jednak nie mógł zostawić tej jednej osoby i osłabić Mafii. Po przeszukaniu całego niewielkiego zbioru pomieszczeń, Chuuya powrócił na korytarz, gdzie natknął się ponownie na Williama. 
- Nic. Zupełnie. Idziemy dalej, hm? Gdzieś musi być. Cokolwiek. - Otarł czoło wierzchem dłoni, posyłając przy tym Williamowi pocieszający uśmiech. Stanął przed kolejną parą drzwi i otworzył je ponownie w niekonwencjonalny sposób, po czym udał się do drugiego po swojej stronie pokoju, w którym również miał nic nie znaleźć. Z kolei William w kolejnym sprawdzonym przez siebie pokoju znajdzie dziennik należący do tutejszego weterynarza, który uznał za warty przejrzenia.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 113
Join date : 29/01/2017
avatar
W pokoju nie było absolutnie niczego. Zero, null, kompletnie pusty i normalny pokój. Will wycofał się więc i poczekał chwilę na Chuuyę.
- U mnie też pusto - odpowiedział mu i uśmiechnął się. Wydawało mu się, czy ten młodzieniec próbował go pocieszyć swoim spojrzeniem, wyrazem twarzy? Dlaczego? Pewnie współczuje ci utraty żony. Skąd ma wiedzieć, że zgrabnie przyczyniłeś się do jej śmierci? Mężczyzna odetchnął kilka razy, aby uspokoić napływ żalu, wściekłości i tęsknoty, po czym uśmiechnął się jeszcze szerzej - na przekór temu co czuł.
Przeszli więc do kolejnej pary drzwi i znów podziwiał jak subtelny jest dar Chuuyi. Doprawdy, wyjątkowo ciekawe zjawisko! Zastanawiało go, że nigdy wcześniej o nim nie słyszał - coś takiego nie mogło umknąć uwadze Oscara, który przecież był naprawdę świetnie poinformowanym człowiekiem, nie gorzej niż sam William... Cóż, najwyraźniej nigdy nie poświęcił dość dużej uwadze Mafii i nazwisko Nakahara mu umknęło. Swoją drogą... Ten rudzielec wyglądał na naprawdę młodego, wręcz dzieciaka. Skąd w nim taka pewność siebie, skąd tak ogromna wiara w swoje umiejętności? Cóż, nie od dziś wiadomo, że Mafia szkoli swoich członków od dziecka... Doprawdy, bardzo smutne.
Kiedy wszedł do pokoju poczuł deja vu uderzające go w twarz - wszystko było identyczne, łącznie z kolorami poduszek, leżących sobie zgrabnie na łóżku. Jednak... Czy aby na pewno? Jego wzrok od razu przyciągnęła komoda, w której jedna z szuflad była lekko wysunięta - to było minimalne, ale na tyle zaburzało harmonię pomieszczenia, że Will bezwiednie niemal skierował na nią spojrzenie. Następnie podszedł do mebla i otworzył całkowicie. Jakież było jego zdumienie, kiedy dostrzegł małą, niepozorną książeczkę, w czarnej okładce z czegoś, co imitowało skórę. Wziął ją ostrożnie do ręki, zastanawiając się, czy najdzie go jakaś wizja związana z jej właścicielem, jednak nic takiego się nie pojawiło. Otworzył więc zeszycik, mając nadzieję, że dowie się z niego czegoś o miasteczku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 38
Join date : 16/12/2016
avatar
Skinął wolno i zaledwie nieznacznie głową na słowa mężczyzny. Nie rozumiał, dlaczego ów wydawał się tak poruszony całą sytuacją, bowiem sam Akutagawa nie należał do osób żyjących przeszłością. Wiedział natomiast jedno - jeśli nieznajomy, bowiem jeszcze się nie przedstawił, okaże się dla Ryuunosuke w jakimkolwiek stopniu ciężarem, będzie musiał się go pozbyć i zrobi to albo w mniej albo bardziej pokojowy sposób. Sytuacja była dostatecznie ciężka i bez dodatkowego balastu. 
I jak gdyby los miał w tej chwili okazać się ironicznym tworem, który uwielbia szydzić z ludzi, Akutagawa nagle zaniósł się silnym kaszlem. Zasłonił ponownie usta dłonią, chcąc w ten sposób jak najbardziej stłumić nieprzyjemny hałas, z kolei drugą ręką objął swój brzuch, zginając się wpół. Odszedł w kierunku drzwi frontowych komisariatu i wyszedł za nie. Jeśli mieli być w jakkolwiek lepszej sytuacji niż potwór, który czekał gdzieś na komisariacie, musieli być możliwie najciszej. 
- Schowaj się - Wycharczał, łapiąc świszczący oddech, zaś obróciwszy się do Orwella przez ramię. Wiedział, że narobił rabanu swoim kaszlem, miał też świadomość, że wygląda jak siedem nieszczęść. Jego twarz poczerwieniała, zaś w oczach lśniły łzy, z kolei ciałem wstrząsało silne drżenie. Zaraz będzie mógł się bardziej skupić na tym wszystkim, niechże tylko wypocznie kilka chwil... 

(2/4)

// Jutro daję większe tropy dla wszystkich, także George - nie reaguj na mojego posta przed MG, Margery - jeśli chcesz, zareaguj jeszcze na Dazaia i drzwi i zdecyduj, gdzie idziecie dalej, ot, żeby sprawa drzwi była zamknięta. Na post Williama odpowiem również po MG.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Margery i Dazaia pomijam chwilowo, bo nie zareagowaliście na drzwi. 


Chuuya i William
Notes nie da Willowi żadnych odczuć związanych z jego Zdolnością. Zawarte w nim są następujące zapiski: 

"29.04. - 19.06
To nie była moja pierwsza praca związana z leczeniem psów... Przecież każdy weterynarz potrafi wyobrazić sobie siebie samego w takiej sytuacji. Psy są przecież wszędzie. W prawie każdym domu jest jeden z tych czworonogów, czemu nie ma co się nawet dziwić. Potrafią chronić ludzi i są wobec nich lojalne, jednak nawzajem potrafią skakać sobie do gardeł z zaciekłością i wściekłością. Takie też były te dwa przypadki, psy mieszkające po sąsiedzku, które przy każdej sposobności próbowały walczyć. Nie przynosiły większego skutku sznury i łańcuchy, którymi starano się utrzymać oba przy budach. Kilkukrotnie musiałem opatrywać ich rany i gdy dziś, dzień przed moim wyjazdem, chciałem życzyć wszelkiego dobra ich właścicielom, zauważyłem dzieci znęcające się nad jednym z tych psów. Gdy tylko przepędziłem je, bowiem żaden człowiek nie przejdzie obojętnie obok cierpienia istoty słabszej niż on sam, dostrzegłem, jak drugi pies podchodzi do niego. Położył się obok i zaczął lizać rany swojego domniemanego rywala, na mnie z kolei spoglądając z wyczekiwaniem. Za zgodą obu psów i właściciela poszkodowanego zwierzęcia, zbadałem je i zająłem się jego ranami. Zgodnie z listami od pana jednego z psów, te wciąż ze sobą rywalizują. 


23.04.
Z kolei zupełnie osobliwym przypadkiem był kogut, który nigdy nie wydał z siebie głosu. Ni razu nie zagdakał, nie mówiąc nawet o zapianiu przez niego. Gdyby nie fakt, że jestem człowiekiem wykształconym, byłbym zdolny uwierzyć w skłonności do refleksji tego zwierzęcia, bowiem przechadza się po podwórku jakby z pewnym zamyśleniem. Został zbadany przeze mnie i nie wykazał żadnych objawów czegokolwiek niepokojącego. Fizycznie zdecydowanie był zwykłym ptakiem, jednak było w nim coś niezwykłego. Z czasem zaczął mnie zaczepiać i nawet usiłował przeglądać moje zapiski na swój temat; skończyło się to jednak tym, że obie jego stopy odcisnęły się za zasługą wilgotnego atramentu na jednej stronie mego zeszytu. Obserwacje okolicznych zwierząt zakończyły się również określeniem, że te są zdrowe, zatem mogłem ruszyć w dalszą drogę. Dopiero na stacji usłyszałem coś, co zdawało się być próbą przekrzyczenia gwizdu pociągu i jestem pewien, że był to ów kogut. 


22.07. 
Przed kilkoma tygodniami zgłosił się do mnie młody chłopak, który kilka miesięcy kupił węża, ten z kolei okazał się niezbyt chętny do jedzenia innych zwierząt. Czy to mrożone myszy, czy wciąż żywe, gad nie zwracał na nie najmniejszej uwagi. Właściciel mówił, że tryb żywienia się węży nie był dla niego czymś zaskakującym - wszak zwierzęta te jedzą nawet raz na kilka tygodni i że pokarm martwy powinien być ogrzewany, by zwierzę go w ogóle zauważyło - jednak jego podopieczny znacznie tracił na wadze. Po zbadaniu sprzętem sprowadzonym z zaprzyjaźnionej większej kliniki, okazało się, że nie licząc wagi, wąż jest w pełni zdrowy. Nie mógłbym również zarzucić niczego stanowi terrarium, w którym ów był przetrzymywany. Po kilku kolejnych tygodniach niemych negocjacji i proponowania mu coraz to nowych gryzoni, wąż u schyłku sił zdecydował się jeść, jednak wciąż wydawał się niezbyt chętny ku temu. Dość młody gad z wiekiem, według listów od właściciela, tracił opór, jaki zdawał się odczuwać względem jedzenia innych zwierząt i z czasem zaczął nawet żywić się wciąż żywymi gryzoniami."

Poza tym pozostałe pokoje są puste. Mężczyźni mogą wyjść. 


Orwell i Akutagawa
Wbrew pozorom, cały posterunek nagle ucichł, to jest niedawno słyszalne w nim kroki potwora. Gdyby przejść na lewo za główny hol, można znaleźć dość długi korytarz z celami i salą przesłuchań. Może tam coś się znajdzie?

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 116
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Orwell rozglądał się uważnie po całym posterunku z mięśniami napiętymi i gotowymi do reakcji na najmniejszą próbę ataku... I oczywiście na złość Anglikowi wpierw Akutagawa kaszlnął, co wywołało natychmiastowy jego natychmiastowy obrót w stronę kaszlącego i zmarszczenie brwi. Cóż... Przychodzenie z chorymi płucami lub chorobą dróg oddechowych do tego miejsca była bardzo złym pomysłem, ale tak czy owak lepszy kaszlący bezbrwiowiec od jakiegoś monstrum, które miałoby na niego już zaraz wyskoczyć. Westchnął.
- "Albo to ja jestem zbyt uważny, albo otoczenie chce mnie wykończyć. - Pomyślał, a następnie spojrzał się na swojego kompana, który mu powiedział, by się schował.
Nie żeby George nie potrafił się obronić. Wręcz przeciwnie, jednym z nielicznych pozytywów jego służby wojskowej była właśnie nauka samoobrony. Jednakże, jako że sytuacja była nienaturalna i wymykała się z sensu rozumowania Orwella, zdecydował się on na posłuchanie się rady kaszlącego. Schował się nieco z boku, w cieniu, dalej wypatrując podejrzanych ruchów w pobliżu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Special Place [otwarte AU]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 11Strona 4 z 11 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Diana Potter- Londyn, Grimmauld Place 12

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Rozgrywki :: Archiwalne-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.