Share | 
 

 Pub

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
Admin
Liczba postów : 71
Join date : 26/09/2016
avatar
First topic message reminder :


Mały, dość podrzędny pub mieszczący się między dwoma sporymi sklepami, jakby wciśnięty między nie. Dość ciemne pomieszczenie z zaledwie jednym, przyciemnianym oknem, oświetlony dużymi, jednak nie dającymi wiele światła lampami. Barek stojący w rogu jest dość bogaty, dostanie się tam wszystkie popularniejsze trunki oraz kilka autorskich drinków. Kontuar może się nie błyszczy, ale nie jest też bardzo brudny, podobnie jak stoły wycierane kilka razy dziennie, w zależności od ruchu. Owych stołów jest kilka, zarówno małe dwuosobowe, jak i większe na sześć czy siedem osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com

AutorWiadomość
Studentka
Liczba postów : 116
Join date : 26/12/2016
Straszne? Dla Orwella zaczynało to być już nie zadziwiające, co irytujące. Bo jak tu się nie irytować, kiedy jakieś alkoholowe ludki zrobione z irlandzkiej whiskey łażą po tobie, przecząc istniejącym prawom fizyki oraz logice, a także poskrzekując sobie tu i ówdzie? Brytyjczyk zrobił kwaśną minę i zaraz poczuł coś na głowie... Ach, no tak. Przecież zaczęły się łączyć. Zmarszczył brwi i westchnął.
- Cóż, Miss... Dopóki nie urośnie do naszych rozmiarów raczej nie ma się czego bać. A nawet jeśli, to wątpię by alkoholowy ludzik był zdolny do wyrządzenia nam krzywdy. To tylko whiskey. - Stwierdził George spoglądając na małą istotkę o zawartości alkoholu wynoszącej 40%.
Przy okazji spostrzegł jak coś mu lata przed oczyma, a dokładniej ten ludzik, idzie mu na rękę i łączy się z innym ludzikiem, tworząc jeszcze większego ludzika. Ludzikowo, można rzec, choć nikt tego raczej nie powie. A na pewno ten Anglik.
Ten Anglik był zajęty gapieniem się na wcześniej wspomnianą istotę i zastanawianiem się czy jest pijana, i próbuje wrócić do domu, czy może się z nich naigrywa. Czy może oba na raz? Sam już nie wiedział, aż tu nagle ten malec przekazuje im po kwiatku... Z pewną rezerwą wziął go w w swoje dłonie i delikatnie obmacał czy przypadkiem nie ma kolców lub innego psikusa w sobie, ale wyglądało na to, że to po prostu kwiatek migdałowca... Spojrzał dzierżąc niezwykle gładkiego kwiatka na Misuzu, w zasadzie samemu nie wiedząc co myśleć. Co gorsza, gapił się na nią przez najbliższe paręnaście sekund zanim zdał sobie sprawę, że właśnie wlepia w nią swój wzrok. I gdy sobie już z tego sprawę zdał, aż się zawstydził i natychmiast zlustrował istotkę. Alkohol najwyraźniej dalej na niego działał, a malec dalej łamał prawa fizyki, bowiem nie było widać w nim konsumowanej przez niego żywności, która dawno powinna przekroczyć wielkością alkoholowego ludka. George, widząc dalsze harce alkoholowca, ponownie zmarszczył brwi i spojrzał nieco ukradkiem na Misuzu. Może ona coś wie lub ma jakiś pomysł...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Mafii
Liczba postów : 70
Join date : 27/11/2016
Age : 20
avatar
- Ja bym nie była tego na pana miejscu aż tak pewna, taiyaki. Zawsze mówią, że to tylko whiskey, a następnego dnia narzekają, daifuku. - pokręciła głową i znów przyjrzała się już nie takiej małej istotce. Ku jej zdziwieniu, wydarzyło się coś jednocześnie jeszcze bardziej dziwnego i uroczego. Dziwnie uroczego, tak. Nie dało się ukryć, że lubiła kwiaty, a kwiat migdałowca był jednym z tych, które podobały jej się najbardziej. Przez ułamek sekundy przeszło jej przez myśli, że wolałaby magnolię, malwę lub kamelię, ale ostatecznie migdałowiec też ją zadowalał. Chociaż może nie powinien, skoro otrzymała go od alkoholowego ludzika. Nie była też pewna, czy kwiat symbolizujący nadzieję będzie pasował do któregokolwiek z pomieszczeń w jej mieszkaniu. Wiedziała już, że z całą pewnością podarunek przyjmie, nawet jeśli dostała go od alkoholudzika, który równie dobrze mógł być tylko wytworem jej wyobraźni lub przejawem czyjegoś dość osobliwego humoru. Kątem oka zauważyła, że George wpatrywał się w nią przez kilkanaście dobrych sekund. Spojrzała na niego z miłym uśmiechem.
- Może jednak jest miły, mochi. - po chwili jednak ludzik znów ją zaskoczył. Tempo, w jakim pochłaniał tort przywodziło na myśl bardzo głodną studentkę socjologii (a z taką nie chcecie się mierzyć) lub uzależnione od cukru dziecko. Najbardziej bolał ją fakt, że sama by wiele dała, żeby móc tak jeść słodycze bez żadnych konsekwencji.
- Może czegoś chce, nerikiri? - ledwo się powstrzymała od pogłaskania istotki. Nawet się nie zorientowała, kiedy zaczęła w niej widzieć niesfornego zwierzaka zamiast ludzika z whiskey, który w każdej chwili mógłby zechcieć pożreć świat czy coś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 208
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Ludzik uśmiechnął się radośnie, gdy zobaczył, że ludzie przyjęli jego podarek, po czy błyskawicznie przyssał się do reszty słodyczy, pochłaniając je co do ostatniej okruszyny, zaczął popiskiwać radośnie i z wdzięcznością, machając towarzyszom, beknął cicho, po czym wszedł ostrożnie z powrotem do szklanki George'a, by tam zapaść w sen wieczny, ponownie jako nieruchoma ciecz.
Misuzu zaś wraz z jego odejściem przestała odczuwać potrzebę sypania słodyczami, które były paliwem stworzonka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 116
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Na pytanie czy ten ludzik może czegoś chcieć Orwell nie był w stanie odpowiedzieć. Był tylko nauczycielem angielskiego i nie znał się na psychice oraz socjologii alkoholowych ludków, więc od zrozumienia tejże istotki było mu daleko. Tym bardziej, że przeczyła prawom fizyki, skupiając w sobie ciecz, która dawno powinna spaść na blat, i normalnie sobie łażąc. Jak gdyby nigdy nic... Ale był pewien postęp. Mianowicie, egzystencja ludzika przestała irytować Anglika. Chyba z lekka przywykł (O ile można do czegoś takiego przywyknąć...) do obecności whiskluda. W prawdzie nie powstrzymywał się niczym Suzu od pogłaskania go, ale ewidentnie przykuwała jego zainteresowanie. Zainteresowanie te podjudzał właśnie widok damy obok niego, która wyraźnie chciała dotknąć maluczkiego. George zadawał sobie pytania. "Co się stanie jak go dotknie?", "Czy się rozpadnie?" i wiele innych. Sam wolał nie ryzykować dotykania tego stworzonka.
A co do stworzonka właśnie, gdy skonsumowało resztę słodyczy przywołanych jakimś cudem przez Japonkę, zaczął jakoś piskać z pewną dozą radości. Pomimo zirytowania, jakie wywoływało łamanie kilkunastu zasad rządzących tym światem, Orwell nawet się uśmiechnął pod nosem widząc zadowolonego ludka. Najwyraźniej urzekł nawet George'a. Głównie za pomocą bycia małą, uroczą istotką oraz wydawania pociesznych dźwięków, co z zasady wzrusza wszystkich. Nawet jego.
Gdy skończyła popiskiwać, ukłoniła się i ... Wszedł do szklanki Anglika, po czym "puff". Zmienił się znowu w zwykłą ciecz. Orwell gapił się tak przed dłuższą chwilę na swoją szklankę, jakby nie dowierzał, że to koniec tego spektaklu. Jakby czekał na jakieś rozwinięcie czy coś, ale wyglądało na to, że ludzik zakończył swoją egzystencję na tym świecie.
- Zrobiło mi się przykro. - Powiedział, tępo wgapiając się w tą szklankę. Taka fajna, urocza istotka, a on co? Marszczył brwi i się złościł. Może mógłby ją uratować od tak niecnego losu, jakim było stanie się otępiaczem umysłów, czyli alkoholem... Westchnął i podrapał się po głowie.
- ...Ale powiem szczerze, że ten wieczór był o wiele bardziej zabawny niż myślałem, że będzie. Miss też tak sądzi? - Spytał Misuzu, spoglądając na nią z lekkim uśmiechem. Rzadko kiedy miał do tego okazję, ale występ tego małego na pewno było jedną z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Mafii
Liczba postów : 70
Join date : 27/11/2016
Age : 20
avatar
Ludzik znów zaczął zajadać się słodyczami. Aż smutno było patrzeć na znikające nerikiri. Co jak co, ale nikt nie powie, że nie wygląda to ładnie. Dodatkowo Misuzu od zawsze była wielką fanką pasty z czerwonej fasoli, co sprawiało, że jeszcze bardziej chciała zjeść to sama. Nie mogła jednak w żaden sposób gniewać się na tak dziwnie słodką istotkę. Zwłaszcza, gdy była tak radosna... a przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Kobieta znów się uśmiechnęła i odmachała ludzikowi. Pomimo tego, że na początku cała sytuacja była dla niej nieco straszna, nie dało się ukryć, że teraz zrobiło się jej przykro. Jednak mogłaby być mamą wszystkiego!
- To było... ciekawe. - powiedziała licząc już na to, że przed nią pojawi się coś słodkiego. A tu nie, wielki szok i niedowierzanie - słodycze przestały wkradać się w jej wypowiedzi i co za tym idzie, również na blat. Nie wiedziała, czy powinna się cieszyć, czy być trochę zawiedziona. Wyszło na to, że jedno i drugie.
- Tak... mi też. Dziwne, prawda? - odparła, podobnie jak George wpatrując się w szklankę. Teraz chyba trochę głupio to wypić.
- Zabawny, tak. I na pewno na długo pozostanie nam w pamięci. A przynajmniej mi, choć zdaje mi się, że pana też się to tyczy. - wyjęła telefon i zerknęła na godzinę. Ku jej zdziwieniu, wcale nie minęło specjalnie dużo czasu. Jednak zdecydowanie miała już dosyć przygód z alkoholem. Mało brakowało, by zarządziła, że więcej go nie tknie, ale pomyślała o winie i natychmiast jej przeszło.
- Cóż, ja będę już wracać. Na dzisiaj chyba mi starczy. Miło było pana poznać. - upewniła się, że ma wszystkie rzeczy, które powinna mieć w torebce, wzięła ze sobą kwiat migdałowca otrzymany od małego kolegi i zanim skierowała się do wyjścia, skinęła głową w stronę Anglika. Zabrała płaszcz i wyszła z lokalu. Jak najszybciej udała się na przystanek, by złapać najbliższy pociąg dojeżdżający bliżej jej mieszkania. Po powrocie do domu ostrożnie położyła kwiat na niewielkim talerzyku z wodą. Jakim cudem to jeszcze trzyma? A zresztą. Nadzieja ładnie pasuje do tej kuchni.
/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 116
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Na potwierdzenie jego zdania przez Misuzu przytaknął głową. Jemu także pozostanie w pamięci, no bo... Alkoholowe ludki. Przeczące prawom fizyki. I wpierdzielające na potęgę jedzenie, pojawiające się ot tak, na wymianę ich nazw przez pewną damę. No cóż, tego nie da się tak po prostu zapomnieć, bo nie zdarza się to często. Wręcz odwrotnie. Było to wydarzenie nie do zapomnienia.
I Orwell dalej trochę przeżywał zniknięcie ludzika, a było to głównie związane z jego upojeniem alkoholowym, który wzmaga w nim uczucia. Myślał o tym biednym ludziku, jak go źle potraktował i jak w ogóle mógł tak go potraktować... Przecież on, a właściwie one, chciały się tylko pobawić. Z nimi pobawić. A on co? A on naburmuszony siedział i się tylko irytował. Nie może tak robić, bo wszystkich do siebie zrazi... Już paru ludzi zdołał.
I gdy tak siedział i rozmyślał o bezsensowności swojego zachowania, odezwała się do niego Misuzu, która w zasadzie się z nim żegnała. Natychmiastowo obejrzał się w jej stronę.
- A t-tak. I nawzajem Miss, good night. - Odrzekł jej, lekko się kłaniając co było oczywiście wyrazem szacunku wobec niej.
I tym pięknym sposobem został sam. Jeszcze patrzył chwilę jak dama wychodziła z lokalu, ale ostatecznie westchnął i spojrzał się wpierw na szklankę, a potem na kwiatek, jaki otrzymał od tamtego ludzika. Wziął go tak w swoją dłoń i obmacał jeszcze raz, po czym... Uśmiechnął się pod nosem.
- Cóż, może to jednak nie był stracony wieczór... - Powiedział szeptem, a następnie wsadził sobie kwiatek do klapy od marynarki.
Po jakimś czasie wyszedł z pubu, jednak w innym nastroju niż zwykle. Wracał do domu z uśmiechem.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Czas mu się dłużył, odkąd jego obowiązki w Mafii zostały zepchnięte do minimum w związku z dochodzeniem w sprawie jego domniemanej zdrady. Sprawiało to, że Nakahara był coraz bardziej i bardziej poirytowany, a nie mając zbyt wiele do roboty, większość dnia spędzał na przechadzaniu się po ulicach Jokohamy. Wieczory coraz częściej spędzał w barach, umyślnie unikał też Dazaia i nie pisał do niego już tylu wiadomości, co przed tamtą akcją w budynkach mafijnych. Wielokrotnie chciał, pisał je nawet, ale nigdy nie doczekały się wysłania. Wstrzymywał się przed tym jeszcze mocniej, gdy doszły go słuchy, że jego partner również jest podejrzewany o podobną zdradę.
Bolało go to, tęsknił za mężczyzną, nienawidząc faktu, że nawet po odzyskaniu go, ponownie musiał odsunąć relację z nim na dalszy plan. Historia faktycznie lubiła zataczać koło, jednak tym razem odwracała role w swoim spektaklu, dodając do niego też więcej podejrzeń, niepewności i kłamstw. Ktoś definitywnie obrał ich sobie za cel, tylko Chuuya nie potrafił sprecyzować, kto. Mafia miała wielu wrogów, on sam też zalazł wielu osobom za skórę; czyżby ktoś, kto pamiętał czasy, gdy Dazai był wciąż technicznie jego partnerem? A może Dostojewski? Tego widział co prawda w lutym, jednak co, jeśli pod niego także ktoś się podszył?
Popadał w paranoję, a to nie był dobry znak. Najchętniej działałby na własną rękę, ale nie wiedział, jak się za to zabrać; zazwyczaj był porywczy, gdy coś dotyczyło jego osoby, jednak tym razem było inaczej. Jedynymi jego źródłami były plotki (to na pewno nie tak, że wiele z nich słyszał w stanie średniej trzeźwości i reagował na nie agresją), zaś świadka wolał nie wciągać bardziej w ten chaos. Pamiętał, jak traktowane są nisko postawione niewygodne jednostki.
Westchnął, wbijając spojrzenie w powierzchnię whisky. Nie wiedział, co irytowało go bardziej - fakt, że Dazai chciał się wpychać w jego sprawy na siłę i narażać jego pierwszego podwładnego, czy też fakt, że sam był totalnie w kropce. Po chwili opróżnił szklankę z alkoholu, pozostawiając w szklanym naczyniu tylko kostki lodu. W kolejnym momencie podniósł się z następnym westchnieniem z kanapy usytuowanej w rogu lokalu i ruszył w kierunku lady.
Traf chciał, że Chuuya, pod nieobecność właściciela pewnego obiektu strącił go z jednego ze stolików, jednak nie zwracając większej uwagi na to, czym ta rzecz właściwie była. Jak będzie wracał, to grzecznie odstawi i będzie jak było... I faktycznie prawie tak zrobił, bo czaszki, którą okazał się ten przedmiot, dotknął. Tylko stopą, posyłając ją przypadkiem na ścianę po drugiej stronie lokalu.
Dopiero teraz dostrzegł, że przedmiot ów to bez wątpliwości ludzka czaszka. Nie wstrząsnęło nim obrzydzenie, poczuł bardziej zainteresowanie, w związku z czym podszedł szybciej w tamto miejsce. Szklankę, na nowo napełnioną whisky, odstawił na stolik, a czaszkę podniósł i dokładnie obejrzał ją ze wszystkich stron. Wyglądała na dość prawdziwą...
... Podobnie, jak gniew malujący się na twarzy mężczyzny, który był jej właścicielem.
Ups.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 113
Join date : 29/01/2017
avatar
Czasem pojawiały się takie dni, gdy William od samego rana wiedział, że skończy w barze. To był właśnie taki dzień - nie dlatego, że coś go nadmiernie dziś zirytowało, czy dlatego, że źle się czuł. Tak sobie uznał po prostu, że to jest właśnie odpowiedni czas by pójść i się upić możliwie najlepszy alkoholem. Możliwe, że nawet podczas stanu upojenia najdzie go pomysł na doskonały poemat, który wsławi jego nazwisko?! Albo może wreszcie wymyśli, jak ma dalej kontynuować akcję Tea Clubu, kiedy zarówno Mafia, jak i Agencja węszą dokoła jak psy myśliwskie?
Tak więc już od wczesnych godzin wieczornych William siedział przy jednym ze stolików w pubie i popijał kolejne szklaneczki doskonałej sherry. Nie wiedział, czy barman sprowadził ją specjalnie dla niego (po tym, jak ostatnio zrobił mu awanturę o fakt, że jego ulubionego trunku nie ma w menu) czy było to zrządzenie losu - prawdą niezaprzeczalną było, że Will z godziny na godzinę coraz bardziej przypominał zapijaczonego pana spod monopolowego, a coraz mniej szacownego gentelmana. Na początku próbował jeszcze notować rymy, które przychodziły mu do głowy, jednak kolejne dawki alkoholu skutecznie zaburzały jego widzenia, a także koordynację - tym samym trzymanie pióra stało się nagle niesamowicie skomplikowaną i trudną sprawą. William schował więc swój dziennik do torby i jedynie prowadził monologi do stojącego na blacie Otella, który bez względu na stan swego przyjaciela słuchał go tak samo cierpliwie.
Jednak stało się coś naprawdę okropnego! W szklaneczce mężczyzny po raz kolejny skończył się trunek! Wyparował, zniknął, można by powiedzieć wsiąknął! William potoczył wkoło nieco nieprzytomnym wzrokiem.
- I so teraz? - zapytał głośno swego kościstego towarzysza, jednak ten, jak zwykle, filozoficznie milczał. Musiał więc podjąć twardą, męską decyzję - wstać i udać się do baru, aby nie dopuścić do tego, by jego stan się pogorszył. Wspierając się na stole dźwignął się na nogi po czym chwiejnym krokiem wykonał swój plan. Zajęło mu to nieco więcej czasu, ale i tak był z siebie zadowolony - w końcu nie liczy się sposób, a wynik prawda?
Stał już przy kontuarze, kiedy doszedł go zastanawiający dźwięk gdzieś zza jego pleców. Jakby głuche uderzenie...? Stukot, łupnięcie - jakby to nie nazwać było i to dość wyraźne. Początkowo jednak postanowił to zignorować - nie raz się zdarzało w końcu, że upadło jakieś krzesło czy też osoba, która na nim siedziała i William przestał zwracać na to uwagę już jakiś czas temu. Potem jednak coś świsnęło w powietrzu i to już go zainteresowało. Z lekkim opóźnieniem odwrócił się i patrzył na to, jak jakiś niski rudzielec podnosi z ziemi okrągły przedmiot i przygląda mu się się z fascynacją. Cóż takiego ten młodzieniec tam znalazł? Taki białe, lśniące i...
- Eeeeeej TY! - wrzasnął i zaskakująco szybko znalazł się przy chłopaku. - CZY TY KOPNOŁEŚ MOJEGO PSZYJACIELA?! - Czknął głośno, jednak to nie wyrwało go z bojowego nastroju. Czuł, że oczy zasnuwa mu czerwona mgiełka wściekłości i zazdrości. Jakby mógł rozgnieść tego młodzika gołymi rękami, tu i teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
... Oho.
Może gdyby tylko Chuuya był trzeźwy, zareagowałby w nieco inny sposób, jednak niezbyt zbliżało się to do prawdy. Nieznajomy naskoczył na niego i to był jego pierwszy błąd, natomiast drugim było krzyczenie na Nakaharę. Rudy zacisnął dłonie w pięści, korzystając z faktu, że już miał wolne ręce, a gdy dotarło do niego, że nieznajomy jest wyższy, poirytował się jeszcze bardziej. Zdecydowanie ubodło to jego dumę, tego nie mógł przepuścić; na pewno nie grało żadnej roli to, że obcy nie był wysoki po to, żeby zdenerwować Chuuyę. Na pewno nie.
- Ty dupku wiesz, do kogo ty mówisz?! - Warknął, wtykając kciuki do kieszeni. Chciał zająć czymś dłonie, gdyż w innym wypadku obcy na pewno zgubiłby kilka zębów, czy to z czaszki własnej, czy tej, którą trzymał.
- Ty się kurna na łeb lecz. To coś nie żyje! Kto nosi takie rzeczy ze sobą? Jakiś niespełniony cosplayer? Wieczny student medycyny? - Prychnął, całą wypowiedź utrzymując w pogardliwym tonie. Sam się nakręcał i gdyby nie był pijany, to z pewnością by to przynajmniej mimochodem zauważył, ale teraz to też nie miało większego znaczenia. Skupiał się raczej na tym, że drżał z wściekłości i że chciał ją wyładować. Zrobił krok w kierunku obcego i oparł się dłonią o stolik, używając swojej Zdolności do udawania, że jest wyższy niż naprawdę. W efekcie opierał się o mebel i stopami nawet nie dotykał podłogi, dzięki czemu prawie że zrównał się z z nieznajomym twarzami.
- Podpieprzyłeś komuś
- Powiedział świętoszek prowokującym tonem. - Trzeba to zakopać. To nie twoje. Ukradłeś komuś główkę. - Zaśmiał się krótko i to nie był uprzejmy, przyjacielski śmiech.
- Niby co dwie głowy to nie jedna, ale w twoim przypadku chyba niewiele to daje. Co to w ogóle ma być? Dorosły ma wymyślonego przyjaciela? No mówiłem. Leczy się to.
- Ręką, którą nie opierał się o blat, postukał obcego w czoło, po czym sięgnął po szklankę i pociągnął z niej kilka łyków. Alkohol wciąż piekł go w gardle, ale to zdawało się jedynie podjudzać go do wszczęcia bójki. Tego potrzebował po tych kilku miesiącach prawie zupełnej bezczynności.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 113
Join date : 29/01/2017
avatar
Jego myśli w tym momencie zgodnie wyrażały tylko jedno: no zabiję gnoja.
- Rozmawiam? Z rudym karzełkiem - wybuchnął śmiechem, tak bardzo rozbawiło go to określenie. Kiedy nieznajomy zaczął wyczyniać cuda ze stolikiem i uniósł się odsunął się od niego na krok, zmierzył spojrzeniem i zarechotał ponownie, by za chwilę jednak warczeć, zupełnie jak rozwścieczony pies. - A kto normalny ma taki problem z patrzeniem na ludzi z dołu, że aż musi wejść na stół?
To już się leczy, bo to świadczy, że pańska samoocena, sir, jest niziutka. Jeszcze niższa, niż pan sam.

Zmierzył mężczyznę wzrokiem. W takim stanie w ogóle się go nie bał, w takim stanie nawet nie pamiętał o dobrych manierach, nie mówiąc o tym, że czuł typowo męski zew do rzucenia się z pięściami na tego młodego rudzielca, który najwyraźniej chciał go sprowokować. Cóż, szło mu świetnie, bo William tracił nad sobą panowie w tempie ekspresowym.
- Ciebie mogę zakopać, durniu! - wrzask, pisk, więcej czerwonej mgiełki przed oczami. W tym momencie miał już gdzieś, czy go wywalą z baru, czy nawet dostanie dożywotni zakaz wstępu - nie myślał, działał. Z zaskoczenia pchnął młodzieńca - w jego mniemaniu miał być to zaledwie początek walki, zamierzał za chwilę się rzucić na chłopaka i okładać go tak długo, aż 1. nie przeprosi, 2. nie zemdleje, 3. nie wyrzucą ich obu z baru. A możliwe, że po trzeciej opcji dalej by go okładał, tylko w innym otoczeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Coś pękło, niemalże słyszalnie, i zdecydowanie była to cierpliwość Chuuyi. Temu zawtórowało zgrzytnięcie zębami i ostrzegawcze, niskie warknięcie dobywające się z jego gardła, a brzmiące prawie że jak psie. Jego duma zaskakująco mocno ucierpiała przez słowa obcej osoby; nienawidził, gdy ktokolwiek wytykał mu wzrost, ale kochał wyprowadzanie tych ludzi z przekonania, że ów gra tu rolę. Był w końcu najsilniejszym Obdarzonym w Mafii, mistrzem sztuk walki, także starcie z nim okazywało się dla wielu znaczną niespodzianką.
- Zobaczymy - Syknął, czując, jak jego ciało ogarnia gorąco wynikające ze zdenerwowania, ale po części też będące zasługą ekscytacji i adrenaliny. Czuł się jak pies myśliwski, który wie, że lada moment zostanie spuszczony ze smyczy na polowanie.
- Zobaczymy, jak nisko pod poziomem morza skończysz, kiedy wgniotę cię w...
- Urwał wypowiedź, gdy został popchnięty przez nieznajomego, co przerwało też kontakt ze stolikiem. To oznaczało dwie rzeczy; Chuuya tyłem głowy uderzył w ścianę, a ponadto nie mógł już udawać osoby wyższej niż realnie był. Wylądował tyłkiem boleśnie na twardej i zimnej posadzce, co znacznie zdezorientowało zwierzchnika i ten przez chwilę siedział tak, masując jedynie obolałą łepetynę.
No, przynajmniej aż do chwili, gdy chwycił wyższego - za sam wzrost powinien być sprowadzony do parteru, ot - i pociągnął go za sobą, by zaraz rzucić się na niego z pięściami. Zdolności wciąż nie używał, prawie jakby zapomniał o jej istnieniu, podobnie zresztą jak umknęło mu to, że nie byli tu sami. W tym stanie jego ciosy nie były ani najcelniejsze ani najsilniejsze, przez co zdecydował się raczej na szarpanie i szamotanie z obcym. Sam pewnie też kilkukrotnie oberwał, ale aktualnie alkohol otępiał i tłumił ból, zaś Chuuya... zapomniał o czymś jeszcze.
Nie byli tu sami, natomiast z całą pewnością byli obserwowani jak jakieś widowisko, ba, po jakimś czasie inni klienci lokalu zaczęli dopingować obu, co okazało się wodą na jego młyn.
- Dostałeś już swoją lekcję?
- Wycedził przez zaciśnięte zęby, czując, jak szczypie go rozbita warga. Starał się złapać obcego za ramiona i unieruchomić go, jednak zapewne wyjdzie mu to z miernym skutkiem. Nakahara mrużył oczy i dyszał ciężko, lustrując nieznajomego spojrzeniem.

// nie wiem czym jest ten post, ale jest.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Pub
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Isogo-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.