Share | 
 

 Pub

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
Admin
Liczba postów : 70
Join date : 26/09/2016
avatar
First topic message reminder :


Mały, dość podrzędny pub mieszczący się między dwoma sporymi sklepami, jakby wciśnięty między nie. Dość ciemne pomieszczenie z zaledwie jednym, przyciemnianym oknem, oświetlony dużymi, jednak nie dającymi wiele światła lampami. Barek stojący w rogu jest dość bogaty, dostanie się tam wszystkie popularniejsze trunki oraz kilka autorskich drinków. Kontuar może się nie błyszczy, ale nie jest też bardzo brudny, podobnie jak stoły wycierane kilka razy dziennie, w zależności od ruchu. Owych stołów jest kilka, zarówno małe dwuosobowe, jak i większe na sześć czy siedem osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com

AutorWiadomość
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Coś pękło, niemalże słyszalnie, i zdecydowanie była to cierpliwość Chuuyi. Temu zawtórowało zgrzytnięcie zębami i ostrzegawcze, niskie warknięcie dobywające się z jego gardła, a brzmiące prawie że jak psie. Jego duma zaskakująco mocno ucierpiała przez słowa obcej osoby; nienawidził, gdy ktokolwiek wytykał mu wzrost, ale kochał wyprowadzanie tych ludzi z przekonania, że ów gra tu rolę. Był w końcu najsilniejszym Obdarzonym w Mafii, mistrzem sztuk walki, także starcie z nim okazywało się dla wielu znaczną niespodzianką.
- Zobaczymy - Syknął, czując, jak jego ciało ogarnia gorąco wynikające ze zdenerwowania, ale po części też będące zasługą ekscytacji i adrenaliny. Czuł się jak pies myśliwski, który wie, że lada moment zostanie spuszczony ze smyczy na polowanie.
- Zobaczymy, jak nisko pod poziomem morza skończysz, kiedy wgniotę cię w...
- Urwał wypowiedź, gdy został popchnięty przez nieznajomego, co przerwało też kontakt ze stolikiem. To oznaczało dwie rzeczy; Chuuya tyłem głowy uderzył w ścianę, a ponadto nie mógł już udawać osoby wyższej niż realnie był. Wylądował tyłkiem boleśnie na twardej i zimnej posadzce, co znacznie zdezorientowało zwierzchnika i ten przez chwilę siedział tak, masując jedynie obolałą łepetynę.
No, przynajmniej aż do chwili, gdy chwycił wyższego - za sam wzrost powinien być sprowadzony do parteru, ot - i pociągnął go za sobą, by zaraz rzucić się na niego z pięściami. Zdolności wciąż nie używał, prawie jakby zapomniał o jej istnieniu, podobnie zresztą jak umknęło mu to, że nie byli tu sami. W tym stanie jego ciosy nie były ani najcelniejsze ani najsilniejsze, przez co zdecydował się raczej na szarpanie i szamotanie z obcym. Sam pewnie też kilkukrotnie oberwał, ale aktualnie alkohol otępiał i tłumił ból, zaś Chuuya... zapomniał o czymś jeszcze.
Nie byli tu sami, natomiast z całą pewnością byli obserwowani jak jakieś widowisko, ba, po jakimś czasie inni klienci lokalu zaczęli dopingować obu, co okazało się wodą na jego młyn.
- Dostałeś już swoją lekcję?
- Wycedził przez zaciśnięte zęby, czując, jak szczypie go rozbita warga. Starał się złapać obcego za ramiona i unieruchomić go, jednak zapewne wyjdzie mu to z miernym skutkiem. Nakahara mrużył oczy i dyszał ciężko, lustrując nieznajomego spojrzeniem.

// nie wiem czym jest ten post, ale jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 105
Join date : 29/01/2017
avatar
Kiedy zobaczył, jak mężczyzna spektakularnie leci do tyłu i upada przez moment stał i jedynie wgapiał się w niego, jakby sam nie wierzył, że w ogóle udało mu się coś takiego zrobić. W pierwszym momencie zachciało mu się nawet trochę śmiać, ale po chwili przyszła refleksja, że mógł zrobić młodszemu krzywdę. I nawet już podchodził, żeby zapytać go czy wszystko jest dobrze i może, kto wie, nawet przeprosić, kiedy tamten złapał go za przysłowiowe fraki i pociągnął za sobą. William zupełnie się tego nie spodziewał, więc poleciał jak długi, przez moment nawet przygniatając swoim ciężarem młodego mężczyznę. Nie pozostał jednak za długo w bezruchu - kiedy tylko oberwał pięścią w policzek na nowo zalała go fala wściekłości i współczucie, które odczuwał jeszcze przed momentem, uleciało natychmiast. Szybko zaczął na oślep wymierzać ciosy - jedne były mniej, inne bardziej celne, a ze względu na alkohol żadne z nich nie były szczególnie silne czy szybkie. Nie czuł też za bardzo otrzymywanych uderzeń - jego ciało wydawało się nie dopuszczać do siebie zbyt dużego bólu na raz. Gdzieś w tle słyszał dopingujące ich głosy podnieconych bywalców baru, którzy najwyraźniej znaleźli nową rozrywkę, o której zapewne będą opowiadać wszystkim kolejnym przybywającym, ale zupełnie go to nie obchodziło - tak naprawdę gdyby ktoś go teraz zapytał co robi, to musiałby na moment się zatrzymać i zastanowić. Reagował automatycznie na wywołaną awanturę - ot i tyle.
- A ty swoją? - odwarknął w odpowiedzi na zaczepkę, po czym wyszarpnął się kompulsywnie z uchwytu obcego. Pech chciał, że przy tym przywalił swoją głową w podbródek tamtego... Co prawdopodobnie wywołało u nich obu lekkie zamroczenie. W każdym razie Will poczuł po raz pierwszy dotkliwy ból i aż jęknął, bo zrobiło mu się ciemno przed oczami. Był to w sumie idealny moment dla młodego, by zaatakować...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Tak oto powstała z dwóch dorosłych, dojrzałych mężczyzn kulka pełna autodestrukcji. Szarpali się obaj, mniej lub bardziej celnie wymierzali sobie ciosy i wyklinali się wzajemnie, zupełnie tak, jak przecież robią wszyscy dżentelmeni, gdy się zapoznają. Chuuya nie widział nic złego w tym, że jego oponent zaatakował kogoś mniejszego, czyli właśnie rudzielca, wszak to właśnie on był - w swoim niezbyt odległym od prawdy mniemaniu - tym silniejszym. William miał wielkie szczęście, że Nakahara jeszcze nie użył swojej Zdolności, a natomiast gdy pierwsze ciosy ze strony młodszego pozwoliły wszelkiej frustracji i złości znaleźć ujście.
Podobała mu się perspektywa tego, że człowiek, który go sprowokował, nazajutrz będzie cierpiał w wyniku ciosów, które padły z ręki samego zwierzchnika mafii. Na tę myśl zaśmiał się krótko i chrapliwie, zaraz obrywając głową obcego w brodę. Jego szczęki wydały z siebie nieprzyjemny odgłos w chwili zderzenia, który odbił się echem w głowie zdezorientowanego Chuuyi. O nie, tego było za wiele. Szarpnął obcego, dźwignąwszy się z nim ku górze i przy użyciu Zdolności uniósł go tak, by ten ledwie stopami dotykał podłogi.
- Zabiję cię - Syknął przez zaciśnięte zęby i pchnął-rzucił mężczyznę tak, by ten zatrzymał się na barze - czy to oparty o ladę, czy to leżąc na niej - od którego klienci i sam barman zdążyli się odsunąć. Tak też, Chuuya w poszarpanym, ubrudzonym kurzem i kapiącą z wargi i nosa krwią ubraniu, ruszył w kierunku nieznajomego, a wokół niego wciąż jaśniała na czerwono aura świadcząca o tym, że używał swojej Zdolności. Szedł powoli i chwiejnie, dyszał ciężko, a ogień wściekłości i determinacji zdawał się powoli wypalać.
W innych okolicznościach, gdyby był trzeźwy, zapewne przynajmniej minimalnie obchodziłby go los tego mężczyzny, ale teraz tym bardziej nie potrafił określić, dlaczego doszło do tego całego starcia. To z kolei sprawiało, że był jedynie bardziej poirytowany zajściem i chciał zrobić to, co wydawało mu się sprawiedliwe, czyli wymierzyć mu karę. Karę, której później sam by żałował.

// To w sumie... Jakby co, Dazai, możesz wejść. Ale w razie czego Will równie dobrze może napisać coś wcześniej. Jak wolicie :")

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Dazai był zmęczony. Miał wyczerpujący dzień i to pełen nieprzyjemnej bo papierkowej pracy. W końcu Kunikida posadził go przed raportami - rzeczy, której nie znosił od zawsze, jeszcze w mafii, gdzie również musiał pisać raporty z misji. Odkładał to jak długo mógł, ale nie da się w nieskończoność, tak że teraz marzył tylko o położeniu się na futon i zaśnięciu na amen. Choć może dobrze byłoby się napić przed odpoczynkiem... drink czy dwa nikomu jeszcze nie zaszkodziły. Choć z drugiej strony wizja lenistwa była kusząca... mimo to jednak poszedł nieco okrężną drogą, zahaczającą o bar, który lubił.
Nim jednak wszedł do środka, usłyszał z wnętrza dosyć jednoznaczne hałasy: wrzaski, przewalanie mebli i głuche uderzenia. Skrzywił się nieznacznie. Co prawda walki się zdarzały, nie były jednak czymś występującym tu nagminnie. Cóż, nie chciał pchać się zmęczony w sam środek pijackiej bójki, w końcu co to za przyjemność patrzeć, jak dwóch pijanych w sztok idiotów się tłucze. Już miał odejść gdzieś, gdzie jest spokojnie, gdy zamarł, nasłuchując stłumionych odgłosów. Czy to jego wyobraźnia, że jednej brzmiał znajomo? Pełen niepokoju, Dazai wmaszerował za drzwi z wiecznie przyklejonym do ust uśmiechem, tylko by się przekonać, że faktycznie sprawcą zamieszania był nie kto inny jak rudy chibi idący w kierunku powalonego na bar... dziennikarza. Przynajmniej jako takiego znał mężczyznę Dazai, w końcu gościł go jakiś czas temu w Agencji.
Jak jednak tych dwóch na siebie trafiło i czy walka wywołana została czymś więcej niż głupotami wydającymi się ważnymi po pijaku, to zostawił na inną porę do rozważania. Póki co musiał poradzić coś na fakt, że Chuuyę otaczała czerwona poświata a na twarzy wymalowaną miał rządzę mordu... uczucie aż a dobrze znane przez jego partnera. W końcu sam niegdyś nieraz był odbiorcą takiego spojrzenia.
Bez zastanowienia, nie dając uśmiechowi zniknąć, podszedł nonszalancko do kipiącego nienawiścią rudzielca i popatał go w ramię, jednocześnie by zwrócić jego uwagę, jak i anulować Zdolność. Rzecz jasna pamiętał o fakcie, że nie powinni być widywani razem, ale to akurat nie miało nic do rzeczy z obecną sytuacją. Ba, zachował się bardzo poprawnie! Napotkał przypadkiem osobę bliską dokonania morderstwa i ją powstrzymał! Prawdziwy członek Agencji.
- Neeee, co się dzieje? - spytał pogodnie, patrząc to na Nakaharę, to na leżącego na kontuarze... Williama, jak dobrze pamiętał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 105
Join date : 29/01/2017
avatar
Sam nie wiedział kiedy wylądował na barze. Pamiętał, że niski człowieczek wydawał się wkurzyć jeszcze bardziej, kiedy Will - bądź co bądź niechcący - uderzył go w brodę. Otoczyła go jakaś taka dziwna, czerwona mgiełka i w pierwszym momencie William sądził, że to jego wzrok płata mu figle... Ale już po chwili jakimś cudem wisiał w powietrzu, zastanawiając się, skąd ten mikrus ma tyle siły i dlaczego nie użył jej wcześniej, a za moment był już na barze. Na szczęście barman zdążył odskoczyć, więc nic nie stanowiło oporu dla jego lotu. Ślizgiem pokonał długość kontuaru i zatrzymał się tylko dzięki sile tarcia. W tym momencie chyba na chwilę zemdlał.
Obudził się i czuł, że lekko już nawet wytrzeźwiał. Otrząsnął się i zszedł z baru, gotów do kolejnej rundy walki... Kiedy zdał sobie sprawę, że walka się skończyła. Mikrus stał obok znanego mu Dazaia i wyglądał już dużo lepiej - w każdym razie nie był już otoczony czerwoną mgłą, a to wyglądało mu na poprawę.
- Chyba mieliśmy... Małą sprzeczkę. - Stanął pewnie na nogach i otrzepał się z kurzu. Jakby mu to w czymkolwiek mogło pomóc - był cały brudny, mokry od rozlanych alkoholi i poobijany ze wszystkich stron. Miał rozcięty łuk brwiowy i twarz zalewała mu krew, którą dzielnie starał się ocierać. Jednak było tego za dużo i część zaczęła już krzepnąć, ściągając skórę w nieprzyjemny sposób. - Pan Mały wziął moją własność i próbował się paskudnie wykręcić, udając, że przecież nic się nie stało. Do tego jeszcze mnie obraził! - W całym ferworze nie zauważył zupełnie, że wypadł mu jego cenny dziennik. Zamiast tego schylił się - ciągle nieco chwiejnie - i podniósł Otella. Zachowując (w swoim mniemaniu) resztki godności powolnym krokiem wyniósł się z lokalu. Później pomyśli o tym, skąd wziął się na miejscu Osamu Dazai i co to mogło znaczyć. Być może nawet spróbuje poszukać, z kim takim się bił i co to dla niego oznaczało. Jednak na ten moment zamierzał już tylko udać się do domu i zasnąć. No, może wcześniej zgłosi się na jakieś pogotowie, żeby zaszyli mu ranę na czole...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Gotów był skończyć z nieznajomym, byleby odbić sobie każdy z tych razów, gdy ktoś wypominał mu wzrost. William nie był ani pierwszy ani ostatni, jednak nawinął się akurat na moment, kiedy Nakahara miał najzwyczajniej w świecie zły humor, zaostrzony dodatkowo przez alkohol zdecydowanie za mocny na jego dość nisko położoną główkę. Zaraz jednak poczuł coś, czego się nie spodziewał, chociażby z powodu, że spodziewał się ze strony klientów raczej strachu przed zbliżaniem się, a nie pacania go po ramieniu.
Drgnął, słysząc głos, który znał aż zbyt dobrze, ale poza tym nie poruszył się. Czuł, jak na nowo gotuje się w nim złość, tym razem jednak spowodowana przez Dazaia. Wydawać się mogło, że na chwilę przestał kontaktować - po prostu gapił się w przestrzeń wzrokiem niby to pustym, ale jednak z widoczną dawką wściekłości. Jego twarz nie prezentowała się zbyt wyjściowo, a wręcz przeciwnie - miał rozbitą wargę, mrużył podbite oko i jeszcze miał zerwane w wyniku szarpaniny kilka guzików koszuli, zaś marynarka i kamizelka były zupełnie pomięte, kapelusz natomiast zdawał się ledwo trzymać na potarganych, rudych włosach. Dziwne, że przy okazji nie pogubił butów lub kilku zębów.
Prychnął pogardliwie w reakcji na przezwisko i obejrzał się dopiero teraz na nieznajomego, zaś obecność Dazaia usiłował zupełnie ignorować. Gdyby myślał trzeźwiej, przez głowę przeszłoby mu, że Europejczyk wcale nie bił się źle jak na pijanego matoła, jednak teraz jemu samemu alkohol jakoś przyćmiewał umiejętność myślenia.
- Odbijasz sobie jakiś mały kompleks, dupku? Zmiataj pókim dobry.
- Albo raczej póki jest tu Dazai, przy którym Chuuya nie może używać Zdolności. W każdym razie, mruknąwszy to na odchodne, Nakahara zgarnął jego zgubę. A nuż się przyda. Zaraz potem zwrócił się do swojego partnera i zamiast od słów, zaczął od pchnięcia go mocno w tył.
- Obrzydzasz mnie. - Syknął, nieświadom tego, że lada moment powinien się tłumaczyć właścicielowi lokalu z tego, co tu zaszło. Znowu odezwał się alkohol, zaostrzający poprzednie wyobrażenia Chuuyi. Nie lubił być pozbawiany swobody, o nie. - Czy ty... czy tyżeś tu przylazł za mną, dupku? Kontrolujesz mnie? I co jeszcze, może do toalety mnie odprowadzaj? Papierki w mafii za mnie wypełniaj? - Każde słowo zdawało się przepełnione jadem i z trudem tłumioną wściekłością. Twarz Nakahary wyrazem przypominała pysk psa, który lada chwila miałby rzucić się na swój cel i rozszarpać go.
- Nie jesteś już moim szefem, Dazai. - Warknął, co zdawało się jeszcze bardziej podkreślać podobieństwo do wściekłego psa. I to na pewno wcale nie tak, że doskonale wiedział, jak niską samoocenę miał ten mężczyzna. Obraz Dazaia, który sprawiał wrażenie uważającego się za lepszego od innych, za bardzo utkwił mu w głowie.
- Zostaw mnie w spokoju. Nic a nic się nie zmieniłeś ani ty, ani twoja mania kontrolowania. - Przysiadł przy jednym ze stolików i skinął na barmana, chcąc domówić kolejną szklankę alkoholu. Musiał ochłonąć, odreagować. Nie dbał o to, czy Dazai zostanie z nim czy nie, chociaż obecnie wolałby go nie widzieć.
Jakby już czuł, że pożałuje wszystkiego, jak tylko wytrzeźwieje.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Nie trzeba było być geniuszem, by na pierwszy rzut oka ocenić, jak bardzo wstawieni byli uczestnicy bójki. No cóż, dla Dazaia nie było to nic nowego. Tyle razy widział pijanego Chuuyę, często przy tym sam się upijał, że ów widok był wręcz nostalgiczny. Poza tym, że wcześniej by raczej jeszcze go podjudzał do bitki, chyba że - co bardziej prawdopodobne - sam byłby obiektem jego złości. Zresztą to akurat szybko ze wspomnienia zmieniało się w stan aktualny. Jedynie przelotnie odprowadził wzrokiem pijanego Williama wychodzącego z pomieszczenia. Najwidoczniej powód kłótni był zupełnie nieistotny... cóż za zaskoczenie. Nakahara zawsze był drażliwy, gdy się napił. Nie był na tyle głupi, by próbować przemówić do rozsądku osoby pod wpływem. Zresztą... Chuuya był dorosły i mógł przecież robić co chciał, czyż nie?
Tym bardziej zaskoczyły go słowa mężczyzny. Tak skupił się a notesie, który ten podniósł, że nie zwrócił uwagi na sfrustrowaną twarz partnera. Przez chwilę pozwolił sobie na zdezorientowanie, ale szybko wyciągnął wnioski - Chuuya był pijany, byli w jakimś lokalu, otoczeni obcymi ludźmi. A osoba właśnie wywołująca bójkę i świecąca czerwoną poświatą przyciąga uwagę. Owe wrogie słowa i oskarżenia były niczym szpilki wbijane w ciało, ale... no cóż, poniekąd do tego przywykł przez lata, czyż nie?
Zmęczenie nie pomagało w kontrolowaniu swoich odruchów i przemyśleniu wszystkiego dwa razy. Automatyczną obroną na atak jest obrona, więc Osamu spojrzał chłodno na rudzielca.
- Jeszcze nie jestem tak zdesperowany i znudzony, by cię stalkować, chibi. Ale rumor, jaki robisz, wystarczy, by postawić na nogi całą okolicę, nawet jak ktoś wcale nie chciał przechodzić obok - odparł lekko kpiącym tonem, który od dawna był przeznaczony do nabijania się z kapelusznika. Zignorował nieprzyjemną gulę w brzuchu. - Wiem, że nie jestem twoim szefem, w końcu mam inną pracę... w której winienem pilnować porządku. A może twój kapelusz wyjadł ci już tyle mózgu, że o tym nie wiesz?
Obserwował Nakaharę, zastanawiając się, jak skończy się dalsze pochłanianie alkoholu w jego stanie. Cóż, jak wcześniej już uznał, nie był to pierwszy raz. Westchnął w duchu, nie wiedząc, co robić. Wyjście z baru byłoby uznaniem tego, co mówi Chuuya, przegraniem w kłótni, a tego nie mógł zaakceptować. Tkwienie w środku z kolei jedynie potwierdzało to, co ten mówił. I tak źle, i tak niedobrze. Dazai przeklinał po stokroć mężczyznę, który sprowokował mafiozo, przez co teraz byli w takiej sytuacji.
Właśnie, William... Osamu od razu zauważył wypadający mu notes, jednak nie sądził, że w ferworze walki i Chuuya go dostrzeże, więc nim go przejrzał, rudy zagarnął go już dla siebie. No cóż, nie miał zamiaru tak się poddać, gdy w grę wchodziło potencjalne źródło informacji o tym, kto przeprowadzał wywiad o Agencji. Dlatego przyoblekł swoją twarz w najszerszy uśmiech, jaki miał, i podszedł raźno do Chuuyi z pewnością człowieka, który już wygrał.
- Ne, wiesz, Chuuya... to Anglik, pisze prywatnie pewnie w swoim języku, a co jak ten twór na twojej głowie pozbawił cię zdolności czytania angielskiego? - spytał słodko, wskazując na notes. - Patrz, akurat tu jestem i mogę ci pomóc! - No i rzecz jasna dowiedzieć się, co tam pisał mężczyzna. Nie był pewien, czy uda mu się odebrać stosunkowo spokojnie notes, chyba że spiłby Chuuyę do nieprzytomności. Ale sama wiedza by mu wystarczyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Gdyby Chuuya był postacią z kreskówki, to w tej chwili z uszu poszłaby mu para, czemu towarzyszyłby donośny gwizd taki, jak z czajnika z zagotowaną wodą i twarz pokrywająca się szkarłatem. Uderzył w blat i warknął ostrzegawczo, chociaż gdzieś daleko w swoim pijanym rozumku wiedział, że Dazai ma rację. Nienawidził tego i na równi nienawidził jego kpiącego głosiku. Najchętniej złapałby go za gardło i ściskał mocno, bardzo mocno, aż te paskudne dźwięki nie wydobywały się więcej z jego ust.
Co nie zmieniało faktu, że go kochał.
- Zamknij się pókim dobry. Nie kazałem ci się stąd wynosić, ty zardzewiały deklu?
- Odszczekał się, bo jakże mógłby tego nie zrobić? Prychnął, słuchając połowicznie swojego partnera i od niechcenia otworzył notesik, przeglądając pobieżnie zapisane w nim słowa.
- Zdupiałeś. Nic ci nie dam, umiem angielski.
- Przysunął zeszycik do siebie, wertując kartki i zamarł, natykając się w nim na nazwisko Dazaia. Spojrzał na mężczyznę niepewnym, ale wciąż mętnym od alkoholu wzrokiem i zacisnął usta, po czym wrócił do lektury. W pewnym momencie jednak wstał, obszedł stolik i uderzył swojego partnera kilkukrotnie zeszytem w głowę.
- Ty... Ty dzieciaka sobie zrobiłeś?! - Zagrzmiał głos Chuuyi, przez którego przemawiała teraz głównie zazdrość. Co z tego, że jeśli nawet, to musiało się to albo stać przed odejściem Dazaia, albo w czasie czterech lat, kiedy się nie widywali? Zaraz rzucił przedmiot przed niego, na blat, po czym wrócił do swojej szklanki.
- Co masz na swoje usprawiedliwienie? Znasz tego dupka. Przylazł tu, żeby mnie pilnować za ciebie? I... Zrobiłeś dzieciaka. Nie wierzę. - Oparł skronie o dłonie, zaś łokcie o blat i pokręcił głową. Dazai zdecydowanie go zawiódł. Nieważne, że nic z podejrzeń Chuuyi nie było prawdą.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Widział po reakcjach Chuuyi i jego oczach rosnące zdenerwowanie. Gorzko pomyślał, że może w końcu wyszło mu to, czego próbował tyle razy bez powodzenia - zrażenie do siebie młodzieńca tak mocno, że ten zechce już nigdy go nie widzieć. Akurat kiedy coś zaczęło im się układać. Ale nie mógł się teraz wycofać, nawet jeśli chciał po prostu wyjść i dać mu ochłonąć.
- Umiesz? Nawet w takim stanie? Jestem pod wrażeniem - odparł wesoło, nie przestając się uśmiechać, patrząc jak Chuuya pogrąża się w lekturze. To była jego szansa, w końcu pijany rudzielec mniej się pilnował i była większa szansa, że coś z niego wydusi odnośnie treści notatnika. Na pewno o wiele łatwiej, niż jakby miał być trzeźwy. Nie ukrywał, że najbardziej ciekawiło go, czy obcy napisał coś o wywiadzie w Agencji, który nadal wydawał się Osamu podejrzany.
A przynajmniej tak było, dopóki Chuuya nie zaczął go okładać notatnikiem.
Był tak zaskoczony podobnym gestem, że zdążył jedynie zasłonić się dłońmi,próbując powstrzymać jego atak. Już łatwiej byłoby mu uniknąć celnego, mocnego ciosu, w końcu tyle lat był partnerem Nakahary, że umiał przewidzieć jego ruchy. Ale z pewnością nie spodziewał się czegoś tak chaotycznego i będącego raczej daniem ujścia gniewu niż faktyczną chęcią zranienia go.
- C-co? - spytał zdezorientowany, słysząc jego słowa. - Ja wcale nie... - Nie wiedział nawet, co powiedzieć. On i dziecko? Co prawda skłamałby,mówiąc, że nigdy nie zbliżył się do kobiety, ale chyba powinien coś wiedzieć, jakby miał dziecko.
Siadł naprzeciw Chuuyi i wziął notatnik ostrożnie, zerkając na mężczyznę, jakby chciał się upewnić, że ten nie planuje nic pokątnego, ale widocznie był zbyt... zły, rozżalony bądź pijany, by planować zdzielenie go przez łeb. Szybko przejrzał wpisy, starając się zachować kamienną twarz. Pierwsze, na co natrafił, to nazwisko Poe - ten mógł coś wiedzieć, choć z tego, co William pisał, spotkanie było raczej przypadkowe. Wpis o wywiadzie tylko potwierdził jego podejrzenia, że chodziło o coś zgoła innego niż wpis do czasopisma. Nazwisko Orwell również zostało zanotowane, choć brzmiało obco. Dopiero potem nastąpił wpis, o którym mówił Chuuya - i na nim się zawiesił. Przeczytał to kilka razy, po czym spojrzał na kapelusznika.
- Nic nie wiem o żadnej córce... a jak ma moje zdjęcia, to chyba o takich powinienem wiedzieć, prawda? No, chyba że uważasz, że jej matka mi zrobiła i dała... ale... policz lata, Ślimaku. William pisał, że wysłał ją do Agencji, bo chciała tam pracować. Muszę porozmawiać z szefem, ale nie wysłałby tam kilkulatki. Najmłodszą osobą w Agencji jest Kyouka, która jest z nami, bo nie miałaby się gdzie podziać po tej całej aferze i Atsushi za nią poręczył. Ale nawet ona ma czternaście lat. Jakbym miał być jej ojcem, musiałbym zostać mając osiem, dziewięć? Myślisz, że trzylatkę ten gość wysłałby samą do Agencji, bo chce tam pracować? - Utrzymywał z nim kontakt wzrokowy, przynajmniej się starał, chcąc mu pokazać, że to musi być kłamstwo bądź pomyłka. - Jak szukała ojca, może jest do mnie podobny. Albo szukała właśnie mnie, a historyjka z ojcem była wymyślona, by wzbudzić współczucie i chęć pomocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
No dobra. Może i miał trochę racji... Albo po prostu chciał okłamać Chuuyę. W zasadzie spotkanie ze wzmiankowaną w notce Yuuko mogło być bardziej metaforyczne, sądząc chociażby po tym, że William nie pisał raczej jak osoba nieinteligentna, ku zgrozie Nakahary. Cmoknął z niesmakiem, jednak trudno określić, czy na myśl o tym, że Dazai ma rację, czy o tym, że nie miał wcześniej do czynienia z kretynem. Może gdyby jego spotkanie z obcokrajowcem nie odbyło się tak burzliwie, to mogliby nawet nawiązać pozytywniejsze...
... Nie.
Coś mu gniło w państwie duńskim, to jest, coś mu się nie zgadzało w tych notatkach. Pociągnął znowu dziennik do siebie i tym razem starał się poświęcić większą uwagę zapisanym weń słowom. Zmarszczył brwi, bo zdecydowanie coś mu nie grało, tylko... Co? Uderzył tym razem lżej dłonią w blat i westchnął ciężko, opróżniając przy tym szklankę.
- Słuchaj no... nie wydaje ci się dziwne, że on udawał dziennikarza tam u was? I że wysłał do was kogoś, żeby potem się dowiedzieć, co i jak? A ten cały Robert? Szuka Księgi. Pewnie z nimi współpracuje.
- Potarł skronie, jakby chciał pobudzić mózg do sprawniejszego działania, po czym leniwie rozejrzał się. Cała wrzawa związana z niedawną walką już przycichła, a skład klienteli został względnie wymieniony i przetasowany. Jedynym śladem szarpaniny był nieszczęśnik barman, który zbierał pozostałości potłuczonych przez rzut Williamem na odległość. Chuuya westchnął i dźwignął się z siedziska, by podejść do nieszczęśnika. Pierwszy objaw posiadania mózgu - okazuje współczucie i skruchę, wow. A Dazai niech pomyśli w międzyczasie.
- Weź wstukaj ile tam straty wynoszą, to wam to od razu opłacę. - Wskazał na ladę i na czytnik kart, a gdy barman to zrobił, Chuuya przybliżył swoją kartę i raz dwa było po wszystkim. Zaraz jednak wrócił do Dazaia.
- I co, panie mądry? Jakieś pomysły?

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Dazai czekał, z kamienną miną wpatrując się w Chuuyę i wyczekując jego reakcji. Miał nadzieję, że ten mu uwierzy, w końcu faktycznie nie kłamał. Nie chciał zawieść zaufania mężczyzny, nie teraz i nie z takiego powodu. Czekał cierpliwie, gdy ten wrócił do lektury, nawet nie drgnął i się nie odezwał, wiedząc, że to szybciej może zepsuć wszystko niż jakkolwiek pomóc.
- No co ty nie powiesz, naprawdę podejrzane, chibi? - spytał, choć już z milszym uśmiechem, bez kpiny. Widać Chuuya nie chciał drążyć tematu, co raczej świadczyło dobrze. W końcu rudzielec nie należał do osób, które łatwo odpuszczały i udawały, że nic się nie stało. Nie chciał cieszyć się na zapas, ale odetchnął cicho w duchu.
- Tego głównie szukałem. W czasie wywiadu już widać było, że coś jest na rzeczy, ale nie miałem żadnych punktów zaczepienia, by to sprawdzić. Teraz przynajmniej wiem na pewno. Jeśli chciał komuś przekazać informacje, najprawdopodobniej stoi za tym coś większego, nie jest sam. - Zamilkł na moment, by rozważyć, jak najlepiej to rozegrać, dając tym samym czas Chuuyi na uregulowanie rachunku. Jeśli William był jedynie członkiem jakiejś większej organizacja, sytuacja mogła znów potoczyć się jak przy walce z Gildią czy Szczurami. Coraz więcej ludzi było zainteresowanych Księgą, a plotki o niej stawały się coraz szerzej znane. A to było coś, czemu warto by się przyjrzeć.
Swoją drogą czemu nie wiedział nic o dziewczynie, która chciała do nich dołączyć? Albo jeszcze nie trafiła w progi Agencji, albo faktycznie odsuwano go od informacji. Jednak podejrzenia o zdradę mocno dawały się we znaki, a z lekkim wstydem musiał przyznać, że przez ostatnie dni mało sam interesował się sprawami w pracy. Wciąż myślał o przypadku Chuuyi i zastanawiał się, czy Alek byłby jednak skłonny mu pomóc, ale nie mógł do niego zadzwonić po ich ostatnim spotkaniu. Cóż, było jeszcze kilka sposobów na zdobycie informacji... Trzeba by chyba którąś wypróbować.
Póki co jednak musiał zadbać o bieżące sprawy, więc wykorzystując nieobecność rudzielca, zrobił szybko zdjęcie wpisów, chcąc mieć je przy sobie, gdyby potrzebował coś powtórzyć. Gdy mężczyzna wrócił, telefon był już z powrotem w jego kieszeni, a Dazai z uśmiechem wręczył partnerowi notatnik.
- Masz, zachowaj. Sprawy Agencji zostaw mnie. Znajdę tę Yuuko i wypytam ją dokładnie o Williama i... i o co chodzi z moim zdjęciem. Ty za to sprawdź tego Roberta - z wpływami mafii szybko znajdziesz Szkota prowadzącego sklep zielarski. Nawet jak dużo uprawnień ci obcięli, tego nie powinni uznać za znaczące. Dowiedz się od niego wszystkiego, co wie o Williamie i Księdze. A potem daj mi znać, czego się dowiedziałeś i nie martw się, też podzielę się z tobą informacjami. W końcu siedzimy w tym razem, prawda, partnerze? - Uśmiechnął się zawadiacko, ale zaraz znów przybrał poważną minę. - Jeśli robili zdjęcia Agencji, to po to, by poznać rozmieszczenie budynków. Czyli najprawdopodobniej to oni stali za włamem do nas, a więc najpewniej i do was. Te informacje mogą nas obu oczyścić. Jak znajdziesz na to jakieś dowody, pokaż Moriemu. Twoje ograniczenia nie sprzyjają dalszemu szukaniu winowajcy, więc im szybciej znikną, tym lepiej.
Położył mu dłoń na ramieniu i wstał. Uśmiechnął się lekko, ruszając w stronę drzwi.
- Ale najpierw wytrzeźwiej, ślimaku! Ale jestem pod wrażeniem, jak raz twoje bójki na coś się przydały! - Pomachał mu jeszcze i wyszedł z lokalu.

|zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Pub
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Isogo-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.