Share | 
 

 Budynki Mafii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
Admin
Liczba postów : 70
Join date : 26/09/2016
avatar
First topic message reminder :


Są to trzy ogromne drapacze chmur, które na tle wielobarwnego okręgu Nishi wydają się być mrocznym widmem rzucającym cień na kompleks Minato Mirai 21. Oficjalnie ludzie nie wiedzą, czym są te budynki - usłyszysz, że to zwykłe biurowce, jakaś firma farmaceutyczna, albo, że gmachy przeznaczone są do rozbiórki. Nawet sami członkowie mafii nie do końca wiedzą, co w którym się znajduje, jednak można tu natknąć się na wszelkie magazyny z bronią, dokumentami, biura wyżej postawionych członków organizacji i pomieszczenia konferencyjne. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com

AutorWiadomość
Sily specjalne
Liczba postów : 33
Join date : 24/01/2017
Stłumił chichot, słysząc, jak George wczuwa się w rolę; to było na swój sposób prawie urocze, w związku z czym poklepał po ramieniu swojego kompana i posłał mu rozbawione spojrzenie. Po chwili rękę zabrał; nie zdobył informacji na temat tego, jak Nakahara traktuje swoich podwładnych, z kolei zaraz poprawił kapelusz nasadzony na głowę. 
- Myślisz, że kilkucentymetrowa przewaga pokona moją kilkunastocentymetrową? - W złotych tęczówkach błysnął wyzywający ognik; niefortunnie Wilde nie zdobył dość dobrej fotografii, by mógł zidentyfikować również kolor oczu mężczyzny, a sama wieść, jakoby ten miał niebieskie, nie była wystarczająca. Jego Zdolność nie była aż tak idealna, także musiał zadowolić się tym, co miał. Nieznacznie zmrużył oczy, tak, jak robił to Chuuya na zdjęciu i przybrał pełną wyższości minę, którą miał dobrze opracowaną. 
- Tak się rwiecie do pracy, ojej~ pozwólcie, że opuszczę was na chwilę i załatwię co trzeba. - Dodał zaraz czarującym tonem, który - ku rozpaczy jego uszu - został zakłócony przez lekką chrypkę. - Słuchawki macie? Za moment będę. - Stuknął lekko w urządzenie tkwiące w jego uchu, a skryte za grzywką po prawej stronie twarzy, po czym schodami ruszył na górę, zostawiając Jane i George'a przy windach. W końcu znalazł się w miejscu, o które mu chodziło - archiwum Mafii, w którym były trzymane zarówno starsze dokumentacje w formie papierowej, jak i te nowe, zawarte na dyskach tutejszych komputerów. Jak się okazało, od reszty pomieszczeń oddzielały to konkretne drzwi, które z kolei wspierał czytnik kart. Oscar zmarszczył brwi, jednak oto i pojawiło się jego wybawienie - jakaś niepozorna, niewysoka osóbka, która wychodziła z archiwum i zamykała je kartą. Poczekał, aż dziewczę zamknie co należy, odejdzie od drzwi, po czym sam podszedł do Japonki i zagadał:
Nie ma nikogo w środku, co? - Spytał lekko znudzonym tonem, zerkając na wspomniane drzwi. Ta wzdrygnęła się i nieco skuliła, jakby bojąc się mężczyzny, co Oscar momentalnie odnotował w głowie. 
Um... Chuuya-san, nie ma... - Odparła cicho, chowając twarz za plikiem kartek. Fakt, że zwraca się do mężczyzny po imieniu, Wiilde również postanowił zapamiętać. Skinął głową ze zrozumieniem i pewną udawaną skruchą, przewiercając ją spojrzeniem. Chciał wywrzeć na niej presję, by szybciej zrobiła to, czego chciał, zaś ku jego własnej uldze, starała się nie utrzymywać z nim kontaktu wzrokowego. 
Ach, no to trochę słabo, bo widzisz, miałem tam dopisać kilka nazwisk nowych rekrutów, a moją kartę chyba zostawiłem w domu. Nie mam jej w biurze, kieszenie też puste... - Cmoknął z dezaprobatą, teraz zaś dziewczę pokiwało głową. 
- Może ja to wpiszę? Nie musi się pan kłopotać... - Zaproponowała, jednak Oscar zaraz jej przerwał. 
Wiesz, bez urazy, ale wolę wszystko jednak zrobić sam. Wtedy mam większą pewność, że będzie jak należy. Może pożyczysz mi swoją kartę na godzinkę? Może pół, sprawdzę jeszcze kilka innych rzeczy. - Uśmiechnął się ujmująco. 
- No... dobrze. Wrócę za pół godziny! - Kobieta oddała mu obiekt, zaś on skłonił się lekko i podziękował, zaraz odprowadzając ją wzrokiem. 
- George, Jane, droga wolna. - Powiedział do słuchawki krótko, upewniwszy się, że nie ma nikogo w pobliżu i że nie wygląda dla kamer podejrzanie. Jego towarzysze w tej chwili mieli się błąkać po tym piętrze, rozmawiać ze sobą i starać się utrzymywać ludzi z daleka od pomieszczenia, w którym po chwili znajdował się Wilde. Włączył komputer i wpisał dane z karty z identyfikatorem, po czym zaczął szukać listy, na której mu zależało. 

(2/5)

// Napiszcie o tym, jak wasze postacie idą we wskazane miejsce i pilnują go. Przed kolejnym postem Oscara rzucam kostką za to, czy w kolejnej turze pojawi się Akutagawa i pajac. Jeśli nie, kolejka idzie normalnie (tj dam wam jakichś NPC do uporania się z nimi) i przed kolejnym moim postem rzucam po raz kolejny. Jeśli wyjdą dwie pomyślne, to Oscar może zgrać wszystkie dane i dopiero wtedy spotykamy prawdziwe Jaszczurki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 113
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Orwell, gdy został poklepany po ramieniu i obdarzony jakże wspaniałym spojrzeniem swojego szefa, zmarszczył brwi, ale po chwili poprawił wyraz twarzy i uśmiechnął się szeroko. O dziwo uśmiech ten wychodził mu nawet nieźle, mimo że był bardzo mocno wymuszony. Pomimo tego niezwykłej irytacji jaką wywoływał w nim Wilde i archetyp jaki sobie obrał, musiał wczuć się w rolę amerykańskiego luzaka. Od początku starał się rozluźnić postawę jak tylko mógł i wyglądać "cool". To jak mu to wychodziło to już kwestia subiektywna, aczkolwiek osobiście uważał, że idzie mu całkiem nieźle.
Gdy "Chuuya" na chwilę opuścił ich towarzystwo, spojrzał na Jane i, korzystając z tego, że dzięki okularom nie było widać jego oczu, przyjrzał jej się dokładnie. Przy okazji schował ręce w kieszenie i oparł się o ścianę, by lepiej odtwarzać swoją rolę. Następnie, by dopełnić obrazu całości, wyraźnie ruszył głową celem przyjrzenia się Jane, po czym zagwizdał. W swoim umyśle w prawdzie właśnie się zastanawiał co on wyprawia i najchętniej strzeliłby sobie soczystego facepalma, no ale jest na misji, więc nic na to nie poradzi.
- What a beauty... - Powiedział pod nosem, poprawiając swój akcent i modląc się by Jane po tym wszystkim nie chciała się za to wszystko w jakiś sposób na nim zemścić.
Na jego i jej szczęście, wtedy też dostali sygnał. George podszedł do Jane o wiele bliżej i, korzystając z okazji, nachylił się nad jej uchem na parę sekund.
- Z góry przepraszam, że będę się zachowywać jak dupek. - Powiedział szeptem z swoim normalnym akcentem, starając się nie zmienić wyrazu twarzy.
Następnie odchylił się, albo wręcz odskoczył od Jane, uśmiechnął się do niej najbardziej zawadiacko jak mógł i rozejrzał się po okolicy czy przypadkiem ktoś nie lezie w ich kierunku. W razie czego pewnie podejdzie do takowego osobnika i zacznie coś pleść łamanym japońskim, że szef jest na górze, że nie wolno, że w ogóle masz ty rozum i godność człowieka i tym podobne farmazony, byle gościa spławić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Nowa w Agencji
Liczba postów : 21
Join date : 11/02/2017
avatar
Słowa Oscara sprawiły, że uśmieszek na twarzyczce Jane stał się jeszcze szerszy. Oczywiście było to szczere rozbawienie sytuacją.
- Chyba w tej chwili żałuję, że nie założyłam wyższych obcasów. - Mruknęła, stając obok Orwella. Dopiero przed samym wejściem do budynku wyraz twarzy panny Austen zmienił się - uśmiech i radość zostały zastąpione spokojem oraz zimnem. Zamierzała wyglądać na spokojną profesjonalistkę, która jest całkowicie pozbawiona uczuć i nic nie wskazywało na to, aby miała zmienić swoją rolę. No prawie nic. Kiedy rudzielec zostawił ją samą z Georgem, słysząc i widząc to, co robi Brytyjczyk wbrew sobie... "Nie! Nie! Nie! Jane! Wytrzymasz! Będzie dobrze! Nie wybuchaj śmiechem! No! Nie! Non! Nawet o tym nie myśl!"
- Huh? Beauty? Co takiego powiedziałeś? - Spytała, próbując grać zagubioną. Tak, udawanie, że się nie zna języka angielskiego, było jej zdaniem bardzo dobrym pomysłem. W końcu jak można nie znać swojego ojczystego języka? Natomiast kiedy Orwell nachylił się nad jej uchem i z góry przeprosił ją za swoje zachowanie, musiała ugryźć się delikatnie w wargę, aby się nie uśmiechnąć.
- W porządku. Pamiętaj jednak o tym, że ja też mogę nie zachowywać się przyjaźnie, więc nie miejmy sobie niczego za złe po tej misji. Dobrze? - Odparła, a następnie nie chcąc wyglądać podejrzanie, zaczęła spacerować po piętrze. W tej chwili była czujna i w każdej chwili gotowa odblokować broń, która znajdowała się w wewnętrznej kieszeni jej marynarki. Wszystkie zmysły nakazywały jej natychmiastowy odwrót, a to wszystko przez to, że parę dni wcześniej zrobiła mały rekonesans i dowiedziała się, jak kończą ludzie, którzy zadzierają z Mafią. Mimo wszystko
wiedziała, że informacje, które mają teraz zdobyć, są zbyt cenne dla Tea Club, aby móc się teraz wycofać. W pewnym momencie zatrzymała się i zerknęła do tyłu na Orwella. Była spokojna i zestresowana jednocześnie. Ufała ludziom, z którymi tutaj przyszła, a gdyby było inaczej, to przecież nie brałaby udziału w tej misji. "Wilde, wiem, że wszystko będzie dobrze, ale lepiej się pośpiesz."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sily specjalne
Liczba postów : 33
Join date : 24/01/2017
avatar
Kostka: 5, czyli Akutagawa i pajac trzymają się z daleka.
Choć było to zaskakujące w porze, naprawdę niewiele osób się pojawiało w tym miejscu, a jeszcze mniej interesowało się w ogóle przejściem obok pomieszczenia, w którym mieściło się archiwum. Na piętro prowadziły dwie klatki schodowe, z kolei na jego środku były dwie windy. Archiwum znajdowało się na boku, w pobliżu jednej z klatek schodowych, zaś nieco dalej natknąć się było można na windy, będące obok siebie. Można wywnioskować, że w ten sposób chciano zneutralizować hałasy dochodzące z zewnątrz, bowiem do pokoju prowadził, jak na japońskie standardy charakteryzujące się ściskiem, dość długi korytarzyk, przecięty w dwóch punktach po obu stronach przez wejście do nieużywanych już od jakiegoś czasu biur, stanowiących pozostałość po niesubordynowanych podwładnych, niedawno wyeliminowanych na życzenie szefa mafii.
- Um, przepraszam? - Orwella zagadał jeden z młodszych członków organizacji, Japończyk o typowej urodzie dla obywateli tego kraju i niepewnej minie. - Pan... ja miałem przejąć jedno z tych biur i... - Zajrzał mu przez ramię, w tym celu musząc stanąć na palcach. - ... Zostałem niedawno archiwistą, przeniesiono mnie tu, żebym miał łatwiejszy dostęp do archiwum. Może się pan... - ściszył głos, bojąc się, że jego zachowanie może się okazać niewłaściwe i odwrócił wzrok. - Przesunąć... - Zaledwie szepnął. - Powinienem zrobić tam porządek! - Znowu zerknął w koniec korytarza, na pomieszczenie, gdzie znajdował się Wilde, a w jego oczach błysnęła determinacja. - Chcę zrobić dobre wrażenie na szefie... - A zadaniem Jane i Orwella było przekonanie młodzika, że powinien przyjść tu kiedy indziej.

Do uszu Oscara dotarły odgłosy rozmowy dochodzące z korytarza, przez co na moment zamarł. Zacisnął usta w cienką kreskę i zmrużył oczy, starając się nie pozwolić presji go ogarnąć. Jedno potknięcie i wszystko pójdzie na marne. Jeśli rozmowa nie ucichnie, będzie musiał wciąż pozostać w ciele Nakahary, z kolei jeśli usłyszy, że oddala się lub milknie, pozwoli sobie na przybranie swojej postaci. Póki co ponownie skupił się na zgrywaniu informacji na swój dysk i pozostawił go podłączonego do komputera, samemu z kolei zbliżył się do papierowych zapisów znajdujących się na rzędach metalowych, szerokich półek i zagłębił się w lekturze.

(3/5)
// Trochę was przekierowałem, by bardziej robiło sens, także możecie napisać, że postacie zbliżyły się do tego punktu. Możecie też to pominąć, tak czy tak będzie ok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 113
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Orwell głównie pilnował przejścia tuż koło archiwum i dwóch opuszczonych biur, ale zrobił też parę obchodów po piętrze. O dziwo, mało osób kręciło się po okolicy, co trochę motywowało uśmiech George'a. Przez to wyglądał jeszcze bardziej prawdziwie i nie był tak bardzo wymuszany. Przy okazji starał się też trochę pozaczepiać Jane, uważając by przypadkiem nie dostać w pysk za swoje odzywki. I teoretycznie nic by się ciekawego nie działo, misja minęłaby wprost pięknie... Ale nie. Musiał się przypałętać jakiś nowy księgowy czy Bóg jeden wie kto, który akurat TERAZ musiał przyjść i zrobić wrażenie na "Chuuyi".
- Listen, szef aktualnie robi bardzo ważny stuff. Lepiej będzie jak przylecisz potem, okay? - Powiedział akcentem nieco kaleczącym język japoński. Przez to George, po usłyszeniu jak brzmi, zyskał nowe chęci na popełnienie samobójstwa.
- No i ten, przyjdź za jakąś godzinę, kay? - Powiedział jeszcze, lekko się nachylając do Japończyka i poprawiając okulary. Jego ton głosu był tym razem znacznie bardziej sugestywny i przekazywał coś w stylu "Zmiataj stąd", tylko w nieco lepszej formie.
Anglik miał nadzieję, że ten młodzieniec się go posłucha i po prostu sobie pójdzie. Raczej nie powinien próbować żadnych sztuczek jak jest taki nieśmiały, więc Orwell nie był zbyt spięty i nie był też gotowy na nagły atak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Nowa w Agencji
Liczba postów : 21
Join date : 11/02/2017
avatar
Jane opierała się o ścianę, oddzielającą dwie windy. Stwierdziła, że skoro Orwell pilnuje bezpośrednio archiwum, ona zajmie się osobami, które przybędą akurat "metalową puszką". Jak widać dobrze wybrała - już po chwili do Georga podszedł jakiś mężczyzna. Jane, słysząc wypowiedź członka Tea Club, ledwo powstrzymała od śmiechu, a nawet udało jej się nie uśmiechnąć! Chociaż kąciki jej ust minimalnie powędrowały ku górze. "Boże! Wdech! Wydech! Wdech! Wydech! Dlaczego ja tego nie nagrałam!? Mhm... Zostawić to Georgowi czy interweniować? Wydaje mi się, że sam sobie poradzi z jakimś młodzikiem. Dopiero gdy nasz nowy kolega się nie posłucha, wkroczę do akcji. Przecież Orwell użera się z dzieciakami w szkole... Co to dla niego jakiś młodzik?"
Wobec tego panna Austen postanowiła się nie wtrącać i uważać na wszelki wypadek, gdyby kolejna osoba postanowiła wejść do pomieszczenia, w którym to obecnie znajdował się Oscar. Jednak myśli pełne wątpliwości ciągle mieszały jej w głowie, więc co jakiś czas zerkała kątem oka na Orwella i członka Mafii.
- No dalej George, poradzisz sobie... Czy może jednak powinnam podejść? - Wyszeptała tak cicho, że sama ledwo to usłyszała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 36
Join date : 16/12/2016
avatar
Kostka: 2, pajac i Akutagawa zostają zaalarmowani 
Wskazówka odnośnie kolejki: Akutagawa, Yoshirou, Oscar, George, Jane - na ten moment, bo przewiduję w tej chwili kolejkę raczej przegadaną. Co do walki, podział będzie następujący: Pajac vs "Chuuya" i George z Jane vs Akutagawa, żeby siły były mniej więcej wyrównane. Kolejka dla każdej walki jest indywidualna, tj jedna jest niezależna od drugiej i nie musicie czekać na tych, z którymi nie walczycie.
Młody mafiozo niepewnie pokiwał głową, jednak nie podchodził zbyt ufnie do tego człowieka. Sądząc po ubiorze Orwella, ten wyglądał młodzikowi na kogoś z Czarnej Jaszczurki, a to znaczyło jedno - nie należy wchodzić mu w drogę. W związku z tym dzieciak nieznacznie skulił się pod spojrzeniem, które odebrał jako srogie i groźne, po czym odwrócił się na pięcie i na nogach jak z waty ruszył w kierunku dalszej od archiwum klatki schodowej, jakby chcąc jak najdalej uciec od potencjalnego zagrożenia. Okazało się, że nie ma szczęścia - uciekł bowiem od "Jaszczurki", jednak tylko po to, by wpaść na niemalże legendarnego wściekłego psa Mafii Portowej. Uderzył w wiotką postać Akutagawy, który pojawił się tuż za rogiem, przez co spotkał się z miażdżącym, zimnym spojrzeniem młodego mężczyzny. 
- A-Akutagawa-san... - Szepnął, uśmiechając się nerwowo i kłaniając, jakby chciał ugłaskać potwora.

- Z drogi. - Głos Ryuunosuke brzmiał jak niskie, ostrzegawcze warczenie dobywające się z psiego gardła. Nieznacznie cofnął się, gdy chłopaczek na niego wlazł, co głównie było spowodowane jego niezbyt imponującą posturą. Mogłoby się w tej chwili wydawać, że brunet ćwiczy przecinanie ludzkiego poczucia komfortu i bezpieczeństwa samymi szarymi oczami pozbawionymi emocji tak, jak zręcznie robił to przy pomocy swojej Zdolności. Ta noc miała być dla niego zdecydowanie irytującym doświadczeniem i dlatego też odbiegł na moment spojrzeniem do znajdującego się za nim rudego członka Czarnej Jaszczurki. Nie zapamiętał, jak ten się nazywał, nie widząc w tym najmniejszego celu - ludzi w Mafii było zdecydowanie wielu, a ten nie został skrzywdzony ani odprawiony z kwitkiem tylko z jednego powodu. Brzmiał jak Dazai. 
Pobieżnie odprowadził spojrzeniem dzieciaka, który wlazł mu w drogę i jego uwagę przykuły dwie kolejne osoby. Miały co prawda ubiór taki, jak członkowie oddziału pod wodzą Hirotsu, ale tak naprawdę nawet z jego brakiem pamięci do twarzy i nazwisk, Akutagawa uznał, że nigdy nie widział ich na oczy. Choć ciężko powiedzieć to w jego przypadku, mężczyzna zmarszczył nieznacznie brwi. 
- Kimżeście? - Odezwał się podejrzliwym tonem. - Yatsugare nie widział nigdy żadnego z was. - Zmrużył oczy i zrobił kilka kroków w ich stronę. - Błazeńska jaszczurka z tymiż psami zapoznana? - Odwrócił się w kierunku Yoshirou, chcąc zweryfikować, czy mężczyzna ich chociaż kojarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 76
Join date : 15/01/2017
avatar
Yoshirou jak raz nie miał zbyt wiele pracy i miał powoli się zbierać do siebie, zastanawiając się, czy nie zajść jeszcze do pracy Alka, by go odwiedzić, czy też może nie wrócić do domu, by zająć się Buką. Odkąd przeprowadził się do ukochanego, odkrył, ile odpowiedzialności wymaga pies, ale nijak mu to nie przeszkadzało - lubił z nią wychodzić i czasem wyręczał w tym Wasina, czasem zaś szedł razem z nim. Nie był pewny, do której tego dnia pracował, dlatego nadal nie mógł się zdecydować na żadną z tych opcji. Aż tu nagle wpada na znajomą chyba wszystkim w mafii sylwetkę niewielkiego anemika. Rzecz jasna od razu wesoło, choć z odpowiednim szacunkiem go przywitał, po czym zagaił i zaczął go zagadywać, pytając też o zdrowie, bo takie kaszlenie z pewnością nie brzmi dobrze! Doprawdy nie rozumiał, skąd brały się uprzedzenia jego współpracowników do psa mafii. Przecież psy były fantastycznymi stworzeniami, więc ów przydomek mógł mieć same dobre znaczenia! A i sam mężczyzna wydawał się sympatyczny, co prawda mówił nieco dziwnie i bardzo oficjalnie, ale przecież każdy człowiek jest inny!
Tak z nim rozmawiając, choć rozmowa była mocno jednostronna, nawet nie zauważył, kiedy doszli do dwójki ludzi, których strój przypominał ten, w jaki ubrany był sam błazen - w każdym razie obecnie, bo adekwatnie do pracy założył elegancki garnitur.
- Na nich też się mówi psy? - spytał z zaskoczoną miną, jednak zaraz się uśmiechnął i pokręcił energicznie głową. - Nie znam! Znaczy wyglądają jak z Jaszczurki, ale Jaszczurka jest duża! I nie znam wszystkich... Ne, jesteście z Jaszczurki? Pod czyim jesteście zwierzchnictwem? - spytał uprzejmie, uśmiechając się zachęcająco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sily specjalne
Liczba postów : 33
Join date : 24/01/2017
avatar
Usłyszał po raz kolejny rozmowę, jednak oddaloną w czasie od tej pierwszej. Nie rozpoznawał głosów, ale do jego uszu dotarło pytanie o zwierzchność, mruknął do słuchawki nazwisko Michizou Tachihary, mając nadzieję, że to przynajmniej nieznacznie odwlecze w czasie starcie z przeciwnikami. Czuł, że jego Zdolność zaczyna powoli słabnąć, więc musiał przynajmniej kilka minut spędzić już w swoim ciele. Upewniwszy się, że zdjęcie Nakahary, powrócił, skryty za regałami, do swojej prawdziwej formy. Oczywiście kłopot w tej chwili zaczęły stanowić ubrania, które z wiadomego względu różnicy wzrostu nie pasowały do postury Wilde'a. Zerknął na komputer, z którego dane już prawie zostały przekopiowane, zaraz jednak powrócił do przeglądania akt w formie papierowej. Pamięć fotograficzna dla informatora stanowiła istne błogosławieństwo. 
- Jeszcze minuta. Może dwie. - Mruknął cicho do słuchawki, mając jednak pewność, że jego towarzysze go usłyszą. 

(1/5)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 113
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Orwell pożegnał nieśmiałego chłopaka uśmiechem samozadowolenia, podczas gdy w duchu odetchnął z ulgą. "Jeden problem mniej..." - Pomyślał... I zjawił się kolejny problem, i to spory. Bowiem oto przed nim stanął słynny "Wściekły Pies Mafii", Ryūnosuke Akutagawa we własnej osobie. W środku stanął dęba i było to widać trochę na zewnątrz, co, miał nadzieję, da się wytłumaczyć jakimiś resztkami szacunku wobec co bardziej doświadczonych mafiozów. Tak też było widać, że nieco się spiął i uśmieszek także częściowo zaniknął, aczkolwiek dalej starał się zachować pewne pozory luzu, związane z odtwarzanym przez niego charakterem. Spojrzał się na Akutagawę próbując rozczytać z jego twarzy jakiekolwiek oznaki emocji, ale nie udało mu się. Co gorsza, mafiozo wyjątkowo nieufnie zapytał ich o to co tutaj robią i kim są, co tylko jeszcze bardziej spinało George'a do wyjęcia pistoletu maszynowego i profilaktycznego wystrzelenia całego magazynka w brzuch yatsugare. Na szczęście dla Akutagawy, i pewnie dla siebie, posiadał jednak bardzo dobre hamulce przed tego typu zachowaniami i jedynie się lekko uśmiechnął.
- My pilnujemy by nikt nie wchodził na ten teren, rozkazy Tachihary. - Powiedział z swoim akcentem, po czym spojrzał na osobę towarzyszącą Ryūnosuke.
- "Świetnie, będzie dwóch. Wspaniale." - Pomyślał sobie Orwell, chowając swoje prawdziwe emocje pod fasadą uśmiechu i lekkiego wyluzowania.
- Mamy nikogo nie przepuszczać, niestety nawet was. Tak nam kazali~ - Rzekł, po czym przygotował zaczął się mentalnie przygotowywać do starcia.
Wiedział, że może ono być trudne i pewnie takie będzie. Wiedział też, że może nie wyjść z niego bez szwanku i to samo tyczyło się Jane, i Wilde'a... Dlatego też będzie musiał się postarać. Postarać by wszyscy przeżyli tą akcję. W końcu to on ma tu największe doświadczenie bojowe, więc to na nim będzie spoczywał największy ciężar w czasie walki. I to on pewnie będzie głównym celem w razie ataku jednego z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Nowa w Agencji
Liczba postów : 21
Join date : 11/02/2017
avatar
"Akutagawa-san? Coś mi świta... A to przypadkiem nie on jest tym agresywnym? Jedno jest pewne, facet jest Obdarzonym."
Jane zmierzyła Ryūnosuke wzrokiem. Przez parę sekund rozmyślała o jego stroju: "Czarny jak jego poczucie humoru? Czy po prostu ubiera się tak, jakby był codziennie przygotowany na pogrzeb? A może po prostu lubi ten kolor? Mhm.... Jedno jest pewne - czarny może jest modny, ale co za dużo to niezdrowo. Spójrzmy prawdzie w oczy, facet wygląda jak upiór... Zaczynam mieć złe przeczucia. I jeszcze ten drugi... Dobre jest chociaż to, że on nie posiada Daru."
Kobieta skupiła się na chwilę na kryształku, znajdującym się nad głową psa mafii i ledwo słyszalnie wymówiła nazwę swojego Daru. I już miała zerknąć na nazwę Daru Japończyka, kiedy ten się odezwał, co sprawiło, że Jane spojrzała na jego twarz. Nie była niespokojna, czuła, że razem z Orwellem poradzą sobie. Zaraz potem odezwał się rudzielec. "Czy nie byłoby to dziwne, gdybym patrzyła w powietrze zamiast na swoich rozmówców?"
I kiedy Jane już miała się odezwać, zamiast niej zrobił to George. Z jednej strony cieszyła się, że nie musiała się zbytnio uzewnętrzniać, ale jednocześnie czuła, że wszystko zwala na barki współpracownika. Kobieta przeszła obojętnie obok nowo przybyłych i stanęła obok Georga, chcąc mu pokazać, że nie jest w tym wszystkim sam.
- Jest dokładnie tak, jak on powiedział. Jesteśmy pod zwierzchnictwem Michizou Tachihary i otrzymaliśmy rozkaz, aby nikogo nie wpuszczać do środka. - Stwierdziła, zerkając kątem oka na Orwella, potem swój wzrok skupiła na Fujimoto i Akutagawie. Zdecydowanie była spokojna, przecież i tak wiedziała, co się stanie. Była już na to przygotowana mentalnie i w każdej chwili była gotowa sięgnąć po pistolet, który znajdował się w wewnętrznej kieszeni jej marynarki. Po raz kolejny zerknęła nad głowę Ryuunosuke. "Rashomon, tak? Ciekawe."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Budynki Mafii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Nishi-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.