Share | 
 

 Sklepik zielarski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
First topic message reminder :

Sklepik wydaje się wciśnięty między bloki, jednak klientów przyciąga woń ziół i roślin, która się z niego wydobywa, nie na tyle mocna, by przydusić, jednak zwracająca uwagę. Na wystawie widać buteleczki i zioła na aksamitnej materii. Wnętrze nie jest duże, ale nie ma się wrażenia ciasnoty, do pięciu osób może spokojnie oglądać półki zastawione maściami, olejkami, suszami, proszkami i wyciągami bez przeszkadzania sobie bardzo i bez szturchania się łokciami. Naprzeciw drzwi stoi długa, nieco staroświecka lada z kasą fiskalną i terminalem do płacenia kartą w rogu. Pod ladą trzymane są wszelkie próbki dołączane do zakupów oraz miejsce na kubek z kawą czy herbatą i książkę, której czytaniem sprzedawca zajmuje się, gdy nie ma klientów. Za ladą są drzwi prowadzące do niewielkiego magazynu, gdzie znajdują się kartony z zaopatrzeniem - niewielką ilością, gdyż stawia się raczej na szybkie zamówienia i dowóz świeżych produktów niż przetrzymywanie ich dłużej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online

AutorWiadomość
Studentka
Liczba postów : 114
Join date : 26/12/2016
Thérèse w prawdzie miała swojego rodzaju złe przeczucie przed otworzeniem tych drzwi, ale i tak ją to nie zatrzymało. Chęć pomocy, jak zwykle zresztą, była o wiele silniejsza i w tym wypadku mogła ją zgubić. Usłyszała dźwięk mocnego uderzania o podłoże, szybko się do niej przybliżający. Długo nie musiała myśleć nad tym, że ktoś pędził w jej kierunku, a biorąc pod uwagę fakt, że się nie odezwał, mógł mieć nieprzyjemne zamiary. Dziewczyna już miała zamiar się zasłonić, zrobić unik - dosłownie cokolwiek, gdy nagle usłyszała kolejne dźwięki, w tym zakrztuszenie się oraz mocne uderzenie o bruk jakiegoś cielska, jakby wcisnęło ono płyty chodnikowe mocno w ziemię przy okazji je łamiąc.
Nie miała już wątpliwości, że działa się tu jakaś walka, a walczący zostali znokautowani... Chyba, bo mogło być ich więcej. Jak na razie odróżniła tylko dwóch, więc kiedy tylko Chuuya wyrwał ją z letargu, w jakim się znajdowała z powodu przytłoczenia sytuacją, pobiegła do środka, przy okazji trzęsącymi się rękoma wyjmując telefon. Sama nie wiedziała jak zdołała wybrać numer alarmowy i zadzwonić, bo puls, oddech oraz dłonie jej wariowały. Teraz pozostało czekać aż ktoś się zgłosi i będzie mogła powiadomić władze o tym co zaszło, a kiedy przyjadą - pomóc jak tylko będzie mogła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
Nie wiedział, co się z nim stało. Już był niemal przy dziewczynie, już niemal rozdarł jej ciało i czuł zapach krwi, ten metaliczny, przyprawiający go o dreszcz odór, gdy nagle coś z ogromną siła wybiło go z kursu. Czuł się, jakby został walnięty przez pędzący samochód - nawet nie zdążył się zorientować, co się dzieje, kiedy usłyszał gryzący w uszy trzask i okropne pulsowanie w głowie. Uchylił oczy, starając się zignorować palące światło dnia, które nagle raziło go kilka razy bardziej niż wcześniej. Jak to się stało, że leżał na ziemi? I czemu zaczęło go wszystko boleć? Szok opadał, a do mózgu zaczynały dochodzić impulsy krzyczące o obiciach i obtarciach, ale wszystko to było mocno nieskładne. Dotknął odruchowo głowy i aż syknął z bólu, czując pod palcami rosnącego krwiaka wielkości sporej śliwki.
Mogłem osłonić i głowę, przemknęło mu przez myśl, kiedy ignorując zawirowania przed oczami i ból całego ciała, starał się podnieść chociaż do klęczek. Nie umiał się skupić, wzrok miał nieco zamglony, ale przynajmniej wciąż był przytomny. Nieostrożność... był tak pewny, że rudzielec był już znokautowany, że nie uwzględnił, że ten może zaatakować. Nie mógł to być nikt inny - w końcu tylko ktoś, kto umiał powodować pękanie chodnika mógł mieć dość siły, by tak go poturbować, kiedy miał na sobie tarczę.
Już miał spróbować wstać, kiedy poczuł delikatny dotyk na ramieniu i aż się zachłysnął. Zamrugał gwałtownie i spojrzał na obcą, młodą kobietę z zaskoczeniem. Ostatnie co pamiętał to rozmowa z członkiem mafii, a teraz nagle znalazł się na ziemi.
- Co... - nie zdążył dokończyć, kiedy cofnęła się i wbiegła do sklepu. W tej chwili zorientował się, że nie słyszał już Hyde'a, nie czuł się jak we mgle, jak zawsze, gdy ten przejmował kontrolę. Rozejrzał się z duszą na ramieniu, bojąc się tego, co zobaczy. I nie mylił się - Nakahara siedział cały zakrwawiony ze szramami na piersi i chyba ledwo przytomny. Zrobiło mu się niedobrze na myśl, że to jego wina... znów to zrobił, znów stracił kontrolę i zranił ludzi. Nawet jeśli rudzielec nie był najsympatyczniejszą osobą, jaką spotkał... i tak nie zasługiwał na to. Nie chciał już krzywdzić nikogo.
- Przepraszam... - szepnął, nie mogąc oderwać od niego wzroku. W gardle wezbrał szloch, choć z oczu nie chciały płynąć łzy. - Nie chciałem, ja nie... - Próbował wstać, ale tylko się potknął i upadł, z ust uciekł mu syk bólu. Nadal był zamroczony, ale teraz przyjmował to z ulgą, odpłynięcie wydało mu się zdecydowanie lepsze niż ogarniające go poczucie winy i nienawiści do samego siebie. I po co używał Zdolności? Wiedział, jak to się skończy... Widać tak dawno jej nie używał, że wspomnienia dotyczące Hyde'a wydawały się koszmarem, złą opowieścią, która wydarzyła się komuś innemu. Doświadczyć tego ponownie ze świadomością, że sam dokonał wyboru, że mógł tego uniknąć - to było jak piekło.
Podpierając się o ścianę, dźwignął się na nogi, gwałtownie nabierając powietrza, jakby faktycznie płakał rozpaczliwie, choć nadal jego oczy były suche. Powlókł się do drzwi, gdzie zobaczył kobietę z wcześniej, która odkładała telefon. Pomoc...
- Ja... proszę, wiem, że nie mam prawa cię prosić... A-ale pojedź z nim - spojrzał na nią błagalnie, w głosie czuć było desperację i rozpacz. Musiał zostać sam, nie mógł być przy ludziach, których znów mógłby zranić. Nawet jeśli Hyde zniknął - nie wiedział jak, czy to przez wstrząs, którego doświadczył, czy coś innego było tego przyczyną. - Ja... ja ci wszystko wyjaśnię, obiecuję. Kiedyś... jutro, pojutrze, za tydzień - jak tu przyjdziesz, obiecuję, że wyjaśnię. - Nienawidził mówić o sobie, ale był to winien osobie, która była świadkiem tego, co zrobił. Co prawda nie miał pojęcia, czy nie wezwała policji, by zgarnęła niebezpiecznego osobnika, jakim był - ale czy mógł ją winić? Może areszt był dla niego najlepszym miejscem.
Ale zbyt się bał, by ot tak oddać się władzy. Chwycił kobietę za rękę i wyprowadził ją z powrotem za sklep, gdzie właśnie zajeżdżała karetka. Upewnił się, że ratownicy zabrali zarówno rudzielca, jak i że kobieta pojechała wraz z nim, nie dał jednak sam się obejrzeć lekarzom i szybko wrócił do sklepu i zamknął za sobą drzwi, zakluczając je, starając się przełknąć poczucie winy i świadomość, że jest zwykłym tchórzem. Opadł na ziemię i położył się, pozwalając w końcu pękającej głowie przeważyć i dać się pochłonąć, mając nadzieje, że rana Nakahary nie okaże się śmiertelna - kolejne życie na sumieniu to ostatnie, czego by pragnął.

|zt dla Therese i Chuuyi

// jakby co, Therese, napisałam to, o co prosiłam w edycji - pisane o ragemodzie Hyde'a nie ma trochę sensu tu, więc mam nadzieję, że ci nie przeszkadza lekkie pokierowanie postacią
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
Szczerze powiedziawszy, Carlo nie był za bardzo przyzwyczajony do większej ilości pracy na zlecenie Klubu. Zwykle zajmował się raczej zwykłymi rzeczami w samej bibliotece, które nie kolidowały w żaden sposób z pracą w teatrze ani z tworzeniem lalek na zamówienie, jednak teraz w działaniu Herbaciarzy zaszła pewna zmiana. Sam pojawił się w gronie chwilę przed zmianą przywództwa, jako jeden z ostatnich rekrutów wprowadzonych przez Oscara Wilde’a, ale zdążył dostrzec wszelkie przemiany. Za czasów Wilde’a klub był bardziej nieostrożny - jego ruchy kojarzyły się Włochowi z trzymaniem ręki nieznacznie nad stopniowo rosnącym płomieniem - a teraz, odkąd trzy osoby będące w grupie główną podwaliną działań związanych z włamywaniem się do siedzib organizacji nie tyle wrogich, co będących naprawdę dobrym celem dla Klubu, który lubował się przecież w wykradaniu i wykupowaniu co smaczniejszych kąsków z płaszczyzny interesującej informatorów wszelkiego sortu,  Herbaciarze zmuszeni byli do większej ostrożności.
Dlatego też między innymi wysłano Carlo do sprawdzenia, co dzieje się z człowiekiem, którego zaatakował jeden z członków Mafii Portowej. Należy pamiętać, że młody Włoch był osobą dość niepozorną, przez co ciężko było go podejrzewać o jakiekolwiek skomplikowane działania mające swój ośrodek pomiędzy szeregami dowolnych organizacji działających w podziemiu. Miał świadomość potęgi faktu, że jego japońszczyzna była dość słaba. Bardzo dobrze wiedział, że to tak naprawdę da się przeistoczyć w zaletę, jednak jeszcze nie miał sposobności do użycia tej pseudoumiejętności w praktyce.
Odruchowo zapukał do drzwi, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że przecież nie wchodzi do czyjegoś domu, a do miejsca w zasadzie publicznego, bo do sklepu. Otworzył więc drzwi i wszedł do środka, lustrując pobieżnie główne pomieszczenie sklepiku wzrokiem. Jako osoba, która pilnowała porządku w swoim domu - czyli poniekąd też miejscu pracy - przykuwał uwagę do szczegółów związanych z wyglądem i stanem takich rzeczy. Do starcia z członkiem Mafii zdecydowanie nie mogło dojść wewnątrz sklepiku, bowiem było tu zdecydowanie zbyt ładnie. Asortyment stał na adekwatnych dla siebie miejscach, buteleczki nie były pozbijane, nawet kubek, który zapewne służył właścicielowi do picia kawy czy jakiegokolwiek innego napoju, wydawał się tknięty jedynie palcami właściciela. W duchu Carlo westchnął; czyżby miał za zadanie po prostu pogadać z tym mężczyzną na temat plotki o ataku na sklep?
- Dzień dobry - Przywitał się po angielsku, całkiem w środku zadowolony z faktu, że może używać przy swoim rozmówcy czegoś, co nie jest japońskim. Dźwięki, które chłopak czasem wydawał z siebie zamiast tych pochodzących z azjatyckiego języka, bywały śmieszne nawet w jego mniemaniu.
- Olejek lawendowy… Jest na stanie? - Spytał krótko, nawiązując z mężczyzną kontakt wzrokowy. Z tego co mu powiedziano, to miało być swego rodzaju hasło oznaczające, że jest z Tea Clubu i że Robert może spokojnie opowiedzieć mu o wszystkim, co się stało. Obejrzał kilka miejsc w sklepiku, by upewnić się, że nikt nie zostawił tu żadnych podsłuchów. Czysto. Obszedł ladę i oparł się o nią, stojąc po stronie sklepikarza. Nie czuł w najmniejszym stopniu skrępowania związanego z tym, że pakuje się tak gdzieś, gdzie w sumie nie powinien.
- Proszę posłuchać… Nie jestem profesjonalistą. Jestem tylko - „lalką” - nisko postawiony. Wysłano mnie bym zadbał o pański spokój. Ale w zamian potrzebuję czegoś z pańskiej strony. Inny człowiek z naszej grupy zajmuje się sprawą od strony napastnika. - Mówił z łagodnością w głosie, jednak wyczuwalna w niej była typowa dla Carlo mechaniczność i sztuczność.
- Mam na imię Carlo - „i zapomniałem nawet o przedstawieniu się…” - i zmierzam do tego, że chciałbym się dowiedzieć, co dokładnie tu zaszło parę dni temu. Myślę, że… - Oczy chłopaka w końcu oderwały swoje spojrzenie od tych należących do zielarza, gdy odwrócił się w kierunku tylnych drzwi. - Byłoby dobrze przenieść się gdzieś, gdzie nikt nas nie zobaczy. Mógłby pan zapewnić nam trochę prywatności? - Kontynuował tonem spokojnym i uprzejmym, jednak pozbawionym jakichkolwiek emocji. Gdzieś w umyśle kołatała mu się myśl, że poszkodowany może oczekiwać jakiejkolwiek empatii czy współczucia, ale nie potrafił przywołać obrazu tego, jak powinny być przedstawione.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
Minęło już kilka dni od wydarzenia, które nie dawało Robertowi spać po nocach. W swoich koszmarach budził się i wychodził na miasto jako Hyde, a kiedy budził się przerażony, nie wiedział, czy to kolejny poziom snu, czy już jawa. Przez to coraz mniej spał i coraz mizerniej wyglądał - wory pod oczami stały się codziennością. Jedynym pocieszeniem był fakt, że lekarze, którzy przyjechali ambulansem, dawali mu duże szanse na przeżycie, ale to nie zmieniało faktu, że stracił nad sobą kontrolę... i mógł stracić ją ponownie. Apetyt też mu przez to nie dopisywał, w pracy był więc zmęczony i mniej skupiony niż zwykle, choć starał się rozbudzać absurdalną ilością kawy. Nie stracił jednak uśmiechu, którym obdarzał klientów, choć ten nieraz był po prostu wyuczony.
Właśnie taki uśmiech przybrał, gdy do środka wszedł młody mężczyzna, najpewniej w jego wieku bądź nieco młodszy. Rzucił w jego stronę przywitanie i skłonił się lekko, ale nie robił nic więcej, gdy ten się rozglądał - przywykł do tego, zwłaszcza u nowych klientów, a jego jeszcze w swoim sklepie nie widział. Czekał cierpliwie, nie chcąc się narzucać i odpowiedział dopiero po tym, jak ten go przywitał - w jego ojczystym języku, ku jego zaskoczeniu. No tak, nie wygląda wcale na Japończyka, zganił się w myślach. Mógł się domyśleć, że obcokrajowiec będzie wolał prostszy niż japoński język do komunikacji, zwłaszcza że jego również nie można było podejrzewać o pochodzenie z Japonii.
- Owszem... - odparł ostrożnie, mrużąc oczy. Pamiętał to hasło i od razu skojarzył z Tea Clubem, ale z drugiej strony każdy klient mógł o to spytać, wolał więc poczekać na dalsze ruchy obcego. Te jednak nie pozostawiały wątpliwości, że faktycznie nie przyszedł tu na zakupy, Robert rozluźnił się więc, ciesząc się, że mógł w końcu przestać chować wszystko, czego ostatnio doświadczył. Zdecydowanie wolał powierzyć wszystko bardziej odpowiednim osobom.
- Robert... - przedstawił się w odpowiedzi, po chwili ganiąc się, że ten zapewne i tak zna już jego nazwisko, imię, datę urodzenia i wszystkie inne informacje - w końcu tym się zajmował Club, informacjami. - Zapraszam, tutaj. - Zaprowadził go na zaplecze, uprzednio zamknąwszy sklep, choć miał nieprzyjemne poczucie deja vu, gdy to robił. Cóż, teraz nie brał ze sobą fiolki z eliksirem, zbyt się bał i wolał być już bezbronny. Wskazał Carlo krzesło, sam przysiadł na kartonie z jeszcze nierozpakowanymi zapasami i chwilę milczał, nie wiedząc, od czego zacząć.
- Przyszedł do mnie mężczyzna z Mafii Portowej, który przedstawił się jako Nakahara. Chciał wiedzieć, co mam wspólnego z Williamem Shakespearem... prawdę mówiąc, nie wiedziałem, że jest w Clubie - znałem go tylko jako bibliotekarza. Nie powiedziałem mu nic, ale zaprosiłem na zewnątrz. - Wskazał drzwi przy Carlo, które prowadziły na uliczkę, która teraz miała popękany bruk. - Tam... doszło do walki. Groził mi, więc użyłem Zdolności... - głos mu się załamał, a na twarzy widać było wstyd. Nabrał zaraz powietrza, nie chcąc tracić kontroli przed obcym. Musiał skończyć opowieść. - Zapewne wiecie, że wylądował w szpitalu... odrzucił mnie i doznałem wstrząsu, pewnie dlatego udało mi się ocknąć. - Nie wspomniał o dziewczynie - nie chciał, by i ją nachodzili ludzie wypytujący o strawę, a i tak nie mógł o niej wiele powiedzieć.
- Co.. co powinienem zrobić? Mafia wie o moim powiązaniu z wami... na pewno jeszcze wróci.
- Spojrzał z nadzieją na mężczyznę, jakby ten miał rozwiązanie na wszystkie jego kłopoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
W istocie, znał jego imię, jednak czuł się jakoś bardziej komfortowo, gdy jego rozmówca przedstawił się sam. Wciąż był zielony niczym dziewicza łodyżka w sprawach klubu i choć ciężko tak naprawdę nazwać go ludzkim w jakikolwiek sposób, to Carlo zwracał uwagę na takie drobiazgi. Podążył za nim na tyły sklepu grzecznie i praktycznie od razu, gdy mężczyzna go tam poprowadził, gdzie zaraz usiadł na krześle podstawionym mu przez Roberta. Spojrzeniem krótko obiegł pomieszczenie, nie zauważając tu też żadnych śladów walki ani niczego niezwykłego; dokładnie tak wyobrażałby sobie magazyn małego sklepiku, czy to osiedlowego czy to o jakiejś konkretnej tematyce.
Tak też, siedząc przy mężczyźnie, w końcu skupił wzrok właśnie na nim, chcąc utrzymywać z nim kontakt wzrokowy. Zerwał go jednak w chwili, gdy powiódł spojrzeniem do wskazanego przez sklepikarza miejsca i skinął wolno głową. Potem poprosi go o możliwość przejścia tam i zrobi zdjęcia miejsca tego zdarzenia. Lada moment tęczówki chłopca powróciły na twarz rozmówcy, by zacząć się jej przyglądać trochę badawczo, a trochę bez emocji. Nie wiedział, jak powinien okazać mu współczucie czy cokolwiek innego, czego Stevenson teraz potrzebował, więc postanowił udawać, że okazuje mu zrozumienie.
- Wiemy. - Skinął jedynie głową, przerywając mu dwoma krótkimi słowami. Wyglądało na to, że mężczyzna chce coś jeszcze powiedzieć, ale waha się nad tym albo dobiera słowa. Na twarzy człowieka załamanego i wyczerpanego w tej chwili zobaczył strach i nadzieję. Dlaczego drgnął na widok tej mieszanki?
- Nie powinien o tym powiedzieć nikomu. - Zaczął właśnie od tego, po trochu chcąc go uspokoić. - Nakahara jest członkiem Mafii, którego Klub użył w czasie jednej z akcji. - Oznajmił spokojnie, po prostu przekazując informację; właśnie tym był, posłańcem i nikim więcej w obecnej sytuacji.
- Panu Williamowi zginął dziennik i wnioskujemy, że właśnie ten człowiek go ma. Stąd odnalazł wieści o tym, że Shakespeare spotkał się z panem. Ludzi spoza Japonii łatwo jest namierzyć, jest ich tu naprawdę niewielu. - Kontynuował chłopięcym głosem intensywnie zabarwionym włoskim akcentem, wciąż przyglądając się twarzy mężczyzny i jego ciału. Jako twórca lalek nie potrafił uniknąć porównywania ludzi - zwykle pierwowzorów swojej sztuki - właśnie do marionetek. Oceniał w głowie proporcje, w jakich może pewnego dnia powinien...
To tylko praca.
- Robert. Pan nie powinien się obawiać. Nakahara został nakłoniony przez jednego z naszych ludzi do nierozpuszczania wieści na temat tego, co tu zaszło. Mafia nie powinna się o tym dowiedzieć, nie jest obecnie zbyt zaufany w jej szeregach. - Utrzymywał pozbawiony jakichkolwiek emocji wyraz twarzy i w dalszym ciągu przyglądał się mu. Kącik ust jednak delikatnie drgnął, unosząc się ku górze.
- Gdyby jednak coś się działo, jestem pierwszą osobą, która powinna zostać poinformowana. Jest to wątpliwe, ale będę w stanie szybko pomóc. Pracuję w pobliżu i równie prędko poinformuję innych. Jednakże... - Przechylił głowę na bok ruchem płynnym, ale pozbawionym naturalności, jakby były do niej przytwierdzone żyłki odpowiedzialne za poruszanie nią.
- Za bardzo się przejąłeś. - Skwitował krótko. - Mafia Portowa to wielka grupa, a my jesteśmy plotką. Jesteśmy nieduzi, a oni powinni wiedzieć, że możemy okazać się przydatni. Mimo wszystko nie mieliby też poza tym po co tu przychodzić. Jesteś cywilem niezamieszanym w działalność naszą ani kogokolwiek. - Carlo zrobił pauzę, mrużąc przy tym oczy. - Potrzebuje pan czegoś jeszcze z mojej... naszej - poprawił się, tym razem lekko się uśmiechając. - strony?

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
Podczas gdy opowiadał wszystko Carlo, zwracał część uwagi na jego zachowanie - naturalny nawyk, obserwowanie ludzi było dla niego codziennością. Dzięki temu widział, jak ten siedzi niemal nieruchomo, jak nienaturalnie porusza głową. Mimowolnie go to zaciekawiło, nawet gdy głowę miał zawaloną swoimi problemami. Może był to jakiś jego tik? Dość niezwykły, ale ludzie mieli najróżniejsze.
- Proszę bardzo, tędy... - Otworzył drzwi, kiedy ten poprosił o możliwość zrobienia zdjęć, ale sam nie wyszedł na zewnątrz - nie chciał jeszcze bardziej przypominać sobie tego popołudnia, było wystarczająco żywe w jego pamięci. Gdy tylko Carlo wrócił, zamknął drzwi na klucz i starał się nie zastanawiać, co powie dostawcy o pęknięciach betonu, kiedy ten przybędzie.
Słowa młodzieńca również przykuwały uwagę. Czyli Club wykorzystał Nakaharę w swoich planach? To sprawiło, że poczuł się tylko gorzej. Wcześniej mimo wszystko nie miał o rudzielcu pochlebnych myśli, teraz jednak widział, że ten również był ofiarą. Nie chciał usprawiedliwiać działań mężczyzny, ale nagle potrafił zrozumieć, dlaczego ten tak reagował... i był tak zdesperowany, by mu grozić. W porównaniu z mafią Tea Club wydawał się niewinny, ale jak się okazało, to oni byli tego przyczyną... a on mimo wszystko z nimi współpracował.
Przynajmniej wyjaśniło się, jak go znalazł. Jeśli to, co Carlo mówił, było prawdą, nie musiał tak się obawiać, że mafia się na nim zemści. Mimo wszystko odetchnął z ulgą - choć zdawał sobie sprawę, że życie jest cenniejsze od tego, co posiadał, trudno byłoby mu się pozbierać po utracie sklepu, a gdyby owa grupa faktycznie go schwytała, cóż, nie wróżyłby sobie ani długiego, ani przyjemnego życia.
- Mogę się do ciebie zwrócić zawsze...? Co by się nie działo? - upewnił się. - Nie chciałbym zajmować twojego czasu, ale... czasem bez  wiedzy, co dokładnie się dzieje między organizacjami, ciężko jest stwierdzić, co jest ważne, a co nie. Nie chcę się narzucać... ale, hmm, mógłbym dostać do ciebie jakiś kontakt? Gdzie pracujesz, może numer telefonu? Obiecuję, że nikomu go nie przekażę. - Uśmiechnął się blado, starając się ukryć fakt, jak stresowała go ta prosta, pozornie niewinna prośba. Ciężko mu było stwierdzić, jak bardzo członkowie Clubu cenili swoją prywatność, poza tym każdy człowiek był indywidualną osobą, niezależnie od przynależności do grupy. A jeśli jakoś obraził młodzieńca, jeśli ten nie chciał mu dawać kontaktów, ale głupio mu będzie odmówić? Nienawidził stawiania ludzi w takich sytuacjach.
- A co do tego, co Club mógłby zrobić.. - zawahał się. Powinien wykorzystywać tę sytuację do własnych celów? Część jego się buntowała - ludzie zostali ranni, sam się do tego przyczynił, Club tak samo. To nie było coś, co powinno być wykorzystywane. Z drugiej zaś strony... co się stało, to się nie odstanie. Jakkolwiek by nie chciał, nie mógł cofnąć czasu, a to wszystko mogło się przyczynić do pozbycia się Hyde'a raz na zawsze. Czy to nie byłby szlachetny cel? Całe cierpienie, i jego, i innych, mogło nie pójść na marne.
- Domyślam się, że nie macie nowych informacji o... o Księdze? - spytał niepewnie. - Chciałbym pomóc wam ją znaleźć... cóż, pewnie wiesz, że właśnie tak się na was natknąłem, dzięki niej. - Westchnął cicho. - Głupi... Pewnie i tak nie dzielicie się informacjami z ludźmi spoza organizacji. - Machnął ręką lekceważąco, jakby chciał, by ten zapomniał o jego słowach. - Już i tak rozmawiacie z Nakaharą, chcę tylko, by zostawił mój sklep w spokoju... Ale póki co nie mam się czego obawiać, z tego co mówisz. - Wstał z kartonu, napełnił czajnik wodą z kranu i wstawił, by się zaparzyła, po czym spojrzał pytająco na Carlo.
- Dasz się poczęstować kawą? Nie wiem, czy musiałeś brać wolne, by tu przyjść, ale jak już mam gości, mogę ich poczęstować, robię całkiem dobrą... chyba że się spieszysz?- spytał i jeśli ten wyraził zgodę, wyciągnął dwa kubki i odmierzył do nich odpowiednią ilość kawy, po czym zalał ją, dodał mleka wyciągniętego z niedużej komódki, na której stał czajnik, wyciągnął cukierniczkę i posłodził napój, zostawiając chłopakowi możliwość dobrania cukru, czy też wypicia samej kawy.
- Ach... i możesz zostawić tego "pana", mów mi po imieniu... nie możesz być wiele młodszy ode mnie, prawda? Od dawna jesteś w Tea Clubie? Nie jesteś z Wielkiej Brytanii? - spytał niepewnie, nie chcąc nijak obrazić Carlo, ale to imię zdecydowanie nie brzmiało po angielsku. Ciężko mu było ocenić twarz mężczyzny - nigdy nie był w tym najlepszy. - Nie spotkałem jeszcze nigdy członka, który byłby zza granicy... - Upił łyk kawy, wpatrując się z zainteresowaniem w młodzieńca. Chciał poznać członka organizacji z bardziej osobistej strony, poza tym... poniekąd miał nadzieję, że rozmową zagłuszy dręczące go od dawna myśli. A może i przypadkiem dowie się czegoś przydatnego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
Rozchylił nieznacznie wargi, jednak jeszcze nie odpowiedział na pytanie, które padło ze strony Roberta. Było niepewne, ale cokolwiek bezpośrednie, co w pewnym stopniu zbiło chłopca z tropu i przez co zmarszczył nieco brwi i milczał jeszcze dłuższy moment. Ktoś chciał na nim polegać i powiedział to tak otwarcie, jednak też jakby się tego wstydził.
- Ja, uch... Jasne. Nie mam nic przeciwko. - Choć głos Carlo zabarwiony był niepewnością, to tak naprawdę trzeba było bardziej się w niego słuchać, by to wyczuć. Utrzymywał ton cichy i w znacznej części spokojny, utrzymując przy tym kontakt wzrokowy z mężczyzną. Ciekawiło go, w jakim stopniu zdążył do tej pory go zainteresować poprzez małą manifestację swojej desperackiej chęci upodobnienia się do lalki. Chciał zobaczyć, jak skuteczny w tym był.
- Pracuję dla Klubu i teatru. Raz na jakiś czas mam zamówienia na lalki. Każde z moich zajęć nie ma stałych godzin pracy. Przyjście tu było moim planem, a nie kolidowaniem z innymi zamiarami. - Wyjaśnił tym samym monotonnym tonem, któremu jednak nieco melodyjności dodawał akcent, jakiego nawet nie chciał się pozbywać. Wyciągnął zaraz telefon i najpierw pokazał mu numer, by mógł dzwonić i pisać smsy - które Carlo dalej wolał od maili - a potem swój adres mailowy, tak na zaś.
- Wolę, żebyś pisał. To dla mnie wygodniejsze, ale jeśli to coś bardzo, bardzo pilnego, to dzwoń. I... Uważam, że się nie narzucasz. To nie są chronione dane, a ja jestem zwykłym członkiem klubu. Jestem do zastąpienia. - Uśmiech na twarzy chłopca poszerzył się widocznie, gdy jego oczy wychwyciły zakłopotanie Roberta. Czuł, że spotkał osobę dobrą i niewinną, co sprawiało, że nawet po trochu z pobudek osobistych zaczynał chcieć go wesprzeć.
Znowu wykonał prawie mechaniczny ruch głową przypominający pokierowanie nią za pomocą krzyżaka lalkarskiego. Miało to służyć jako ponowny sygnał mówiący mniej więcej "zamieniam się w słuch". Pewien dyskomfort mogło jednak budzić spojrzenie chłopca, bezwstydnie ponaglające do podjęcia jakiegoś interesującego go tematu, ale też puste i pozbawione emocji.
- Nie... Nic mi o tym nie wiadomo. W tej chwili jest nas garstka i większość zajmuje się małymi rzeczami na zmianę z kryciem góry. - Pochylił się w stronę Roberta i ot tak, prawie dziecinnym, ale wciąż sztucznym gestem, palcem wskazującym dotknął go w czubek nosa. W oczach Carlo wydawało się błyszczeć coś stosunkowo przyjacielskiego.
- Mówię prawdę. Gdybym to ukrywał albo okłamał cię, na pewno urósłby mi nos.
- Oznajmił pogodniej, co prawda nie widząc w takim zachowaniu większego powodu, ale możliwe było, że podświadomie chciał pocieszyć drugiego mężczyznę w dość niezgrabny sposób i rozluźnić nieco atmosferę. Lada moment dłoń jednak zabrał i pozwolił mężczyźnie zrobić to, co ten chciał, samemu zaś nieprzerwanie śledząc jego ruchy wzrokiem.
- Kawa... Chętnie. Nie musiałem nic zrobić, proszę...
- Potrząsnął głową i to był chyba pierwszy bardziej naturalny gest, jaki wykonał w czasie tej wizyty. W międzyczasie wsypał do kubka trzy łyżeczki cukru i zamieszał zawartość naczynia; pewną dozę dziecinności było widać nawet w jego preferencjach smakowych. - ... Robert. Mam prawie dwadzieścia lat i od kilku miesięcy jestem z nimi... Chciałem znaleźć pewną osobę i nie miałem czym zapłacić, więc dołączyłem i im pomagam. Jesteś kilka lat starszy ode mnie. - Stwierdził tylko, a jego spojrzenie przybrało trochę badawczy wyraz, co też świadczyło w pewien sposób o dziecinności Carlo. W końcu to dzieci zwykle traktowały ludzi niewiele starszych od siebie praktycznie jak kosmitów.
- Nie... Pochodzę z Florencji. I są tacy, którzy pochodzą z innych krajów, ale to nie jest takie ważne ani ja zbytnio nie powinienem się tym dzielić. - To na pewno nie to, że przede wszystkim nawet nie pamiętał nazwisk większości członków klubu.
- Robert... Szkocja, nieco poza granicami dwudziestki. Niedługo masz urodziny. Jakieś dwa miesiące... Moje są kilka dni po twoich. - Kontynuował z lekkim zainteresowaniem słyszalnym w głosie i widocznym w oczach, które też teraz delikatnie mrużył podczas sączenia kawy. Była słaba i bardziej słodka i mleczna aniżeli zabarwiona faktycznym smakiem kawy, co jemu bardzo pasowało.
- Zagrajmy w grę. Poznajmy się lepiej. Każdy podaje trzy informacje na swój temat i trzeba zgadnąć, która z nich jest kłamstwem. Tylko jedna może być nieprawdziwa. Trzy rundy, kto zgadnie więcej... nie wiem co wygra. Kawę... Przegrany stawia pójście do kawiarni. Co ty na to? Ja zacznę.
- Zamyślił się, wpatrując w kubek i jego zawartość, na powierzchni której wciąż widniała maleńka warstewka pianki. Miał pewien pomysł. Po trochu też przestał się zastanawiać nad swoimi ruchami i zachowywał się naturalniej. Teraz mógł nawet kojarzyć się bardziej z człowiekiem niż z lalką.
- Jeden. Nazywam się Carlo Collodi, a nazwisko nie jest prawdziwe. Przybrałem je po mieście, w którym mieszkałem u dziadków. Dwa. Nie lubię słodyczy, bo smakiem przypominają mi popularne we Włoszech lekarstwa. Trzy. Słabo mówię po japońsku.

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
Robert szczerze się zdziwił,gdy usłyszał, że Carlo pracuje w teatrze. Widać miał nieco zafałszowane przekonania o tym, jak dużo zarabiają członkowie organizacji. Zawsze miał wrażenie, że handel informacjami był bardzo dobrym biznesem. Może dodatkowa praca była dla zachowania pozorów zwyczajności, może pomniejszym członkom płacono mniej, a może po prostu to było jego hobby? Cóż, wolał nie pytać póki co, może jeszcze będzie mógł się przekonać. Póki co jedynie pokiwał głową z uprzejmym, ale niewymuszonym uśmiechem.
- Pracujesz w teatrze? Chętnie bym cię kiedyś odwiedził... od wieków w żadnym nie byłem. - Zamilkł i mimowolnie zrobił lekkiego zeza, zerkając na palec na swoim nosie. Zmieszał się nieco, ale nie przestawał wyginać w górę kącików ust, zaraz przenosząc wzrok na oczy Carlo. Miał niejakie wrażenie, że ten stara się go pocieszyć czy też przekonać do tego, że ma czyste zamiary. Robert doceniał takie drobne gesty wywołujące uśmiech i odwzajemniał go, kiwając lekko głową. Zwłaszcza że Carlo po raz pierwszy wydawał się okazywać jakieś uczucia, co przyczyniło się do samopoczucia młodego mężczyzny. Wcześniej miał wrażenie, że zachowanie młodzieńca jest nieco nienaturalne, jakby nie rozmawiał ze zwyczajnym człowiekiem, teraz przynajmniej owo wrażenie zniknęło. Robert nie wiedział, jak radzić sobie z nieznanym, więc tym chętniej przywitał zmianę.
- Rozumiem... więc chyba trafiliśmy na Tea Club w podobnych okolicznościach! Choć ja szukam czegoś, nie kogoś... - odparł, nastawiając kawę. Nie pytał, kogo szukał Włoch. Czuł, że było to coś osobistego i zdecydowanie nie chciał naruszać jego prywatności, zwłaszcza przy pierwszym spotkaniu. - Aczkolwiek ja tylko się kontaktuję... i chyba się cieszę, że do nich nie należę. Nie nadaję się do organizacji... Choć może to i dobrze mieć poczucie przynależności. Ale się zapędzam, przepraszam! Nie chciałem cię urazić - zapewnił z przepraszającym uśmiechem. - I sporo o mnie wiecie, choć tego się spodziewałem. Czego innego powinienem... znacie się na swojej robocie. - Pokiwał głową, zastanawiając się, czy to faktycznie wszystko, co rudzielec o nim wiedział, czy może rzucił podstawowe informacje, by go zmylić. Czy wiedział o jego Zdolności? Zapewne tak - była to dość podstawowa informacja a i nie dopytywał się o nic, gdy opowiadał o starciu z Nakaharą. Na tę myśl nieco posmutniał, choć starał się tego nie okazywać. Bardzo bał się bycia ocenianym przez pryzmat Zdolności i Hyde'a, chyba najbardziej ze wszystkich rzeczy poza utratą kontroli. Rozumiał, czemu tak mogło się stać, czemu ludzie nie mogli tego ignorować, a z drugiej strony... czując oceniający wzrok, miał ochotę zapaść się pod ziemię i nigdy nie wychodzić. Teraz chociaż nie było tak źle, Carlo rozmawiał z nim jak równy z równym, nie jakby dyskutował z potworem.
- Grę? Brzmi ciekawie... - odparł zainteresowany, sącząc swoją kawę, mniej mleczną od tej Carlo, która miała go pobudzić i przywrócić do życia. Wysłuchał uważnie zasad gry, kiwając głową, by potwierdzić, że rozumie. Całkiem go ona zaintrygowała - miał okazję poznać Włocha, a jednocześnie bał się ujawnić wiele o sobie. Czy to był sposób uzyskiwania informacji? Ale zdania zapodane przez mężczyznę wydawały się dość niewinne... więc czemu nie?
Robert uśmiechnął się lekko, zerkając na kawę gościa. Widział, ile ten słodził, odpowiedź była więc dość jasna.
- Nieprawdą jest, że nie lubisz słodyczy. Czyż nie? - Poczekał na odpowiedź i uśmiechnął się lekko, myśląc nad swoimi zdaniami. Po chwili namysłu, zaczął powoli.
- Moja kolej. Jeden - ukończyłem studia medyczne przed przyjazdem do Japonii. Dwa - w dzieciństwie opiekowała się mną głównie niania, która uczyła mnie różnych rzeczy. Trzy - jeżdżę motorem, który kupiłem już w Japonii, tu też zrobiłem prawo jazdy. - Przyjrzał się jego twarzy, uśmiechając się pod nosem i pijąc kawę. Co mógł stracić, nawet jakby przekazał mu informacje o sobie? A mógł dowiedzieć się czegoś ciekawego i o Carlo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
- Chciałbyś zobaczyć… Jak gram? - Przekrzywił głowę znowu w ten sam sposób, co już dzisiaj kilka razy i przybrał pytający wyraz twarzy. Co prawda to nie wynikało bezpośrednio z wypowiedzi Roberta, ale Carlo zarejestrował, że większość ludzi kojarzy teatr w pierwszej kolejności z tym, co widać na pierwszy rzut oka, czyli z aktorstwem.
- Nie gram dużo. - Oznajmił już po naruszeniu palcem prywatności jego nosa. Poczuł dziwne ciepło, kiedy ciemne oczy mężczyzny spojrzeniem przeszły na jego własne, odnotowując w głowie, że jego naturalny kolor jest w zasadzie podobny. W Japonii przywykł do koloru, jednak rozmowa z kimś patrzącym prosto w oczy była tutaj czymś dość niezwykłym. „Ekscytujące…”
- Zajmuję się przede wszystkim strojami i charakteryzacją… Czasem przygotowuję lalki do występów. A-ale biorę zwykle udział w tych anglojęzycznych. Raz czy dwa w miesiącu, różnie bywa. - Wyjaśnił, ale tak właściwie dlaczego? Nie miał w tym obszarze żadnych zobowiązań wobec Roberta. Czyżby łapał się na tym, że tak naprawdę jest osobą samotną, która nie ma do kogo ust otworzyć? Ledwo zauważalnie chłopak wzdrygnął się na myśl o tym, że teraz naprawdę był sam, odkąd okazało się, że jego ojciec odszedł z tego świata, jednak lada moment uspokoił się wykonaniem kilku spokojniejszych oddechów. Zacisnął palce wolnej ręki w pięść, zaś drugą trzymał wciąż kubek, z którego popijał wciąż przyjemnie ciepłą kawę.
- A-ach. Ja… Nic się nie stało? Znaczy… Ja sam nie wiem, jak jest z tą przynależnością… - Nie czuł się w żadnym stopniu przywiązany do grupki informatorów, a poczucie przynależności osłabło jeszcze bardziej, gdy znalazł Yoshirō przypadkiem, na własną rękę. Bardziej kojarzył niż znał znaczną część Herbaciarzy i z mało kim rozmawiał, jednak cenił ich za to, że mógł przy nich używać angielskiego i nie czuć poczucia winy spowodowanego tym, że unikał japońszczyzny. Uśmiech Carlo mógł wydawać się dumny, kiedy Robert pochwalił organizację i, fakt faktem, to, że chłopak się przygotował do spotkania z nim. O Zdolności też wiedział, jednak nie pytał o szczegóły, by podczas rozmowy jego rozmówca był spokojniejszy i by nie musieć się użerać z awanturnikiem. W końcu nie wiedział, jaką osobą właściwie był Robert; to już leżało daleko poza granicami zainteresowania Klubu, dopóki dotyczyło właściwie przeciętnego klienta.
- Zgadłeś. Ale to było do przewidzenia… Mogłem zacząć przed kawą. Ale… Faktycznie zmieniłem nazwisko, kiedy dołączałem do cyrku. Brzmienie ma bardziej chwytliwe i melodyjne niż moje prawdziwe. I uwielbiam słodycze, zwłaszcza lizaki. A japoński dalej nie jest moją mocną stroną. - Pokiwał głową, unosząc nieco brew i w międzyczasie dopijając swoją kawę. Kubek odstawił na kartonie z towarem, który był obok niego, a wyglądał na całkiem stabilny. Zamyślił się na dłuższą chwilę, wydając z siebie zamyślony pomruk i mrużąc oczy.
- Do kłamstwa przywiązuje się najwięcej szczegółów, by wydawały się wiarygodniejsze. Stawiałbym na jeden i trzy, bo dokładnie określasz przedział czasowy, w którym się działy. Nie dostałem jednak informacji ani o twoim dzieciństwie ani motorze… Wnioskuję, że nieprawdą jest pierwsze. Przyjechałeś do tego kraju kilka lat temu, więc mogłeś najwyżej zacząć te studia. Kończyłbyś je chyba… Przynajmniej rok czy dwa lata temu? - Zmarszczył brwi. Nie znał systemu studiowania w Wielkiej Brytanii, jednak nie mógł się za bardzo różnić od procedur charakterystycznych dla Europy bądź Włoch. - I to niepełne, bo medycyna trwa zbyt długo, byś faktycznie mógł skończyć całość. Więc moja ostateczna odpowiedź brzmi „jeden”.
Kolejne ciche „hmm” wydobyło się z ust chłopaka, gdy zastanawiał się nad tym, co teraz powinien powiedzieć. Nie mógł mówić rzeczy, które są zbyt oczywiste, przecież nie był głupi a i był członkiem grupy informatorów. Musiał wiedzieć, jak kierować różnymi informacjami, ot co.
- Jeszcze wyjdzie na to, że obaj pójdziemy na kawę za swoje pieniądze. - Prychnął cicho w wyrazie namiastki rozbawienia i rozejrzał się znowu po magazynie z towarami mężczyzny, jakby szukał inspiracji.
- Zatem… Jeden. Nie jestem rodowitym Włochem, stąd kolor włosów i oczu. - „W końcu wyglądają całkiem naturalnie.” - Dwa… Pierwszą lalkę zrobiłem w wieku dziesięciu lat. Nie była zbyt dobra, ale byłem z siebie dumny. - „I mój ojciec trzymał ją do śmierci…” - Trzy; lalki to nie tylko moje hobby, ale i na nich opieram swoją Zdolność. - „Moi jedyni bliscy…”

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
- Chciałbym, czemu nie. - Pokiwał głową, uśmiechając się do niego lekko. - Anglojęzyczna sztuka brzmi nawet lepiej. Sam nie jestem zupełnie biegły w japońskim, znam go dopiero od kilku lat i wciąż się uczę. A teatr byłby... odświeżającym odpoczynkiem.
Z jakiegoś powodu coraz mniej myślał o tym, że rozmawia z członkiem organizacji a coraz bardziej widział przed sobą po prostu Carlo. Owa różnica mogła być dla niektórych znikoma, ale Robert czuł ulgę i w końcu, po raz pierwszy od kilku dni, mógł się rozluźnić. Wszystkie sprawy oficjalne mieli załatwione a mimo to wciąż rozmawiali - a mężczyźnie brakowało rozmów z kimś, przed kim nie musiałby udawać prostego sklepikarza bez większych zmartwień. Przez chwilę pomyślał, że nie powinien na tak długo zamykać sklepu bez większego powodu, ale zaraz je odgonił. Nie miał dziś wielu klientów a szczerze mówiąc, odnosił wrażenie, że swoją twarzą niewyspanego zombie tylko ich odstraszał. Chwila czy dwie odpoczynku nikomu nie zaszkodzą.
- Trafiłeś~ Faktycznie, za młody jestem na doktora. Choć tak się przedstawiam czasem, jak podaję fałszywe nazwisko. Ale nigdy nawet nie zaczynałem medycyny, jedynie czytałem księgi ojca i patrzyłem, jak on pracuje w prywatnej klinice, dlatego co nieco wiem. Rodzice byli zajęci pracą, więc zatrudniali nianię, a motor... - Wzruszył ramionami. - Łatwiej się nim poruszać niż autem. A w Szkocji nie musiałem za często się gdziekolwiek przemieszczać, więc nie miałem potrzeby wyrabiania prawa jazdy. Jak już, to jeździłem autobusami.
Nie mógł nie zauważyć, że ten najprawdopodobniej faktycznie nie miał o nim bardzo dokładnych informacji. Co prawda rozsądek podpowiadał, że takie bzdety jak szczegóły jego życia są dla grupy zupełnie nieistotne i niegodne uwagi, jednak przez kontakt z grupą handlującą informacjami czuł lekką manię prześladowczą, czuł, jakby był od dawna inwigilowany i nie mógł ukryć nawet najmniejszych szczegółów. Było to absurdalne, ale nie mógł poradzić nic na to, jak działała jego podświadomość. Rozmowa z Carlo nieco go uspokoiła. Co prawda istniała opcja, że ten umyślnie udaje niewiedzę, ale szczerze w to wątpił. Choć raz chciał zaufać intuicji i uwierzyć, że za zwykłą rozmową nie kryje się nic więcej niż tylko chęć poznania się.
- Hmm... dwa stwierdzenia mówią o lalkach - zauważył. Czy mężczyzna faktycznie był Obdarzonym? - Skoro tak, jedno może być fałszywe... z kolei na twoich włosach nie ma odrostów, nie wyglądają też na farbowane. - Cóż, nie znał się na tym, ale faktycznie kolor wyglądał dobrze i nie rzucały się w oczy żadne przebarwienia sugerujące, że to mógłby nie być jego naturalny kolor. - Więc stawiam na... na numer dwa. Myślę, że później zacząłeś tworzyć lalki. - Pokiwał głową, uśmiechając się do niego. Co prawda tu nie był już tak pewny odpowiedzi jak poprzednim razem, ale cóż za zabawą byłaby gra w zgadywanki, gdyby wszystko wiedział?
- Hmm... Przepraszam, że tyle myślę, trochę ciężko mi wymyślać zdania o mnie - odparł ze śmiechem nieco przepraszającym tonem. - Może... raz - jestem chorowity, często się przeziębiam, a w młodości chorowałem na zapalenie płuc. Dwa - Nigdy w życiu nie piłem alkoholu poza symbolicznym kieliszkiem wina czy szampana przy jakichś okazjach. Trzy - zawsze śpię z pluszakiem, starym misiem, nie mogę bez niego zasnąć. - Uśmiechnął się z lekkim zakłopotaniem, które starał się ukryć. Przynajmniej dwa ostatnie zdania sugerowały, że nie był uosobieniem prawdziwego dorosłego, sprawiały raczej wrażenie wypowiedzianych przez nastolatka, a tylko jedno z nich było nieprawdą. Cóż, nie wstydził się ostatecznie swojej niemal całkowitej abstynencji - utrata kontroli nad swoim zachowaniem od lat była jego traumą i największym strachem.
- Swoją drogą, do ilu rund gramy? Bo możemy to ciągnąć w nieskończoność. - Spojrzał na niego żywo, przekrzywił nieco głowę. - Może do trzech poprawnych odpowiedzi? Co ty na to? - zaproponował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
W końcu przerwał kontakt wzrokowy i wbił cokolwiek zmieszane spojrzenie w podłogę i starał się przybrać możliwie najbardziej neutralną i pozbawioną wyrazu minę. Nie wiedział, jak przyjąć do wiadomości fakt, że ktoś był szczerze zainteresowany nim, jego pracą i… i że sam odwzajemniał to zainteresowanie. Z jednej strony chciał, by to trwało i rozwijało się w ten sposób, ale z drugiej obawiał się, że zostanie skrzywdzony. To poczucie towarzyszyło mu za każdym razem, gdy miał odpychać od siebie ludzi, którzy zbliżyli się za bardzo.
- Mogę… Mogę ci napisać kiedy takie będzie i zorganizować bilet. - Powiedział z pewnym ociąganiem, już przenosząc niepewne spojrzenie na starszego mężczyznę i posłał mu blady uśmiech. - Potem też możemy gdzieś pójść, na… Na jakieś sushi czy coś! - Dla niego ta potrawa wciąż zdawała się dość egzotyczna i ciekawsza niż perspektywa jedzenia jakiegoś dania kuchni rodzimej albo ogólnie europejskiej. Naoglądał i najadł się tego przez całe życie.
Uśmiech na ustach chłopaka przybrał triumfalny wyraz, ale wciąż pozostawał delikatny. Nie dość, że trafił, to jeszcze miał przewagę jednego punktu, bowiem Robert sam źle zgadł jego zdanie. Nie, żeby jakoś bardzo zależało mu na rywalizacji, ale jeśli nie na niej… To na czym tak właściwie? Na spędzeniu czasu z tym mężczyzną? Nieczęsto czuł chęć pobytu z kimś i właściwie nie miał żadnych bliższych znajomych odkąd przeniósł się do Japonii. Nie potrzebował i nie chciał ludzi, którzy będą napraszali się mu i w końcu oszukają go. A jednak patrząc na Roberta odczuwał raczej spokój.
- Um… Nie. Mój ojciec jest… Był - Poprawił, wciąż nieprzyzwyczajony do aktualnego stanu rzeczy. Jedyne, czego chciał w tej kwestii, to tego, by duch już więcej go nie nawiedzał. - stolarzem i robił mi często różne zabawki, a ja szybko podłapałem. Lalka była pokraczna i niezbyt ładna, ale to pierwsza rzecz, jaką zrobiłem sam. I miałem jakieś dziesięć lat. Moja Zdolność polega na manipulacji lalkami… Są dzięki mnie ludzkie. A włosy… Farbowane. Ale używam takich farb, by wyglądały na naturalne. Gdyby ten kolor był moim pierwszym, powinienem mieć jaśniejsze brwi, a mam ciemne. Pierwszy kolor miałem jasnobrązowy. Rudzi często mają piegi, ale nawet gdybym miał, nie mógłbyś zobaczyć przez makijaż… Co do oczu, noszę soczewki. Mój kolor… - Pochylił się nieco ku niemu i spojrzał mu prosto w oczy, mrużąc nieznacznie własne. Co za śmiały gest jak na kogoś, kto cały czas rozmyśla o tym, że powinien się wstydzić. - Jest całkiem podobny do twojego. Moje są tylko jaśniejsze i bardziej wpadają w brąz.
Zamyślony pomruk znowu wydobył się z jego gardła, kiedy przyglądał się Robertowi i bujał na otrzymanym krześle. Kawa i ich mała gra wydawały się napełniać go nietypową dlań energią, bowiem chłopak w tej chwili już uśmiechał się i wyglądał, jakby czekał na więcej. Zanim jednak zajął się odpowiadaniem, Carlo wyciągnął z kieszeni bluzy dwa lizaki i jednego z nich podał mężczyźnie.
- Dobre! Truskawkowo-śmietankowe. Weź. - Skinął dłonią z cukierkiem ponaglająco i zaraz odpakował swojego. Nawet jeśli uwielbiał smak tych słodyczy, to rozpakowywanie ich było zdecydowanie upierdliwe i nieprzyjemne. Uporawszy się z plastikowym opakowaniem, włożył je do kieszeni, a samego lizaka włożył do ust.
- No to… Myślę, że pierwsze jest prawdziwe. Mówiłeś, że dużo uczyła cię niania i że czytałeś wiele w dzieciństwie. Choroby równają się zwolnieniom w szkole albo nauczaniu indywidualnemu, a to jest równe spędzaniu czasu w domu. - Oznajmił z pewnością siebie, jednak zaraz zrobił dłuższą pauzę, podczas której ssał zapamiętale twardego cukierka i wodził po jego obwodzie językiem. Inne informacje były wiarygodne, a jednak któraś z nich była fałszem. Ciężko było mu zinterpretować, czy Robert pije dużo czy nie; był bliżej zaznajomiony jedynie z wariantem agresywnego alkoholika.
Znowu się wzdrygnął i przeleciał spojrzeniem po sylwetce mężczyzny. Bardziej było widać po nim zmęczenie i wyczerpanie spowodowane brakiem snu aniżeli jakimiś innymi problemami z organizmem. Mimo wszystko Carlo wciąż nie potrafił mu do końca współczuć. Ta emocja zdawała mu się obca i nie wiedział, czy umiałby ją jakoś oddać. Bardziej skupiał się na tym, że przemęczenie wprawiało ciało mężczyzny w stan znacznie mniej piękny, niż mogłoby być.
- Nie uważam, żeby spanie z misiem było wstydliwe albo zabawne, ale stawiałbym właśnie na tę opcję. - Odparł, wyciągając nawet lizaka z ust, jednak na moment się zawahał.W zasadzie sam nie mógł spać bez przytulania się do czegoś. - Z drugiej strony po części znana mi jest twoja przeszłość. - Nie powiedział tego w żadnym razie z jakimś wyrzutem czy obrzydzeniem, niechęcią do Roberta. To było stwierdzenie faktu. Sam zresztą nie był święty, choć fakt faktem, jego krzywdzenie innych ludzi ograniczało się w gorszych momentach jedynie do okradania ich. - Ucieczka w alkohol jest częstą reakcją na stresujące sytuacje. - Czyżby naprawdę jednak okazywał współczucie? To wyrażenie było naprawdę eufemistyczne, a Carlo zwykle nie zważał na słowa.
- Moja ostateczna odpowiedź to zdanie o misiu… Choć byłoby urocze. - Skinął głową, czekając na rezultat swojego rozumowania. Jak tak dalej pójdzie, powinien pomyśleć o przekwalifikowaniu się na zostanie członkiem Agencji, ot co.
- A! Tak. Trzy poprawne brzmią bardzo dobrze. Nie za długo, nie za krótko… i… rzeczy… - Znowu pokiwał głową, raz jeszcze wtykając cukierka między wargi. Co teraz powinien powiedzieć?
- No to… Jeden, dbam o swój wygląd i maluję się, bo chcę przypominać lalkę. Dwa… Mam sposób na sprawdzenie jednym pytaniem, komu mogę ufać. Trzy, wolę mężczyzn od kobiet jako partnerów. - Trzy różne obszary tematyczne, zatem może i tym razem złapie Roberta na niepoprawnym wskazaniu prawdy? Kto wie.

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
 
Sklepik zielarski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Sklepik z indiańskimi pamiątkami
» Sklepik z jadalną biżuterią
» Sklepik mistrza gry
» Sklep zielarski Orchideous

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Kanazawa-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.