Share | 
 

 Sklepik zielarski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next
Zielarz
Liczba postów : 27
Join date : 28/01/2017
avatar
Sklepik wydaje się wciśnięty między bloki, jednak klientów przyciąga woń ziół i roślin, która się z niego wydobywa, nie na tyle mocna, by przydusić, jednak zwracająca uwagę. Na wystawie widać buteleczki i zioła na aksamitnej materii. Wnętrze nie jest duże, ale nie ma się wrażenia ciasnoty, do pięciu osób może spokojnie oglądać półki zastawione maściami, olejkami, suszami, proszkami i wyciągami bez przeszkadzania sobie bardzo i bez szturchania się łokciami. Naprzeciw drzwi stoi długa, nieco staroświecka lada z kasą fiskalną i terminalem do płacenia kartą w rogu. Pod ladą trzymane są wszelkie próbki dołączane do zakupów oraz miejsce na kubek z kawą czy herbatą i książkę, której czytaniem sprzedawca zajmuje się, gdy nie ma klientów. Za ladą są drzwi prowadzące do niewielkiego magazynu, gdzie znajdują się kartony z zaopatrzeniem - niewielką ilością, gdyż stawia się raczej na szybkie zamówienia i dowóz świeżych produktów niż przetrzymywanie ich dłużej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 126
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
Przyszła wiosna, z wiosną z kolei w parze szła absolutna zmora wszystkich właścicieli psów. Do życia budziło się wszelkie robactwo takie, jak pchły, kleszcze, a niedługo też i komary, które bardziej niż Buce dokuczały samemu Aleksandrowi, szczególnie, że Jokohama leżała przecież nad wodą. Kupił dla swojej psiny co prawda obrożę przeciwpchelną i specjalne krople odganiające wszelkie robactwo, jednak w internecie wyczytał, że naturalne metody są o wiele skuteczniejsze i nawet wychodzą taniej. Nie szkodziło przecież spróbować, a choć niby w to, co mówi internet lepiej nie wierzyć, to jednak pomyślał, że tym razem chyba warto. Ogólnie wolał stosowanie wszelkich bardziej naturalnych środków, bo im więcej chemii, tym - jego zdaniem - gorzej, szczególnie, że nie był pewien czemu może ufać. 
Dzięki największej dzisiejszej potędze, to jest właśnie internetowi, odnalazł sklepik, do  którego teraz się udał, oraz listę olejków, jakie podobno miały dobrze zwalczać paskudne, krwiożercze pajęczaki. Zerknął jeszcze w telefon, dokładniej w notatki, gdzie znajdował się spis składników i przejrzał go pospiesznie. Zaraz odłączył od telefonu słuchawki, zmuszając muzykę do wyłączenia się, po czym schował słuchawki do kieszeni spodni, z kolei sam telefon wylądował w bluzie. Z zadowoleniem spostrzegł, że idealnie przed hanami temperatura robiła się naprawdę przyjemna i nie było ani za zimno, ani za gorąco, dzięki czemu był bardziej skłonny do zabrania Yoshirou do jakiegoś parku. Miał nadzieję, że tym razem nie zaatakuje ich żaden chwast. Jeszcze przed wejściem do sklepu nieznacznie wzdrygnął się na wspomnienie tego, co miało miejsce w walentynki i cieszył się, że obyło się bez żadnych większych komplikacji. 
Poczuł ziołową woń już zanim wkroczył w progi lokalu, co stanowiło dość przyjemne połączenie z zaskakująco rześkim jak na miasto takie, jak Jokohama, powietrzem. Spodziewał się zastać tu jakąś staruszkę, która przekazuje przepisy z pokolenia na pokolenie, zastał, cóż... Dość młodo wyglądającego faceta, który kojarzył mu się raczej z mieszkańcem Zachodu niż Azji. Zdjął kapelusz i skłonił się lekko, mruknąwszy również "dzień dobry", po czym znów nałożył nakrycie głowy i wyciągnął z kieszeni telefon. Dopiero teraz zerknął na towary i nieco zmarszczył brwi; ich ilość zasugerowała mu dwie rzeczy: albo był tu pory ruch, albo mężczyzna planował zwijać interes. 
- Um... - Mruknął i natychmiast się zwiesił, wybity zupełnie z rytmu tym krótkim przemyśleniem o asortymencie. "Idealnie zaczynasz rozmowę, nie ma co." - ... Uhm... - Uśmiechnął się nerwowo. "Brawo, rudy." - Znaczy się, ma pan może kilka olejków? - Wyciągnął z kieszeni telefon i znowu spojrzał na ekran, na właściciela, na ekran i niemrawo wydukał: 
- Miętowy, drzewo herbaciane, lawendowy, geranium, cytronela... Podobno świetnie odstraszają wszelkie robactwo jak się je połączy. - I zerknął znów na mężczyznę, mając minę "ja nawet nie wiem, co ja tu robię".

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 27
Join date : 28/01/2017
avatar
Robert miał dość spokojny dzień w pracy. Kilku klientów przychodziło, przeszukiwało półki, czasem zapytało go o radę i wychodziło, zaś resztę czasu musiał jedynie siedzieć i cierpliwie czekać na godzinę zamknięcia sklepu. Normalnie mały ruch może by go zmartwił, ale dwa ostatnie dni były nadzwyczaj pracowite, uznał więc, że sklepu nic się nie stanie, jak jeden dzień za wiele nie zarobi. Zresztą nie miał wielkich wymagań - byle mógł się z tego utrzymać, a na to prowadzenie sklepiku dotychczas spokojnie pozwalało. Dlatego też siedział właśnie na dość wygodnym krześle z oparciem, z nową książką w dłoni i parującym kubkiem kawy pod ladą, niedawno zaparzonym i już drugim tego dnia. Cieszył się, że kawa nie działała na niego bardzo mocno, przez co mógł nawet po południu cieszyć się jej smakiem, nie martwiąc się nieprzespaną nocą. Co prawda bywało to kłopotliwe, gdy faktycznie chciał się obudzić, ale a wszystko była metoda.
Gdy jednak usłyszał otwierane drzwi, zerknął na wchodzącego do środka mężczyznę, po czym odłożył książkę, zakładając w czytanym miejscu zdobną zakładką. Wstał z lekkim uśmiechem i przywitał z klientem, skłaniając się lekko. Początkowo po przeprowadzce do Japonii uznał ten zwyczaj za nietypowy, jednak zdążył się dość szybko do niego przyzwyczaić. Nieraz myślał, że Japończycy są nawet bardziej uprzejmi od Anglików, z którymi miał wiele do czynienia. I nie, on nie był Anglikiem - był Szkotem, a to była różnica, której większość świata zdawała się nie zauważać, choć była przecież istotna.
- Jak mogę pomóc? - spytał uprzejmie. Mężczyzna nie był jednym z jego stałych bywalców i chyba nie miał wielkiego doświadczenia w podobnych sklepach, bo wyglądał na zagubionego. To jednak w niczym nie przeszkadzało, w końcu Robert miał doświadczenie z różnymi klientami.
- Mam całkiem sporo olejków - odpowiedział, nieznacznie poszerzając uśmiech. Wysłuchał listy rudzielca, kiwając nieznacznie głową.[/b] - Szczerze mówiąc raczej rzadko miesza się tyle olejków ze sobą. Być może i oddania owady, ale co z tego, jak zapach odstrasza i ludzi?[/b] - wygiął szeroko wargi w przyjaznym uśmiechu. Rzecz jasna nie chciał mówić ludziom, co mają kupować, ale jeśli mógł służyć radą, zawsze starał się to robić.
- Jest wiele olejków przeciw owadom, więc można sobie wybrać taki, który najbardziej zapachem pasuje danej osobie. Na ludzi te olejki też w końcu jakoś działają. Mnie na przykład niektóre odprężają, a inne mogą wywołać ból głowy. No i zależy, jakie owady chce pan odstraszyć. To, co fantastycznie odstrasza komary, może zupełnie nie działać na mole. Z tych wymienionych chyba najbardziej uniwersalny jest lawendowy. Odstrasza komary, pająki, mole, mrówki, nawet myszy czy szczury raczej się nie zbliżą. I większości osób podoba się ten zapach. A ugryzienia również można nim smarować, by zmniejszyć opuchliznę i swędzenie.
Wyciągnął z szuflady pudełko, gdzie trzymał próbki zapachowe olejków w niewielkich pojemniczkach, odnalazł ten lawendowy i podał go klientowi.
- Z jakimi owadami dokładnie est problem? - dopytał jeszcze. Nie chciał wciskać ludziom wszystkiego jak leci, a naprawdę pomagać im dobrze dobrać produkty. Może inni handlarze woleli upchać jak najwięcej najdroższych środków nieświadomym, ale Robert wierzył raczej, że jak jego towar odpowiednio dopasowany do potrzeb pomoże, buduje zaufanie klientów, którzy później mogli do niego wrócić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 126
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
- Wiem, tak... Ale podobno ma działać. Nie wykorzystam tego jako broni masowej zagłady, myślałem bardziej o jakimś wyjeździe za miasto. Sam nie lubię tych zapachów... - Nieznacznie się skrzywił, myśląc o tym, że będzie musiał myć psa dodatkowo jeszcze myć z tej mieszanki. Olejki miały dla niego zbyt intensywną woń, no i jednak wolał kwiaty w pełni żywe, a robienie z nich czegoś takiego było dla niego niemal świętokradztwem. Ale jakoś trzeba było sobie radzić. 
- Myślałem, że jak pies będzie biegał z daleka od kogokolwiek, to nie będzie kłopotu. Ale... rozumiem. Podobno to połączenie jest bardziej skuteczne niż w pojedynkę. - "I z całą pewnością niemożebnie śmierdzi, ale czego się nie robi z miłości?". Aleksandr lekko wzruszył ramionami i skinął głową; najwyżej posłucha się mądrzejszego w tej kwestii, bowiem nie należał do osób kłótliwych i potrafił przyznać drugiej osobie rację w danej kwestii. Spojrzał na olejki i przez moment walczył ze sobą, by nie krzywić się na myśl o wąchaniu ich, jednak ostatecznie zwyciężył krótką walkę. Węch, w kwestii odbierania nieprzyjemnych bodźców, był u Alka zdecydowanie na pierwszym miejscu ze wszystkich zmysłów. 
- Zna-- znaczy ja się nie muszę niczym smarować, bo owady mnie chyba nie lubią. - "Co chyba nie jest dziwne, jak zamiast krwi masz kawę i alkohol..." - Myślałem o psie. Czytałem, że wystarczy posmarować łapy i trochę kark, to wtedy kleszcze, nawet jak skoczą na psa, uciekają. Bo nie mogą wytrzymać zapachu. - "Nie dziwię się im..." - ... I jak myślę o tym, co te paskudy potrafią zrobić psu, to chcę go zabezpieczyć na każdy możliwy sposób. - "A jak odstraszy ludzi, to też dobrze." - No i... - Uśmiechnął się lekko. - Jak zapach ma odstraszyć osoby, które podbiegają do psa i krzyczą, że to pieseł i jest nie wiadomo jak słodki, to tym chętniej kupię. Psina jest dobra, ale jednak cierpliwość ma granice... I takie tam. - Cicho westchnął, patrząc na próbki, które zaraz posprawdzał i momentalnie zamarł. Nie umiał wskazać, który z nich podobał mu się bardziej, tudzież raczej nie przypadł mu zupełnie żaden do gustu i wszystkie były dla niego nieprzyjemne. 
- Em... może... Wezmę je wszystkie, trochę poeksperymentuję i... się zobaczy. Jak któryś nie będzie pasował, to... To komuś oddam. Moja rodzina lubi takie rzeczy. - W końcu w Rosji kochali wszelkie naturalne kosmetyki i inne takie. - A poza tym... - "Po co się odzywasz znowu?" - ... To dobrze, że pan działa w ten sposób - "Tak, rudy, bardzo dużo sensu." - Znaczy, że nie wpycha pan byle czego. - Sprecyzował, uciekając spojrzeniem od twarzy mężczyzny.

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 27
Join date : 28/01/2017
avatar
Kiwał uważnie głową, słuchając słów mężczyzny. Zawsze starał się porównywać to, co usłyszeli czy wyczytali klienci, porównując ze swoją wiedzą i ewentualnie dopytując znajomych po fachu bądź doszukując więcej informacji z różnych źródeł. Dopiero wtedy mógł stwierdzić, czy dana osoba miała rację, czy też był to kolejny hit internetu.
- Myślę, że mieszanie tylu zapachów może być lekką nadgorliwością. Z pewnością odstrasza robaki, ludzi też, ale trzeba pamiętać, że sam pies ma dużo mocniejszy zmysł węchu niż człowiek. Jemu również może to przeszkadzać, i to bardziej niż ludziom - zauważył. - Jeśli kleszcze szczególnie lubią pańskiego psa, można spróbować... ale raczej w ostateczności. - Zaczął przeglądać swoje zapasy, wyszukując kilka fiolek i stawiając je na blacie. Wskazał jedną z nich z ciemnobrązowego szkła.
- Generalnie to dość proste - im mocniejszy zapach, tym lepiej odstrasza. To paczula, którą wąchają chyba tylko masochiści - powiedział z bladym uśmiechem. Nawet nie odkręcał fiolki, bo wiedział, że ten zapach zaraz wypełni pomieszczenie, a tego nie chciał. - Jest na pewno skuteczny, ale ciężko go znieść. Podobnie jak drzewo herbaciane, ale to jest już znośniejsze. - Wskazał flakonik stojący obok. Zaraz zaczął pokazywać kolejne olejki, o których akurat mówił. - Eukaliptus jest ostry, ale już przyjemniejszy i łatwiej go polubić. Podobnie mięta i trawa cytrynowa, choć te są już słabsze. - Przeniósł wzrok na rudzielca, zastanawiając się, czy przypadkiem nie wchodzi w zbędne, nie interesujące go szczegóły. Nieraz mógł godzinami dopasowywać z ludźmi odpowiednie preparaty, ale wiedział, że duża część osób chciała tylko kupić, co im pomoże i wyjść.
- Jakby przeszkadzały panu silne zapachy, zawsze można spróbować ze zwykłymi ziołami. Choćby ta mięta pieprzowa, a jak dodać do niej bazylię, to kilkukrotnie wydłuża się działanie takiego specyfiku.
Spojrzał z zaskoczeniem na kapelusznika i uśmiechnął się łagodnie, słysząc pochwałę. Musiał przyznać, że był z tego dość dumny, nie chciał jednak,by owo uczucie przerodziło się w pychę, zwykle więc zbywał pochwały jakąś uwagą.
- To nieopłacalne, zaraz ktoś mnie pozwie za... jak wy to mówicie? Szarlataństwo? - spytał, niepewny japońskiego słówka - No i tyle z tego będzie. Już lepiej, by to, co sprzedam, działało na tyle dobrze, by klient chciał wrócić. No i jest kwestia moralności, prawda? Co prawda lekarzem nigdy nie byłem, ale ojciec już od dziecka wpajał zasadę "po pierwsze, nie szkodzić". Jak mogę jakoś pomóc, to... to chcę, po to tu w końcu jestem, czyż nie? - wzruszył ramionami, po czym się zreflektował, że może to być uznane za niegrzeczne. Był w Japonii od dawna, jednak nadal nie wyzbył się wszystkich odruchów z zachodu. Choć po prawdzie to i jego klient nie wyglądał wcale na rodowitego Japończyka.
- Wie pan, w jaki sposób to aplikować? To też zależy od charakteru psa... jeśli można wiedzieć, jaka to rasa? I jak jest duży? Mogę od razu dobrać proporcje, bo zależą one od masy - wyjaśnił, wyciągając spod lady notatnik i długopis, wziął również łyka kawy, czując suchość w gardle, po czym spojrzał wyczekująco na mężczyznę, gotów do notowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 126
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
Nie lubił sytuacji, w których mylił się i wygłupiał przed obcymi ludźmi, w związku z tym jego głowę coraz nachalniej nachodziły myśli dotyczące tego, że najchętniej kupiłby to, co ma kupić i zapadłby się pod ziemię. Chyba właśnie dlatego nie lubił interakcji z innymi osobnikami gatunku mądrych dwunogów. I prawdopodobnie z tego powodu na jego twarzy pojawiała się powoli czerwień. O ile w miarę znośne było samo w sobie zawstydzanie się, to nienawidził uczucia, które centrum miało na jego nosie i policzkach razem ze szkarłatem, jaki tamże się pojawiał. 
Jak dziecko, które bało się nagany, skinął jedynie głową, przybierając przy tym pokorną minę. I choć rozumiał, że ten człowiek chce dla niego dobrze, to raz, że nie był przyzwyczajony do takiego poświęcania uwagi klientowi (kto w tym kraju to robi?), a dwa, że właśnie rozważał ucieczkę jak najszybciej i dalsze kupowanie tych wszystkich smrodów online. Jeśli przy tym zakupie trafi na jakieś skuteczne, to nie miałby kłopotu ze sprawdzeniem etykiet i producentów, by zamówić w Internecie. W takim wypadku miałby wszystko od razu do domu i nie musiałby specjalnie biegać tutaj po--
"Przecież nie mieszkasz tak daleko."
... Nieważne. 
Gdyby miał więcej odwagi, odpowiedziałby, że wszystkie te olejki wąchają tylko masochiści. Sam szczerze nienawidził tych zapachów i jego zdaniem były najgorszym możliwym sposobem na spożytkowanie roślin. Nie przeszkadzała mu nigdy woda różana, która wszak też jest naturalnym, roślinnym, a olejki, kadzidła i inne temu podobne twory zawsze uważał za dzieło szatana. 
Postanowił zatem pomyśleć o czymś przyjemnym. 
"Kawa." 
... 
"Kurwa, to moja praca."
... To też nie jest ważne. 
W myślach wydał z siebie jęk potępionej duszy i zawodził, że w środku umiera. Ale to nigdy nie miało prawa ujrzeć światła dziennego, więc pozostańmy przy tym, że Alek wydaje z siebie dziwne odgłosy tylko i wyłącznie w krętych korytarzach swojego rudego, rosyjskiego umysłu. Przecież nie może sobie pozwolić na nieuprzejme zachowanie wobec nieznajomego. Poza tym nie był w kwestiach, co do których pewności nie miał, człowiekiem upartym, więc... 
"... Od kiedy kupowanie olejków dostarcza tylu emocji?!"
... A ponadto, jakoś nie był zdziwiony, że drzewo herbaciane miało nie pachnieć zbyt dobrze. Wszystko, co jest szatańskim olejkiem i jeszcze ma w nazwie herbatę, powinno mieć specjalne miejsce w "Ars Goetia" i to nie byle jakie, bo ponad wszystkimi królami diabelskimi. No, ale co kto lubi. Niektórzy wolą kawę czarną, jak grzeszna dusza, inni piekielny napar z chwastów. Na pewno wokół tego jakiś dziwny człowiek stworzył całą filozofię, a jeśli nie, to przynajmniej kilku dziś się do tego przymierza. 
No i... czy czasem nie powinien powiedzieć nieznajomemu, że dla niego to nawet nie robi różnicy? Och, jakim paskudnym ignorantem okazywał się w tej chwili Aleksandr. I hipokrytą. I w ogóle zło i szatani. Jeśli miało to być faktycznie bardziej skuteczne niż chemiczne zamienniki i te, pożal się boże, obroże przeciwpchelne, które nie działały ni fiu fiu, to się przemęczy. Raz kozie śmierć. 
Drgnął, czując na sobie spojrzenie nieznajomego. Był dość bezpośredni i bez żadnego skrępowania mówił o tym wszystkim, co dla Aleksandra było zupełnym zaskoczeniem. Ciekawiło go, ile ten mieszkał w Japonii, ale nie miał zamiaru o to pytać, bowiem uznał to za nietaktowne.  Nie potrafił zidentyfikować też jego akcentu ani dopasować rysów twarzy do jakiejkolwiek nacji. Pewnie Amerykanin. Ich zawsze jest dużo, tak jak osób hiszpańskojęzycznych i Rosjan. 
Zmarszczył nieco brwi na ideę nacierania czy robienia psu czegokolwiek innego z udziałem bazylii. Buka byłaby co prawda zachwycona okazywaną jej atencją i w ogóle, ale przecież nie będzie robił z psa pieczeni. Było to dość abstrakcyjne i wiedział, że używanie rzeczy znajdujących najczęściej zastosowanie w kulinariach w inny sposób nie jest niczym dziwnym, ale jednak... A potem Alek był głupi i palnął coś zdecydowanie zbyt śmiałego, ale gdyby nie błaźnił się na każdym kroku, to nie byłby sobą. Poza tym w tym momencie starał się bardziej przekonać nogi, by nie uginały się pod wpływem stresu, niż umysł, by panował nad językiem. 
- Zna-- znaczy... Myślę, że w tym kraju raczej nikt by nie miał z tym problemu. Ludzie nie robią tu kłopotów, bo przej- przejmują się tym, że tak nie wypada. - W końcu zdobył się na to, by spojrzeć na mężczyznę. Bynajmniej nie poczuł się pewniej, widząc jego uśmiech. 
- A... a... a to powinno być dewizą każdej osoby, która pracuje, em... dla innych? Coś w tym stylu. No ale w Japonii z reguły ludzie są porządni... - "Nawet przemytnicy broni, nie?". Westchnął w duchu. Czasami naprawdę się nienawidził. "I w ogóle po co ta pogawędka?", o, na przykład teraz niechęć do samego siebie rosła. 
- ... Tak się po prostu przyjęło. Szacunek do drugiej osoby jest niezwykle ważny. - "Tak samo jak mówienie oczywistych rzeczy, co?", usta nieznacznie zadrżały, gdy rudy już je zamknął. 
- Em... Akita, dorosła. Samica. Jakieś sześćdziesiąt centymetrów, wagi nie wiem ile... Ale raczej w standardowych granicach, bo dużo się rusza i je zdrowo. Czyli koło... trzydziestu pięciu? Coś takiego. - A potem patrzył chwilę w milczeniu na mężczyznę, na sam jego kubek, potem kątem oka na jego zawartość. 
- Lubi pan kawę? - "Brawo. A kiedy zapytasz przypadkową osobę na ulicy, czy lubi bekon?"



// Tak swoją drogą, bo jako Alek nie mogę tego powiedzieć (dla niego to nie jest wiadome), ale ta mieszanka naprawdę odstrasza kleszcze skuteczniej niż jej pojedyncze składniki xD I nie dokucza aż tak w kwestii zapachu, co mówię z perspektywy osoby nienawidzącej olejków całym sercem. Dla człowieka w jakieś 10-15 minut przestaje być dokuczliwy po wyjściu z domu, pies czuje go dłużej, z kolei kleszcze się nie przyczepiają przez godzinę do dwóch, a jak już na psa skoczy, to i tak nie ma dużego prawdopodobieństwa by zainteresował się jego krwią. Zapach jest dla nich zbyt duszący, by ryzykowały picie krwi czegoś, co tak źle pachnie. I działa to też lepiej niż obroże przeciwpchelne i chemiczne specyfiki mające podobny skład.

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 27
Join date : 28/01/2017
avatar
Robert pozostał nieświadomy wszystkiego, co działo się w głowie jego klienta. Zresztą od dawna przestał się bawić w zgadywanie, co siedzi w głowie człowieka, acz nie był to czas, by myśleć o swojej przeszłości. Bardziej zajmowały go obecnie przyziemne kwestie obsługi mężczyzny.
- To prawda, że Japończycy są zaskakująco pracowici... Aż szkoda, że na zachodzie nie ma podobnej mentalności. Obawiam się, że tam większość osób myśli, jak wymigać się od pracy, nie jak ją najlepiej wykonać. A potem zdziwienie, że nic nie funkcjonuje, jak powinno. - Westchnął cicho, po czym przyjrzał się rudzielcowi. - Wybacz bezpośredniość, ale czy mylę się, czy również nie jesteś stąd? - spytał ostrożnie. Możliwe w końcu, że mężczyzna mógł mieć zagraniczną krew, jednak urodził się w Japonii i uważał się za Japończyka. Jednak Robert wyczuwał, że mówi o kraju raczej z dystansem, nie z perspektywy rodowitego mieszkańca.
Zaraz też, wysłuchawszy informacji o psie, pokiwał głową i na kartce zapisał zalecane proporcje specyfików, wyjaśniając pokrótce, jak je aplikować. Dołączył ją do olejków i spakował do niewielkiej papierowej torebki.
- Aha, jak można nie lubić kawy! - odparł z lekkim uśmiechem. - Jak siedzi się tu cały dzień, widząc może kilkanaście osób w ciągu kilku godzin, przy czym większość nie zamienia słowa poza "dziękuję" czy "proszę to i to", naprawdę łatwo popaść w senność. Rzecz jasna jest nieco roboty z rozkładaniem towarów, ich spisywaniem i sprawdzaniem świeżości, ale i tak robi się to zwykle przed otwarciem. Bez kawy i jakiejś lektury do zajęcia umysłu, człowiek by się pospał i nawet by nie zauważył, jakby mu pół sklepu rozkradli. Nie żebym myślał, że tutejsi mieszkańcy są do tego skłonni - naprostował szybko.
Zaraz na kolejnej kartce zanotował sobie wymienione wcześniej przez mężczyznę olejki, mając zamiar zaraz po powrocie do domu to sprawdzić. W końcu człowiek uczy się całe życie i chciał sam się przekonać, czy tym razem jest to godne uwagi. Ludzie przychodzili do niego z różnymi instrukcjami i jak część okazała się szarlataństwem, inną część przyjął, gdy zobaczył jej skuteczność i jedynie wzbogacił tak swoją wiedzę, co w końcu powinien robić bezustannie.

// dobrze wiedzieć, może coś w końcu odgoni te krwiożercze paskudztwa xD I za nieścisłości sorry, się posiłkuję głównie internetem plus siostrą siedzącą w olejkach, sama specjalnie nie mam w tym doświadczenia ;^;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 126
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
- Jestem z Rosji. - Odpowiedział w miarę spokojnie mimo burzy wszelkich myśli, jakie krążyły po jego głowie. Ani w Japonii ani w swojej ojczyźnie nie spotykał się w usługach czy sklepach z taką otwartością i nie umiał do tego przywyknąć, gdy już się na taki wyjątek natknął. Aktualnie ta rozmowa trwała dla niego już zdecydowanie za długo i była zbyt nieformalna, jednak czuł, że nie ma prawa się sprzeciwić komuś, kto wbrew wyglądowi, zdawał mu się starszy i bardziej doświadczony. W okolicznościach bardziej luźnych z natury, prawdopodobnie starałby się coś odczytać z oczu swojego rozmówcy, ale teraz odnosił wrażenie, jakby nie był do tego upoważniony. 
- ... Tu mieszkam od kilkunastu lat. - "I nie wiadomo po co zwierzam się z mojego życia." - ... I nawet nie pamiętam prawie nic na temat tego, jak zachowują się Rosjanie w pracy. - "Oho, teksty godne wstępu do jakiegoś anime. Gdybym był uczniem i nie miał chujowego wzroku, siedziałbym w ostatniej ławce pod oknem. Nie ma co." - Także... trochę nie mam porównania. Nie wyjeżdżam też często. - "Bo jestem pieprzotą, która boi się ludzi." - Yyym... - "Podpowiedź: kultura nakazuje zadanie jakiegoś pytania zwrotnego, ty egoisto.", uśmiechnął się nerwowo na krótką chwileczkę. Bardzo blado i delikatnie. Ruchem zaledwie kilku mięśni swojej twarzy. "No, wyduś to z siebie w końcu." - ... A pan...? - Urwał równie nagle, co zaczął, po chwili dopiero kojarząc, że jego odpowiedzi nie sugerują jednoznacznie, o co Alek pytał. - Znaczy... Skąd pan pochodzi, jeśli wiedzieć można? - Poczuł, jak oblewa go nagle zimny pot. Czemu pozwalał sobie na takie spoufalanie  z przypadkowym człowiekiem? 
- A-ach... rozumiem. Jeśli jest tu cicho to nic dziwnego. - "... To zabrzmiało jak sugestia, że gościowi się nie powodzi, buraku" - ... znaczy... - "Twoje sumienie pewnie teraz unosi sceptycznie brew." - ... pan chyba i tak w większości siedzi, bo zazwyczaj jest tak w miejscach tego typu. - Zreflektował się zaraz, a na twarzy znowu mignął delikatny uśmiech. Spojrzeniem uciekł w kierunku regałów, na których poustawiany był asortyment. Gdy myślał dłużej o tej całej interakcji, to miał coraz bardziej mieszane uczucia. "Jak to było w Postalu 2? Idziesz po mleko, wracasz z krwią całego miasta na rekach?". Zatem dla Alka cała sytuacja była podobnym wybuchem mózgu, jednak znacznie mniej krwawym, choć równie niejednoznacznym. Wrócił wzrokiem na właściciela lokalu dopiero, gdy uświadomił sobie, że powinien zgarnąć zakupy i notkę odnośnie aplikowania. 
I stał i się tak gapił na człowieka. 
Gapił się jak ostatni głąb na Bogu ducha winnego człowieka, utrzymując przy tym nieodgadnioną minę. Kącik ust lekko drgał, w głowie poruszały się kolejne trybiki, a na bladej twarzy Rosjanina zaczynało pojawiać się coś na wzór strachu i ogarniającej go na nowo paniki. W środeczku z chwili na chwilę coraz głośniej krzyczał i coraz bardziej umierał. 
"Och, do cholery, podziękuj, zapłać, weź i wyjdź." 
A policzki zapłonęły nagle szkarłatem, kiedy Aleksandr uświadomił sobie, że aż tak kłopotliwa była dla niego codzienna czynność. Zaraz lekko skinął głową, ogarnął twarz i wyciągnął z kieszeni kilka banknotów. 
- Em... ile jestem winien? - Spytał, a gdy dostał odpowiedź w postaci danej sumy, dał mężczyźnie pieniądze o zbliżonej wartości i przyjął resztę. Jednak kiedy wziął swoje zakupy, stał dłużej w tym miejscu, co poprzednio i ani drgnął. Chyba nie powinien ot tak skończyć całej rozmowy, nieważne, jak bardzo męcząca była ta dla niego przez ostatni czas.

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 27
Join date : 28/01/2017
avatar
Potaknął na słowa Rosjanina, jak się okazało. Tak właśnie podejrzewał, że Japończykiem, jednak pewności mieć nie mógł, zwłaszcza że ten faktycznie długo już przebywał w tym kraju i widać, że sporo zwyczajów już podchwycił. Słuchał go z zainteresowaniem, nie miał zbytnio okazji spotkać nikogo z Rosji, w końcu w Japonii nie było wcale tak wiele obcokrajowców, choć co jakiś czas jacyś się zabłąkali do jego sklepu.
- Ja jestem ze Szkocji. Ale mieszkam tu krócej, kilka lat, więc od razu przepraszam za akcent i inne takie - odparł z delikatnym uśmiechem. - To prawda, że zazwyczaj jest tu raczej spokojnie. To nie ten typ sklepu, gdzie przychodzą się wykrzyczeć. Najtrudniejszy typ klienta to nastolatki wybierające jakieś naturalne mazidła do cery, ale na szczęście większość też umie się zachować - pokiwał głową, zaraz się orientując, że znów zanudza klienta. Musiał naprawdę długo nie mieć do kogo otworzyć ust, że tak teraz czepiał się każdej okazji do gadania. Nie żeby miał coś przeciwko, bynajmniej, lubił interakcje z ludźmi, ale miał na uwadze, że nie wszyscy musieli być tym tak zainteresowani jak on. Zresztą widać było po reakcji mężczyzny. Robert uśmiechał się wciąż, jednak czuł wzrok i niemal słyszał w głowie głos ofukujący go za zbytnią poufałość i zabijanie nudy przy pomocy bogu ducha winnych klientów. Przynajmniej głos był jego własny, a nie Hyde'a, bo tego miał dość na całe życie, ale nadal był on niewygodny. Tak się w niego zasłuchał, że niemal podskoczył, słysząc pytanie rudzielca i prędko pokiwał głową.
- Tak, to będzie... zaraz... - Prędko policzył ceny sprzedanych mężczyźnie olejków i podał kwotę, po czym dwa razy upewnił się, czy dobrze wyliczył resztę. Musiał być tego dnia szczególnie rozkojarzony, że takie proste rzeczy sprawiały mu kłopot. Z przepraszającym uśmiechem spakował zakupy do papierowej torebki i wręczył ją mężczyźnie.
- Proszę bardzo! I przepraszam, że ja tak... czasem za dużo mówię - zaśmiał się lekko, jednak w obym wybuchu więcej niż radości słychać było zażenowania. - Ale dziękuję za rozmowę! Pewnie połowa klientów by wyszła w połowie, więc no... miło mi! - Zaraz, przypomniawszy sobie, że nie dorzucił jej do zakupów, jak zwykle to czynił, podał mu wizytówkę sklepu, gdzie widniało jego nazwisko, które tu przyjął - dr Henry Jekyll - oraz adres i inne dane jego sklepu. - I zapraszam ponownie! - dodał, machając mu zamiast skłonić się na tutejszą modłę - ot, wyraz stęsknienia za zwyczajami z domu.

// Niezgrabnie ale to cała ja i i tak jestem spóźniona ;^;
|zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
"Załatwię to pokojowo, zaraz będzie po wszystkim."
Z taką myślą Chuuya czekał na pasach, aż światła uliczne oznajmią, że piesi mogą przejść przez ulicę. Westchnął cicho, wyciągając słuchawki z uszu i zatrzymując utwór przyciskiem na kablu, akurat wtedy, gdy sygnalizacja świetlna uruchomiła zielone światło. Wraz z tłumem obcych ludzi wyminął kolejny tłum, kierując się do swojego celu. Działanie na własną rękę było ryzykowne w tej sytuacji, ale nie widział innego wyjścia. Jak raz niechętnie przystawał na współpracę z Dazaiem, jednak głównie dlatego, że w barze po prostu się zbłaźnił jak totalny idiota. Sprawa z klubem powinna być rozwiązana jak najszybciej; kto to widział, żeby byle grupka starała się zagrozić autorytetowi Mafii Portowej?
Dotarł na miejsce zaledwie parę minut po schowaniu słuchawek i telefonu do kieszeni spodni. Witryna sklepowa pokazywała asortyment lokalu, na który, tak, jak mówiły zdobyte informacje, składały się artykuły związane z zielarstwem. Trochę szkoda, że będzie musiał tu nabroić, jeśli sklepikarz okaże się niechętny do współpracy. Wszedł do środka, skinął głową na powitanie i zaczął rozglądać się bez przekonania po półkach. Nie chciał wplątywać w sprawę zwykłych mieszkańców miasta, a mogło się zrobić gorąco, toteż postanowił poczekać, aż sklepik opustoszeje.
- Proponuję panu na chwilkę wywiesić ładną tabliczkę z napisem "zamknięte".
- Odezwał się, gdy został sam na sam z właścicielem. Brzmiał póki co spokojnie, ba, nawet lekko uśmiechał się. Sklepikarz sprawiał wrażenie przyjemnej osoby, także może wszystko pójdzie łatwo?
- Jestem tu w celu przeprowadzenia pewnej, że tak to nazwiemy, inspekcji.
- "No, Chuuya. Dobry glina czy zły glina?"
To się okaże.
- Czy zna pan człowieka nazwiskiem Shakespeare?
- Spytał, obserwując mężczyznę. "Kolego, żadnych telefonów. Rączki na widoku. Będzie dobrze."
Najwyżej ktoś znowu skończy poobijany.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Yuuko | Yuuko | Chuuya
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Sklepik zielarski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Sklepik z indiańskimi pamiątkami
» Sklepik z jadalną biżuterią
» Sklepik mistrza gry
» Sklep zielarski Orchideous

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Kanazawa-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.