Share | 
 

 Magazyny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next
Admin
Liczba postów : 68
Join date : 26/09/2016
avatar
Magazyny te znajdują się kawałek od portu Jokohamy i nie bywają już używane do czystych interesów. W znacznej części są one wykorzystywane przez Mafię oraz pomniejsze organizacje, na przykład do dobijania targów lub przechowywania różnych towarów. Do dyspozycji są tutaj nie tylko same budynki magazynów, ale też dźwigi oraz spora przestrzeń na środku wydzielonego ku temu obszaru lądowisko dla helikopterów, które aktualnie jest po prostu wykorzystywane do składowania kontenerów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Szef nakazał Nakaharze sprawdzenie niepewnego źródła handlowego, które umówione było z przedstawicielem Mafii w często używanych przez organizację magazynach w okolicach głównego portu. Powiedziano mu, że ma się tu spotkać w okolicach trzeciej w nocy z jakimś mężczyzną, jednak nie zdradzono mu żadnych innych szczegółów spotkania. Usłyszał jedynie, że ktoś ma się zjawić i że nie było wiadomo, w czym właściwie rzecz, nie licząc tego, że ta osoba ma "coś, co mogłoby przydać się Mafii i żąda spotkania właśnie z nim". Niechętnie udał się na miejsce, przeczuwając, że to jakaś nic nieznacząca grupka ulicznych opryszków chce wkupić się w łaski Mafii i trzeba będzie im po prostu pokazać, gdzie ich miejsce. 
Stanął przy jednym z wielkich kontenerów na obrzeżach struktury tychże, ot, by widzieć, jak jego rozmówca się tu zjawi. Mimowolnie skojarzył ustawienie wielkich pojemników z labiryntem, jednak odepchnął od siebie tę myśl, mówiąc sobie, że przecież nie będzie między nimi krążył ani biegał. Szczerze powiedziawszy nie chciało mu się nawet tutaj przychodzić i gdyby nie fakt, że naprawdę zależało mu na utrzymaniu swojej pozycji i dobrych opłatach, najprawdopodobniej odrzuciłby tę robotę. Pamiętał oczywiście, że był najlepszy w Mafii w kwestii sztuk walki, jednak jeśli praca ta miała ograniczyć się tylko do rozmowy na tle handlowym, to każdy inny mógłby ją wykonać. 
// wybacz, że krótko. :| nie wiedziałem jak zacząć. 

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Gdy na horyzoncie majaczyła magiczna uszanka, zwykle znaczyło to, że Fiodor jest na podorędziu i szuka mordu. Co więcej, zwiastowała ona śmierć i nieszczęście dla Obdarzonych. Ostatnie wydarzenia nad wyraz rozstroiły delikatny umysł Rosjanina (a kogo by nie rozstroiło więzienie i bliskość śmierci oraz zderzenie z własną słabością?!), potrzebował więc teraz czegoś, co niejako by go zrehabilitowało we własnych oczach. Coś, co przywróciłoby mu wiarę we własne siły. A cóż jest lepszego dla udręczonej rosyjskiej duszy niż zabawa w kotka i myszkę z Obdarzonymi - a szczególnie z jednym Obdarzonym?
Chuuya Nakahara brzmiał ciekawie. Pomijając fakt, że figurował na liście Obdarzonych z Mafii jako jeden z najsilniejszych i najgroźniejszych członków tej organizacji, Dostojewskiemu obił się o uszy jakiś jego szczątkowy rysopis. Podobno osobnik ten miał być niesamowicie niski. Niscy ludzie często bywają cholerykami - tak przynajmniej sądził Fiodor po przeczytaniu jakiegoś eseju o psychologii - a wobec tego doprowadzanie go do białej gorączki będzie wspaniałą formą relaksu i pozwoli mu się niejako....odgryźć za tamto upokorzenie, które zgotował mu Poe. Zacisnął pięści. Jakim cudem ten głupi padalec śmiał go sprowadzić do parteru?! To było zaiste bezczelne!
-Ta zniewaga krwi wymaga-warknął cicho sam do siebie, rozglądając się uważnie. Przyspieszył kroku; jeżeli tamten jest sam, tym lepiej, będzie można się z nim trochę zabawić. Jeżeli nie i towarzyszy mu jakaś obstawa, będzie musiał zlikwidować ich od razu. Sprawdził, czy pistolet leży w kieszeni tak, jak powinien, upewnił się co do noży, po czym wyłonił się zza jednego z kontenerów. Ponieważ poruszał się możliwie najciszej, trudno byłoby go chyba dosłyszeć...a w każdym razie liczył na to, że tamten nie usłyszy go od razu. Wreszcie wypatrzył cokolwiek lilipucią sylwetkę odcinającą się ostrością konturów od jasnej blachy konteneru. Zaszedł go od tyłu z pistoletem w dłoni, uśmiechając się słodko niczym niewinny aniołek z obrazów Rafaela i powitał wroga zgodnie z wszelkimi prawidłami, używając języka rosyjskiego (bo co będzie temu mikrusowi życie ułatwiał):
-Zdrastwujtie, Chuuya Nakahara-san. Cieszę się, że już jesteś. A teraz...do rzeczy. Spróbuj mnie złapać!~~
To rzekłszy, wybuchnął śmiechem budzącym poważne wątpliwości co do jego stanu psychicznego i trochę nacechowanym histerią, po czym rzucił się między kontenery. Już wcześniej zastawił tam sporo pułapek z dynamitem w roli głównej, zatem jeżeli ten smarkacz spróbuje biec na chybił trafił, wpadnie w czułe ramiona jego szczurzych niespodzianek! Ach, jakże gorąco Fiodor pożądał tej chwili...Po namyśle stwierdził jednak, że nie chciałby tego i nieco zmienił trasę. Wolał, by ofiara losu troszeczkę się poirytowała, zabawiła go niemnożko, a nawet - jeżeli pozwoli im na to czas - uwolniła swoją Zdolność, która niezwykle ciekawiła Dostojewskiego. Według informacji, które otrzymał, Żal Skażony miał podobno doprowadzić do śmierci Nakahary, jeżeli używany był w nadmiarze...Można byłoby to wykorzystać.
Powrót do góry Go down
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Chuuyi zdążyła już przez te lata w Mafii wejść w krew ostrożność odnośnie każdego kolejnego kroku, jednak fakt faktem, inny spec w dziedzinie walki i zakradania się bywał dla niego problemem. Choć nie lubił o tym myśleć, w końcu często przegrywał z Dazaiem i to wciąż zbyt delikatnie powiedziane. Nie wiedział, czego spodziewać się po obecnej sytuacji, w związku z czym był spięty, zwarty i gotowy do działania. Jedno było pewne - nie przyjął nawet do wiadomości, że osobą, która chciała się z nim spotkać, był Fiodor Dostojewski. Znał go, a jakże; nie mógłby przecież nie kojarzyć parszywej gęby osobnika, który zaszkodził Mafii i zagroził szefowi. 
Spiął się jeszcze mocniej, jak typowy pies podwórkowy na widok kota na swoim terenie, gdy tylko zobaczył tego mężczyznę. Z gardła wydobył się cichy, niski pomruk, z kolei pięści zacisnęły się, zaś mózg ogarnęły myśli dotyczące zabicia tego osobnika jak najszybciej. Mógł dowieść, jak wierny i lojalny jest wobec Mafii, umocnić swoją pozycję i przy okazji zadbać o porządek w mieście. Odkąd ostatnim razem Dostojewski zdobył siłę i wykorzystał dość dobrze element zaskoczenia, minęło trochę czasu, jednak najważniejsze organizacje Jokohamy raczej nie dadzą się mu złapać na żadne sztuczki. Odskoczył odruchowo widząc broń, jednak nie wykonał żadnego bardziej gwałtownego ruchu. Póki co uznał, że poradzi sobie bez aktywowania Żalu; w końcu póki Dostojewski go nie dotykał, był w zasadzie bezpieczny, a dodając do tego, że Chuuya należy do osób silnych dzięki przystosowaniu przez Mafię, raczej miał przewagę. 
- Ty? Śmieszne, że dalej jeszcze na coś liczysz, śmieciu... - Syknął, obnażając przy tym zęby niemal jak wspomniany wcześniej wściekły pies, po czym jednak na chwilę przystanął. Nie było chyba sensu wołać wsparcia, a on sam da sobie radę. Dostojewski może i był sprytny, ale jeśli chodzi o siłę, to na pewno wygrywał Nakahara. A w tym miejscu było wszak sporo rzeczy, na których mógł użyć swojej siły. Ruszył za mężczyzną wgłąb blaszanego labiryntu, dobywszy uprzednio swego noża, schowanego za kamizelką. 
- Wyłaź z nory, brudny szczurze! - Krzyknął, rozglądając się między kontenerami. Kroczył w tempie, jakie porównać można do truchtu zakrawającego o krótki bieg w niektórych odcinkach, niekoniecznie jednak patrząc pod nogi. 
Właśnie to był jego spory błąd, bowiem lada moment zaczepił butem o żyłkę; nawet, gdyby obserwował podłoże, z pewnością nie dostrzegłby tak cienkiego i przezroczystego obiektu. Chuuya momentalnie zamarł, oczy otworzyły się szerzej, zaś uszy usłyszały cichy, jednostajnie odtwarzany sygnał. Na lewo od siebie, na jednym z kontenerów dostrzegł niewielki ładunek wybuchowy, który własnym nieostrożnym krokiem poruszył do detonacji. Rzucił się biegiem do przodu niby spłoszone zwierzę, aktywując kolejne dwa ładunki dynamitu. Jedno było pewne. Dostojewski był dość sprytny, bowiem wybrał taki rozstaw, by materiały wybuchowe nie poruszały siebie nawzajem i by Chuuya nie wiedział, gdzie te się znajdują. 
Na wszelki wypadek wokół siebie wytworzył przy pomocy swojej Zdolności małą sferę, która pełnić miała funkcję swoistej zbroi; choć był Obdarzonym i pracował od lat dla Mafii, to jednak nie był niezniszczalny i dobrze to wiedział. Wszak gdy używał Zepsucia, sam dążył do własnej destrukcji, zatem każda inna rzecz również mogła go zabić. Wiedział też, że nie może się wycofać. Mógł przygnieść Dostojewskiego do ściany, zapędzić w kozi róg i raz na zawsze się z nim policzyć. Mógł przywrócić Jokohamie należyty porządek, czyli podkreślić, jak silna na tle innych grup jest Mafia Portowa. 
Póki co czekał na kolejny ruch przeciwnika. 

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
"Brudny szczurze"? Hm, urocze określenie - i chyba najłagodniejsze; po osobie pokroju Chuuyi Fiodor spodziewał się bardziej...wyrafinowanych epitetów, obfitszych w ekspresję. Ktoś taki jak on raczej nie hamowałby się z okazywaniem emocji, a jako istota dość silna i pewna siebie mógłby polegać tylko na sobie...Cóż, brunet miał nadzieję, że dostarczy mu wymaganej rozrywki. Bo jeśli nie, będzie musiał zniżyć się do czegoś tak bezlitosnego w swej prostocie jak...dotyk.
Biegł przed siebie, śmiejąc się jak psychopata i rozglądając się uważnie na boki, aby niczego nie przeoczyć - wariactwo wariactwem, ale nie chciał nadziać się na własne pułapki. Wyrzucił jeden ze swoich noży w powietrze, celując w blachę; ciekaw był, czy ten odgłos zwabi Chuuyę, zdezorientuje go, słowem, czy rudowłosy kapelusznik jakoś na to zareaguje. Zaśmiał się głośniej, szczęśliwy. Wreszcie ktoś, kto go zabawi, dostarczy mu rozrywki! Pobiegł trochę dalej, wyciągnął pistolet; wystarczyło jedno subtelne muśnięcie spustu. Ach, jakże wspaniale było grać w taką grę z kimś tak nerwowym, naiwnym, irytującym jak mały Chuuya...Zachichotał, po czym schował się między kontenerami, w ciemnym i trudnym do dostrzeżenia miejscu. Ukrył tam już wcześniej torbę z pewnymi...narzędziami, które miały mu pomóc w tej rozgrywce. Odsunął powoli suwak, po czym wyciągnął z niej malutką, sześcienną kostkę, megafon, kartkę i długopis w kształcie siekiery. Spojrzał na listę - miał na niej zapisane kilka punktów, które chciał dziś zrealizować, wszystko nienaganną cyrylicą i w absolutnym porządku. Odhaczył dla porządku pierwszy z nich, głoszący "ściągnąć Nakaharę" i już miał schować wszystkie te rzeczy na powrót, gdy nagle usłyszał huk. Oznaczał on, że rudzielec złapał się na jedną z jego zabawek. Bardzo niebezpiecznych zabawek.
-Charoszyj czeławiek, gra według moich zasad, pochwalam-mruknął z zadowoleniem. Kiwnął głową z aprobatą, jakby cokolwiek w tej chwili znaczyła, i postawił solidnego ptaszka przy punkcie drugim, brzmiącym: "Ładunki odpalić". Schował długopis i kartkę do kieszeni płaszcza, podrzucił kostkę w powietrzu, po czym zerknął, jaka liczba oczek mu wypadła. Uśmiechnął się szeroko, gdyż liczba była parzysta, a to oznaczało doskonałą zabawę! Umieściwszy kostkę w torbie i odsunąwszy ją bardziej w cień, podniósł megafon i zwrócił się przezeń do swojej ofiary:
-Spróbuj znaleźć moją norkę...Widzę, że załapałeś się na niespodziankę numer jeden! Gratuluję, wygrałeś nagrodę główną! A będzie nią...
Tu wybuchnął szczerym śmiechem. Już dawno nie uwolnił endorfin w takiej ilości! Bawił się tak dobrze, lepiej niż na jakiejś komedii czy też na horrorze...Chwycił megafon w swe szczupłe dłonie, po czym rzucił się do wspaniałego biegu między kontenerami, nie mając zamiaru ani dać się złapać, ani też ułatwiać nieszczęsnemu Chuuyi całej sprawy.
Powrót do góry Go down
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
- Kurwa, pojebało cię? - Ryknął po kolejnych eksplozjach, mocno już poirytowany całą sprawą. Póki jego Zdolność była aktywna, jedynym naprawdę dokuczliwym elementem eksplozji był hałas, jaki wywoływały. Miał przez to nieco zaburzone poczucie innych dźwięków, bowiem uszy przeszywał wysoki pisk, niemniej jednak wciąż kroczył przed siebie, mimowolnie dostrzegając, że każdy kolejny krok skutkuje wgnieceniem w beton pod jego stopami. 
- Co, ścierwo? Ty cholerny, suka bljadź! Nie umiesz walczyć sam, gnoju? Słyszysz? Wyłaź i walcz jak dorosły! - Nawoływał raz po raz obelżywie, starając się uderzyć mężczyznę w jakiś punkt honoru, oczywiście, jeśli ta kanalia jakikolwiek honor miała posiadać. W pewnym momencie uśmiechnął się pod nosem. 
- Och, fakt! Wolisz w końcu mordować dzieci i posyłać je do walki. Prawdziwy mężczyzna! Oświecę cię, cel nie uświęca środ-- Nie, twój cel nie jest kurwa święty. Zabijanie niewinnych i ciągnięcie za tym śmierci osób niezwiązanych z nami, hę? - Może w tej chwili wychodził na hipokrytę, gdy wytykał mordowanie ludzi słabszych od siebie. Mimo wszystko jednak Mafia nie dążyła do zagłady wszystkich Obdarzonych, jacy stąpali po świecie, a Dostojewski tak. 
Nie widział go przez wszechobecny dym, jednak usłyszał brzdęk noża uderzającego o kontener gdzieś po prawej - tam też skierował się, pociągając niestety za kolejną żyłkę. Przy tej eksplozji uznał, że koniec tego dobrego; ruszył w jakieś bardziej zacienione miejsce, poprawił płaszcz, by był jeszcze słabiej widoczny w ciemności, ściągnął rękawiczkę i napisał wiadomość, wróć, wiadomości do Dazaia. Liczył na niego w tej chwili jak nigdy i miał nadzieję, że obietnica dotycząca nieignorowania wiadomości okaże się prawdziwa i znajdzie pokrycie. 
Zdjął delikatnie kapelusz z rudej czupryny i odłożył go ostrożnie na ziemię, zaraz zakrył złożonym w kostkę płaszczem, zaś na górze stosiku ułożył rękawiczki. Wziął głęboki wdech i jeszcze zerknął na ekran, by sprawdzić, czy pojawiła się jakaś odpowiedź od jego partnera. Samo urządzenie również odłożył, obawiając się, że zniszczy je Zepsuciem. Wstał, ruszył na miękkich nogach do przodu z myślą "raz kozie śmierć" i wyrecytował krótkie wersy, które aktywowały jego ukrytą Zdolność. 
Poczuł, jak jarząca się czerwień wypełza na skórę jego bladego ciała, jak świadomość powoli odchodzi na dalszy plan, a serce zaczyna bić o wiele mocniej i szybciej. Po chwili powietrze obok śmiechu Rosjanina rozdarł donośniejszy, należący do niewielkiego Japończyka. Chuuya stawiał ciężkie kroki, tworzące kolejne wgniecenia w betonie. Dłonie z łatwością rozpychały kontenery, prawie tak, jakby rozsuwał zasłony przy oknie. Kolejne struktury z blachy z kolei ścierały się ze sobą i zgniatały wzajemnie wedle woli Obdarzonego, która w tej chwili była jasna i jednoznaczna. 
Zniszczyć. 


// Dazai, wkraczaj jak uznasz za stosowne. Masz 4 posty Chuuyi na ratowanie go. Fiodor - proponuję chwilę się z nim pobawić i jak będzie za gorąco, uciec, bo powoli robi się tu pobojowisko. Jeszcze z post czy dwa mejbi? 

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Ach, to musiało być cudowne! Ta świadomość samodestrukcji, ten dramatyczny wybór, który podjął, gotowy na to, że Zepsucie go zniszczy! Fiodor zatarł ręce. Naprawdę, lepszego plot-twistu nie mógłby sobie zaplanować, nawet gdyby był reżyserem jakiegoś filmu psychologicznego albo innym kreatorem nierealnej rzeczywistości. Był naprawdę z siebie zadowolony. Biegł jeszcze jakiś czas, po czym schronił się między dwoma naprawdę sporymi kontenerami i znów wyciągnął swoją listę. Odnalazł na niej punkt "pobudzić Zdolność" i z sardonicznym uśmiechem na bladej twarzy postawił ponownie przy nim cudnej urody ptaszka. Tak, wszystko szło zgodnie z jego planem...
Schroniwszy się za jednym z blaszanych pudełek, usytuowanym tak, by móc widzieć całkiem spory obręb terenu, nie będąc przy tym widzianym, obserwował z zadowoleniem miażdżone przez Zdolność jego oponenta kontenery. Więc tak to miało wyglądać w praktyce? Cóż, jego informator nie oszukał go. Naprawdę, warto było się tym zainteresować. Znów zatarł ręce, rozbawiony. Tak, słyszał to, co mówił mały Nakahara - trudno było tego nie słyszeć, skoro pod wpływem Zdolności darł się nawet głośniej niż on - ale pod wpływem euforii wszystko to jakby pomijał. Inna sytuacja byłaby, gdyby dopiero co wyszedł od Poego, dręczony zgubnymi myślami o słabości i miękkości nóg, na których opierała się jego potęga; wówczas zapewne jakoś by na to zareagował. Skierował się nieco w lewo, w miejsce, gdzie przygotował jeszcze inny rodzaj niespodzianki, wciąż cicho chichocząc. Śmiech Chuuyi działał na niego tak, jak na ludzi uzależnionych działały środki pobudzające - zachęcał go do walki. Gdy tylko dobiegł do jednego z kontenerów, znacznie mniejszego niż pozostałe, rozłożył wokół niego swoje magiczne, wybuchowe niespodzianki, a na połyskującej w słońcu blasze umieścił triumfalnie wyjątkowo tanie francuskie wino, kocyk i koszyk, jakiego używało się do pikników. Przekrzywił głowę, oceniając krytycznie swoje dzieło. Hm, nie leży zbyt symetrycznie...
Poprawił szybciutko kocyk, dumny z siebie jak paw, po czym - usatysfakcjonowany - pobiegł dalej. Wyjął powoli pistolet i przeładował go, gotowy na wszystko. Wlazł na kontener, po czym odszukał wzrokiem Chuuyę. Wyższy od Japończyka człowiek w iście rosyjskiej walonce, uśmiechnięty jak prawdziwy szaleniec, dzierżący w dłoniach megafon i pistolet - tak, to musiało wyglądać wspaniale! O możliwość ściągnięcia wsparcia przez Nakaharę się nie martwił. Nawet, jeżeli zdążyłby kogoś wezwać, zdąży zawsze uciec. Poza tym...co trzy głowy, to nie jedna!
-Widzę, że doskonale się bawisz, mały hipokryto! -zawołał radośnie, machając mu. -Wiesz co, urośnij najpierw, a później próbuj mi coś zrobić tym...czymś. To twoja Zdolność, tak?~~ Aż pozwolę sobie cię zaprosić na kolejną niespodziankę...
To rzekłszy, strzelił w jego stronę (nawet nie chciało mu się sprawdzać, czy zranił go, czy nie) i zeskoczył z konteneru. Po krótkim czasie całą przestrzeń magazynów wypełnił jego zachwycony głos:
-Podobno pasjonujesz się zachodnią kulturą, przygotowałem więc dla ciebie piknik na skraju drogi! Możesz sobie go urządzić wraz ze swym wiecznie zabandażowanym kolegą. Twoj staryj drug, Dazai, na pewno będzie zachwycony!
Śmiał się jeszcze chwilę, po czym - dumny z siebie jak paw - powoli zaczął się zbierać do powrotu. Należało zabrać wszystko, co byłoby mu jeszcze potrzebne, zatrzeć ewentualne zbędne ślady swojej obecności i w razie potrzeby użyć Zbrodni i Kary. Nie sądził jednak, by musiał się uciekać do aż takiej ostateczności.

(Ostatni odpis przed wyjazdem, pisany na szybko, ale jest. ^^'' )
Powrót do góry Go down
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Usiłował w dymie i chaosie wypatrzeć ruch swojego celu, Fiodora Dostojewskiego. Jego oczy przez dłuższy czas nie były w stanie wychwycić szczupłej postury, toteż samo Zepsucie zdecydowało się na łatwiejszy sposób eliminacji. Unosił kolejne kontenery bez trudu i wbijał je w podłoże z mocą pozwalającą na zmiażdżenie ich. W kolejnych tworzył dziury przy pomocy sfer zaburzających grawitację, z kolei fakt, że mogły być przez to rozsadzane i że prowokowało to w starciu z dynamitem eksplozje, był już przyjemnym efektem ubocznym. Nie miał w swoich poszukiwaniach systemu i bardzo łatwo rozpraszał się, uznając, że destrukcja wielkich obiektów jest znacznie ciekawsza niż tropienie jednej małej figurki. 
Zepsucie rozkoszowało się widokiem swojego wielkiego dzieła i pragnęło jeszcze poszerzać je o kolejne metry kwadratowe. Wielka moc wszak powinna dostać równie wielkie pole do popisu, przynajmniej dopóki nie pojawi się ten nudny człowiek, który zawsze niszczył Zepsuciu plany. Z gardła znów uszedł głośny śmiech, cudownie rozbrzmiewający w akompaniamencie ścierającej się o siebie i o beton blachy. 
Użyczonym ciałem wstrząsnął silny dreszcz, śmiech uszedł w suchy, nieprzyjemny kaszel. 
Najprawdopodobniej nie zauważyłoby Dostojewskiego i ten mógłby swobodnie uciec, gdyby nie fakt, że narobił więcej hałasu, gdzieś za ciałem Chuuyi. Zepsucie obróciło bladą twarz, zdobioną już nie tylko przez jasne znaczenia, ale i przez strużki ciemnej krwi, jaka dobywała się z jego nosa i prawego kącika ust. Wyraz twarzy, jaki pojawił się na bladym licu gospodarza, można było przyrównać do pytającego. Do Zepsucia nie docierał sens wykrzykiwanych ku niemu słów. 
Były hałaśliwe, pochodziły ze strony ludzkiej zabaweczki, którą tak rozkosznie byłoby zniszczyć. Usłyszało huk, jednak nie potrafiło go powiązać ze zmierzającym ku sobie pociskowi. W ostatniej chwili jednak odbiło nabój od siebie, uznając go za potencjalne zagrożenie. Ciężko odbiło się od ziemi i wylądowało na najbliższym sobie kontenerze, by zaraz wymierzyć w przeciwnika kolejną sferę. Nim jednak ta zdążyła dolecieć do niego, Rosjanin umknął, zaś Zepsucie pozwoliło sobie na okrzyk przepełniony złością. Irytująca postać znikła z jego pola widzenia, jednak wciąż mówiła do niego, a na kontenerze zostawiła coś, co musiało należeć do niej. Zepsucie schwyciło pojemnik i ze szczególną troską roztrzaskało go, wraz z butelką wina, o podłoże. 
Kolejny dreszcz, pękająca skóra i oczy zachodzące szkarłatem. 
Niedbale otarło twarz gospodarza wierzchem jaśniejącej od znaków dłoni i obejrzało się w stronę miasta. Tak bardzo chciałoby zmieść paskudną, ludzką siedzibę z powierzchni ziemi i... 
Nie. To nie mógł być... 
On. 
Niski, wściekły pomruk dobył się z gardła Zepsucia na widok człowieka, którego znało aż nazbyt dobrze. Po raz kolejny przyszedł zniszczyć mu zabawę. 

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 187
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Dazai spędzał kolejny dzień na kanapie w Agencji, narzekając głośno na wszystko dookoła i wciąż zaczepiając pracującego Kunikidę, zbywając jednocześnie jego pytania o ostatni raport. Nie przepadał za papierkową robotą, więc w ogóle nie spieszył się do tego, a w ignorowaniu narzekań obecnego partnera miał już długą wprawę. Widział zerkającego na niego co jakiś czas Atsushiego, ale nie dawał po sobie nic poznać - zresztą ów młodzieniec i tak raczej nie pouczał swojego przełożonego. Nie chciało mu się ruszać i cokolwiek robić. Wpadł znów w jeden ze swoich okresów bezczynności, cokolwiek by się nie działo. Nie miał nawet ochoty ruszyć czterech liter do baru, by się napić. Dlatego tkwił na kanapie, nie zwracając uwagi na zdenerwowanych współpracowników. Miał zbyt duży chaos w głowie, by dodawać sobie zmartwień.
Dlatego też gdy poczuł wibracje telefonu, nawet się nie ruszył, by do niego sięgnąć. Z pewnością nie było to nic, co wymagało natychmiastowej uwagi. Dopiero za drugim razem mruknął zirytowany i wyciągnął z kieszeni aparat, by przeczytać owe niecierpiące zwłoki wiadomości. Zamarł na chwilę, widząc nadawcę, a w miarę czytania owych wiadomości oraz trzeciej, która nadeszła zaraz potem, czuł, jak krew zaczyna szybciej krążyć w jego żyłach. Zaklął cicho i zerwał się na nogi, szybko chwytając z biurka Kunikidy kluczyki do jego auta, ignorując pełne zdziwienia spojrzenie, po czym zbiegł na dół, nie tracąc czasu na odpisywanie. Liczyła się każda sekunda.
Jadąc we wskazane miejsce z prędkością przekraczającą dopuszczalną, zastanawiał się, jak do tego doszło. Jak Chuuya mógł wpakować się w coś takiego? Jeśli dobrze zrozumiał aluzję rudego, starł się właśnie z Dostojewskim - a Osamu wiedział, że takie starcie nie może skończyć się dobrze dla członka mafii. Rosjanin zbyt przypominał jego samego, a jego potyczki z byłym partnerem zawsze kończyły się jego wygraną. Nakahara był bardzo silny, jednak nieraz rozum wygrywał ze zdolnościami... a ta jedna konkretna Zdolność była bardzo karkołomna w skutkach.
Pędził, jak szybko mógł, modląc się, by nie było za późno. Mówił sobie, że ma zbyt wiele planów, że jeszcze przyda mu się tak silna osoba, że nie skończył jeszcze z rudzielcem... ale wiedział też, że chciał jeszcze móc z niego pożartować, porozmawiać... wyznać wszystko, co mu leżało na sercu od lat. Zobaczyć jego uśmiech i zdenerwowaną twarz. Wbrew wszystkiemu Chuuya wciąż pozostawał dla niego najbliższą osobą... i nie mógł go stracić. Nie wybaczyłby sobie tego.
Po dłużącym się w nieskończoność czasie dotarł w końcu do magazynów w porcie. Już wcześniej zaczął kierować się dźwiękiem eksplozji i dartego, miażdżonego metalu - wyraźny znak, że Zepsucie wzięło Chuuyę w swoje władanie. Nigdzie nie dostrzegał charakterystycznej postaci w uszance, nie mógł wiec dokładniej ocenić sytuacji, ale miał swoje priorytety. Najpierw jego partner, na którego ciele już widział krew - jednak chyba nie aż tyle, by uszkodzenia jego ciała okazały się śmiertelne. Wielokrotnie już musiał przerywać Zepsucie i w miarę orientował się, który jej etap widzi. Miał nadzieję, że się nie mylił i nie ma poważnych obrażeń wewnętrznych, których nie widać.
Prędko wskoczył za kontener stojący najbliżej, po czym zaczął przemykać szparami między nimi, usiłując zgubić Chuuyę, by ten go nie widział. Nijak mu nie pomoże, jeśli ten go wyeliminuje jedną ze swoich grawitacyjnych kuli. Rzucał gdzieniegdzie odłamki gruzu, by tworzyć chaos dźwięków dochodzących z różnych kierunków, byle zdezorientować mężczyznę. W końcu wychylił się zza jednego z niewielu ostałych się kontenerów i z ulgą dostrzegł drobną figurkę odwróconą do niego tyłem. Czym prędzej i jak najciszej, by go nie zaalarmować, podbiegł do niego i widząc, że ten odwraca się w jego stronę, niemal skoczył na niego, czubkiem palców sięgając jego łokcia.
Tyle wystarczyło, by Chuuya wrócił do zmysłów. Dazai widział, jak plamy na jego skórze znikają, zostawiając jedynie krew, rany i siniaki - pamiątki zawsze towarzyszące użyciu Zdolności. Szybko złapał go, nim ten upadł na ziemię, i oparł go o swoje plecy, łapiąc nad kolanami i w ten sposób biorąc na barana.
- No hej, partnerze... - mruknął, kierując się w stronę auta. - Odpocznij... zabiorę cię w bezpieczne miejsce - nieświadomie powtórzył obietnicę z ich wspólnej walki z Lovecraftem. Ale tym razem zamierzał jej dotrzymać. Usadził go na miejscu pasażera w samochodzie, zapiął pasy, po czym szybko wrócił na miejsce zniszczenia, by się rozejrzeć. Nie widział nigdzie tego demona - musiał się ulotnić, korzystając z zamieszania. Dostrzegł za to cudem ocaloną kupkę zostawioną przez Nakaharę, którą zaraz zresztą zgarnął i zabrał ze sobą do auta. Rzucił je gdzieś na tylne siedzenia, po czym sam zasiadł za kierownicą i ruszył w stronę domu rudzielca, wiedząc, że tam znajdzie wszystko, czego potrzebować będzie do jego opatrzenia.

|zt
(Jakby coś gdzieś nie pasowało to pisać, ale uznałam, że tak załatwię sprawę z Fiodorem, jak póki co go nie ma D:)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Nie czuł żadnej traumy czy strachu po poprzednim spotkaniu w tym miejscu z Dostojewskim. Dla niego użycie Zepsucia było jednym z wielu razów, jednak nie znaczyło to, że miał zamiar używać go częściej. Przyjście w to miejsce wywołało u niego od razu wspomnienie tamtej nocy, ale niemal równie szybko zdominowały to myśli na temat licznych wymian handlowych, jakich pilnował w tym miejscu jako Zwierzchnik Mafii. Przyjechał w okolicę magazynów jednym z samochodów Mafii, którym często zmieniano rejestracje na inne, by nie były aż tak rozpoznawalne, z kolei jego towarzyszką była kobieta, którą ledwo znał. Niezbyt liczyła się dla niego znajomość, kiedy na pierwszym planie była praca, toteż postanowił bardziej skupić się na dobrym zgraniu ze sobą ich Zdolności. 
- Co powiesz na jakąś kawę jak skończymy, Kaneko-san? - Spytał zdecydowanie pewnym siebie tonem, gdy zmierzali bardziej w stronę portu. Nie zatrzymał wozu zbyt blisko samych magazynów, bowiem mogłoby to wzbudzić w ich celu jakieś podejrzenia. W związku z tym czekała ich krótka przechadzka, a według planu mieli jeszcze jakieś pół godziny do przybycia zdrajców. Patrząc na niespiesznie jaśniejące niebo, Chuuya pomyślał, że za około godzinę zacznie wstawać Słońce. Lubił oglądanie zarówno jego wschodów, jak i zachodów, zaś myśl o możliwości obejrzenia tego zjawiska w takim ładnym miejscu i w połączeniu z dobrze wykonaną pracą sprawiała, że na jego ustach igrał delikatny uśmiech. Zastanawiający był dla niego z kolei widok Misuzu trzymającej broń snajperską. Nie dlatego, że ktoś mógł ich zobaczyć, bo niezbyt była o tym teraz mowa, tylko raczej z tego powodu, że mijając ją na ulicy, nigdy nie pomyślałby o tym, że ta kobieta mogłaby kiedykolwiek mieć do czynienia z czymś tak groźnym. No ale pozory mylą. 
- To jesteśmy na miejscu. Tamten budynek po lewej to ten ze zdjęcia od szefa. - Wskazał ruchem głowy na betonową konstrukcję na przeciwko, a ściślej mówiąc - na wschód od bliźniaczego, w którym zostawiono ładunek i w którym miała się odbyć transakcja. Obie budowle były szare, gdzieniegdzie ich ściany były popękane, dach z kolei płaski, a okna grube, prawie przezroczyste. Powtórzył w głowie plan - Misuzu ma go pilnować z dachu, słuchać konwersacji przez słuchawkę bluetooth, a gdy zrobi się zbyt gorąco, mają za zadanie eliminację celu i poinformowanie przysłowiowych ludzi od brudnej roboty, że trzeba zająć się ciałami. 
- Oi, te szyby mogą być kłopotem. Gdyby moje metody perswazji miały nie działać, rozwalę je Zdolnością, to powinno ci trochę ułatwić sprawę, Kaneko-san. Tłumik jest? Wszystko się zgadza? Z tyłu powinny być schody, poczekaj na nich na mój znak. Ot, żeby na pewno nie widzieli. Nie ma co nadużywać Zdolności. Jej użyj na mój znak. To będzie jak już się zjawią. - Uściślił swój plan, będący w zasadzie kalką tego, do czego przywykł przez lata przynależności do Mafii. Z uśmiechem i drapieżnym błyskiem w oku spojrzał najpierw na kobietę, a później w kierunku miasta. Na samym głównym placu stały wciąż kontenery, jednak zupełnie inne niż te, które były tu, kiedy Chuuya walczył ze Szczurem. Tym razem były bardziej poukładane i raczej nie było między nimi ładunków wybuchowych. 
- No, gotowa? Kwestia chwili i po wszystkim. Powodzenia. - Powiedział dość łagodnie, po czym sam stanął na boku wspomnianego budynku, tak, by nie było go widać od strony wjazdu na ten teren ani przy wejściu do samego magazynu. Po jakimś czasie, w umówionej porze pojawił się przedstawiciel dostawcy broni i grupa siedmiu mężczyzn należących do Mafii. Weszli do magazynu, a Chuuya oczekiwał chwili, w której usłyszy, że rozmowa się zaczęła. 


// w akcji krótko, ale nie chciałem robić kilometrowego posta. W tej chwili jedyne co mogę zasugerować, to postawienie na czarny ubiór, bo jednak Zdolność Suzu działa te dwa posty i uznanie, że otrzymała matowoczarny model jakiejś snajperki. Bardziej z akcją polecimy potem.

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Magazyny
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» 017. Licytacja magazynów
» Opuszczone magazyny
» Stare magazyny JTC

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Naka-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.