Share | 
 

 Opuszczona fabryka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 2 1, 2  Next
Admin
Liczba postów : 70
Join date : 26/09/2016
avatar

Ogromny pięciopiętrowy budynek, do którego wstęp jest wzbroniony przez zagrożenie zawaleniem. Rzecz jasna budynek nieustannie stoi od lat i ów zakaz nijak nie przeszkadza mieszkańcom, którzy bez wahania korzystają z odludnego i cichego miejsca. Rzecz jasna gołe ściany z żelbetonu, gdzieniegdzie zawalone, głównie w zachodniej części, nie są zapraszającym widokiem, ale tym chętniej miejsce przyciąga wszelkiego rodzaju szumowiny. Można tu trafić na dilerów, szmuglerów i inne podejrzane indywidua. Mówi się też, że większym zorganizowanym przestępczym organizacjom zdarza się tu robić interesy. Co prawda czasem młodzież zachwycona miejscem, gdzie nie chadzają normalni dorośli, urządzają tam popijawy, jednak stali bywalcy szybko ich wypłaszają i trzeba się liczyć z ich tam obecnością. Choć z górnych pięter roztacza się widok na sporą część miasta, nie ma tam żadnych zabezpieczeń, więc łatwo jest spaść, podobnie jak ze schodów pozbawionych barierek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com
Gość
Gość
"Allons, enfants de la Patrie-e-e, le jour de gloire est arrive, contre nous de la tyrannie-e-e..."-zawodził głos w słuchawkach jasnowłosego informatora, a on sam snuł się po ulicach i uliczkach Isogo. Sam w sumie nie wiedział, co kazało mu odwiedzić czysto fabryczną dzielnicę, której prywatnie nie lubił ze względu na wszechobecny smog oraz prawdziwe multum ludzi. O tak wczesnej porze jednak na pewno nie było tu nikogo, gdyż amatorzy wrażeń woleli raczej pojawiać się w godzinach późniejszych i rozsądnych. Ktoś rozsądny zapytałby być może: "co osoba taka jak Arthur robi w takim miejscu o godzinie siódmej rano?". Cóż, to proste: pomijając już niesamowicie piękny wschód słońca, któremu zdążył już wcześniej zrobić zdjęcie aparatem w swojej komórce i którego nasz Francuz za żadne skarby świata nie odważyłby się przegapić, powodem jego obecności była tajemnicza wiadomość od informatora. Człowiek ów zawiadamiał: "wpadnij do opuszczonej fabryki 7 rano mam coś fab." Ponieważ Francuzowi to odpowiadało (bo i tak już nie spał), a poza tym był ciekaw, postanowił się tam udać. Tak oto zmierzał ku fabryce w Isogo, miejscu wszelkich zbiórek, wymian i deali, gdzie był już chyba parę razy, ze słuchawkami na uszach i w swoim zwyczajnym stroju, starając się wyglądać w miarę niewinnie. Nie wiedział, czy mu się to udawało, ale miał nadzieję, że nie. W każdym razie po drodze nie zauważył nikogo podejrzanego; sądził również, że nikt go nie śledził.
Wszedł do środka jednymi z bocznych drzwi, które nie tak łatwo było dostrzec; jeśli się dobrze orientował, za nimi będzie korytarz, później jakaś mała hala, dwa inne pomieszczenia, znowu korytarz, zawalone schody...Przy zawalonych schodach będzie musiał skręcić w prawo, żeby dostać się do całkiem sporego pomieszczenia pełnego starych i nieużywanych już od wieków maszyn, petów i butelek po wódce porzucanych przez bezmyślne dzieci, gdzie powinien czekać na niego informator. Zawsze wybierał taką trasę; "tubylcy" zamieszkujący teren fabryki raczej rzadko chodzili w to miejsce, ostatnie dzieciaki, które tutaj piły, skończyły dość marnie, można się było więc spodziewać względnego spokoju. Kołysany tymi myślami, Arthur Rimbaud wyłączył swoją MP3, schował ją do kieszeni i ruszył znajomą drogą przed siebie, do ustalonego portu.
Na miejscu w porcie zastało go jednak coś, co niezmiernie go zdziwiło.
Trup.
Informator leżał z poderżniętym gardłem; musiał być martwy już od jakiegoś czasu. Ciepłe jeszcze zwłoki powoli zaczynały sztywnieć. Wprawdzie blondyna to nie wystra...a dobra, przyznajmy to otwarcie. Arthur bał się jak sto piorunów i milion holowników; tym bardziej, że nie wziął broni, a morderca - o ile już nie uciekł - wciąż mógł być w pobliżu. Co on wtedy ma niby zrobić? Powalić go mocą mistrza Yody? Może jeszcze zabójczą Marsylianką? W pobliżu nie zauważył żadnych źródeł wody, jego Zdolność nie mogłaby więc zadziałać...Rozejrzał się ostrożnie, niepewnie. Przykurzone maszyny, trawa wyrastająca spomiędzy betonowych płyt, tu i tam osamotnione szkła, papierosy, w kącie nawet widać było (i czuć) efekty czyjegoś niezmiernego nawalenia. Choć raczej to trup tak śmierdział...Skrzywił się. Podszedł jeszcze kilka kroków bliżej. Nie był pewien, czy powinien go ruszać; w razie czego zawsze lepiej nie zostawiać zbyt wielu śladów. Co właściwie chciał mu przekazać zamordowany chłopak? Arthur nie znał go za dobrze, nie łączyło go z nim zbyt wiele poza kontaktami czysto służbowymi. Ot, parę razy spotkali się, wymienili informacje, które im były potrzebne i...to tyle. Ciekawe, co miało być takie "fab"... Rozejrzał się raz jeszcze, szukając wskazówek na ten temat; wreszcie spostrzegł, że zamordowany trzymał coś w zaciśniętej kurczowo dłoni. Przy jego ciele leżała komórka, zapewne ta sama, z której napisał - zapewne stłukła się dokumentnie, ale może ocalała jakaś karta SIM czy coś w ten deseń. Krew chlusnęła jakoś tak dziwnie, jakby...Gdzie on już to widział?
Podszedł jeszcze kilka kroków; ich echo odbijało się w jego uszach wyjątkowo głośno, tętno waliło mu całkiem mocno. Nie był człowiekiem tchórzliwym, ale pardon, kto by zachował stoicki spokój w obliczu zagrożenia, zdany tylko na siebie? Pochylił się nad zabitym i już miał się zająć tą sprawą, gdy nagle usłyszał czyjeś kroki. Ktoś wszedł do pomieszczenia. Blondyn natychmiast zareagował; wyprostował się gwałtownie i bardzo powoli odwrócił.
-Qui est-ce que...-zaczął mówić nerwowo i po francusku. Nie wiedział, co tu się właściwie dzieje, ale jeżeli to był wróg, to chyba czas przemyśleć całą sytuację i zmienić informatorów na bezpieczniejszych. Po wszystkim będzie musiał popływać.
O tak.
Powrót do góry Go down
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
- Co za świaaaat, w którym trzeba wstawać - jęczał, idąc przez puste uliczki. Jakim cudem został wyciągnięty z łóżka przed południem. Czemu stawiał nogę za nogą w jakimś opustoszałym miejscu, gdzie nawet nie było auta, przed które mógłby wyskoczyć. Zerknął w górę, na jasne niebo z pojedynczymi, rzadkimi niczym rozciągnięta za mocno wata chmurami. Było mu zimno, ale nawet nie pofatygował się, by zapiąć płaszcz. Poniekąd fakt, że dłonie mu odmarzały, palców prawie nie czuł, a reszta ciała zaczynała być wyziębiona, zupełnie mu nie przeszkadzał. Po prostu szedł, gdzie musiał, mając nadzieję, że będzie to tego warte.
Spojrzał na budynek opuszczonej fabryki. Że też jego kontakt musiał wybrać takie miejsce na spotkanie. Westchnął z lekkim zmęczeniem. Ludzie mieli różne preferencje a i on musiał czasem na nich polegać. Sam zdobywał sam masę informacji, jednak zawsze była możliwość, że coś pominie, chętnie więc skupował najnowsze wieści od poinformowanych. W końcu bez rzetelnego wywiadu nie mógłby robić żadnych planów i przewidywań.
Miał tylko nadzieje, że będą tego warte.
Wszedł do środka i podążając za instrukcjami informatora, skierował się na miejsce spotkania. Tam jednak przeżył jedno z większych ostatnio rozczarowań. Kontakt leżący w kałuży krwi i pochylający się nad nim blondyn nie należeli do tego, co chciał zobaczyć w ten poranek.
Dazai przyjrzał się mu pozornie znudzony, jednak szybko analizując wszystko, co widział. Młody, pewnie w okolicach jego wieku mężczyzna. Z pewnością obcokrajowiec, rysy miał zupełnie niejapońskie. Wyraz twarzy wyrażał zaskoczenie, ale czy wywołane było ono obecnością Osamu, czy też zastaniem trupa...
I ten język! Dazai nie mógł się powstrzymać przed jękiem, gdy usłyszał wypowiadaną frazę. Francuski. No tak, obcy mógł stamtąd pochodzić. Ale język i kultura kojarzyła się mężczyźnie tylko z jedną osobą, o której wolał aktualnie jak najmniej myśleć.
- Nie mówię w tym diabelskim języku. Umiesz po japońsku? - spytał katorżniczym głosem. - Swoja drogą, coś za jeden i co ci ten tu zrobił? - Wskazał na trupa leżącego na ziemi. Zaraz zresztą podszedł do niego i kucnął obok, by przeanalizować jego stan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Diabelskim?! Narodowa duma Arthura z przepięknego języka poezji i miłości właśnie została zraniona. To nie jego wina, że jacyś mądrzy ludzie wymyślili milion najróżniejszych czasów przyszłych, przeszłych, zaprzeszłych i odprzeszłych, on nie był temu winny, a w ogóle to kto mu to mówi?! Japończyk, który używa ogromu dziwnych krzaczków, żeby zapisać proste "dzień dobry"! Skrzywił się lekko, ale postanowił dać sobie z tym spokój, ta kwestia zbladła trochę wobec sytuacji, w jakiej się znalazł. Nie wyglądał mu na grzecznego chłopczyka, który nie szuka problemów. Słyszał o niejakich Inklings, którzy pojawili się w mieście, poza tym ci przeklęci goście z Agencji, Obdarzeni...Wszystko to mogło sprowokować problemy. Wyprostował się. Przeczesał jasne włosy prawą dłonią z wyraźnym zakłopotaniem, wzdychając. No cóż, przyszła pora na składanie wyjaśnień. Liczył na to, że będą one krótkie i konkretne - zawsze lepiej unikać problemów, zwłaszcza jeśli nieznajomy był z tych problematycznych i za dużo wiedzących.
-Umiem, oczywiście, że umiem. Przyznam, że trochę mi zajęło, zanim poznałem ten...język szatana, ale już mówię po japońsku w miarę płynnie. W najgorszym razie w ofercie mam jeszcze angielski.-uśmiechnął się lekko. Przestąpił z nogi na nogę, po czym zbliżył się trochę do nieznajomego i obrzucił go spojrzeniem pełnym uważnego zaniepokojenia. Ubrany był dość dziwnie, przez co Arthur miał wrażenie, że rozmawia z postacią z dawnych portretów bądź bohaterem jakiejś powieści Dumasa przeniesionym w nasze czasy. Chociaż taki hrabia Monte Christo nie owijał się milionem bandaży...Czy ci Japończycy są aż tak nienormalni, że wypuszczają kogoś w takim stanie ze szpitala bądź domu?! Ilość materiału wskazywałaby jakieś śmiertelnie ciężkie ra...wait, mężczyzna, którego przyszło spotkać naszemu Francuzowi, wyglądał na całkowicie zdrowego. Wobec tego...Jakiś kamuflaż czy ki giez? Również pochylił się nad trupem, ale jego skupiona mina wynikała bardziej z analizy nowo przybyłego i stopnia potencjalnego zagrożenia, niż z rozważania metafizycznego sensu ulotnego życia czy oceniania, kiedy mógł zginąć informator.
-Jestem Arthur Rimbaud, informator-przedstawił się. Pominął na wszelki wypadek kwestię tego, że pracuje dla Mafii; osobnik, z którym rozmawiał, nie wyglądał na takiego, który dobrze życzył szefowi. Westchnął. -Ten tutaj był moim kontaktem, wysłał mi smsa, że coś dla mnie ma. Kiedy przyszedłem tu jakieś parę minut temu, był już martwy. Podszedłem do niego, bo pomyślałem, że sprawdzę telefon, i wtedy śmiertelnie mnie wystraszyłeś. A ty kim tak w ogóle jesteś i co tu, u licha, robisz?
W sumie to na to pytanie miał ze dwie odpowiedzi. Pierwsza: facet śledził go i zabłąkał się tutaj niby przypadkiem, żeby to sprawdzić. Ale po co miałby to robić? Zresztą był ostrożny, dbał o to, by nie doszło do żadnych problemów, ale jeżeli założyć, że natura ludzka jest słaba i coś pominął...Drugą możliwością był fakt, że może nieznajomy też się tu z kimś umówił...Chociaż gdyby okazało się, że z tą samą osobą, co on, byłby to naprawdę zabawny zbieg okoliczności. I zmusiłoby to Arthura do współpracy z tym człowiekiem, a wszelkie formy współpracy z nieznajomymi brzmiały dla złotowłosego BARDZO ŹLE. Najchętniej po prostu wziąłby, zatopił to wszystko i uciekł na basen, byle dalej od obcych i dziwnych ludzi, którzy ginęli albo się mu nasuwali na potencjalną znajomość, ale...Nie mógł tak zrobić. Choćby dlatego, że ucieczka zawsze budzi podejrzenia, przy tym skoro już go tu zobaczono, to może lepiej dołożyć starań, by wyplątać się z tej całej sprawy i coś (ewentualnie) zyskać? Informatorski zmysł Rimbauda podpowiadał mu, że stoi przed nim ciekawa osoba, której spotkanie można będzie wykorzystać w przyszłości bardzo skutecznie i z korzyścią dla siebie. Starał się jednak zachowywać dystans od mężczyzny, zachowywać twarz, a w duchu nakazywał sobie przynajmniej pozorne opanowanie. Szło mu to dość słabo, niemniej jednak zawsze próbował, prawda?
Powrót do góry Go down
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
- Bez angielskiego się obędziemy. I czemu język szatana? - spytał ze znikomym zainteresowaniem, nie odrywając wzroku od trupa. Rejestrował skrzywienia się obcego, lecz nie zwracał na nie wielkiej uwagi. Że ten chociaż połowicznie pochodzi z Francji domyślił się już wcześniej, jednak nie interesowały go jego humory. Swojego podejścia do tego języka nie miał zamiaru zmieniać. Zresztą w tej chwili była to najmniej ważna kwestia.
Bardziej skupiał się w tej chwili na trupie. Na ziemi krwi było nadzwyczaj dużo, tak przynajmniej mogłoby się wydawać przeciętnej osobie. Dazai widział jednak w swoim życiu wystarczająco wiele ran i krwi, by wiedzieć, że ciemnoczerwona ciecz jest po prostu dobrze kryjąca i zawsze wydaje się, że jest jej więcej niż w rzeczywistości. Z tego co widział, została zadana od tyłu, w plecy, więc bardzo możliwe, że z zaskoczenia. plama nie ciągnęła się, więc wątpliwe, by informator się ruszał po upadku - śmierć na miejscu? Nigdzie jednak nie widział niczego, co przypominałoby narzędzie zbrodni. Prawdopodobnie sprawca zabrał je ze sobą.
Rozmyślania na temat morderstwa znów przerwał mu młody blondyn, przedstawiając się. Na szczęście pamiętał o zwyczajach ludzi zachodu i o tym, jak przedstawiają się najpierw imieniem. Nie słyszał wcześniej o tym człowieku, możliwe, że była to jego pierwsza wizyta w tym kraju. Zastanawiał się chwilę, czy powinien grać w otwarte karty, czy zdradzać mu tyle co nic? W tym drugim miał już praktykę.
- Jesteś informatorem, Rimbaud-san? - spytał, nieco przekręcając jego nazwisko w sposób typowy dla swojej nacji. - Jesteś wolnym strzelcem i płacisz komu popadnie, czy też sam z nich korzystasz? - spytał spokojnie. Wątpił, by Arthur rzeczywiście sam sprzedawał informacje, tacy ludzie raczej wyszukują informacje bezpośrednio ze źródeł, a nie posiłkując się kimś innym. Mógł jednak sam dla siebie interesować się podobnym rzeczami... bądź dla kogoś pracować, podobnie jak Dazai dla agencji.
- Ja? Osamu Dazai, miło mi. - Skłonił głowę modłę swego kraju, pamiętając jednak o przestawieniu imienia z nazwiskiem. - I myślę, że nasze sytuacje są podobne. Również umówiłem się z nim po informacje. Cóż, to chyba nieaktualne.
Dotknął jego skóry, już zimnej i sztywniejącej. Wątpliwe, by złapali zabójcę. Trop nie był świeży.
W końcu wstał, otrzepując swój płaszcz z pyłu leżącego na podłodze. Na szczęście udało mu się nie zabrudzić go krwią. W tym również miał praktykę. Rozejrzał się wokół, by zapamiętać każdy szczegół pomieszczenia. Mógł go potrzebować.
- Szkoda, że nie ma tu Ranpo... - mruknął do siebie pod nosem. Był pewien, że detektyw wyciągnąłby z otoczenia dużo więcej niż on. Ba, już wiedziałby dokładnie, co i kiedy tu zaszło, a również znałby tożsamość mężczyzny. Ta nieco go męczyła. Kim on był? Mógł należeć do którejś organizacji i Osamu uważał to za coś bardzo prawdopodobnego, póki co jednak nie miał pewności co do tego. I... która? Największe wpływy tu miała mafia, jednak Arthur z pewnością nie brzmiał jak mieszkaniec Yokohamy. Gildia działała w Ameryce, zaś Europa... z nią musiał się póki co liczyć, nie mogąc wiele wykombinować.
- Mówiłeś, że chciałeś sprawdzić jego telefon... Gdzie on... - Zaczął rozglądać się i szybko namierzył przedmiot. Podniósł go, z zadowoleniem zauważywszy, że jedynie na tylnej obudowie są jakieś ciemne plamy i nie był on uszkodzony. Zaraz jednak natrafił na oczywistą trudność - kod pozwalający odblokować telefon. Czterocyfrowy.
- Domyślam się, że nie zdradził on tego panu? - mruknął, pokazując mu wyświetlacz.

Jak opis rany nie będzie pasował, napisz i zmienię. I wybacz zwłokę i jakość tego D: Poprawię się!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
"Nie zdradził tego panu"...Zanim Arthur zdążył odpowiedzieć, jego oczom ukazał się ekran telefonu zabitego. Aha. Kod. No to pięknie. Skąd miał niby wiedzieć, jaka kombinacja będzie tu właściwa? Westchnął głęboko i pokręcił głową z miną wyrażającą stan pośredni między buddyjską rezygnacją a ogłupieniem.
- ...Nie, znałem go bardzo...krótko i nic mi nie mówił o żadnych kodach. Zna pan kogoś, kto zna się na czymś takim, Dazai-san? - spytał, starając się myśleć logicznie. Sam raczej nie był mistrzem w te klocki, nikt z jego znajomych też się nie zajmował takimi sprawami. Odszedł kilka kroków dalej, aby jeszcze raz przyjrzeć się sytuacji.
- Dwa alfabety, mnóstwo znaków i dziwna dla Europejczyka gramatyka. I pyta pan, czemu nazywam japoński językiem piekielnym...-ostatnią kwestię wypowiedział już raczej szeptem. Jeżeli tamten też był z nim umówiony...Po co informator miałby organizować spotkanie z Dazaiem i jednocześnie go tu ściągać? Jedynie po to, by przekazać jakieś informacje potrzebne obu stronom. W tej sytuacji mordercy zależało na tym, by z jakichś powodów nie dowiedzieli się niczego od jego ofiary. A najprostszym sposobem na to jest szybka i łatwa eliminacja. Ciekawił go też ten wariat z bandażami. Ni w ząb nie potrafił zrozumieć, po co mu ich aż tyle, ale wydawał się osobą posiadającą sporo znajomości w tym mieście. Ważniejsza wydawała się jednak kwestia pytań, które mu zadał, i tego, co z tym fantem zrobić. Przecież nie mogli zostawić tak sobie ciała...A już na pewno nie chciał ujawniać zbyt wiele na swój temat.
-Przeszukam go. Może znajdę coś przydatnego.-mruknął bardziej do siebie niż do Dazaia, po czym zabrał się do roboty. Niestety, przy zwłokach nie było nic poza dokumentami, garstką pieniędzy, kluczami i komórką, aktualnie znajdującą się w rękach dziwnego rozmówcy Arthura.
-Ciężko mi uwierzyć, że zabito go w celach rabunkowych...Ma przy sobie pieniądze. A co do mojej profesji, jestem informatorem, owszem. Korzystam jednak ze sprawdzonych kontaktów. Ten tutaj był jednym z nich. Ale...nie pracuję dla kogoś konkretnego. Jeżeli mi dobrze zapłacą, podejmuję się zlecenia.
Kłamstwo, ale i tak wolał nie przyznawać się od razu do tego, kto jest jego najczęstszym zleceniodawcą.
-Więc co teraz, Dazai-san?-spytał.-Co robimy z...ciałem? Ten telefon lepiej oddać komuś, kto zna się na kodowaniu, chyba że wie pan, jak uniknąć omyłkowego zablokowania. Nie możemy ryzykować. Myślę też, że wygodnie będzie się też wymienić numerem telefonu lub czymś, co pozwoli nam na kontakt w...tej i innych sprawach. Chyba że woli pan zachować incognito.

Przepraszam za nędzny odpis, następne będą lepsze!
Powrót do góry Go down
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Dazai szybko przestał zwracać uwagę na informatora. Nie sądził, by ten mógł mu w chwili obecnej pomóc z rozwiązaniem tej zagadki. Kluczem była informacja, którą zabity miał im przekazać. To niespotykane, by umawiał się z dwoma osobami na raz. Musiał chcieć, by Arthur i Dazai się o sobie dowiedzieli... i o tym, że obaj mają jakieś dane.
Dlaczego?
To pytanie było podstawą. Mężczyzna musiał mieć z tego korzyści. A zwykle wynikały one z... konfliktu. Jak rzecze przysłowie, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Dlatego ciężko mu było uwierzyć w słowa Arthura, że dla nikogo nie pracuje. Agencja przeciw jakiś informator? Nie, zdecydowanie nie. Zamęt mógł stworzyć jedynie konflikt dwóch grup. Rimbaud był z Europy, mogło więc chodzić o którąś z tamtejszych grup... choć rzecz jasna niekoniecznie.
W głowie Osamu jawiły się różne teorie, jedne bardziej prawdopodobne od drugich, jednak by w końcu którąś potwierdzić, musiał dostać się do informacji zawartych w telefonie ofiary. Co prawda pilnie przypatrywał się przeszukiwaniu zmarłego, ale wątpił, by wiele to dało - i rzeczywiście, nic nie pomogło im się przybliżyć choć odrobinę do rozwiązania.
Spojrzał na Arthura z zaskoczeniem, pokręcił lekko głową i wyciągnął własną komórkę, wybierając numer alarmowy.
- A co mamy z nim zrobić, Rimbaud-san? Chcesz je zakopać po ciemku w ogródku? Nie, tym niech się zajmą służby. Może coś znajdą, może nie. - Przerwał na chwilę, by powiadomić policjanta po drugiej stronie słuchawki o sytuacji, po czym rozłączył się. - Co do telefonu, mój znajomy z pracy z pewnością będzie zainteresowany~ Idę o zakład, że złamie kod, gdy tylko uda mi się go namówić, by na niego zerknął. - Schował komórkę do kieszeni. - Dam ci znać, gdy tylko się czegoś dowiem... w końcu informacje miały trafić do nas, nieprawda? - Uśmiechnął się przyjaźnie, w duchu wiedząc, że w zależności od tego, co znajdzie, albo nigdy do Arthura nie zadzwoni, albo przekaże mu jakieś błędne informacje. Musiał wiedzieć, na czym stoi... a później odpowiednio to wykorzystać. A wcześniej zebrać o samym Francuzie jakieś informacje.
Zanotował mu szybko swój numer, dał mu kartkę papieru, by ten zrobił to samo ze swoimi danymi, po czym odwrócił się na pięcie, nie dając mu czasu do namysłu.
- Śpieszy mi się, więc czekanie na policję zostawiam tobie, Rimbaud-san~! Do zobaczenia~ - Z tymi słowami oddalił się szybko z fabryki, zostawiając jedynie echo kroków.

|zt
Wybacz nagłą ewakuację, ale nie umiem ciągnąć, a jakiekolwiek kminienie z obcym mi mocno nie gra z postacią ;-;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
Ehem, jasne. Członek Mafii, organizacji niby formalnie zalegalizowanej i akceptowanej przez rząd, ale jednak mimo wszystko niezbyt czystej, będzie stać i potulnie czekać, aż psy przybędą tutaj i przy okazji wpadną na jego trop! Na samą myśl o tym Arthur aż się uśmiechnął.
Domyślał się, że Dazai raczej nie podzieli się z nim informacjami albo sprzeda mu coś fałszywego, jakąś podpuchę, jednak na początek dobre i to. Wyrzekała się żaba błota, jak to mawiała jego nauczycielka japońskiego. Zerknął na zegar wyświetlający się na ekranie jego telefonu. Ile miał czasu, zanim tamci przybędą? Jakieś...pół godziny? Może mniej lub więcej. Postanowił wykorzystać ten czas do tego, by zatrzeć ślady swojej obecności (zawsze bezpieczniej być duchem niż istotą materialną dla policji), a także do poszukiwania informacji. Ciekaw był, kim jest człowiek, którego numer posiadał na karteczce, a któremu zaoferował kontakt do siebie. Skoro był Japończykiem, raczej nie pracował dla Szczurów...Nie był też raczej z policji, nigdy nie widział go w Mafii. Może słynna Agencja? Chociaż nie, bandaże i zachowanie tego gościa nie przystawały do tak poważnej instytucji, jaką miała być według jego znajomych Agencja Detektywistyczna. Przy tym jego instynkt podpowiadał mu, że powinien na niego uważać. Kto wie, co kryło się w jego głowie?
W pięć minut po wyjściu Dazaia Arthur opuścił fabrykę. Spojrzał na listę kontaktów, w której jego nowy znajomy figurował jako "dziwny bandaż", po czym wybrał numer jednego ze swoich informatorów. Głuche buczenie oznajmiło mu po chwili, że niepozorne, plastikowe urządzenie stara się nawiązać połączenie...Wysyła sygnał w eter, szukając odpowiedzi. Wreszcie w słuchawce odezwał się potwornie zaspany głos.
-Bonjour, mon chéri! Ptaszki śpiewają, słoneczko świeci, a ja mam dla ciebie zadanie. Une petite mission, n'est ce pas...Możesz sprawdzić dla mnie człowieka nazwiskiem Dazai Osamu?
Cokolwiek odpowiedział mu informator, zginęło to w codziennym hałasie zatłoczonych ulic Isogo. Głos Arthura zresztą wkrótce też ucichł.
W fabryce nie było już nikogo oprócz osamotnionego trupa.
ZT, bo zapomniałam się uwolnić ^^"
Powrót do góry Go down
Nowa w Agencji | Szpieg
Liczba postów : 35
Join date : 13/02/2017
avatar
Trójka dzieciaków zakradająca się wieczorem do opuszczonej od lat fabryki w przykrej części miasta z całą pewnością nie powinna budzić żadnych podejrzeń. Oczywiście, Yuuko, to świetny pomysł! Dzielni przedstawiciele szkolnego klubu zjawisk paranormalnych zjawili się w tym miejscu, bowiem zgodnie z tym, co w Agencji usłyszała Tsushima, parę miesięcy temu zabito tutaj jakiegoś informatora. W ślicznej główce dziewczyny kołatała się jedynie mglista świadomość tego, że to, co tu zaszło, musiało być okrutne, ale w tej chwili perspektywa napotkania ducha w święto Obon była zdecydowanie bardziej ekscytująca niż niepokojąca.
Czuła się trochę jakby była na kolejce górskiej, a szeroki uśmiech nie schodził jej z twarzy, zaś w plecaku odznaczał się prostokątny kształt pudełka, w którym spoczywał artefakt o wielkiej mocy. Yuuko pomyślała o tej okazji już znacznie wcześniej i udała się na poszukiwanie czegoś, co na pewno pomoże im w kontaktowaniu się z duchem. Chciała zrobić dzisiaj dwie rzeczy - po pierwsze, wyzwolić nieszczęsnego człowieka, którego dusza zapewne się tu błąka, a po drugie... Może jeden sygnał zdołałby przyprowadzić tu jej ojca?
Obejrzała się na swoich kompanów przelotnie. Zdecydowanie lepiej znała Yukio aniżeli Hansela, jednak nie chciała skreślać kolegi - wręcz przeciwnie, żywiła wielką nadzieję, że chłopiec faktycznie dołączy do klubu, gdy szkoła znowu się zacznie, i będą mogli bawić się wszyscy razem. Gdy wkroczyli do fabryki, Tsushima jak raz zachowała wszelkie środki ostrożności i nawet zamknęła drzwi. Po miejscu, w którym leżały prawie rok temu zwłoki informatora, nie było już ani śladu. Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni telefon i włączyła w nim latarkę; w budynku panował mrok, przez który przebijało się jedynie niewiele promieni świateł ulicznych, sączących się przez brudne, niekiedy pozabijane deskami szyby.
Wchodząc głębiej do głównej hali produkcyjnej Yuuko rozglądała się uważnie po pomieszczeniu; przeważała tu oczywiście ciemność, tej jednak nie ustępował brud i nieużyteczne części maszyn. Nie była w stanie zidentyfikować, co było tu wytwarzane, jednak sądząc po położeniu, mogli tu tworzyć części statków i łodzi. Choć była raczej indywidualistką i chadzała swoimi drogami, Tsushima nigdy nie poświęcała większej uwagi dziedzinie, jaką była miejska eksploracja i w zasadzie wciąż była na dalszym planie. Bardziej liczyła na spotkanie z duchami i właśnie rozglądała się za jakąś miejscówką, w której mogliby rozłożyć świeczki i tabliczkę. Między starymi sprzętami wciąż tańczył wiatr, wzbudzając w stalowych strukturach przeciągłe jęki zrezygnowania. Nie mogli sobie wymarzyć lepszego wieczora.
- Boiiiiicie się? - Spytała, przeciągając sylaby tak, jak zawsze w kreskówkach robiły to duchy. W słabym świetle lampy błyskowej, której promień skierowała na swoją twarz, widać było iskierki ekscytacji widniejące w jej oczach. W końcu jednak odnaleźli miejsce między wielkimi, starymi skrzyniami, gdzie też Yuuko ułożyła tabliczkę i obstawiła ją świeczkami, starając się zrobić dostatecznie wiele miejsca dla swoich kompanów. Kilkukrotnie syknęła z bólu, gdy podczas odpalania knotów małych świeczek tealight poparzyła się, jednak obyło się bez większych kłopotów. Gdy wszystko było przygotowane, dziewczyna klęknęła i sięgnęła po pudełko, w którym wcześniej była tabliczka.
- Dobra... Czas na instrukcję. W sumie to głupie, że do rzeczy wyższych niż świat materialny jej trzeba... Myślicie, że złe duchy pojawiają się w święta takie, jak to?
- Spojrzała na obu chłopców, po czym spojrzenie skierowała na zapisane angielszczyzną zasady.
- Zasady mówią, że do duchów trzeba się odnosić z szacunkiem... żadnych żartów... Bo też byśmy nie chcieli, żeby one nam jakieś wykręciły. Nigdy nie graj sam... Konieczna jest grupa od trzech do pięciu osób. Ojej, internet mówił o dwóch minimum! Musimy być skupieni. Instrukcja mówi, że jeśli pozwolimy, by duch literował alfabet albo liczył wstecz, to będzie mógł opuścić tabliczkę... Nie wolno odrywać dłoni od planszy. Pamiętajcie. Zawsze trzeba się żegnać... To chyba wszystko jasne?
- Spytała, przykładając palce wskazujące obu dłoni do jednego z kątów trójkątnego wskaźnika z okrągłym otworem w środku, czekając, aż to samo zrobią chłopcy.
- Czy jest tu ktoś, kto chce z nami rozmawiać? - Zadała pytanie podstawowe dla sesji z tabliczką, jednak w pierwszej chwili zdawał się jej odpowiadać jedynie wyjący w pustej fabryce wiatr.
Aż do chwili, gdy wskaźnik wolno zaczął sunąć w kierunku napisu "tak".
- O... och... Jakie zadajemy mu pytania? - Zwróciła się do kolegów przyciszonym głosem, jakby martwiąc się, czy duch nie odbierze tego jako coś obraźliwego.

// edit 16.08. ej, trzeba się za to zabrać. Jak nie dostanę posta przez kolejny tydzień to usuwam tego, bo mam jednak dalsze plany na Yuuko ;;

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uczen
Liczba postów : 91
Join date : 19/12/2016
Motto : Ludzie, którzy żyją przeszłością, są nieszczęśliwi.
avatar
Co właściwie skłoniło Hansela do przyjęcia oferty, danej mu przez ostatnio spotkanego człowieka na ulicy? W końcu żaden z niego poszukiwacz przygód, czy łowca duchów, a co najwyżej zamknięty w swoim własnym świecie artysta, nie za bardzo przejmujący się światem zewnętrznym. Może to jednak była ciekawość... w głębi duszy brakowało mu wrażeń. A może chciał w końcu przeżyć scenę, która przypominać będzie wszystkie, paranormalne historie? Cokolwiek było faktycznym powodem, nasz bohater stał teraz przy budynku opuszczonej fabryki, tuż obok ludzi których ledwo znał.
Yuko oraz Yukio mieli być jego dzisiejszymi towarzyszami, gdy to wspólnymi siłami będą starać się wywołać ducha z najgłębszych zakamarków tego miejsca. Młodzieniec jeszcze nie należał w pełni do klubu zjawisk paranormalnych, ale to nie powstrzymywało go od spędzania z nimi tegoż, jakże przyjemnego, wieczoru. Nie do końca wiedział na kogo do końca polują, ale co tam. Nie on w końcu zbierał potrzebne informacje. Pierwszy raz od dawna młodzieniec zabrał ze sobą trochę więcej rzeczy, aż musiał ze sobą nieść plecak szkolny, albowiem nie zmieściły się one do jego kieszeni. Powrzucał tam różne dziwne bzdety, a między nimi znajdował się na pewno koc, oraz jakaś, cienka książka, jakby spodziewał się, że będzie się tutaj nudził, choć jego oczekiwania były wręcz przeciwne. Po co więc bierze ze sobą takie dziwne bzdety? Cóż.... są powody.... W każdym razie, będzie zabawnie.
Hansel szybko poszedł w ślady Yuko i zapalił swoją latarkę w telefonie, pozwalając jednak dziewczynie prowadzić "ekspedycję", w końcu zdawało się, że wiedziała chociaż co robi. W środku znajdowało się oczywiście to, czego można było się spodziewać po opuszczonym budynku fabryki. Kurz, bród i niezdatne do użytku już przedmioty. Wiatr wywoływał upiorne dźwięki, jednakże Hansela niezwykle trudno było przestraszyć, jeśli nie trafi się w jego czuły punkt.
-Hm... jeszcze nie wiem. - Odrzekł po sekundzie zastanowienia na pierwsze pytanie dziewczyny. -Nigdy nie przywoływałem duchów... - Stwierdził, jak człowiek, który musi najpierw czegoś doświadczyć, aby móc dopiero zacząć się tego obawiać. Dlatego właśnie prędko pomógł dziewczynie w rozstawianiu "sprzętu" w odpowiednim miejscu, aby w końcu się przekonać. Pierwszy raz widział na własne oczy tablicę do rozmowy z duchami, toteż studiował ją dogłębnie. Nawet nie podniósł wzroku na kolejne stwierdzenie.
Oczywiście odpowiednich instrukcji trzeba było wysłuchać, w końcu nikt nie będzie się brał do przywoływania duchów na ślepo... prawda?
-Może...Zastanawia mnie, czemu tak jest. Co sprawia, że duchy pragną zbliżyć się do naszego świata akurat w te święta. Muszą mieć swoje powody... prawda? - Zapytał, jednakże bardziej chyba sam siebie, albowiem na takie pytania trudno znaleźć odpowiedź.
Potem nie przerywał już dziewczynie, gdy ta czytała instrukcję. Miała sens. Hansel z góry miał bardzo pokojowe nastawienie do wszystkiego i nawet nie zakładał jeszcze opcji, że ten duch może im cokolwiek zrobić. W końcu chcą z nim tylko milutko porozmawiać. Czyli trzeba położyć palce skazujące na jednym  kątów trójkąta, tak? Na razie nic trudnego. Oczywiście wszystko prowadziła dziewczyna, młodzieniec tylko rzucał okiem to na nią, to na planszę, jakby nie spodziewał się do końca, że cokolwiek drgnie. Jakież to było jego zdziwienie, które przeważało bardziej niż jakiekolwiek strach, gdy trójkąt faktycznie się przesunął po zadanym pytaniu.
-E-eto... - W ogóle tego nie przemyślał. Ale... jak się rozmawia z duchem? Prędko zmienił swój punkt myślenia, stawiając się w miejscy człowieka prowadzącego najnormalniejszą konwersację z nieznajomym..- Może.... spytajmy się go o imię? Abyśmy znali chociaż godność naszego rozmówcy.... - Rzekł w końcu to, co wydawało mu się najbardziej logiczne.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Opuszczona fabryka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Strona 1 z 2 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Opuszczona fabryka
» Opuszczona Kapliczka
» Opuszczona stacja kolejowa
» Opuszczona radziecka baza
» Opuszczona Kuźnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Isogo-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.