Share | 
 

 Góra Ōyama

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 2 1, 2  Next
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Jest to góra znajdująca się na zachód od Jokohamy, w granicach prefektury Kanagawa. Od portowego miasta droga trwa około półtorej godziny, widoki zarówno na samą strukturę jak i te z niej są uważane przez wielu entuzjastów wycieczek w takie rejony. Góra jest zalesiona, na szczyt można się dostać albo poprzez wspinaczkę, albo przy pomocy kolejki. Ōyama jest miejscem kultu wyznawców shintoizmu i buddyzmu, których świątynie znajdują się tu i ówdzie w obrębie jej wzniesień.

***
Chuuya z domu wyszedł ubrany prawie że tak, jak zazwyczaj, jednak pod płaszczem zamiast swojego zachodniego ubioru miał japoński, na który składała się bordowa yukata i narzutka haori w podobnym odcieniu. Butów jeszcze nie zmienił na drewniane sandały, na głowie z kolei wciąż znajdował się jego ukochany kapelusz. Dazai jak raz się nie spóźnił, co swoją drogą Nakahara bardzo zaaprobował. Przywitał go w swoich progach dość krótko, bowiem jedynie uśmiechem, uściskiem i cichym "dobrze cię widzieć, dupku", po czym wcisnął mu paczkę, którą kazał mu otworzyć dopiero, gdy będą na miejscu. Po drodze zaoferował mu kawę z jakiejś kawiarni, która leżała na ich trasie, zaś jeśli jego partner pytał o to, nie udzielił mu żadnej odpowiedzi na temat tego, gdzie się wybierają. Po jakimś czasie jednak mógł dostrzec coraz bardziej przybliżający się obraz gór, widocznych już zresztą z przedmieść Jokohamy. Zatrzymał się w końcu u podnóża Oyamy i zerknął na Dazaia, wyłączając silnik. 
- Możesz otworzyć i założyć to, co tam jest. - Wzrok z twarzy partnera przeszedł na paczkę, którą wcześniej Chuuya mu dał. Sam wysiadł już z samochodu, zabierając ze sobą kluczyki; miał w głowie przynajmniej dwa scenariusze na temat tego, co Osamu mógł zrobić. Po pierwsze, mógł jak zwykle być cholernym dupkiem i odjechać bez Nakahary, skazując go tym samym na wracanie stopem lub piechotą do miasta, po drugie - spróbować się udusić spalinami. Czekając, aż wyższy mężczyzna się przebierze, sam zmienił buty na drewniane sandały i białe skarpetki (jakkolwiek januszowo to nie brzmi, tradycja to tradycja), po czym obejrzał go sobie dokładnie. 
- W granatowym ci dobrze... Partnerze. - Posłał mu stosunkowo łagodny i delikatny uśmiech, po czym wszystko w aucie pozamykał jak należy i podał mu dłoń, drugą zaś trzymając jakąś torbę, z której, gdy Chuuya szedł, słychać było ciche pobrzękiwanie; poza tym na plecach miał plecak, wyglądający na znacznie lżejszy niż drugi jego bagaż. Mógł w tej chwili zadawać sobie jedno zasadnicze pytanie - "dlaczego... dlaczego moje serce wstydzi się tak bardzo?", jednak bardzo starał się powstrzymywać wszelkie odczucia i myśli tego typu. Musiał pokazać Dazaiowi, że ma pewności siebie za ich dwóch i że to on nosi tu spodnie... W pojęciu bardzo względnym i metaforycznym, biorąc pod uwagę ich aktualny ubiór. Poprowadził mężczyznę do dolnej stacji tutejszej kolejki linowej i załatwiwszy wszelkie formalności związane z przejażdżką tym tworem, wszedł do niego i oparł się o jedną ze ścianek. Zdjął plecak i ustawił i jego i torbę tuż przed sobą na posadzce. 
- ... Wiesz, planowałem ci związać oczy, żebyś nie podglądał. - Zagadnął do Dazaia z lekkim uśmiechem, znowu unosząc na niego wzrok. - Ale... wiem, że albo byś się domyślił, albo ktoś z agencji mógłby zobaczyć i uznać, że cię porywam. - Zachichotał, zaraz wlepiając spojrzenie w widok za okienkiem. Poniekąd żałował, że jeszcze nie było dość późno, by czerwień kwitnąca na jego policzkach nie była tak widoczna, jednak oznaczałoby to, że mają mniej czasu na pobyt w tym miejscu. Nie, żeby planował wracać jeszcze nocą, w końcu źródło brzęczenia w jego plecaku było oczywiste, a sam nie wiedział, która opcja była gorsza - prowadzący pijany on, czy prowadzący trzeźwy Dazai. Kolejka zatrzymała się jakoś w połowie drogi na szczyt, w jednym z wyznaczonych przystanków. 
- No, jesteśmy prawie gdzie trzeba. To... to będzie kawałek w tamtą stronę. - Wskazał ręką kierunek bardziej na zachód, po czym wysiadł z wagonika i zaczął iść we wskazane przez siebie miejsce. Zatrzymał się około dziesięć minut później, wchodząc głębiej w las, a przystanek robiąc w miejscu, gdzie dało się rozłożyć matę, a później koc piknikowy; wbrew temu, że zazwyczaj te były plastikowe, Chuuya w plecaku miał gruby, materiałowy, w kratkę w odcieniach czerwieni. Zrobił zaraz to, o czym mowa była chwilę temu i usiadł na posłaniu, przeciągając się. Wyglądało to prawie tak, jakby miał wcześniej przygotowane miejsce, jednak prawda była taka, że liczył na sprzyjający zbieg okoliczności i znalezienie czegokolwiek, co się nadaje. 
- Aa-aaa... Dazai, śmiało. Siądź sobie, więdną mi nogi od chodzenia w tych kawałkach drewnaaa... - Spojrzał na swoje stopy z niechęcią, ale nawet nie chciało mu się ściągać wspomnianych butów. Zaraz jednak spojrzenie przeszło na mężczyznę, a w szarobłękitnych tęczówkach Nakahary zdawało się błyszczeć coś innego niż odbijające się w nich promienie słońca zmierzającego na zachód. 
- Wiesz... uznałem, że może chociaż hanami spędzimy po ludzku. Bez żadnych mutantów czy innych paskud. Właściwie nigdy jakoś bardziej go nie obchodziliśmy, co? To nawet lepiej. Ta noc będzie tym bardziej szczególna. Zachód słońca... - Skinął głową w tamtym kierunku. - ... Kwiaty - zerknął na pojedyncze drzewa wiśni, które prawdopodobnie wyrosły tu zupełnie przypadkowo. - ... I ty... - Ale na niego już nie spojrzał, wbijając jedynie wzrok w materiał koca. 
- To takie głupie. Rodem z romansidła. Ale wiesz... myślę, że jednak tego czasem potrzebuję. - Westchnął cicho, wciąż gapiąc się w koc z niemądrym, ale rozczulonym uśmiechem błąkającym się po ustach. Kochanie tego mężczyzny było stąpaniem po niebezpiecznym i niestałym gruncie, ale Chuuya nie miał zamiaru z tego rezygnować. Miał natomiast zamiar w ciągu tego wieczora zrobić coś bardzo ważnego.

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 187
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Osamu, zaintrygowany wiadomością od Chuuyi, w umówiony dzień stawił się punktualnie pod jego drzwiami. Normalnie przyszedłby godzinę czy dwie później, mówiąc, że zaspał czy rzucając podobne oczywiste kłamstwo, by się z nim podrażnić, jednak fakt, że od jakiegoś czasu byli... razem, jakkolwiek dziwnie by to wciąż dla niego nie brzmiało, sprawiał, że chciał pokazać się choć raz od tej lepszej strony i go nie zawieść. Dlatego nie dał na siebie czekać, tylko przywitał się z nim pod drzwiami i podążył... gdziekolwiek ten go prowadził. W głowie coś mu świtało, ale wolał póki co nie rozwijać myśli i zdać się zupełnie na Chuuyę. Co prawda zadał mu kilka pytań, jednak po wymijających odpowiedzi bądź ich braku zaprzestał prób wyciągnięcia czegoś od partnera i po prostu dał się zawieźć, gdzie ten chciał.
Wszystko to było dla niego czymś niemalże odrealnionym. Dawno już nie szedł u boku Chuuyi ot tak, bez jakiejś naglącej potrzeby czy choćby powodu. Ale w jego życiu ostatnio wiele się zmieniło - nie stał się od razu innym człowiekiem, jedynie w bajkach miłość odwracała wszystko do góry nogami i przez pstryknięcie palców zmieniała człowieka. Jednak choć część rzeczy pozostała niezmiennie ciężka, czuł, jakby nabrał nieco innej perspektywy. Tym bardziej doceniał rolę kapelusznika i to, ile ten dla niego robił.
Kiedy dojechali na miejsce, Dazai rozpakował pakunek i bez zaskoczenia ujrzał w nim strój podobny, do tego Chuuyi. Cóż, sam strój mężczyzny, gdy witał go u siebie, dość jasno mówił, jakiego typu ma to być spotkanie i szczerze powiedziawszy Osamu odetchnął z ulgą, że Nakahara pomyślał i o stroju dla niego - czułby się dziwnie niepasujący do niego w codziennej koszuli i płaszczu. Dlatego zaraz w aucie przebrał się w yukatę, zmienił obuwie i już w odpowiednim do sytuacji odzieniu wyszedł, by znów pozwolić się poprowadzić do wagoniku kolejki zmierzającej na górę. Tam usiadł naprzeciw niego i oparł policzek na dłoni, przekrzywiając lekko głowę i wpatrując się w niego z uśmiechem. A było na co patrzeć, bo choć co prawda nie był to pierwszy raz, kiedy widział Chuuyę w tradycyjnym stroju, z pewnością nie miał takiej możliwości często, a nie mógł odmówić swojemu partnerowi urody.
- I tak bym podglądał - zauważył wesoło z uśmiechem błąkającym się po ustach. - A ostatnie, czego potrzebujemy, to interwencja kogoś z moich współpracowników~
Nie mówił jednak zbyt wiele, siedział wciąż i patrzył na niego w milczeniu, chcąc cieszyć się chwilą spokoju. Zaraz zresztą dojechali na miejsce, a Chuuya postanowił pociągnąć go jeszcze dalej. Nie żeby Osamu nie cieszył się z odizolowania od jakichś obcych ludzi, którzy mogli się tu zabłąkać, jednak zaczynał powoli być zmęczony, więc zdecydowanie się ucieszył, gdy rudzielec zatrzymał się i zaczął rozkładać. Dazai szybko mu w tym pomógł i usiadł koło niego, niemal stykając się z nim ramieniem. Westchnął przeciągle, wyciągając do tyłu ręce, na których się oparł.
- To prawda, nie przypominam sobie chodzenia na hanami... - odparł cicho, wpatrując się w zachód, w którego kierunku pochylało się słońce. - Z pewnością nie ze sobą... zbyt byłem pochłonięty udawaniem, że cię nienawidzę, by jeszcze cię gdzieś zabierać - odparł z krzywym uśmiechem, zaraz jednak jego twarz złagodniała, spojrzał na mężczyznę, wyciągnął w jego kierunku dłoń i pogładził go lekko po policzku. - Dziękuję ci, Chuuya... za to wszystko - powiedział łagodnie z autentyczną wdzięcznością w głosie. - Nawet jak to głupie, to... to nie znaczy, że złe. Spędzenie razem czasu brzmi przyjemnie i... i pięknie wyglądasz w tym stroju. - Jakby chcąc zatuszować ilość słabości, jaką odsłonił przez tę krótką chwilę, poszerzył uśmiech, a w jego oczach zagościły złośliwe iskierki. - Rzecz jasna wyglądałbyś jeszcze piękniej bez tego kapelusza~ - Bo Dazai nie był Dazaiem, jeśli nie ponarzekał na okrycie głowy mafiozo.
Zaraz pochylił się i zajrzał do pakunków Chuuyi, starając się unikać jego wzroku, pogodną miną maskując lekki niepokój, jak ten zareaguje na komplementy i zaczepkę. Znał tego małego kapelusznika doskonale, ale w takiej sytuacji jeszcze nigdy nie byli.
- Przyznaj się lepiej, co tu ukryłeś, ślimaku~ Mam nadzieję, że zabrałeś ze sobą jakiś dobry trunek~ - Ależ na pewno nie chodziło mu o to, by alkoholem nieco rozluźnić nerwy, które mimo wszystko wciąż go chwytały, gdy był przy Chuuyi. Ufał mu i kochał, ale nie chciał niczego przypadkiem zepsuć... a choć alkohol nie sprawiał, że mądrzał, ale za to z pewnością mniej się przejmował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Cały czas łapał się na myśleniu o tym, że to wszystko jest takie głupie, zupełnie, jakby się wstydził całej idei randki. Ganił się za to w myślach, między innymi poprzez wypominanie sobie, że przecież jest dorosły i nie powinien zachowywać się jak dzieciak, ale jednak jakoś nie potrafił do końca się przed tym powstrzymywać. To było takie dziwne - w końcu nie musiał kryć, że towarzystwo jego partnera było dlań tak naprawdę kojące, kiedy ten nie wyrabiał żadnych głupot i nie uskuteczniał pyskówek lub dowodzenia Chuuyi, że jest gorszy. Nie musiał się przejmować nagłą wizytą kogoś z mafii, takoż perspektywą bycia przez którąś z organizacji nakrytym. Westchnął w duchu, myśląc, że w końcu będzie musiał przerwać sielankę i wyznać Dazaiowi to, co miało miejsce dość niedawno. Jednakże póki co uśmiechał się łagodnie w sposób typowy dla zauroczonego dzieciaka, choć tak naprawdę ciężko jest nazwać to, co czuł do drugiego mężczyzny "zauroczeniem".
- No widzisz, byłem mądrzejszy i to ja cię zabrałem.
- "Byłem pijany i głównie dlatego się odważyłem", pomyślał gorzko, po czym wtulił się policzkiem w jego dłoń, jakby na osłodę. Otworzył szerzej oczy, w końcu unosząc spojrzenie na swojego partnera; dawniej przecież nie dziękowali sobie, byli za bardzo skupieni na dogryzaniu jeden drugiemu, ale szczerze powiedziawszy, Chuuya nie wierzył, by miało to się zmienić.
- N-nie dziękuj... - Mruknął, mrużąc przy tym oczy, jednak nie mógł ukryć do końca lekkiego drżenia głosu. To chyba dość przykre, że nie był przyzwyczajony do nawiązywania zdrowych relacji z innymi ludźmi, jednak gdyby spytać o to jego samego, nie widziałby zbyt wielu powodów, by cokolwiek z tym robić. Niemniej jednak, ten defekt nie był dostatecznie duży, by Chuuya nie poczuł, jak momentalnie mięknie mu serce, kiedy słyszał głos Dazaia i widział jego twarz w tej chwili. Coś w nim krzyczało i kazało mu wyznać na nowo wszystkie uczucia, jednak zdusił to w sobie. Przecież nie mógł się ugiąć pod byle czym. Nawet, jeśli to były oczy smutnego szczeniaczka. 
- Dupek jesteś, widzę, że nie wychodzisz z formy, makrelo. - Odburknął w odpowiedzi na komentarz dotyczący jego bezcennego kapelusza i od razu odwrócił od niego wzrok, zamykając przy tym oczy i krzyżując ręce na piersi. Usłyszał, że coś manewruje przy jego pakunkach i miał jedynie nadzieję, że to nie jest jakieś dzikie zwierzę; uchylając ponownie powieki, Nakahara dostrzegł grzebiącego w torbach Dazaia.
- Widzę, że jak zawsze się rozgościłeś, melepeto jedna. - Skomentował głosem fochniętej księżniczki, który Osamu uwielbiał wyśmiewać, za co od razu się skarcił w myślach. Skrzywił się nieznacznie, obserwując jego poczynania. Zaraz podniósł się do klęczek i umiejscowił przy swoim partnerze.
- E... Anee-sama pomogła mi zrobić dango, mam też ciastka z kwiatami wiśni w soli, skleciłem nawet trochę sushi, głównie z warzywami, bo czytałem, że tak trzeba w hanami... i, cholera, oby się nie rozwaliły, ale mam też rurki z bitą śmietaną z ciasta francuskiego. - Zaczął wyciągać kolejno pojemniki ze wszystkim, co wymienił, po czym jeszcze zerknął na mężczyznę. - A-ale jakby co, to w tym sushi jest trochę kraba, znaczy paluszków krabowych, b-b-bo wiem, że lubisz... - Podjął wypowiedź już bardziej niepewnie, kończąc niemal szeptem. Co to miało być, że stresowały go kraby? 
- Poza tym jest... Petrus, ale z niedawnego rocznika. Uczciłem twoje odejście nim, to teraz chcę powrót. - W końcu wydobył też butelkę i kieliszki. - To wytrawne, więc dla pewnej równowagi sporo słodyczy wziąłem. Ale znowu nie tak dużo, bo pamiętam, że nie lubisz jeść. - Z tymi słowy otworzył wino i rozlał czerwoną ciecz do naczyń; zaraz uniósł swoje i zachęcająco wyciągnął dłoń z nim do mężczyzny. - Za nas? Kwiaty? Za święto spędzone bez walk? - Zaproponował z uśmiechem kilka powodów do toastu. 


// O tym głosie było w rozdziale mangi, w którym Dazai i Chuuya po raz pierwszy się spotkali fabularnie.

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 187
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Dazai przyglądał się dyskretnie Chuuyi, nie chcąc wgapiać się w niego bezpośrednio, by go dodatkowo nie peszyć. Miał wrażenie, że temu coś leży na sercu, ale czuł, że póki co nie powinien drążyć. Jeśli chodziło o coś ważnego, to mężczyzna sam powie mu, co jest grane, jeśli nie... cóż, później miał zamiar i tak się dowiedzieć. Ale nie chciał psuć tego wieczoru nieprzyjemnymi sprawami.
- Prawda, punkt dla ciebie, partnerze~ - mruknął wesoło, uśmiechając się delikatnie. Poniekąd żałował, że sam nie zorganizował czegoś podobnego i nie zaprosił Chuuyi, prawda jednak była taka, że choć nie wątpił w jego ani swoje uczucia względem siebie, nadal dosyć niepewnie czuł się w ich związku. Co prawda znał rudzielca na wylot, ale nigdy nie byli w podobnej relacji. Miał wrażenie, że Nakahara może uznać to za głupie czy sztampowe i nudne, poza tym miał dużo pracy i ostatecznie nie mógł zrobić pierwszego kroku. Tym bardziej ucieszył go fakt, że mimo wszystko hanami spędzą wspólnie, jak należało. Może i było to głupie i banalne, ale... ale mu na tym zależało.
Chwilę jeszcze głaskał jego policzek, z nieśmiałym zadowoleniem zauważając, że ten jeszcze się przybliżył. Takie proste gesty były dla niego nadzwyczajne, czymś, do czego nie przywykł. I dawało złudzenie, że mogli wieść proste, skromne życie. Jednak co za dużo, to ponoć niezdrowo, a choć część jego umysłu krzyczała, że to gówno prawda, to jednak oderwał się od niego i zaczął grzebać w torbie, by jednocześnie odzyskać panowania nad zdecydowanie zbyt roztkliwioną twarzą.
- Jasne, że tak, w końcu nie będę czekać, aż mnie obsłużysz, co nie, królewno? - odparł wesoło, zerkając na niego przez ramię ze złośliwym uśmieszkiem. Po chwili jednak wyprostował się i parzył, jak Chuuya wyciąga kolejne rzeczy i wyjaśnia, co jest w pudełkach. Musiał przyznać, że był pod wrażeniem - widać było, jak mafiozo zadbał, by wszystko było dokładnie tak, jak powinno, naraz myśląc o samym Osamu, tak że ten musiał mocno się skupiać, by nie okazać po sobie wzruszenia. Jak to pasowało do tego perfekcjonisty, który zawsze musiał wszystko wykonywać najlepiej, jak się tylko dało. I chociaż jak ten wspomniał, nigdy nie czuł potrzeby jedzenia i nie rozumiał, co ludzie rozumieli przez głód, poza tym, że po jakimś czasie bez posiłku ciało nieco słabło, to nie mógł nie docenić wszystkiego, co kapelusznik przygotował samodzielnie, poświęcając swój czas, byle tylko ów wieczór wyszedł jak należy. Przyjął od niego kieliszek z delikatnym uśmiechem i stuknął się z nim, a dźwięczny odgłos potoczył się po polanie, na której się znajdowali.
- Za to wszystko na raz. I za spokój, Chuuya~ - odparł cicho, upijając łyk trunku. - Muszę przyznać, że przygotowałeś nie lada rozpustę dla nas... - Ugryzł się w język, nim powiedział coś w stylu "ale ty jesteś najlepszą osłodą" niczym z kiczowatego filmu. Co w ogóle pchało mu na język takie sformułowania? I czemu czuł delikatne ciepło na policzkach? Z pewnością nie powinno to być wino, nawet Petrus nie działał tak po jednym łyku. Dlatego zaraz wypił ich więcej, opróżniając do połowy trzymany kieliszek. I wyjdź jeszcze na pijaka, przeszło mu przez myśl. Nie żeby Chuuya nie widział go pijącego na umów niezliczone razy. Ale bar po misji to nie piknik w czasie hanami.
Przysunął się jeszcze nieco i wolnym ramieniem objął go w pasie, przytulając delikatnie, wręcz ostrożnie, jakby zaraz szykował się do odepchnięcia. Przez chwilę tkwił tak, zbierając się w sobie, po czym zerknął na niego.
- N-nie znam się na hanami. Od czegoś trzeba konkretnego zacząć jedzenie? - odstawił ostrożnie kieliszek, upewniając się, że się nie przewróci, by zaraz chwycić ciastko, w które zaraz wbił spojrzenie. - Nie będę psuł idealnego wieczoru przecież! Po tym, jak się na niego przygotowałeś. - Zacisnął lekko dłoń na jego boku, nie chcąc się od niego oddalić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
- Księżniczka? Mam ci przypomnieć, kto był damą w opałach przy żabach, słoneczko? - Odparł złośliwie, ostatnie słowo wymawiając w sposób przedrzeźniający i zdecydowanie przesłodzony. Nie spieszył się zbytnio z mówieniem do niego czułych słówek w normalny, naturalny sposób, co było powodem tego, że w tym wypadku jedno z nich brzmiało jakby je wypluł. Posłał mu o wiele za słodki uśmiech, zaraz zabierając się jednak za wyciąganie jedzenia z bagażu. 
Jak to się stało, że jego pewność siebie i skłonność do przepychanek wyparowała przez głupie potrawy? Czuł się cokolwiek speszony i niepewny każdego kolejnego ruchu, prawie jakby chodził po linie albo cienkiej warstewce szkła, która w każdej chwili może pęknąć i zawalić się. Przeszły mu przez głowę pewne słowa, których treść stanowiła prośbę, by chwila trwała jak najdłużej ze względu na swoje piękno. To, co działo się teraz, było warte tego samego zlepku liter, jednak kimże byłby Chuuya, gdyby otwarcie mówił o tym, co czuje? Na pewno byłby prostszy do zrozumienia i może nie budziłby w Dazaiu takiej niepewności, ale jakoś nigdy nie wpadł na to, by się nad tym głębiej zastanawiać. Bardziej był zainteresowany faktem, że Dazai umie pokazywać uczucia nawet, kiedy nie jest przybity i bliski płaczu. Rozczulało go to i sprawiało, że czuł się dumny z siebie - czyżby sam go ośmielał? W środku czuł przyjemne ciepło, co zdawało się skutkować również tym, że jego usta niezmiennie wykrzywiał uśmiech prawdziwej ulgi i spokoju. Nic nie miało teraz znaczenia poza tym, że w końcu mogli spędzać czas bez obawy o cokolwiek. 
Chciał, żeby wszystko było jak najbliższe ideałowi; czekał tyle lat na Dazaia, tak bardzo pragnąc wyjawić mu wszystkie swoje uczucia. Wieczór zapowiadał się naprawdę dobrze, szczególnie, że nic nawet za bardzo się nie zniszczyło. Przejął się sprawą tych rurek, które skończyły w nieco rozmokłej i trochę pokruszonej postaci, ale nie wyglądały źle. Odgłos uderzającego o siebie szkła, towarzyszący toastowi, był mu znany bardzo dobrze, przecież każdą udaną misję zwykł kończyć właśnie tym. Nie odbierało to jednak dźwiękowi uroku, który spowodowany był przede wszystkim towarzystwem Osamu. 
- Wiesz - Zaczął odpowiedź, zaraz przerywając ją, by upić kilka niewielkich łyczków wina. - Z jednej strony, chciałbym więcej spokoju. Z drugiej, to by mogło w końcu spowszednieć. - Westchnął cicho, po czym uśmiechnął się z dumą. - To dlatego, że na to zasługujesz, partnerze. I nie bój się, to nie ostatnia taka... - "randka?" - ... nie ostatnie takie spotkanie. - Poprawił się, dziwnie speszony. Jakoś kiedy myślał o ujęciu tego, co teraz robili, poprzez użycie słowa "randka", było to mniej stresujące niż w praktyce. Nieznacznie drgnął, gdy Dazai go objął, jednak w przeciwieństwie do tego, jak zachowałby się kiedyś, nie odepchnął go, tylko przysunął się nieco bliżej. Chciał w ten sposób pokazać im obu, że naprawdę nie ma się czego bać, w głębi siebie wiedząc, że sam jest równie niepewny, co jego partner. 
- Em... Nie wiem. - Bo tak naprawdę, Chuuya po prostu szukał pretekstu, żeby Dazaia gdzieś wyciągnąć. - Ja bym zaczął od sushi, bo reszta jest raczej deserowa. Nic nie ucieknie. - Spojrzał na niego z delikatnym uśmiechem i pocałował go w policzek, zaraz też ściągając kapelusz. Niech Osamu się tym trochę pocieszy, raz na jakiś czas Nakahara mógł sprawić mu taką przyjemność. Sięgnął zaraz po przygotowane sushi i przysunął je bliżej, po czym chwycił pałeczki i wziął nimi jeden kawałek. 
- Smacznego, O-- Dazai. - I kolejna rzecz, której się wstydził, była dla niego niepojęta. Dazai mówił do niego po imieniu od zawsze, zaś Chuuya nie mógł się do tego przemóc. Żeby nie palnąć już nic głupiego lub onieśmielającego, rudy zatkał sobie usta jedzeniem. Wyszło mu dość smacznie, ale więcej tak właściwie leżało po stronie dobrych składników aniżeli wykonania. Złapał się też na tym, że odwlekał opowiedzenie partnerowi o tym, że jest podejrzany o zdradę, bo postrzał to przecież w ich pracy zupełna norma. Czemu nie chciał, żeby mężczyzna się martwił? Czemu myślał, że ten w ogóle się zmartwi?

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 187
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
- Rzuciły się na mnie! I... i chyba nadal masz te zdjęcia... prawda? - mruknął z przekąsem, starając się nie wspominać tamtej sytuacji u Chuuyi. Choć z drugiej strony miała i ona swoje dobre strony. To dzięki niej teraz tu siedzieli świadomi swoich uczuć, by razem zażywać odpoczynku.
Obserwując Chuuyę, Dazai uśmiechał się lekko. Starał się wydawać pewny siebie, choć w głębi ducha nadal ciężko było mu pojąć, że to była jawa, a nie jakiś sen. Wszystko wydawało się takie nierealne. Wieloletnie przekonanie, że nie zasługuje na jakiekolwiek uczucie ze strony Chuuyi, tak bardzo wbiło mu się w podświadomość, że czuł się niezręcznie nawet patrząc na niego w celu podziwiania jego urody a prawienie komplementów wciąż miał ochotę łączyć z szyderstwami. Ale wiedział, skąd to się bierze, dlatego z całych sił starał się nad sobą panować. Jego partner zasługiwał w końcu na nieco szczerości i czułości z jego strony.
Na szczęście wspólne picie było tym, co znał bardzo dobrze, z wdzięcznością więc przyjął oferowane wino. Jego smak od razu przywoływał wspomnienia z wspólnie spędzonych wieczorów i nocy, czy to w barach po misji, czy w mieszkaniu, gdzie Osamu obrabiał towarzysza z jego zapasów trunków, nie zważając na wszelkie jego narzekania. Czasy, kiedy siedział z młodzieńcem czas, by go zdenerwować, nie przyjmując do świadomości, że chciał być bliżej niego.
- To prawda... ale i tak spokój nigdy nie trwa wiecznie. Nie w naszej pracy - zauważył z lekkim uśmiechem. - Więc... więc póki trwa, to można go wykorzystać. I mam nadzieję, że nie ostatnia... ostatnie - dodał z szelmowskim uśmiechem, który się tylko poszerzył na widok miny Chuuyi. Wiedział, jak było to samolubne, ale... poniekąd czuł się pewniej, widząc, że i on jest niepewny całej tej sytuacji. Przynajmniej nie był osamotniony w owym zagubieniu, a kiedy widział zmieszanie partnera, umiał się zmotywować do większej pewności, chcąc go tym samym wesprzeć.
Zaraz jednak całą pewność szlag trafił, gdy poczuł jego wargi na swoim policzku. Ten oraz jego sąsiad od razu się zaróżowiły, gdy krew zaczęła szybciej krążyć. Czemu to zdradzieckie serce zaczęło jej tyle pompować przez taki drobny gest? Zebrał się jednak w sobie i uśmiechnął, choć w owym grymasie mogły ujawnić się objawy zauroczenia owym całusem. Zaraz, niemal nie panując nad własną ręką, pogłaskał go po włosach, napawając się ich miękkością, którą rzadko miał okazję poczuć przez ów kapelusz. Nie powiedział nic, ale uśmiechnął się, oczami chcąc przekazać, jak bardzo docenia wszystko, co Nakahara dla niego robił. Zaraz też odłożył ciastko i wzorem partnera spróbował sushi. Akurat to należało do potraw, które jadł najczęściej - było proste i tanie - jednak czując kraba, znów poczuł dziwne ciepło w sercu na myśl, że Chuuya dodał je tam właśnie po to, by jemu bardziej smakowało. Widział po tym, jak dobrze rudzielec go znał i jak dbał nawet o takie drobnostki, by mu było dobrze.
- Smaczne~ - mruknął, biorąc kolejny kawałek, gdy przełknął tamte. Nagle zrobiło mu się nieco głupio, że nie umiał nijak pokazać, jak docenia starania mężczyzny. Ale żadne słowa nie chciały mu przejść przez gardło, a jak już, brzmiały w jego głowie okropnie sztucznie. Dlatego zamiast tego zajął się jedzeniem, które przy okazji było jego pierwszym posiłkiem dnia. Nawet przemknęło mu przez myśl, że gdyby Chuuya mu gotował, nie miałby takich problemów, by cokolwiek w siebie wcisnąć.
W końcu jednak spojrzał na niego uważne. Pomimo że ten dobrze to skrywał, Osamu znał go na tyle dobrze, by poznać oznaki zmartwienia na jego twarzy. Nie po to przecież patrzył na niego więcej czasu w swoim życiu, niż mógłby zliczyć, by nie móc dostrzec takich rzeczy. Dlatego też odłożył pałeczki i pogłaskał go delikatnie po policzku, przy tym odwracając jego twarz w swoją stronę.
- Chuuya... czy coś się stało? - spytał z troską, drugą dłonią, wciąż go obejmującą, przyciągając go nieco bliżej do siebie. - Jak tak, zawsze cię wysłucham... możesz mi zaufać, wiesz - odparł poważnie, patrząc się w jego oczy. Przeszło mu przez myśl, że może wszystko nadinterpretuje, ale zaufał intuicji, jak nieraz w swoim życiu, w końcu zwykle go nie zawodziła.

// Wszelkie błędy poprawię na trzeźwo *^*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Pokiwał głową, uśmiechając się przy tym w sposób mówiący, że nigdy w życiu nie przepuści okazji do uwiecznienia błaźniącego się Dazaia. Szaroniebieskie tęczówki iskrzyły się jednak pewną czułością i uczuciem, jakim darzył mężczyznę, a złośliwość stanowiła tam zaledwie niewielki dodatek. Było to absolutnym ewenementem, jeśli chodziło o relację między nimi, to jest fakt, że nie był aż tak skłonny do złośliwości. Czyżby coś faktycznie miało się zmienić przez to zabawne uczucie? W każdym razie, całej sytuacji towarzyszyła wielka ulga. Ilekroć był przy Dazaiu, czuł się tak szczęśliwy, że każda kolejna z tych chwil była dla niego jeszcze fantastyczniejsza niż poprzednie. 
- Wykorzystam nasz spokój równie dobrze, co uwiecznienie twoich żabich przygód. - Znowu stres ukrył za wyzłośliwianiem się, nie mogąc tym razem się oprzeć. Widział uśmiech mężczyzny i ów dla Chuuyi, kiedy tylko pojawiał się na twarzy Osamu, był widokiem niezwykle irytującym. Mimo całej słodkiej otoczki, Nakahara czuł się tak, jakby zostało przed nim postawione nieme wyzwanie, którego cel był jeden - doprowadzenie tego drugiego do stanu większego zawstydzenia, niż samemu się było. W oczach rudego pojawiła się determinacja; tego pojedynku nie mógł już przegrać, o nie. Między innymi z tego powodu pocałował mężczyznę w policzek, zaraz z przyjemnością widząc, jak policzek Dazaia delikatnie różowieje. Nie miał zamiaru jednak przyjmować do wiadomości, że sprawcą pojawienia się przyjemnej barwy mógł być spożywany przez nich alkohol; Chuuya chciał go onieśmielać i robić wszystko, by zdobyć jego serce na każdy możliwy sposób. W jego przypadku natomiast sprawa wyglądała tak, że czerwień malująca się na policzkach była mieszanym efektem alkoholu i nieśmiałej otwartości ze strony ich obu. 
Chciał ciekawić mężczyznę, intrygować go  i coraz bardziej wzbudzać w nim jak największą potrzebę towarzystwa i bliskości samego Chuuyi. Naraz, co by nie być egoistą, miał w głowie również ideę stopniowego pokazywania swojemu partnerowi, że nie musi się już niczego obawiać i że może zachowywać się w śmiały sposób, bez lęku o reakcje rudego na to. Plan powodził się dość dobrze i to obustronnie, bowiem Nakahara również czuł się coraz pewniej. Z zadowoleniem przyjął wyraz twarzy ukochanego i odwzajemnił go, jednak ze sporym dodatkiem wdzięczności. Walczył o takie chwile odkąd tylko znał Dazaia i w końcu mógł dostać wszystko to, czego najbardziej potrzebował. 
- Ba, że smaczne. - Powiedział tak, jakby włożył w przygotowanie tej potrawy niewiarygodnie dużo pracy i miał z czego być dumnym. Czy to możliwe, żeby wino aż tak szybko uderzało mu do głowy? To w końcu był Chuuya, a jego umiejętność utrzymania się w pionie po spożyciu jakiejkolwiek ilości alkoholu nie była czymś imponującym. Był poza tym zadowolony faktem, że Dazai jadł bez większych oporów; odkąd Chuuya pamiętał, jego partner nie był zbyt chętny do jedzenia. Sushi jednak po jakimś czasie, za zasługą ich obu, się skończyło, podobnie zresztą miał się stan zawartości ich kieliszków. 
Zadrżał, gdy usłyszał pytanie mężczyzny. I tyle z udawania, że wszystko jest okej. Wziął jedną rurkę z bitą śmietaną i zabrał się za smakowanie jej, jakby chciał odwlekać to, co i tak nadejdzie. Spojrzał niepewnie na kompana dopiero, kiedy skończył ciastko. 
- To najpierw mniej złe, potem bardziej... - Westchnął ciężko. - Na ostatniej misji załatwiłem kilku zdrajców chcących obalić szefa. Dostałem w ramię, ale już wszystko jest okej i praktycznie się zagoiło. Nie znoszę tych wszystkich leków, szycia... No, na wylot nie przeszło, a wyjęli mi to dość szybko. Nie mam problemów z noszeniem niczego dzięki Zdolności, więc niewiele to zmienia. - Po co się tłumaczył? Po co tak rozlegle, wdając się w szczegóły? Kiedyś wystarczyło powiedzieć, że dostał kulkę i tyle. To była norma. - Druga część jest taka, że jestem podejrzany o zdradę... ale... mnie nawet wtedy nie było w bazie. Ktoś wykradł nam informacje o Obdarzonych z naszej grupy. I ten ktoś wyglądał jak ja. Nakryli ich Akutagawa-kun i jeden z moich rekrutów. Tamten nie-ja nie używał Zdolności w walce. Czemu mnie podejrzewają? To nie mogłem być ja. - Zrobił pauzę i westchnął, dolewając im obu wina. - W każdym razie uważajcie. Możecie być albo kolejnym celem, albo podejrzanymi o ten włam. Nie mam wglądu do spraw Mafii dopóki nie rozwiążą tej sprawy. Beznadziejnie. 

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 187
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Dazai ukradkiem przypatrywał się uśmiechniętemu Chuuyi. Mimo lekkiej złośliwości w ich docinkach, jego mina pozostawała zdecydowanie łagodniejsza i radośniejsza, niż za czasów ich kłótni w mafii. Pragnął, by taka była zawsze, bez zmartwień rzucających na niego cień. Zdawał sobie sprawę, że ostatecznie nie da się osłaniać człowieka przed wszystkim, ale nie oznaczało to, że nie zamierzał chronić tego uśmiechu.
- Wydrukuj zdjęcie i powieś nad łóżkiem, będę na ciebie patrzył, jak zasypiasz - zaproponował ze złośliwym uśmiechem. Co prawda taka bliskość i czułości nadal go peszyły, tak jak Chuuya nie był do nich przyzwyczajony, ale nie chciał rumienić się jak cna panna, o nie, nie miał zamiaru dać się tak Nakaharze zdominować, na pewno nie na pierwszej randce, co brzmiało absurdalnie, patrząc na to, ile w ciągu tylu lat razem przeżyli. Zresztą wiedział, że Chuuya wcale by się nie cieszył, gdyby nagle zaczął mu we wszystkim ulegać i stał się potulny. Wiedział, a może raczej w to wierzył? Może jednak? Ale czy ten mężczyzna nie pokochał go za to, jakim był naturalnie? Nie mógł ze stuprocentową pewnością odpowiedzieć na te pytania. Ale choć od czasu do czasu chciał doprowadzać Chuuyę do uległości i marzył o tym, nie chciałby, by stał się taki już na zawsze. W końcu kochał też jego upór i pewność siebie.
- To co, od teraz chcesz mi gotować - mruknął ironicznie, rzucając mu długie spojrzenie i uśmiechając się lekko. Taka perspektywa brzmiała, jakby naprawdę mogli mieć zwykły dom. Zastanawiał się, czy byłoby to możliwe, z nim w Agencji i Chuuyą w mafii... Nie mogliby podawać współpracownikom swojego adresu zamieszkania, co z pewnością mogłoby budzić podejrzenia. Ale choć wciąż napotykał jakieś problemy, nie chciał przestać szukać rozwiązania. Mieszkanie z rudzielcem brzmiało zbyt pięknie. Niemal zbyt pięknie, by prawdziwie.
Póki co jednak miał bardziej naglące sprawy na głowie. Obserwował, jak mężczyzna skubie słodycz, nie poganiając go, ale i nie spuszczając z niego wzroku. Nie przerywał mu również, gdy ten zaczął mówić. Machinalnie spojrzał na jego ramiona, jakby przez yukatę mógł zobaczyć, które było ranne. Poczuł skurcz w żołądku, ale nie skomentował tego. Wielokrotnie już zostawali ranni, w tej pracy nie było to nic dziwnego. A mimo to czuł niepokój. I jak mógł wcześniej tego nie zauważyć? Zdolność może i mogła zmniejszać ciężar, ale mimo to powinien dostrzec jakieś oznaki. Choć z drugiej strony... to był Chuuya. Bardzo dobrze ukazywał siłę, nawet gdy coś mu dolegało. I chociaż to, że niewiele brakowało, a straciłby go, było nieznośne, nie chciał nagle się nad nim roztkliwiać. I wiedział, że ten wcale tego nie oczekuje. Zaś druga część zmartwiła go nawet bardziej. Rzecz jasna nie miał zamiaru nic po sobie pokazywać, robiąc poważną, zamyśloną twarz. Milczał jeszcze chwilę, roztrząsając to z każdej strony. Nie wątpił ani na chwilę, że to nie Nakahara zdradził mafię - sama myśl o tym była dla niego śmieszna. Nie znał lojalniejszej od niego osoby.
- Możliwe, że to tylko pro forma, Mori nie jest głupi, a anee-sama zna cię dość dobrze, by wiedzieć, że nie mogłeś zdradzić. Może zdoła na niego wpłynąć. Choć faktycznie, nie najciekawsza sytuacja. - Przycisnął go nieco bardziej do swojego boku. Przede wszystkim musiał mu pokazać, że cokolwiek się wydarzy, ma w nim wsparcie, zresztą nie było opcji, by Osamu mu nie ufał. - Jak nie używał Zdolności... to się nie trzyma kupy. Mogą twierdzić, że byś jej nie użył, by właśnie tym się wykręcać, ale chyba nie uważają cię za na tyle głupiego, by pokazać twarz, by potem twierdzić, że to nie ty... zresztą jako Zwierzchnik masz takie uprawnienia, że nie potrzebowałbyś pomocy, masz przecież normalnie dostęp do tych danych, czyż nie? Branie obcych to byłaby najgłupsza rzecz, jaką byś mógł zrobić. - Pokręcił głową. - To jak proszenie się o atak... właśnie, mówiłeś, że Akutagawa ich nakrył. Wiem, że nie stał bezczynnie... była jakaś potyczka, nie wiesz? Ciężko mi sobie wyobrazić, by nikogo chociaż nie zranił... chyba że przeciwnik był naprawdę silny.
Patrzył na jego twarz z upartą miną, gotów doszukać się prawdy i pomóc Chuuyi przekonać resztę mafii, że ten nie kłamie. Zaraz westchnął cicho z lekkim żalem.
- Jak podejrzewają cię o zdradę, jeszcze ważniejsze, by nikt nas nie nakrył... w obecnej sytuacji ostatnie, czego ci trzeba, to posądzenie o przekazywanie wiadomości Agencji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
O tak, Dazai napędzał ich małą grę, sprawiając, że Chuuya ani myślał o poddaniu się. Uśmiechnął się szeroko, w sposób na tyle pewny siebie, na ile potrafił w tej chwili, starając się odepchnąć na odrobinę dalszy plan całe swoje rozczulenie. Chciał się pobawić, nieco zawalczyć o dominację, jednak liczył na to, że jego partner się nie podda. Był jednak święcie przekonany o tym, że tym razem nie poniesie porażki. Dazai był sprytniejszy, ale Chuuya doskonale wiedział, jak działa na mężczyznę jego wygląd i odpowiednie akcje. 
- Wolę, żebyś to prawdziwy ty na mnie patrzył. Ciebie mogę dotknąć. - Oznajmił, na dowód jeszcze dźgając młodszego palcem w policzek. - Poza tym, ładny kolor. Pasuje ci. - A w następnej chwili chwycił jego policzek i zaczął czule go tarmosić, jakby zapominając o tym, że jego twarz została pomalowana podobną barwą.  Zwykle to jego partner był odpowiedzialny za zawstydzanie i peszenie rudego, więc ów miał zamiar wykorzystać każdą możliwą okazję do odwdzięczenia się tym samym. 
- A będziesz wtedy jadł po ludzku? - Uniósł brew, przyglądając mu się uważnie. Zaraz zachichotał. - Wpadałbyś jak do jakiegoś fastfooda. Chyba, że... - Czemu perspektywa, o której myślał, sprawiła, że głos mu się zawahał, a w brzuchu poczuł kolejne uderzenie ciepła. - Chyba, że zostałbyś po prostu u mnie... - Sam nie chciał (albo nie umiał) powiedzieć, że by tego chciał. Po pierwsze, trochę się wstydził, zaś po drugie - wiedział, że to nierealne, ze względu na to, że byli po przeciwnych stronach barykady. A coś mu mówiło, że spór między organizacjami miał się znowu znacznie zaognić. Musieliby bardzo kombinować, żeby nie skojarzono ich obu z faktem pomieszkiwania z wrogiem. Jako pesymista, Chuuya niekoniecznie wierzył w powodzenie tego, jednak jako osoba znająca Dazaia, miał przeciwne odczucia. 
- Nie gap się tak... - Wymamrotał, czując na sobie jego wzrok. Nie był przyzwyczajony do otwartej troski ze strony Osamu, a przyglądanie się miejscu, w którym Chuuya miał ranę, wzbudzało u rudego dyskomfort. 
- Myślisz? - Mruknął, wtulając się w bok mężczyzny i przymykając oczy. Obaj mieli coś wspólnego, kryli skrzętnie wszystko, co mogło wskazywać jakiekolwiek ich słabości. Mimo to, obecnie Nakahara powoli rozluźniał się i pozwalał Dazaiowi wnikać w całą sprawę, samemu grzecznie słuchając jego słów. W końcu w ich duecie to Osamu był mózgiem a Chuuya siłą. 
- Była. Ale nie przybliżono mi szczegółów, żebym nie miał jak się wybronić i wymyślać kłamstw. Mogę spytać tego mojego podwładnego. Mam tylko nadzieję, że przynajmniej w kwestiach osobistych się ode mnie nie odwrócą. Ale nie chcę też go narażać. To człowiek z bojówki, więc z perspektywy Mafii jest jedynie pionkiem, jednym z wielu. Układa sobie życie, zakochany jest i te sprawy... Nie wiem, czy mogę zaryzykować wypytywaniem go. - Otworzył oczy i spojrzał na Dazaia pytająco, prawie tak, jakby oczekiwał od niego odpowiedzi na każde pytanie świata, albo nawet, jakby spodziewał się, że mężczyzna zna sposób na rozwikłanie każdej istniejącej zagadki. 
- Co możemy zrobić? Wyjeżdżać do innych miast razem, z fałszywymi dokumentami, żeby na pewno nikt nas nie odnalazł i zatrzymywać się w hotelikach? Nie chcę odsuwać się od ciebie przez to, że jakiś dowcipniś postanowił zabawić się moim kosztem. - Znowu przylgnął do mężczyzny, jednak tym razem nadając objęciom bardziej zaborczego i stęsknionego charakteru. Tkwił chwilę w milczeniu, czując, że powinien zdecydowanie utopić wszystkie odczucia związane z tym zamieszaniem w alkoholu. 
- Myślisz, że udałoby mi się uciec? - Spytał głosem cichszym od szeptu, jednak bez większego przekonania do tej idei. Nie mógł opuścić Mafii i tak naprawdę nie chciał. To po prostu były słowa człowieka zmęczonego tym wszystkim. Nie mógłby w końcu mieć spokoju?

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 187
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Nawet nie sądził, że jego przekomarzanki z Chuuyą mogą dostarczyć mu tyle przyjemności. Zawsze je lubił i praktykował, ale zwykle towarzyszył im bolesny ucisk w sercu, jako że miały na celu odsunięcie mężczyzny od niego. A teraz, wiedząc, że to tylko żarty, że ten nijak się przez nie nie zniechęci, czuł ulgę i mógł się z nich w pełni cieszyć. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, czując molestowany policzek. Nie odtrącał jego ręki, zamiast tego wpatrywał się w jego twarz, napawając się tym widokiem. Wcześniej starał się nie zwracać na to uwagi i ignorować, ale teraz mógł spokojnie przyznać, że jego partner był piękny. Może jego delikatna uroda nie wszystkim odpowiadała, ale tym lepiej dla Osamu. On sam nie sądził, by kiedykolwiek ktoś mu się spodobał bardziej, niż jego partner.
- Sam masz nie gorszą barwę policzków~ - mruknął cicho z zadowoleniem, nie spuszczając z niego oczu. - Może i bym jadł... - Jego uśmiech nagle zmalał, a serce go zakuło, gdy usłyszał słowa Nakahary. Zawahał się chwilę, odwracając wzrok na bok, przełykając ślinę. Sam chciał tego samego, co Chuuya. Ale jednocześnie czuł, że powinien mieć sposób, by to bezpiecznie osiągnąć. Tego się po nim spodziewano. Jak miał powiedzieć, że to niebezpieczne, że nie wie, co z tym zrobić?
- Znajdę jakiś sposób - obiecał cicho. - Nie chcę do ciebie tylko wpadać i wypadać... i-i obiecałem ci przychodzić czasem na noc, co nie? - Uśmiechnął się delikatnie, jakby chciał pokazać, że jest pewny swego.
Jednak ich spotkanie przybierało i poważniejszy wydźwięk. Skinął lekko głową na prośbę mężczyzny, wbijając nieco przepraszający wzrok w jego twarz. Nie znaczy to, że nagle uznał, że postrzał to nic, ale dobrze rozumiał uczucia ukochanego. Dla nich obu liczyła się siła, zwłaszcza ta zewnętrzna, ukazywana ludziom, a Dazai nie chciał otaczać go nagle opiekuńczą skorupą i traktować jak osobę niezdolną do zadbania o siebie. W końcu rudzielec był ostatni na liście kandydatów do takowej.
- Jak masz takiego świadka, a ten zechce mówić, wypytaj go mimo wszystko. Nie wiem, jakie masz z nim stosunki... szkoda, że go nie znam, mógłbym powiedzieć coś więcej - mruknął niezadowolony. - Jak dostał bezpośredni rozkaz, to nie ma co naciskać, ale jeśli nie, a mogli o zwykłym pionku zapomnieć, to może się przydać. Akutagawa na pewno dużo wie, może jakbym go podpytał, spotkawszy przypadkiem... ale mogą się domyślić, skąd wiem... - Zacisnął usta. - Najlepiej by było, jakby dało się stwierdzić jakieś rany... znaczy zadane oszustowi. Przecież nie zniknąłbyś ich ot tak sobie.
Odwzajemnił spojrzenie, starając się mu przekazać spokój i opanowanie. Chciał być jego opoką, jakoś wpłynąć na to wszystko... Gdyby nadal był w mafii, byłoby to dużo łatwiejsze. Teraz musiał martwić się konfliktem grup. I choć miał kilka osób, które mógłby podpytać - Akutagawę, Hirotsu -  nie miał jak wyjaśnić swojej wiedzy, by nie kompromitować Nakahary.
- Też tego nie chcę, słońce - mruknął, sam nieco zaskoczony czułym określeniem, które wymknęło mu się z ust. Przyciągnął go mocno do siebie, całując delikatnie w usta, nie mogąc powstrzymać tęsknoty za nimi, ale i chcąc dać upust uczuciom do partnera. - Nie, nie ma co popadać w przesadę. To tylko zawróci większą uwagę. Takie miejsca są dobre... nikogo z mafii nie podejrzewam o szukanie tu czegokolwiek. Grzebanie w mieszkaniach jest problematyczne, możliwie nawet nie wiedzą, gdzie jest moje. Nie dam odsunąć cię ode mnie... n-nie po tym wszystkim, co musieliśmy przejść, by ze sobą być. - Zaczął głaskać go opiekuńczo po plecach, przyciskając go do siebie. - Udać bardzo możliwe... nie sądzę, by znalazł się ktoś gotów się z tobą mierzyć i zdolny cię powstrzymać, nawet jakby cię przyłapano. Skoro ja dałem radę, to ty tym bardziej. Zwłaszcza że zrobiłbym wszystko, by ci pomóc, cokolwiek postanowisz. Zawsze będę po twojej stronie. - Pogłaskał go delikatnie po policzku. - Ale... ale wiem, że nie jesteś nielojalny. I zleży ci na nich, na podwładnych, anee-sama... Nie chcę, byś się dręczył wyrzutami sumienia. - Ucałował go lekko w czoło. - Trochę mam nadzieję, że się nie mylisz z tym, że możemy być następni... uprzedzę resztę, a Agencja jest mniejsza, ciężej więc tam o kamuflaż i niezauważony sabotaż. A wtedy miałbym materiały i pretekst do poszukiwań, no i Ranpo do pomocy - mruknął pod nosem, wciąż go głaszcząc i tuląc do siebie. Zaraz jedną dłonią sięgnął po kieliszek i wypił niemal duszkiem kieliszek, czując, jak trunek już po kilku chwilach go rozgrzał. Wziął butelkę i dolał im jeszcze wina, sięgając po jedyny znany sobie sposób zapominania o problemach - zapijanie ich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Góra Ōyama
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Strona 1 z 2 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Poza miastem-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.