Share | 
 

 Sklepik zielarski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next
Zielarz
Liczba postów : 27
Join date : 28/01/2017
avatar
First topic message reminder :

Sklepik wydaje się wciśnięty między bloki, jednak klientów przyciąga woń ziół i roślin, która się z niego wydobywa, nie na tyle mocna, by przydusić, jednak zwracająca uwagę. Na wystawie widać buteleczki i zioła na aksamitnej materii. Wnętrze nie jest duże, ale nie ma się wrażenia ciasnoty, do pięciu osób może spokojnie oglądać półki zastawione maściami, olejkami, suszami, proszkami i wyciągami bez przeszkadzania sobie bardzo i bez szturchania się łokciami. Naprzeciw drzwi stoi długa, nieco staroświecka lada z kasą fiskalną i terminalem do płacenia kartą w rogu. Pod ladą trzymane są wszelkie próbki dołączane do zakupów oraz miejsce na kubek z kawą czy herbatą i książkę, której czytaniem sprzedawca zajmuje się, gdy nie ma klientów. Za ladą są drzwi prowadzące do niewielkiego magazynu, gdzie znajdują się kartony z zaopatrzeniem - niewielką ilością, gdyż stawia się raczej na szybkie zamówienia i dowóz świeżych produktów niż przetrzymywanie ich dłużej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
"Załatwię to pokojowo, zaraz będzie po wszystkim."
Z taką myślą Chuuya czekał na pasach, aż światła uliczne oznajmią, że piesi mogą przejść przez ulicę. Westchnął cicho, wyciągając słuchawki z uszu i zatrzymując utwór przyciskiem na kablu, akurat wtedy, gdy sygnalizacja świetlna uruchomiła zielone światło. Wraz z tłumem obcych ludzi wyminął kolejny tłum, kierując się do swojego celu. Działanie na własną rękę było ryzykowne w tej sytuacji, ale nie widział innego wyjścia. Jak raz niechętnie przystawał na współpracę z Dazaiem, jednak głównie dlatego, że w barze po prostu się zbłaźnił jak totalny idiota. Sprawa z klubem powinna być rozwiązana jak najszybciej; kto to widział, żeby byle grupka starała się zagrozić autorytetowi Mafii Portowej?
Dotarł na miejsce zaledwie parę minut po schowaniu słuchawek i telefonu do kieszeni spodni. Witryna sklepowa pokazywała asortyment lokalu, na który, tak, jak mówiły zdobyte informacje, składały się artykuły związane z zielarstwem. Trochę szkoda, że będzie musiał tu nabroić, jeśli sklepikarz okaże się niechętny do współpracy. Wszedł do środka, skinął głową na powitanie i zaczął rozglądać się bez przekonania po półkach. Nie chciał wplątywać w sprawę zwykłych mieszkańców miasta, a mogło się zrobić gorąco, toteż postanowił poczekać, aż sklepik opustoszeje.
- Proponuję panu na chwilkę wywiesić ładną tabliczkę z napisem "zamknięte".
- Odezwał się, gdy został sam na sam z właścicielem. Brzmiał póki co spokojnie, ba, nawet lekko uśmiechał się. Sklepikarz sprawiał wrażenie przyjemnej osoby, także może wszystko pójdzie łatwo?
- Jestem tu w celu przeprowadzenia pewnej, że tak to nazwiemy, inspekcji.
- "No, Chuuya. Dobry glina czy zły glina?"
To się okaże.
- Czy zna pan człowieka nazwiskiem Shakespeare?
- Spytał, obserwując mężczyznę. "Kolego, żadnych telefonów. Rączki na widoku. Będzie dobrze."
Najwyżej ktoś znowu skończy poobijany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 27
Join date : 28/01/2017
avatar
Dzień jak co dzień, ani specjalnego ruchu, ani zupełnej ciszy. Można by rzec, że właściwie rutyna, choć ta nie przeszkadzała Robertowi. Cenił spokój i nie potrzebował mocnych wrażeń, wręcz przeciwnie. Dlatego kawa i sudoku, dla odmiany od książki, były tym, czego potrzebował. Ta łamigłówka była dobrym zastępstwem lektury, gdy nie mógł się skupić na czytanym tekście. Wpisywał cyferki automatycznie, jednocześnie oczyszczając umysł z innych myśli. Rzecz jasna odrywał się,gdy tylko do jego sklepu ktoś zawitał, ale do tego już przywykł i nie było to dla niego problemem, zwłaszcza że akurat tego dnia wszyscy klienci przychodzili raczej w konkretnych sprawach lub by się rozejrzeć, nie musiał wiec myśleć, co im polecić.
Początkowo nie zwrócił uwagi na kolejnego klienta, rudzielca w kapeluszu. Zerknął tylko, skłonił się uprzejmie i dyskretnie obserwował, czy nie zaproponować mu pomocy. Ten wydawał się jedynie rozglądać bez większej uwagi po półkach, więc mężczyzna uznał, że pewnie po prostu szuka czegoś ciekawego, jak wiele osób zaintrygowanych jego witryną, przychodzących ot tak.
Tym bardziej był zaskoczony nietypową prośbą mężczyzny. Uniósł pytająco brwi, ale potaknął, podszedł do drzwi i odwrócił zawieszkę. Wyczuwał kłopoty, ale jeśli nawet, zdecydowanie nie chciał mieszać do tego przypadkowych ludzi z ulicy. Nawet jakby miało to zakończyć się bójką, ostatecznie miał swoją Zdolność, a jeśli szybko by zdołał to załatwić, obejdzie się bez jej... ubocznych skutków. Musnął palcami kieszeń bluzy, chcąc upewnić się, że buteleczka z miksturą, która uruchamiała Zdolność, była na swoim miejscu. Był to rzadki specyfik, na który składniki były bardzo mocno dostępne, a te, które mógł sam sobie załatwić, długo rosły i były dobre do zebrania jedynie przez kilka dni, przy czym trudne do przechowywania. Tym bardziej nie chciał marnować płynu, jeśli nie będzie to konieczne.
- Słucham, w czym mogę pomóc? - spytał uprzejmie, jakby nic się nie stało, a prośby o zamknięcie sklepu otrzymywał codziennie. Aczkolwiek gdy usłyszał pytanie, zmarszczył brwi i spojrzał na niego zaskoczony. Czemu ten pytał go o Williama? Nazwisko tego było dla niego lekkim zaskoczeniem i nim odpowiedział, milczał krótką chwilę, zastanawiając się, czego ten może chcieć. Jedyne, co przychodziło mu na myśl, to Księga. Ile ludzi mogło jej szukać?
- Możliwe... - odparł ostrożnie, przyglądając się uważnie mężczyźnie. - Ale nie chciałbym ujawniać jego danych każdemu, kto spyta. Mogę wiedzieć, z kim mam przyjemność i czemu ciekawi pana pan Shakespeare? - Nieznajomy się uśmiechał, ale nie brał tego jako znak przyjaznego podejścia. W końcu sam nieraz się uśmiechał, chcąc po prostu uspokoić rozmówcę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Obserwował jego reakcje i choć te były delikatne, Nakahara dostrzegł, że pewnie coś jest na rzeczy. Rozejrzał się teatralnie po sklepiku, co mogło sugerować, że zastanawia się, co powinien zniszczyć jako pierwsze, albo, że po prostu czegoś szukał, po czym wrócił spojrzeniem na mężczyznę. Ten posłusznie zamknął lokal, całkiem przytulny zresztą, co było dla Chuuyi sygnałem, że może się obyć bez używania przemocy. Gdy mężczyzna wrócił za ladę, mafiozo oparł się o nią i wbił spojrzenie w jego ciemne oczy, wciąż się uśmiechając. Chciał mu pokazać, że czuje się w tej chwili swobodny i pewny siebie, że to on tu rozdaje karty.
- Nakahara.
- Rzucił wymijająco swoim nazwiskiem, które w Japonii wszak należało do popularnych. Jego rozmówcy nie będzie łatwo dociec do faktycznej tożsamości Chuuyi, o ile on sam się nie przedstawi do końca. - Możesz mi pomóc, przyjacielu. Muszę zadać ci kilka pytań na temat tego człowieka. Widzisz, są podejrzenia, że pan William ma pewne powiązania z niezbyt legalnym ugrupowaniem, które zalazło za skórę dwóm dość istotnym organizacjom. Słyszałeś o Mafii Portowej? Oj, wierz mi, nie chciałbyś, żeby się na ciebie uwzięli. - Westchnął cicho, robiąc zatroskaną minę. Wiele razy robił w Mafii za posłańca i z mniejszym powodzeniem za dyplomatę, o ile nie przekazano mu z góry ustalonego planu. Zastukał palcami skrytymi za materiałem rękawiczki w blat i przechylił głowę w bok.
- Z tego słodkiego sklepiku niewiele by zostało. Słyszałeś o Obdarzonych tak silnych, że potrafią sprawić, by w kilka chwil cały budynek znikł ot tak? - W Mafii, o ile się orientował, nie było takich, ale pamiętał historię Moriego o dziewczynie z przestrzenną Zdolnością, pochłaniającą obiekty do ukrytego wymiaru. No, ale postraszyć zawsze można.
- Nie życzę ci źle. - Wzruszył lekko ramionami. - Nic mi nie zrobiłeś, ale człowiek, który prawdopodobnie rozszarpał moją reputację na strzępy i zrobił pośmiewisko z Mafii, zna cię. - Uderzył otwartą dłonią w blat, delikatnie krzywiąc się na dźwięk trzęsących się i obijających od siebie buteleczek.
- Dlatego postawię sprawę jasno. Albo mówisz mi wszystko, co wiesz, albo zabiorę ci wszystko, co masz. - Z głosu spoważniał, jednak jego twarz wyrażała coś, co było mieszanką rozbawienia i rzucenia wyzwania.
Po dobroci albo po złości.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Yuuko | Yuuko | Chuuya
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 27
Join date : 28/01/2017
avatar
Robert słuchał słów rudzielca z coraz większym napięciem. Mimowolnie zmarszczył nieco brwi, wpatrując się w niego, starając się ocenić swoją sytuację. Mafia. To z pewnością nie wróżyło dobrze, Nie miał pojęcia, jak wysoko stoi ów Nakahara w hierarchii, ale nie miało to w tej chwili znaczenia. Jeśli cała organizacja miała wziąć go na cel, nie mógł uciec. Słyszał wiele o Portowej Mafii i o jej zasięgu i wpływach. Nie miał złudzeń, że mógłby chociażby uciec przed nimi, chyba że jakimś cudem udałoby mu się nawiać z Jokohamy, najlepiej w ogóle z Japonii. Ale... tyle pracował, by ułożyć sobie tu życie. Zarobił na sklep, na mieszkanie, udawało mu się tu spokojnie funkcjonować i teraz miałby to zaprzepaścić?
Powinien po prostu powiedzieć, co wie i mieć spokój. To z pewnością byłoby najrozsądniejsze. Zresztą sam tak naprawdę wiele o Williamie nie wiedział, więc czemu miałby kryć praktycznie obcego sobie człowieka? Wchodzenie w konflikt z mafią nie było warte tego wszystkiego.
- Mogę cię prosić? - spytał, po czym bez czekania na odpowiedź udał się na zaplecze a stamtąd tylnymi drzwiami wyszedł na uliczkę, która służyła wyłącznie samochodom dostawczym do doręczania mu zamówionych półproduktów. Gdy rudzielec do niego dołączył, zamknął dokładnie drzwi i obrócił się do niego przodem, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- Nie interesują mnie rozgrywki między organizacjami w Jokohamie - zaczął spokojnie, ale poważnie, patrząc z góry na rozmówcę. - Chcę trzymać się z dala od podziemnego świata, na ile to możliwe. Obdarzeni niech toczą sobie między sobą walki i zostawią postronnych w spokoju. Tylko tego chcę. Ale nie lubię, jak ktoś mi grozi. - Zachmurzył się, unosząc wysoko głowę, zaś dłonią sięgając do kieszeni i palce zaciskając na buteleczce, rozluźniając nieco jej korek. Jakiś głos, najpewniej rozsądek, krzyczał mu, że to szaleństwo, zarówno sprzeciwianie się temu mężczyźnie, jak i użycie Zdolności, która mogła się skończyć tragicznie. Ale nie miał zamiaru wydawać mafii człowieka, który mógł się okazać niewinny. Nie mógłby potem z tym żyć sobie spokojnie. To było coś, co mógłby uczynić Hyde dla samej satysfakcji patrzenia, jak bibliotekarz był miażdżony przez organizację. I choćby dlatego sam Robert nie miał zamiaru robić tego samego.
- Nie wiem nic poza tym, że jest bibliotekarzem. Macie zamiar wciągać zwykłych cywili w swoje gierki? Jak mógł ci zniszczyć reputację? - Z chwilą, gdy zadał to pytanie, coś mu kliknęło. Wiedział o istnieniu Tea Clubu. Ostatecznie od nich pozyskał kiedyś ważne informacje. Słyszał również różne pogłoski o nich, plotki, że są w Jokohamie, by odnaleźć Księgę.
William wiedział o Księdze.
Jeśli te podejrzenia byłyby prawdziwe... co to zmieniało? Czy nagle miał prawo go wydać mafii? Rozsądek wciąż krzyczał, by nie marnował tego, co zdążył osiągnąć, ale sumienie skutecznie ów głos zagłuszało. Nie mógł tego zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Zareagował na jego prośbę lekceważącym uśmieszkiem, któremu towarzyszyło ciche, pobłażliwe prychnięcie i wzruszenie ramionami w niedbały sposób, po czym dość grzecznie, jak na siebie, ruszył za Robertem. W sumie to przechodzenie na tyły kojarzyło mu się przede wszystkim z załatwianiem brudnych interesów, a te dzieliły się zwykle na dwa sposoby. Pierwszym było płakanie, że to już się nie powtórzy, że potrzeba więcej czasu i inne takie smutne kawałki, zaś drugi... Och, drugi był już ciekawszym kawałkiem. Ten sam uśmiech nie schodził z ust Nakahary, jednak w jego schowanej pod kapeluszem głowie zapaliła się czerwona lampka. Właściciel sklepiku nie wyglądał na takiego, który się rozpłacze, a Chuuya w związku z tym przewidywał, że lada moment wywiąże się między nimi walka.
"No cóż, próbowałem..."
Mimo swoich podejrzeń, póki co jedynie oparł się o ścianę i rozejrzał się w obie strony. Uliczka była wąska, jednak na tyle szeroka, by mogło się tu dostać jakieś auto... I przy tym na tyle długa, by nie dało się z niej za łatwo uciec przed Chuuyą. W końcu spojrzenie wróciło na twarz Roberta, teraz już, zdaniem Japończyka, jedynie pozornie spokojną i nie taką uśmiechniętą. Przeszło mu nawet przez myśl, że nie do twarzy jest mu z taką powagą i nawet gdzieś daleko, w głębi zepsutego serca, Nakahara nawet trochę żałował tego najścia. Nie podobało mu się jednak coś jeszcze, mianowicie ta różnica we wzroście; jego rozmówca był prawie tak wysoki jak Dazai, co podświadomie działało mu na nerwy. Wypuścił powietrze wolno, przygotowując się na odpowiedź.
- Nie, nie. Nie rozumiesz. Chcę uniknąć walki i właśnie dlatego tu jestem, mon ami. - Westchnął cicho i pokiwał głową. Nie, żeby nie lubił przemocy, ale naprawdę wolał inne sposoby na walkę niż zabawa w kotka i myszkę z jakąś ukrytą organizacją. Bardziej lubił zgniatanie wroga, gdy mógł z całą pewnością dowieść siły Mafii... I przepadał też za walkami w barach, po prostu dla sportu. Nie zwrócił większej uwagi na to, jak mężczyzna wkłada rękę do kieszeni; wielu ludzi robiło tak w stresujących sytuacjach, byleby się czymś zająć.
- To nie kwestia gierek, jak to wdzięcznie określiłeś. Nie mam pojęcia, ile tu jesteś, ale skoro wiesz o organizacjach, to może słyszałeś o wojnie trzech grup. Albo o sytuacji z niejakimi Szczurami. To wrogowie miasta, źli ludzie, chcący władzy i księgi. Ruszże główką. Mafia nie oznacza wściekłych psów żądnych krwi. My pilnujemy równowagi. A ktoś stara się ją zburzyć... To nie jest nawet takie trudne.
- Tutaj, po trochu dla efektu, a po trochu, by wyładować złość, uderzył przy użyciu Zdolności pięścią w ścianę, o którą się opierał. Ścianę podtrzymującą budynek, w którym mieścił się sklepik Roberta.
- To, jak to zrobił, nie jest ważne.
- Uciął krótko temat, otrzepując rękawiczkę z kurzu powstałego przy uderzeniu. - Także zastanów się jeszcze raz. - Warknął, teraz już widocznie tracąc cierpliwość.
- To wszystko, co wiesz? Pomyśl o tym. Albo pomożesz mi znaleźć ten klubik po dobroci i odpowiednie służby - "znane też jako specjaliści od tortur..." - zajmą się nimi, albo nastanie kolejna wojna z powodu maniaków chcących znaleźć księgę. Wtedy to nie dotknie tylko ciebie. Chyba, że... - Tu na ustach Chuuyi zaigrała pod postacią uśmiechu czysta złośliwość. - Jesteś obrzydliwym egoistą i zabierzesz stąd manatki, kiedy zrobi się gorąco. - Zrobił kilka kroków w jego stronę i popatrzył na niego z mieszanką wrogości i wyższości widoczną w szarych tęczówkach. Nie chciał go tak naprawdę krzywdzić. Mafia odbudowywała reputację zniszczoną przez starego szefa. Nie byli mordercami niewinnych, potrafili przecież ich chronić...
... A że znowu pan efekciarz użył Zdolności i zrobił pod sobą i Robertem ładne wgniecenie w asfalcie, to już inna sprawa. Dreszczyk emocji musi być.

(1/3)

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Yuuko | Yuuko | Chuuya
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 27
Join date : 28/01/2017
avatar
Robertowi coraz bardziej nie podobała się cała ta sytuacja. Bez słowa, nie wtrącając się dał powiedzieć Nakaharze, co ten miał do powiedzenia. Poniekąd jego słowa brzmiały kusząco. Nie był blisko z Williamem ani z Tea Clubem, o którym najwidoczniej mówił rudzielec. Tak, Robert jednak trochę się orientował, co się dzieje w mieście, nawet jak konflikt organizacji sam w sobie go nie interesował, to jednak brytyjska organizacja była powiązana z Księgą, której szukała. Nie był wielkim patriotą, by bronić organizacji ze swojego kraju przed Japończykami.
Powstrzymywała go jednak osoba przed nim stojąca. Nie znał mężczyzny, nie mógł więc stwierdzić, czy ten mówi prawdę, czy wręcz przeciwnie. Ale uśmiech na jego twarzy nie należał do najprzyjemniejszych a słowa przekonujące go do ustąpienia niezbyt współgrały z pokazami siły, które widział na własne oczy. Zrobiło mu się nieswojo, gdy patrzył na wgniecenia i pęknięcia w ścianie czy ziemi. Musiał być to efekt Zdolności mafiozo, ale na czym ona dokładnie polegała? Co by się stało, jakby dotknął jego? To może być problem, w końcu jego własna Zdolność jedynie wspomagała walkę wręcz.
To, co mówił o wojnie, brzmiało rozsądnie. Z pewnością nie chciał, by konflikt dotknął zwykłych cywili. To co wydarzyło się w czasie ataku Gildii... nie chciał, by się powtórzyło. Cichy głosik w jego głowie mówił, że mafia może faktycznie wszystkim się zająć, w końcu broniła miasto wtedy, kilka miesięcy temu... Po czym zjeżył się, słysząc ostatnią sugestię. Zacisnął zęby, powstrzymując złość. Nie był nikim szczególnym, nie uważał się za wybawiciela miasta. Był zwykłym zielarzem, który chciał żyć jak najprościej. Nie chciał jednak tym usprawiedliwiać bierności, gdyby coś się działo.
Nie umiał podjąć decyzji, czy zdradzenie informacji byłoby dla ludzi dobre, czy wręcz przeciwnie. Ale widział, że Nakahara próbował go zmanipulować, najpierw wybielając swoją organizację, pokazaniem korzyści, a następnie pokazaniem konsekwencji. A to uważał za złe. Skoro nie mógł podejmować wielkich decyzji, podejmie małe - nie przekaże informacji o kimś, kto niczym nie zawinił takiej osobie.
W kieszeni kciukiem odkorkował fiolkę i teraz szybkim ruchem uniósł ją do ust i wypił płyn, który się w niej znajdował. Musiał działać prędko, nim Hyde zdąży przejąć nad nim kontrolę... miał jeszcze nieco płynu w buteleczce, powinno go wystarczyć, by cofnąć Zdolność.
- Niestety, muszę odmówić - rzucił chłodno, spinając wszystkie mięśnie, po części szykując się na atak, po części przez chłód, który poczuł, który towarzyszył mu zawsze, kiedy zmuszony był użyć Zdolności.
Zmiażdż mu czaszkę.
Zacisnął zęby, tworząc czarną powłokę wokół swoich rąk, sięgającą aż dłoni, a na palcach wydłużającej się w ostre szpony, po czym skoczył w stronę rudzielca, usiłując zamachnąć się na niego. Poniekąd miał nadzieję, że ten odskoczy, nie lubił ranić ludzi, a już na pewno nie chciał ich zabić, wbrew głosowi w jego głowie. Ale... zdawał też sobie sprawę, że rudzielec nie odejdzie dobrowolnie i nie przestraszy się go. Jeśli jednak by go zranił dostatecznie mocno... Dlatego wycelował w jego żebra - nie powinien ich przebić, a żebra ochronią narządy wewnętrzne, ale zawsze ciężko walczyć z krwią zalewającą tors, choćby psychicznie. W jego ruchach widać było jednak wahanie i opór, poza tym dekoncentrację głosem Hyde'a w głowie, nakazującym Robertowi zabić natręta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Uniósł brwi widząc, jak Robert odkorkowuje jakąś buteleczkę i wypija jej zawartość. Fakt faktem, mógł przygotować się lepiej przed tą wizytą, nie mówiąc nawet o spodziewaniu się, że będzie miał do czynienia z Obdarzonym. Co zaskakujące, Chuuya dał się faktycznie podejść jedynie na zasadzie chwilowej nieuwagi. Nie zdążył kontratakować, jedynie otwierającymi się szerzej oczami przyglądał się przez ułamek sekundy nadchodzącemu ciosowi. Chciał go zablokować, myśląc, że zdoła złapać go swoją Zdolnością, jednak to też nie przyniosło skutku; nie dał rady nawet dotknąć ręki mężczyzny, gdy jego dłoń uderzyła w żebra Nakahary.
Zachłysnął się powietrzem i wydał z siebie zduszony okrzyk, w pierwszej chwili będący raczej reakcją na zaskoczenie aniżeli na ból, który w pełni do świadomości rudzielca dotarł dopiero, gdy mafiozo uderzył o chodnik kilka metrów dalej. Chuuya desperacko łapał powietrze z dość miernym skutkiem, czuł się tak, jakby jego płuca zostały rozerwane. Panikował. Jego ciałem wstrząsały silne dreszcze, a szare tęczówki zupełnie zalewały się łzami. Z trudem podniósł się do pozycji klęczącej, opierając dłonie o podłoże. Zaledwie parę kroków od niego znajdował się jego kapelusz, co w tej chwili wydawało mu się zadziwiająco istotne. Właśnie teraz, w chwili, gdy jego gardło odmawiało przepuszczania przez siebie jakichkolwiek ilości tlenu.
Właśnie wtedy, gdy pewna myśl uderzyła go prawie tak mocno, jak Robert.
On nie chciał walczyć.
Ruch, jaki wykonał sklepikarz, gdy wymierzał cios, był w odczuciu Nakahary w pewnym sensie niedbały i niechętny; to jedno mafiozo był w stanie dostrzec. Gdyby myślał w bardziej trzeźwy sposób i gdyby nie był popychany chęcią zemsty i instynktowną, desperacką próbą przeżycia, Chuuya mógłby nawet pożałować emocjonalnie tego najścia. Może byłby w stanie przeprosić mężczyznę. Możliwe, że zrekompensowałby jakoś to wszystko. Przecież nie był zły, a Mafia, zgodnie z tym, co sam powiedział i co uważał za prawdę, nie opierała swoich działań na zastraszaniu niewinnych. Był jednak stworzeniem głupim i dumnym, które jak niczego innego obawiało się bycia poniżanym i sprowadzanym do parteru.
Nie mógł jednak puścić tego płazem. Gdy tylko zdołał chociaż po części odzyskać oddech, wbił za pomocą Zdolności obie dłonie w beton pod sobą, chcąc w ten sposób doprowadzić do sytuacji, w której przeciwnik utraci równowagę. Chciał się zemścić, chciał, by...
A jego świadomość, tłumiona przez ból rozchodzący się po drobnym ciele, po wszystkich napiętych mięśniach, wyczuwalny w każdym świszczącym, drżącym oddechu, podpowiadała mu, że powinien uciekać. Niedługo zostanie obezwładniony przez ograniczenia własnego ciała, przez obrażenia wewnętrzne i strach, który powoli ogarniał go na myśl o tym, że zostanie potraktowany jak odpadek. Mafia nie lubiła mieć w swoich szeregach jednostek problematycznych i nie przepadała za walką za jednostki. Pamiętał, jak Mori nie zrobił nic, by uratować nieprzytomnego Akutagawę przed wrogą grupą. Pamiętał, jak wysłał jednego ze swoich ludzi na pewną śmierć.
Dźwignął się z klęczek możliwie najszybciej, jak tylko mógł, jednak nie było to łatwym zadaniem. Jeżeli miał cokolwiek zdziałać, nie mógł się wylegiwać ani siedzieć. Gdzieś niedaleko rozbrzmiewał charakterystyczny odgłos syreny wyjącej z dachu samochodu policyjnego. Gliniarze zapewne spodziewali się jakichś zamieszek albo walki mało znaczących gangów...
- Masz wybór - Jego głos był naznaczony odczuwanym przezeń bólem. - Za parę minut będą tu psy. Daj sobie spokój i powiedz... Gdzie mam ich znaleźć... a pójdę sobie i unikniesz problemów. - "Oczywiście możemy to zrobić po złości..."

(2/3) - Zdolność
(1/3) - do utraty przytomności

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Yuuko | Yuuko | Chuuya
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 111
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Thérèse tego dnia nie była jakoś specjalnie zajęta. Nic dziwnego więc, że postanowiła sobie pochodzić po Kanazawie, pozwiedzać i trochę pooddychać świeżym powietrzem... W prawdzie trudno jej było powiedzieć jakie sklepy po drodze mijała, chyba że był to jakiś spożywczy lub mięsny, więc cieszyła się jedynie względną ciszą oraz właśnie powietrzem... Rzecz jasna do czasu.
Wyczuła jakiś inny zapach. Trudno jej było na początku powiedzieć jaki, bowiem była to właściwie mieszanka zapachów różnorakich ziół, który z początku był delikatny, ale im bardziej się zbliżała do jego źródła, tym bardziej wdzierał się do jej organizmu i otumaniał jej zmysły. Z jednej strony było to trochę niewygodne dla niewidomej Thérèse, ale sam sklepik ją zainteresował. Może sobie kupi jakieś ziółka do herbaty lub przyprawy? Z tą myślą zaczęła obmacywać wolną ręką sklep, co wyglądało co najmniej dziwnie. Musiała jednak znaleźć drzwi, co po chwili jeżdżenia dłonią po szybie sklepowej oraz pokonywania wszelkich nierówności jej się udało. Pociągnęła za klamkę i ostrożnie weszła do sklepu, po czym walnęła w nią fala całej maści zapachów. Było tego tak dużo, że czuły nos niewidomej dziewczyny postanowił odmówić współpracy z nią i wyłączył się na chwilę, zostawiając ją otumanioną w wejściu. Dopiero po kilku sekundach wrócił, przesiąknięty tym wszystkim i nieco podrażniony, ale powoli się przyzwyczajający. Francuzka zamknęła drzwi i poruszała nieco głową, jakby starała się odpędzić muchę. Miała nadzieję, że pomoże jej to w przyzwyczajeniu się do tych wszystkich ziół... Poniekąd się udało, swędzenie w nosie trochę się uspokoiło.
- Bonjour! - Odezwała się przed siebie, jednakże nie dostała żadnej odpowiedzi... Coś tu było nie halo, przecież sklep jest otwarty. - "Pewnie właściciel wyszedł na przerwę." - Pomyślała Thérèse i ruszyła wgłąb zielarskiej otchłani. Bardzo powoli, bowiem jej węch dalej dawał jej się we znaki, choć bardzo powoli wracał do stanu używalności. Kiedy doszła do lady, usłyszała jakby... Wytłumiony krzyk? Chyba tak, jakby ktoś próbował wypluć z siebie płuca. Odruchowo obróciła głowę w tamtym kierunku tylko po to, by usłyszeć mocne lądowanie ciała na bruku. Te odgłosy wystarczyły by ruszyć ją z miejsca. Ostrożnie ruszyła przed siebie w kierunku zaplecza, gdzie ponownie na chwilę otumaniły ją zioła. Chwila ta jednak była nieco krótsza z powodu przyzwyczajenia się nosa dziewczyny do tych wszystkich zapachów, poza tym działała pod wpływem myśli, że komuś dzieje się krzywda. Całkiem szybko doszła do drzwi od zaplecza i otworzyła je, wychodząc na tylną uliczkę. Jeszcze nie wiedziała co się na niej dzieje, więc odruchowo zadała pytanie:
- Komuś coś się stało? - Powiedziała z przejęciem, "rozglądając się".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 27
Join date : 28/01/2017
avatar
Robert za późno się zreflektował, że mężczyzna nie uskoczy, że z jakiegoś powodu - najpewniej zaskoczenia, nie posądzał członka mafii o brak umiejętności - nie zdąży sparować jego ciosu i nim się obejrzał, ten leżał na ziemi, zalewając się krwią. Przez chwilę stał tak oszołomiony, zbyt przestraszony, by coś zrobić. Jeśli ciął za głęboko, ten mógł się wykrwawić, a wtedy...
...cóż, nie były to pierwszy raz, czyż nie? Już zdarzyło mu się mieć krew na rękach i cudze życie na sumieniu, nie byłaby to nowość. A nie dało się ukryć, że dreszcz, który go przeszedł, wywołany był w znacznej mierze entuzjazmem. Mieć kogoś w garści, to było uczucie, które potrafiło upoić i sprawić, że chciało się więcej i więcej... a czemu by nie miał ulec pokusie? Wcześniej to ten niski natręt sobie kpił, teraz leżał u jego stóp, ledwo łapiąc oddech. Na usta mężczyzny wpełzł półuśmiech, który jednak nijak nie sprawiał, że jego oblicze stawało się przyjaźniejsze. Wręcz przeciwnie, ów grymas połączony ze złośliwym błyskiem w oczach sprawiał, że zazwyczaj miła twarz Roberta była niemal nie do poznania. Zerknął w stronę, z której dochodził dźwięk syren i parsknął śmiechem.
- Nawet teraz myślisz, że coś ode mnie wyciągniesz? Kiedy ledwo się trzymasz i lada moment zemdlejesz? No przyznam, odwagi to ci nie brakuje - rzucił, krzywiąc się. - Niech psy przyjeżdżają, a swoje pistolety wsadzą gdzieś, na mnie i tak nie podziałają. - Jakby na potwierdzenie swoich słów, rozszerzył swoją Zdolność, tak by pokrywała go niemal całego, od stóp, aż po szyi. Co prawda większość ciemnej substancji pokrywającej jego ciało zasłaniały ubrania, jednak ponad ramionami "zbroja" wyraźnie się odznaczała.
Mimo swoich słów, zaległa się w nim nuta niepokoju. Nie bał się samych policjantów, tych z pewnością mógł pokonać. O ile nie mieli gazu służącego do uspokajania tłumów. Jego Zdolność nie była wolna od wad - nadal był wrażliwy na tego typu rzeczy, które nie były stałe i nic sobie nie robiły z jego osłony. A wtedy może nawet zdołaliby go pojmać i uwięzić... a to było dla niego koszmarem i upokorzeniem. Musiał szybko załatwić przeciwnika i uciekać... nim jednak zdążył podejść do niego, usłyszał otwieranie drzwi i damski głos dochodzący zza jego pleców. Odwrócił się szybko, a jego oczom ukazała się kobieta, która wolała do nich, jakby nie zdawała sobie sprawy z sytuacji. Mężczyzna syknął ze złości i frustracji. Gdyby tylko nie otwierała drzwi, gdzie wyraźnie widać, że jest zamknięte! Cóż, im szybciej sobie z tym poradzi, tym lepiej, nim zacznie krzyczeć na widok rannego. Czym prędzej skoczył w jej stronę, chcąc zakończyć to podobnie, jak z rudzielcem, jednak tym razem się nie wahał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Czyżby miał do czynienia z wilkiem w owczej skórze? Mężczyzna był nie do poznania. Gdyby zobaczył go raz z neutralnym wyrazem twarzy, a potem z tym rekinim uśmiechem, który teraz przyozdabiał jego usta, byłaby dość spora szansa, że nie poznałby go. Nie umiał określić, co w tej chwili czuł, ale czy to tak naprawdę było ważne? Sentymentalny idiota, który żył wciąż przeszłością, widać nawet w takich momentach nie mógł sobie odpuścić takich aktów. Otworzył szerzej oczy i wstrzymał oddech, gdy spod ubrania mężczyzny zaczęły się wydobywać... No właśnie, co to właściwie było? Nawet w takim stanie Nakahara uznał to za spektakularne w pewien sposób. Przypominało mu poniekąd jedno z zastosowań Zdolności Akutagawy; czyżby natknął się na kolejnego człowieka o takiej mocy?
Wtedy usłyszał skrzypnięcie drzwi, które sprawiło, że jego ciało całe spięło się i zalało zimnym potem. Kolejny raz dech boleśnie zaległ mu w piersiach, gdy zamiast policjanta - który może miałby minimalne szanse przeciwko sklepikarzowi - ujrzał między futrynami dziewczynę ubraną raczej w cywilny sposób. Kolejnym faktem był Robert biegnący w jej stronę z zamiarem cokolwiek jasnym i jednoznacznym. Chuuya zaklął pod nosem.
Decyzję podjął szybko.
Wybił się z użyciem swojej Zdolności, co pozwoliło mu na nabranie prędkości podobnej większej do tej swojego przeciwnika. Choć każdy jego mięsień zdawał się wrzeszczeć histerycznie z bólu przy ruszaniu się, nie mógł pozwolić, by niewinnej osobie stała się krzywda. Wierzył w to, że Mafia potrafi ratować ludzi i że nie chce krzywdy tych, którzy nie są jej wrogami. Sam starał się obierać taką drogę, ale w połączeniu z jego temperamentem, wychodziło to raczej średnio. Krótki skok zakończył na ugiętych nogach, z pięścią wyciągniętą w stronę przeciwnika i z tumanami kurzu wzbijającymi się wokół nich obu. Wymierzył cios w sposób wprawny, ale chaotyczny, mierząc w przedramię mężczyzny. Miał nadzieję, że chociaż spowolni go, by dziewczyna mogła uciec. Nie był pewien, jak bardzo jego Zdolność zadziała na cel. W najgorszym razie nie zrobi mu nic, w najlepszym - odrzuci go na koniec uliczki i wgniecie w śmietnik.
Pęknięcie. Huk.
Nogi gięły się pod nim, a ciałem wstrząsały silne dreszcze, którym towarzyszyło uczucie przypominające odruchy wymiotne. Zakrztusił się gwałtownie na tyle, by jego kolana spoczęły na zakurzonym i popękanym od walki chodniku. Otarł trzęsącą się dłonią usta; na brudnej rękawiczce odznaczała się ciemniejsza plama. Dopiero po chwili zorientował się w sytuacji - napastnik faktycznie wylądował jakieś dwa metry dalej, co powinno w pewnym stopniu go oszołomić, a "zbroja" wydawała się pęknięta. Ważniejsze jednak było, że dziewczyna była cała.
- Pomoc... Szybko, dzwoń po pomoc! -
Wycharczał do niej, opierając się o ścianę i osuwając się wzdłuż niej na ziemię. Wlepiał spojrzenie w przeciwnika, wiedząc, że jeśli ten się podniesie, to nie będzie już wyjścia innego niż użycie Zepsucia. Naraz oczy mu się zamykały same, a świadomość starała się wymknąć i uciec jak najdalej.

(3/3) Zdolność
(2/3) utrata przytomności

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Yuuko | Yuuko | Chuuya
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 111
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Thérèse w prawdzie miała swojego rodzaju złe przeczucie przed otworzeniem tych drzwi, ale i tak ją to nie zatrzymało. Chęć pomocy, jak zwykle zresztą, była o wiele silniejsza i w tym wypadku mogła ją zgubić. Usłyszała dźwięk mocnego uderzania o podłoże, szybko się do niej przybliżający. Długo nie musiała myśleć nad tym, że ktoś pędził w jej kierunku, a biorąc pod uwagę fakt, że się nie odezwał, mógł mieć nieprzyjemne zamiary. Dziewczyna już miała zamiar się zasłonić, zrobić unik - dosłownie cokolwiek, gdy nagle usłyszała kolejne dźwięki, w tym zakrztuszenie się oraz mocne uderzenie o bruk jakiegoś cielska, jakby wcisnęło ono płyty chodnikowe mocno w ziemię przy okazji je łamiąc.
Nie miała już wątpliwości, że działa się tu jakaś walka, a walczący zostali znokautowani... Chyba, bo mogło być ich więcej. Jak na razie odróżniła tylko dwóch, więc kiedy tylko Chuuya wyrwał ją z letargu, w jakim się znajdowała z powodu przytłoczenia sytuacją, pobiegła do środka, przy okazji trzęsącymi się rękoma wyjmując telefon. Sama nie wiedziała jak zdołała wybrać numer alarmowy i zadzwonić, bo puls, oddech oraz dłonie jej wariowały. Teraz pozostało czekać aż ktoś się zgłosi i będzie mogła powiadomić władze o tym co zaszło, a kiedy przyjadą - pomóc jak tylko będzie mogła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Sklepik zielarski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Sklepik z indiańskimi pamiątkami
» Sklepik z jadalną biżuterią
» Sklepik mistrza gry
» Sklep zielarski Orchideous

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Kanazawa-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.