Share | 
 

 Ulice

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 2 1, 2  Next
Strateg Agencji
Liczba postów : 208
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Czyste i zadbane ulice tworzące sieć w Nishi. Przy nich można znaleźć masę sklepów, stoisk z sushi, crêpe, takoyaki i innymi przysmakami, ale również sklepami konbini i nie tylko.


Dazai wysłuchał uważnie słów mężczyzny, przyjął wizytówkę i skinął głową w podzięce, zaraz też akceptując propozycję kelnera, by razem się przejść. Czekając na rudzielca, pozwolił sobie na chwilę namysłu. Coś nie dawało mu spokoju. Imię mężczyzny, do którego głos miał mieć podobny Osamu, coś mu mówiło, ale nie mógł sobie przypomnieć, gdzie je usłyszał. Aż nagle, gdy jego towarzysz wyszedł już przebrany i gotów do powrotu do domu, wspomnienie spadło na niego jak z jasnego nieba. To od Chuuyi słyszał owo imię! Od czasu hanami często się z nim kontaktował, czy to dzwoniąc, czy spotykając się w ustronnych miejscach, jak i pomieszkiwał u niego na kilka dni. W tym czasie wciąż starał się wyszukać coś, co pomogłoby jego partnerowi udowodnić, że oskarżenie go o zdradę jest bezpodstawne. To wtedy mężczyzna wspominał o uczestniku walki z intruzami, który właśnie nazywał się Yoshirou.
Rzecz jasna mógł to być zbieg okoliczności. Ale czy Chuuya nie mówił również czegoś o podobnym głosie? Jeśli przeświadczenie go nie myliło, ów niepozorny rudzielec miał kontakty z mafią, a w każdym razie z jednym z członków Jaszczurki. Nie miał jeszcze pewności, ale z pewnością było to warte uwagi i miał zamiar się tym zainteresować.
Dlatego szedł z pogodną minął obok kelnera, zastanawiając się, jak go rozgryźć. Musiał jakoś potwierdzić swoje hipotezy. Zwłaszcza że mogłoby to pomóc Chuuyi, gdyby mógł jakoś przepytać tę osobę. Miał wrażenie, że próby prowokacji mogą coś zdziałać, zostawiało więc jedynie spróbować.
- Można zostawić to "panowanie", w końcu nie jesteśmy już w oficjalnej sytuacji! Ty znasz moje imię... mogę poznać twoje? - spytał z uśmiechem. - I owszem, pracuję i mieszkam! Nie chciałem daleko dojeżdżać, więc znalazłem coś stosunkowo blisko. A pracuję w Zbrojnej Agencji Detektywistycznej. Słyszałeś o niej może? - zainteresował się uprzejmie, wpatrując się w jego twarz ukradkiem. - Ty pewnie masz dalej to pracy, prawda? To musi byćmęczące, codziennie tyle jeździć~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 128
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
- Ach? Jasne... - "Jest zbyt bezpośredni, o nie. Czemu ludzie to robią? Nie jest przyjemniej, jak okazuje się drugiemu człowiekowi szacunek? Luźne kontakty są niepokojące...", nieznacznie wzdrygnął się, jednak nie wiedział, czy na pewno odczuwa to w ten sposób. Tak naprawdę po prostu nieco się wstydził takiego nagłego przejścia na nieoficjalny ton. 
- Nazywam się Wasin Aleksandr, no ale na "miło mi cię poznać" chyba trochę za późno. - Rzucił, wzruszając ramionami i wsuwając dłonie do kieszeni. Ot, odruch; nie potrafił się poczuć swobodniej ani skupić się na niczym, o ile nie miał czymś zajętych rąk. Posłał mu na równi zakłopotany i lekko rozbawiony uśmiech. - Tylko... przyzwyczajenie, nie lubię jak mi się mówi po nazwisku, więc... Nie traktuj tego jako nadmierne spoufalanie, ale możesz nazywać mnie imieniem. I skracać je. - W jego oczach pojawiło się jeszcze większe zakłopotanie, które starał się ukryć poprzez wyciągnięcie z kieszeni telefonu i zerknięciu na ekran. "Jasne, to wcale nie wygląda, jakbyś się wstydził", własny głos Alka w jego głowie mruknął to z pewnym przekąsem. Nigdy nie przestanie sobie samemu dogryzać. 
"O chuj."

- W tej Agencji? - Uniósł brwi, zerkając na mężczyznę. Nie mógł przecież wytropić Rosjanina i napastować go w pracy przez powiązania z Mafią. Przecież rudy się skutecznie krył, to niemożliwe. "To trzeba wybadać...", uznał, zaraz myśląc też, że powinien udawać entuzjazm. Na jego twarzy jednak wykwitł lekki róż, a dłonie zaczęły lekko drżeć. Jeśli Dazai był spostrzegawczy, to na pewno dostrzegł podenerwowanie Aleksandra i on sam doskonale to wiedział. Nie był najlepszy w kryciu negatywnych odczuć. 
- A? Ja? Nie... Nie jest tak źle. Przynajmniej mam co ze sobą zrobić i bardziej doceniam każde wolne. - "to jest każde wolne, w które mogę spędzać czas z Yoshirou..." - ... Więc nie jest najgorzej. A dzięki korepetycjom łatwiej jest mi wiązać koniec z końcem. Niby mam certyfikat baristy i takie tam, ale jednak za taki zawód to się psie pieniądze zarabia. - "Porównując z zawodem przemytnika..." - ... Ale nie ma co gadać o pracy, a? - Uśmiechnął się, znowu wychwytując jego spojrzenie własnym. "O tak, pokaż, jaki jesteś pewny siebie. Tylko co z jego oczami..." 
- A ty, Dazai-kun? Z kimś szczególnym masz zamiar do nas wpaść? - Zawiesił na dłuższą chwilę faktycznie wzrok na jego ciemnych oczach o wyrazie, który tylko na pierwszy rzut oka wydawał się pogodny. "Chyba znam to zbyt dobrze... Albo coś się niedawno stało, albo cierpi w środku." - Bo wiesz, mogę coś ciekawszego przygotować, jak chcesz podbić czyjeś serce. A przynajmniej udawajmy, że mogę, ha. Chęci mam dobre. - Uniósł brew i wzruszył ramionami. 
"A tak naprawdę jestem kartoflem emocjonalnym."

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 208
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Uniósł brwi i pokiwał głową, nadal się uśmiechając, gdy jego słowa tylko poparły podejrzenie Osamu, że rozmówca jest obcokrajowcem. Jeśli się nie mylił, jego imię i nazwisko brzmiały na rosyjskie, a tym krajem Dazai interesował się na tyle, by wiedzieć coś o narodzie, z którego wywodził się jego wróg. Ale wiedział, że tam, jak w większości państw zachodnich, rzadko używano nazwisk przy bezpośrednim zwracaniu się do kogoś.
- Skracać... do Alka? - upewnił się pogodnie. On sam czuł się mocno niepewnie w prywatnych sytuacjach, ale w końcu to był obcy, nie znał go, nie musiał znać, zostawało więc wciąż przyoblekać swoją zwykła maskę i wszystko powinno być dobrze.
- Owszem, w tej właśnie - potaknął z uśmiechem, uważnie obserwując ukradkiem Aleksandra. Nie umknęły jego uwagi oznaki zdenerwowania, zwłaszcza lekko zarumienione policzki były nie do przegapienia. Czyli jednak trafił, był tego prawie pewny. Teraz pytanie, co powinien z tym zrobić. Przydałoby się jeszcze określić, jakie relacje miał mężczyzna stojący przed nim ze świadkiem kradzieży informacji. Potrzebował tego, by pomóc jakoś Chuuyi... nie miał w tym względzie skrupułów, ten był dla niego najważniejszy, a Osamu zrobiłby wszystko, by tamtemu ulżyć.
- No faktyczni, nie ma co rozmawiać o pracy. Choć przyznam, że czasem chciałbym tak pracować. Spokojnie, bez niespodzianek, bezpieczna robota, gdzie nie trzeba się martwić o własne zdrowie... - Westchnął lekko, zaraz jednak uśmiechnął się znów. - No ale nie ma co płakać, każdy sam sobie pracę wybiera. I każda ma swoje pozytywy.
Wciąż wahał się, czy uderzyć bezpośrednio, czy zasiać ziarno niepewności i później je wykorzystać, gdy usłyszał kolejne pytanie. Nie odpowiedział od razu, skierowując myśli na ten temat. Powiedzieć prawdę, czy też nie? Związek z innym mężczyzną był czymś, co nie każdy akceptował, ale z drugiej strony wątpił, by ten otwarcie okazywał niechęć, a jak inaczej na to spojrzeć, jest duża szansa, że Aleksandr będzie pracował w tym czasie, skoro zaoferował się do przyszykowania czegoś. Zawsze mógł udawać, że to wyłącznie spotkanie biznesowe, jednak charakter lokalu raczej sprawiał, że takie kłamstwo byłoby zbyt oczywiste. Cóż, zostawało zobaczyć, jak ten zareaguje.
- Owszem, z kimś szczególnym~ Chcę zabrać partnera na miły wieczór. W podzięce i by spędzić z nim czas. Coś szczególnego, co takiego? Rzecz jasna nie jestem darmozjadem, co za darmo oczekuje specjalnego traktowania! Ale chciałbym mu zrobić niespodziankę. - Patrzył na niego z zaciekawieniem, jednak na raz nieco niepokoił się tym, jak ten mu się przyglądał, choć starał się tego po sobie nie pokazać. Te oczy były zbyt bystre i przenikliwe, dawno już takich nie widział. Przez to nieco się denerwował, nawet jak starał się to ukryć. Mało co przerażało go tak, jak rozgryzienie go, zwłaszcza jeśli była to osoba, którą dopiero spotkał. Jedynie przed Chuuyą udało mu się otworzyć, ale w końcu był to jego wieloletni partner. To było jednak coś innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 128
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
- Uh-huh. Niby oficjalne, rosyjskie zdrobnienia są inne, a to podobno jest chociażby... chyba polskie? Ale podoba mi się tak, jak jest. I zdecydowanie bardziej kojarzy się z moim pełnym imieniem aniżeli na przykład Sasza. No ale... nie przynudzam już o tym. - "Bo nie jestem na tyle ciekawy, żeby o mnie gadać. No zobacz, jestem zwykłym Rosjaninem i zarabiam normalnie. Nie wiem nic o Mafii.", westchnął cicho i uśmiechnął się w prawie niewinny i prawie pogodny sposób. "Aleś ty fałszywy." ... I zadrżał nieznacznie przez własną uwagę, która rozległa się w jego głowie. Nie lubił kłamać, ale przemilczenie prawdy w rozmowie z kimś, do kogo nawet nie był przywiązany, to coś złego? Skinął głową na słowa o Agencji. Słowa, które sprawiały, że Alek czuł się jak zając, który przeczuwa, że zaraz spadnie na niego atak z powietrza ze strony jakiegoś ptaka drapieżnego.
I to bynajmniej przyjemne nie było. 
- A mnie w zasadzie ciekawi, jak to jest pracować... Jak ty. Nie miałem nigdy broni w rękach, a i Zdolności nie mam, więc raczej tego nie doświadczę. Cenię spokój, ale przygody rodem z książek... - O tym samym zresztą myślał podczas spotkań z Yoshirou, jednak tak naprawdę cholernie bał się wprowadzania do swojego życia czegokolwiek poza bezpieczną rutyną. Może i było nudne, ale mężczyzna należał do osób, które wolały czuć stabilny grunt pod nogami. Nie wspominając nawet o jego sprawności fizycznej, która pozostawiała zdecydowanie wiele do życzenia i nie pozwoliłaby mu na wykonywanie dla żadnej grupy większych prac. 
Och, czyli prawdopodobnie przychodzi z mężczyzną. Ciekawie. Alek jedynie lekko uniósł brwi, odnotowując w głowie, że Dazai nie wykręcał się niczym i po prostu bezpośrednio odpowiedział na pytanie. Skinął lekko głową. Pod kobietę byłoby łatwiej coś dopasować, szczególnie w takim miejscu jak kocia kawiarnia. 
- Jeśli ta osoba lubi koty, to mogę ci spisać, które koty lubią najbardziej jakie przysmaki. Po dopłaceniu się je dostaje. Niby te bestie nie mają zmysłu smaku, ale chrupki ukochane to już sobie upatrzyły. Mogę zrobić kawę z pianką w jakimś wskazanym przez ciebie kształcie. Bo zwykle robię po prostu koty wystawiające łapkę z kubka. Mogę do niego coś dodać, zrobić coś totalnie innego. Nie chwaląc się, umiem robić takie rzeczy dość dobrze. Mogę postarać się o zamówienie konkretnego rodzaju kawy czy ciasta. Albo upewnić się, że w czymś nie będzie danego składnika. Tudzież na odwrót. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. - I choć podczas chodzenia wyglądało to dość fikuśnie, zwłaszcza z plecakiem, Aleksandr ukłonił się lekko, skinąwszy przy tym kapeluszem. "No, no. Jaki śmiały. Może nauczysz się jeszcze robić zakupy, mówiąc do kasjerki coś poza dziwnymi pomrukami?"... I momentalnie, przez samogaszenie się, zacisnął usta. 
- Jedynie musiałbyś mi dać jakieś wskazówki na prywatny numer. Albo na jakiś komunikator. Po prostu jest bardziej pewne, że tego nie zgubię. - "Kierowca autobusu wstał i zaczął klaskać, widząc śmiałego Alka!". Czy chęć kłócenia się z samym sobą to już schizofrenia? Tak czy inaczej, zaraz jednak znowu spojrzał czujnie na Dazaia. I oczywiście na jego oczy. Widział, że ten robi właściwie to samo, przez co sytuacja przypominała trochę pojedynek. 
- Martwisz się, że coś nie pójdzie jak należy? Chcesz się postarać? Odwdzięczyć? Wygląda na to, że bardzo go kochasz. Szczęściarz. - Zaczynając tę wypowiedź, Alek odwrócił twarz od Dazaia i po prostu patrzył się w przestrzeń przed sobą. Uśmiechał się. Był to jednak uśmiech tego samego typu, co wyszczerzone zęby psa, który coś zbroił i się tego wstydzi.

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 208
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
- Bronią to głównie wymachuje mój... współpracownik - westchnął głośno, naraz zastanawiając się, że nagle ma problem z nazwaniem Kunikidy "partnerem". Teraz to słowo znaczyło dla niego dużo więcej i było przeznaczone dla Chuuyi, nawet jeśli nie mogli już razem pracować poza wypadkami takimi jak atak Gildii na Jokohamę. - Choć te przygody są dość przesadzone... od czasu do czasu zdarza się coś niezwykłego, ale zdziwiłbyś się, ile w tym wszystkim papierkowej, nudnej roboty. Zresztą cóż za zabawa, biegać z bronią... jedyne co z tego może ciekawego wyniknąć, to jak ktoś cię postrzeli i umrzesz~ - odparł radośnie, odwracając uśmiechniętą twarz w stronę słońca.
Zaraz jednak zreflektował się i zaczął myśleć intensywniej. Jeśli Aleksandr pracował dla mafii, prawdopodobnie znał twarz Chuuyi. Jeśli tak, pójście do jego kawiarni, otwarcie przyznając się do bliższych relacji z jedną z najwyżej postawionych osób w organizacji byłoby źródłem kłopotów. Nie dla samego Osamu, ale zdecydowanie dla Nakahary. W końcu Rosjanin mógłby donieść innym, że ten spotyka się ze zdrajcą. A zważywszy na okoliczności, kiedy rudzielec wciąż był podejrzany o wykradzenie informacji... Nie miał zamiaru do tego dopuścić. Żałował, że tak to się potoczyło, ale nie chciał wystawiać Chuuyi na niebezpieczeństwo, by spotkać się z nim w kawiarni. Przynajmniej zorientował się, kto w niej pracuje, nim go tam przyprowadził.
Tym bardziej przykro było mu słuchać, jak mężczyzna proponuje coraz to różniejsze udogodnienia i atrakcje. Mógł podejrzewać, że ten po usłyszeniu, że Dazai jest z Agencji, po prostu chce zdobyć informacje o obiekcie jego zainteresowań, ale Osamu umiał oceniać ludzi i widział wiele w nich, a z tego co się orientował po wyrazie jego oczu, temu zależało na kliencie i na tym, by go obsłużyć dobrze. Uśmiechał się do niego i potakiwał, słuchając jego wywodu, ale wewnątrz czuł nieprzyjemne uciski żołądka. Zwłaszcza że, jak zauważył, Alkowi najwidoczniej nie przeszkadzało, że nie miał zamiaru przyjść z jakąś kobietą. Nawet mimo przywyknięcia do kłamania i zwodzenia wszystkich, czuł się z tym nieswojo, ale nie chciał pozwolić, by przez to jego maska pękła, przez osobę, którą dopiero co poznał. Dlatego pokiwał entuzjastycznie głową i wyciągnął telefon.
- Brzmi wspaniale! I chętnie skorzystam z okazji, tylko potrzebuję nieco czasu do namysłu. Ale jak pozwolisz, zapiszę numer i dam znać gdy tylko będę czegoś pewien. - Jak ten podał mu numer, zaraz go spisał i puścił sygnał, by i Aleksandr mógł zapisać ten jego. Nie martwił się zbytnio ujawnianiem go - w końcu masa ludzi miała jego numer, również w mafii, a po prawdzie niewiele to dawało.
- W sumie odwdzięczyć za spotkanie, które on przygotował niedawno... ale i zaskoczyć. Czymś pozytywnym, jak raz! - dodał z uśmiechem, przyglądając mu się. Miał wrażenie, że tego coś trapi, a niewątpliwie coś ukrywał, średnio umiejętnie to kryjąc. Myślał, że ma to coś wspólnego z mafią, ale czy teraz, po zejściu na tematy osobiste, również powinno to być równie widoczne?
- A ty, Alku? Masz może kogoś specjalnego, jeśli mogę spytać? - zagadnął z lekkim uśmiechem, zerkając na niego z boku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 128
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
- No, w sumie to chyba większość Agencji ma jakieś Zdolności z tego co wiem. Znaczy tak słyszałem, podobnie w kwestii Mafii Portowej... Zakładam, że nawet, jak już dochodzi do walk, to bardziej na tym polegacie. - Wzruszył ramionami. Starał się nie brzmieć tak, jak osoba, która jest jako tako obeznana z półświatkiem przestępczym. "Jestem niewinnym, zwykłym człowiekiem, widzisz?", pomyślał, patrząc na niego ukradkiem. Otworzył oczy nieco szerzej na wieść o śmierci i na radość, z jaką Dazai opowiadał o kresie życia ludzkiego. Zastanawiał się, czy mężczyzna obawia się śmierci i kryje lęk za żartobliwym tonem, czy też, co było zdecydowanie mroczniejszą wersją, pragnął własnej śmierci. Spochmurniał nieznacznie, wspominając czasy, gdy czuł to, co zakładała opcja numer dwa, jednak zaraz postarał się to od siebie odegnać. 
"Masz po co żyć. Dazai też znajdzie powód." 
I owszem, przeszkadzało mu, że rozmówca teoretycznie stoi po przeciwnej stronie barykady, ale właśnie z tego powodu chciał po prostu zmienić temat i odejść od mafijno-agencyjnych relacji jak najdalej. Już dawno obiecał sobie, że życie zawodowe nie będzie mu mieszało w życiu osobistym i miał zamiar utrzymać następujący stan rzeczy bez względu na wszystko. Jego związek z Mafią był niewielki, nie bywał w ich siedzibie zbyt często, a i handlował z nimi tylko, gdy tego potrzebowali, więc nie widział powodu, by donosić na pojawienie się ich domniemanego wroga w kawiarni. Nie chciał nawet myśleć o tym, jak ów lokal wyglądałby po wizycie Mafiozów i ile miałby sprzątania... Nie mówiąc już nawet o wyrzutach sumienia wywołanych krzywdą ludzi i zwierząt. 
- A, tak, jasne. - Wyciągnął telefon i odnalazł w kontaktach swój numer i maila, zaraz przedyktował je mężczyźnie i gdy tylko poczuł, że urządzenie wibruje, spojrzał na ekran i odrzucił połączenie, po czym zapisał numer... Tylko był jeden problem. Jakich znaków powinien użyć? Spojrzał na Dazaia z miną mówiącą "co ja tu robię, pomocy" i zaraz wpisał pierwsze, co wpadło mu do głowy - "szczeniaczek", bowiem właśnie z psimi dzieciątkami kojarzyły się mu oczy mężczyzny. 
I w zasadzie potwierdziło się, że ów planuje przyjść z drugim przedstawicielem tej samej płci, ale... Dlaczego Alka miałoby to ruszyć? Mimowolnie jedynie zauważył, że jest między nimi kolejne podobieństwo. Oj, rudy, gdybyś wiedział, ile cech wspólnych mają pajac i wybranek Dazaia; rudy, z Mafii, znacznie śmielszy niż swój kochanek, bardziej skupiający się na sile fizycznej niż planowaniu. Co za gorzko-słodka ironia. 
Chęć zaskoczenia czymś pozytywnym chociaż raz brzmiała zdecydowanie znajomo. Dziwił się, że Yoshirou, po poznaniu się na Alku, wciąż go nie zostawił. Tak samo po zamieszkaniu razem na stałe. Czemu się nie zniechęcił? Rosjanin spojrzał znowu na Dazaia, bardzo walcząc ze sobą; to, czego się w tej chwili wstydził, to własna bezpośredniość i coś, co mogło się wydawać desperacką próbą znalezienia kogoś, kto był do niego podobny. Przecież zawsze lepiej cierpiało się razem. 
- Ja? - "O nie, nie. Nie pytaj o mnie. Nie jestem ciekawy. Mam ci posłużyć za namiastkę normalności? Zanudzisz się na śmierć." - ... Mam. - Skinął głową po chwili wahania... Po której też znowu się znacznie zawahał, ale zaraz posłał Dazaiowi łagodny uśmiech. 
- To właśnie z nim cię pomyliłem dzisiaj. Brzmicie zupełnie tak samo. - "Kocham twój głos, szczeniaczku." - Będzie rozbawiony jak mu o tym powiem. Zresztą jest jeden sklepikarz, który też brzmi identycznie. Mam do was jakiegoś pecha. Albo życie z byłym cyrkowcem doprowadza mnie do szaleństwa. - Wzruszył ramionami, cały czas mówiąc głosem rozbawionym, a na koniec dodając ni to ironiczne ni to radosne prychnięcie. - I mogę mieć do ciebie prośbę? 

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 208
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
- U nas to prawda, właściwie tylko pracownice od papierkowej roboty nie mają Zdolności. - Nie wspominał o przypadku Ranpo, w końcu ten sam uważał, że jest jednym z Obdarzonych, nawet jeśli nie było to prawdą. No i Osamu miał świadomość, że Agencja początkowo powstała właśnie dla niego. - Za to w mafii Zdolności mają głównie ci wyżej postawienia, a duża część jest zwykłymi ludźmi... na przykład ich bojówka składa się głównie z osób bez Zdolności. - Jeśli jego podejrzenia były słuszne, to Aleksandr już o tym wiedział, ale w końcu Dazai nie chciał dać po sobie niczego poznać. Rozmawiał z baristą, jak ten mu powiedział, obserwacje i przemyślenia zachowywał dla siebie.
Jednak coś go zaskoczyło w tej rozmowie. Wzrok mężczyzny po jego wzmiance o śmierci był zaskoczony, ale czy nie widział tam też zrozumienia? To było coś niespotykanego, choć może tylko sobie dopowiadał, zaniepokojony przenikliwością jego spojrzenia. Ale to tylko podsycało jego ciekawość i mimowolnie stawiał sobie wyzwanie, by poznać lepiej Alka, co było sporym wyzwaniem. W końcu nic o nim nie wiedział, a coś mu mówiło, że może warto. Zapisał sobie jego numer i zaraz chowając telefon z powrotem do kieszeni, mimowolnie zastanawiając się, jak będzie mógł go użyć, choć to rzecz jasna zależało od dalszego przebiegu rozmowy. Naprawdę miał nadzieję zabrać Chuuyę do tamtej kawiarni, ale póki co nadal uważał to za ryzyko. Cóż, przynajmniej rozmowa z baristą była bezpieczna, no i choć z pozoru zwyczajna, to przez lawirowanie między tematami ciekawa.
Gdyby wiedział, jakimi torami idą myśli Alka, z pewnością mógłby się w dużej mierze z nimi utożsamić. Po tym wszystkim, co zrobił, wciąż nie mógł pojąć, jakim cudem Chuuya przy nim trwał, jak mocna i ślepe było jego uczucie do Osamu, że przymknął oko na tyle bólu przez niego żadnego. Jednak tych myśli nie znał, wbrew opinii niektórych osób wcale nie umiał rozgryźć każdego człowieka po chwili rozmowy, ba, ludzie byli dla niego bardzo skomplikowani i często niezrozumiali.
Zaraz jednak uśmiechnął się szerzej na jego słowa, nawet ów uśmiech był bardziej szczery niż jeszcze chwilę temu. A więc i Alek był z mężczyzną, i to z nikim innym, jak owym świadkiem kradzieży! I choć jego część cieszyła się z tego, jak szczęśliwy zdawał się być rudzielec, co widział po jego twarzy - w końcu pragnął dla ludzi dobrze, a znalezienie sobie kogoś ważnego z pewnością było czymś dobrym - to nie mógł nie zauważyć, że tworzy to zupełnie nowe możliwości, jeśli chodzi o dotarcie do członka bojówki. Dotąd uważał, że Aleksandr zna go bardziej oficjalnie, nie prywatnie, a tu proszę. Może mógłby nawiązać z baristą lepsze relacje, by świadek chętniej dzielił się informacjami, mógłby zdobyć ich zaufanie... opcji było wiele. Również mniej przyjemne, ale te Dazai zostawił jako ostateczność. Chuuya był dla niego na pierwszym miejscu, ale wcale nie chciał źle dla swojego obecnego towarzysza w drodze, wręcz przeciwnie.
- Oho, były cyrkowiec? Musisz mieć z nim wesoło, robił jakieś sztuczki czy coś w tym stylu? W sumie nigdy nie miałem okazji spotkać cyrkowca! Może mógłbyś mi go kiedyś przedstawić? - spytał z niewinnym zainteresowaniem. Cyrkowiec w Jaszczurce był dość specyficznym nabytkiem, ale Chuuya wspominał, że sam go wciągnął dawno temu do mafii, a Osamu ufał jego osądowi. Wiedział, że słabi tam nie pociągną długo, w końcu kiedy on sam dał się złapać Kyouce do niewoli, kapelusznik jasno powiedział, że gdyby Dazai był niekompetentny, i on zostałby zabity. Nie żeby to oznaczało, że nie dbał o poddanych - ba, sam nie chciał tego człowieka narażać, wiedząc, że dla mafii jest pionkiem. To był zwyczajny realizm i świadomość, że słabi nie wytrwają w podziemiu. Nie wiedział, jakiego typu osobą jest ów cyrkowiec, ale mógł się o tym przekonać tylko w jeden sposób.
- I pewnie, że możesz! Co takiego? - spytał zaintrygowany. Prośbę? Czegóż mógł od niego chcieć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 128
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
W sumie dość logiczny był fakt, że Agencja zostawiała papierki osobom nie posiadającym Zdolności. Byłoby głupio, gdyby potencjał się marnował, podobnie zresztą miała się kwestia zmęczenia. Sam wiedział, jak bardzo męczące potrafi być siedzenie nad takimi rzeczami, a i pewnie niektóre moce potrafiły dokopać same w sobie. Pamiętał, że wiele z nich miało dość widoczne skutki uboczne zbyt długiego użytkowania, ale nie znał żadnych większych szczegółów. Zresztą to była kolejna dość logiczna rzecz w rozmyślaniach o Obdarzonych. Na słowa o Mafii ponownie skinął głową; bojówka była od brudnej roboty i wiedział o tym doskonale, jednak z wiadomych względów postanowił przemilczeć temat i go nie poruszać. Nie pozwoli Dazaiowi zapędzić się w kozi róg.
"Zamiast tego porozmawiaj ze mną o kotkach."
Albo o pajacach. Alek cieszył się po trochu za każdym razem, gdy myślał o Yoshirou, o niezwykłym mężczyźnie, który w tak niezwykle pozytywny sposób wywrócił jego życie zupełnie do góry nogami. Serce przyspieszyło swój rytm, a policzki delikatnie go szczypały od lekkiego różu, który się na nich pojawił. Na moment od treści rozmowy i rozmyślań dotyczących zachowania ostrożności odbiegł do myśli, że jest już z mężczyzną prawie rok. Alek był niby młody, ale swoje lata już miał, więc trochę wstyd jest przyznawać, że to był jego najdłuższy związek. Nigdy nie był w nich najlepszy. Nigdy nie był w żadnym z powodu szczerej miłości. Teraz jednak musiał się skupić na Osamu.
- Prze-przedstawić? - Gdyby akurat stali, byłoby widać, jak Aleksandr drgnął, jednakże ruch ten został zamaskowany przez powolny chód mężczyzny. Przynajmniej po części. Uniósł natomiast brwi, przyglądając się drugiemu tak, jakby nie był pewien, czy się nie przesłyszał.
- No... Jasne, czemu nie, tak w sumie. - "Bo twój kochaś jest w Mafii?" -
Tylko... - "Oho, ktoś się czerwieni." - Jest głośny. Hałaśliwy. Wszędzie go pełno i potrzebuje atencji całodobowo. Jest jak wielki, rudy szczeniak, który od czasu do czasu się maluje i zaczepia ludzi na ulicach. I podobnie się cieszy jak wracam do domu. - "Nie tylko on. Ty też." - Tak na wszelki wypadek mówię. Bo nie każdy lubi takie zachowania. - "Dłuższy czas mi to dokuczało, a chyba mamy trochę wspólnego, Dazai..." - A co do prośby... - Podrapał się po policzku i znowu wyciągnął telefon w nerwowym odruchu, chcąc ukryć zakłopotanie. Dopiero po chwili znowu zerknął na Osamu i wziął głęboki oddech. Poczuł się tak, jakby spadał z wysokości, czemu towarzyszyło niemalże podskoczenie serca pod gardło, nieprzyjemny ucisk w brzuchu i poczucie, że ma nogi jak z waty.
- Mam nadzieję, że nie nie weźmiesz mnie za wariata i nie usuniesz mojego numeru, ale... Proszę, nie poddawaj się w niczym i staraj się nie czuć niechęci do siebie. Ignoruj to uczucie. Zwracaj uwagę na radość innych i staraj się być powodem do uśmiechu. I.. I wybacz, że gadam głupoty, ja już może pójdę, pewnie masz dużo pracy. - Decyzji podzielenia się z nim takimi słowami od razu pożałował. No, ale raz kozie śmierć.

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 208
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Dazaiowi nie umknął fakt, że Aleksandr niechętny był do kontynuacji rozmowy o mafii. Nie żeby go to dziwiło, zresztą sam nie zamierzał naciskać - nie potrzebował jego wyznania ani niczego takiego. Ba, lepiej, jeśli ten nie będzie świadomy, bądź przynajmniej pewny, że Osamu wiedział już o jego powiązaniach z mafią. Co prawda musiałby nieco dopytać Chuuyę o owego członka Jaszczurki, ale był prawie pewny, że to nie była przypadkowa zbieżność nazwisk. Zresztą, aż tak od tematu nie odbiegali - w końcu Osamu chodziło głównie o partnera rudzielca, choć prawdę powiedziawszy, i sam Aleksandr go zainteresował.
Zaśmiał się cicho, słysząc opis ukochanego baristy. Miło było widzieć, jak ten się przejmuje samopoczuciem obcego, którym w zasadzie był Dazai, ale jeszcze bardziej, jak mimo wszytko żywił uczucia do tej osoby. Osamu poczuł kolejne ukłucie poczucia winy, że podchodzi do sprawy tak sucho, kierując się własnymi interesami. Co prawda jego celem było ochronienie kochanej osoby, ale mimo wszystko... czy miał prawo mieszać się w szczęśliwy związek? Widać było, że Alek był z obecnego stanu rzeczy zadowolony, a wrobienie jego wybranka w coś niebezpiecznego, co może ściągnąć na niego gniew mafii, z pewnością nie zostanie odebrane dobrze. A wbrew pozorom Osamu naprawdę nie chciał nikomu przeszkadzać, ba, w końcu jego celem było takie samobójstwo, by nikomu nie sprawić kłopotu, temu miał z tym tyle problemów. Bardzo poważnie brał do siebie wszelkie sprawy uczuciowe - może właśnie temu, że sam od niedawna odczuwał troskę i miłość partnera. Nie chciał tego psuć nikomu.
- Spokojnie, nie przeszkadza mi to za bardzo. Choć przyznam, że jestem zaskoczony, że tobie nie? - zagadnął nieco pytającym tonem. Aleksandr nie wydawał się osobą zbyt otwartą, więc tak przytłaczająca osobowość prezentowała się specyficznie przy młodym bariście. Choć może przeciwieństwa się przyciągają? A może nie ma zasady dotyczącej łączenia się ludzi... sam nie umiałby określić, czemu darzy Chuuyę tak silnymi uczuciami. Umykało to jego logicznemu rozumowi i przez to nieco przerażało, ale nie chciał tego zmieniać.
Po chwili jednak zamarł. Zgubił krok, czego nie da się łatwo zatuszować, i niemal stanął, słysząc prośbę Rosjanina. Momentalnie zaczął się denerwować, czując narastającą panikę. Czy on wiedział? Skąd, jak, czemu? Poza odkryciem jego prawdziwej natury Osamu bał się mało czego, ale to było coś, co nękało go od lat. Co jak te wszystkie maski okażą się nieprzydatne? Co jak ktoś patrząc na niego się na nim pozna? Widać koszmary miały zmienić się w jawę. Odruchowo, niewiele myśląc, starał się to zatuszować śmiejąc się tak szczerze, na ile mógł w danej sytuacji.
- Niechęci na siebie? S-skąd ten pomysł? - spytał, zerkając w jego oczy, zaraz jednak odwracając wzrok - miał wrażenie, jakby tęczówki rudzielca wżynały się wprost w jego duszę, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało. - Przecież ja nie... - głos mu się urwał, zamilkł, nie umiejąc wydobyć z niego głosu. On nie co? Co mógł rzec? Głowę miał pustą, jak raz dla odmiany, i jak raz nie wiedział, co powiedzieć. Głos ugrzązł go w walce, gdy spojrzał na niego uważnie. - C-co masz na myśli? - spytał cicho, z całych sił walcząc o utrzymanie lekkiego uśmiechu, nawet jak wychodził krzywy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 128
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
Nie przeszkadza? No tak, poniekąd rudemu też nie dokuczało, bo przecież zdawał się czerpać od pajaca energię, kiedy tylko byli razem. Dlatego też po raz kolejny pokiwał jedynie głową, nie dopytując się o nic w tym temacie; po prostu nie widział ku temu powodu, bo przecież i tak lada moment potwierdzi swoją teorię o podobieństwie do Osamu. Posłał mężczyźnie zmieszany uśmiech, który zaraz przeszedł w lekkie zaskoczenie.
Bingo, panie Dazai.
Nie gapił się, znowu powołując się na analogię z sobą samym. Nienawidził, gdy ktoś oglądał go wybitego z rytmu i osłabionego, czuł się wtedy tym bardziej zażenowany. Stał w ciszy, niepewny, bez wykonywania żadnych gwałtownych ruchów, jak gdyby obawiał się wystraszenia młodszego mężczyzny. W pewnej chwili w ogóle przestał oddychać, mając wrażenie, że zaraz cały świat runie albo Dazai zacznie na niego krzyczeć. Walczył z samym sobą o podjęcie tematu, kiedy młodszy spytał, o co chodzi. Całe jego ciało było napięte, gdy niemalże nieludzko mechanicznym ruchem obrócił twarz przyozdobioną szkarłatem na policzkach i nosie oraz zaszklonymi, stalowobłękitnymi tęczówkami do kompletu.
- Potrafię... identyfikować to, co widziałem i widzę u siebie. Gdy nie wiem, jak się czuję, staram się znaleźć jakiś punkt, który pomoże mi się zrozumieć. Zazwyczaj kończy się kontrolowaniem czujnie każdego mojego ruchu i zwracaniem uwagi na oczy. Prawie rok temu widziałem w sobie to, co dziś widzę w twoich oczach. - Zakończył tonem ostrożnym, cichszym od szeptu, po czym spróbował unormować oddech i zatrzymać drżenie własnego ciała. Człowiek, który nigdy nie przestraszył się na żadnym horrorze, trząsł się jak osika podczas rozmowy o uczucia.
Jesteś parodią człowieka, Aleksandrze.
- Ja... nie mam zamiaru nijak tego wykorzystać, jeśli to prawda. Wolałbym zniknąć ze świata niż sprawić komuś ból.
- "Gdyby za dobroczynnością nie szła bezmyślność..." - A-ale jeżeli uważasz, że się napraszam - "Ileż to razy kazałeś odejść komuś, kto chciał ci pomóc i ulżyć? Ile razy ze strachu traktowałeś innych jak śmieci? Jesteś żałosny." - ... To rozdzielmy się i przemyśl to, o czym mówię. Nie chcę się narzucać z własnym doświadczeniem. Ale kiedy widzę, że ktoś może powtarzać moje błędy, to... chciałbym tę osobę chronić. - Nie dotknął go, nie wpatrywał się w niego, po prostu mówił. Sam, gdy ktoś był bliski odkrycia jego słabości, wolał nie być dotykanym. Ścisk w gardle i utożsamianie się z osaczonym zwierzęciem jednak nigdy nie ustawały w takich sytuacjach. Był sam na własne życzenie.
- Dlatego... Bez względu na to, czy mylę się co do ciebie, czy nie, to dbaj o siebie i o innych. - "Cóż, plus jest jeden. Nie rozwyłeś się, rudy. Juhu."

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Ulice
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Strona 1 z 2 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Ulice NYC
» Ulice
» Ulice
» Bronx - Ulice
» Ulice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Nishi-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.