Share | 
 

 Ulice

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
Admin
Liczba postów : 70
Join date : 26/09/2016
avatar
First topic message reminder :

Najzwyczajniejsze, wybrukowane ulice, które łączą się w sieć opadającą na całe Isogo, łączące się bezpośrednio z Naka i Kanazawą. Główne ulice są dość szerokie, otoczone ze wszystkich stron najróżniejszymi sklepami wszelkiego sortu. Przy mniejszych uliczkach częściej mieszczą się mieszkania bądź nieduże kliniki i zakłady usługowe. Znajduje się też przy nich dość duża liczba aptek. Gdzieniegdzie można znaleźć ławkę czy murek umożliwiające odpoczynek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com

AutorWiadomość
Gość
Gość
//Tak swoją drogą, ja nie miałbym nic przeciwko temu, żeby poszedł za moją postacią, ale zrobię jak się ode mnie wymaga i tak też napiszę ;).

Margaret nie tylko w stosunku do zwierząt, ale też w stosunku do ludzi zachowywała sporą życzliwość. Ostatecznie bowiem ludzie też byli zwierzętami, takimi trochę bardziej subtelnymi i wygadanymi, ale wciąż zwierzakami, dlatego o ich dobro też czasem należało zadbać. Nie przeszkadzał jej za bardzo gwar jaki panował w restauracji z uwagi na dzieciaki - takie ich prawo, jedyny czas by się wyszumieć mieli teraz, poza tym sama Margaret czasem bywała głośna więc nie zamierzała wychodzić na hipokrytkę czy coś w ten deseń. Dzieciaki niech się bawią. Zachowanie matki jednak nie do końca się jej podobało, dlatego postanowiła upiec dwie pieczenie na jednym różnie i podejść do kobiety testując zarówno czy w pobliżu nie ma Karla, jak i reakcje mamusi.

Gdy była już na tyle blisko by móc dokładnie zajrzeć i zobaczyć co się takie dzieje przy wózku i czy to faktycznie szop czy też nie, postanowiła odezwać się w kierunku mamy dzieciaka używając do tego celu zdecydowanie przegiętego aktorskiego krzyku!
- O MÓJ BOŻE, TEN WÓZEK SIĘ PALI! -
Dlaczego akurat tak? A, bo chciała sprawdzić czujność matki i czy w ogóle ta widziała co działo się z jej pociechą. Mimo wszystko powinna była przecież zwracać uwagę na to co dziecina robi, a jeśli tak to pewnie ochrzaniłaby Margaret i uznała za czubka, ale nie była specjalnie przejęta faktem "pożaru" (bo wiedziałaby, że takiego nie ma). Oczywiście w tym czasie Margaret sprawdzała już czy faktycznie "coś" było szopem, a jeśli tak faktycznie było, to momentalnie pochylała się przy nim - nie przejmując się kompletnie matką - i z uśmiechem wystawiała delikatnie w jego kierunku łapkę. Cicho tylko rzuciła imieniem szopa, najpierw chcąc zdobyć jego zaufanie.

Gdyby to jednak nie był szop dziewczyna zamierzała przepchnąć się w kierunku drugiego punktu, który także był podejrzany. Trzeba sprawdzić wszelkie zakamarki. Oczywiście gdy trzeba było rzucała "przepraszam" i ogólnie starała się omijać tłumy aż do momentu dojścia do "frytki". Ostatecznie nie musiała nawet zabierać czasu nastolatce i mogła spokojnie tylko sprawdzić czy rzeczony "coś" jest Karlem oglądając "coś" z boku.
Powrót do góry Go down
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar

Co ciekawe, kobieta w pierwszej chwili nijak nie zareagowała na krzyk, bowiem była zbyt zaabsorbowana przeglądaniem kolejnego portalu społecznościowego. Dopiero, gdy w pełni dotarło do niej istnienie świata niewirtualnego, podskoczyła wystraszona i zawtórowała krzykowi Margaret własnym donośnym piskiem, przybierając przy tym minę i pozę postaci z "Krzyku" Muncha. Przycisnęła dłonie do policzków, po obu stronach szeroko otwartych ust i krzyczała jeszcze moment, aż dotarło do niej, że żadnego ognia nie ma, a blondynka, która wywołała cały raban, grzebie za domniemanym źródłem pożaru.  Za wózkiem nie było Karla - była to zabawka, pluszowy tanuki w charakterystycznym nakryciu głowy i z wystawionym psotnie językiem, która poruszona była zapewne, gdy malec sięgał po jakąś inną zabawkę.
Okrzyki dwóch kobiet okazały się dość skuteczne, by zaraz wystraszyć z lokalu wszystkich ludzi - choć nie słychać było alarmów dochodzących od czujników dymu, a i dymu bez ognia nie ma zazwyczaj. Podczas chaotycznej i pospiesznej ewakuacji Margaret mogła zauważyć, że ów ogon, który widziała przy torebce, aktualnie szarpniętej ku górze, był popularną w ostatnich latach ozdobą toreb i plecaków. Po ulicy, na którą wypłynęli zaraz klienci lokalu, zaczęły nieść się kolejne urywane dialogi dotyczące pożaru. Kilka osób dzwoniło po straż pożarną, kolejne unosiły wysoko głowy, chcąc dostrzec domniemane płomienie, których... Których nie było. 
Z kolei Arthur, który ruszył w alejkę obok fast fooda, mógł usłyszeć i zobaczyć ruch między upchniętymi na krańcu krótkiej, brudniej uliczki workami ze śmieciami. Ruch ów trwał do chwili, gdy zwierzę wpełzło do jednego z kontenerów i wydało z siebie złowieszcze popiskiwanie przeplatane warczeniem. Karl chwilę grzebał w śmieciach, jednak nie odnalazłszy niczego interesującego uznał, że ktoś już musiał to wykraść, a najbliżej kontenera znajdował się właśnie Francuz. Z nieprzychylnym błyskiem w oku szop pochylił się, po czym skoczył na mężczyznę z chęcią odebrania tego, co - zdaniem Karla - ten mu odebrał.

W tłumie był też Edgar, który obok wrzawy nawoływał imię swego pupila - w końcu i on i Margaret widzieć musieli, jak jakieś zwierzę wbiega do lokalu. Było wszak dość spore, kolor sierści też się zgadzał, a brzuch jego ledwie nad ziemią się podnosił - co innego może wyglądać następująco, jeśli nie szop? Otóż, spomiędzy nóg ludzi, zaraz wyszło coś z bardzo puszystym ogonem, którego maść układała się w charakterystyczne pasy... Gdy Amerykanin podbiegł do zwierzęcia, okazało się, że jest to wyjątkowo otyły kot, który w strachu przed hałasem napuszył swój i tak już wielki ogon. Poe zdawał się bardziej wyprany z energii i wyblakły niż zwykle. Usłyszał, że wewnątrz był pożar, więc postanowił pokonać strach wywołany całą sytuacją i ruszyć na pomoc swojemu przyjacielowi. 
- Karl... Och, biedny, zdziczały Karl... - Szepnął płaczliwym tonem, wbijając spojrzenie w podłoże. Zacisnął palce na krawędziach swojego poszarpanego fraka, jednak zaraz uznał, że nie może się poddać mimo dwóch - licząc napad lęku, gdy Karlów zjawiło się więcej niż jedna sztuka - porażek. Zauważywszy brak ognia Edgar pomyślał, że jego blond pomocnik chciał wszczęciem fałszywego alarmu odwrócić uwagę ludzi i wypłoszyć ich z lokalu, by samemu móc go przeszukać. A to, że jego teza nieco różniła się od prawdy, to już inna sprawa, bowiem nie miał dość wielu powodów, by pomyśleć inaczej. 
- N-nie wiem, czy ten pan w końcu... poszedł za... za Karlem... - Zdobył się na nieco głośniejszy, jednak wciąż niezbyt opanowany ton, gdy już odnalazł Margaret. - A-ale... powinniśmy stąd iść, jeśli... "Pożar"... jest pani sprawką... - Lekko, jak dziecko chcące zwrócić matczyną uwagę, pociągnął ją za rękaw i wolną dłonią wskazał kierunek, w którym miał ruszyć nieznajomy.
EDIT
W zaułku Edgar natknął się na Karla skaczącego do gardła Arthura. Pisarz wykrzyknął imię swojego zwierzaka i rzucił się biegiem ku niemu, gdy ten zdążył ledwie zadrasnąć policzek Francuza pazurami. Z kieszeni wydobył ciastko i nawołując imię przyjaciela przywabił go ku sobie, zaś blondynowi okazał, zgodnie z przepisami, informację o aktualnym szczepieniu szopa przeciwko wściekliźnie. Karl momentalnie złagodniał i wtulił się we właściciela, który podziękował obojgu za pomoc i ruszył w swoją stronę. 

zt

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Uczen
Liczba postów : 91
Join date : 19/12/2016
Motto : Ludzie, którzy żyją przeszłością, są nieszczęśliwi.
avatar
Życie potrafi zepchnąć nas w przeróżne kawałki świata, któryż jakże to jest wielki i niezbadany, pełen niespodzianek i fantazji. Czasem jednak warto jest zauważyć niedocenione piękno nawet na szarej uliczce miasta, która jak zwykle tętniła życiem. Ludzie gnali, każdy w swoim kierunku, spiesząc się do własnych zajęć. To co sprawiło, że dziś znajdowali się w jednym miejscu, było jedynie czystym przepadkiem.
Tak oto pewien młodzieniec przechadzał się spokojnie ulicami miasta. Jak zwykle z bluzą zarzuconą na ramiona, nie obawiając się ani trochę, że coś może spaść. To był... przeciętny dzieciak. Można by nawet powiedzieć, że wcale nie ciekawy. Po prostu posiadał swoją, leniwą rutynę dnia, które przeważnie kręciła się wokół udawania się do szkoły, a kończyła na powrocie do domu. Hanselowi jednakże nie nudziło się takie życie, wręcz przeciwnie. Nie był zmuszony do nadmiernego wysiłku i mógł lenić się cały dzień, albo spędzać swój wolny czas na szyciu, co mu zupełnie wystarczało.
Co jednak taka postać robi w takim razie tak daleko do domu? Zdarzył się więc przypadek, który rzadko może być zaobserwowany u tego osobnika, potrzebował dziś bowiem odwiedzić swojego znajomego (Tak, istnieją tacy... co? Myślisz, że żartuję?) , który mieszkał w tych okolicach, i właśnie był w drodze powrotnej do domu, jednakże... no cóż, powiedzmy, że zdążył już zapomnieć drogi. Dla Hansela nie było to niczym nowym, bowiem zdarzało się tak często, że nawet się nie martwił. Radził sobie więc z problemem najlepszym sposobem, jaki znał, albowiem szedł do przodu. Zmierzał w kierunku, z którego wydawało mu się, że przyszedł... To oznaczało, że kiedyś gdzieś musiał dojść, nie? Przynajmniej do miejsca które kojarzył.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sily specjalne
Liczba postów : 35
Join date : 24/01/2017
avatar
Hiena ruszyła szukać jedzenia. 
Albo inaczej - Hachirou wyruszył na poszukiwania biednych duszyczek - czy to tych zbłąkanych, czy to tych znudzonych. Każdą chętnie przygarnie i każda mu się przyda, bo przecież oczywistym jest, że są one powiernikami niezwykłych ciężarów, a on z całą pewnością czuł się zobowiązany do zdjęcia tychże z barków tych nieszczęśników. Albo innymi słowy - chciał im zachachmęcić jak największą ilość pieniędzy, robiąc to tak, by ci nie czuli się nawet oszukani. Usługi przewodnika, zwłaszcza opierającego się na własnych wrażeniach, bardziej żywych i aktualnych niż wiedza książkowa, czy też ta z broszur dotyczących atrakcji turystycznych, powinny być wszak szczególnie wysoce opłacane! 
Tak też, gdy krążył po ulicach, z dłońmi wczepionymi w uszy plecaka, wodził spojrzeniem za kolejnymi ludźmi. Ten tutejszy, tę widywał tu od miesiąca, tamtemu chciał zawinąć portfel i dostał w twarz - na myśl o czym skrzywił się, jednak zaraz na jego twarzy znowu zagościł uśmiech - i oto pojawił się cel idealny. Chłopak może kilka centymetrów wyższy od niego, wyglądający na zagubione, nieszczęsne stworzonko, potencjalnie pochodzące z zagranicy. Błękitne dziś tęczówki zabłysły, usta wygięły się w cwaniackim uśmiechu; ten zaraz przeszedł w uprzejmą maskę, kiedy tylko Hachi podszedł do chłopca
- Excuse me? Are you lost? Do you speak Japanese? The name's Aoyama Hachirou! You know, here when you introduce yourself, you say your surname first and then your given name! - Pokiwał głową, robiąc przy tym bardzo rzeczową, ale wciąż uprzejmą minę, zaś przedstawiając się, nawet się lekko ukłonił. Patrzcie no, jaki on grzeczny... 


// Jeśli pogrzałem inglisza to przepraszam, ale ta godzina. :')
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uczen
Liczba postów : 91
Join date : 19/12/2016
Motto : Ludzie, którzy żyją przeszłością, są nieszczęśliwi.
avatar
Tak to oto nasz młodzieniec skupiał się na poszukiwaniu drogi do domu, jednakże nagle spotkała go niespodzianka. Nasz bohater nie spodziewał się, że ktokolwiek zwróci na niego uwagę, a nawet odezwie się do niego. Co więcej, nieznajomy wypowiadał się w języku angielskim, z którym chłopak nie był aż tak wspaniale zaznajomiony. Potrafił jednakże wyłapać pojedyncze słowa, aż w końcu sens wypowiedzi... Na początku myślał, że ma może do czynienia z kimś zagranicznym, jednakże słysząc jego imię lekko zwątpił w swoją teorię. Zresztą, zapytał się czy chłopak mówił po japońsku... czyżby to jego wzięto za osobę z zagranicy?
-Riverstone...Riverstone Hansel. - rzekł lekko niepewnie, zerkając, jak nieznajomy nawet kłania się lekko. Wtedy zorientował się, że jego imię i nazwisko brzmiało na bardzo obcokrajowe. Trochę pogarszało to sytuację, wciąż jednak, młodzieniec odpowiedział równie przyjaznym uśmiechem, wyglądając teraz trochę jak niepewny kretyn.
Chłopak wciąż nie miał żadnego pomysłu, czegóż mógł właściwie pan Aoyama od niego chcieć... może po prostu był miłą osobą i nie ma co się nad tym zastanawiać? Ale magiem musiał być, albo naprawdę widać jego zagubienie aż tak bardzo. W każdym razie, przydałoby się wyjaśnić zaszłe nieporozumienie.
-Nie wiem, za kogo mnie bierzesz, ale niestety jestem tutejszy... Tak sądzę... - stwierdził z pewną nutą domniemania, wciąż uśmiechając się przyjaźnie. Nie znał swojego pochodzenia, ale wychował się w Japonii, toteż chyba może tak powiedzieć. -Ale powiedz mi... znasz dobrze te okolice? - No, skoro zapytał go wcześniej, czy się zgubił, to może wie jak dojść w jakieś konkretne miejsce...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sily specjalne
Liczba postów : 35
Join date : 24/01/2017
avatar
Oczy Hachirou rozbłysły z entuzjazmem, a uśmiech zdawał się poszerzyć. Złapał właśnie ślicznego, naiwnego szaraczka, który pewnie jest tu na wycieczce z bogatymi rodzicami. Niech jeszcze będzie skłonny do napchania kieszeni Hachiego pieniędzmi albo brzuch jakimś dobrym jedzeniem. Chłopak przedstawił się zachodnim imieniem i nazwiskiem, w kolejności, którą podał mu blondyn, także pewnie po prostu podłapał ją od swojego bardzo profesjonalnego, japońskiego przewodnika. 
Złapał go pod ramię i już miał kontynuować łamaną angielszczyzną wywód na temat tradycji japońskich, których nie rozumiał do końca sam, kiedy to Hansel odezwał się do niego płynnym językiem kraju kwitnącej wiśni. "Hansel used JAPANESE! It was super effective. Foe Hachi became confused!", podsumował w głowie całe zajście, robiąc przy tym minę będącą mieszanką zdezorientowania i "a to Mikołaj nie istnieje...?". Wpatrywał się więc w chłopaka dość natarczywie, jak na zagadkę nie do rozwikłania, dalej mając ten sam wyraz twarzy. Co poczuł? Zrobiło mu się trochę głupio, ale czy naprawdę jest się czym przejmować? Gdyby go spytać, pokręciłby głową, bowiem zaraz rozchmurzył się. Nie dbał o to, czy chłopiec po prostu chciał być uprzejmy, czy naprawdę był zagubiony - czy to serio było ważne? 
Ano, znam! - Pokiwał energicznie głową, zaciskając mocniej łapki na ramieniu nowego znajomego i prowadząc go po prostu do przodu. - Trochę paskudna okolica. Podobno Mafia Portowa tu działa! - Zniżył głos do konspiracyjnego szeptu i rozejrzał się, jakby spodziewał się, że są podsłuchiwani. Ściany mają uszy, to oczywiste! No, trochę mniej, jak się nie ma ścian w okolicy. 
- Znam, z całą pewnością, powiadam, praktycznie wszystkie historie dotyczące tego okręgu. - "Szczególnie tę, którą sprzedam ci na poczekaniu." - Także, czy to chcesz posłuchać o czymś, czy się gdzieś dostać, to ja jestem do usług! Całe wybrzeże Jokohamy jest dla mnie jak dom. - "Chociaż ta klitka, w której mieszkam, to abominacja, nie dom..." - Możemy dotrzeć dokąd tylko zechcesz. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. - Zrobił bardzo rzeczową minę. "No patrz, jaki ze mnie filozof!" 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uczen
Liczba postów : 91
Join date : 19/12/2016
Motto : Ludzie, którzy żyją przeszłością, są nieszczęśliwi.
avatar
Hansel spokojnie czekał, aż do nieznajomego dojdzie jaką to pomyłkę popełnił. Hachirou wyglądał, jakby robił sobie duże nadzieje jego zagranicznym pochodzeniem, toteż trochę smutno było go rozczarować. Przekonał się niedługo, że miał rację, widząc nagłą zmianę jego wyrazu twarzy. Zaraz jednakże znalazł widać nowy punk zaczepienia, gdy mocniej zacisnął się na ramieniu młodzieńca. Huh... Hansel uśmiechnął się, miło było trafić na kogoś, kto faktycznie zna to miasto. Widać, że obojgu może jednak się opłacić to spotkanie.
-Oh, wspaniale...- Już chciał o coś więc poprosić, gdy dotarła do jego uszu informacja o Portowej Mafii. Był chyba najbardziej niedoinformowanym hikikomori dzieciakiem w okolicy, ponieważ nawet nie zdawał sobie z tego sprawy. Szepnął zaraz cicho. -M-Mafia, co? To faktycznie niemiło.... - Chyba. Nie miał bladego pojęcia, o czym mówi. -Ale chyba nie mają po co nas atakować, nie? - Zaśmiał się cicho, jadąc po totalnym optymizmie, jak to zwykle bywało.
-Historie?- Zaraz dosłyszał kolejne wyrażenie, wypowiedziane przez młodzieńca. Zwykle byłby bardzo skory do wysłuchania różnych opowiastek z zakątków tego miasta, jednakże spieszył się trochę, ponieważ zaczynało robić się już z lekka późno. -Ciekawe, ale nie na tym mi dzisiaj niestety zależy. Bardzo wygodnie by było, gdyby wszystkie drogi prowadziły do Rzymu, wtedy nikt by się nie gubił... Muszę się jak najszybciej dostać...- I tutaj spauzował na chwilę -Do domu. - Dla niego to było normalne, tak się zgubić w drodze do własnego mieszkania, ale wciąż brzmiało to trochę tępo. Jak tak Hansel powiedział adres, to okazało się, iż to było na zachodnim krańcu Jokohamy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sily specjalne
Liczba postów : 35
Join date : 24/01/2017
avatar
Ale, że co, ale, że jak?! Że MAFIA nic nie zrobi? Co za niegodziwy psuj zabawy! Przecież od tego było życie, żeby ryzykować utratę go... Prawda? Hachi spoglądał na Hansela z lekkim zaskoczeniem na twarzy i trochę też wyrzutem, bo jednak świadomość, że Mafia mogłaby im coś zrobić (nawet, jeśli nie miała ku temu żadnego logicznego powodu) była zbyt ekscytująca, by ją ot tak odpuścić. Machnął więc tylko ręką i zaśmiał się serdecznie - swoją drogą myśląc o tym, że pewno nieźle w tej mafii zarabiają - po prostu ignorując to, że mieli odmienne zdanie na temat tej grupy.
Co, tak przy okazji, było zdaniem Hachirou czymś całkiem ciekawym.
- N-nie? - Był zbity z tropu, wlepiając w niego spojrzenie szeroko otwartych oczu z koloryzowanymi na błękit przez soczewki tęczówkami. Czyżby Hansel był po prostu nieśmiały? Hachi uwielbiał grzebać w różnych plotkach, a potem przeinaczać je pod własne potrzeby i przekazywać dalej jako szokujące i niewiarygodne legendy miejskie. Myśląc o tym zapewne porównałby się do Izayi Orihary i byłby z siebie niesamowicie dumny.
Ale nie pomyślał o tym. Bo po co myśleć.
Natomiast słuchać Hansela już by się przydało, nawet, jeśli ograniczało się to do wpuszczania jednym uchem a wypuszczania drugim nadawanych przez chłopca komunikatów, pozostawiając w umyśle Aoyamy jedynie szczątkowe ilości swojej treści.
- Do domu?
- Powtórzył, zaraz kiwając do niego głową i uśmiechając się jak coś oscylującego między połową a trzema czwartymi kretyna. Trochę go zaskakiwało, że chłopiec tak szybko podał mu adres, a jeszcze bardziej, że było to totalnie na zachodzie. No, ale nie ma co dyktować ludziom, gdzie mają mieszkać i tak dalej.
- Eee... Jasne! Tylko trzeba pokombinować, którą linią się tam dostać! I czy nie masz przesiadek. Bo wiadomo, nie każda linia metra jest od tej samej firmy i tak dalej. Znaczy nie wiem, czy Jokohama to ma bo metrem nie jeżdzę, ale jak byłem w Tokio, to mieli! Ne, masz legitymację? Pomóc ci z kupowaniem biletu? Zawsze jakaś ulga uczniowska! - I kontynuując radosne paplanie, zaczął się rozglądać za jakąś stacją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uczen
Liczba postów : 91
Join date : 19/12/2016
Motto : Ludzie, którzy żyją przeszłością, są nieszczęśliwi.
avatar
Tymczasem dla Hansela mafia nie miała żadnego znaczenia. Nie wiedział i nie za bardzo obchodziło go co wyprawiają w tym mieście tak długo, jak jego w to nie wciągną. Zresztą, nie lubił uogólniać rzeczy, albo iść za stereotypami. Może ludzie z mafii wcale nie są tacy nikczemni, jak wszyscy sądzą, co? Aby on ustalił własna opinię, musiałby spotkać kogoś z mafii i przeprowadzić konwersację. Z jego nastawieniem byłby prawdopodobnie martwy po jakimś czasie. W końcu Hansel jest osobą, która nawet nieznajomemu, który rozgłasza, że chce mu pomóc, poda swój adres... innymi słowy, jego zaufanie nie zna granic.
-Nie....  Znaczy, jeśli potowarzyszyłbyś mi dłużej, to mógłbyś coś opowiedzieć, tak dla zabicia czasu. Co ty na to? - Uśmiechnął się. Oczywiście, nie wymagał niczego od Hachiro, bo samo teoretycznie wytłumaczenie drogi byłoby dla niego już ogromną pomocą, a też nie chciał zajmować zbyt dużej ilości czasu tak miłej osobie.
Mieszkanie Hansela znajdowało się na zachodzie, ale chłopakowi jak najbardziej odpowiadała ta lokacja. Było dużo spokojniej, niż blisko centrum i nie przebywało tam tak dużo ludzi. Przyjemna okolica. Młodzieniec słuchał więc Hachiro, dostając lekko niespodziewaną propozycję.  Czyżby faktycznie wzięto go za osobę, która nie potrafi nawet kupić biletu do metra...? To, że gubił się po drodze do domu nie świadczyło o aż takiej niesamodzielności.... Ale.... w sumie chłopak nie za bardzo używał metra, ba, czy w ogóle je tu mają? To jest najlepsze pytanie. Drugim pytaniem było, czy Hansel zgarnął z domu legitymację? Znaczy, dziś wyjątkowo wziął więcej rzeczy, oprócz swojego telefonu, ponieważ wychodził troszkę dalej, toteż portfel gdzieś tam miał upchany. Chyba kiedyś wkładał legitymację do portfela....
-Hm... jest pan niezwykle energiczną osobą. A-ale wydaje mi się, że dam radę kupić sobie bilet...- Skomentował Hansel, z lekką irytacją w głosie, która zaraz jednakże przeszła w czyste rozbawienie. - Wydaje mi się, że mam legitymacje... A-ale, skoro sam nie jeździłeś, to czy przypadkiem nie zgubisz się razem ze mną? Nie musisz aż tyle robić....- Dla niego takie ryzyko zawsze istniało. Jeśli szedłby gdzieś po raz pierwszy, to było prawie 99,99%, że gdzieś po drodze zabłądzi. A metrem to by go za miasto wywiozło. A wyciągnął w końcu swój portfel i zerknął co tam ma wsadzone. A to ci niespodzianka, faktycznie wziął ze sobą legitymację. To się akurat nazywa szczęście, nie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sily specjalne
Liczba postów : 35
Join date : 24/01/2017
avatar
- Mo-mogę?! - Gdyby zadał to pytanie podczas pisania z kimś przez komunikator internetowy, dodałby do tego "*^*" i właśnie do tej emotikony można było porównać w tej chwili wyraz jego twarzy. Klasnąłby w dłonie, ale w chwili, gdy starał się wyglądać w miarę poważnie - niczym zawodowiec, nie wiedział w czym, ale zawodowiec - postanowił sobie odpuścić. Zamiast tego pokiwał jedynie energicznie głową; zupełnie wypadło mu z niej, prawdopodobnie właśnie przez ten ruch, myślenie o oskubaniu chłopca z pieniędzy na bento do szkoły.
- Ach! Ja się zgubię? Myślisz, że to możliwe? - Bo oczywiście Hansel znał Hachiego na tyle długo, by móc wiedzieć o nim cokolwiek poza danymi personalnymi, które mogły być nie dość, że fałszywe, to jeszcze mogło je nosić naprawdę wielu Japończyków. W jego głosie pobrzmiewała nietypowa dla tej nacji śmiałość i pewne wyzwanie, coś na wzór "ja nie dam rady?".
Machnął niedbale ręką, drugą pociągnął chłopca bardziej w kierunku, który obrał; czy był właściwy czy też nie, to już kwestia sporna. Odnotował mimowolnie, że chłopak był młodszy od niego; nie wyglądał na studenta, a potwierdził, że jest posiadaczem legitymacji. Tak czy inaczej, w końcu natrafili na biletomat, a Hachi wpatrywał się w Hansela natarczywie, szczerząc się przy tym w nieco ponaglający sposób.
- Więc chodzisz do liceum? Gimnazjum? Jak jest w szkole? Niedawno był koniec roku szkolnego. Chodzisz do jakichś klubów pozalekcyjnych? Ja byłem w klubie, e, zjawisk paranormalnych. Dzięki niemu odkryłem swoją Zdolność; mam wieczne szczęście, widzisz! Przeznaczenie zawsze daje mi najlepsze scenariusze. A jak już złe, to zawsze dostaję wyjście! Jak z tych rysunkowych labiryntów. - Ukończywszy chwalenie się swoimi dalekimi od prawdy przekonaniami, Hachi spojrzał na automat i poklepał nagrzaną, metalową konstrukcję. - Założę się, że często widuje niezwykłych ludzi, a stoi taki niewzruszony. Cichy bohater, który umożliwia ludziom bezpieczne podróżowanie. Zakład, że jest light novel opowiadająca o biletomacie? Jest już jedna o automacie z napojami. "Reinkarnowałem się jako automat z napojami". Co ci ludzie w głowie mają! Przynajmniej tytuł jest długi, a nie jakieś "czy na pewno można podrywać dziewczyny w pradawnych lochach?", co nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uczen
Liczba postów : 91
Join date : 19/12/2016
Motto : Ludzie, którzy żyją przeszłością, są nieszczęśliwi.
avatar
-Możesz. - Odrzekł rozbawiony młodzieniec, widząc entuzjazm swojego rozmówcy. Ciekawiło go trochę, jakie to historyjki miał przygotowane ten młodzieniec. Sam Hansel nigdy przesadnie nie siedział w plotkach, bardziej grzązł w świecie baśni i swojej wyobraźni, toteż na bieżąco nie był wcale.
-N-nie wiem... - Stwierdził trochę zdezorientowany na następną wypowiedź młodzieńca. Nie miał bladego pojęcia, jak dobra była jego orientacja w terenie, ale z tego co mówił, prawdopodobnie całkiem niezła. W końcu zaproponował nawet pokazać drogę. -Prawdopodobnie nie. - Dodał koniec końców, uśmiechając się tępo. Wolał postawić jednak na kogoś, kto ma pojęcie, dokąd idzie.
Zaraz został pociągnięty w wybranym przez Hachiro kierunku. Jako, że Hansel średnio wiedział która droga jest dobra, postanowił po prostu dać się prowadzić. Na tak liczne zasypanie pytaniami nie był jednakże gotowy.  Potrzebował trochę czasu, aby przeprocesować każde z nich, bo nie mógł odpowiedzieć na wszystkie naraz.
-Chodzę do liceum. W szkole jest.... - No, jak jest w szkole? Nie żeby to obchodziło jakoś specjalnie naszego młodzieńca, toteż skończył po prostu szybko temat. -...dobrze. Nie uczęszczam na żadne dodatkowe zajęcia, raczej wracam prosto do domu. Tam jest przyjemniej. Ty też wyglądasz młodo, uczęszczasz jeszcze do jakiejś placówki? - Oczka mu jednak zabłyszczały, gdy usłyszał o "magicznej" zdolności Hachiro. Nie wiedział, że ludzie z aż tak wrodzonym szczęściem istnieją, bo czemu miałby nie wierzyć takiej, dopiero co poznanej osobie, nie? -Niesamowite. - Wypowiedział, jednocześnie próbując skupić się na kupnie biletu. -Klub zjawisk paranormalnych? Widziałeś jakieś duchy? Istnieją? - Zaczął się teraz sam dopytywać.
Zaraz jednak temat został zmieniony na coś zupełnie wyrwanego z kontekstu. Hansel jednakże wziął wszystkie słowa swojego rozmówcy zupełnie na poważnie.
-Masz racje. Gdyby przedmioty mogły mówić, pewnie opowiedziałyby dużo więcej wspaniałych historii, niż ludziom kiedykolwiek będzie dane usłyszeć. Smutny ich los. - Stwierdził, teraz przyglądając się z podziwem automatowi z biletami. Wyrwany z tego transu został przez następne słowa rozmówcy. -Wszystko znajdziesz, jeśli dobrze poszukasz. Czasem wyobraźnia ludzka nie zna granic. Nawet na tytuły im się pomysły kończą, to są coraz dłuższe. Jak teraz nie ma czegoś takiego, to zaraz stworzą... - Wystarczyło zerknąć na teraźniejsze, wydawane dzieła, aby przekonać się, że ludzka wyobraźnia nie ma granic. Cieszyło Hansela, że jego rozmówca jest taki pogodny. Zaraz wspomniał jeszcze. -To... Hachiro-kun, mówiłeś, że znasz jakieś ciekawe historyjki...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Ulice
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Ulice NYC
» Ulice
» Ulice
» Bronx - Ulice
» Ulice

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Isogo-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.