Share | 
 

 Cukiernia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Cukiernik
Liczba postów : 9
Join date : 22/03/2017
Age : 20
avatar
Niewielki, ukryty wśród wielu innych sklepów lokal, który da się namierzyć tylko dzięki roztaczającemu się wokół zapachowi pączków, bitej śmietany i truskawek. Ewentualnie internetowi, jeśli to on cię prowadzi po mieście. Można tam zamówić tort za dość przyzwoitą cenę, usiąść przy jednym z trzech stolików w środku i zjeść kawałek ciasta czy kupić naleśniki z toną dodatków. Nie ma tam zbyt wiele miejsca, ale jak już ktoś tam wejdzie, prawdopodobnie nie wyjdzie albo bardzo szybko wróci. Nie wiadomo czy to za sprawą smacznego jedzenia, czy gadatliwej właścicielki. Możliwe, że ma na to wpływ jedno i drugie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 50
Join date : 15/01/2017
avatar
Pajac miał dość udany dzień, w mafii nie było za bardzo wiele do roboty, więc w swoim błaznowym stroju przez kilka godzin robił pokazy na ulicy. Nawet zarobił przy tym więcej, niż się spodziewał, teraz więc maszerując zastanawiał się, co mógłby za to ładnego kupić. Raczej nie był dobry w zbieraniu oszczędności - jak już miał więcej, to czemu by nie wykorzystać ich, by się nimi nacieszyć? W końcu same monety i papierki wcale nie dawały radości. Dopiero coś przez nie kupowane mogło to zrobić.
Odpowiedź nasunęła mu się sama, a raczej zasugerował ją jego nos. Gdy tylko mężczyzna poczuł słodki zapach wypieków, od razu wiedział, że to jest to. Oto miejsce, które było idealne do pozbycia się pieniędzy. W końcu uwielbiał słodycze, sprawiały, że dzień stawał się piękniejszy. I mógłby wziąć coś na wynos dla Alka! Mieszkanie razem miało masę zalet, a największą było to, że widywał go codziennie i nawet mimo pracy miał wiele okazji, by się nim nacieszyć. A takie różne drobiazgi jak właśnie wspólne jedzenie posiłków czy przynoszenie sobie czegoś miało w jego mniemaniu specyficzny urok. Musiał przyznać, że w życiu się nie spodziewał, że stały związek tyle wniesie w jego życie. A wkrótce mijał rok! Nawet udało mu się o tym nie zapomnieć, choć zwykle pamięć nie była jego dobrą stroną. W końcu było to nie byle co!
Pozwolił więc zmysłom poprowadzić się i już po chwili znalazł się przed niewielkim budynkiem, który zdecydowanie wyglądał jak cukiernia. Przekroczył próg z szerokim uśmiechem, z lekkim żalem stwierdzając, że lokal jest dość pusty. Jak smutno musi być tak siedzieć długo samemu... no chyba że obsłudze akurat to nie przeszkadzało, ale Yoshirou patrzył pod swoim kątem, wiedząc, że sam by się absolutnie wynudził w podobnej sytuacji. Zaraz jednak podszedł do młodej dziewczyny za ladą, uśmiechając się promiennie.
- Dzień dobry! To wszystko wygląda tak ładnie... co pani zdaniem jest najlepsze? Och, może niedobre pytanie, na pewno zależy od gustu no i we własnym sklepie ciężko... pani sama to piecze? Jak tak, naprawdę to niesamowite! Kiedyś chciałem uczyć się piec, ale jak spaliłem piekarnik, to mi zabroniono! A wracając do słodyczy, to... hmm... - Zamyślił się, choć na moment się uciszając i oglądając wypieki. Faktycznie wszystkie kusiły z wystawy i krzyczały "ZJEDZ MNIE". - Nie ma może panienka jakichś swoich ulubionych godnych polecenia? Takiej opinii na pewno bym zaufał! - Posłał jej szeroki, przyjacielski uśmiech. Dziewczyna naprawdę wyglądała na znającą się na rzeczy, w końcu prowadziła cukiernię, czyż nie? A fakt, że mogła być tylko przypadkowym sprzedawcą, jakoś nie przyszedł mu na myśl.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cukiernik
Liczba postów : 9
Join date : 22/03/2017
Age : 20
avatar
Ten dzień był dla Mari jak najbardziej spokojny, ale chociaż każdy inny by się z tego cieszył, ona nie była z tego zbyt zadowolona. Z jakiegoś powodu nawet dwie gimnazjalistki, które kupowały prawie codziennie wypiekane każdego ranka croissanty nie zawitały do sklepu. Oczywiście nie mogły zdawać sobie sprawy z tego, że urocza blondynka za ladą pamięta każdego, kto pojawił się w jej cukierni więcej, niż jeden raz. Nie mogły wiedzieć też, że ta sama blondynka umiera z nudów. Lokal świecił pustkami, chociaż zazwyczaj nie było z tym problemów. Gdy tylko przychodził jakiś klient Mariko była nieco zbyt szczęśliwa. Przekraczała tym z lekka tą jeszcze nie przerażającą ilość entuzjazmu, odstraszając jednocześnie potencjalnych stałych klientów. Nie mogła jednak nic z tym zrobić, w końcu nuda zżerała ją od środka. Myślała nad tym, czy nie uciec gdzieś daleko...albo chociaż do kawiarni, w której pracował jej przyjaciel. Szybko odsunęła od siebie tę myśl gdy przypomniała sobie, że w końcu po południu ludzie wychodzą z pracy i można łatwo ich znaleźć w miejscach, w których mogą w spokoju zjeść. Zdecydowanie ją to pocieszyło i zachęciło do bardziej efektywnej pracy. Mari była jednak osobą, której wydajność zależała mocno od nastroju. Niemożliwie zmiennego nastroju. Udało jej się upiec sporo ciastek z różnymi dodatkami i zrobić dość dużą ilość deserów z galaretką, bitą śmietaną i owocami. Może nie wyglądały one zbyt elegancko, ale przynajmniej uroczo. W miarę.
Mari wycierała pucharki na kolejne porcje deseru, gdy usłyszała dzwonek ogłaszający wszem i wobec, że ktoś jednak zainteresował się tym małym lokalem na wcale nie takim strasznym wypizdowiu. Nie było to jednak potrzebne, gość bowiem mocno rzucał się w oczy ze swoją specyficzną aparycją. Mariko od razu się uśmiechnęła prawie tłukąc pucharek.
-Dzień dobry~ Och, to rzeczywiście trudne pytanie... Tak, sama piekę to wszystko! Uwielbiam to robić, to takie przyjemne~ Ale to wcale nie jest takie niesamowite! Chociaż dziękuję... Ojej, to brzmi przerażająco! Nic się panu nie stało? - jej emocje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Jedno było pewne - znalazła właśnie idealnego kompana, z którym mogłaby albo uratować świat, albo go doszczętnie zniszczyć. - Ach, tak, słodycze! Niedawno piekłam ciastka, ale one są dosyć... zwyczajne? Poleciłabym za do ciastko z matchą i musem malinowym! Trochę wstyd przyznać, ale to jedno z moich ulubionych ciastek~ Och, ale mam też dużo makaroników! Część z nich się lekko pokruszyła, ale wyglądają uroczo! - odpowiedziała entuzjastycznie pokazując przy tym Pajacowi każdy z wspomnianych deserów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 50
Join date : 15/01/2017
avatar
Pajac z zachwytem słuchał dziewczyny, patrząc na nią z szeroko otwartymi oczami i równie szerokim uśmiechem, chłonąc jej słowa z najwyższą uwagą. Nie miał problemu z pojęciem wszystkiego - sam mówił bardzo szybko, więc nadążenie za szybko wyrzucanymi zdaniami nie sprawiało mu żadnego problemu. A w końcu znalazł kogoś, kto wyrażał się podobnie jak on! Dawno nie miał okazji spotkać nikogo takiego, z pewnością nie w tym kraju, gdzie ludzie co prawda byli bardzo mili i uprzejmi, ale jednak wylewnymi nie dało się ich nazwać. Tym bardziej błazen był w siódmym niebie.
- Nie, to naprawdę niesamowite! Podziwiam ludzi, którzy to umieją... ja obiady muszę jeść na zewnątrz, byle nie gotować! - zaśmiał się głośno. - Albo inni mi gotują! To najlepsza opcja na świecie, domowe jedzenie jest wspaniałe! - A w dodatku to ugotowane przez Aleksandra było najlepszym, jakie jadł. Nie dość, że ten gotował naprawdę dobrze, to jeszcze Yoshirou czuł, że w przygotowywanie ich jego ukochany wkładał dużo pracy i za to jeszcze mocniej je doceniał. To jakby w posiłkach była jego miłość! Jeden z wielu pozytywów mieszkania z nim.
- Nic się nie stało, na szczęście! Zawsze mi w młodości mówiono, że jestem w czepku urodzony albo że głupi ma zawsze szczęście, wiec nawet z niebezpiecznych sytuacji wychodziłem cało! Było raczej śmiesznie! - Uśmiechnął się od ucha do ucha, po czym wrócił do oglądania wystawy, raz co raz jednak skupiając się na ekspedientce - nie mógł się skupić na jednej rzeczy na raz.
- Ojej, te ciastko z matchą brzmi fantastycznie! Nigdy czegoś podobnego nie próbowałem... zapakuje mi pani z dziesięć sztuk? - Spojrzał również na wskazane makaroniki i nie mógł nie zgodzić się z kobietą, wyglądały fantastycznie! - Ma pani rację! Pamiętam, kiedyś moja przyjaciółka, właściwie jak część rodziny, bo razem podróżowaliśmy z grupą, piekła nam podobne, ilekroć miała dostęp do piekarnika... jestem pewien, że te są równie smaczne albo nawet bardziej! A że pokruszone, to nic! Widać przynajmniej, że były robione własnoręcznie a to znaczy dużo i są najlepsze! Ich też poproszę, takie ich pudełeczko!
Nagle oczy mu pojaśniały i takimi spojrzał na sprzedawczynię. Tego nie mógł przegapić!
- A ma panienka może ptysie? - spytał z nadzieją w głosie. To byłby adekwatny podarunek dla jego własnego ptysia! I sam również kochał te słodycze, zarówno przez skojarzenie z Alkiem, jak i same w sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cukiernik
Liczba postów : 9
Join date : 22/03/2017
Age : 20
avatar
- Wcale nie jest tak trudno się wszystkiego nauczyć! Internet pomaga każdemu, niezależnie od predyspozycji! - powiedziała z pełną (jak na Mari) powagą. Rzeczywiście w tych czasach ciężko było poradzić sobie bez dostępu do sieci. Zaczęła wspominać te wszystkie domowe smaki i zastanawiała się, czy one tak naprawdę nie krążą po różnych stronach. Szybko jednak przestała, bo jednak Mariko i myślenie nie idą ze sobą w parze. Za szybko się przestawia z jednego tematu na drugi, żeby dłużej się nad czymś zastanawiać. - Domowe jedzenie brzmi jak marzenie! Och, czyli ma pan kogoś, kto czasem coś dla pana ugotuje? Ja czasami przychodzę na obiady do mamy. Wszystko, co robi świetnie smakuje! Jednak taki posiłek nie ma sobie równych! Och, ale mama zawsze trzyma się tradycji, nawet jeśli chodzi o jedzenie. Dlatego raczej nie przychodzę do niej często, chociaż kocham spędzać z nią czas... Jedyne japońskie jedzenie, jakie lubię to słodycze! - powiedziała z miną mówiącą "mam już dosyć zupy miso i makaronu soba, miejcie litość", chociaż jej oczy były tak samo roześmiane, jak zawsze.
- Skoro nic się nie stało i było śmiesznie, to dobrze! - pokiwała głową pełna entuzjazmu (dla odmiany) - Ale że jest pan głupi to bym się nie zgodziła! Ktoś tak miły nie może być głupi! Ale szczęścia jednak panu zazdroszczę... - przypomniała sobie te wszystkie chwile, kiedy coś popsuła przez swoją głupotę. Oczywiście ostatecznie ktoś ją wyciągał z kłopotów, ale jednak dziwne sytuacje zdarzały się dość często. Bo nikt nie powie, że pukanie ludziom do drzwi w środku nocy i pytanie o to, co jedli na śniadanie nie jest dziwną sytuacją. Kiedyś też zdarzyło się, że się rozpłakała, bo nie znalazła pięciu jenów, żeby dać kasjerce odliczoną kwotę, żeby kobieta nie musiała wydawać jej reszty. Zamiast jednak dać jej banknot, pognała do domu szukać pięciojenówki.
- Ojej, aż dziesięć? Na pewno pana zachęciłam! To ciastko jest naprawdę pyszne, nie pożałuje pan! - położyła po pięć ciastek na papierowych tackach i zapakowała je w papierową torbę z logo sklepu. - I jeszcze pudełko makaroników... - mruknęła pod nosem, po czym zapakowała właśnie jedno pudełeczko. Na nim również widniało logo cukierni, ale też mała panda.
- Ptysie... Chyba są, ale pewnie już są trochę twardawe. Mogę upiec nowe, ale to zajmie dość dużo czasu... - posmutniała trochę, myśląc, że nie da rady spełnić oczekiwań Pajaca, ale szybko jej przeszło, bo wpadła na genialny plan. - Jeśli ma pan czas, może pan poczekać, aż upiekę nowe! O, wiem! Może chciałby pan pomóc? Ale to może zabrać panu trochę ponad pół godziny, może jakieś czterdzieści minut... Co pan o tym myśli?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 50
Join date : 15/01/2017
avatar
- używam internetu! I książek i w ogóle, ale i tak nie idzie... może kiedyś jeszcze! I mam, to najlepsze na świecie, jak ktoś gotuje, ale nie żeby to było najważniejsze, nie nie! Ale to jak symbol i w ogóle, choć nie bardzo umiem w symbole, no poza kwiatami! Lubisz kwiaty? - Nawet nie zauważył, kiedy w owym monologu przeszedł na "ty", w ogóle tego nie zarejestrował. Po prostu dziewczyna była tak sympatyczna i rozmawiało się z nią tak naturalnie, że to samo wyszło mu z ust.
- Ojej, to przykre, że mama ci gotuje, czego nie lubisz... - przy tym autentycznie się zasmucił, nawet zrobił smutną minę, która jednak długo się nie utrzymała. - Ale jak lubisz słodycze, to najlepiej, bo to znaczy, że lubisz swoją pracę, prawda? A to bardzo ważne, bo inaczej się człowiek męczy! I dzięki temu wkłada się więcej serca w pracę i lepiej wychodzi. Mi na przykład sztuczki nigdy się nie nudzą i dlatego przyciągają i innych ludzi! - Mimo że nie to było głównym źródłem dochodów Yoshirou, to sztuczki uliczne uważał za swoją główną pracę. W końcu robił to dłużej niż pracował z mafii, no i to właśnie to sprawiało mu przyjemność. Mimo to robota dla mafii nie była zła no i bardzo mu pomogła się znaleźć w Japonii, nie mówiąc już nawet, że to dzięki niej spotkał Alka, co uważał za najważniejszą chwilę w swoim życiu.
Zaraz zaczął wpatrywać się w twarz sprzedawczyni, gdy ta mówiła, i coraz bardziej się przy tym rozpromieniał. Pierwszy raz spotkał się z właścicielką sklepu tak sympatyczną i miłą. W końcu większość nie chciała dorabiać sobie pracy, a ona proponowała mu słodycze specjalnie dla niego!
- Bardzo bym chciał! Jakbyś mi pokazała, jak nie zepsuć, to może nawet bym się nauczył, no i byłyby najlepsze i świeże, jak teraz upieczone! Mi się nie śpieszy, więc zróbmy tak! - Oczy mu błyszczały na myśl, że w końcu będzie w stanie dać Alkowi coś zjadliwego przygotowanego chociaż częściowo przez niego. To byłby pierwszy raz, bo jego poprzednie próby spełzły na niczym, a raczej na rzeczach nienadających się do jedzenia.
- Ach, i nazywam się Fujimoto Yoshirou, nie pan! - odparł z szerokim uśmiechem. - Znakami na wisterię, korzeń, sprawiedliwość i syna. Ale mówić mi możesz jak chcesz! To co, idziemy do kuchni, tak? Czy jak się nazywa to pomieszczenie w piekarni, nawet nie wiem! - Jak tylko kobieta go wpuściło, podążył za nią, gdzie go zaprowadziła i zakasał rękawy z niezbyt mądrym, ale szczerym uśmiechem. - To od czego zaczynamy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cukiernik
Liczba postów : 9
Join date : 22/03/2017
Age : 20
avatar
- Zawsze trzeba próbować, nawet jak nie wychodzi! Przepisy nigdy nie są idealne, zawsze trzeba coś zmienić. Ważne, żeby się nie poddawać, w końcu za którymś razem zrobi się coś dobrego! - powiedziała przejęta z nadzieją, że pociesza tym Pajaca. - Och, tak, lubię kwiaty! Ale nie za bardzo się na nich znam... Chociaż chciałabym! Kwiaty są w końcu takie ciekawe! Ale to chyba nie moja działka, nie umiem niczego zapamiętać... może ma pan na to jakieś sposoby? - patrzyła na niego z nadzieją na to, że podzieli się jakąś życiową radą czy czymś w tym stylu. Nie, żeby takiej naprawdę potrzebowała, po prostu była ciekawa.
- Mhm, bardzo ją lubię. Pieczenie tego wszystkiego sprawia mi tyle radości! A jeszcze bardziej się cieszę, gdy ktoś wychodzi stąd z uśmiechem na twarzy. Kocham uszczęśliwiać ludzi, nawet, jeśli tylko na chwilę! I racja, ani trochę mnie to nie męczy! Chociaż czasami zdarzają się dni, kiedy jest zupełnie pusto... Właśnie wtedy jest najgorzej! - Wydawałoby się, że w takie dni mogłaby być dużo bardziej zrelaksowana. Mari jednak lubiła mieć dużo pracy. Albo może nie tyle pracy, co kontaktów z ludźmi. Większość osób na jej miejscu prawdopodobnie nie chciałaby, żeby przychodziły do nich tłumy, chyba, że dałoby im to spory zysk. Panienka tutaj tymczasem wolała zadowolić jak największą ilość osób (i przy okazji się nie nudzić), zarabianie na tym było dla niej tylko dodatkiem.
- Skoro pan chce, proszę bardzo! Będę tłumaczyła krok po kroku co zrobić, więc niech pan się nie martwi! Jakby miał pan jakieś pytania, zawsze służę pomocą. - bardzo się ucieszyła na wieść, że Yoshirou nie ma najmniejszego problemu z poświęceniem odrobiny czasu na zrobienie słodyczy. Zazwyczaj wszystkim zajmowała się sama, więc była to dla niej miła odmiana. Skoro samodzielna praca dawała jej tyle radości, jak przyjemne musiało być pieczenie z kimś innym? Nie mogła się doczekać, żeby zobaczyć efekty tej współpracy. I miała nadzieję, że wszystko pójdzie jak najlepiej.
- Och, jasne! Ja nazywam się Sugiyama Mariko, znakami na japoński cedr, górę, jaśmin i dziecko! Ojej, obydwoje mamy takie roślinne imiona~ Chodźmy, chodźmy! - zaprowadziła go do kuchni. - Najpierw musimy zagotować wodę z masłem. Możesz to zrobić, Yoshirou-san? Garnki i rondelki powinny być tam. - powiedziała wskazując na jedną z niższych szafek. O dziwo panował w niej porządek, ale wyjmowanie naczyń było podobne do grania w Jengę z podpitą rodziną w święta.- Masło znajdziesz w lodówce... och, jakby zabrakło,to można użyć margaryny! Ale nie powinno być z tym problemu! Ja za chwilkę posprzątam i wrócę, żebyśmy zrobili ciasto, dobrze?- było widać, że jest skupiona, co było dla niej dość nietypowe. Jednak bez przerwy się uśmiechała, jak zwykle. W niesamowitym tempie zaczęła sprzątać miejsce pracy. Zdecydowanie miała w tym wprawę...i chyba robiła to na szybko.  Ale kto by się przejmował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 50
Join date : 15/01/2017
avatar
- Znam się! Dużo czytałem o symbolice kwiatów. To niesamowite, ile można powiedzieć przy pomocy roślin! No i wielu osobom to się podoba - dodał, szczerząc zęby. To prawda, że początkowo uczył się znaczenia roślin głównie by móc imponować swoim coraz to nowszym wybrankom, choć obecnie interesowało go tylko robienie wrażenie na tej jednej konkretnej osobie. - Ale nie znam takiego sposobu... chyba po prostu temat musi interesować! Ty z pewnością znasz wiele przepisów na pamięć, czyż nie? I o nie, siedzenie samemu cały dzień? - spytał ze zgrozą. Sam nie umiał wymyślić niczego równie okropnego. Bez ludzi nie miał nawet do kogo się odezwać! Cóż to za sposób spędzenia dnia w milczeniu? - A teraz coś pusto chyba, to dobrze, że chociaż teraz możemy porozmawiać! - odparł z szerokim uśmiechem.
Sam pajac był bardzo podekscytowany perspektywą robienia słodyczy. Jego całe doświadczenie w tym kończyło się na jednorazowym spopieleniu brei mającej być ciasteczkami, więc można uznać to za doświadczenie ujemne. Ale pod okiem tak uzdolnionej dziewczyny, która stworzyła cuda z wystawy, z pewnością wszystko musiało się udać. W końcu umiał wykonywać polecenia, czyż nie? Za to był ceniony w mafii, że choć z myśleniem miał kłopot, to umiał dobrze wykonać zadane polecenia.
- Mogę mówić ci Mari-chan? - spytał z nadzieją w oczach. Taki skrót z jakiegoś powodu bardzo pasował mu to młodej kobiety, której energiczność tylko pobudzała tę jego i ożywiała go niesamowicie. - Nie tylko roślinne, ale i rodzinne! Ja mam syna w imieniu, ty dziecko! - zauważył ze śmiechem. Cóż, było to często spotykane w tym kraju, ale jednak, może to przypadek, a może wcale nie!
Podążył za nią do kuchni, na jakimś stołku odstawiając swój płaszcz, uznając, że to nienajlepsze ubranie do pieczenia, a z pewnością nie najwygodniejsze. Sprawdzone, w poncho czy w kocu nie da się w kuchni żyć. Posłusznie zajrzał do wskazanej szafki i znalazł tam różnej wielkości i maści rondelki. Nie miał pojęcia, jak duży powinien wziąć, więc chwycił pierwszy lepszy, mniej więcej średniej wielkości. Ustawił go na ogniu, zaraz jednak natrafił na kolejną trudność - Mari nie powiedziała mu, w jakiej ilości zagrzać składniki. Z lodówki wyciągnął kostkę masła i przyglądał się jej chwilę, po której wzruszył ramionami. Jak nie powiedziała, znaczy nie miało to większego znaczenia, prawda? No bo inaczej z pewnością by go poinformowała! Następnie ową kostkę wrzucił do garnka - nawet pamiętał, by ją odwinąć z opakowania! - zalał ją wodą, dopełniając zupełnie naczynie, po czym postawił całość na kuchence. Odkręcił kurek i patrzył na rondel, jakby ten miał magicznie zacząć bulgotać wrzątkiem.
Coś jednak było ie w porządku. Do nozdrzy doszedł go nieprzyjemny zapach, który nie wiedział, skąd pochodził. Gdy zaś dotknął ostrożnie garnka, odkrył, że ten jest całkiem zimny. Zaskoczony pochylił się i zauważył, że ogień pod nim wcale się nie pali. Coś nie działało? No tak, to gaz tak śmierdział! A ten nawet go nie podpalił... jak niemądrze. Szybko wyciągnął zapałki z jednej ze swoich licznych kieszeni i podpalił jedną z nich, po czym zbliżył ją do garnka.
Nie próbujcie tego w domu. Wypuszczony już gaz zapłonął płomieniem, który co prawda momentalnie się wypalił, jednak błysk zrobił wcześniej spory. Pajac zaskoczony odskoczył odruchowo, wpadając przy tym na stertę metalowych misek ułożonych w wieżę, które z łoskotem potoczyły się po posadzce.
- Ojej... - wymknęło mu się, zaś kiedy dziewczyna wróciła, uśmiechnął się do niej, z dumą wskazując na garnek. - I co teraz, Mari-chan? - spytał, gotów wykonać każde jej polecenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cukiernik
Liczba postów : 9
Join date : 22/03/2017
Age : 20
avatar
- Tak, tak! Łatwo można kogoś oczarować mówiąc o takich rzeczach! To takie intrygujące... i sprawia się wrażenie tajemniczej osoby! - Mari nie miała zamiaru jednak nikogo czarować znajomością symboliki. Po prostu ją to zaciekawiło. - Och... Szkoda, naprawdę chciałam spróbować się czegoś nauczyć... Ale racja, jak coś kogoś interesuje, od razu jest łatwiej! Rzeczywiście znam masę przepisów na pamięć, to musi być to! I... tak, siedzenie samemu. Brzmi okropnie, prawda? Ale nie jest tak zbyt często, więc jest dobrze! - spróbowała pocieszyć jednocześnie Pajaca i samą siebie. Nieświadomie. - Jak jest tutaj tylko jedna osoba, zdecydowanie łatwiej się rozmawia! Ale lubię, gdy jest tu trochę więcej ludzi, to zawsze okazja do poznania kogoś ciekawego!
Uśmiechnęła się szeroko (Jeszcze szerzej? Jak te straszne klauny?) słysząc propozycję Yoshirou. Nie znała zbyt wielu osób, które skracały jej imię. Paru znajomych zza granicy, kilku ze szkoły... Dlatego nie mogła odmówić i pokiwała głową. - Och, rzeczywiście! Taka... roślinna rodzina! A może rodzinna roślina?- zaczęła się zastanawiać, tworząc w głowie coraz to dziwniejsze pomysły na temat ich imion.
Spokojnie wszystko sprzątała, wyjęła z małej szafki swój fartuszek, po czym zaczęła szukać jeszcze jednego, który miała w zapasie. Był schowany między toną różnych ścierek, więc ciężko było do niego dotrzeć. Nie wiedziała, że podczas gdy ona siłuje się z zapasowym fartuszkiem, jej nowy znajomy był na dobrej drodze, żeby spalić jej kuchnię. Nawet gdy usłyszała dziwny hałas, który każdego by zaalarmował nie zareagowała. Myślała, że Pajac wie, co ma robić. Nie wpadła na to, że popełniła błąd nie mówiąc mu dokładnie, w jakich ilościach powinien użyć wody i masła. Musiała usłyszeć, że spadają garnki, żeby w ogóle się odwrócić i zobaczyć, co się dzieje. W momencie, w którym każdy strzeliłby solidnego facepalma, ona się roześmiała. Nie była nawet zła, po prostu podeszła do Yoshirou i pokręciła lekko głową.
- Ojej, co tu się stało?- zerknęła do garnka, później na osobę, która wprowadziła do jej kuchni nieco zabawy (przynajmniej według niej), znów do garnka i znów na niego. - Nie tak, Yoshirou-san! Powinno być zdecydowanie mniej wody i o połowę mniej masła! I mówiłam o rondelku, prawda? Och, rzeczywiście jesteś nieporadny! Ułóż miski, a ja ci wytłumaczę, jak powinieneś to zrobić, dobrze? W końcu chcę też cię czegoś nauczyć! - powiedziała, po czym pozbyła się zawartości garnka, wyjęła kolejną kostkę masła, szklankę i znów postawiła garnek na kuchence. Postanowiła w końcu użyć tego samego naczynia, nie chcąc marnować wody na mycie dodatkowego garnka. - Najpierw trzeba wrzucić pół kostki masła, potem zalać je szklanką wody. Nie tak dużo, jak ty użyłeś! Zapamiętasz? Teraz włączamy gaz i czekamy, aż masło się rozpuści. Tylko trzeb uważać, żeby się nie przypaliło! Przypalone masło jest okropne! - robiła dokładnie to, co mówiła, od czasu do czasu patrząc na Yoshirou, jakby chciała się upewnić, że jej słucha. - Teraz trzeba będzie wsypać tu szklankę mąki. Pomożesz mi z tym, Yoshirou-san? Ja powinnam to mieszać, za chwilkę zrobi się z tego ciasto!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 50
Join date : 15/01/2017
avatar
Yoshirou energicznie potakiwał słowom Mari. Faktycznie, siedzenie samemu brzmiało jak najgorsza rzecz świata. Dobrze chociaż, że nie zdarzało się często. Zresztą mógł temu starać się zaradzić, częściej odwiedzając teraz młodą sprzedawczynię! Jeśli jej wypieki smakowały tak jak wyglądały, to zdecydowanie warto, a przy okazji mogliby porozmawiać dłużej, a poznawanie nowych ludzi to było coś, co zawsze wprawiało pajaca w dobry nastrój.
Teraz jednak czekało go coś zupełnie nowego - pieczenie! Dawno nie miał okazji próbować nic nowego - pracował jak zwykle, nie uczył się nowych sztuczek od jakiegoś czasu, choć po namyśle z pewnością musiał wrócić do wyszukiwania czegoś nowego i opanowania tego! Zresztą nie mógł też zaniedbywać swoich zdolności akrobatycznych, w końcu każda niećwiczona zdolność zanika, a choć kondycję ćwiczył w czasie pracy i czasem po niej, to stricte akrobacji cyrkowych nie miał okazji robić przez brak sprzętu takiego jak trapezy czy równoważnia. Ale najwyższa pora na nie odłożyć i kupić! A może były w Jokohamie miejsca, gdzie mógłby wrócić do ćwiczeń? Z pewnością wypadałoby takich poszukać.
Wrócił myślami chociaż częściowo do tego co robił, a robił to, że właśnie psuł kuchnię, składniki i przyszłe ptysie, o tym ostatnim nawet niezbyt wiedząc. Czekał na Mari, by dostać dalsze instrukcje, zaś gdy ta faktycznie wróciła, jedynie słuchał jej z zaskoczoną miną. A więc jednak ilości miały znaczenie!
- Ojej, przepraszam, Mari-chan! Nie chciałem zepsuć.... - odparł ze skruszoną miną, która jednak zaraz rozwiała się, gdy okazało się, że dziewczyna wcale nie była zła za zmarnowanie jej składników. Posłusznie ustawił miski z powrotem w jako taką stertę, która się nie wywracała - przynajmniej, póki pewne błazny na nią nie wpadły - po czym zaczął szukać mąki, o którą prosiła go właścicielka. Na szczęście tej było pod dostatkiem wszędzie i akurat ją Yoshirou umiał poznać - w końcu kto nie bawił się niegdyś robiąc w powietrzu mączną mgiełkę i ją zapalając? Fujimoto nieraz później wykorzystywał ten trick w różnych sztuczkach i trickach nawet w czasie walki. Mąka więc nie była mu obca, kubki też umiał poznać, a choć odmierzanie mogło nieco wymknąć się spod kontroli, bo nieco białego proszku wylądowała na ziemi, to jednak zasadniczo mógł uznać to za sukces.
Wykonywał kolejne instrukcje dziewczyny, zagadując ją w międzyczasie i opowiadając najróżniejsze historyjki - czy to z pracy cyrkowca, czy ze swojego codziennego życia i występowania na ulicach. Omijał jednak tematy mafii - nie był głupi i wiedział, co trzeba zachować w sekrecie!
W końcu jednak słodkości wylądowały w piekarniku, a Yoshirou z dumą się im przyglądał. Co prawda wiedział, że większość pracy wykonała Mariko, ale w końcu pomagał, prawda? Się trochę liczyło!
- To chyba pierwszy raz, jak coś jadalnego wychodzi! Nawet nie wiesz, jak jestem ci wdzięczy, Mari-chan. Może kiedyś spróbuję zrobić takie samodzielnie w domu? Och, przyniósłbym ci jakieś do spróbowania i ocenienia ich przez profesjonalistę! Co ty na to, mogłabyś ich spróbować? - spytał z nadzieją, patrząc na nią. - I chyba trzeba jeszcze zrobić krem prawda? Ptysie zwykle są z kremem! I muszę przyznać, że bardzo go lubię, jak w ogóle te słodycze! - przyznał zadowolony.

Wybacz skipowanie, ale nie chciałam przeciągać gotowania o wszystkie instrukcje i tak dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Cukiernia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Cukiernia w Hogsmeade
» Cukiernia "Candy Crush"
» Cukiernia u Aiko
» Cukiernia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Nishi-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.