Share | 
 

 Sklepik zielarski

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
First topic message reminder :

Sklepik wydaje się wciśnięty między bloki, jednak klientów przyciąga woń ziół i roślin, która się z niego wydobywa, nie na tyle mocna, by przydusić, jednak zwracająca uwagę. Na wystawie widać buteleczki i zioła na aksamitnej materii. Wnętrze nie jest duże, ale nie ma się wrażenia ciasnoty, do pięciu osób może spokojnie oglądać półki zastawione maściami, olejkami, suszami, proszkami i wyciągami bez przeszkadzania sobie bardzo i bez szturchania się łokciami. Naprzeciw drzwi stoi długa, nieco staroświecka lada z kasą fiskalną i terminalem do płacenia kartą w rogu. Pod ladą trzymane są wszelkie próbki dołączane do zakupów oraz miejsce na kubek z kawą czy herbatą i książkę, której czytaniem sprzedawca zajmuje się, gdy nie ma klientów. Za ladą są drzwi prowadzące do niewielkiego magazynu, gdzie znajdują się kartony z zaopatrzeniem - niewielką ilością, gdyż stawia się raczej na szybkie zamówienia i dowóz świeżych produktów niż przetrzymywanie ich dłużej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online

AutorWiadomość
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
W końcu przerwał kontakt wzrokowy i wbił cokolwiek zmieszane spojrzenie w podłogę i starał się przybrać możliwie najbardziej neutralną i pozbawioną wyrazu minę. Nie wiedział, jak przyjąć do wiadomości fakt, że ktoś był szczerze zainteresowany nim, jego pracą i… i że sam odwzajemniał to zainteresowanie. Z jednej strony chciał, by to trwało i rozwijało się w ten sposób, ale z drugiej obawiał się, że zostanie skrzywdzony. To poczucie towarzyszyło mu za każdym razem, gdy miał odpychać od siebie ludzi, którzy zbliżyli się za bardzo.
- Mogę… Mogę ci napisać kiedy takie będzie i zorganizować bilet. - Powiedział z pewnym ociąganiem, już przenosząc niepewne spojrzenie na starszego mężczyznę i posłał mu blady uśmiech. - Potem też możemy gdzieś pójść, na… Na jakieś sushi czy coś! - Dla niego ta potrawa wciąż zdawała się dość egzotyczna i ciekawsza niż perspektywa jedzenia jakiegoś dania kuchni rodzimej albo ogólnie europejskiej. Naoglądał i najadł się tego przez całe życie.
Uśmiech na ustach chłopaka przybrał triumfalny wyraz, ale wciąż pozostawał delikatny. Nie dość, że trafił, to jeszcze miał przewagę jednego punktu, bowiem Robert sam źle zgadł jego zdanie. Nie, żeby jakoś bardzo zależało mu na rywalizacji, ale jeśli nie na niej… To na czym tak właściwie? Na spędzeniu czasu z tym mężczyzną? Nieczęsto czuł chęć pobytu z kimś i właściwie nie miał żadnych bliższych znajomych odkąd przeniósł się do Japonii. Nie potrzebował i nie chciał ludzi, którzy będą napraszali się mu i w końcu oszukają go. A jednak patrząc na Roberta odczuwał raczej spokój.
- Um… Nie. Mój ojciec jest… Był - Poprawił, wciąż nieprzyzwyczajony do aktualnego stanu rzeczy. Jedyne, czego chciał w tej kwestii, to tego, by duch już więcej go nie nawiedzał. - stolarzem i robił mi często różne zabawki, a ja szybko podłapałem. Lalka była pokraczna i niezbyt ładna, ale to pierwsza rzecz, jaką zrobiłem sam. I miałem jakieś dziesięć lat. Moja Zdolność polega na manipulacji lalkami… Są dzięki mnie ludzkie. A włosy… Farbowane. Ale używam takich farb, by wyglądały na naturalne. Gdyby ten kolor był moim pierwszym, powinienem mieć jaśniejsze brwi, a mam ciemne. Pierwszy kolor miałem jasnobrązowy. Rudzi często mają piegi, ale nawet gdybym miał, nie mógłbyś zobaczyć przez makijaż… Co do oczu, noszę soczewki. Mój kolor… - Pochylił się nieco ku niemu i spojrzał mu prosto w oczy, mrużąc nieznacznie własne. Co za śmiały gest jak na kogoś, kto cały czas rozmyśla o tym, że powinien się wstydzić. - Jest całkiem podobny do twojego. Moje są tylko jaśniejsze i bardziej wpadają w brąz.
Zamyślony pomruk znowu wydobył się z jego gardła, kiedy przyglądał się Robertowi i bujał na otrzymanym krześle. Kawa i ich mała gra wydawały się napełniać go nietypową dlań energią, bowiem chłopak w tej chwili już uśmiechał się i wyglądał, jakby czekał na więcej. Zanim jednak zajął się odpowiadaniem, Carlo wyciągnął z kieszeni bluzy dwa lizaki i jednego z nich podał mężczyźnie.
- Dobre! Truskawkowo-śmietankowe. Weź. - Skinął dłonią z cukierkiem ponaglająco i zaraz odpakował swojego. Nawet jeśli uwielbiał smak tych słodyczy, to rozpakowywanie ich było zdecydowanie upierdliwe i nieprzyjemne. Uporawszy się z plastikowym opakowaniem, włożył je do kieszeni, a samego lizaka włożył do ust.
- No to… Myślę, że pierwsze jest prawdziwe. Mówiłeś, że dużo uczyła cię niania i że czytałeś wiele w dzieciństwie. Choroby równają się zwolnieniom w szkole albo nauczaniu indywidualnemu, a to jest równe spędzaniu czasu w domu. - Oznajmił z pewnością siebie, jednak zaraz zrobił dłuższą pauzę, podczas której ssał zapamiętale twardego cukierka i wodził po jego obwodzie językiem. Inne informacje były wiarygodne, a jednak któraś z nich była fałszem. Ciężko było mu zinterpretować, czy Robert pije dużo czy nie; był bliżej zaznajomiony jedynie z wariantem agresywnego alkoholika.
Znowu się wzdrygnął i przeleciał spojrzeniem po sylwetce mężczyzny. Bardziej było widać po nim zmęczenie i wyczerpanie spowodowane brakiem snu aniżeli jakimiś innymi problemami z organizmem. Mimo wszystko Carlo wciąż nie potrafił mu do końca współczuć. Ta emocja zdawała mu się obca i nie wiedział, czy umiałby ją jakoś oddać. Bardziej skupiał się na tym, że przemęczenie wprawiało ciało mężczyzny w stan znacznie mniej piękny, niż mogłoby być.
- Nie uważam, żeby spanie z misiem było wstydliwe albo zabawne, ale stawiałbym właśnie na tę opcję. - Odparł, wyciągając nawet lizaka z ust, jednak na moment się zawahał.W zasadzie sam nie mógł spać bez przytulania się do czegoś. - Z drugiej strony po części znana mi jest twoja przeszłość. - Nie powiedział tego w żadnym razie z jakimś wyrzutem czy obrzydzeniem, niechęcią do Roberta. To było stwierdzenie faktu. Sam zresztą nie był święty, choć fakt faktem, jego krzywdzenie innych ludzi ograniczało się w gorszych momentach jedynie do okradania ich. - Ucieczka w alkohol jest częstą reakcją na stresujące sytuacje. - Czyżby naprawdę jednak okazywał współczucie? To wyrażenie było naprawdę eufemistyczne, a Carlo zwykle nie zważał na słowa.
- Moja ostateczna odpowiedź to zdanie o misiu… Choć byłoby urocze. - Skinął głową, czekając na rezultat swojego rozumowania. Jak tak dalej pójdzie, powinien pomyśleć o przekwalifikowaniu się na zostanie członkiem Agencji, ot co.
- A! Tak. Trzy poprawne brzmią bardzo dobrze. Nie za długo, nie za krótko… i… rzeczy… - Znowu pokiwał głową, raz jeszcze wtykając cukierka między wargi. Co teraz powinien powiedzieć?
- No to… Jeden, dbam o swój wygląd i maluję się, bo chcę przypominać lalkę. Dwa… Mam sposób na sprawdzenie jednym pytaniem, komu mogę ufać. Trzy, wolę mężczyzn od kobiet jako partnerów. - Trzy różne obszary tematyczne, zatem może i tym razem złapie Roberta na niepoprawnym wskazaniu prawdy? Kto wie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
- Byłoby mi bardzo miło - odparł z uśmiechem. Czyżby ten się jednak zawstydził?  Tak to wyglądało, choć było to dość nietypowe w porównaniu do wcześniejszego wrażenia, jakie miał. Ale cóż, nigdy nie ufał temu pierwszemu, musiał dobrze poznać osobę przed jej oceną. Miał ochotę poobserwować młodego aktora w różnych sytuacjach i poznać go. Miał wrażenie, że mógł trafić na ciekawą osobę, a nieczęsto miał okazję się z kimś poznać - nie był osobą zbyt towarzyską, nie umiał zrobić pierwszego kroku.
- Rzadko jem sushi, a tu mają bardzo dobre, więc czemu nie. Znam nawet jedną restaurację, gdzie mają dobre jedzenie w przyzwoitych cenach... mógłbym ci pokazać, jakbyś chciał. - Uśmiechnął się z pewną dozą nieśmiałości, choć ostatecznie to Carlo przecież proponował wspólne wyjście, czego więc miał się wstydzić? A co, jeśli owo miejsce się nie spodoba?  Może ten zna jakieś lepsze, przyjemniejsze? Najwyżej jak przyjdzie co do czego, jeszcze się dopyta albo do tego czasu zrobi lepszy wywiad okolicznych barów, by faktycznie zabrać rudzielca do najlepszego.
Uśmiechnął się delikatnie i kiwnął głową, akceptując swoją porażkę. Cóż, to była tylko gra a nawet gdy nie trafiał, dowiadywał się czegoś o Carlo. Słuchał uważnie jego słów, a jego uwadze nie umknęła szybka zmiana czasu na przeszły, gdy ten mówił o swoim ojcu. Czyżby ten zmarł? Wstrzymał się od komentarza - nie wiedziałby nawet, co powiedzieć. Kondolencje zawsze brzmiały głupio, nie znał ich relacji. Ciężko było mu się domyślić, choć miał wrażenie, że ta lalka jakoś z tym wszystkim się łączyła, może była powodem dumy dla ojca, że syn idzie w jego ślady? Swoją drogą był pod wrażeniem, on sam był przekonany, że w wieku dziesięciu lat nie umiał niczego tak wymagającego.
Odruchowo cofnął nieco głowę, zaskoczony nagłym zbliżeniem. Nie przywykł do takiej bliskości i dopiero po chwili zorientował się, czym jest spowodowana. A nawet kiery już wiedział, skąd takie zachowanie, nadal był speszony i nawet się lekko zarumienił zażenowany. Miał wrażenie, że z takiej odległości widać każdą niedoskonałość na jego twarzy, a tych jednak było sporo według niego. Normalnie by się tym nie przejmował, ale jakoś... jakoś teraz tak. Może przebywanie w towarzystwie osoby niewątpliwie ładnej sprawiło, że nabawił się kompleksów. Nawet jeśli ten miał na sobie makijaż.
- R-rozumiem... Trochę jestem zaskoczony, nie wyglądają na farbowane, są za ładne... ale widać dobra farba nie psuje włosów. I to piękna Zdolność... niemal jak dawanie życia - odparł z nutą tęsknoty w głosie. Cieszył się, że było na świecie wiele dobrych Zdolności, zdecydowanie nie chciałby, żeby wszystkie były tak destrukcyjne, jak jego, ale był słabym człowiekiem i nieraz chciałby się z kimś zamienić, byleby zrzucić z barków ciężar tej klątwy. Ale nawet jak tak myślał, wiedziałby, że nie umiałby nikogo tak obciążyć, nawet gdyby było to możliwe.
- O-och, dziękuję! - Wpatrywał się zaskoczony w lizaka, ale zaraz odpakował go i spróbował. Nie był wielkim fanem słodyczy, ale lubił od czasu do czasu coś słodkiego, a i truskawkowe rzeczy były generalnie smaczne. Choć lizaki zawsze kojarzyły mu się z dziecięcymi czasami, więc nieco głupio się czuł, ssąc go jako dorosły, ale równocześnie... nie było to złe. Jakby mógł na chwilę odrzucić swoje troski dorosłego. Choć te chyba nie miały zamiaru go opuścić - słysząc rozumowanie Carlo, a przede wszystkim uwagę o jego przeszłości, mimowolnie poczuł ukłucie w sercu. Starał się nie przybrać żadnej miny, skinął jedynie głową, w końcu sam zakładał, że członek Clubu wie o nim całkiem sporo. Nie miał też co zaprzeczać czy starać się zapomnieć - i tak by mu się nie udało.
- Owszem... nie mam żadnego misia, nigdy nie miałem, nawet jako dziecko. Chyba nikt o takim nie pomyślał a i ja się nie dopraszałem. Niania dużo się mną zajmowała, a nauczyciele przychodzili do domu, trochę też uczyli mnie rodzice. Dlatego z niektórych rzeczy jestem słabszy, na przykład z historii, a wiedzę medyczną mam nie tak małą. Zresztą jak chorowałem, chciałem wiedzieć na co i sam się douczałem... miałem mało książek fabularnych w domu a za dużo wolnego czasu. - Uśmiechnął się lekko. - A alkohol... nie ruszam. Sprawia, że człowiek nie do końca nad sobą panuje, jak przesadzi, nie pamięta, co robił... za bardzo kojarzy mi się to ze Zdolnością. Bałbym się.
Zamilkł na chwilę, by upić jeszcze kawy, a właściwie wypić niemal duszkiem pół kubka, jakie mu zostało. Kawa i tak coraz bardziej traciła ciepło, a wiadomo, że zimna kawa nie jest ani trochę tak dobra jak ciepła, nie mówiąc rzecz jasna o mrożonej kawie. No i chciał na chwilę ukryć twarz za kubkiem. Cieszył się, że był w stanie już chociaż trochę mówić o tym, co było dla niego dość traumatyczne, jednak nadal nie było to łatwe. Ale nie chciał tego chować ani tym epatować - nie chciał współczucia, zrozumienie też było czymś, o co ciężko mu było prosić. Cieszył się, że Carlo traktuje to wszystko bez większych emocji, jak suche fakty. Tylko to pozwalało mu spojrzeć na to niemal z dystansem.
- I chyba wygrywasz! Dobrze, więc... to pierwsze myślę, że to prawda. Jak tworzysz lalki od tak dawna, znaczy pewnie są dla ciebie ważne... i poniekąd lalki są odzwierciedleniem ideału. Chęć ich przypominania jest uzasadniona.
Po tym jednak ściął się lekko i przyjrzał uważnie Carlo. Jedno pytanie mające stwierdzić, czy może komuś ufać? To brzmiało dosyć nierealnie, zaufanie było dla Roberta bardzo skomplikowaną rzeczą i na nie trzeba było sobie zasłużyć - ciężko mu było wyobrazić sobie, jak szybko sprawdzić, czy osoba jest godna zaufania. A ostatnie? Nie miał pojęcia, jak stwierdzić, jakie ktoś ma preferencje, jeśli chodzi o dobór partnera. Wygląd mało mu mówił, nie znosił oceniania po nim ludzi, a Carlo z niczym się nie zdradził w ich rozmowie.
- Hmm... szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Nie wiem, jak mógłbyś sprawdzać, komu ufać tak łatwo, twoich preferencji też nie znam... ale jako że drugie zdanie wydaje mi się mało prawdopodobne, a trzecie jest zupełnie neutralne, stawiam na drugie. - Pokiwał głową, po czym zorientował się, że musi jeszcze wpaść na jakieś zdania dotyczące jego. Zamyślił się chwilę, musiał wybrać coś, co nie byłoby oczywiste, sprawiłoby trudność, ale ciężko przychodziło mu myślenie o czymś z jego życia, co nie byłoby niemożliwe do odgadnięcia, a spełniałoby mimo wszystko te warunki. Zwłaszcza że nie wiedział do końca, ile ten o nim wie.
- No to... jeden - chodzę co tydzień na siłownię, by jakoś ćwiczyć po siedzeniu w pracy tyle godzin. Dwa - do niedawna mieszkałem w kawalerce, ale niedawno kupiłem sobie własne mieszkanie. I trzy - jeszcze nigdy z nikim nie byłem w związku. - Uśmiechnął się nieco zaczepnie, choć wciąż przyjaźnie. Skoro Carlo zaczął wchodzić w strefę osobistą, uznał, że sam powinien odpowiedzieć tym samym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
Jakoś mocniej nie przeżywał faktu, że ktoś chce utrzymywać z nim kontakt, jednak ciężko było mu przywyknąć do tej myśli. Wiedział, że mimo wszystko ich znajomość została uwarunkowana przez odgórne czynniki takie, jak praca dla jednego a bezpieczeństwo dla drugiego, ale potrafił podejść do niej z poziomu prywatnego życia i poglądów. To z kolei zapewne było spowodowane ich małą grą, która zaskoczyła swoim efektem nawet samego chłopaka, zaś ten z kolei nie wiedział, czy zaskoczenie do pozytywnych czy negatywnych należałoby zaliczyć. Rozmawiało się całkiem przyjemnie, a myśli Carlo krążyły mimowolnie wokół tego, co będzie dalej i kiedy to „dalej” nastąpi. Między innymi dlatego jednym z późniejszych wyborów odnośnie jego fałszywych bądź prawdziwych zdań było właśnie zagadnienie odnoszące się do zaufania. Czy chciał - nie wiedział. Czy mógł - tego tym bardziej.
- Jasne… Nie widzę przeszkód. - I znowu skinął głową. Nie potrafił tego określić dokładnie, ale Robert zdawał się już spokojniejszy i nie taki wystraszony, jak jeszcze jakiś czas temu. Ciężko było mu też powiedzieć, czy jest z tego powodu dumny. Po raz kolejny powołując się po prostu na pracę, z pewnością powód do dumy miał; spełnił swoje zadanie, a i prywatnie lubił sprawiać, by ludzie czuli się komfortowo. Nieśmiałość Roberta natomiast była dla niego czymś niezrozumiałym; co prawda, sam mówił niewiele, jednak w jego przypadku spowodowane to było tym, że nie lubił dużo gadać. A doktor Jekyll był po prostu niewinnym i nieśmiałym człowiekiem, który wplątał się w kilka niewłaściwych sytuacji i który przedstawiał dokładnie powiedzenie, że Zdolność nie służy do uszczęśliwiania jej właściciela. Ten fakt był zdaniem Carlo rzeczą dość przykrą, ale głównie dlatego, że tak nakazywały mu myśleć zwyczaje.
Natomiast reakcja na to przybliżenie się rozbawiła chłopaka do tego stopnia, że cichutko prychnął pod nosem. Nie pamiętał sytuacji, gdy dorosłego mężczyznę przyprawił o rumieńce i zakłopotanie, ale chyba zawsze musi być ten pierwszy raz. Nie krył więc, że spodobało mu się to.
- Dbam o nie i ich naturalna kondycja od zawsze jest dobra, chociaż też fakt, że zacząłem malować jakieś dwa lata temu. Nie rosną za szybko, więc wystarczy, że pomaluję raz na trzy miesiące z hakiem. Lubię, kiedy są miękkie i przyjemne w dotyku, więc dbam, żeby nie były za suche i by były silne… - Wyjaśnił, ujmując kilka luźnych, jasnomiedzianych kosmyków w palce i oglądając je z każdej strony, jednak jakby bez przekonania. Co prawda nie miał kto ich dotykać, jednak Carlo był w tej kwestii samowystarczalny i głaskał się sam, ot!
- Hm… Pewnie miałbyś tu jakieś naturalne kosmetyki? Będę przychodził i je sprawdzał. Płać mi w szamponach. - Powiedział z zupełną powagą w głosie i z bliżej nieokreślonym wyrazem oczu, którymi jak zwykle (bo już można tak powiedzieć, przecież jak przykładny creep gapił się na niego ciągle) wpatrywał się w mężczyznę.
- I… Piękna? Tak… Zależy od tego, jak jej używać. - A Carlo zwykł używać jej zarówno do wywoływania uśmiechu na ludzkich twarzach, jak i do walki; raz, że bywał do tego zmuszany w przeszłości, dwa, że teraz też praca momentami wymagała od niego radykalnych środków. Ale to już było coś, o czym Robert nie musiał wiedzieć, a jeśli się domyślał, to… To nie musiał słyszeć o tym, ot.
- Mam nadzieję, że ci posmakuje… Misiu~ - zachichotał, jednak bez żadnej złośliwości; po prostu wydał z siebie ów rozbawiony odgłos. Robert mu się podobał, albo raczej przypadło mu do gustu to, że było po nim widać wszelkie emocje. Carlo, choć nie do końca pojmował jego reakcje, odbierał je z przyjemnością i uważał za miłe widowisko. Chciałby budzić w nim ich jeszcze więcej, zaskakiwać go, przyprawiać o śmiech, wzruszenie. Po trochu zaczął go postrzegać jako coś pomiędzy obiektem badań a nauczycielem.
Rzecz, która dopiero jakoś dogłębniej dotknęła samego chłopaka, to brak zabawek w życiu Roberta. Nieznacznie zacisnął wargi, jednak, co zaskakujące, w oczach pojawiło się widoczne współczucie. Zachował milczenie póki co; wiedział, że niekoniecznie profesjonalny obraz stworzyłoby rozczulanie się nad brakiem misiów. A poza tym zatykał sobie usta lizakiem, którego nawet w pewnym momencie nadgryzł z nieprzyjemnym chrupnięciem. Nie jemu osądzać, czy takie zwyczaje rodzinne były nietypowe, sam przecież nie posiadał żadnych zdrowych wzorców z przeszłości, a poza tym ten jeden fakt to za mało, by oceniać.
- Wiesz, też nie pijam alkoholu. I w sumie mamy podobny powód… Tylko mój jest związany ze wspomnieniem osoby, nie ze Zdolnością. I… Ja z kolei miałem na pęczki zabawek. Ale nie miałem nikogo, kto bardziej by się mną zajmował. A i nigdy nie szło mi dobrze z przedmiotów szkolnych! Tylko z języków obcych i z tych artystycznych. Bo byłem w liceo artistico ukierunkowanym na rzeźbę i ogółem od zawsze wolałem działać… - Wytłumaczył, właściwie jednak nie widząc ku temu żadnych powodów. Carlo najwidoczniej w rozmowie z Robertem poczuł potrzebę wyładowania całego swojego milczenia z ostatnich lat i przelania kumulowanego głosu na interakcje z drugim mężczyzną. Naraz czuł, jak w pewien sposób ów zaczyna naprawdę go ciekawić; motocykl kojarzył mu się z typowymi badboyami, a tutaj miał przykładnego zielarza, który nie pił, nie pachniał jak palacz, przyjmował cukierki od niego i, co najsmutniejsze, nie miał w dzieciństwie nawet żadnego misia!
- Zgadza się! Numer jeden to prawda. Jednak… Numer dwa też. - Znowu dotknął nosa Roberta palcem, prawie tak, jakby miała to być malutka, symboliczna kara za pomyłkę. - Mam pewien sposób… Ale ci go nie zdradzę, bo byłoby za łatwo. Zrobię to jak zapomnisz. Co do trzeciego… Wymyśliłem cokolwiek. Nie mam żadnych doświadczeń i w sumie nikt nigdy mi się nie podobał. Piękno ciał jest dla mnie istotne, w tworzeniu lalek staram się dążyć do idealnych, bądź najbardziej zbliżonych do pierwowzoru, proporcji. Myślałem, że złapiesz się na to, że się maluję i chciałem zastawić pułapkę w ten sposób. - Zrobił nadąsaną minę, jednak tak naprawdę nie był w najmniejszym stopniu nieszczęśliwy. W końcu halo, wygrywał. Posłużył się co prawda niezbyt przyjaznym stereotypem, ale jednak wielu ludzi właśnie ze zniewieściałym wyglądem kojarzyło homoseksualnych mężczyzn.
No i z kolei teraz to on się zwiesił i zlustrował mężczyznę spojrzeniem od góry do dołu, chcąc ocenić, czy zdanie dotyczące siłowni mogło być prawdą. Oczywiście wiedział, że wizyty w tamtym miejscu nie oznaczały jakiejś wyjątkowej postury, ale starał się odnaleźć w jego sylwetce jakiekolwiek ślady wskazujące na to, że mogłoby tak być. Porównując z widokiem znanym sobie z lustra, potwierdził swoje wcześniejsze wrażenie odnośnie faktu, że Robert jest od niego lepiej zbudowany. Carlo był drobniejszy i chudszy, podczas gdy brunet miał na pewno szersze ramiona i ogółem jego ciało zdawało się szersze i silniejsze niż młodego informatora. Nie mógł więc wykluczyć tego faktu, szczególnie, że z tego, co wiedział, wielu ludzi z siedzącą pracą prowadziło taki tryb życia.
- Idziemy tą samą drogą? Ja mówię o związkach i ty o nich mówisz. - Zmrużył nieco oczy, wracając spojrzeniem na te jego i wpatrując się w nie badawczym, natarczywym wzrokiem, jakby właśnie z nich chciał wydobyć całą prawdę. Mógł w tym zachowaniu wydawać się koci; wszak te zwierzęta lubią, w przeciwieństwie do chociażby psów, spoglądać ludziom prosto w oczy i pokazywać tym swoją śmiałość, ale też inne emocje, takie jak sympatia wobec danego osobnika. Co prawda Carlo nie byłby zbyt zadowolony z idei porównywania go do kota, jednak gdyby mu wytłumaczyć, dlaczego tak się stało, byłby w stanie nawet to zrozumieć.
Jeżeli Stevenson postanowił iść taką samą trasą jak Collodi, to możliwe, że kłamstwem również okazała się informacja na temat związków. Robert miał dwadzieścia sześć lat i choć wspominał, że wiele czasu za młodu spędzał z nosem w książkach, to jednak pozostawała wielka dziura między wiekiem nastoletnim a dorosłym. Zgodnie z tym, co zaobserwował u ludzi w swoim otoczeniu, właśnie wtedy kreowało się wiele związków i innych bliższych relacji, zatem Carlo odnotował w głowie, że to zdanie mogło zawierać komunikat odbiegający od tego, jak było naprawdę.
To o kawalerce z kolei brzmiało dość wiarygodnie, więc nie zamierzał go podważać; starszy żył w Japonii, zgodnie z posiadanymi przez członka klubu informacjami, zatem w tym czasie, zależnie od kwoty, z jaką przybył do kraju i od gospodarowania majątkiem, było to możliwe. W grę wchodził również metraż mieszkania, ale to swoją drogą. Poza tym zauważył, że Robert ogranicza szczegóły przy podawaniu swoich zdań, jednak czy aby na pewno był to zabieg celowy? To był tak dobry i poczciwy człowiek, że Carlo aż w to wątpił. Może mu się nudziła powoli ta ich mała gra?
- W takim razie… Uważam, że zdanie o związkach jest nieprawdziwe. - Oznajmił bez większych emocji czy czegokolwiek słyszalnego, dominującego w głosie. Po prostu ten wydobył się z jego gardła, by nadać komunikat, którego adresatem był drugi mężczyzna.
- Siłownia jest typowa dla ludzi pracujących przy biurku lub spędzających dzień na niewielkim ruchu. Mieszkanie jest zależne od tego, ile miałeś pieniędzy i jak szły interesy… A związki nie mnie osądzać. Nie interesują mnie, no i widzę w tym nawiązanie do moich słów, które były kłamstwem. - Wyjaśnił, przy czym wciąż nie zrywał kontaktu wzrokowego. Podobała mu się możliwość patrzenia w cudze oczy, a i może Robert znowu się zawstydzi? To przypadłoby mu do gustu nawet mocniej.
- A i chciałbym powiedzieć, że jeden - nie lubię kotów, bo to pseudonim osoby, która mnie skrzywdziła. Dwa - tak naprawdę jestem wstydliwy, a śmiałe zachowania to maska. Trzy - boję się ciemności i zawsze śpię z zapaloną świeczką.
- Powiedział znowu zachowując twarz i głos bez wyrazu; gra powoli dobiegała końca, zatem musiał się postarać i zawalczyć o swoją kawę.

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
Przez niemal całą rozmowę Carlo utrzymywał z nim kontakt wzrokowy, co było dla Roberta ciekawą odmianą. Jednocześnie nieco go krępowało, ale nawet mimo to był zaintrygowany Włochem. Brytyjczycy nie byli najbardziej otwartymi osobami na świecie, po przybyciu do Japonii odkrył, że ludzie stąd również nie są pierwsi do spoufalania się czy patrzenia rozmówcy w oczy. On sam nie miał z tym problemów, jeśli tylko mógł być z kimś szczery, a jako że Carlo wiedział wszystko o jego sytuacji, nie musiał się obawiać. Po prostu nie przywykł do tego, raczej krył wszystko w sobie i cała ta rozmowa była dla niego czymś niezwykłym. Jedyne, czego obawiał się po taksującym spojrzeniu młodzieńca, to ocena jego osoby. Domyślał się, że nie mogła być ona dobra, nie widział w sobie za wiele dobrych cech czy wydarzeń z przeszłości, które przemawiałyby na jego korzyść. Co prawda rudzielec nie dawał po sobie nijak poznać niechęci ani niczego takiego, ale niepewność i brak pewności siebie mężczyzny sprawiała, że jego podświadomość dopowiadała sobie to, czego nie widział.
- Jasne, mam dużo naturalnych kosmetyków! Trochę sprowadzam, zwłaszcza z Rosji, bo mają bardzo dobre jakościowo, a i drogie nie są. Część też sam robię z suszu i półproduktów. Lubię się w coś takiego bawić i będąc mało skromnym, większość osób całkiem chwaliła, więc jakbyś chciał kiedyś, to zapraszam. Są dużo lepsze niż gotowe do kupienia, pełne chemii, tylko krócej wytrzymują i trzeba szybko zużyć, więc zwykle są sprzedawane nieduże porcje. - Uśmiechnął się ciepło, mając nadzieję, że nie rozgadał się za bardzo, nie chciał brzmieć jak ktoś wykorzystujący każdą okazje do zachwalania towaru i ubijania interesów. Po prostu praca była dla niego również pasją i dosyć łatwo wdawał się w rozmowy o niej, musiał więc sam się nieco hamować.
Potaknął mu, gdy wspomniał o Zdolności - faktycznie, większość umiejętności czy rzeczy była neutralna i stawała się dobra czy zła, piękna czy brzydka w zależności od tego, w jakich intencjach i przez kogo była używana. Co prawda sam wiedział najlepiej, że były wyjątki - nie umiał znaleźć w swojej Zdolności nic pięknego - ale generalnie rzecz biorąc się z nim zgadzał.
W ciągu całej tej rozmowy jedna rzecz nieustannie nurtowała Roberta - co Carlo o nim myślał? Nie widać było zupełnie nic po jego twarzy, zachowywał zaś się bardzo uprzejmie i mniej oficjalnie niż na początku - w końcu grał z nim w grę w poznawanie się. Widać z jakiegoś powodu nie przeszkadzała mu przeszłość Roberta, co ten bardzo ale to bardzo doceniał. Skoro tak, postanowił sam spróbować się tym nie przejmować - ciągłe płakanie, że nie zasługuje przez nią na nic dobrego, wcale nie byłoby aktem skruchy, byłoby w jego odczuciu dość żałosne i przyciągające uwagę do jego osoby, a to było ostatnie, czego chciał.
- Ach, czyli jesteś artystyczna duszą... no tak, pracujesz w teatrze, mogłem się domyślić - odparł z uśmiechem, przy okazji odnotowując to, co ten mówił o alkoholu - czyżby miał w rodzinie czy bliskich znajomych alkoholika? Z pewnością tak to brzmiało. Nie chciał okazywać mu współczucia, wiedział, że większość ludzi wcale go nie chciała, sam gdy ją otrzymywał, czuł się raczej zażenowany niż szczęśliwy i pocieszony. Ale mimo to było mu przykro, że Carlo musiał doświadczyć czegoś tak nieprzyjemnego.
Odpowiedź mężczyzny nieco go zaskoczyło, choć na ptyk w nos był już bardziej przygotowany. Cóż, nie był pewny odpowiedzi, gdy jej udzielał, ale naprawdę znów nie trafił? I czy ten naprawdę miał prostą metodę, by zweryfikować, komu może ufać? Ciężko mu było to sobie wyobrazić, ale jeśli go ta metoda nie zawiodła... cóż mógł rzec.
- Własnie nie chciałem kierować się takimi stereotypami... to wyglądało trochę jak umyślnie zastawiona pułapka - zaśmiał się cicho. - No patrz, masz mnie. Widać jesteś lepszy w tę grę. Ale nie myśl, że tak się poddam! Mam jeszcze szansę, jest dwa do jednego. I to nadal dwa do jednego, bo nie zgadłeś~ Nieprawdą jest to o siłowni. - Uśmiechnął się triumfalnie. - Dawno temu trochę chodziłem, ale nigdy długo... czasem trochę pospaceruję, pobiegam, ale nie robię nic takiego regularnie jako treningi. Mieszkanie kupiłem kilka miesięcy temu i nadal się tam wprowadzam, jak przypomnę sobie, czego mi brakuje... a nikogo nie miałem. W młodości siedziałem w domu chory, później... później bałem się zbliżać do ludzi i im zaufać. Że mnie nie zaakceptują, że ich skrzywdzę przypadkiem... n-nie umiem być blisko kogokolwiek chyba - uśmiechnął się z lekkim zażenowaniem. - Ach, czyli jak teraz zgadnę, to wyrównam wynik! Pomyślmy... zdanie drugie i trzecie w pewien sposób do siebie pasuje. Znaczy wstydliwość nie równa się baniu się światła, ale potrafię sobie wyobrazić osobę wstydliwą, bojaźliwą... choć trochę ciężko mi uwierzyć, że ty taki jesteś. Ale mimo wszystko... chyba stawiam, że te są prawdziwe. A fałszywe to o kotach. - Skinął głową, przyglądając się Carlo z uwagą. Zdoła jakoś nadgonić zaległości, czy znów okaże się być beznadziejnym w zgadywanki? W sumie... nawet by się nie zdziwił, nigdy nie miał zbyt dobrej intuicji.
- Jak teraz zgadniesz, to wygrasz... zobaczmy. Więc może jeden - mam młodszą siostrę, z którą nie utrzymywałem kontaktu, odkąd uciekłem ze Szkocji. Dwa - nie lubię upałów i w lato tutejsza temperatura mi dokucza. I trzy - uwielbiam powieści podróżnicze, bo sam nie mam motywacji czy odwagi, by tyle podróżować. - Uśmiechnął się szeroko, uznając, że może jeszcze mieć szansę to wygrać - a nawet jeśli nie, to i tak z miła chęcią zafunduje Carlo kawę, jeśli będzie to znaczyło kolejne spotkanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
Robert wydawał się człowiekiem prostym, a jednak w pewien sposób niedosłownym, a to z kolei budziło w młodocianym lalkarzu pewnego rodzaju fascynację. Cóż za zabawne i absurdalne połączenie kłębiło się w sercu tego zakłopotanego, niewinnego człowieka. Mógłby powiedzieć, że cieszył go widok sklepikarza, który stara się odwzajemniać jego spojrzenia, jednak nie lubił pochopności w emocjach ani nadmiernej otwartości ze strony swojej i rozmówców. Jednakże teraz, jak już sam zdążył zauważyć, zachodziła pewna zmiana. Nie wiedział, jak głęboka i czym tak właściwie spowodowane, choć stawiał na to, że było to wynikiem chęci wykonania pracy jak najlepiej.
Nie zależało mu jednak na tym, by wydobywać jak najwięcej informacji z mężczyzny, a jeśli już cokolwiek budziło w nim takie myśli, to jakieś osobiste chęci. Miał zamiar przekazać klubowi jedynie najważniejsze informacje na temat tej sprawy, to jest te, które omówione zostały na początku jego wizyty. Sklepikarz został uspokojony, zdjęcia miejsca walki zrobione, a relacja uczestnika wydarzenia przyjęta. Myśląc o tym Carlo nieco się speszył; faktycznie wszystko wskazywało na dwie opcje. Pierwsza mówiła, że zapewne w swoim fachu mógł być uznawany za specjalistę, druga natomiast - zresztą ta prawdziwa, ale nie umiał tego jeszcze określić - że chciał tu być.
- Ach - Po bladoróżowych ustach, nieco lepkich z winy cukierka znajdującego się w nich, przemknął kolejny uśmieszek. Nie próbował jeszcze zbyt wielu kosmetyków naturalnych, a skoro miał sposobność i podobno miały działać dobrze, to czemu nie?
- Szczerość jest ważniejsza od skromności. - Ponownie wymierzył sprawiedliwość Robertowi poprzez dotknięcie palcem wskazującym czubka jego nosa. - Więc z chęcią będę je od ciebie brał. - Potwierdził, kiwając głową entuzjastycznie. Po raz kolejny się złapał na tym, że faktycznie podoba mu się rozmawianie z tym osobnikiem. Może kiedyś pokusiłby się o stwierdzenie, że Robert jest naprawdę uroczy. Ale jeszcze nie czas na tak świadome wybryki.
- Można tak powiedzieć. Ojciec mówił, że to znaczy, że jestem głupi, skoro nie lubię się uczyć... - Zrobił naburmuszoną minę niczym dziecko. Nie zareagował nijak na fakt, że Robert nie poruszył tematu alkoholu w otoczeniu Carlo; nie zauważył nawet tego. Gdyby zaś dostrzegł ten niby-gest, tak czy inaczej zignorowałby to jeśli chodzi o otwarte reakcje. Jeśli mowa o tych wewnętrznych, których by nie ukazał, z pewnością gdzieś w głębi siebie by to docenił i tyle.
- Och, więc myślimy podobnie. - "Boimy się podobnie, nie chcemy być sobą podobnie, uciekamy od przeszłości podobnie.", pomyślał z czymś na wzór melancholii krążącym po jego głowie. Kiedy tak o tym intensywniej pomyślał, to faktycznie zobaczył między ich dwójką pewne podobieństwa, jednak reakcje na nie były zupełnie różne. Carlo maksymalnie limitował swoje emocje, a Robert widocznie dużo bardziej się przejmował tym, co działo się wokół niego. Pierwszemu zależało na tym, by upodabniać się do lalek - tworów pozbawionych emocji innych, niż nadanych przez odgrywaną przezeń rolę. Nie zależało mu na relacjach z innymi ludźmi, trzymał się swojego celu niczym tonący brzytwy. Drugi z kolei najwidoczniej po prostu chciał przeżyć życie tak, by nie musieć wchodzić w konflikty ani by nikogo nie krzywdzić. Carlo pewnie uznałby to za dość szlachetne, ale typowe, gdyby Robert był postacią z książki dla dzieci.
Słuchał mężczyzny ze średnim zaangażowaniem, ale ze szczerymi chęciami odnośnie wysłuchania jego słów. Coraz bardziej się utwierdzał w przekonaniu, że ma po prostu przed sobą zwykłą osobę, co też nadmieni w rozmowie z przełożonym Klubu. Nie ma się czego obawiać, zero powodów do bycia zaalarmowanym z jego strony. Zresztą, ze strony mafiozy raczej też nie mieli powodów do lęku w związku z tym, co powiedział Stoker. Carlo nie potrafił do końca pojąć tego, że zgodził się nie robić problemu, ale nie będzie kwestionował metod drugiego informatora. Z pewnością w sposobie bycia Roberta, gdy już uznał, że może się przed kimś otwierać, było coś chwytającego za serce, ale Collodi nie potrafił określić, dlaczego miałoby tak być i czy to na niego działa.
- Hmm. Nie. Fałszem jest odpowiedź numer dwa~ Kot naprawdę mnie skrzywdził i naprawdę śpię przy świeczkach. Ich światło i zapach mnie uspokaja, lubię je. - Pominął celowo i chyba w miarę płynnie to, jak został przez wspomnianego Kota skrzywdzony, mając poniekąd nadzieję, że Robert tematu nie poruszy w żaden sposób. Może kiedyś sam zdecyduje się przed nim otworzyć, jednak szczerze miał nadzieję, że tak się nie stanie. Mimo wszystko obawiał się zaufania innym. I znowu dotknął jego nosa palcem, bo kara musi się zgadzać.
- Nie odczuwam wstydu. Mało kiedy się stresuję z winy gaf popełnionych przy innych ludziach. Mógłbym w tej chwili zrobić wiele rzeczy, które uznawane są za nieodpowiednie i nie poczułbym się z nimi źle. - Pochylił się zdecydowanie zbyt blisko do Roberta, prawie tak, że ich nosy zetknęły się ze sobą i zmrużył oczy, przybierając zadowoloną minę. Tkwił tak przez dłuższą chwilę, trochę testując cierpliwość i śmiałość mężczyzny, po czym odchylił się znowu w tył, tak, że krzesło, na którym siedział, uderzyło nogami o podłogę nieco zbyt głośno.
- Dla mnie to pojęcie abstrakcyjne, jednak wiem, że im dalej na północ, tym chłodniej, a stereotyp o pogodzie na wyspach nie wziął się znikąd. Wierzę, że zdanie na temat temperatur jest zupełną prawdą. - Oznajmił ze spokojem, wyciągając patyczka po lizaku z ust i obwiązując jego wilgotną część plastikowym opakowaniem. Pewnie gdzieś tu był jakiś kosz na śmieci, ale nie chciało mu się robić zbędnego chaosu przy szukaniu go.
- Sądząc po twoich zachowaniach, stawiałbym, że prawdziwe jest też trzecie. Jesteś niepewny… A jedyna twoja podróż, o jakiej mi wiadomo, to ta do Japonii. Zaś kwestia siostry jest dla mnie niewiadomą. Więc uznam, że to jest fałszywe. Nie dostałem informacji na ten temat, więc nie mogę się na niczym oprzeć. Także… siostra to moja ostateczna odpowiedź. - Skinął głową, czekając na odpowiedź Roberta. Fakty i fałsze na swój temat już ciężko było mu wymyślać, by czasem nie przekroczyły zbyt prywatnej strefy. Wyciągnął telefon z kieszeni spodni i zerknął na godzinę, po czym znowu na Roberta.
- Wiem o tobie natomiast coś jeszcze… - Zaczął powoli, tonem pełnym namysłu i jakby tajemniczo. - Nadeszła pora, w której zamykasz sklep. Co ty na to, żebyśmy wyszli na spacer i… - Zrobił pauzę, mierząc go znowu wzrokiem. No tak, Robert dalej nie wyglądał zbyt dobrze po tym wszystkim. - I żebym cię odprowadził? Nauczę się drogi do twojego domu na wypadek, gdyby coś się stało.

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
Przez tę rozmowę niemal zapomniał, jak w ogóle stało się to, że rozmawiał na zapleczu z młodzieńcem, o którym wiedział co prawda coraz więcej, ale wciąż nie za wiele. Fakt, że powodem przybycia Carlo była jego praca oraz niedawne nieszczęście, krążył gdzieś na obrzeżach jego świadomości, jednak po cichu liczył, że ten nie utrzymywał konwersacji jedynie z grzeczności. Zresztą niezbyt go o to podejrzewał, była to zdecydowanie niezbyt typowa rozmowa, a i młodzieniec wydawał się czerpać z niej choć trochę przyjemności - a może dopowiadał sobie to, w co chciał wierzyć?
- T-to prawda... szczerość jest bardzo ważna. - Czy właśnie dlatego aż opuścił wzrok? Wiedział, że okłamywał ludzi i to wielu, ukrywając swoją historię, kłamiąc odnośnie swojego pochodzenia oraz nazwiska. Bardzo chciał się trzymać zasad, mówić prawdę... ale okoliczności mu na to nie pozwalały. Zaraz jednak uśmiechnął się, lekko co prawda, ale wciąż, kiedy usłyszał obietnicę wpadania do sklepu po kosmetyki. Z jakiegoś powodu chciał widzieć częściej tego mężczyznę, przyjemnie mu się z nim rozmawiało. Może kwestia tego, że faktycznie się przed nim otworzył? Ciężko było mu to logicznie uzasadnić - po prostu dobrze się czuł, lepiej niż przez ostatnie kilka dni.
- Nie ma co się martwić nauką... znaczy podstawowa jest zawsze przydatna, ale ludzie mają różne talenty. Ważne, by odkryć swój... a ty chyba odkryłeś, skoro od tylu lat tworzysz lalki. Chociaż niektórzy nie lubią określenia talent, mówią, że to kwestia pracy i wysiłku włożonego w nauczenie się jakiejś zdolności.
Nie mógł się powstrzymać i aż uśmiechnął się, gdy dotarło do niego, że znów się pomylił - zdecydowanie nie był dobry w tę grę. Spoważniał zaraz, gdy Carlo wspomniał o byciu skrzywdzonym przez jakiegoś Kota - nie rozwijał tematu a Robert nie chciał naciskać, zwłaszcza że wydawało mu się jednak zbyt prywatną sferą, by w nią wnikać przy pierwszym spotkaniu. Może kiedyś, w przyszłości, jeśli ta nadejdzie i jeszcze zdążą rozwinąć znajomość. A może i wtedy nie? Rozumiał dobrze, że są rzeczy, o których nie chce się mówić nikomu. Choćby dlatego, że nie chce się ich przypominać przy tym samemu sobie. Przywoływanie złych chwil w życiu było dla niego zbędną męczarnią, zwłaszcza gdy chciało się ją za sobą zostawić i nigdy nie wracać.
Karę w postaci tyknięcia w nos przyjął już bez zdziwienia - zdążył się przyzwyczaić i poniekąd uważał to za całkiem zabawne a może i trochę urocze, choć raczej rzadko używał tego określenia, a już na pewno nie powiedziałby tego niemal obcej osobie.
- Naprawdę, nie przeszkadza ci to ani tro... - urwał, gdy ten znów się zbliżył na odległość zdecydowanie naruszającą przestrzeń osobistą. Przełknął ślinę, zupełnie nieruchomiejąc, nawet nie zorientowawszy się, że wstrzymał oddech, by nie chuchać na Carlo, gdy ten był tak blisko. Wgapiał się w jego oczy, mimowolnie zauważając przyjemny, choć z pewnością nie naturalny odcień jego tęczówek - zresztą sam przyznał się, że nosi soczewki. Część umysłu Roberta automatycznie zaczęła zastanawiać się, czy te służą jedynie zmienia koloru, czy też korekcie wzroku, jeśli ten ma wadę, zaś inna część krzyczała, że jest za blisko,zdecydowanie za blisko drugiego mężczyzny! Odetchnął, gdy ten wrócił do poprzedniej pozycji i starał się uśmiechnąć, by nie dać po sobie poznać, że faktycznie się zestresował.
- W-właśnie widzę... całkiem ciekawe, muszę przyznać, n-niewiele ludzi tak ma - gadał, byle nie dopuścić do niezręcznej ciszy. Ile by oddał, by przejąć choć trochę nieprzejmowania się Włocha! On przejmował się i wstydził takimi rzeczami aż za bardzo.
- I znów prawda... masz mnie! - zaśmiał się już bardziej naturalnie. Czemu tak się stresował bliskością, a przegrana w grze go uspokajała? - U nas często pada, jest chłodno... i z podróżami to też sama prawda. A jestem jedynakiem. Przynajmniej byłem, gdy odjeżdżałem i szczerze wątpię, by coś się w międzyczasie zmieniło. Moi rodzice bardziej skupiają się na karierze niż rodzinie. - Uśmiechnął się szeroko, wyciągając patyczek po lizaku i wzorem gościa chowając go w papierek. - No, wygląda na to, że stawiam ci kawę! Możemy umówić się w jakiś wolny dla obu weekend i wyjść do dobrej kawiarni. Na pewno będzie tam smaczniej i wygodniej niż tu! - Uśmiechnął się, wstawiając pusty kubek do zlewu z zamiarem umycia go kiedyś, gdy będzie go potrzebował.
- No patrz, sporo o mnie wiesz - zażartował, wstając z miejsca[/b]. - Chętnie przyjmę towarzystwo. I pewnie masz już mój numer... jak nie, to chętnie ci dam, w końcu tak najwygodniej się umówić! I przekazać, kiedy mogę przyjść na spektakl.[/b] - Uśmiechnął się, otwierając drzwi i wyprowadzając ich ze sklepu, upewniając się, że drzwi są zamknięte a wszystko na swoim miejscu. Zamiataniem i takimi rzeczami mógł zająć się kolejnego ranka, na pewno nie miał ochoty robić tego teraz przed gościem, więc po prostu wrócił z nim do domu, podtrzymując lekką rozmowę.

|zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
 
Sklepik zielarski
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Sklepik z indiańskimi pamiątkami
» Sklepik z jadalną biżuterią
» Sklepik mistrza gry
» Sklep zielarski Orchideous

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Kanazawa-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.