Share | 
 

 Góra Ōyama

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 2 Previous  1, 2
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 465
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
First topic message reminder :

Jest to góra znajdująca się na zachód od Jokohamy, w granicach prefektury Kanagawa. Od portowego miasta droga trwa około półtorej godziny, widoki zarówno na samą strukturę jak i te z niej są uważane przez wielu entuzjastów wycieczek w takie rejony. Góra jest zalesiona, na szczyt można się dostać albo poprzez wspinaczkę, albo przy pomocy kolejki. Ōyama jest miejscem kultu wyznawców shintoizmu i buddyzmu, których świątynie znajdują się tu i ówdzie w obrębie jej wzniesień.

***
Chuuya z domu wyszedł ubrany prawie że tak, jak zazwyczaj, jednak pod płaszczem zamiast swojego zachodniego ubioru miał japoński, na który składała się bordowa yukata i narzutka haori w podobnym odcieniu. Butów jeszcze nie zmienił na drewniane sandały, na głowie z kolei wciąż znajdował się jego ukochany kapelusz. Dazai jak raz się nie spóźnił, co swoją drogą Nakahara bardzo zaaprobował. Przywitał go w swoich progach dość krótko, bowiem jedynie uśmiechem, uściskiem i cichym "dobrze cię widzieć, dupku", po czym wcisnął mu paczkę, którą kazał mu otworzyć dopiero, gdy będą na miejscu. Po drodze zaoferował mu kawę z jakiejś kawiarni, która leżała na ich trasie, zaś jeśli jego partner pytał o to, nie udzielił mu żadnej odpowiedzi na temat tego, gdzie się wybierają. Po jakimś czasie jednak mógł dostrzec coraz bardziej przybliżający się obraz gór, widocznych już zresztą z przedmieść Jokohamy. Zatrzymał się w końcu u podnóża Oyamy i zerknął na Dazaia, wyłączając silnik. 
- Możesz otworzyć i założyć to, co tam jest. - Wzrok z twarzy partnera przeszedł na paczkę, którą wcześniej Chuuya mu dał. Sam wysiadł już z samochodu, zabierając ze sobą kluczyki; miał w głowie przynajmniej dwa scenariusze na temat tego, co Osamu mógł zrobić. Po pierwsze, mógł jak zwykle być cholernym dupkiem i odjechać bez Nakahary, skazując go tym samym na wracanie stopem lub piechotą do miasta, po drugie - spróbować się udusić spalinami. Czekając, aż wyższy mężczyzna się przebierze, sam zmienił buty na drewniane sandały i białe skarpetki (jakkolwiek januszowo to nie brzmi, tradycja to tradycja), po czym obejrzał go sobie dokładnie. 
- W granatowym ci dobrze... Partnerze. - Posłał mu stosunkowo łagodny i delikatny uśmiech, po czym wszystko w aucie pozamykał jak należy i podał mu dłoń, drugą zaś trzymając jakąś torbę, z której, gdy Chuuya szedł, słychać było ciche pobrzękiwanie; poza tym na plecach miał plecak, wyglądający na znacznie lżejszy niż drugi jego bagaż. Mógł w tej chwili zadawać sobie jedno zasadnicze pytanie - "dlaczego... dlaczego moje serce wstydzi się tak bardzo?", jednak bardzo starał się powstrzymywać wszelkie odczucia i myśli tego typu. Musiał pokazać Dazaiowi, że ma pewności siebie za ich dwóch i że to on nosi tu spodnie... W pojęciu bardzo względnym i metaforycznym, biorąc pod uwagę ich aktualny ubiór. Poprowadził mężczyznę do dolnej stacji tutejszej kolejki linowej i załatwiwszy wszelkie formalności związane z przejażdżką tym tworem, wszedł do niego i oparł się o jedną ze ścianek. Zdjął plecak i ustawił i jego i torbę tuż przed sobą na posadzce. 
- ... Wiesz, planowałem ci związać oczy, żebyś nie podglądał. - Zagadnął do Dazaia z lekkim uśmiechem, znowu unosząc na niego wzrok. - Ale... wiem, że albo byś się domyślił, albo ktoś z agencji mógłby zobaczyć i uznać, że cię porywam. - Zachichotał, zaraz wlepiając spojrzenie w widok za okienkiem. Poniekąd żałował, że jeszcze nie było dość późno, by czerwień kwitnąca na jego policzkach nie była tak widoczna, jednak oznaczałoby to, że mają mniej czasu na pobyt w tym miejscu. Nie, żeby planował wracać jeszcze nocą, w końcu źródło brzęczenia w jego plecaku było oczywiste, a sam nie wiedział, która opcja była gorsza - prowadzący pijany on, czy prowadzący trzeźwy Dazai. Kolejka zatrzymała się jakoś w połowie drogi na szczyt, w jednym z wyznaczonych przystanków. 
- No, jesteśmy prawie gdzie trzeba. To... to będzie kawałek w tamtą stronę. - Wskazał ręką kierunek bardziej na zachód, po czym wysiadł z wagonika i zaczął iść we wskazane przez siebie miejsce. Zatrzymał się około dziesięć minut później, wchodząc głębiej w las, a przystanek robiąc w miejscu, gdzie dało się rozłożyć matę, a później koc piknikowy; wbrew temu, że zazwyczaj te były plastikowe, Chuuya w plecaku miał gruby, materiałowy, w kratkę w odcieniach czerwieni. Zrobił zaraz to, o czym mowa była chwilę temu i usiadł na posłaniu, przeciągając się. Wyglądało to prawie tak, jakby miał wcześniej przygotowane miejsce, jednak prawda była taka, że liczył na sprzyjający zbieg okoliczności i znalezienie czegokolwiek, co się nadaje. 
- Aa-aaa... Dazai, śmiało. Siądź sobie, więdną mi nogi od chodzenia w tych kawałkach drewnaaa... - Spojrzał na swoje stopy z niechęcią, ale nawet nie chciało mu się ściągać wspomnianych butów. Zaraz jednak spojrzenie przeszło na mężczyznę, a w szarobłękitnych tęczówkach Nakahary zdawało się błyszczeć coś innego niż odbijające się w nich promienie słońca zmierzającego na zachód. 
- Wiesz... uznałem, że może chociaż hanami spędzimy po ludzku. Bez żadnych mutantów czy innych paskud. Właściwie nigdy jakoś bardziej go nie obchodziliśmy, co? To nawet lepiej. Ta noc będzie tym bardziej szczególna. Zachód słońca... - Skinął głową w tamtym kierunku. - ... Kwiaty - zerknął na pojedyncze drzewa wiśni, które prawdopodobnie wyrosły tu zupełnie przypadkowo. - ... I ty... - Ale na niego już nie spojrzał, wbijając jedynie wzrok w materiał koca. 
- To takie głupie. Rodem z romansidła. Ale wiesz... myślę, że jednak tego czasem potrzebuję. - Westchnął cicho, wciąż gapiąc się w koc z niemądrym, ale rozczulonym uśmiechem błąkającym się po ustach. Kochanie tego mężczyzny było stąpaniem po niebezpiecznym i niestałym gruncie, ale Chuuya nie miał zamiaru z tego rezygnować. Miał natomiast zamiar w ciągu tego wieczora zrobić coś bardzo ważnego.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Strateg Agencji
Liczba postów : 200
Join date : 28/10/2016
Nawet nie sądził, że jego przekomarzanki z Chuuyą mogą dostarczyć mu tyle przyjemności. Zawsze je lubił i praktykował, ale zwykle towarzyszył im bolesny ucisk w sercu, jako że miały na celu odsunięcie mężczyzny od niego. A teraz, wiedząc, że to tylko żarty, że ten nijak się przez nie nie zniechęci, czuł ulgę i mógł się z nich w pełni cieszyć. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, czując molestowany policzek. Nie odtrącał jego ręki, zamiast tego wpatrywał się w jego twarz, napawając się tym widokiem. Wcześniej starał się nie zwracać na to uwagi i ignorować, ale teraz mógł spokojnie przyznać, że jego partner był piękny. Może jego delikatna uroda nie wszystkim odpowiadała, ale tym lepiej dla Osamu. On sam nie sądził, by kiedykolwiek ktoś mu się spodobał bardziej, niż jego partner.
- Sam masz nie gorszą barwę policzków~ - mruknął cicho z zadowoleniem, nie spuszczając z niego oczu. - Może i bym jadł... - Jego uśmiech nagle zmalał, a serce go zakuło, gdy usłyszał słowa Nakahary. Zawahał się chwilę, odwracając wzrok na bok, przełykając ślinę. Sam chciał tego samego, co Chuuya. Ale jednocześnie czuł, że powinien mieć sposób, by to bezpiecznie osiągnąć. Tego się po nim spodziewano. Jak miał powiedzieć, że to niebezpieczne, że nie wie, co z tym zrobić?
- Znajdę jakiś sposób - obiecał cicho. - Nie chcę do ciebie tylko wpadać i wypadać... i-i obiecałem ci przychodzić czasem na noc, co nie? - Uśmiechnął się delikatnie, jakby chciał pokazać, że jest pewny swego.
Jednak ich spotkanie przybierało i poważniejszy wydźwięk. Skinął lekko głową na prośbę mężczyzny, wbijając nieco przepraszający wzrok w jego twarz. Nie znaczy to, że nagle uznał, że postrzał to nic, ale dobrze rozumiał uczucia ukochanego. Dla nich obu liczyła się siła, zwłaszcza ta zewnętrzna, ukazywana ludziom, a Dazai nie chciał otaczać go nagle opiekuńczą skorupą i traktować jak osobę niezdolną do zadbania o siebie. W końcu rudzielec był ostatni na liście kandydatów do takowej.
- Jak masz takiego świadka, a ten zechce mówić, wypytaj go mimo wszystko. Nie wiem, jakie masz z nim stosunki... szkoda, że go nie znam, mógłbym powiedzieć coś więcej - mruknął niezadowolony. - Jak dostał bezpośredni rozkaz, to nie ma co naciskać, ale jeśli nie, a mogli o zwykłym pionku zapomnieć, to może się przydać. Akutagawa na pewno dużo wie, może jakbym go podpytał, spotkawszy przypadkiem... ale mogą się domyślić, skąd wiem... - Zacisnął usta. - Najlepiej by było, jakby dało się stwierdzić jakieś rany... znaczy zadane oszustowi. Przecież nie zniknąłbyś ich ot tak sobie.
Odwzajemnił spojrzenie, starając się mu przekazać spokój i opanowanie. Chciał być jego opoką, jakoś wpłynąć na to wszystko... Gdyby nadal był w mafii, byłoby to dużo łatwiejsze. Teraz musiał martwić się konfliktem grup. I choć miał kilka osób, które mógłby podpytać - Akutagawę, Hirotsu -  nie miał jak wyjaśnić swojej wiedzy, by nie kompromitować Nakahary.
- Też tego nie chcę, słońce - mruknął, sam nieco zaskoczony czułym określeniem, które wymknęło mu się z ust. Przyciągnął go mocno do siebie, całując delikatnie w usta, nie mogąc powstrzymać tęsknoty za nimi, ale i chcąc dać upust uczuciom do partnera. - Nie, nie ma co popadać w przesadę. To tylko zawróci większą uwagę. Takie miejsca są dobre... nikogo z mafii nie podejrzewam o szukanie tu czegokolwiek. Grzebanie w mieszkaniach jest problematyczne, możliwie nawet nie wiedzą, gdzie jest moje. Nie dam odsunąć cię ode mnie... n-nie po tym wszystkim, co musieliśmy przejść, by ze sobą być. - Zaczął głaskać go opiekuńczo po plecach, przyciskając go do siebie. - Udać bardzo możliwe... nie sądzę, by znalazł się ktoś gotów się z tobą mierzyć i zdolny cię powstrzymać, nawet jakby cię przyłapano. Skoro ja dałem radę, to ty tym bardziej. Zwłaszcza że zrobiłbym wszystko, by ci pomóc, cokolwiek postanowisz. Zawsze będę po twojej stronie. - Pogłaskał go delikatnie po policzku. - Ale... ale wiem, że nie jesteś nielojalny. I zleży ci na nich, na podwładnych, anee-sama... Nie chcę, byś się dręczył wyrzutami sumienia. - Ucałował go lekko w czoło. - Trochę mam nadzieję, że się nie mylisz z tym, że możemy być następni... uprzedzę resztę, a Agencja jest mniejsza, ciężej więc tam o kamuflaż i niezauważony sabotaż. A wtedy miałbym materiały i pretekst do poszukiwań, no i Ranpo do pomocy - mruknął pod nosem, wciąż go głaszcząc i tuląc do siebie. Zaraz jedną dłonią sięgnął po kieliszek i wypił niemal duszkiem kieliszek, czując, jak trunek już po kilku chwilach go rozgrzał. Wziął butelkę i dolał im jeszcze wina, sięgając po jedyny znany sobie sposób zapominania o problemach - zapijanie ich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 465
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
- Jesteś niepoprawny, ty głupia buło. - Zaśmiał się cicho, jednak ani w jego słowach ani w śmiechu nie było słychać żadnej złośliwości czy wrogości. Wydał z siebie cichy pomruk, stanowiący coś pomiędzy zastanawianiem się a zadowoleniem. Podobało mu się to, że mogli w ten sposób spędzić ze sobą chociaż trochę czasu i nic im nie przeszkadzało.  No, prawie nic - gdyby tak wyciąć całą sprawę związaną ze zdradą Mafii, byłoby idealnie. 
- Wiesz... W zasadzie plotki chodzą szybko. O tym wie chyba już cała Mafia. Gdyby Akutagawa miał jakieś "ale", mógłbyś powiedzieć, że usłyszałeś od jakiegoś człowieka typu Przypadek Jakmutam. Ale ciebie też nie chcę narażać, więc potraktujmy to jako ostateczność. Spróbuję się dogadać z tym moim. Nie wyjdzie, to trudno. - Wzruszył ramionami lekko i niemrawo. Po raz pierwszy od bardzo dawna nie potrafił utrzymać się w pionie w stresującej sytuacji. Spojrzał na niego z błyskiem w oku, a na jego twarz powróciła uparta i zdeterminowana mina. 
- Co będzie to będzie. Ale nie dam się ukarać za coś, czego nie zrobiłem. To jakbym się poddał. Szczególnie, że jedyny dowód na mnie, to fakt, że ktoś wyglądał jak ja. I tyle. - Prychnął z mieszanką rozbawienia i pogardy. - Równie dobrze mógł to być jakiś Obdarzony, który potrafi zmieniać wygląd. Albo ktoś jest do mnie podobny. Cokolwiek. - Westchnął cicho. - Jeżeli to ktoś z jakiejś bardziej zorganizowanej grupy, to pewnie nie ma sensu szukać po szpitalach kogoś, kto był ranny po tamtym dniu. - Zamilkł na chwilę, czując, że mimo wszystko ogarnia go niepewność i żal. Zaraz jednak zdarzyła się kolejna rzecz, która zdawała się odegnać przynajmniej na jakiś czas negatywne emocje z jego serca. Odwzajemnił pocałunek, wciąż nie mogąc przyzwyczaić się do takiej bliskości. Nie wykluczało to jednak faktu, że każde zbliżenie tego typu wiązało się ze sporą przyjemnością. Objął na moment szyję mężczyzny, zupełnie nie bacząc na to, że Dazai może przyciąganie do dalszych czułości odebrać z niepewnością i strachem. Napięcie w samym Chuuyi jednak wydawało się powoli opadać. 
- ... To tak dużo dla mnie znaczy... - Zaczął, wysłuchawszy tego, co mówił mężczyzna, jednak zaraz jego głos się zawahał. - ... Ty znaczysz dla mnie dużo, Osamu. - Chyba po raz pierwszy użył jego imienia w sytuacji innej niż przedstawianie Dazaia komukolwiek  albo dyktowanie jego nazwiska. Wtulił się w niego tak bardzo, jak tylko mógł i naprawdę zaczynał czuć się znacznie lepiej. 
- A to potraktujmy jako ostateczną ostateczność, dobrze? Jeśli nie będzie zupełnie innego wyjścia. Mówiłem, że nie chcę cię narażać. - Odpowiedział, zaraz chwytając kieliszek i szybko go opróżniając, zupełnie tak, jakby nie pił drogiego wina, a jakiś sok z marketu. Obaj widocznie mieli podobne metody radzenia sobie ze stresem. W międzyczasie podjadał też rozpakowane potrawy, gdyż alkohol zdawał się zaostrzać jego apetyt.
- Ale wiesz... Jak wszystko się unormuje, możemy spróbować. Znaczy, mam na myśli pomieszkiwanie razem. Dzień, dwa, może tydzień. Ostatnio budząc się przy tobie miałem kaca, ale i tak było dość przyjemnie. Bo to byłeś ty... i byłeś tuż obok mnie. - Wydawał się jednak bardziej ośmielony dzięki procentom uderzającym mu do głowy i sprawiającym, że Chuuyi robiło się coraz cieplej. 
- No, ale dzisiaj... na trawce sobie pośpimy. Czy gdzieś. Nie pomyślałem o hotelu. I nie mamy jak wrócić. Okradną nas rosomaki. - Zachichotał, uznając, że jego słowa były świetnym żartem. W zasadzie całkiem pasowało mu spanie tutaj; nie było znowu tak chłodno i miał obok siebie Osamu, więc co mogło wyjść źle? 
- Więc zostawmy to nudzenie o tym, jak jest okropnie... Lubisz jakieś kwiaty tak najbardziej ze wszystkich, hmm? - Spytał z niemrawym uśmiechem i szturchnął go lekko w ramię.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 200
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
- W sumie nie sądzę, by Akutagawa podważał moje źródła informacji, zwłaszcza jakbym nie chciał ich wyjawić... na pewni wie lub podejrzewa, że mam informatorów - mruknął w zamyśleniu. Kiwnął głową, słuchając jego słów. I tak miał zamiar powęszyć, ale jednocześnie nie miał zamiaru sprzeciwiać się mu zupełnie. Nie chciał, by ten uznał, że Dazai ma go za niezdolnego do poradzenia sobie z kłopotami. A naraz chciał go wesprzeć i mu to okazać. Musiał robić tak, by znaleźć w tym złoty środek. Sam nie martwił się sobą, nie czuł się, że się narazi przez zwykłe zdobywanie informacji, a na pewno nie w jakimś znaczącym stopniu. Co prawda rozmowa z Akutagawą może być lekkim wyzwaniem, w końcu młodzieniec nie palił się do opowiadania, ale z drugiej strony wiedział, że temu na tyle zależy na jego aprobacie, że byłby skłonny coś mu wyjawić. Musi tylko znaleźć sposobność, by spotkać się z nim w cztery oczy...
- Jak prywatnie się ciebie nie wypierają, polecałbym zaproszenie twojego źródła do baru. Ale nie wiem, który z was się szybciej upije, a lepiej, byś nie był to ty... - powiedział z lekkim uśmiechem, chcąc nieco rozluźnić atmosferę, przekazać, że choć jest to kłopotliwa sytuacja, z pewnością znajdą z niej wyjście. Choćby trzeba było stanąć na głowie, on już zadba, by wszystko było jak należy.
Mruknął cicho w usta Chuuyi, gdy ten objął go ramionami, ale zamiast zesztywnieć, jedynie przyciągnął go bliżej, nie przerywając pocałunku. Czuł, że jego mięśnie się rozluźniają, co przyjął z wielką ulgą - w końcu chciał go uspokoić, dać ciepło i oparcie, bo miał wrażenie, że tego właśnie potrzebował w trudnej chwili. Sam Osamu uważał, że puste słowa i pocieszenia są bezwartościowe, musiały im towarzyszyć jakieś przedsięwzięcia faktycznie prowadzące do rozwiązania sprawy, ale za te też miał zamiar się wziąć. Nie było opcji, by zostawił mężczyznę samego.
- J-ja... ty... - wydukał, słysząc swoje imię z jego ust, które wraz z zapewnieniem sprawiło, że krew napłynęła mu do policzków. - Dziękuję... i za zaufanie też. Że mi o tym opowiedziałeś. I nie narażasz mnie... umiem uważać. - Przytulił go, oddychając głęboko. Faktycznie doceniał otwartość partnera. W końcu ten mógł uznać, że nie chce go martwić, i milczeć o całej sprawie. Ale zmartwienia były niczym w porównaniu ze świadomością, że ten mu ufa i na nim polega. Choć obawiał się porażki, to chciał, by ten mógł na niego liczyć zawsze.
Wzorem Chuuyi chwycił rurkę z kremem i zaczął ją podjadać, zdeterminowany, by spróbować wszystkiego, co ten przygotował. W końcu ten sporo się przy tym narobił a to wszystko dla nich. Gdy tylko kieliszek rudzielca się opróżnił, zadbał też o dolanie im wina, opróżniając tym samym butelkę. Uśmiechnął się lekko, głaszcząc jego plecy, słuchając jego słów.
- Chciałbym... możemy spróbować. Nie, spróbujemy na pewno - poprawił się szybko. - Co prawda moje mieszkanie jest małe i prawie nic tam nie ma... daleko mu do twojego. Więc w razie czego możemy u ciebie, ch-chyba że ci nie przeszkadza spanie na futonie, bo tylko takie mam - mówił, nieco chaotycznie, starając się powstrzymać zawstydzenie. Od kiedy wstydził się za własny tryb życia i mieszkanie? I tak w nim prawie nie przesiadywał, nie potrzebował tam niczego poza podstawowymi sprzętami. Duża część wypłaty zawsze lądowała ostatecznie w barach i jakoś nie śpieszyło mu się do oszczędzania. A jednak gdyby miał gościć u siebie Chuuyę, chciałby mu zapewnić chociaż wygodne łóżko do spania.
- Jak mamy jakieś koce, to czemu nie - odparł z uśmiechem. Z jakiegoś powodu spanie na trawie wydało mu się urokliwe, by nie rzec "romantyczne". Jednak jako że zdarzało mu się już zasypiać w różnych miejscach, wiedział, że w nocy i nad rankiem od ziemi ciągnie większy chłód, niż można by się spodziewać, więc jakaś warstwa oddzielająca ich od gruntu z pewnością by nie zaszkodziła. - Będę ci robił za grzejnik, byś nie zmarzł~! - Upił nieco lub nieco więcej niż nieco wina, po czym uśmiechnął się do niego szeroko. - Lubię... zawsze lubiłem kwiat brzoskwini - przyznał, odrywając na moment wzrok na otaczające ich drzewa. Słońce już zachodziło nad horyzontem, a on nawet nie zauważył, kiedy zrobił się półmrok. - Ale wiśnie też są ładne... i od teraz zawsze mi się będą kojarzyć z tą nocą - Pochylił się, by jeszcze raz musnąć wargami jego usta w delikatnym pocałunku. - Dziękuję, że mnie tu zabrałeś - szepnął czule, wpatrując się w jego piękne, niebieskie oczy. Te wszystkie śliczne drzewa mogłyby nie istnieć, jakby tylko mógł wciąż wpatrywać się w Chuuyę. - A ty, masz jakiegoś faworyta wśród kwiatów~? - mruknął, uśmiechając się lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 465
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Był bardzo pozytywnie zaskoczony reakcją ich obu na pocałunek - żaden nie wycofywał się, obaj zdawali się rozluźnieni (a Chuuya, jako swego rodzaju romantyk, wykluczył, że mógł tak działać alkohol) i przyuważył, że obaj zdają się bardzo spragnieni i stęsknieni. Wiedział, że dzielą te same uczucia względem siebie od lat, jednak dalej zaskakiwały go te wszystkie rzeczy, które się działy, gdy tylko pozwalali sobie na pokazanie własnych emocji. Czystą przyjemnością było dla niego oglądanie policzków mężczyzny tonących w wyraźnym nawet w zachodzie słońca szkarłacie, w związku z czym uśmiechnął się z satysfakcją. Jąkający się Dazai, niepewny każdego ze swych ruchów, oto i widok, który Nakahara bardzo lubił. 
- Dazai... - Chuuya lekko poklepał go wolną ręką po plecach, zaraz głaszcząc je leniwie. Jego podejście zdawało się zmienić diametralnie, kiedy tylko Osamu zachowywał się w ten uroczy sposób. - Ile razy będziemy jeszcze sobie dziękować, co? Nie musisz... Jeśli chcesz okazać mi wdzięczność, po prostu bądź. To wszystko. Wtedy ja też będę... - Nie, żeby nie doceniał tego, co czuje Osamu i że odważył się to okazywać, co to, to nie. Po prostu obok ulgi czuł niesamowitą niezręczność, bowiem nieczęsto ludzie dziękowali mu w tak szczery i przepełniony emocjami sposób. Zaraz jednak odsunęli się od siebie i zamiast na sobie zdawali się skupić bardziej na jedzeniu i piciu chociażby przez chwilę. Odnotował w głowie, że to całkiem dobrze, ponieważ jego partner w końcu normalnie jadł i nie wyglądał nawet, jakby się do tego przymuszał. Z zadumą zaś obserwował znowu jego niepewność i zawstydzenie; nigdy nie spodziewał się, że ta zabandażowana bestyjka może mieć w sobie aż tyle ciekawych rzeczy. 
- Nieważne, gdzie. Ważniejsze, że z tobą. - Odparł, śmiejąc się cicho w pogodny sposób. Naprawdę podobał mu się Dazai w wydaniu na tyle szczęśliwym, że aż nie wiedział, co ze sobą zrobić. Zdecydowanie będzie musiał go do takiego stanu znacznie częściej, nie tylko dla przyjemności własnej, ale też dlatego, by oswoić go z myślą, że szczęście wcale nie jest takie ulotne. I to wcale nie tak, że jako skrajny pesymista, Chuuya w tej chwili wychodził na hipokrytę, absolutnie nie.
- Mamy. Tym razem to ja jestem geniuszem planowania, hmm? - Wyszczerzył się z dumą, zaraz kończąc swój kieliszek i dumając, czemu aż tak szybko samoczynnie się opróżniał. - Oczywiście. Mój partner jest taaaaki gorący. - Z ust wyrwało mu się ciche, rozbawione prychnięcie, kiedy Dazai zaproponował mu bycie grzejnikiem. Jak raz całkiem podobały mu się żarty tego człowieka, bo jak raz nie służyły do wyśmiewania Chuuyi. Zastanowił się na chwilę intensywniej nad wyborem Dazaia - w kulturze japońskiej kwiat brzoskwini symbolizował podziw dla czyjejś niezwykłej osobowości i chyba, o ile to możliwe, twarz Nakahary przybrała zupełnie czerwoną barwę. 
- Mój... Lubię bez. Pięknie wygląda w krzewach. I lubię jego zapach. - Odpowiedział również w sposób po części symboliczny, jednak nietypowy dla znaczenia kwiatów w tradycji tutejszej, a bardziej typowy dla tej zachodniej. I chociaż tyle już razy dziś kosztował jego ust, to kolejny pocałunek znowu był dla niego okazją do rozkoszowania się delikatnością i smakiem jego warg zupełnie tak, jakby całowali się po raz pierwszy w życiu. 
Tak też reszta wieczoru minęła im na rozmowach i pieszczotach - raczej nieśmiałych, zupełnie jak zakochani nastolatkowie, a nie dwaj najgroźniejsi ludzie w Jokohamie - w końcu jednak zasnęli, to jest Chuuya zasnął jako pierwszy. Zawsze szybko usypiało go picie alkoholu, a teraz jeszcze był najedzony i szczęśliwy jak chyba nigdy. Szło im tak dobrze, że nic nie mogłoby stanowić dla nich najmniejszego problemu. Z rana, nieco zmarznięci mimo wszystko, pozbierali wszystkie używane zeszłego wieczora i ruszyli w kierunku kolejki linowej. Na dole wpakowali się do samochodu i dość spokojnie dojechali do miasta. 

zt x2

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Góra Ōyama
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Poza miastem-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.