Share | 
 

 Szpital

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Admin
Liczba postów : 71
Join date : 26/09/2016
avatar

Wielopiętrowy budynek stojący na południu miasta. Znajduje się tam najbardziej zaawansowany sprzęt do wszelkich zabiegów, od chirurgicznych, przez neurochirurgiczne, kardiochirurgicznych aż po położnicze. Czy potrzeba rentgena, zwykłego USG, EKG czy czegoś takiego, nie ma z tym problemu, ale można tu również robić bardziej skomplikowane operacje, choćby przeszczepy. Wykwalifikowana kadra jest dobrze przeszkolona i zawsze gotowa udzielić profesjonalnej pomocy, co wiąże się zresztą z adekwatnymi wypłatami. W piwnicach znajduje się również prosektorium.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Chuuya Nakahara od pewnego momentu po starciu ze swoim nowym znajomym przestał kontaktować. Nie czuł, jak został przeniesiony do karetki, nie czuł przewozu, nie słyszał sygnału ani nie odczuwał, że wokół niego są inni ludzie. Przed utratą przytomności nie czuł strachu ani niepokoju; co było faktem dość smutnym, ale prawdziwym, Chuuya przez pracę w Mafii przywykł do bycia doprowadzanym do podobnego stanu. Miałby może nawet nadzieję, że ten szaleniec nie rozszarpie go swoją Zdolnością, gdyby tylko miał na to siłę. Dość szybko ogarnął go dziwny spokój i świadomość, że może nadeszła już jego pora.
Ocknął się dopiero w jakimś łóżku, w otoczeniu bieli, czystości, szmerów i charakterystycznego zapachu, nie czując jednak już bólu. Był otępiały, czuł się trochę jakby miał gigantycznego kaca, nawet kłopoty z pamięcią się zgadzały, jedynie w bonusie dostał bycie podłączonym do jakiejś aparatury i inne cuda tego typu. Był w pozycji leżącej, jednak część łóżka, na której spoczywał jego tułów, ręce i głowa była nieznacznie uniesiona, co pewnie po dłuższym czasie okazałoby się dość nieprzyjemne, gdyby tylko jego ciało działało tak, jak zazwyczaj. Rozejrzał się po pomieszczeniu i nie dostrzegłszy nikogo, westchnął jedynie. Przywołał myślami ostatnie obrazy, które pamiętał jako ostatnie przed utratą przytomności - ciasna uliczka, walka, jakaś dziewczyna… Poczuł nieprzyjemny ścisk, towarzyszący zwykle uczuciu spadania i otworzył szeroko oczy. Musiał wiedzieć, czy udało jej się bezpiecznie uciec. Co jeśli była ranna?
- Prze… Przepraszam? - Odezwał się głośno zachrypniętym głosem. - Ktokolwiek? Muszę… Znaleźć kogoś… - Mówił dalej, mając nadzieję, że ktoś go usłyszy i tu przyjdzie. Musiał dokładnie wypytać o to, co działo się z dziewczyną, którą obronił przed tamtym człowiekiem. Czy udało mu się w ogóle? Ile widziała?



// Bram, Therese - Piszcie jak chcecie, ale ogólnie chodzi mi o to, że Stoker ma oboje przekonać, żeby nikomu nie mówili o tym, co się działo w tej uliczce i odkrył, czemu oboje tam byli. Poza tym byłbym wdzięczny za uleczenie rudego Zdolnością ;;;  Ogólnie Therese, jak chcesz to dołącz tutaj, jak nie to po prostu kiedyś chętnie cię zgarnę jako Chuya. Jakbyście potrzebowali jakiegoś dodatkowego punktu zaczepienia albo czegokolwiek to mówcie, a dopiszę.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 7
Join date : 06/08/2017
avatar
- Ojej, nieźle cię poturbowało - głos zabarwiony nutką przejęcia rozbrzmiał w szpitalnej sali, a jego właściciel nie wiadomo kiedy znalazł się tuż w progu sali. Spojrzenie fiołkowych oczu obserwowało postać pacjenta, a twarz nie wyrażała żadnych większych emocji. Zsunął niespiesznym ruchem kaptur ze swojej głowy, po czym wszedł w głąb sali pamiętając o tym, by zamknąć za sobą drzwi. Zbliżył się do łóżka przysuwając do niego również krzesło, po czym zajął na nim miejsce i w końcu poświęcił mu nieco więcej uwagi.
- Jak się czujesz? - zaczął od jak najbardziej adekwatnego do sytuacji pytania, choć wyczuć można było dokładnie, że lada moment jego dusza opuści to ciało i uda się w zaświaty. Zacmokał i pokręcił głową, po czym rozejrzał się w taki sposób, jakby ktoś miał mu zaraz wyjrzeć przez ramię i zobaczyć coś, czego nie powinien.
- Słuchaj, zrobimy tak.. - zaczął nieco ściszając głos, po czym powrócił wzrokiem na leżącego mężczyznę. Podwinął po chwili rękaw, po czym demonstracyjnie uniósł ją, wskazując na swój blady nadgarstek - Ugryziesz tutaj. Nie wybrzydzaj, bo to niegrzeczne, gdy ktoś proponuje ci pomoc. A potem porozmawiamy - dodał nieco łagodniejszym tonem, tak jakby tłumaczył dziecku instrukcję działania zabawki i przestrzegał przed jej zepsuciem. Choć wiedział, że sposób ten niezbyt przypadnie Chuuyi do gustu, jednakże z dwojga złego lepiej było go ugryźć i pokrzywić się od posmaku krwi, niżeli leżeć tu zdecydowanie za długo.
- No, nie wstydź się - powiedziawszy to podniósł się, jednocześnie nienachalnie przybliżając do niego swój nadgarstek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Niemalże podskoczył ze strachem, kiedy zauważył dziwnego jegomościa, który ni stąd ni zowąd pojawił się w jego sali. Zmarszczył brwi i bardzo dzielnie zwalczył w sobie potrzebę odpyskowania, jedynie przewracając w reakcji na jego słowa oczyma. Cudownie, nie dość, że go "poturbowało", to jeszcze był skazany na bardzo ograniczone ruchy w towarzystwie jakiegoś niepokojącego dziwaka. Wiedział, że w razie czego obroni się przed atakiem, który zakładał z góry właściwie przez odruch i automatyczne wpychanie każdemu swojego myślenia i zachowań, ale jak raz wolał sobie oszczędzić dodatkowych nerwów.
I już miał nawet odpowiadać na jego pytanie, kiedy nagle sprawy przybrały obrót, którego absolutnie się nie spodziewał.
- Ty kurna zwariowałeś. - Mruknął tylko, patrząc na mężczyznę tak, jakby się przesłyszał i nalegał spojrzeniem, by ów się powtórzył. - Wiesz, że to wygląda dziwnie? Jakbyś chciał mnie czymś zarazić. Ty w ogóle tu pracujesz? Dotknij mnie a wyrwę ci łapy. Niby w czym ma mi to-- - Wypowiedź wręcz ociekającą jadem i nieufnością przerwał napad kaszlu, któremu towarzyszył otępiały ból. Środki użyte na nim wciąż działały, a poza bólem tłumiły nieco zmysły i przyćmiewały wściekłość. W reakcji na kaszel oczy Nakahary zaszły łzami, a on chwilę łapał gwałtownie powietrze.
- Jak to ma... Mi pomóc? - Wycharczał, patrząc to na wyciągniętą ku niemu kończynę, to na twarz mężczyzny. - A... niech to diabli, jak mi zaszkodzi, to cię załatwię. - Warknął, zaraz chwytając niedelikatnie jego rękę i wgryzając się w nią do tego stopnia, że poczuł pod zębami posmak krwi. Po jakimś czasie odsunął od siebie kończynę jakby niepewnie i mając gdzieś w głowie paniczną nadzieję, że to jakiś Obdarzony chcący mu pomóc, a nie jakiś zboczeniec roznoszący choroby weneryczne.
- Co to... miało mi dać?

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 116
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Tuż po całym zajściu przy Sklepiku na głowie Therese było tylko jedno. I nie, nie była to troska o własną skórę, tylko o rannych w tej walce, z jakiegokolwiek powodu by nie walczyli. Nie obchodziło ją też czy były w to uwikłane jakieś nielegalne interesy, o których się w Yokohamie mówi. Ona chciała tylko być pewna, że tym dwóm panom nic się nie stało.
Dlatego też była naprawdę smutna, kiedy okazało się, że nie może pojechać z Chuuyą do szpitala. Mogłaby... Pomóc, cokolwiek. Coś zrobić. A wręcz czuła, że coś musi zrobić, dlatego jak tylko lekarze stwierdzili, że nic jej nie jest, zapytała się z jakiego szpitala są i ruszyła kupić kwiaty. Zwyczaj bowiem nakazuje, by choremu w geście dobrej woli dawać kwiaty, a im piękniejsze, tym większe szanse, że powróci szybko do zdrowia. Dlatego też udała się do okolicznej kwiaciarni i kupiła barwny bukiecik, za który jednak trochę pieniędzy zapłaciła. Musiała w tym zakresie polegać na wzroku sklepikarki, która dobrała kolory pełne życia, jaskrawe, a także na swoim węchu. Głupio by było dać kwiaty, które nie pachniały dobrze.
Z takim oto pięknym bukiecikiem weszła do szpitala i zaczęła wypytywać się o rudego pana w kapeluszu z ciężkimi obrażeniami. Po całkiem sporej dozie pytań i tłumaczeń, bo w końcu nie była ani rodziną, ani bliską przyjaciółką Chuuyi, a także wałęsania się, bowiem była niewidomą i to na dodatek w obcym środowisku, znalazła odpowiednią salę. Pozwolono jej wejść, bo pacjent już czuł się dobrze i jego stan był stabilny. Stanęła przed drzwiami, poprawiła jeszcze bukiecik zgodnie z swoim zmysłem dotyku, wymacała klamkę i otworzyła drzwi, po czym weszła do środka z uśmiechem.
- Bonjour Monsieur! - Powiedziała wesoło, spoglądając tam, gdzie powinien być Chuuya. Czyli w zasadzie w kierunku łóżka... W teorii. Najlepiej pominąć już fakt, że mogła się przywitać z Bramem i potem go olać, no cóż. Zaraz pewnie i tak ogarnie, że ktoś poza rannym jest w pomieszczeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 7
Join date : 06/08/2017
avatar
- No, dawaj. Narzekaj dłużej, a zaraz wyplujesz sobie płuca - pokręciwszy głową westchnął wyczekująco, szykując się już do wciśnięcia wręcz między jego zęby swojego nadgarstka. Z zadowoleniem jednak po chwili mógł przyglądać się, jak ten wykonał polecenie; nie okazał jednak swojej euforii, nieznacznie krzywiąc się pod uczuciem rozgryzania swojej skóry. Nie trzeba było nawet przeciągać całego procederu. Odciągnął swój nadgarstek, zaraz też wyciągając z kieszeni płaszcza materiałową chusteczkę, którą zaraz otarł nadgarstek i upewnił się, że mankiety białej koszuli przypadkowo nie ubrudziły się. Może odrobinę, ale.. tak właściwie miał pełno takich koszul, choć też nie do końca o to chodziło. Postanowił przełknąć fakt, że czerwona plamka zdobiła jasny materiał i cóż.. Skierował łaskawie swoją uwagę na leżącego poszkodowanego.
- Co to miało ci dać? Krótszy pobyt w szpitalu, tak mi się zdaje. I zdecydowanie mniej cierpienia - powiedziawszy to zaraz zajął ponownie miejsce na krześle. Jak zwykle po wszystkim następowało pogorszenie się jego samopoczucia. Wolał jednak zająć miejsce na tym niewygodnym krześle, niżeli rozłożyć się jak długi na podłodze, gdyby jego ciało do takiego stopnia zaczęłoby stawiać opór.
- Czy ja wyglądam na jakiegoś podejrzanego typa, który rozsiewa jakieś niezidentyfikowane choróbska? - fuknął niesamowicie urażony tą myślą, choć.. tak, Bram. Właśnie na kogoś takiego wyglądasz, a twoje zachowanie tylko to potwierdza. No nic.
Chciał ponownie otworzyć usta, kiedy w pomieszczeniu usłyszał kobiecy głos. Skierował spojrzenie w kierunku drzwi, by ujrzeć młodą kobietę. Zmierzył ją wzrokiem od stóp do głów, jak to miał w zwyczaju. Kultura nakazywała by mu wstać i się przywitać, jednak na ten moment wolałby nie ryzykować, więc został na swoim miejscu.
- Dzień dobry - odezwał się nagle, chcąc też powiadomić o swojej obecności. Nie mógł wstać, ale przywitać się nie zaszkodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Raz kozie śmierć, a do kóz Chūya odczuwał pewną sympatię, która nie wiadomo skąd się wzięła. Mimo wszystko gryzł drugiego mężczyznę - który wyglądał mu teraz jak muzyk pokroju jakiegoś chemicznego romansu czy czegoś w ten deseń - choć robił to bardzo niepewnie, jakby do ostatniej sekundy spodziewał się, że ten zaraz wykrzyknie z zachwytem coś na temat groźnej infekcji. Naprawdę wyglądał na osobę, która by to zrobiła, a jednak… Jednak Nakahara powoli zaczynał czuć się lepiej. To niemożliwe, by rany i obrażenia wewnętrzne zagoiły się i zregenerowały w ciągu zaledwie chwili, ale przynajmniej ból powoli ustępował. I tak był dość słabo wyczuwalny przez leki, ale teraz? Teraz naprawdę zaczynał zanikać.
- Czyli to Zdolność. - Skwitował, z niejakim obrzydzeniem ocierając wargi z ostatnich kropli krwi. Nie bał się widoku czerwonej cieczy, był przecież do tego przyzwyczajony, ale żywienie się cudzą wciąż wydawało się odrażające. Czuł się dobrze fizycznie, jednak w myślach pozostawał pewien niesmak, który wywołał u Chūyi wzdrygnięcie się z obrzydzeniem. Z drugiej strony rudy mężczyzna pomyślał - już jako mafijny zwierzchnik, a nie jako poszkodowana pierdoła - że jeśli faktycznie była to Zdolność lecząca, to może powinien zaproponować mężczyźnie miejsce w szeregach Mafii.
- Tak, wyglądasz. - Warknął, zmrużywszy z irytacją oczy. Widocznie wracał do formy, jednak to wciąż nie był ostateczny etap regeneracji, o czym świadczył brak pogróżek i przeklinania. Albo mówienia po francusku, jednak z tego został wyręczony przez…
- To, uch, ty… - Mruknął, ale z jakiegoś powodu nawet się uśmiechnął na widok dziewczyny. Nie wiedział, czym było to spowodowane; w końcu w drodze do szpitala nie mieli możliwości sobie poplotkować, więc nawet nie miał szansy zorientować się, jaką osobą tak naprawdę jest.
- Bonjour, mademoiselle. Parlez-vous français? Fantastique… - Powiedział zupełnie już ignorując obecność domniemanego doktora. Nieczęsto miał okazję porozmawiać z kimś w tym pięknym języku, więc jego serce, choć skryte za boleśnie i gwałtownie gojącymi się ranami, cieszyło się najmocniej jak tylko mogło.
- Merci beaucoup à vous pour aide. - I tu by się ukłonił, ale dalej poruszanie się w jakikolwiek sposób było dla niego bolesnym doświadczeniem.
- Je m’apelle Nakahara Chūya et… excusez-moi pour donner du souci à vous. - Nie wydawało mu się, by faktycznie kobieta odbierała tamtą sytuację jako prawdziwy problem dla siebie. Wydawała mu się zbyt dobra, wręcz krzyczała całym swoim istnieniem, że bije od niej dobro i serdeczność… A jednak, jeśli w jakiś sposób Mafia dowie się, że dziewczę ma powiązania z domniemanym zdrajcą, mogłaby wpaść w kłopoty. Nie chciał sprowadzać ich tak naprawdę na nikogo, nawet na tego dziwnego sklepikarza, który spuścił mu siermiężny wpierdol, choć chętnie by sobie z nim pogadał tak czy inaczej.
Spojrzał na drugiego mężczyznę tak, jakby dopiero sobie przypomniał, że ten w ogóle istnieje i jego mina delikatnie zrzedła. Trochę poczuł się źle z tym, że tak właściwie go olał - wszak poza byciem mafijną maszynką do mordobicia był też kulturalną osobą, stawiającą wysoko savoir vivre - ale mimo wszystko dalej postrzegał go jako dziwaka. Ponadto w pewien sposób żałował pojawienia się dziewczyny; gdyby nie ona, może mógłby powypytywać o to, kim jest, ale póki o niej samej wiedział tyle co nic, wolał nie zagadywać nikogo na temat świata podziemnego.
- Tamte obrażenia nie były ciężkie, tylko… obiłem sobie głowę trochę. - Powiódł spojrzeniem ostrożnie między obojgiem nieznajomych i ostatecznie znowu zatrzymał je na długowłosym brunecie. Starał mu się w ten sposób przekazać, że nieważne, skąd wie o nim samym i o tym wypadku, nie powinien mówić o tym przy dziewczynie.
- Także myślę, że niedługo mnie wypuszczą. Prawda, doktorze? - Spytał, wyraźnie akcentując tytuł, jakim określił obcego. Chciałby się potem dowiedzieć, czy przynajmniej miał naprawdę do czynienia z lekarzem. - Proszę się nie martwić, jestem dość wytrzymały. Ale dziękuję za wizytę. - Swoją drogą, właśnie dotarło do niego, że dziewczyna zwróciła się tak właściwie tylko do niego na początku swoich odwiedzin. Czyżby nie widziała tego drugiego?




Francuski:

Dzień dobry, panienko. Mówisz po francusku? Fantastycznie… Bardzo panience dziękuję za pomoc. Nazywam się Nakahara Chūya i… Proszę mi wybaczyć za sprawienie kłopotu panience.

(Jakby ktoś był bardziej obeznany z językiem i zauważył błędy, to proszę, zwróć mi uwagę.)

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 116
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Jako, że wpierw odezwał się Bram, z którego obecności z całkiem oczywistego powodu nie zdała sobie sprawy, od razu obróciła się i w jego kierunku i lekko ukłoniła.
- Bonjour monsieur! - Powiedziała wesoło i z uśmiechem, w końcu jej duszyczka z reguły jest radosna.
Zaraz potem jednak odezwał się Chuuya... Po francusku. Trochę zdziwiło to Thérèse, która bynajmniej nie spodziewała się tego, że ktoś z obecnych odezwie się do niej w jej ojczystym języku. Było to jednak miłe zaskoczenie. Można rzec, że był to miód na uszy dziewczyny, która dawno nie słyszała by ktokolwiek poza nią w jej języku mówił.
- Ça n'est pas grave! Je m'appelle Husson Thérèse-Adèle, c'est un plaisir de vous rencontrer! - Mówiła w kierunku Chuuyi, cały czas się uśmiechając i to nawet szerzej niż poprzednio. Wyglądała trochę jak rozweselone dziecko, które spotkało kogoś bliskiego.
Trochę jej mina zrzedła kiedy przypomniała sobie o trzeciej osobie w pomieszczeniu poza nią i Chuuyą. Zrobiło jej się po prostu trochę głupio, bo niekoniecznie tamta osoba znała francuski.
- Cieszę się, że nic się monsieur nie stało. - Powiedziała już po japońsku, dalej skupiając się na osobie mafioza. Zarazem przybliżyła się i wręczyła, lub położyła mu na łóżku, w zależności od tego jak zareaguje, kwiaty, po czym ponownie się uśmiechnęła.
- Życzę monsieur szybkiego powrotu do zdrowia i tego, by taki wypadek się już monsieur nie zdarzył. - Rzekła, spoglądając na niego z twarzą może odrobinę za blisko, z czego nie zdawała sobie sprawy. W końcu była niewidoma i trochę ciężko jej było wyczuć czy jest za blisko, czy w akurat dobrej odległości od czyjegoś oblicza.




Francuski: "Dzień dobry Panu!", "Nie ma problemu! Nazywam się Husson Thérèse-Adèle, miło mi poznać!"

Brane z podstawowych sentencji po francusku, jak coś to proszę mnie poprawić
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Tak, zdecydowanie opcje były dwie; albo dziewczyna była ekstremalnie roztrzepana i tak bardzo chciała pogadać z Chūyą, że aż zignorowała istnienie lekarza, albo faktycznie była niewidoma i się nie spodziewała pobytu drugiego mężczyzny w sali. To z kolei wydało mu się dość dziwne, bo jeżeli pytała o to, gdzie może znaleźć Nakaharę (który w stanie półprzytomności najwyraźniej musiał jej coś o sobie powiedzieć w czasie drogi do szpitala), to w recepcji chyba powinni jej powiedzieć, że może mieć wizytę lekarza. Możliwe, że jego pierwszy gość nie pracował tu bądź nie przestrzegał jakichś procedur. Chūya nie kojarzył zbyt dobrze sposobów działania zwykłych szpitali, był bowiem częstszym bywalcem mafijnej  jednostki medycznej. Miejskie placówki budziły w mężczyźnie raczej skojarzenia z filmami i serialami bądź dramami telewizyjnymi, więc najprawdopodobniej miał wypaczone zdanie na ich temat.
Mruknął z zadowoleniem, widząc reakcję dziewczyny na swój francuski. Był bestią niesamowicie próżną i uwielbiał wszelkie formy pochwały, a nic tak nie łechtało jego ego jak entuzjastyczne podejście do jego własnoręcznego trudu. Był wszak też samoukiem, który - nie kryjmy tego - smykałkę  do języków miał i to dość niezłą.
Z każdą chwilą jednak coraz mocniej coś chwytało go za gardło i sprawiało, że odczuwał narastające poczucie winy. Każdy ruch dziewczyny, każde słowo i drgnięcie widoczne na jej twarzy sprawiało, że Nakahara zaczynał się zastanawiać nad tym, co zrobił. Pal licho tego sklepikarza - choć fakt faktem, jego intencją nie było skrzywdzenie go - w tej chwili Chūya nie chciał jedynie, by cokolwiek złego dotknęło panienkę Husson. Przez zmęczoną twarz leniwie przeszło intensywne zmartwienie.
- Ah- merci, mademoiselle... Nie trzeba było. - Powiedział nieco zmieszany, jednak skutecznie oderwany od swoich myśli. Ale zdecydowanie gest był przyjemny w odbiorze, szczególnie, że znowu przywoływał ciepłe skojarzenie ze zwyczajami pochodzącymi z zachodniego kina. Kwiaty przejął, a i swoją drogą niezbyt przyzwyczajony był do otrzymywania takich podarków, więc tym chętniej odebrał ten miły akt.
- Nie ma czym się przejmować, a ten wypadek... Parę złych osób w złym miejscu. Mało prawdopodobne, by do czegoś takiego doszło po raz kolejny. Mogłem panienkę przestraszyć reakcjami, ale to przez fakt, że byłem w szoku. - "Proszę, uwierz w to" - Także... nie ma się czym przejmować. Jednakże chętnie spotkałbym panią któregoś dnia na kawie bądź czymś podobnym. - Spojrzeniem powiódł znowu na twarz dotychczas milczącego Obdarzonego. Zawahał się i sięgnął po telefon, który spodziewał się zastać na stoliku obok, po czym uniósł go, starając się, by nie wydać przy tym żadnego dźwięku. Wzrok mężczyzny cały czas przechodził z Thérèse na urządzenie i na odwrót. Zamarł, bowiem akurat wtedy się przybliżyła, i zaklął w myślach.
- Jeżeli nie będzie to przejawem nadmiernej śmiałości wobec panienki, chciałbym poprosić o podanie mi adresu, pod jaki powinienem wysłać maila z propozycją spotkania bądź numer, na jaki miałbym zadzwonić. - Jeśli Thérèse widziała, jak brał telefon, to miał teraz pewne alibi odnośnie tego gestu. Po spisaniu ewentualnie podanych danych, Nakahara przyciemnił ekran, włączył aplikację z notatnikiem i napisał w niej: "Odnoszę wrażenie, że nasza towarzyszka nie widzi zbyt dobrze. Dla pozorów staraj się rozmawiać normalnie, ale ważniejsze dla naszej sprawy informacje przekazuj tak. Jakichkolwiek nie masz zamiarów, zakazuję ci i z kimkolwiek pracujesz zbliżania się do tej dziewczyny. W zamian za to oferuję odpowiedzi na pytania i zostawienie sklepikarza w spokoju, bo mam przeczucie, że przez niego tu jestem. Kategorycznie odmawiam rozmowy na temat Mafii. "
Po czym przekazał Stokerowi telefon. Gdy jednak dogadali się, przybyła pielęgniarka, mówiąc, że Therese i Bram powinni póki co dać wypoczywać pacjentowi i poprosiła, by wyszli z sali, bo jest już późno. Therese została potraktowana z tym większym naciskiem, że już dochodził koniec odwiedzin, natomiast Stoker (jeśli faktycznie tam pracował), został poproszony o pomoc przy kimś innym.

// Thérèse, pisz jakby co, bo nie wiem co z Bramem w końcu. Bram, jeśli wyjdzie, że do końca wątku nie będziesz mógł napisać, to po prostu załóżmy, że swoją wiadomością zamkniesz wątek i po prostu napiszesz o dogadywaniu się z Chuyą.

Zt za całą trójcę.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Szpital
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Recepcja
» Szpital i pogotowie
» Szpital
» Szpital psychiatryczny im. Michaela Cherrisha
» Szpital Magnolii

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Isogo-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.