Share | 
 

 Hakkeijima Sea Paradise

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 2 1, 2  Next
Admin
Liczba postów : 70
Join date : 26/09/2016
avatar

Yokohama Hakkeijima Sea Paradise est stosunkowo młodym parkiem rozrywki, wzniesiono go bowiem dokładnie 22 lata temu - ósmego maja 1993 roku. Składa się on z akwarium, które uraduje duszę każdego maniaka życia w wodzie, luksusowego hotelu Hakkeijima, centrum handlowego Seagull Paradise, mariny oraz części przeznaczonej na rozmaite atrakcje. Osobliwością Hakkeijimy jest jej typ - jest to bowiem park typu "pay-as-you-go", a mówiąc po ludzku: nie ma tu żadnych opłat za wstęp, żadnych bramek ze strażnikami. Klienci mogą tu wykupić wstęp na cały dzień bądź zapłacić osobno za pobyt na każdej atrakcji. Jako szósty największy tego typu park w Azji Hakkeijima dostarcza olbrzymich zysków swoich właścicielom...a jednocześnie jest znakomitym miejscem, gdy chcesz umówić się z dziewczyną, przekazać trefny towar albo jakieś informacje konkurencji, ewentualnie po prostu odpocząć od trosk codziennego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
W związku z tym, że praca Carlo obejmowała przede wszystkim wieczory i weekendy, zatem w zwykły dzień, jakim był czwartek, mógł sobie pozwolić na kontynuowanie zwiedzania miasta. Wciąż nie znał naprawdę wielu lokacji w Jokohamie, a mieszkał tu już od dłuższego czasu. Czuł się zagubiony, odzwyczaił się od dużych miast, a już w szczególności od ich centrów; trupa cyrkowa, do której należał przez kilka ostatnich miesięcy, obozowała głównie na obrzeżach, zaś miasteczko, w którym mieszkał przed wyruszeniem w świat, było dość niewielkie.
Dzisiejszym celem chłopca było miejsce o nazwie Sea Paradise, a pierwszym punktem, w którym chciał się zatrzymać, było tutejsze oceanarium. Zapłacił za bilet wstępu i gubiąc się kilka razy, a kilka kolejnych oglądając się na wszechobecne zabawki. Te były czy to nagrodami, czy to widniały na witrynach wszelkich sklepów mniej lub bardziej przylegających do marki tego miejsca. Otoczenie podobało mu się, chociaż żałował po części, że nie wziął ze sobą jakiegoś towarzysza, jednak poprzysiągł sobie, że przyniesie ze sobą przynajmniej kilka zabawek do domu. Ta myśl sprawiała, że jego marionetkowe serce rozgrzewało się, a twarz może nawet wykrzywiłby delikatny uśmiech, gdyby nie to, że unikał takich gestów.
Tak też chłopak dotarł do budynku oceanarium, gdzie nie dało się zignorować widoku wielu istot wodnych, tu ryb, tam fok czy lwów morskich, a tam... Czy to pingwiny? Carlo jak zahipnotyzowany podreptał do szyby, za którą balowały te zabawnie chodzące ptaki i stał, wgapiając się w nie z lekko otwartymi ustami. Pingwiny zawsze go jakoś bawiły i rozczulały, o ile o takich emocjach przy człowieku, który udawał marionetkę bez uczuć. W szybie zobaczył jednak też coś innego, a raczej kogoś. Zamarł, a mina momentalnie mu zrzedła, gdy twarz mężczyzny i jego wygląd połączył z człowiekiem, po którego wyruszył do Japonii. Żołądek Collodiego ścisnął się nieprzyjemnie, zupełnie tak, jakby patrzył z klifu na dno przepaści, a dłonie zaczęły drżeć. Obrócił się twarzą do mężczyzny i zaczął się w niego napastliwie wpatrywać. Czy to na pewno był on?
- Jak się wabi? - Odezwał się bez emocji do mężczyzny, nie mając pojęcia, że takie pytanie raz, że nie było dobrze sformułowane, dwa, że mogło zostać odebrane jako pytanie o imię któregoś z pingwinów. W końcu stali przy ich wybiegu...

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 80
Join date : 15/01/2017
avatar
Wolne popołudnie nie było dla pajaca taką okazją do świętowania, jak można by przypuszczać. Przede wszystkim wolne miał tylko o, Alek zaś musiał iść do pracy, więc nie mógł tego czasu spędzić z nim. Nie chciało mu się siedzieć w domu, uznał więc, że może porobi nieco sztuczek na ulicy, w końcu to lubił i nawet jak wielkich dochodów nie przynosiło, to sprawiało mu radość i okazję do ćwiczenia swoich umiejętności. Dlatego przebrał się w swój strój cyrkowca, umalował nieco twarz i wyszedł na miasto z poukrywanymi rekwizytami.
Po godzinie czy dwóch uznał jednak, że pora na odmianę i przechadzkę. Jak raz rozglądał się po okolicy zamiast łazić z głową w chmurach i z zaskoczeniem odkrywał coraz to ciekawsze rzeczy na znanych przecież dobrze drogach. Czy tu zawsze była ta urocza kawiarenka, która serwowała niesamowicie wyglądające torty? Ojej, a ta kwieciarnia miała naprawdę ogromny wybór i ślicznie ułożone bukiety, może następnym razem tu coś kupi!  O, a to Sea Paradise wygląda ciekawie, może by zajść i zobaczyć? Na pewno mają masę zwierzątek, a w końcu pajac ubóstwiał zwierzęta.
Tak właśnie wylądował w oceanarium, z głupim uśmiechem obserwując drepczące pingwiny. Bawiło go to, jak kołyszą się na boki, jakie odgłosy wydają i ich nieduże skrzydła, które służyły im raczej do pływania, nie latania. Dziwne to były stworzenia, czemu ptaki nie latały?
Nie otrzymał jednak znikąd odpowiedzi na to pytanie, sam za to usłyszał inne i to skierowane w jego stronę. Spojrzał z zaskoczeniem na wpatrującego się w niego młodzieńca. Intensywność spojrzenia nieco go zaskoczyła i musiał moment czy dwa zastanawiać się nad pytaniem.
- Wabi który? -spytał wesoło. Nawet nie przeszło mu przez myśl, że mogło chodzić o niego, w końcu o ludziach nie mówiło się, że się wabi! - Chociaż w sumie bez znaczenia,bo nawet nie wiem! Może na tabliczce jest napisane! - Zerknął na nią, tam jednak były informacje jedynie o gatunku, nie o indywidualnych osobnikach.
- Nienazwane, znaczy można nazywać! O Ten, tam duży, co się wyleguje na skałach, może być Bąblem, a ten tu bliżej, co tak śmiesznie idzie... jak chciałbyś go nazwać? - spytał radośnie, uśmiechając się szeroko do nowego znajomego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
Delikatnie zmarszczył brwi, słysząc pytanie mężczyzny. Jak to "który"? Carlo wlepiał w niego zabarwione na fiołkowo tęczówki, w których widać było póki co nieme pytanie. Czyżby chodziło o jakiś kod? Zamrugał, przekrzywił lekko głowę w bok i tak chwilę tkwił w milczeniu, aż do chwili, gdy mężczyzna zaczął mówić o pingwinach i o tabliczce. Co? Że niby gdzie miało co być napisane? Carlo zamrugał. Wciąż ni potrafił pojąć toku rozumowania mężczyzny, który z początku przez lata był jego wzorem do naśladowania, a aktualnie od kilku miesięcy był kimś, kogo Carlo obarczył winą za swoje niepowodzenia i nieszczęścia.
Mimowolnie jednak powiódł spojrzeniem najpierw do tabliczki, nad którą nieznacznie się pochylił się nad nią, odczytując łacińską nazwę gatunku. Kolejny, dłuższy już moment, po prostu wpatrywał się w nieloty o uroczych, pękatych brzuszkach i krótkich, niezgrabnych nóżkach zakończonych płetwiastymi stópkami i...
Bąbel?
- Hę? Że kto... - Mruknął cicho, przesuwając wzrokiem to po mężczyźnie, to po ptakach. Jeden z pingwinów kroczył w sposób tak dumny, że aż komiczny; poniekąd przypominał chłopakowi Charliego Chaplina i kreowane przez niego postacie za czasów kina niemego. Carlo wydał z siebie cichutkie, rozbawione prychnięcie, jednak nie pokazywał po sobie żadnych większych emocji. Spojrzał czujnie na pajaca.
- Charlie. Chcący nazwać Charlie. - Skinął głową, obserwując, jak pingwin potyka się, ślizga na lodzie i wpada do wody. Po trochu czuł się podobnie do zwierzaka, albo raczej do jego stanu sprzed wpadnięcia do wody. Czy potknie się? A jeśli tak, to czy jak nielot zgrabnie ucieknie spod przytłaczającej tafli?
- Nie szedłem, żeby nazwać pingwina. - Podjął cicho, z pozornym spokojem, gdy znowu skierował spojrzenie na starszego od siebie mężczyznę. Przygotowywał się na spotkanie z nim od długiego czasu, czemu towarzyszyły dość sprzeczne emocje, których Carlo nie potrafił pojąć.
- Yoshiro... Fujimoto? - Spytał powoli, czując, jak wszystkie mięśnie się w nim napinają w nieprzyjemny sposób. I znowu zapomniał o tym, że w Japonii kolejność jest inna... - Czy pamiętasz?

// Tak swoją drogą, to w rosyjskim człowiek teoretycznie może się wabić, na "mieć ksywkę" w przypadku ludzi i na "wabić się" jest jedno słowo :")

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 80
Join date : 15/01/2017
avatar
Yoshirou cierpliwie z niegasnącym uśmiechem czekał na odpowiedź mężczyzny. Nie popędzał go, w końcu nazywanie pingwina nie jest kwestią prostą. Co prawda nieco dziwił go wyraz dezorientacji na twarzy obcego, ale nie wnikał w niego, w końcu po głowie mogło mu chodzić wszystko!
- Chcący... - powtórzył lekko skonfundowany składnią. Choć w sumie po młodzieńcu widać było, że nie pochodzi on z Japonii, więc najpewniej to przez to. Cóż, nie żeby miało to znaczenie, w końcu liczy się to,jaką przyjemność daje rozmowa! - Charlie to ładne imię! Znałem nawet jednego Charliego, choć on sam do najładniejszych nie należał, ale za to jaki śmieszny! Umieliśmy rozmawiać godzinami w cyrku i zawsze się dobrze bawiliśmy.
Już miał się zabrać do szukania adekwatnych bądź przypadkowych imion reszcie ptaków, kiedy znów odezwał się młodzieniec. Pajac spojrzał zaskoczony, niezbyt rozumiejąc. Jak to nie po to przyszedł? Źle go zrozumiał? Już otwierał usta, kiedy usłyszał swoje imię... co sprawiło, że otworzył je jeszcze szerzej, przybierając mało mądrą minę.
- Znasz mnie? To jakaś sztuczka ze zgadywaniem imion, czy może o mnie słyszałeś? Ojej, nigdy nie sądziłem, że moje występy dadzą mi sławę! - Uśmiechnął się szeroko z zachwytem, zaraz jednak jego uśmiech nieco zbladł. - Ale zaraz, chyba nigdy się nie przedstawiałem w czasie występów... I przepraszam, chyba nie pamiętam, jeśli się spotkaliśmy... Kiedy to było, gdzie? Już w Japonii, czy wcześniej? W sumie nie wyglądasz na Japończyka, a ja dużo jeździłem, więc może gdzieś indziej? Ach, w sumie znasz moje imię, ale ja twojego nie! Zechcesz mi je zdradzić? - Uśmiechnął się szeroko, naprawdę ciesząc się, że mógł spotkać kogoś, z kim miał wcześniej kontakt. Nawet jak tego nie pamiętał. W końcu zawsze można sobie przypominać dawne czasy czy pierwsze spotkanie, czyż nie? No i tym razem postara się nie zapomnieć! Nad pamięcią trzeba w końcu pracować!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
Cyrk.
Carlo delikatnie drgnął na wspomnienie miejsca, tudzież grupy czy rodziny, do których tak bardzo chciał się dołączyć właśnie ze względu na Yoshirou. Wydawało się, że znowu uderzyła go niepewność, czego nie było widać po jego twarzy ani oczach. Wysłuchał historii o Charliem, spoglądając na pingwina, który zaś jego zdaniem nie pasował do obrazu, jaki zarysował przed nim Fujimoto. Nie wyglądał na najbystrzejszego ptaszka w gniazdku, ale z całą pewnością należał do dość ładnych przedstawicieli swojego gatunku. Na widok głupiutkiego stworka usta Carlo znowu delikatnie uniosły się ku górze.
- Sztuczka... - Powtórzył jak echo jedno ze słów, które do tej pory rozumiał najlepiej. Cenił Japończyków za liczne zapożyczenia z angielszczyzny, które sprawiały, że potrafił zrozumieć znacznie więcej. Niemniej jednak w tej chwili Collodi marszczył delikatnie brwi, nie nadążając za słowami mężczyzny, który zdecydowanie strzelał nimi zbyt szybko jak na standardy młodego Włocha.
- Nie występów. Po jednym z nich napotkałem cię, bo chętny do słuchania o cyrku.
- Powiedział powoli, w znacznym kontraście do tempa, w jakim mówił wyższy mężczyzna. I na pewno w większym stopniu ciszej niż on. Wcześniejsze porównanie jego stanu emocjonalnego do nieszczęsnego Charliego wpadającego do wody z kawałka w miarę stałego lądu wydawało się o wiele bardziej realne niż wcześniej. Carlo rzucił się na głęboką wodę.
- We... We Włoszech, sześć lat od tyłu... Carlo.
- Własne imię wymówił abominacją między wymową ojczystą a japońską, przez co wyszło mu coś jak "Karo", ale z dziwacznym tworem zamiast głoski "r". Wziął płytki oddech. Żadnych nadmiernych, zbędnych ruchów. - Carlo. - Powtórzył wyraźniej, powoli nabierając też odwagi na podjęcie tematu tak, jak od dawna planował.
- Cyrk, dołączyłem zgodnie z radą. - Mruknął, zaraz jednak odwrócił wzrok od mężczyzny w dość dyskretny i wskazujący jedynie na obojętność sposób.
- Czy sprawisz, że szybko będę bogaty? - Spytał z wahaniem, chcąc przeprowadzić swój mały test zaufania.

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 80
Join date : 15/01/2017
avatar
Pajac, jako że nie należał do najbystrzejszych osób, miał więc problemy z załapaniem toku myślowego rozmówcy. Nie pomagała też mimika mężczyzny, a raczej jej brak. Choć ten nie mówił szybko, miał wrażenie, że nieco nie nadąża, zwłaszcza że specyficzny sposób wypowiadania się nie przypominał zdań, do których przywykł, więc musiał sobie je analizować w głowie. Ale przynajmniej miał potwierdzenie, że ten zna go z występów! Przynajmniej pośrednio. I... czy on mówił, że dołączył do cyrku? Na to Yoshirou rozpromienił się, w końcu właściwie nie miał okazji spotkać ludzi z tej samej profesji co on. No, przynajmniej w tej pracy, mafia to co innego, tam rzadko działał sam. A tu proszę, cyrkowiec! Ktoś, kto mógł z nim porozmawiać na te tematy, może podzielić się radami, a może dałoby się nawet organizować jakieś wspólne treningi! To brzmiało rewelacyjnie.
- Sześć lat... nie pamiętam, co robiłem sześć lat temu, niestety... Przepraszam, nie przypominam sobie. - odparł z nieszczęśliwą miną i faktycznie był niepocieszony swoją pamięcią. Co prawda jeśli był to przelotny kontakt, to miał może prawo nie pamiętać kogoś sprzed tak dawna, ale to nie zmieniało faktu, że żałował bardzo. W końcu ta osoba jakoś mogła go rozpoznać nawet po takim czasie, a on nie?
- Z radą, czyją radą, w sensie moją? Radziłem ci to? - Patrzył z uśmiechem, z początku zaskoczony, zaraz jednak mu to przeszło. No pewnie, że zachwalał ludziom życie w cyrku! Było się wolnym, podróżowało się, napotykało wielu nowych ludzi i nigdy się nie nudziło. Tak własnie wyglądało jego życie i nie miał powodów sądzić, że może być inaczej. W końcu cyrk to miejsce, które ma wywoływać uśmiechy, czyż nie?
Za to kolejne pytanie mocno go skonfundowało. Skąd nagle takie i jak miałby uczynić go bogatym? Czy miał na myśli opłacalność występów w cyrku? Czy może chciał po prostu jakieś pieniądze? Nie, nie wyglądał na takiego. Pajac wgapiał się przez chwilę w niego z miną pełną tępoty i niezrozumienia, nim w końcu odpowiedział nieco wolno, zwłaszcza jak na niego.
- Chyba nie bardzo wiem jak! Nie da się tak bardzo szybko zdobyć fortuny. W końcu trzeba na nią pracować, co nie? I to zwykle dług. To męczące, ale ostatecznie się opłaca, o! No a najlepiej jak praca jest przyjemna, wtedy w ogóle nawet pieniądze nie są tak ważne! A czemu, brakuje ci pieniędzy? - Patrzył z zainteresowaniem w twarz Carlo, starając się coś z niej wyczytać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
Doprawdy, Carlo mógł się tego spodziewać. Dla Fujimoto powiedzenie przypadkowemu dzieciakowi, żeby dołączył do cyrku, bo jest fajnie, zapewne nie znaczyło zbyt wiele. Do Carlo jednak absurd całej sytuacji i swoich przekonań albo nie docierał, albo robił to w spowolnionym tempie. Właśnie dlatego to, co teraz czuł, można było określić jako złość i rozczarowanie, tylko w mniejszym stopniu niż odczuwałby to przeciętny człowiek. Nie było to spowodowane tym, że się wygłupił, a raczej po prostu tym, że wciąż był święcie przekonany o winie Yoshirou.
Jego uwagę poniekąd przykuła smutna mina pajaca, której nie umiał do końca zinterpretować. Zawahał się, wpatrując w jego twarz i zaciskając usta. Żałował tamtego czynu? Może wręcz przeciwnie i czuł się źle, że został przybity do muru? Albo po prostu nie chciał marnować czasu na... Nie, to nie mogło być to. Carlo pamiętał go jako człowieka, który miał czas dla wszystkich i lubił kontakt z innymi. Chociaż widział go wiele lat temu po raz ostatni, a na własnym przykładzie wiedział, że ludzie potrafią zmieniać się bardzo szybko.
- Aha. - Skinął głową lekko, wydając z siebie lakoniczny pomruk i wciąż świdrując go wzrokiem. Gdzieś głęboko czuł obawę, że jednak jest w nim coś ludzkiego i że jeśli powie coś więcej, to głos zacznie go zdradzać i drżeć. Wsunął dłonie do kieszeni spodni i na tyle, na ile mu pozwolił materiał, zacisnął je w pięści. Emocje konfundowały go i sprawiały, że czuł się nieswojo. Przetrawił w myślach wypowiedź mężczyzny, po czym wolno pokiwał głową ponownie. Jego twarz wciąż pozostawała bez wyrazu, zupełnie jakby była zastygłą maską, a nie częścią ciała człowieka.
- Pojąłem. Nie mam zapotrzebowania. To egzamin... odpowiedź jest reprezentacją ciebie. - Kącik ust chłopaka uniósł się delikatnie, ledwo zauważalne. - Nie masz szaleństw. Możesz mieć mówiące serce. - Zrobił pauzę. - Chociaż... nie jestem uwierzony w finale.
I choć nie zanosiło się na to, by twarz Carlo przybrała jakikolwiek inny wyraz niż obojętność, jego oczy otworzyły się szeroko, gdy zauważył kolejną znajomą sylwetkę, jednak tym razem taką, której nie chciałby widzieć już nigdy. Patrząc nieznacznie ponad ramieniem Yoshirou, chłopak widział zniszczoną żalem i uzależnieniem twarz okrutnego człowieka, po której było widać, że kogoś szuka. Skulił się nieznacznie i spojrzeniem spłoszonego, osaczonego królika spojrzał na pajaca.
- N-nie odwracaj! - Pisnął półgłosem. Wyglądał, jakby miał lada moment zejść na zawał. Cały drżał i ledwie był w stanie opanować zdecydowanie zbyt szybki oddech. Starał się myśleć racjonalnie; jakim cudem jego ojciec miał go znaleźć aż w Japonii? Może to po prostu ktoś, kto wygląda podobnie?
- Ty... ukryj mnie, bo jest zły! - Mimo treści, nie był to rozkaz, a desperackie błaganie. Złapał pajaca za przód koszuli i powoli się cofając, zaczął iść w kierunku zakrętu. Lepsza taka kryjówka niż żadna.


___
Z carlowego na nasze:
mówiące serce - prawdomówne, szczere
uwierzony w finale - nie do końca wierzę

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 80
Join date : 15/01/2017
avatar
Zorientował się szybko, że jego nowy znajomy - czy też znajomy marnotrawny według jego słów, w które nie miał czemu wątpić - zbyt rozmowny nie był, ale nie żeby mu to przeszkadzało. Można nawet rzec, że przywykł do tego, w końcu w porównaniu z nim mało kto wyglądał na rozmownego. Mariko póki co mu dorównywała w paplaniu. Czy to jednak jego wrażenie, że ten tu był jeszcze mniej rozmowny niż większość osób? Cóż, w sumie taka cecha Japończyków, wiele nie mówili! Zaraz, ale on przecież nie był Japończykiem... cóż, na pewno było jakieś wytłumaczenie, nawet takie proste co stwierdzenie, że taki młodzieniec miał charakter.
Ale nawet jak nie przeszkadzała mu małomówność Carlo, to specyficzny sposób wysławiania się z pewnością go konfundował. Miał wrażenie, że ten od niedawna jest w Japonii i nie zdążył jeszcze dobrze poznać języka, a przez to komunikacja była prawdziwym wyzwaniem. Mówiące serce?
- Ale moje serce nie mów... ach, to metafora? - wykrzyknął zachwycony tym, że chyba pojął. - Znaczy mówi, tak! I go słucham zawsze! Znaczy kieruję się sercem praktycznie zawsze. Emocjami i takie tam. Działają na pewno lepiej niż mój intelekt! - Zaśmiał się głośno, wykrzywiając wargi w szerokim uśmiechu. Zawsze wiedział, że do najmądrzejszych osób nie należy, ale też nie uważał tego za coś złego. W końcu była masa innych ludzi od myślenia, a on umiał dobrze działać pod przywództwem właśnie takich osób, więc podobny układ się dobrze sprawdzał. Zresztą idealnym przykładem jego niewielkich zdolności intelektualnych było, że druga metafora młodzieńca pozostawała dla niego tajemnicą i nie mógł pojąć, co oznacza "uwierzony w finale".
- Coś się...? - zaczął, widząc zmiany zachodzące w Carlo, ale urwał, kiedy ten się odezwał takim rozpaczliwym głosem. Ta zmiana nastawienia i zachowań była tak nagła i niespodziewana, że pajac zastanawiał się, co mogło ją spowodować? To on coś zrobił? Ale widać nie - na słowa towarzysza odruchowo miał ochotę się odwrócić i sprawdzić, co jest za nim, ale lata w mafii robią swoje, już byłby trupem, gdyby nie umiał nad sobą panować i nie słuchać ludzi w wyjątkowych sytuacjach. Dlatego zamarł i napiął mięśnie, by móc w każdej chwili odskoczyć, poza tym jednak nie wykonał żadnego ruchu. Kiedy ten go chwycił za ubranie, położył mu dłoń na ramieniu - lewą, tak na wszelki wypadek, by mieć wolną prawą. Co prawda w dużym stopniu był oburęczny, co sobie wyćwiczył, ale nadal bardziej ufał naturalnie sprawniejszej ręce.
- Spokojnie... kto tam jest? - spytał z delikatnym uśmiechem, podążając za nim. - Ktoś groźny? Nie masz czego się bać... schowamy cię i nikt cię nie znajdzie! - obiecał, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że mogło to zabrzmieć bardziej jak groźba niż obietnica bezpieczeństwa. Cóż, chciał dobrze, a intencje i uśmiech miał szczere!
Kiedy tylko znaleźli się za rogiem, pajac wzmocnił uścisk na ramieniu Carlo i pociągnął go do drzwi z napisem "Wstęp tylko dla pracowników", po czym bez namysłu ów zignorował i otworzył drzwi, wpychając chłopca do środka. Tak jak podejrzewał, pracownicy magazynowali tam służbowe stroje, środki czystości i podobne rzeczy, jednak to te pierwsze interesowały Yoshirou. Zaczął je przeglądać i rzucił dość luźne spodnie oraz bluzę młodzieńcowi. Miał nadzieję, że trafił z rozmiarem, choć wziął pierwsze lepsze. Sam zresztą chwycił komplet i dla siebie i zaczął prędko się przebierać, nie przejmując się patrzącym na niego znajomym.
- Załóż to! Dzięki temu wejdziemy w fajne miejsca i trudniej nas będzie znaleźć czy poznać. Ktoś cię ściga? Powiedz mi o tym. Jak bardzo musimy uważać? Ma broń? - zasypywał go pytaniami, starając się rozeznać w sytuacji. A że właśnie pomagał osobie właściwie nieznajomej  chować się przed kimś, kiedy nawet nie znał powodu ucieczki? Cóż, nie miał powodu, by posądzać  Carlo o coś złego! No i ten potrzebował jego pomocy, a Yoshirou lubił pomagać ludziom. Zwłaszcza jak wymagało to wchodzenia w miejsca, w które nie powinien.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
Skinął niepewnie głową na słowa Yoshirou dotyczące metafory. Nie był pewien tego, co w użytym związku frazeologicznym wydawało się starszemu dziwne albo nietypowe, ale fakt faktem, wciąż się uczył. Zmarszczył lekko brwi na wzmiankę o inteligencji, emocjach i innych rzeczach. Choć dotarło do niego, co mężczyzna do niego mówił, to nie do końca potrafił się z tym utożsamić. Nieczęsto zdarzało się, by Collodi pozwalał emocjom panować nad swoimi poczynaniami, no, nie licząc chwil, kiedy na przykład...
Tak, tę część historii chyba już znamy.
Yoshirou mógł poczuć, jak spięty jest Carlo, gdy położył chłopcu dłoń na ramieniu, wyczuwalne też było drżenie jego ciała, a w oczach zaiskrzyła chyba pierwsza emocja od początku ich spotkania - przerażenie. Niemniej jednak, czując ten niewielki gest i odbierając go za wsparcie, chłopak odetchnął, przymknął powieki i poluzował uścisk, gdy już odsunęli się za ścianę.
- To... On mnie goni, on po mnie, on... on mnie spali!
- Carlo niemalże pisnął, czując, jak znowu ogarnia go panika. Nie rozumiał, że tak naprawdę sam się nakręca; ojciec, choć bywał wobec niego agresywny, nigdy nie wykorzystywał przeciwko niemu tego lęku, głównie dlatego, że nawet o nim nie wiedział. Obraz tego człowieka w głowie chłopca rozmazywał się, wyostrzały go jednak wyobrażenia wzbogacane o najgorsze okrucieństwa w jego wykonaniu. Skinął jednak potulnie głową na zapewnienia Yoshirou i uderzyło go, jak mężczyzna jest opiekuńczy wobec niego. Wobec kogoś, kto go przypadkowo i bardzo nieetycznie zaczepił, zaczął zarzucać mu zniszczenie komuś życia i kwestionował dobroć jego serca.
W kolejnej chwili dał się pociągnąć, chociaż nogi odmawiały mu posłuszeństwa, wydawały się znacznie cięższe i plątały się, przez co chłopak kilkukrotnie się potknął po drodze. "Nie masz się czego bać" - to brzmiało obco, jeśli chodziło o pozytywne skojarzenia, a jednak tak znajomo, gdy chodziło o oszustwa i krzywdy. Yoshirou nie wyglądał na kłamiącego, a jego intencje, wbrew wspomnieniom Carlo, wydawały się dobre. Naraz niepokój budziło w nim jeszcze coś - pomylił się co do Fujimoto, źle go osądził, a zatem jego życie straciło w tej chwili cel. Poczuł w gardle uścisk, który zdawał się uniemożliwiać mu oddychanie, tak znajomy, a jednak inny od tego uczucia, które raz w życiu niestety było mu dane poznać.
Uczucia... Emocje? Czy Carlo tak naprawdę teraz cokolwiek czuł? Chłopiec uważał się za lalkę, za aktora, za kogoś nieposiadającego własnych emocji. A jednak odnosił wrażenie, że one, nieważne jak bardzo je spychał na najdalszy plan, wciąż nim kierowały w pewnym stopniu. Ta sytuacja stanowiła najlepsze potwierdzenie powyższej tezy. Collodi słyszał szum własnej krwi, własny przyspieszony oddech, czuł pojawiające się w kącikach oczu łzy i zdecydowanie zbyt wiele uczuć, które targały nim od środka. Gdy zatrzymali się w pomieszczeniu służbowym, chłopak oparł się o ścianę i wielkimi jak spodki oczami wpatrywał się w poczynania Yoshirou.
Czego on tu szukał? Pracował tu? Świetnie, do mieszanki złożonej ze złoszczenia się na siebie, przerażenia, poczucia winy i upokorzenia doszło jeszcze więcej poczucia winy, tym razem spowodowanego przeszkadzaniem komuś w pracy. Chłopak wyciągnął rękę po ubrania, gdy zauważył, że wyższy je rzuca, jednak nie udało mu się ich złapać. Skrzywił się nieznacznie i sam również się przebrał, nie czując nawet cienia wstydu związanego z byciem prawie nago przy kimś, kogo nie znał.
- Ściga... - Skinął głową. - Nie jest winny broni. Nie pozwolił mu. To ojciec... Nie wiedziałem, że tu.. że on wie o mnie. - Chwycił czapkę z daszkiem pasującą do stroju obsługi i nasunął ją na lekko kręcone, rude kosmyki, po czym obniżył daszek tak, by zakrył mu oczy. Nie chciał, by było po nich widać zawstydzenie i wszystkie inne beznadziejne emocje, które wolał kryć przed światem.
- Gdzie... chcesz iść?


Tłumaczenie: Nie powinien mieć broni. Nie mógł sobie pozwolić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
 
Hakkeijima Sea Paradise
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Strona 1 z 2 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Old Paradise Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Kanazawa-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.