Share | 
 

 Budynki Mafii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
Admin
Liczba postów : 71
Join date : 26/09/2016
avatar
First topic message reminder :


Są to trzy ogromne drapacze chmur, które na tle wielobarwnego okręgu Nishi wydają się być mrocznym widmem rzucającym cień na kompleks Minato Mirai 21. Oficjalnie ludzie nie wiedzą, czym są te budynki - usłyszysz, że to zwykłe biurowce, jakaś firma farmaceutyczna, albo, że gmachy przeznaczone są do rozbiórki. Nawet sami członkowie mafii nie do końca wiedzą, co w którym się znajduje, jednak można tu natknąć się na wszelkie magazyny z bronią, dokumentami, biura wyżej postawionych członków organizacji i pomieszczenia konferencyjne. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com

AutorWiadomość
Nowa w Agencji
Liczba postów : 21
Join date : 11/02/2017
"Akutagawa-san? Coś mi świta... A to przypadkiem nie on jest tym agresywnym? Jedno jest pewne, facet jest Obdarzonym."
Jane zmierzyła Ryūnosuke wzrokiem. Przez parę sekund rozmyślała o jego stroju: "Czarny jak jego poczucie humoru? Czy po prostu ubiera się tak, jakby był codziennie przygotowany na pogrzeb? A może po prostu lubi ten kolor? Mhm.... Jedno jest pewne - czarny może jest modny, ale co za dużo to niezdrowo. Spójrzmy prawdzie w oczy, facet wygląda jak upiór... Zaczynam mieć złe przeczucia. I jeszcze ten drugi... Dobre jest chociaż to, że on nie posiada Daru."
Kobieta skupiła się na chwilę na kryształku, znajdującym się nad głową psa mafii i ledwo słyszalnie wymówiła nazwę swojego Daru. I już miała zerknąć na nazwę Daru Japończyka, kiedy ten się odezwał, co sprawiło, że Jane spojrzała na jego twarz. Nie była niespokojna, czuła, że razem z Orwellem poradzą sobie. Zaraz potem odezwał się rudzielec. "Czy nie byłoby to dziwne, gdybym patrzyła w powietrze zamiast na swoich rozmówców?"
I kiedy Jane już miała się odezwać, zamiast niej zrobił to George. Z jednej strony cieszyła się, że nie musiała się zbytnio uzewnętrzniać, ale jednocześnie czuła, że wszystko zwala na barki współpracownika. Kobieta przeszła obojętnie obok nowo przybyłych i stanęła obok Georga, chcąc mu pokazać, że nie jest w tym wszystkim sam.
- Jest dokładnie tak, jak on powiedział. Jesteśmy pod zwierzchnictwem Michizou Tachihary i otrzymaliśmy rozkaz, aby nikogo nie wpuszczać do środka. - Stwierdziła, zerkając kątem oka na Orwella, potem swój wzrok skupiła na Fujimoto i Akutagawie. Zdecydowanie była spokojna, przecież i tak wiedziała, co się stanie. Była już na to przygotowana mentalnie i w każdej chwili była gotowa sięgnąć po pistolet, który znajdował się w wewnętrznej kieszeni jej marynarki. Po raz kolejny zerknęła nad głowę Ryuunosuke. "Rashomon, tak? Ciekawe."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 36
Join date : 24/01/2017
avatar
Oscara niepokoił fakt, że na zewnątrz wciąż słychać było rozmowę - czyżby trafili na wyjątkowo nadgorliwych pracowników Mafii? Na szczęście zaraz komputer wydał z siebie dźwięk świadczący o tym, że pliki zostały zgrane na dysk przenośny. Wilde odpiął go od maszyny i wsunął pendrive'a do kieszeni spodni, następnie poodkładał wszystkie teczki z aktami na półki, dokładnie tak, jak zostawił je wcześniej. Pamięć fotograficzna miała też swoje bardziej głupie, ale wciąż przydatne strony, co było widać chociażby teraz. Spojrzał na swoje dzieło, po czym na uwiecznionego na zdjęciu Chuuyę, myśląc, że lubi się przemieniać w ludzi ładnych, którzy w dodatku są w jego typie. Po chwili użył na fotografii ponownie swojej Zdolności, zaraz zdjęcie zgiął kilkukrotnie i wcisnął głęboko do kieszeni spodni. Następnie sprawdził, jak leży pistolet przypięty do pasów pod kamizelką i westchnął cicho z nadzieją, że nie będzie musiał używać broni. Nienawidził tej rzeczy, brzydząc się nią całkowicie. 
Przemieniwszy się w Nakaharę ponownie, Wilde uśmiechnął się w pewny siebie sposób i wyszedł z archiwum; zamknął je, po czym zrobił zaskoczoną minę na widok mafiozów, jacy pojawili się przed jego towarzyszami. Niższy mężczyzna był Obdarzonym i wiedział o nim praktycznie każdy obracający się w podziemnym półświatku. Był to Akutagawa, zwany wściekłym psem Mafii, posiadacz jednej z najpotężniejszych Zdolności, o jakich Oscar słyszał. Drugi mężczyzna nie był znany Wilde'owi, zatem mężczyzna uznał, że albo jest to szary członek Mafii, albo ktoś zupełnie przez nią kryty ze względu na siłę swojej Zdolności. Zerknął pytająco na Jane; jeśli ta nie odczuwała żadnego niepokoju względem wysokiego rudzielca, to nie było się czego obawiać. Postanowił zatem poczekać na jej osąd i dać jej czas na przeanalizowanie działania Zdolności obu. 
Sacre bleu... - Westchnął pogodnie; póki co z tego, jak był traktowany przez ludzi, wywnioskował, że Nakahara miał ze swoimi podwładnymi dobre kontakty. - Moi drodzy, właśnie wprowadzałem dane tej pary do naszej bazy. Nie powinniście być tak nieufni wobec nowych kolegów. Tachihara-kun byłby niezadowolony. - Pokręcił głową ze zrezygnowaniem. Słyszał, że wściekły pies Mafii ponad wszystkim stawia słowa swoich przełożonych, więc powinno poskutkować. Nie był w tej chwili ani nerwowy ani niespokojny, nie widząc ku temu powodu. 
Akutagawa-kun i... ty-kun - Powiedział, nim zdążył ugryźć się w język; co, jeśli Nakahara znał tego wysokiego rudzielca? - ... Pozwólcie, że my już pójdziemy. Mam im jeszcze kilka rzeczy do pokazania. Ach, byłbym zapomniał. Była tu miła dziewczyna, która pożyczyła mi swoją kartę... Poczekacie na nią i oddacie jej to? - Kontynuował pewnym siebie tonem, po czym wyminął obu mężczyzn, wciskając wyższemu kartę do archiwum i ruszył w kierunku schodów, skinąwszy dłonią na udawane jaszczurki. Jeśli nawet miałoby dojść do walki, Wilde zdecydowanie wolałby, aby miało to miejsce na zewnątrz. Dawało to mniejsze prawdopodobieństwo tego, że zostaną złapani oraz większe, że kule nie trafią akurat w nich. Wyprowadził więc swoich ludzi z budynku i nie chcąc być na widoku, pokierował ich między mafijne budynki w milczeniu. Była stąd w razie czego droga ucieczki, no i wątpił, by właśnie tutaj szukać ich mieli Akutagawa i ten drugi, zakładając, że się nie nabrali. 
- No, daliśmy radę. Los jest po naszej stronie. - Uśmiechnął się do Jane i George'a szeroko, jednak wciąż się nie przemienił. - Jeśli nas szukają z jakiegoś powodu... tutaj nie powinni zajrzeć. Poczekamy chwilę i wracamy do nas. - Zarządził, przeciągając się. Zasłużył sobie na odpoczynek, a dziś wyjątkowo miał ochotę na bardzo długi sen. Jeśli jeden dzień biblioteka będzie zamknięta, to to chyba nic nie zmieni?

Właścicielka karty pojawiła się dwie, może trzy minuty po odejściu Chuuyi i jaszczurek. 
- Och... Chuuya-san już poszedł? Dziękuję za kartę... - Odezwała się do Yoshirou, starając się przy tym nie utrzymywać w najmniejszym stopniu kontaktu wzrokowego z Akutagawą. Wydawała się czymś zmartwiona, kiedy ruszyła znów do archiwum i przejrzała tam to, co zawarte było w komputerze. Zaraz prawie jak poparzona wybiegła z pomieszczenia, znowu zwracając się do mężczyzn. 
Um- Przepraszam, pan Chuuya nie mówił, po co tam był? Ten program, który kontroluje pliki, wyświetlił komunikat, że akta wszystkich Obdarzonych zostały skopiowane... No i... ta dwójka... n-nigdy ich nie widziałam. - Skuliła się nieco, jakby bojąc się kary za podważanie zdania Nakahary. Była jedynie pracownicą biurową Mafii, pozbawioną jakichkolwiek upoważnień. Zaraz na piętro wrócił chłopak, który miał tutaj pracować, a którego przegonił Orwell. 
Coś się stało z Chuuyą-san? - Zaczepił z zainteresowaniem. Wciąż trzymał swoje pudło z rzeczami do biura. - Fakt, tamten wielki facet to dziwny jakiś był. Nie mamy tu wielu obcokrajowców... I w ogóle to właśnie wyszli na tyły budynku. - Zerknął za okno. - Powinni być jakoś przy wyjeździe z garaży. 
- Podejrzane... - Archiwistka zgodnie skinęła głową.


// Jakby co po prostu zamieniłem w kolejce miejscami Akutagawę i Oscara. Dazai, jak chcesz, to możesz ich już pajacem doganiać i atakować Wilde'a. Daj mi znać czy będziesz to robić, to ci od razu kostką rzucę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 85
Join date : 15/01/2017
avatar
Pajac śledził rozmowy, jednak w jego głowie ostatecznie pozostało tylko jedno - ci ludzie nie byli tym, kim się wydawali, coś skrywali i kłamali zarówno jemu, jak i Akutagawie. W końcu wspominali, że są podwładnymi Tachihary, jednak Yoshirou akurat tamtych ludzi znał chodź z widzenia i ich nigdy wśród pozostałych nie wdział*. A to znaczyło jedno - trzeba było ich zatrzymać i zapobiec... nie był nawet pewny czemu, ale mafia z pewnością nie cieszyłaby się, gdyby tacy oszuści grasowali na wolności. Dlatego błazen nie czekając nawet na rozkaz ze strony Akutagawy, który w końcu miał zdecydowanie wyższą pozycję niż on, pobiegł czym prędzej w stronę garaży, gdzie ponoć ukryli się oszuści. Nie myślał, był w końcu w bojówce i bardziej niż mózgu, używał swoich mięśni. Teraz zadanie było proste - musiał schwytać obcych, by inni z mafii mogli wyciągnąć z nich informacje. Na tym się skupił, w końcu od tego zależało... coś na pewno. A że nie był pewny co, wcale mu to nie przeszkadzało w wykonaniu zadania.
Gdy wydostał się z budynku, robiąc wcześniej wielkie susy, by zdążyć jak najszybciej, prędko skierował się w stronę wskazaną przez pracownika mafii, za budynek. Tam też zobaczył Zwierzchnika w towarzystwie dwójki obcych. Przez chwilę zawahał się - czy powinien atakować przełożonego? Znał nieco Chuuyę i nigdy nie podejrzewałby go o nielojalność względem mafii. Dopiero teraz zastanowił się, czemu ten miałby zdradzać swoją organizację i pomagać nieznajomym w niecnych planach?
Z drugiej strony fakty mówiły same za siebie, zaś Chuuya jako potencjalnie najbardziej niebezpieczny powinien być wyeliminowany z walki jako pierwszy, kiedy Fujimoto miał jeszcze przewagę zaskoczenia. Bez przekonania wyciągnął zza pazuchy niewielki pistolet i oddał strzał w stronę Nakahary, celując jednak w jego nogę. W końcu nie miał zamiaru go zabijać, a jedynie upewnić się, że zostanie schwytany i przesłuchany. Nie łudził się, że sam zdoła to zrobić - wierzył w swoje zdolności, ale nie przeciw Obdarzonemu zwierzchnikowi, najlepszemu specowi sztuk walki w całej Portowej Mafii.
Los jednak mu nie sprzyjał. Jego umiejętności posługiwania się bronią palną nie były bynajmniej mierne, jednak daleko im było od ideału, poza tym od dawna nie ćwiczył na strzelnicy, jako że większość powierzanych mu misji wymagała ciszy i dyskrecji, używał więc na nich swoich noży. Dlatego pocisk zamiast trafić rudzielca w nogę, świsnął koło niego, ledwie muskając ramię mężczyzny stojącego obok. Pajac skrzywił się i podbiegł bliżej, chcąc zmniejszyć dystans, jednak było zdecydowanie za późno na atak z zaskoczenia, schował więc pistolet i rzucił na ziemię dymny granat, chcąc utrudnić przeciwnikom oddanie strzału w jego osobę. Zaraz wyciągnął noże i zaczął się zbliżać nieco wolniej, ale i ciszej, zastanawiając się nad kolejnym ruchem.

*bazuję na polskiej mandze, gdzie przetłumaczyli, że Tachihara stoi na czele 10-osobowej, czyli niewielkiej grupy - ale jakby coś było nie tak, to to usunę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 38
Join date : 16/12/2016
avatar
Akutagawa, słysząc pracowników biurowych, był jeszcze bardziej nieformalny od Yoshirou. Z obojętnością skłaniającą się ku pewnej niechęci względem takich zachowań przyjął fakt, że Błazeńska Jaszczurka pozwoliła sobie na taką samowolkę w obecności kogoś postawionego wyżej od siebie. Sam jednak nie był lepszy, bowiem podszedł do najbliższego okna i jak gdyby nigdy nic wyskoczył przez nie, w powietrzu już wybijając się przy pomocy Rashomon. Nie czuł niepewności odnośnie tego, gdzie wyląduje, ani odnośnie walki z dwójką nieznajomych, zaś w jego głowie krążyły myśli dotyczące starcia z Chuuyą. To był nie tylko najsilniejszy Obdarzony w Mafii (choć to było godne polemiki, gdzie główną opcją numer dwa miał być sam Akutagawa), ale też jego przełożony, przez co cała idea walki kłóciła się z jego systemem wartości. Mimo bycia określanym wściekłym psem mafii, był też niezwykle wierny i lojalny; jak mógłby teraz ugryźć jedną z rąk, które go karmią? 
Co zaskakujące, na miejscu zjawił się parę chwil po Fujimoto, a tuż przed tym, jak mężczyzna rzucił bombę dymną. Odruchowo zakrył usta rękawem, jednak to było jedyne, na co sobie pozwolił w kwestii zwlekania. Jaszczurka upatrzyła sobie Chuuyę - czyżby to miało znaczyć, że Ryuunosuke nie będzie musiał z nim walczyć? Na chwilę skupił myśli na towarzyszach Nakahary; mężczyzna był znacznie postawniejszy od kobiety z tego, co pamiętał, w związku z czym postanowił skupić się właśnie na nim. Znowu mruknął nazwę swojej Zdolności i idąc ze spokojem w kierunku tamtego człowieka, wymierzył mu cios przy pomocy Rashomon; to miało go rzucić na ścianę i przynajmniej a chwilę wyłączyć z gry. O ile postawny osobnik był stosunkowo łatwy do zauważenia w zasłonie dymnej, to figura drobnej kobiety była już cięższym celem. Ryuunosuke wodził spojrzeniem po otoczeniu. Wiedział, że niedługo będzie mógł bronić się polem siłowym Bramy, jednak ta działała jeszcze zbyt krótko. Najchętniej zabiły oboje, jednak wiedział, że Mafii przydadzą się bardziej, jeśli będą wciąż zdolni do bycia przesłuchiwanymi. Jeśli będą sprawiali zbyt wiele problemów, naturalnie nie widział problemu w pozbyciu się ich.  

(1/5)
Kostka: 
Orwell: Nie udaje mu się zranić przeciwnika
Jane: Może zaatakować jednego z przeciwników, ten ma 48 godzin na kontratak od jej posta
Wilde: Też mu nie wychodzi 
George, mdleć ani nic nie musisz, bo Akutagawa walnął na oślep, ale na pewno cię zabolało. Kolejka jest teraz indywidualna dla każdego starcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 116
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Cóż... Udało się. Po wyjściu z budynku nawet się uśmiechnął pod nosem, bo nie spodziewał się, że wszystko zakończy się bezkrwawym, jakże łatwym sukcesem. Spodziewał się raczej tego, że przyjdzie banda mafiozów i będzie trzeba wyskakiwać przez okno pod ostrzałem, a potem uciekać w różne punkty miasta... A potem zmyć się jakoś do domów. Wyglądało jednak na to, że spokojnie wrócą.
- Łatwo poszło, jakby nie patrzeć... - Stwierdził już z swoim normalnym akcentem, a następnie zmarszczył brwi.
- Nigdy więcej nie robię za Amerykanina. - Streścił swoje myśli dotyczące jakże żenującej postaci, przynajmniej według niego, w jaką się wcielał w czasie akcji. Bardzo, naprawdę bardzo się cieszył, że to już minęło i może mówić normalnie. Bynajmniej nie był zbyt szczęśliwy, gdy robił za "wyluzowanego". Nie lubił takiej postawy i wnerwiała go ona niemiłosiernie... No, nie tak jak Wilde w swoim normalnym otoczeniu, ale irytacja była spora. Dlatego też tym bardziej czuł się zobligowany do przeprosin w kierunku pewnej persony.
- Jane, jeszcze raz proszę o wybaczenie za moje zachowanie w czasie misji. - Rzekł do niej, z czego w jego głosie dało się wyczuć, że naprawdę był zażenowany swoją osobą. I gdy tylko to powiedział, kule przeleciały koło jego ramienia, rozrywając jego marynarkę. Udało mu się powstrzymać odruch chwycenia się za bolącą kończynę i zastąpić odruchem zlokalizowania celu... Co niestety niezbyt mu się udało wskutek rzuconego granatu dymnego. Zobaczył tylko znikającą sylwetkę, do której miał zamiar wystrzelić. Niestety, czas wyjęcia jego pistoletu maszynowego, wycelowania i pociągnięcia za spust, nieważne jakby dobrze był wytrenowany, nie był mniejszy od czasu rozprzestrzeniania się dymu z granatu. Orwell jedynie przeklął pod nosem i oddalił nieco w tył... Tylko po to, by zauważyć coś, przypominającego ostrokątną mackę, do której zdołał wystrzelić krótką serię nim go uderzyła w klatkę piersiową. Niestety, seria wystrzelona na oślep trafiła w ścianę, on sam na ścianie w wyniku uderzenia na chwilę wylądował. Cios był mocny, choć nie na tyle by go wyłączyć z walki. Splunął na podłogę, po czym rozejrzał się powoli, próbując odzyskać na chwilę utracone zmysły. Szybko zdał sobie też sprawę, że coś poruszało się w jego kierunku i raczej lepiej by to nie podeszło zbyt blisko, tak też pierwszym ruchem po odzyskaniu świadomości było odskoczenie jak najdalej od mglistej persony i wpakowanie serii w tą. Miał zamiar dać trochę czasu Jane i Oscarowi na przygotowanie się do walki lub, co było bardziej prawdopodobne, ucieczki. Przy okazji, wypatrywał kolejnych "macek" zmierzających w jego kierunku, by przypadkiem nie powtórzył się numer sprzed chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 36
Join date : 24/01/2017
avatar
Działo się zdecydowanie za dużo, jednak Wilde wydawał się niezbyt tym faktem zaskoczony. Odwrócił się, niemalże skacząc jak poparzony, gdy usłyszał najpierw wystrzał, a potem całe pole widzenia zasłoniła mu bomba dymna. Korzystając z faktu, że i tak nikt go raczej nie widzi, pozwolił sobie na użycie własnego, nieskażonego chrypką, którą wcześniej wymuszał, głosu. 
Do wyjścia, z alejki jest wyjście! - Krzyknął, samemu kierując się w kierunku, od którego najsilniej biły światła uliczne. Liczył na to, że wszystko pójdzie dostatecznie łatwo; na logikę, wystarczyło, żeby uciekli pod osłoną dymu, schowali się w jakiejś innej uliczce, pozbyli wszystkiego, czego użyli do metamorfoz i poszli w swoją stronę. Nikt nie miałby możliwości zidentyfikowania ich. Oscar nie pomyślał jednak o pewnej sprawie - gdy tylko ruszył w stronę wyjścia, to zostało odcięte przez czarną siatkę. Zaklął pod nosem, po czym wycofał się bardziej tam, gdzie dym kłębił się najmocniej i oddał kilka strzałów, mierząc w sylwetki, które najmniej przypominały mu George'a i Jane, jednak z tego, co słyszał, żaden nie był celny. Nie skarcił się nawet za to, ile przeklinał tej nocy, więc zrobił to jeszcze raz. Musieli znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. 
Osłabcie Akutagawę - Syknął do słuchawki na tyle cicho, by tylko ludzie mający je mieli szansę to usłyszeć. Sam musiał się zająć rudym członkiem jaszczurki. 

(3/5)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nowa w Agencji
Liczba postów : 21
Join date : 11/02/2017
avatar
Jane po wyjściu z budynku odetchnęła głęboko. To nie tak, że była zestresowana. No może trochę, ale sytuacja zdecydowanie była męcząca. No właśnie, była. Na szczęście udało im się wyjść z tego bez szwanku i niepotrzebnej przemocy. Obdarzyła członków Tea Club delikatnym uśmiechem. A następnie swoją uwagę skupiła na wypowiedzi Orwella, która sprawiła, że kobieta roześmiała się szczerze.
- Łatwo poszło, mówisz? Do końca życia będę pamiętała twoją grę aktorską... I ten akcent! - Stwierdziła wyjątkowo wesołym tonem. Natomiast kiedy George ją przerosił, na jej twarzy pojawił się grymas. - Przecież rozmawialiśmy już na ten temat. - Odparła niemal automatycznie, a w tym momencie rozległ się huk strzału, który zagłuszył jej wypowiedź. Kobieta odruchowo ukucnęła i sięgnęła po pistolet, znajdujący się w wewnętrznej kieszeni marynarki. Jednak nim zdążyła wycelować w kogokolwiek, granat dymny zakłócił jej widoczność. "Muszę uważać, aby w nich nie trafić... To może być trudne."
Po sekundzie zastanowienia Jane oddała strzał w stronę klatki piersiowej Aktuagawy, ale przy takiej widoczności i stresie wiedziała, że co najwyżej może trafi przeciwnika w rękę.
Wiedziała o tym, że w tej chwili ich jedynym celem była ucieczka, ale kiedy odwróciła się w stronę, z której dochodziło najintensywniejsze światło, domyśliła się, że jest to w tej chwili niemożliwe. "Nie bez pokonania Akutagawy."
- Oscar, ten rudy nie jest Obdarzonym. Niemniej uważaj na siebie. - Mruknęła ledwo słyszalnie do słuchawki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 38
Join date : 16/12/2016
avatar
Kostka:
Pajac: udany atak 
Akutagawa: nieudany


Udało mu się odciąć drogę ucieczki zdrajcy i dwójki szpiegów przy pomocy pajęczej nici, jednak myślał, że bardziej obejdzie to nieznajomych niż samego Nakaharę. Czyżby był aż tak przywiązany do tej pary? Akutagawa nie był najlepszy w interpretacji relacji międzyludzkich, ale coś mu mówiło, że jeśli Chuuya wolał nie uciekać sam, to cała ich znajomość musiała albo nieść za sobą duże korzyści materialne albo trwała już dość długo. Rosła w nim pogarda względem zdrady - nie tak wielka jak w przypadku Dazaia, ale wciąż istniejąca. 
Co jakiś czas padały strzały od wszystkich uczestników walki, co w połączeniu z dymem, który co prawda już rzedł, przypominało polowanie na myśliwego. Rashomon wił się w powietrzu przy samym Ryuunosuke i kłapał gniewnie swoimi szczękami, jednak sam właściciel Bramy Demonów postanowił jeszcze nie aktywować jej pola siłowego. Póki ciemność stanowiła dla nich przewagę, Akutagawa miał zamiar ją wykorzystać. 
Nie czuł w tej chwili praktycznie nic; żadnego lęku, niepewności, ekscytacji, chcąc po prostu wypełnić zadanie, jakie było jego absolutnym obowiązkiem. Poniekąd był jednak rozdarty między załatwieniem zdrajcy a okazaniem wierności jednej z osób, którym w mniejszym lub większym stopniu zawdzięczał życie. Decyzję podjął ostatecznie dość szybko - przypuszczał, że Chuuya w równej mierze zawdzięczał Mafii wszystko to, co aktualnie miał - i zdecydował się stawić mu czoła. Kiedy pochłonęły go myśli o zdradzie i skupienie się na skradaniu, Akutagawa prawie został postrzelony przez kobietę, jednak zdołał się osłonić przy pomocy Bramy Demonów, praktycznie natychmiastowo kontrując atak własnym. Syknął pod nosem, gdy okazało się, że sam również nie trafił. Oby Jaszczurce poszło lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 85
Join date : 15/01/2017
avatar
Yoshirou ani na chwilę nie pozostawał w bezruchu, nie mając zamiaru wystawiać się na ataki nieprzyjaciela. Upewniał się, że dym jeszcze bardziej zniekształca jego ruchy, po czym wciąż lawirując, starał się jakoś zlokalizować głównego wroga i spróbować go schwytać. Miał o tyle szczęście, że zdolność Akutagawy była dość charakterystyczna, a nawet jakby trafił go przypadkiem, nie wątpił, że tak utalentowany członek mafii bez problemu się obroni. Nie musiał więc martwić się, kto jest wrogiem, a kto sojusznikiem.
Jednak czas nie był po ich stronie. Byli na zewnątrz, więc dym nie pozostał długo gęsty, stanowiąc dobrą zasłonę. Już zaraz zaczął się rozrzedzać, z sylwetki stawały się coraz wyraźniejsze. A to niestety bardziej sprzyjało ich przeciwnikom, dlatego powinni działać szybko. Na szczęście główny atak skupił się na jego młodocianym towarzyszu, nie musiał więc aż tak uważać. Cóż, sam nie wątpił, że ten jest zdecydowanie groźniejszy od niego, sam również pewnie postąpiłby w ten sposób. Ale to znaczyło, że miał okazję działać.
Namierzył szybko najniższą postać, odbiegł nieco, chcąc go zaskoczyć od tyłu bądź chociaż od boku, jako że nie miał do końca możliwości dotarcia za jego plecy. Gdy tylko ten nie był skierowany do niego frontem, wyrzucił w jego kierunku ostrze, celując w jego nogę. W końcu tak najłatwiej było zapobiec czyjejś dalekiej ucieczce. Z tego co widział, przedmiot doszedł celu, nie umiał jednak poznać w tym całym zamieszaniu, jak była ona głęboka. Szybkim ruchem wyciągnął pistolet, celując z niego do Chuuyi, gotów zareagować na każdy jego ruch. Obserwował go przy tym jak ptak drapieżny swoją ofiarę, nie chcąc mu pozwolić się wywinąć. Ufał, że drugi mafiozo załatwi pozostałą dwójkę, nie mógł się w końcu teraz skupiać na nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 116
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Sytuacja dla Tea Clubu pogarszała się z sekundy na sekundę, a to głównie dlatego, że z każdą chwilą spędzoną tutaj przyciągali więcej uwagi i ściągali potencjalnych przeciwników do tego miejsca. Dlatego też nie można się dziwić, że Orwell chciał jak najszybciej zakończyć konfrontację, nie biorąc już pod uwagę faktu, że Akutagawa był iście najgorszym przeciwnikiem. Z zdolnością, która służyła tylko i wyłącznie do walki, trudno było mu stawić czoła... Jednakże w tym momencie jego sojusznikiem był jeszcze utrzymujący się dym, który utrudniał identyfikację obiektów. Szybko wpadł na pewien fortel, który może ułatwić wyłączenie na cenny moment wściekłego psa mafii z walki.
- Jane, poszukaj Wilde'a i spróbuj go jakoś wspomóc. - Powiedział cichym, aczkolwiek wyraźnym głosem.
Następnie, wyjął z wewnętrznej kieszeni marynarki... Pudełko zapałek. Wyjął je jednakże wyraźnie się odsuwając i uważając na to, by jego przeciwnik nie zauważył podstępu. Tuż po tym, przyłożył on je mniej więcej do ust, udał, że coś odgryza i rzucił w kierunku Ryūnosuke tak, by ten spostrzegł że coś nadlatuje dopiero w ostatniej chwili. A przynajmniej taki miał zamiar.
Jeżeli fortel zadziała i faktycznie jego aktualny oponent skupi większość swojej uwagi na nadlatującym "granacie", George ma zamiar wystrzelić kolejną serię z pistoletu maszynowego w jego kierunku, co powinno wyłączyć go na cenną chwilę z walki. Jeżeli to się zaś uda, pobiegnie w kierunku skąd dochodzą dźwięki walki tamtego mafiozy z Oscarem. Jego zamiarem będzie oczywiście szybka pomoc szefowi, by mogli jak najszybciej uciec.
Jeżeli zaś plan się nie uda, będzie stopniowo się wycofywać i puszczać co jakiś czas serie z pistoletu maszynowego, by zająć czymś Akutagawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 36
Join date : 24/01/2017
avatar
Starał się obserwować Jane i George'a w miarę możliwości, jednak niestety, Mafia miała nad nimi znaczną przewagę. Spodziewał się, że mężczyźni zrezygnują z podjęcia się walki chociażby na samą myśl o Zdolności Obdarzonego, którego postać przyjął Wilde. Znacznie się przeliczył. Nie lubił, gdy ktoś na niego polował tak, jak teraz, nawet, jeżeli był to wyjątkowo urodziwy i niebezpieczny osobnik. Może w innych warunkach byłby bardziej skory do wspólnych zabaw i podchodów z tym rudzielcem, jednak teraz niezbyt to widział. Starał się mieć na oku wszystko, a dym, choć już coraz rzadszy, nie ułatwiał zbyt wiele, o czym Wilde przekonał się, gdy został zraniony w nogę szybko nadlatującym w jego stronę ostrzem. Świstowi metalu przecinającego powietrze zawtórował syk, dalej donośne i nieprzystojne przekleństwo, temu zaś natychmiastowe uniesienie broni i oddanie dwóch strzałów w kierunku, z którego nadleciał nóż. Miał nadzieję, że choć jeden pocisk trafi, a celował - jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie - w nogi delikwenta. Jeżeli zdoła chociaż minimalnie osłabić pościg i spowolnić go poprzez postrzał lub przynajmniej rozproszenie jego uwagi, zdecydowanie karty odwrócą się. 
- Akutagawa ma Zdolność powiązaną ze stanem jego zdrowia - Syknął do słuchawki to, co wyczytał w mafijnych aktach. - Nie może jej za długo używać, bo reaguje chorobą. Spróbujcie go trafić, może na odwrót to też tak działa... - Poniekąd czuł żal w związku z nadszarpywaniem zdrowia tak silnego człowieka, ale nie było czasu na takie rzeczy. Będzie mógł się nad nim rozczulać, kiedy już ich trójka będzie bezpieczna. - Cofajcie się do tej pajęczyny, ale nie tak, żeby zauważył. - Polecił swoim współpracownikom, samemu poczynając niewielkie kroki w tamtym kierunku. W końcu opadnie i wtedy będą mogli uciec... O ile można mówić o szybkim wydostaniu się stąd z nożem tkwiącym w nodze. Nie mógł jednak wyciągnąć go teraz, bo pewnie przez zrobienie tego w pośpiechu znacznie nadszarpnie swoją ranę, więc największy priorytet i tak miała ucieczka. 

(4/5)

// w sumie to już ostatnia tura. Kończymy zaraz c; 
Yoshirou, masz 48 godzin na reakcję na strzał. Masz szansę uniknąć.~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Budynki Mafii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Nishi-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.