Share | 
 

 Cosmo World

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 2 1, 2  Next
Admin
Liczba postów : 71
Join date : 26/09/2016
avatar

Największą atrakcją tego parku rozrywki jest Cosmo Clock 21; wielki diabelski młyn. Gdy Cosmo Clock 21 "pojawił się na świecie", uznano go za najwyższy diabelski młyn na świecie, mogący z powodzeniem konkurować z inną tego typu konstrukcją - Igosu 108 znajdującą się w Shiga. Pierwotnie mierzył on 107 metrów, lecz od roku 1997, kiedy to doszło do przeniesienia i przebudowy konstrukcji młyna, źródła podają 112 metrów. Poza młynem są tu oczywiście inne atrakcje - kolejki górskie, spokojniejsze przejażdżki, także gry, w których można wygrywać między innymi pluszowe zabawki. Nie brakuje tu również miejsc, w których można coś zjeść, zaś kilka razy w roku występują tutaj cyrkowcy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 128
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
Normalni ludzie rocznicę obchodziliby jakoś inaczej, ale Alek wiedział, że branie pajaca w jakieś ekskluzywne miejsce byłoby nieco wbrew naturze ich obu. Rosjanin był raczej osobą, która nie lubiła uzewnętrzniać tego, co czuł, zaś pajaca raczej po prostu nie widział w takim otoczeniu. Poza tym, wielu ludzi właśnie tak spędzało ważne dla siebie daty, a on wolał postawić na coś prostszego, ale bardziej oryginalnego... Co za masochista.
Nie znosił takich miejsc. Hałas, chaos, wszędzie pełno ludzi, przez których robiło się duszno i parno, bez względu na to, że byli na zewnątrz. Chciałby zapaść się pod ziemię, chciałby nigdy nie wychodzić z domu i... I nie chciałby sprawić Yoshirou przykrości. Tak, właśnie dlatego tu przyszedł, po trochu wbrew swej woli, po części zmuszając się do tego. Spojrzał na mężczyznę, uśmiechając się delikatnie; widok uśmiechniętego eks-cyrkowca nie był niczym niezwykłym, jednak świadomość, że uśmiechał się dzięki Alkowi, wciąż go zaskakiwała. Serce Rosjanina przyspieszało za każdym razem, gdy uderzały go takie myśli, tak było i teraz, gdy odwracał wzrok od twarzy człowieka, którego uwielbiał ponad wszystko. Nie znał przyczyny takiego działania, nie potrafił określić, czy jest to wstyd, czy nakazuje mu tak robić przyzwoitość sugerująca mu, że nie powinien pożerać wyższego wzrokiem.
- Podoba ci się? - Spytał dość głośno, jednak jego głos i tak był po części stłumiony przez muzykę oraz ucieszone okrzyki innych ludzi, wśród których zdawał się szeptem. Szerokie alejki parku rozrywki były oblegane przez artystów cyrkowych; iluzjonistów, akrobatów tańczących na zmyślnych konstrukcjach, zaklinaczy niewielkich zwierząt takich, jak węże czy małpy, był również wytyczony kącik na małe zoo - och, jak współczuł zwierzętom skazanym na te hałasy i nawał zapachów nakładających się na siebie - a to wszystko widział właściwie po raz pierwszy. Cyrkowcy pojawiali się tutaj dość często, a jednak on nie tyle nie miał czasu, co po prostu nie miał z kim tu przyjść.
Kolejne spojrzenie na pajaca poskutkowało myślą, że tak naprawdę Alek ma tylko jego. Poczuł lekki ścisk w gardle, który nie był jednak na tyle mocny, by rudy odczuwał jakiś dyskomfort. Z tego, co wiedział, to i Yoshirou nigdy wcześniej się tu nie zjawił, zatem Rosjanin, który go tu przyciągnął, czuł się zobowiązany do znalezienia czegokolwiek, czym mogliby się zająć.
Na pewno byłoby łatwiej, gdyby nie zakładał od razu najczarniejszych scenariuszy. Spojrzenie na człowieka pokazującego widowni wielkiego dusiciela poskutkowało wizją tego, że Fujimoto spróbuje przytulić gada - tak, Alek wciąż pamiętał zdjęcie z waranem - a wąż uzna, że od teraz są w poważnym związku i odwzajemni uścisk z nadmiernym entuzjazmem. Małpom z kolei nie ufał, bo nasłuchał się historii o tym, że potrafią wpaść w szał i okaleczyć człowieka bez powodu, także do nich też się nie zbliżał. Mina stopniowo mu rzedła. Bliższe zetknięcie się z akrobatami mogłoby poskutkować tym, że Yoshirou spróbuje wziąć udział w ich występach, a potem zostaną wyrzuceni na zbity pysk. Szybkie, wysokie kolejki były zaś tym, co rudego niesamowicie przerażało i wzdrygnął się mocno na sam widok stalowych gigantów. Samochodziki niezbyt go ekscytowały - był na to za stary - także pozostawało niewiele opcji.
- Chcesz.. Em... zjeść jakieś lody?
- Wcale nie to, że chciał go podejść ja dziecko. Mając lody nie powinien ich porzucić na rzecz czegokolwiek innego. - Popatrzymy na tych sztukmistrzów, co? A potem się czymś przejedziemy. Czy coś. W sumie to się nie znam na takich miejscach. - Wzruszył lekko ramionami i wskazał ruchem głowy na jedną z budek z lodami i zaczął iść w tamtym kierunku.

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 85
Join date : 15/01/2017
avatar
Pajac, choć mia najszczersze intencje i nawet pamiętał o rocznicy związku z Alkiem, to musiał akurat na kilka dni przed nią o tym zapomnieć - jakie to znajome, nieprawdaż? Z drugiej strony ciężko mu było przywołać, na który konkretnie dzień owo ich prywatne święto wypada, tym ciężej było coś przygotować. W związku z tym to Rosjanin zaskoczył go swoją niespodzianką, a nie na odwrót. I musiał przyznać, że zaskoczył bardzo pozytywnie! Po prawdzie nie był pewny, czy jego ukochany w ogóle lubi takie rzeczy obchodzić, a tu nie dość, że faktycznie świętowali, to jeszcze w wesołym miasteczku! Yoshirou co prawda wychował się w cyrku, ale należy pamiętać, że cyrk i wesołe miasteczko to dwie różne rzeczy. Takich kolejek i tego typu atrakcji jeszcze nigdy nie było mu dane doświadczyć, więc rozglądał się z takim entuzjazmem, że mogło się wydawać, jakby zaraz miał zwichnąć sobie szyję.
Jednak nawet mimo tych wszystkich rozpraszaczy i tak wciąż wracał wzrokiem do Aleksandra, a gdy go widział, uśmiech na jego twarzy stawał się jeszcze cieplejszy. Nie umiał wyrazić wszystkich uczuć, które do niego żywił, a biorąc pod uwagę łatwość, z jaką mówił o tym, co czuje, znaczyło to naprawdę wiele. Ilekroć go widział, miał ochotę chwycić go za rękę, w objęcia, nie wypuszczać i trzymać jak najbliżej. Wbrew pozorom jednak umiał się kontrolować w miejscach publicznych, gdy wiedział, że mogłoby to mężczyznę zażenować czy sprawić, że czułby się niekomfortowo, gdy tyle ludzi patrzy, więc po prostu szedł obok z wielkim uśmiechem i lekkością w sercu. Nadal nie mógł pojąć, że to już cały rok. Zwykle łatwo męczył czy nudził się ludźmi, więc jego związki, jeśli można je było tak nazwać, trwały nie dłużej niż tydzień czy dwa, może w porywach do trzech. A to... to było coś zupełnie innego. Daleki był od znudzenia się, ba, wręcz przeciwnie, czuł się tylko bardziej uzależniony od ukochanego. I na następną rocznicę miał zamiar sam coś przygotować. I na kolejną, na jeszcze następną... chciał, by było ich tyle, by zgubili w nich rachubę.
- Czy mi się podoba? Jeszcze pytasz? - odparł ze śmiechem, rozglądając się błyszczącymi oczami po atrakcjach. Nie mógł się zdecydować, co go najbardziej ciekawiło. Spojrzenie w stronę akrobatów spowodowało nutę nostalgii i tęsknoty, gdy przypominał sobie własne występy. Nie ogarnęła go jednak bez reszty i szybko pozwolił jej się zgubić w entuzjazmie. Zastanawiały go jednak kolejki - dobrze wiedział, że Aleksandr miał lęk wysokości, a to w końcu była ich wspólna rocznica, nawet jeśli to Rosjanin ją organizował. Nie chciał, by któryś z nich miał nieprzyjemne wspomnienia z nią związane. Ale na pewno znajdą coś, co im będzie odpowiadało! W końcu mieli tu masę atrakcji, czyż nie?
- Ojej, kocham lody! - ucieszył się i sam wyprzedził Aleksandra, chcąc jak najszybciej zobaczyć, co budka ma do zaoferowania. A miała całkiem sporo i pajac, nie umiejąc się zdecydować, wybrał całkiem sporo smaków, tak że otrzymał duży wafel z różnokolorowymi gałkami i wetkniętą w nie szpatułką, by mógł je wygodniej jeść, za co zaraz się zabrał z zachwytem godnym dziecka. A były o tyle lepsze, że choć nie było może jeszcze najgoręcej, to słońce i tak świeciło jak na początek lata przystało.
- Myślisz, że mają tu połykaczy ognia? Chciałbym takich zobaczyć! Ale pewnie nie da się z nimi porozmawiać jak występują, hmm... no ale chociaż przedstawienie można! Albo jakichś innych sztukmistrzów! Jak raz będę widzem! - paplał bez namysłu wesołym głosem. Faktycznie jak raz ubrał się normalnie, w białą koszulę i brązowe spodnie, z rozpuszczonymi włosami, których kosmyki lekko powiewały na wietrze. Śmiał się, że chociaż nie wezmą go za pracownika wesołego miasteczka.
Z lodami w garści szukał dobrego miejsca, by móc oglądać występy ludzi. Niektórzy mieli kukiełki, które wykonywały różne sztuczki, inni wykonywali skomplikowane tańce czy przedstawienia akrobatyczne. I choć wszystko to było naprawdę miłe dla oka, ciężko mu było skupić się na jednym, wciąż zerkał na ludzi obok czy występ człowieka-gumy kilkanaście metrów dalej. No i wciąż zerkał na ptysia, jakby chciał się upewnić, że wciąż jest obok. Gdy spotkał jego wzrok, uśmiechnął się szerzej i zrobił proszące oczy, nie zdając sobie sprawy, że kąciki ust ma umorusane w słodkim przysmaku, który zajadał.
- Myślisz, że sprzedają tu balony na hel? Zawsze chciałem takiego unoszącego się balona! - Nie, wcale nie myślał, że jest na to za stary. Choć miał już ponad trzydzieści lat, jego mentalność z pewnością była nieco zacofana w stosunku do ciała. I czemu nie miałby spełniać dziecięcych marzeń teraz, gdy mógł to zrobić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 128
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
Podążał za nim znacznie wolniej, niż szedł sam pajac, jednak wciąż miał go na oku i uważał, by ten nie zrobił sobie krzywdy. Mężczyzna od Alka był starszy już o siedem lat, a Rosjanin czuł się zazwyczaj tak, jakby niańczył kilkuletnie dziecko. Nie przeszkadzało mu to jednak tak, jak mu się zdawało, że by mogło jeszcze rok temu. Czas leciał zdecydowanie szybciej niż mógłby się spodziewać; jeszcze nie tak dawno temu Alek bał się, czy może mu zaufać, jeszcze mniej odkąd są razem, a odkąd mieszkali ze sobą - to dosłownie jak pstryknięcie palcami. Na samą myśl o tym, że Yoshirou trwał przy nim już tyle, Alek czuł przyjemne ciepło, tak kontrastujące ze wszystkim, co odczuwał przez hałaśliwe otoczenie.
Sam skończył z zaledwie dwiema gałkami, uznając, że wystarczy mu jedna o smaku słonego karmelu i jedna czekoladowa. Smaki delikatnie skontrastowane, a jednak pasujące do siebie w mniemaniu rudzielca, co poniekąd skojarzyło mu się z jego reakcją z pajacem. W tym układzie to Alek był gałką karmelową, a Yoshirou czekoladową, znacznie słodszą i budzącą przyjemniejsze skojarzenia w wielu ludziach. Cicho westchnął, jednak nie dlatego, że wywołało to w nim jakieś smutne myśli - wręcz przeciwnie. Westchnienie to bowiem wyrażało raczej ulgę i lekkość, wszak nawet jemu należało się raz na jakiś czas coś dobrego od życia.
- Hm? A, uh... Myślę, że mogą gdzieś mieć, ale nie na taką skalę jak w zwykłym cyrku. Chyba. Znaczy... Jest tu dużo ludzi i pewnie muszą być ostrożniejsi i zajmować mniej miejsca. Czy coś. Ale... Myślę, że taka odmiana może być dla ciebie ciekawym doświadczeniem. - Obserwował swojego partnera, niezwykle dziś w wyglądzie naturalnego, ale pięknego jak zawsze. "W końcu jak zwykli ludzie.", pomyślał. "W końcu bez zagrożenia nad głową...", aż spojrzał w górę i pożałował. Na widok diabelskiego młyna poczuł, jak ściska mu się żołądek, a całe jego ciało ogarnia wrażenie, jakby spadał. Z nietęgą miną wpatrywał się chwilę w kolosa, jednak zaraz zamknął oczy i odetchnął głęboko. Zamiast tego skupił się na przyjemniejszych i ważniejszych sprawach, to jest na pilnowaniu Yoshirou i oglądaniu pokazów.
- Balony? Jasne, zawsze w takich miejscach są. - "Przynajmniej według filmów i książek, bo ja nie mam życia..." - Możemy poszukać... Chciałbyś? - Widać, że chciał. Zachwyt mężczyzny sprawiał, że Alek czuł, jak ogarnia go ciepło, chociaż jadł lody, które powinny raczej chłodzić. - I wytrzyj twarz, brudny jesteś. - Gdyby byli w domu, zapewne sam by się tym zajął, ale teraz się po prostu wstydził.

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 85
Join date : 15/01/2017
avatar
Chociaż wciąż zajmowały go najróżniejsze atrakcje, których tu miał pod dostatkiem, ani na chwilę nie zapominał o towarzyszącym mu mężczyźnie. Co prawda miał sklerozę, ale różne fakty o ukochanym pamiętał, więc miał nadzieję, że ten nie męczy się za bardzo w takim tłumie ludzi. Naprawdę doceniał, że ten go tu zabrał. Nigdy nie był tak szczęśliwy, gdy widział uczucie, którym go darzył rudzielec, zwłaszcza że nie był osobą bardzo często o uczuciach mówiącą. Tym bardziej cieszył go każdy objaw troski i zaangażowania.
No i cieszyły go lody. Niestety te topniały dość szybko w temperaturze panującej na dworze, więc zostało mu tylko śpieszyć się z wpychaniem ich sobie do ust, by nie roztopiły mu się i nie spłynęły na dłoń. To w końcu było uciążliwe i sprawiało, że wszystko wokół było klejące! A nie lubił tego uczucia, było nieprzyjemne i fuj. Kiwał entuzjastycznie głową na słowa Alka - ciekawie było oglądać występy, jakie nieraz wykonywał przed podobnym tłumem, w końcu nigdy wcześniej nie przebywał po tej drugiej stronie. Ciekawe, czy on sam też wtedy prezentował się podobnie? Przyłapał się na tym, że myśli, jakich i ile treningów wymagają kolejne pokazywane figury, na patrzeniu na mięśnie, których wbrew pozorom akurat tu najbardziej się używa. Spochmurniał na cały ułamek sekundy, gdy zorientował się, że skupia się na szczegółach technicznych zamiast radować się przedstawieniem. Ale przecież to niespecjalnie, samo tak wyszło a myśli uciekły!
- Chcę bardzo! - odpowiedział z uśmiechem oznaczającym koniec smutków, skupiając się na rzeczach ważniejszych, czyli balonie. Rozejrzał się nad głowami ludzi, korzystając z tego, że był wyższy od większości z nich, by znaleźć jakieś stoisko, gdzie by balony sprzedawano. Jednocześnie ocierał posłusznie chusteczką (by nie mieć klejących rąk!) usta, choć robił to bezmyślnie, automatycznymi ruchami.
Zamiast tego, czego szukał, w oczy rzucił mu się budynek w zaskakująco ciemnych jak na wesołe miasteczko barwach, z różnymi stworami namalowanymi czy stojącymi przy wejściu. Od razu wiedział, że to jest coś dobrego. Dom strachów był dla nich chyba optymalną rozrywką, bo i pajac się nie nudził, i Aleksandr nie musiał się stresować wysokimi, szybkimi kolejkami. W końcu mężczyzna nie był bardzo podatny na takie typowe rzeczy straszące większość ludzi. Więc akurat!
- Ne, ne, Alku - odparł z przejęciem i błyskiem w oku, wskazując palcem wypatrzone miejsce. - Pójdziemy tam, pójdziemy? Proooszę!
Zaraz zaczął iść w tamtym kierunku. Szybko załatwił im miejsce w kolejce*, ale na szczęście nie musieli długo czekać, nim grupa akurat przebywająca w środku wyszła na słońce dnia ze zdezorientowanym wzrokiem.
- Zawsze dużo słyszałem o takich miejscach! Nawet jest ranking najstraszniejszych! - odparł przyciszonym - o zgrozo, umie go przyciszać -
głosem, mając wrażenie, że tu nie byłoby adekwatnie krzyczeć. - Ale się nigdy tym tak nie interesowałem, a ty? - paplał, wszedłszy do środka zaciemnionego pomieszczenia, w którym nieco czasu musiało minąć, nim przyzwyczaił się do widzenia w półmroku.

*nie wiem jak jest w Japonii, czy płaci się za atrakcje osobo, czy ma się przepustki, w Polsce jest różnie, więc zostawiam niejasne sformułowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 128
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
Czuł, jak powoli staje się coraz bardziej odprężony. Miał dobre lody i jeszcze lepsze towarzystwo, zaś skupianie się na tym sprawiało, że wszystkie nieprzyjemne bodźce jak ilość hałasu czy feeria irytujących barw, zdawały się być tłumione. Z jego ciała uchodziło napięcie, nie czuł się tak, jakby lada moment miało się stać coś niebezpiecznego i trochę mniej na oku miał samego Yoshirou pod względem obaw o to, czy ten czasem nie zrobi sobie czymś krzywdy.
Przyjemnie natomiast oglądało mu się wyższego będącego we własnym żywiole. Nie był to co prawda do końca cyrk, ale dla samego Alka to nawet i lepiej, bo statyczne tkwienie w jednym miejscu i przyglądanie się spektaklowi wydawało mu się mniej atrakcyjne. Miał podzielną uwagę i lubił, gdy poza bodźcami wizualnymi mógł się zająć czymś jeszcze. Na przykład chodzeniem.
Z zainteresowaniem obserwował więc ludzi zajmujących się swoją osobliwą, ale piękną sztuką. Wydawali się dla niego nieosiągalną granicą, zbyt nierealną i niebezpieczną, by kiedykolwiek mógł ją przekroczyć. Spojrzał na Yoshirou, który dla niego stanowił połączenie dwóch światów. Nie, żeby brakowało mu emocji w życiu, cenił sobie wszak spokój, ale z drugiej strony zagrożenie i adrenalina wydawały mu się tym, czym był ogień dla ciem.
- Hmm? - Mruknął, wyrywając się z rozmyślań i spojrzał znów na mężczyznę. - A... Jasne, możemy. - Nie należał do osób, które łatwo było przestraszyć czymś takim jak horrory czy domy strachów; wiedział, że jest to w pewien sposób wymuszone, zaś w stu procentach nieprawdziwe. Wyskakujące na twarz straszaki przez pewne gry były już dla niego zupełną normą i raczej go nudziły... czego tu się bać? Także, gdy przebyli dramatyczną drogę prowadzącą do wrót domu strachów, jedynym kłopotem dla rudego było przyzwyczajenie oczu do panujących wewnątrz ciemności. Tutaj już pozwolił sobie na kroczenie ręka w rękę z byłym cyrkowcem i rozglądał się po ścianach, które z tego, co zauważył, jedynie po części były stylizowane na poniszczone. Nie podejrzewał o wandalizm Japończyków, raczej zagranicznych odwiedzających, ale... Po co się rozdrabniać?
- Szczerze bardziej się interesowałem takimi faktycznie nawiedzonymi... Niezbyt wierzę w duchy, ale czytanie o tym jest ciekawe. I ogólnie o materiałach do urbexu, bo-- - I przerwała mu kukła-wampir, wyskakująca z trumny opartej o pozrywaną tapetę, wydając przy tym z siebie niski chichot. Rudy odruchowo odskoczył na widok plastikowego Drakuli i wpadł na Yoshirou, robiąc przy tym zdezorientowaną minę. "Muszę wyglądać jak kot przestraszony ogórkiem", pomyślał ironicznie, zaskoczony tym, że w ogóle go coś takiego ruszyło.
- No już, szkarado, paszoł ty... - I pchnął figurę znowu do trumny, gdyż ta zagradzała znaczną część wąskiego korytarzyka. Nie dało to jednak żadnego skutku, więc zrobił to samo po raz kolejny, zaś na zewnątrz słychać było, jak zrywa się wiatr. Spod kukły posypały się iskry, zaś ledwo świecące żarówki na suficie oraz te imitujące płomienie świec, zaczęły migotać, tylko po to, by w końcu wszystkie zgasły. Rudy zrobił nietęgą minę i odsunął się od zabawki, która tym razem grzecznie pozostała w trumnie.
- No teraz to grzeczny i udaje, że nie jego wina. Widzisz? - Poskarżył się półżartem pajacowi i zajrzał za zakręt. Było pusto, nie słyszał też żadnych kroków, a głosy rozlegały się jedynie za ścianą. Ludzie słyszalnie spieszyli się tam, hałasowali; najwidoczniej nadchodziła burza, która wystraszyła odwiedzających park.
- Słuchaj, chyba... zamykają wcześniej czy coś. Lepiej stąd chodźmy. - Z tymi słowy cofnął się do drzwi i pchnął je, jednak bez efektu. Widząc to, dla odmiany pociągnął - dalej bezskutecznie. No tak, działały pewno na prąd. Otwierały się same, gdy dotarł do nich sygnał o wyjściu grupy zwiedzających z drugiej strony.
- No... Musimy chyba przeczekać albo poszukać innego wyjścia. Ale gorzej już raczej nie będzie... - I w tej chwili rozległy się grzmoty, bardzo blisko i bardzo głośno, na tyle, że Alek sam się nieznacznie skulił.
- Dobra... Posłuchaj. Pewnie ktoś z obsługi tu jest. Dom ma jeszcze jedno piętro. Można tam kogoś... Cokolwiek, co nie? Powiemy, że chcemy tu poczekać aż do chwili, gdy skończy się burza, a potem pójdziemy do domu.
- Znowu złapał pajaca za rękę, jednak tym razem chcąc dodać mu otuchy. "Patrz, jestem przy tobie. Możesz na mnie polegać. Skup się tylko na mnie."

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 85
Join date : 15/01/2017
avatar
W przeciwieństwie do Alka, pajac miał aż za duże ciągoty do wszystkiego, co szybkie, niebezpieczne i wywołujące zastrzyk adrenaliny, dlatego normalnie byłby pierwszy do kolejek i tego typu atrakcji. Z drugiej strony podobało mu się w takich miejscach wszystko - dosłownie, zresztą uciecha z atrakcji to był tylko ułamek radości powodowanej faktem obchodzenia rocznicy. Z uśmiechem obserwował, jak jego ukochany się relaksuje i wiedział, że z nim nawet w cichym domu bawiłby się lepiej niż w największym parku rozrywki sam.
Jeszcze nim wszedł do budynku, dokończył pospiesznie lody, wpychając sobie do ust duże porcje, bo przecież nie chciał wypaćkać nimi tego, co było w środku. Ale jak każdy wie, szybkie jedzenie czegoś tak zimnego niemal zawsze kończy się wyziębieniem, przynajmniej pozornym, a więc i gęsią skórką i wrażeniem, jakby zamarzał ci mózg. Czy to zraziło jakoś pajaca i pozbawiło go dobrego humoru? Oczywiście, że nie.
Sam Yoshirou był średnio odpowiednią osobą do domu strachów. Eufemizując, nie jest najbystrzejszą osobą, a przywyknięcie do różnych sytuacji sprawiło, że nie bardzo wiedział, co miałoby go tam straszyć, więc rozglądał się z głupim uśmiechem przylepionym do twarzy na stałe. Kiedy zaś wyskoczył na nich pierwszy straszak, spojrzał na niego z zaskoczeniem, choć bardziej zaskoczył go wpadający na niego Alek, którego szybko złapał i podtrzymał. Zaśmiał się cicho, widząc jego szarpaninę z wampirem.
- Jaki niesforny! I na pewno nie on zgasił światło! - rzucił z łobuzerskim uśmiechem, podchodząc, by pomóc Aleksandrowi, choć to akurat okazało się zbędne, jako że krwiopijca tkwił bezpiecznie w swej trumnie. - Cooo, już chcesz wychodzić - zdziwił się, a w jego głosie można było wyczuć nie tylko zaskoczenie, ale też zawód. - Dopiero weszliśmy... - Umilkł, widząc, jak rudzielec szarpie się z drzwiami bezskutecznie. Przekrzywił lekko głowę, nie rozumiejąc, co się stało. Może to była część atrakcji? Miałoby sens, zamknięcie w pomieszczeniu pełnym strasznych rzeczy z pewnością działa lepiej na nerwy niż bycie w pomieszczeniu z otwartym wejściem.
Otwierał już usta, nim jednak zdążył się odezwać, aż podskoczył na dźwięk grzmotu, który z pewnością uderzył bardzo blisko. Cały dom strachów mógł się schować ze swoimi kukłami i innymi dziwami, nie mogły nawet konkurować z burzą w wywołaniu w pajacu strachu. Widział raz osobę porażoną piorunem i choć przywykł do różnych makabrycznych widoków pracując w mafii i zupełnie na nie nie zważał, może skrzywił się z niesmakiem, tak to... to z jakiegoś powodu tkwiło mu w pamięci i powodowało dreszcze ilekroć słyszał pomruki burzy w oddali. Wobec niej ludzie byli właściwie bezsilni.
- M-myślisz, że to część z domu strachów? - spytał, próbując się zaśmiać, ale wiedział, że to nie były dźwięki z głośników. Ścisnął dłoń oferowaną mu przez Aleksandra, ale na tym nie poprzestał, zaraz go przytulił mocno, nawet nie próbując ukryć przestrachu na twarzy.- N-nie idźmy... przy ścianach jest bardziej niebezpiecznie i tam są kable i elektronika... co jak piorun po nich przeniesie taki duży ładunek? - spytał błagalnie, wzmacniając uścisk. W wesołym miasteczku nie było w końcu żadnych piorunochronów, więc mogło tak się zdarzyć! A wtedy chciał być jak najdalej od wszelkich elektronicznych urządzeń.
Przekradł się kilka kroków i szybkim ruchem zerwał zawieszoną na żabkach zasłonę, za której wyskakiwała czaszka, tę jednak zupełnie zignorował, kradnąc materiał z powrotem na środek. Trudno, najwyżej później odwiesi, teraz sytuacja uzasadniała pożyczkę. Usiadł na ziemi, okrywając się improwizowanym kocykiem i chwycił Alka za rękę, zachęcająco uchylając materiał, by ten do niego dołączył.
- Przeczekajmy tu, dobrze? - spytał i zaraz wzdrygnął się, słysząc kolejny grzmot, jeszcze bliższy. Brakowało mu tylko psich uszu, które mógłby położyć po sobie. - O-odgonimy burzę... albo coś... - Jak raz potrzebował wsparcia i najbardziej chciał po prostu wtulić się w ukochanego, jedyną osobę, której ufał, gdy mówił, że nic się nie stanie. Może było to irracjonalne, w końcu nie miał władzy nad pogodą, ale czuł się bezpiecznie przy nim.
- Słyszałem o piorunach kulistych... ale tu nie ma okien by wpadły, prawda? - spytał, rozglądając się wokół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 128
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
Z pewnym wahaniem pokręcił głową, gdy usłyszał pytanie pajaca o to, czy mają do czynienia z efektami specjalnymi. Zacisnął usta i spojrzał w bok; nie chciał go okłamywać, ale też nie chciał, by ten odczuwał jakiś dyskomfort. Przytulony poklepał lekko wyższego mężczyznę po plecach i zaraz znowu na niego spojrzał. Sam był bardziej podenerwowany przez fakt zamknięcia w obcym miejscu, w totalnej ciemności - w istocie, okien tu nie było - i z całą masą struktur, które budzić miały strach. Nie ruszały się, nie wydawały z siebie dźwięków i dalej nie zdawały mu się w jakimkolwiek stopniu straszne, po prostu odczuwał niepokój.
"Ironiczne", pomyślał gorzko. Introwertyk, który lubił samotność, nagle bał się bycia zamkniętym i drżał na samą myśl o tym. Za ścianami burza szalała, ale na całe szczęście sama budowla sprawiała wrażenie w miarę solidnej. Skrzywił się nieznacznie na dźwięk zrywanej z zaczepów tkaniny i po prostu przyglądał się mężczyźnie przez dłuższy moment, po czym, wzdychając, przysiadł się. Oczyma duszy widział epicki "wtf" na twarzach obsługi parku rozrywki, gdy już odnajdą dwóch rozbitków na bezludnej wyspie o nazwie "dom strachów" i z miejsca poczuł ogarniające go upokorzenie.
- Ja... e... nie widziałem żadnych okien. Pomyśl, pajacyku, tu ma być ciemno~ Na pewno ich tu nie ma. Daję słowo. - Objął wyższego ramieniem, patrząc na niego z wymuszonym, pogodnym uśmiechem.
"Zobacz, niczym się nie martwię. Nic złego się nie dzieje. Skup się na tym."
- Patrz, znowu świat robi sobie z nas żarty, nie uważasz? - "Zagadam cię, będę gadał tyle co nigdy." - No, trochę nie mamy szczęścia w randkowaniu. Ale ja to ogólnie pecha przynoszę. Może to przez to, że ciągle mam gorzką minę? - Spytał z rozbawieniem, robiąc parodię wspomnianego wyrazu twarzy. "Pobłaznujmy, pajacyku." Zaraz przytknął palce do kącików swoich ust i uniósł je dość wysoko.
- Może gdybym się częściej uśmiechał, to nie mielibyśmy popsutych randek? Albo... - Znów zrobił kwaśną minę. - A może powinienem zostać z taką, żeby przynieść pecha piorunom i żeby zgubiły drogę? Jak ją zgubią, to wtedy pójdą daleko stąd. A ty jak myślisz?
"Bo ja myślę, że próbuję złapać dorosłego na sztuczki dla dzieci."

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 85
Join date : 15/01/2017
avatar
Yoshirou nie łudził się, że to co mówi, to prawda - raczej starał się rozładować napięcie i własne obawy, więc jedynie pokiwał głową na reakcję Aleksandra. Zacisnął wargi w kreskę w dziwnym jak na siebie grymasie - w końcu nie było to ani zaskoczenie, ani szeroki uśmiech. Grymasy poza tymi dwoma dziwnie nie pasowały do jego twarzy, ale póki co to było najlepszym, co mógł przywołać, kiedy okrywał się zasłoną niczym tarczą, która mogłaby go ukryć i ochronić. Nie przywykł do uczucia strachu, było to dla niego coś dziwnego i choć znał Aleksandra bardzo dobrze już od roku, to wciąż było mu głupio, że pokazuje się od tej słabej strony. Nie wstydził się polegania na mężczyźnie, z pewnością nie, ba, sam chętnie pokazywał ukochanemu, że mu ufa zawsze. Jednak w sytuacji, kiedy i sam rudzielec najwidoczniej nie czuł się najpewniej, sam powinien mu jakoś pomóc! Tylko że... nie wiedział jak.
Gdy ten się do niego przysiadł, od razu objął go mocno, czerpiąc siłę z ciepła jego ciała. Spojrzał na niego, gdy ten do niego mówił, i dosyć zaskoczył go widok uśmiechu na jego twarzy. Kto by pomyślał, że mężczyzna będzie mógł się uśmiechać, kiedy pajacowi to niezbyt wychodził? tak nie mogło być! Dlatego machinalnie spróbował odwzajemnić grymas i odsunąć od siebie myśli od wyładowań, które uderzały w okolicę raz po raz.
- To prawda... jesteśmy odizolowani, prawda? - spytał z nadzieją, nieświadom, że to właśnie odcięcie od świata bardziej niż burza niepokoiły Alka. - W takim razie niedługo będzie dobrze! O-ona kiedyś zniknie!.
Słuchał z uwagą Aleksandra i czuł, jak pod wpływem jego uścisku, słów i uśmiechu powoli się rozluźnia. Co prawda spinał się jeszcze, słysząc gwałtowny, głośny trzask, ale nie trwało to długo, a bliskość ukochanego działała na niego kojąco. Skupiał się tylko i wyłącznie na nim... a przynajmniej dawał z siebie wszystko. Nie był co prawda głupi i widział, że ten wcale nie czuje się tak swobodnie, jak próbował to przedstawiać, ale mimo to jego zachowanie oraz świadomość, jak ten się stara, by Yoshirou lepiej się poczuł, rozgrzewały jego serce. Jak mógł pozostać wobec tego obojętny?
- To prawda, że nie mamy szczęścia! Ale ty miałbyś przynosić pecha? - zaśmiał się, co prawda śmiechem nerwowym, ale zawsze był to śmiech. - Może to znak, by zostać na następnej randce w domu! Znaczy lubię z tobą wychodzić bardzo! Ale co tam się może nam zepsuć? No nic chyba raczej! W każdym razie się postaram, by nic się nie stało... a i będzie spokojniej. Dziękuję, że mnie tu zabrałeś...  Nigdy nie byłem a zawsze chciałem! Ale następną randkę zrobimy pod ciebie! U nas w domu i... i nadal uwielbiam, że mamy wspólny dom! - paplał bez namysłu, co tylko przyszło mu na myśl. Zarówno dlatego, że tak mu wychodziło naturalnie, jak i by zagłuszyć konwersacją burzę. - Jak zrobisz swój grymas, na pewno ucieknie! Nie da ci rady - zaśmiał się cicho, przyciągając go bliżej. - Ale kocham twój uśmiech, jest prześliczny i ci pasuje. Ale nic na siłę, wiesz! Wymuszanie uśmiechu jest w sumie smutne...  No chyba że słyszy odgonieniu piorunów, to wtedy to użyteczne! Ciekawe, czy to tak naprawdę działa... Ale ty zawsze tak o mnie dbasz, że nawet na burzę byś pewnie mógł wpłynąć! W sumie zabawne, jak niektórzy, tam, gdzie jest sucho, robią taniec deszczu, by go przywołać, kiedy inni wcale go nie chcą. Mógłbym im ten oddać! Szkoda, że nie da się handlować pogodą... - Zamilkł na moment, by móc wsłuchać się w dźwięki dochodzące z zewnątrz. - Ne, myślisz, że już się oddala? - spytał niepewnie, gotów uwierzyć we wszystko, co Alek mu powie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 128
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
Pajac, albo raczej - błazenek - połknął haczyk, jak na grzeczną rybkę przystało. Propozycja zostania w domu bardzo mu się spodobała; było tam bezpieczniej, prywatniej, a i powrót nie stanowił problemu. Alkowi wszelkie wyjścia właśnie doskwierały przez perspektywę tłuczenia się komunikacją miejską albo ulicami, czego szczerze nienawidził. Zwłaszcza, gdy nadchodziło lato. Mimo, że wypowiedzi Yoshirou niekoniecznie się kleiły, jakoś dzięki nim Alek czuł się lepiej, w sercu robiło mu się cieplej, a uśmiech zdawał się bardziej naturalny, choć wciąż delikatny i jakby niepewny.
- No patrz, a ja się nigdy nie spodziewałem, że sprowadzę sobie kogoś do domu~ że będę tam na kogokolwiek czekał, że ktokolwiek poza paskudnym psiskiem będzie czekał na mnie. No i dzięki tobie jakoś bardziej chce mi się dbać o kwiatki! I w ogóle może w tym roku pożyją dłużej. Trochę nigdy nie miałem ręki do roślin, zawsze wychodziło tak, jakbym kota zagłaskał. Tylko, że tutaj kot jest roślinką! Chociaż w sumie zdarzało mi się ususzyć kwiatki, które wolą, jak jest im sucho, ale też utopić te bagienne. I jak tu znać umiar? - Zaśmiał się cicho, pozwalając sobie gadać więcej, niż uważał za konieczne lubi stosowne. Pajac sam zapewne w jakimś stopniu dziwił się temu, że tyle czasu słyszał głos Rosjanina; wszak nie mówił on zwykle zbyt wiele i nawet rzec można, że się przed tym wzbraniał. Gdyby półmrok pozwalał Yoshirou na wyraźniejsze widzenie twarzy Aleksandra, zapewne mógłby dostrzec, że przez nos i policzki przeszła delikatna czerwień. Chyba żadna ilość komplementów nie mogła go do nich przyzwyczaić. Gdzieś z tyłu głowy kołatała mu się jednak pewna myśl.
"Nie zasługuję na ciebie."
- Będę się uśmiechał ile trzeba. Ile będziesz chciał. Odgonię burzę, ale jak skończę ze skurczem mięśni, który nie pozwoli mi przybrać innej miny, to będę jak ta maska z teatru greckiego. Ta taka uśmiechająca się jak chory pojeb. W ogóle to mnie dziwi, że nie boli cię twarz od ciągłego uśmiechu. Mi by już usta odpadły z milion razy.
- O ile zaczął wciąż pogodnie, to skończył w wymuszenie marudnym tonem. Spojrzał znów na pajaca, gdy padło pytanie o to, czy burza odchodzi. Pokiwał wolno głową, nasłuchując.
- No ba, że idzie... Wiatr ją na pewno popycha gdzieś dalej. To teraz tylko poczekać, aż nas wyzwolą... - "Zakładając, że już nie pozamykali."

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Cosmo World
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Strona 1 z 2 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Feral Heart/Impressive World
» Dream World
» 1 World Trade Center

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Nishi-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.