Share | 
 

 Budynki Mafii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next
Admin
Liczba postów : 71
Join date : 26/09/2016
avatar

Są to trzy ogromne drapacze chmur, które na tle wielobarwnego okręgu Nishi wydają się być mrocznym widmem rzucającym cień na kompleks Minato Mirai 21. Oficjalnie ludzie nie wiedzą, czym są te budynki - usłyszysz, że to zwykłe biurowce, jakaś firma farmaceutyczna, albo, że gmachy przeznaczone są do rozbiórki. Nawet sami członkowie mafii nie do końca wiedzą, co w którym się znajduje, jednak można tu natknąć się na wszelkie magazyny z bronią, dokumentami, biura wyżej postawionych członków organizacji i pomieszczenia konferencyjne. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 85
Join date : 15/01/2017
avatar
Yoshirou aż skulił się pod wpływem krzyku Aleksandra. Mężczyzna był zazwyczaj spokojny, a jak się denerwował, to na swój uroczy sposób, który zawsze urzekał błazna i chwytał go za serce. Tym razem jednak widział autentyczną złość, co zdecydowanie nie było dla niego typowe. Pajac nie wiedział, o czym mówił mężczyzna, co za szkło - widział spadające kociaki, które zaraz się rozpierzchły, zostawiając po sobie jedynie drobne ranki na dłoniach. Czy to one tak zezłościły rudzielca? Fujimoto zastanawiał się nad tym, ściskając chusteczkę od niego. Przecież to były drobiazgi... wiedział, że po prostu o niego dbano i był za to ogromnie wdzięczny, sam zresztą martwił się najmniejszym urazem Aleksandra, więc umiał to zrozumieć. Pewnie za bardzo się martwił jego zachowaniem, ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że coś mu umykało. W końcu czemu mówił o szkle? I choć nie był wielkim miłośnikiem kotów, to raczej nie zignorowałby tak zachwytów pajaca. Zawsze poświęcał mu w końcu uwagę.
- To tylko draśnięcie, nie trzeba lekarza... - powiedział cicho, jednak posłusznie poszedł za nim. Garbił się nieco, zerkał też co chwila na ptysia, by zobaczyć, czy ten nadal się na niego gniewa. Nawet otulił się kurtką, choć czuł się, jakby właśnie przyszło bardzo upalne lato. Dobrze zresztą, że tak zrobił, bo zaraz po tym, jak wsiedli do autobusu, zaczął drżeć z zimna. Nie miał pojęcia, co to za wahania temperatur, ale od razu przybliżył się do mężczyzny, jakby próbował się przy nim ogrzać.
Sam autobus natomiast sprawił, że aż na moment stanął, nim został pociągnięty w jego kierunku. On na niego patrzył ogromnymi, zielonymi oczami o wąskich, pionowych szparkach źrenicach. Miał też uszy, rude futro, sześć par nóg i puszysty ogon. Z tego co pamiętał, nie tak wyglądały autobusy. Może to jakiś nowy model? Z jednej strony pojazd go urzekał, był najbardziej rozkosznym środkiem transportu jaki widział, a z drugiej z jakiegoś powodu jazda w bebechach kota była dość dziwnym przeżyciem. Niemalże zapominając o gniewie Aleksandra, wskazał palcem pojazd, mówiąc cicho "duży kotek, rudy kotek!" do słońca i siebie, jednak na tyle głośno, by najbliżsi piesi odwracali się, by spojrzeć na niego jak na wariata. Widząc minę ukochanego, zamilkł jednak i dał się wciągnąć do środka.
Jeśli miał jeszcze jakieś wątpliwości, że coś jest nie w porządku, to zaraz się rozwiały. Był zdrową osobą, wysportowaną, której zasadniczo nic nie dolegało - istny okaz witalności. Dlaczego więc czuł się taki osłabiony? Oparł się o Aleksandra, na wpół przymykając powieki. Nawet mimo to widział dziwne, kolorowe plamy przed oczami. Trzęsienie się autobusu nagle zaczął czuć niczym turbulencje samolotu, który spada i spada... Poniekąd wiedział, że właśnie siedzi przy ukochanym w autobusie w Yokohamie, ale to wrażenie było tak silne, że zaczynał poddawać w wątpliwość swoje wspomnienia. Mimo to dopiero gdy pojazd się zatrzymał i poczuł pociągnięcie za rękę, otworzył na powrót oczy i ujrzał twarz swojej miłości. Autobus wydawał się jakby oddalony, mimo że znajdował się w jego wnętrzu, na ścianach to pojawiały się zacieki, to obraz się rozmazywał... ale twarz Alka widział wyraźnie i ze wszystkimi szczegółami. To niego musiał się trzymać. Bez protestów wyszedł z nim na ulicę i dał się poprowadzić go do budynków mafii.
Tam nie dał się posadzić w miejscu. Nie chciał opuszczać boku Aleksandra, więc za nim nie puszczał jego ręki, mając nadzieję, że ten nie zniknie nagle. Był jego ostoją, gdy przy wejściu widział ogromne drzewa sięgające sufitu, gdy wokół głowy zaczęły mu latać małe kotki oraz gdy podłoga zaczęła falować tak mocno, że prawie się przewrócił mimo podpierania się o kapelusznika. Dopiero gdy upewnił się, że ten przy nim zostanie, usiadł gdzieś z ulgą, czując trzęsące się kolana.
- Słońce... m-moje oczy się psują... - powiedział cichutko, nie chcąc, by kto inny go usłyszał. - Widzę kotki, roślinki i... - zamilkł, widząc dołączającego do nich lekarza mafii. Nie spytał go nawet, czemu nosi na głowie kosz z owocami, jedynie rozchylił nieco wargi, wgapiając się w wyłaniającego się spomiędzy leżących gruszek i śliwek węża, który zasyczał na pajaca. Obserwował go uważnie, gdy mężczyzna go badał, osłuchiwał, starał się odpowiadać na pytania, mimo że wciąż go coś rozpraszało i ponownie dopadła go duchota. Czy naprawdę aż tak podkręcili ogrzewanie? Przy okazji pokazał również ranę na ramieniu - kto wie, czy medyk czegoś z tego się nie dowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 128
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
Cała sytuacja bez wątpliwości była dla niego wielkim stresem i to właśnie dlatego Aleksandr zareagował na jego zachowanie agresją słowną i złością. Nie oznaczało to jednak, że nie troszczył się o niego - wręcz przeciwnie. Jeśli miało udowodnić to Yoshirou, że jego zachowanie jest destruktywne i niewłaściwe, to chyba warto było przemóc się do traktowania go w ten sposób. W każdym razie póki nie miał lepszego rozwiązania. Gdy wsiedli do autobusu, zaczął rozważać wszelkie możliwości, a najbardziej realną było, że jego ukochany miał halucynacje, a te z kolei musiały być wynikiem ataku rośliny. Nie mógł powiedzieć, by takie rozwiązanie było logiczne lub by posiadało sens, jednak nie widział innego. To było tak nierealne i głupie, że nawet mimo bycia świadkiem tych wydarzeń, Aleksandr wciąż nie umiał w nie uwierzyć. 
Gdy dotarli na miejsce, Alek oczywiście nie opuścił boku pajaca. Jeśli ten miał być w jego obecności spokojniejszy, a i kiedy samego kapelusznika to nie męczyło w żaden sposób, to powinien zostać obok Yoshirou. Mężczyzna musiał być w szoku, pewnie to i owo obił sobie w czasie upadku, a i musiała na niego mieć wpływ jakaś substancja zawarta w igle, jaką został potraktowany. Mocniej ścisnął dłoń wyższego mężczyzny, jednak nie odezwał się ani słowem. Nie potrafił znaleźć odpowiedzi, nie umiał odnaleźć się w zaistniałej sytuacji, zatem jak raz postanowił się zdać na wiedzę osób, których tak bardzo nie znosił. 
Okazanie zarówno rany, jak i samej igły, niewiele dało lekarzowi. Jedynym, co odnotował medyk, była podwyższona temperatura ciała i powiedział tylko, że na ślad po ataku rośliny nie może poradzić nic poza przemyciem jej i naklejeniem niewielkiego opatrunku, adekwatnego wielkością do samego ukłucia. Nie potrafił też zidentyfikować ani z opisu słownego ani z zachowania tego, czym właściwie była ta roślina, podobnie nic konkretnego nie orzekł internet. 
Wyprowadził członka czarnej jaszczurki z pomieszczenia i przysiadł na jednej z kilku ustawionych w pewnych odstępach ławce. Zdjął kapelusz i potarł lekko skronie, po czym podniósł wzrok na tamtego. Mieli miło spędzić dzień, a walka z zabójczym chwastem do takich nie należała. Westchnął ciężko, opierając się o ścianę i wbijając wzrok w sufit. 
- Poczekajmy tu. Jestem zmęczony, no i jakby co można zajść znowu do doktorka. Jak się czujesz? Wszystko okej? - Spytał, nie patrząc na niego nawet. Czemu zbieranie myśli w tej chwili było tak niewykonalne?

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 85
Join date : 15/01/2017
avatar
Yoshirou musiał przyznać, że słowa lekarza sprawiły, że poczuł się lepiej. Nawet nie zwracał uwagi na robaki, w które zmieniły się jego włosy. Halucynacje były czymś, co występowało w życiu... niektórych, czasem. Rzecz jasna nie było to nic dobrego, ale nie było też końcem świata! Urozmaicało i kolorowało świat... a póki co większość owych widzeń była niegroźna i nawet urocza! Dlatego póki umiał je w miarę rozróżnić, nie powinno być źle. No i wystarczy przeczekać! W końcu kiedyś z pewnością miną, czyż nie?
Dlatego już uśmiechnięty podążył za Aleksandrem i usiadł obok jego. Zaraz jednak zaczęło go martwić co innego - mina ukochanego. Widział wyczerpanie na jego twarzy i od razu poczuł ukłucie w sercu. Dopiero teraz pomyślał, co on by czuł, gdyby to Alka trafiła dziwna roślina i to on miałby zwidy. Nagle cała sprawa zaczęła wyglądać mniej kolorowo. Martwił się nawet przy drobnych obrażeniach, stłuczeniach czy siniakach, których można nabawić się przypadkiem - a coś takiego?
Spojrzał przed na niego, chwycił jego dłoń oburącz i ścisnął lekko, chcąc tym gestem pokazać całą wdzięczność i miłość, jaką do tego żywił. Uśmiechnął się delikatnie i wpatrywał się ciepło. Nie zwracał uwagi na wielkie pająki na ścianie - wiedział, że normalnie na pewno by kogoś zaniepokoiły, zwłaszcza z tymi wielkimi żuwaczkami i kapiącym spomiędzy nich jadem. Jak nikt nie zauważał, postanowił brać to za majaki. Nie miał innego sposobu weryfikacji.
- Całkiem w porządku. Jest łatwiej... jak się wie. Tylko będę musiał weryfikować, co widzę! To wystarczy, prawda? - Umilkł na chwilę i spojrzał przed siebie pogodnie. Dopiero po chwili znów się odezwał, nieco ciszej. - Wiesz... jak dopiero się ocknąłem, w ogóle nie widziałem twojej twarzy. Widziałem głowę, ale twarzy nie. I-i dlatego musiałem się później upewnić, czy jednak wszystko jest na miejscu. To... to było kilka najstraszniejszych chwil mojego życia. - Pogłaskał delikatnie jego policzek, zaraz wrócił do trzymania ręki. - Ale potem... potem różne rzeczy się zmieniają... nawet teraz... ale ty nie. Jesteś czymś stałym, jak moje światełko w tunelu. - Najchętniej właśnie by go pocałował, ale wiedział, że Alek nie zawsze lubił czułość okazywaną publicznie, więc tylko uśmiechem i oczami pokazał mu, ile to wszystko dla niego znaczy. - Dziękuję, kochanie...
Zaraz zaśmiał się radośnie, zerkając w górę. Całą drogę Aleksandr był dla niego wsparciem, a w końcu to on miał mu sprawić przyjemność i zadbać, by było mu dobrze na randce. Jak widać, jego plany nie wyszły tak, jak powinny. Dlatego chciał teraz chociaż trochę się zrewanżować. W końcu w związku powinno się nie tylko brać, ale i dawać, czyż nie?
- Wiesz, kiedyś jeden miotacz noży w naszej trupie gotował sobie zupę i dodał do niej dziwnych grzybów! Potem krzyczał, że świat jest różowy i się kręci i też widział różne dziwne rzeczy... Ale następnego dnia mu minęło! - uśmiechnął się z pewnym siebie uśmiechem. - To na pewno też minie! Wiec... poczekamy cierpliwie, nie?
Pogłaskał go lekko po ramieniu, widząc, jak ten jest zmęczony. Po tylu latach pracy w cyrku, mafii i na ulicy umiał poznać zmęczenie, ciało podświadomie dawało tego oznaki. Najchętniej zaniósłby Alka do jakiegoś łóżka, jednak znów nie był pewien, czy ten nie będzie zły za robienie takich rzeczy publicznie.
- Ne, słońce... Idziemy do domu? Mogę ci zrobić gorącą czekoladę bądź kakao, położymy się, możemy wziąć ciepłą kąpiel... a jakbyś nie mógł się rozluźnić, mogę cię pomasować czy coś! - zaproponował z uroczym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Przemytnik broni | Barista
Liczba postów : 128
Join date : 11/01/2017
Motto : - Lubię cię. - A ja lubię kawę i tylko kawę.
avatar
Powiódł zrezygnowanym, zmęczonym spojrzeniem za mężczyzną i westchnął ciężko. W tej chwili marzył o jednym - chciał pójść do domu, posiedzieć w swojej samotni, położyć się spać, ewentualnie obejrzeć jakiś odmóżdżający film czy zagrać w coś, tudzież poczytać książkę. W dodatku sam. Chciałby przez kilka najbliższych dni nie widzieć żadnego innego człowieka. To nie tak, że był zły na pajaca za cokolwiek, co ten robił, po prostu był wyczerpany i miał zupełnie dość wszystkiego. Wolał, gdy dni nie bombardowały go wielkim obciążeniem emocjonalnym i mógł je przeżywać spokojnie, a przynajmniej bez strachu. Już jego praca była dostatecznie stresująca. 
Zacisnął lekko powieki kiedy wyższy chwycił go za dłoń i z kolei teraz odetchnął, jakby chcąc pozbyć się całego napięcia, które przeszywało całe jego obolałe ciało. Wysłuchał go i chyba miał w tej chwili poczuć się lepiej, jednak chyba za bardzo wryła mu się w umysł myśl o tym, jak beznadziejnie się czuł tego dnia. W pierwszej chwili odpowiedział jedynie lakoniczne "mhm", ale zaraz kącik jego ust zauważalnie drgnął. Mógł przecież się postarać przynajmniej, żeby Yoshirou poczuł się lepiej. W końcu to pajac był w tej sytuacji bardziej poszkodowany niż sam Aleksandr, któremu, fakt faktem, nic się nie stało. 
Przepraszam, że krzyczałem, ech. Byłem przestraszony. Chyba. Za dużo tego dnia, mam... Mam dość. Nie jestem na ciebie zły ani nic. Nie bój się, a? I nie martw. Już wszystko okej. Jeśli zobaczysz coś dziwnego to mi mów... Postaram się ci pomóc. - Przysunął się do niego nieco bliżej i oparł o niego, pochylając nieznacznie głowę do przodu. Jednak nie umiał się ostatecznie wyzbyć kwaśnej miny, jaka towarzyszyła mu tego przeklętego dnia, ale naraz nie chciał jej pokazywać mężczyźnie. 
- Tylko nie biegaj więcej prosto w takie zagrożenie. Jasna? Ty w apasnasti... eta pasliednij wid kakoj ja chaczu uwidiet', a. - Przeszedł na rosyjski, bowiem zawsze jakoś łatwiej było mu wyrażać uczucia w rodzimym języku. Nie chodziło nawet o rzeczy takie jak bogactwo leksykalne, bo szczerze nigdy nawet tego nie porównywał, ale raczej o fakt, że przy czymś, co znał lepiej, czuł się zwyczajnie bezpieczniej. 
- ... Właśnie dlatego jak zamieszkamy razem, gotować będę ja. - Prychnął cicho z rozbawieniem. A już myślał, że nic mu nie poprawi humoru. - I minie. Jestem pewien. Tylko chwilę posiedźmy tutaj, hm? To był szalony dzień. Chcę naprawdę chwilę odpocząć. I, kto wie, może miną ci twoje zwidy...  - Ponownie westchnął, jednak nawet na niego nie popatrzył. 



// Ty w niebezpieczeństwie... to ostatni widok, jaki chcę widzieć. Mogłem pomylić akcenty w "niebezpieczeństwie", ale jak nie wiesz, gdzie pada, to na pewno nie na "o". .w.

_________________

In his mind, nothing could be more delightful than to live in solitude, and enjoy the spectacle of nature, and sometimes read some book or other.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 85
Join date : 15/01/2017
avatar
Pajac uśmiechał się wciąż, jeszcze szerzej, gdy dostrzegł drgnięcie warg Aleksandra. Zdążył się przyzwyczaić do tego, że ten nie pokazywał po sobie emocji tak ekspresywnie jak błazen, zresztą mało który człowiek to robił. Nie to było ważne - Yoshirou z całego serca ufał Alkowi i jego uczuciom, wiedział, że ten wcale nie ma ich mniej, a po prostu inaczej je okazuje. Nie miało to dla niego znaczenia, póki widział, że faktycznie były. Jego największym pragnieniem było widzieć jego słońce szczęśliwym, a gdy ten był wyraźnie zmęczony, chciał tylko zadbać, by ten mógł dobrze wypocząć i poczuć się lepiej. Dlatego miał zamiar promienieć, ile wlezie, mając nadzieję, że choć najmniejsza odrobina wpłynie na Wasina. A nawet jeśli nie, nie będzie go smucił byciem smutnym. Nie umiał przez długi czas poddawać się złym emocjom. Potrafił wyobrazić sobie tylko jedną sytuację, po której nie umiałby się podnieść, ale nie chciał nawet o niej myśleć.
- Wiem, że nie chciałeś - odparł cicho. - Ja sam przestraszyłem się, bo nic nie rozumiałem... nigdy wcześniej nic takiego mnie nie spotkało, wiesz. Nie wiedziałem, co się dzieje. Ale teraz... teraz jest lepiej! O patrz, widzę, że tu idzie wysoki brodacz, co ma nos jak kartofel - wskazał na przechodzącego nieopodal mężczyznę. - Ale ludzie normalnie nie mają trzeciego oka na czole, więc to musi być ułuda, prawda? To takie małe rzeczy... Jak wiem, czego się spodziewać, jestem ostrożniejszy, naprawdę! - Oto i zjawisko, które warto by uwiecznić, Fujimoto deklarujący, że uważa na otoczenie. Choć faktycznie dało się zobaczyć, że odkąd był ktoś, kto martwił się o jego zdrowie, bardziej dbał o swoje bezpieczeństwo. W końcu jego życie przestało być tylko jego, znaczą część oddał swojemu ukochanemu. I ku własnemu zdumieniu, napawało go to jedynie radością i dumą.
- Obiecuję, że nie będę - powiedział, obejmując go i przyciągając do siebie. Dobrze było mieć go przy sobie. I choć chciał dobrze, wracając się po kwiatka, dopiero teraz po fakcie wyobraził sobie, jak by się czuł, jakby to Alek po niego się udał. - Byłem bezmyślny... i nie chciałem cię martwić. - W głosie słychać było skruchę. Nie rozumiał co prawda słów w rodzinnym języku mężczyzny, ale wiedział, co ten musiał czuć. Tym bardziej ucieszył się, że choć odrobinę udało mu się rozbawić Alka. Tego ten teraz potrzebował.
- Jasne, słońce! Kocham, jak gotujesz... ale kiedyś nauczę się czegoś od ciebie, zobaczysz! I cię zaskoczę jakimś jedzeniem. Ale być witanym w domu jedzeniem zrobionym przez ciebie brzmi najlepiej na świecie. - Objął go mocniej i ucałował krótko, acz czule w skroń. Może było to głupie, ale ilekroć ten się o niego opierał, czuł się, jakby wspierał go nie tylko fizycznie. A to właśnie było jego celem. Czy faktycznie go osiągał, ciężko mu było się przekonać.
- Możemy tu siedzieć, ile tylko chcesz, słońce - mruknął mu do ucha. - Wiesz, chyba jest ich mniej. Pająk ze ściany zniknął, a... och, tego kwiatka tu nie było. - Spojrzał na chodnik, gdzie kołysała się wielka rosiczka. - Ale naprawdę ich jest mniej! Więc nie jest tak źle... i obiecuję, że następnym razem zabiorę cię gdzieś, gdzie jest spokojnie. Może jakiś spacer gdzieś, gdzie nie ma dziwnych roślin... albo obejrzymy razem jakiś film, w domu w ogóle jest bezpiecznie! - obiecał z uśmiechem.
Po dłuższej chwili wstał i z zaskoczeniem odkrył, że rzeczywistość rysuje się już zaskakująco normalnie. Wyszczerzył się do Alka, wyciągnął w jego kierunku rękę, by pomóc mu wstać.
- Chodźmy do domu, ne? - powiedział ciepło, po czym razem z nim ruszył w kierunku mieszkania Aleksandra.

// zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 36
Join date : 24/01/2017
avatar
Kostka mówi: 4, czyli Wilde jest postury Chuuyi, ma takie same włosy, oczy i rysy twarzy. Różni się jednak głos. 
Wskazówki: Od mojego posta pierwsza osoba z TC ma 3 dni na odpis, druga tyle samo od posta pierwszej oraz tyleż mam ja od posta numeru dwa. Kolejka jest taka, jaka wyjdzie w pierwszej turze. Opiszcie zmiany w swoich postaciach, przecież jesteśmy w ukryciu. Makijaże, nie makijaże, peruki, ubiór ma przypominać garnitury jaszczurki - zwykłe, czarne. Mafia: Wkraczacie jak dam znać, czyli prawdopodobnie za 2-3 nasze kolejki.

Wilde od dawna czekał na sposobność do namieszania w mieście i odkąd zaczęły do niego napływać informacje o napiętej sytuacji między organizacjami w Jokohamie, sam rozpoczął snucie planów odnośnie popsucia stosunków w tym środowisku. Chaos był przecież zjawiskiem fascynującym, które objawiało się na każdej płaszczyźnie ludzkiego życia w mniemaniu samego Brytyjczyka. Plan, omówiony z dwójką strategów Klubu, miał na celu zdobycie możliwie najwyższej przewagi nad innymi grupami, które wiodą prym w tym mieście. Nie zależało mu na prześcignięciu ich militariami lub siłą, bowiem wiedział, że nie da to żadnego skutku - chodziło o prześcignięcie ich wiedzą. Tak też, Oscar postanowił przybrać postać jednego z członków tej grupy, a jeden z jego informatorów zdobył informację o tym, że ów będzie w dniu dzisiejszym nieobecny z powodu urlopu i przyniósł Wilde'owi również zdjęcie jegomościa. Niski rudzielec przypominający Europejczyka stanowił idealny cel i Oscar chętnie zmienił się w kogoś, kto jego zdaniem miał dość dobry gust w kwestii ubioru. Teraz stał z Jane i George'em na parterze jednego z budynków mafijnych - tutaj, zgodnie z informacjami od jego źródła, miał znaleźć bazę danych Mafii i zgrać jej zawartość na dysk przenośny. 
- Jak nastroje, moje słodkie gadziny? - Mruknął, starając się przy tym udawać zachrypnięty głos. Jako, że nie zdołał nagrać mowy Chuuyi Nakahary, musiał zaimprowizować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 116
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
George bynajmniej nie czuł się dobrze. I nie była to kwestia jego ubioru, bo często ubierał się w garnitur. I to jeszcze czarny, stylowy, dobrany w sam raz dla niego. Była to raczej kwestia butów, które lekko go uwierały w stopy, oraz tego, że musiał powstrzymywać odruch podrapania się po skórze, bowiem na twarzy i rękach do nadgarstków miał naniesiony makijaż przez który kolor jego skóry był znacznie ciemniejszy niż naprawdę. Razem z okularami przeciwsłonecznymi na nosie, których główną zaletą było to, że ładnie wyglądały, oraz związanymi z tyłu włosami i doklejonymi, dodatkowymi elementami brody wyglądał raczej jak Amerykanin, niźli Brytyjczyk. Do tego jeszcze brak krawatu i nieco rozpięta koszula... Wszystko to bardzo mocno naruszało jego poczucie estetyki, ale, jak to bywa w życiu, trzeba zacisnąć zęby i wytrzymać. Ewentualnie zastrzelić wszystkich pistoletem maszynowym, który George skrzętnie schował w kieszeni swojej marynarki wraz z dodatkowymi, dwoma magazynkami do niego.
- Yeah. - Odpowiedział z najbardziej sztampowym amerykańskim akcentem jaki można sobie wyobrazić. Był to akcent tak amerykański, że Rambo z karabinem maszynowym w jednej dłoni, flagą USA w drugiej, ujeżdżający czołg M1 Abrams z hymnem USA grającym w tle chętnie by ten akcent przygarnął.
Zarazem po wypowiedzeniu tego słowa Orwell kaszlnął by jego ustabilizować swój akcent, by wszedł na nieco bardziej ludzkie tony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nowa w Agencji
Liczba postów : 21
Join date : 11/02/2017
avatar
Wiedziała, że zgłaszanie się do tej misji to nie najlepszy pomysł - niedawno się przeprowadziła i nie do końca znała teren. Jednak jak mogłaby odmówić Oscarowi? Praca równa się wynagrodzenie, a wiadomo, że mieszkanie w Kanazawie do najtańszych nie należało. Oprócz tego, jeśli wszystko dobrze pójdzie, to Tea Club obejmie prześcignie grupy dominujące w Jokhamie, a czego można by chcieć więcej? "Może na przykład stabilizacji?"
Tego dnia odwaliła kawał dobrej roboty. Aby nie zostać rozpoznaną, cała wysmarowała się ciemnym podkładem, który idealnie zabarwił jej bladą cerę na dosyć jasny brąz, włosy związała w koczka i ukryła pod czerwoną peruką oraz użyła zielonych szkieł kontaktowych. Całość dopełniła eleganckim garniturem, który był typowym strojem dla ludzi, których akurat tego dnia miała udawać. Oczywiście nie zapomniała o zabraniu ze sobą broni, zgarnęła niewielki nożyk, pistolet 10-nabojowy, dwa dodatkowe magazynki oraz tłumik.
Przed budynkiem Mafii spotkała się razem z członkami Tea Club. Na jej twarzyczce tego dnia jak zwykle obecny był uśmiech.
- Wspaniale! - Zaśmiała się, stając obok Oscara, który już był przemieniony w Chuuyę, Jane była o parę centymetrów wyższa, ale tylko i wyłącznie dzięki niewielkim obcasikom. Kto by pomyślał, że jedna z ważniejszych osób w Mafii będzie taka niziutka. - Teraz wiesz, jak się czuję, kiedy nie noszę obcasów. - To dodała zdecydowanie ciszej tak, aby tylko jej rozmówcy to usłyszeli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 36
Join date : 24/01/2017
avatar
Stłumił chichot, słysząc, jak George wczuwa się w rolę; to było na swój sposób prawie urocze, w związku z czym poklepał po ramieniu swojego kompana i posłał mu rozbawione spojrzenie. Po chwili rękę zabrał; nie zdobył informacji na temat tego, jak Nakahara traktuje swoich podwładnych, z kolei zaraz poprawił kapelusz nasadzony na głowę. 
- Myślisz, że kilkucentymetrowa przewaga pokona moją kilkunastocentymetrową? - W złotych tęczówkach błysnął wyzywający ognik; niefortunnie Wilde nie zdobył dość dobrej fotografii, by mógł zidentyfikować również kolor oczu mężczyzny, a sama wieść, jakoby ten miał niebieskie, nie była wystarczająca. Jego Zdolność nie była aż tak idealna, także musiał zadowolić się tym, co miał. Nieznacznie zmrużył oczy, tak, jak robił to Chuuya na zdjęciu i przybrał pełną wyższości minę, którą miał dobrze opracowaną. 
- Tak się rwiecie do pracy, ojej~ pozwólcie, że opuszczę was na chwilę i załatwię co trzeba. - Dodał zaraz czarującym tonem, który - ku rozpaczy jego uszu - został zakłócony przez lekką chrypkę. - Słuchawki macie? Za moment będę. - Stuknął lekko w urządzenie tkwiące w jego uchu, a skryte za grzywką po prawej stronie twarzy, po czym schodami ruszył na górę, zostawiając Jane i George'a przy windach. W końcu znalazł się w miejscu, o które mu chodziło - archiwum Mafii, w którym były trzymane zarówno starsze dokumentacje w formie papierowej, jak i te nowe, zawarte na dyskach tutejszych komputerów. Jak się okazało, od reszty pomieszczeń oddzielały to konkretne drzwi, które z kolei wspierał czytnik kart. Oscar zmarszczył brwi, jednak oto i pojawiło się jego wybawienie - jakaś niepozorna, niewysoka osóbka, która wychodziła z archiwum i zamykała je kartą. Poczekał, aż dziewczę zamknie co należy, odejdzie od drzwi, po czym sam podszedł do Japonki i zagadał:
Nie ma nikogo w środku, co? - Spytał lekko znudzonym tonem, zerkając na wspomniane drzwi. Ta wzdrygnęła się i nieco skuliła, jakby bojąc się mężczyzny, co Oscar momentalnie odnotował w głowie. 
Um... Chuuya-san, nie ma... - Odparła cicho, chowając twarz za plikiem kartek. Fakt, że zwraca się do mężczyzny po imieniu, Wiilde również postanowił zapamiętać. Skinął głową ze zrozumieniem i pewną udawaną skruchą, przewiercając ją spojrzeniem. Chciał wywrzeć na niej presję, by szybciej zrobiła to, czego chciał, zaś ku jego własnej uldze, starała się nie utrzymywać z nim kontaktu wzrokowego. 
Ach, no to trochę słabo, bo widzisz, miałem tam dopisać kilka nazwisk nowych rekrutów, a moją kartę chyba zostawiłem w domu. Nie mam jej w biurze, kieszenie też puste... - Cmoknął z dezaprobatą, teraz zaś dziewczę pokiwało głową. 
- Może ja to wpiszę? Nie musi się pan kłopotać... - Zaproponowała, jednak Oscar zaraz jej przerwał. 
Wiesz, bez urazy, ale wolę wszystko jednak zrobić sam. Wtedy mam większą pewność, że będzie jak należy. Może pożyczysz mi swoją kartę na godzinkę? Może pół, sprawdzę jeszcze kilka innych rzeczy. - Uśmiechnął się ujmująco. 
- No... dobrze. Wrócę za pół godziny! - Kobieta oddała mu obiekt, zaś on skłonił się lekko i podziękował, zaraz odprowadzając ją wzrokiem. 
- George, Jane, droga wolna. - Powiedział do słuchawki krótko, upewniwszy się, że nie ma nikogo w pobliżu i że nie wygląda dla kamer podejrzanie. Jego towarzysze w tej chwili mieli się błąkać po tym piętrze, rozmawiać ze sobą i starać się utrzymywać ludzi z daleka od pomieszczenia, w którym po chwili znajdował się Wilde. Włączył komputer i wpisał dane z karty z identyfikatorem, po czym zaczął szukać listy, na której mu zależało. 

(2/5)

// Napiszcie o tym, jak wasze postacie idą we wskazane miejsce i pilnują go. Przed kolejnym postem Oscara rzucam kostką za to, czy w kolejnej turze pojawi się Akutagawa i pajac. Jeśli nie, kolejka idzie normalnie (tj dam wam jakichś NPC do uporania się z nimi) i przed kolejnym moim postem rzucam po raz kolejny. Jeśli wyjdą dwie pomyślne, to Oscar może zgrać wszystkie dane i dopiero wtedy spotykamy prawdziwe Jaszczurki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Budynki Mafii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Nishi-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.