Share | 
 

 Yokohama Landmark Tower

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 2 1, 2  Next
Admin
Liczba postów : 71
Join date : 26/09/2016
avatar

Yokohama Landmark Tower jest drugim z kolei najwyższym budynkiem w mieście i czwartą najwyższą strukturą tego typu w Japonii, mierzącą sobie 296 metrów wysokości. Możemy tu znaleźć pięciogwiazdkowy hotel z 603 pokojami, sklepy, restauracje, kliniki i biura - w większości są to biura zajęte przez prywatne firmy bądź przez takie koncerny jak Mitsubishi Estate, które zresztą zaprojektowało to miejsce. Jeśli dotrzemy na 69 piętro, znajdziemy się w magicznym Ogrodzie Niebios (czyli w obserwatorium astronomicznym), gdzie można zobaczyć w dzień 360-stopniową panoramę Yokohamy, a nawet - w bezchmurne dni - górę Fuji. Jest to zdecydowanie niezwykłe miejsce, godne odwiedzenia, aczkolwiek należy liczyć się tu z groszem i uważać nie tylko na przeceny...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com
Informator Klubu
Liczba postów : 113
Join date : 29/01/2017
avatar
Ten dzień postanowił spędzić na szczycie Landmark Tower. Skąd miał na to pieniądze? Cóż, miał, a skąd to już zupełnie nieważne. Powiedzmy, że zdobył. Powiedzmy, że może nie do końca legalnie i tyle wystarczy.
Ostatnie wydarzenia dały mu się we znaki. Popijając pyszne cappucino (co jak co, ale cena faktycznie była adekwatna do jakości) w jednej z kawiarenek na milionowym piętrze (William zgubił się na dziesiątym i uznał, że lepiej jest w pewne sprawy nie wnikać) dotknął drugą rękę szwów, które zdobiły od kilku dni jego czoło. Skrzywił się na wspomnienie lotu, który przeżył w pubie - gdyby wiedział, jak podłe konsekwencje będzie miał ten pijański wybryk to nigdy nie wdałby się w tę bójkę. A tak? Rozbite czoło do zszycia, poobijane chyba wszystkie miejsca na ciele, urażona duma... I w dodatku zgubiony dziennik! William nie mógł sobie darować, że nie zostawił cennego zeszytu w domu. Szybko zorientował się, że nie ma swojej własności - właściwie już na drugi dzień. Nie podejrzewał kradzieży - kto i po co miałby kraść zwykłą książeczkę, kiedy obok leżał porfel? - za to mógł się założyć, że po prostu zostawił go gdzieś nieopacznie, prawdopodobnie w tamtym nieszczęsnym barze. Bał się tego, bo wiedział doskonale, że zapisane tam było kilka rzeczy, które w złych rękach mogły doprowadzić do niewesołych sytuacji. A przecież gdzieś z tyłu głowy miał właściwie pewność, że dziennik wpadł w ręce Dazaia i jego towarzysza. Po czasie, który minął, zaczął nawet podejrzewać, że całe to zdarzenie było ustalone - że Dazai podejrzewał go i chciał uzyskać informacje, dlatego celowo podstawił mu tego knypka, aby ten go sprowokował. To brzmiało jak plan i niestety plan ten się powiódł, nad czym William gorąco ubolewał.
Teraz jednak nic już nie mógł zrobić, postanowił więc odpocząć i w spokojnym miejscu na poziomie zająć się pracą. Wraz z pozycją szefa spłynęło na niego całkiem sporo nowych obowiązków, a co za tym idzie - odpowiedzialności... I roboty papierkowej, której William szczerze nienawidził. Wypełnianie, prowadzenie jakiś durnych ksiąg, pilnowanie wszystkiego - po co to komu w TAJNYM KLUBIE?! Will przeklinał Wilde, że ten wymiksował się z tego wszystkiego i zniknął Bóg jeden raczy wiedzieć gdzie.
I tylko dlatego, że był zajęty w pierwszym momencie zupełnie nie dotarło do niego, że ktoś nad nim stoi. Ktoś cichy, na wpół przezroczysty, niewielki i drobnej postury. Ciężko stwierdzić, czy duch po prostu chrząknął, czy też William w końcu wyczuł, że wpatruje się w niego para oczu - w każdym razie podniósł wzrok i o mało co nie krzyknął z zaskoczenia. Rozejrzał się dokoła i niepozornym ruchem odsunął krzesło, proponując duszkowi, aby usiadł.
- Witaj - uśmiechnął się do niego. - Wybacz, nie dostrzegłem cię w pierwszym momencie. Masz do mnie jakąś sprawę?
Czekał cierpliwie, podczas kiedy duszek z trudem przesunął się nad krzesło. Potem patrzył, jak ten namyśla się (jakby nie miał na to dość czasu) i w końcu doczekał się odpowiedzi.
- Pan jest Szejkspir-san, prawda? - zapytał niepewnie duszek, kalecząc nazwisko w nieco dziecinny sposób. William jednak puścił to mimo uszu i kiwnął głową. - Ja... Przepraszam, że przeszkadzam.
Ale ktoś mi mówił, że pan nas widzi i potrafi pan pomóc takim, jak my. A ja potrzebuję pomocy. Mam dość!
- Jego głos wzmocnił się i zjawa przestała tak przypominać dziecko. Na dobrą sprawę... Cóż, to był już młodzieniec, w okolicach osiemnastu, dziewiętnastu lat, jedynie bardzo drobny i wychudzony. - Ja... Moja narzeczona... - Zacinał się, jakby wielkie emocje nie pozwalały mu mówić płynnie. - Razem popełniliśmy samobójstwo, bo nasze rodziny nie pozwalały nam być ze sobą, nie mogliśmy nawet pomarzyć o ślubie. Jednak jakimś cudem ten człowiek dostał nazwisko Keiko... Teraz ona nie może odejść! Proszę, niech pan nam pomoże, widzę, jak ona się męczy...
- Poczekaj, poczekaj - Shakespeare zmarszczył brwi. - Ale co ten mężczyzna z nią robi? Co do tego ma nazwisko?
- On... Ma wiele nazwisk. Nie wiem jak to robi, ale czerpie z nich siłę, energię. Nigdy czegoś takiego nie widziałem... Jednak to sprawia, że taka osoba nie może do końca przejść przez Bramę. A ja nie przejdą przez nią bez Keiko!
William z trudem pilnował się, żeby wzorem ducha nie podnosić głosu. Niby nie wstydził się swojej Zdolności, ale krzyczenie na puste krzesło w eleganckiej kawiarni mogłoby zostać odebrane jako nietakt wobec ludzi tu pracujących, czyż nie? W każdym razie spokojnym tonem wyciągnął od młodzieńca dane personalne podłego osobnika, za którego sprawą Keiko nie mogła opuścić tego świata.. Następnie zapłacił rachunek i udał się do wyjścia. Zjawa uparła się mu towarzyszyć, na co zresztą William dość szybko się zgodził, wychodząc z założenia, że nie ma co młodego jeszcze bardziej denerwować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 36
Join date : 24/01/2017
avatar
Przyjezdny wciąż nieobeznany był w kilku lokacjach w Jokohamie, choć żył tu już znaczny kawałek czasu. Do jednych z miejsc, które mijał co dnia, a które pozostawały jedynie w sferze omijania przez wiele dni, należała właśnie Landmark Tower. Nazwa zapożyczona z języka angielskiego, zapisywana katakaną i alfabetem łacińskim, wzbudzała w Gogolu dość mieszane uczucia. Z jednej strony bowiem cenił to, że bez kłopotów mógł przeczytać "randomaka tawa" i szczerze nawet nie wiedział, jak by ta nazwa brzmiała po japońsku, z drugiej trochę go ubodło, że nawet w tak prostych sprawach Japończycy czerpią z Zachodu. Także, gdyby miał to zjawisko podsumować, użyłby słów takich, jak "praktyczne" i "brzydkie".
Tak też Gogol przysiadł w którejś z kawiarenek na niższych piętrach budynku, który nie spodobał mu się już z nazwy i wolno sączył kawę będącą jakimś wymyślnym tworem, w którym czuł dość sporo kokosowej nuty i z rozmaitymi dodatkami, a który zamówił, przeplatając japoński z angielskim. Napój wybrał tym razem ciepły, co można by było w aktualnych warunkach pogodowych porównać z samobójstwem, jednak Nikołaj miał to do siebie, że kawa na zimno nijak nie była w stanie go obudzić, a wręcz przeciwnie.
Przynależność do departamentowych sił specjalnych była w znacznej części inna niż wyobrażenia młodego mężczyzny. Co prawda, raz na jakiś czas dostawał do wypełniania papierki, ale akcji to póki co za dużo nie uświadczył, czego też poniekąd żałował. Wciąż pozostały w nim pewne przyzwyczajenia z dawnego życia, gdy był przede wszystkim podróżnikiem i zabijaką. Może to już był czas, żeby się ustatkować? Tak czy inaczej... Gogol, sączący kawkę, nie był świadom tego, że ktoś może go szukać. Wodził spojrzeniem po osobach, które go mijały, stukając palcami w przezroczysty, szklany blat stolika, przy którym siedział. Może stanie się coś ciekawego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 113
Join date : 29/01/2017
avatar
Zjechał na dół bez najmniejszych problemów. Duch (który zdradził mu, że jego imię brzmi Ichiro) prowadził go, choć sam był niepewny, dokąd zmierzają. Mówił, że wyczuwa tego człowieka na podstawie niejasnej energii związanej z Keiko - nie potrafił wytłumaczyć precyzyjnie, o co mu chodzi, miał jedynie przeczucia i nimi się kierował. William ufał mu, zresztą nie spieszył się zbytnio i nie miał zamiaru młodzieńca poganiać - mógł poświęcić cały dzień i przynajmniej zrobić dobry uczynek. No i nie, to zupełnie nie miało nic wspólnego z tym, że totalnie w ogóle nie miał ochoty wypełniać tych idiotycznych papierów, wydaje wam się!
Zdumiał się jednak, kiedy Ichiro skierował go na jedno z niższych pięter - sądził raczej, że opuszczą budynek i udadzą się w stronę miasta. Po raz kolejny zamyślił się nad tym, jak niezbadane i powiązane są ze sobą losy ludzi - wszak wyglądało na to, że człowiek, którego szukają znajduje się tak blisko! Pewnym krokiem mijał kolejne stoiska i wystawy, by w końcu zatrzymać się przed jedną z kawiarenek. Wyglądała przyjemnie, a ceny były niższe niż te, które William widział jeszcze kilka minut temu. Co prawda nie było tego przepięknego widoku, jednak... Kawa zapewne była podobna.
- To tamten - chłopak wskazał młodego mężczyznę, który siedział przy jednym z szklanych stolików. - N-nie wiem na pewno - zastrzegł, widząc pytające spojrzenie Williama - ale to od niego czuję energię najmocniej.
Shakespeare westchnął, po czym raźnym krokiem podszedł do młodzieńca.
- Dzień dobry - zaczął, bez skrępowania biorąc sobie krzesło i dosiadając się do stolika, jakby on i nieznajomy byli starymi przyjaciółmi. - Moje nazwisko Shakespeare, bardzo mi miło. - W tym momencie można było uznać, że zajmuje się jakimiś ubezpieczeniami czy innym szajsem - wszak bezczelnie wszedł w prywatną strefę tego człowieka, zupełnie nie przejmując się manierami! - Widzi pan, mam do pana dość delikatne pytanie, które raczej ciężko mi zadać, jednak zrobię to wprost. Czy korzysta pan może z energii, która zostaje na ziemi po zmarłych osobach? - Subtelność w brytyjskim wydaniu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 36
Join date : 24/01/2017
avatar
Gogol leniwie podniósł wzrok, przerywając popijanie kawy i... I aż się zdziwił na widok półprzezroczystej postaci, przez co aż zakrztusił się ciepłym napojem. Gdy opanował sytuację, z łzawiącymi w reakcji na dławienie oczami, znowu spojrzał na dwóch mężczyzn. Przetarł grzbietem dłoni oczy i milczał dłuższą chwilę, zastanawiając się, co powinien zrobić. Czyżby naprawdę "dusze" w jego Zdolności były aż tak dosłowne, że nabierały niemalże cielesności?
- Nie rozumiem, o czym pan mówi. Czy to jakiś cosplay? Niezły, serio bym się nabrał, ale ukryta kamera to nie do mnie, moi drodzy... Nie bawią mnie takie numery.
- Starał się zabrzmieć poważnie, jednak w pewnym momencie głos mu się załamał. Jeżeli duch miał się na nim mścić, to ta scena wyglądała absurdalnie. Dramat na miarę dwudziestego pierwszego wieku - starszy facet z dzieciakiem podszedł do niego i gadał coś o energii. Wróżbita Maciej od siedmiu boleści.
- Naprawdę, a nawet jeśli... To co, to niby jest duch? Nie powiedziałbym.
- Prychnął z irytacją i machnął ręką, wrócił do kawy... Po czym spojrzał na dwójkę spode łba, robiąc przy tym niezadowolony grymas.
- Niezbyt dobre miejsce na rozmawianie o takich sprawach. Jestem chroniony.
- Kąciki ust drgnęły, trochę ironicznie, a trochę tak, by usta wyginały się w uśmiechu pełnym wyższości.
- Także jak to szantaż, to proszę zmiatać, inaczej się nie polubimy. A jeśli jest pan taki, haha, wielkoduszny, to niby co mam zrobić, żeby ten chłoptaś się ode mnie odpierwiastkował? - Spytał z pozornym spokojem, gotów uciec w każdej chwili. Podświadomie czuł jednak, że przed duchem nie byłby w stanie uciec. Demon szlajałby się za nim przez kolejne lata... a jeśli spotkał jakieś amatorskie medium, do czego się powoli przekonywał, to może powinien skorzystać z jego pomocy? Może nie będzie w stanie pozbyć się ducha na własną rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 113
Join date : 29/01/2017
avatar
Im więcej mężczyzna mówił, tym bardziej William miał go za kogoś... Przerażonego? Cóż, co najmniej nieswojego. Za bardzo starał się pokazać, że ma tę całą sytuację głęboko w czterech literach, że w ogóle nie wierzy w tę sytuację i ogólnie to "dajcie mi święty spokój".
- To żaden cosplay, szanowny panie! - William uśmiechnął się, próbując zachować spokój, choć odczuwał już lekką irytację - jak zawsze, kiedy ktoś nie traktował serio rozmów o światach niematerialnych. - To jest Ichiro, który, jak pan niezwykle bystrze zauważył, jest duchem. - Zanotował w głowie przy okazji, że tenże mężczyzna widzi chłopaka. Sam duch wydawał się tym nieco zdziwiony, w każdym razie William był mu wdzięczny, że ten się nie odzywał. Był na tyle zdenerwowany, że mógłby palnąć coś i rozwścieczyć tego osobnika, a Brytyjczyk miał dziwne wrażenie, że tamten miał jakieś porządne plecy... Co sam potwierdził, mówiąc o ochronie. Oczywiście, mógł blefować, ale dużo bardziej prawdopodobne, że tak potężny Obdarzony został już zwerbowany przez jakąś organizację.
- Szantaż? -Tu William parsknął śmiechem. - A czymże miałbym pana szantażować? Czy naprawdę wyglądam na kogoś, kto zaczepia obcych ludzi w kawiarni, bo potrzebuje drobnych na kawałek ciastka? Proszę wybaczyć, ale to doprawdy śmieszne. - Nachylił się nieco i spojrzał na niego z kpiną w oczach. - Skoro nie wie pan,
o czym mówię, to dlaczego zależy panu, żeby Ichiro zostawił pana w spokoju? Ja chętnie pomogę - bo mogę, bo potrafię i tym się właśnie zajmuję. Jeśli woli pan zostać z tym młodzieńcem sam na sam, to też mogę załatwić. Wygląda na upartego i wierzę, że chętnie będzie panu towarzyszył do końca życia... Pańskiego oczywiście.
- Wyprostował się i uśmiechnął szerzej, tym razem już zupełnie szczerze. - Korzysta pan z energii kogoś bardzo temu młodzieńcowi bliskiemu, przez co dama ta nie może opuścić tego świata. Zależy nam na odesłaniu jej w spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 36
Join date : 24/01/2017
avatar
Trudno było mu określić, co tak właściwie irytowało go bardziej: perspektywa tego, że obcy mogą sobie robić z niego żarty, czy ich napastliwość. Za grosz nie mieli taktu, cóż za paskudna para grzeszników. Postukiwanie palcami w blat stolika, przy którym siedział, przybrało na szybkości swojego tempa, co widocznie świadczyło o podenerwowaniu Nikołaja. Drugą dłonią sięgnął do kieszeni, by wydobyć z niej telefon, którego ekran odblokował; kolejny nerwowy odruch. Musiał się czymś zajmować, by nie zwracać aż tak uwagi na to, co go złości. Westchnął głośno.
- Jak to nie cosplay, to z całym szacunkiem, ale proszę się streszczać. Niegrzecznie jest zaczepiać ludzi ot tak. Mogłem być z kimś umówiony. - Zwrócił mężczyźnie uwagę już ciszej i spokojniej, spuszczając nieco z tonu. Spokój w jego głosie był jednak jedynie pozorny, co dało się zauważyć, bowiem mimo umiejętnego aktorstwa, Nikołaj nie umiał zachować się naturalnie i trzymać nerwów na wodzy w obliczu swojego największego strachu.
Nie obawiał się już tego, że dusze w formie jego Zdolności rzucą się na niego i zechcą rozszarpać. Nie budziło w nim więcej strachu to, że ciała pozbawione ducha wyczołgają się ze świeżych grobów - wszak często bywało tak, że nagrobek można było położyć dopiero po kilku latach, gdy gleba przystosuje się do nowego ułożenia w kształt dołu zapełnionego drewnianą strukturą. Najbardziej lękiem napawała go perspektywa zetknięcia się twarzą w twarz z istotą rozumną, czującą i mającą do niego żal o to, że odebrał jej tożsamość i ją wykorzystywał.
- Jak wspomniałem, mogę być w trakcie oczekiwania na spotkanie. Gdybym czysto hipotetycznie był, to chyba naturalnym jest fakt, że wolę nie być zaczepiany przez obcych marnujących mój czas. Cóż jeśli kobieta, którą niegdyś chciałbym nazywać swą żoną, podejrzewać mnie będzie o powiązania z podejrzanymi personami? Co powinienem powiedzieć wybrance serca, jeżeli spyta mnie, kim panowie są i czemu jeden z was jest półprzezroczysty? - Gogol bełkotał i plótł trzy po trzy, jednak robił to z takim przekonaniem, jakby chciał przekonać kogoś do swojej religii albo coś podobnego. Bardzo starał się nie myśleć o tym, co mówił starszy mężczyzna. Nie mógł się ugiąć, nie znał jego zamiarów i tym bardziej odnosił wrażenie, że ów chce się kosztem Gogola wzbogacić, nawet wbrew jego własnym słowom.
Mógł uciec. Pragnął uciec. Potrzebował ucieczki jak niczego innego w tej chwili, ale wiedział, że tak naprawdę nic mu to nie da. To, co pokazywały filmy o duchach - których się tak swoją drogą bał - jednak przynajmniej po części było oparte na prawdzie. Bardzo w to wierzył, dlatego też oczyma umysłu już widział tego dzieciaka w roli krwiożerczego psa gończego. Wzdrygnął się ledwo zauważalnie, po czym znowu spojrzał na ekran telefonu. Z tego punktu powiódł do twarzy Brytyjczyka, na moment zawiesił spojrzenie na duchu, po czym wróciło na Williama. Zacisnął usta, co odpowiadało poniekąd temu, co działo się z jego gardłem. Czuł się tak, jakby wokół jego szyi powoli zaciskała się niewidzialna pętla.
"Jesteś obrzydliwy. Ohydny. Egoista i megaloman mający hopla na punkcie własnej potęgi. Co za odrażający stwór."
- Mam wiele powodów, by uważać, że ktoś chce się zaczaić z szantażem na mnie i na moje pieniądze. - Uciął chłodno, zaraz robiąc pauzę. - I co, że niby jak mam to zrobić? Wyglądam wam na Taro Kagamiego z wymazywarką śmierci? Premiera "Death Note'a" całkiem niedługo, ale nie bawię się w żadne akcje promocyjne z wami. - Swoją drogą, bardzo lubił to anime... - Soraski, nie spotkałem jeszcze boga śmierci, to nie wiem, co mam zrobić. - Brawo, dupku. Bądź bezczelny dalej, na pewno zechcą ci odpuścić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 113
Join date : 29/01/2017
avatar
Był nie tylko zdumiony przebiegiem tej rozmowy, ale przede wszystkim doskonale się bawił. Już myślał, że zarzucili temat cosplayu, kiedy jego nowy (nie)znajomy zaczął pleść coś na temat przyszłej żony i tego, że przecież mógł być umówiony - doprawdy, komedia! William wymienił zachwycone spojrzenie z Ichiro, który wydawał się być w lekkim szoku. Najwyraźniej sytuacja nie bawiła go tak, jak starszego z mężczyzn, ale Brytyjczyk zrzucał to na karb jego ogólnego zdenerwowania sytuacją - miał w końcu prawo nieco się stresować całą tą awanturą.
- Przede wszystkim, drogi panie, pańska ewentualna narzeczona nie zobaczyłaby Ichiro - z tej prostej przyczyny, że tylko osoby związane z duchami mogą je widzieć. - Oświecił go w tej materii nie bez drobnej satysfakcji, uwielbiał wszak pokazywać, jak dobrze zna się na tym temacie. Co prawda mocno prawdopodobnym było, że ten oto młodzieniec zna się na nim nie gorzej niż sam William, ale... To się wytnie, jak to mówią. - Jak już mówiłem, nie interesują nas pańskie pieniądze - ja mam dostatecznie wiele własnych, a duchom są one raczej zbędne. Chcemy po prostu, by pan wyzwolił duszę Keiko. Aby to uczynić... - Pochylił się nieco w stronę mężczyzny, przebierając już całkowicie poważny wyraz twarzy. - Muszę wiedzieć, jak ich pan wykorzystuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 36
Join date : 24/01/2017
avatar
Jemu do śmiechu za bardzo nie było, o ile nie powinien do tego zaliczanym być histeryczny śmiech wariata godnego jedynie zapięcia w kamizelkę bezpieczeństwa i wtrącenia do pokoju bez klamek. Wydał z siebie niezbyt zadowolone, ostrzegawcze warknięcie i przewrócił oczami w wyrazie zrezygnowania, jednak dalszych nerwów nie dawał po sobie poznać, utrzymując pozornie kamienną, spokojną twarz. Pod maską kryły się rosnące pokłady niesmaku, irytacji i strachu, które ledwie udawało mu się opanować. Gdyby pozwolił emocjom przejąć nad sobą kontrolę, z pewnością uciekłby stąd jak najszybciej, zmieniłby nazwisko i uciekł z kraju.
- Z całym szacunkiem - "którego i tak do was nie mam..." - nie mam powiązań z tym tworem, panie spirytysto, więc pańska teoria, choć całkiem urocza, jest totalną bzdurą. - Odparł ze spokojem, uważając, że naprawdę nie miał większych powiązań z tym dzieciakiem, choćby nie wiadomo jak szperał we własnych wspomnieniach. Odchylił się w tył na krześle, tym samym bujając się na nim trochę przez dłuższą chwilę, po czym westchnął.
- Nie znam żadnej Keiko. - Odpowiedział niedbale, wisząc wciąż jedynie na dwóch z czterech nóg krzesła. O mało nie upadł, gdy mężczyzna się do niego przybliżył, jednak lada moment znowu usiadł normalnie i zmrużył oczy, w których zaś widać było mieszankę irytacji i rozbawienia.
- Dokładne nazwisko, dokładne znaki, dokładna data śmierci. Nie korzystam z duchów. Moja Zdolność to nie duchy i to zapewnienie powinno tu wystarczyć. Ujawnianie chronionych informacji nie jest czymś, na czym mi zależy. Poza tym...
- Uśmiechnął się niby przepraszająco, ale z wyższością i złośliwością. Chciał obrócić sytuację tak, by to on tu rozdaje karty... wystarczyło spróbować.
- Nie wiem, jak działa usuwanie nazwisk. Nie wiem, czy wystarczy zamazać, czy wyrwać, może spalić i wrzucić do rzeki jak hitogatę. Dziwi mnie, że naprawdę komuś przeszkadza użycie kilku znaczków. Co to, rodzina samurajów? - Mówił spokojnie, a wypowiedź zakończył cichym prychnięciem, po trochu rozbawionym i po trochu pogardliwym. - Co proponujesz, panie spirytysto?

// Jeżeli zdecydujesz się gdzieś przenosić, to wyprowadź ich od razu i daj zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 113
Join date : 29/01/2017
avatar
Zmarszczył brwi, słuchając wypowiedzi tego młokosa, który swoją butą i udawaną arogancją coraz bardziej go bawił i denerwował równocześnie. Tym razem wysłuchał go do końca, nie odpowiadając na jego pytania na bieżąco, a postanawiając zebrać to wszystko w dużą wypowiedź. Zresztą - potrzebował tym razem pomocy Ichiro. Mimo tych kilku lat w Japonii czasem miał problemy ze znakami, zwłaszcza tymi, które odpowiadały imiona. Doprawdy, cudowny język - w jego rodzimej mowie jedno imię rzadko dawało się zapisać na kilka sposobów. W Japonii było to całkowicie normalne i właściwie zrobiło mu się wstyd, że o tym nie pomyślał wcześniej.
- Nie musi pan jej znać - odpowiedział mu powoli, cały czas rozmyślając na sposobem, w jaki można by uwolnić biedną dziewczynę. Wierzył obcemu, gdy ten mówił, że nie wykorzystuje duchów - jego dar musiał być dużo bardziej skomplikowany. William nie był specjalistą od Zdolności, zresztą widział wyraźnie (zostało mu to powiedziane równie jasno), że nie ma co próbować wyciągać od młodzieńca jakichkolwiek informacji na ten temat. Cóż, niewiele go to w sumie obchodziło - oczywiście, jego baza informacji wzbogaci się o wiedzę o takim osobniku, jak ten tu... - Wygląda na to, że ma pan zapisane gdzieś jej imię i nazwisko i to już ją wiąże z panem. Ichiro,
zechciałbyś odpowiedzieć na pytania pana? Ja nie do końca znam wszystkie informacje.
- Uśmiechem zachęcił chłopca, który chyba stracił na wcześniejszej bucie i agresji. Teraz jednak zaczął mówić szybko i wyraźnie:
- Akiyama, znakami na jesień i wzgórze, Keiko, znakami na szczęśliwą i żeński przyrostek... Zmarła 12 lipca, tego roku. Ja... Wydaje mi się, że spalenie i rozsypanie popiołów będzie dobrym wyjściem. Panie Will?
- Tak, to chyba dobry trop. Ogień ma moc oczyszczenia, więc warto od tego zacząć. Zwykłe zamazanie czy podarcie nazwiska nie unicestwi go tak skutecznie. Możemy od tego spróbować... Myślę, że bezpiecznie możemy to przeprowadzić w toalecie, chodźmy.
Zupełnie nie czekając na reakcję wstał i skierował się do najbliższej łazienki, podążając za strzałkami, które sprytnie rozmieszczono w odpowiednich miejscach w całym budynku. Droga nie trwała długo - w końcu nie musieli przechodzić całego miasta - a na miejscu na szczęście okazało się, że pomieszczenie jest puste i spokojnie mogą przeprowadzić swoje małe egzorcyzmy.
- No to proszę. Tak się składa, że akurat mam pudełko zapałek... - Sam nie wiedział, skąd je ma, ale fakt, że miał - wyjął z kieszeni nieco wygniecione pudełko i podał je swojemu towarzyszowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Yokohama Landmark Tower
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Strona 1 z 2 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Battle Tower - Nikotynka
» Tower Bridge

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Nishi-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.