Share | 
 

 Hakkeijima Sea Paradise

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 2 Previous  1, 2
Admin
Liczba postów : 70
Join date : 26/09/2016
avatar
First topic message reminder :


Yokohama Hakkeijima Sea Paradise est stosunkowo młodym parkiem rozrywki, wzniesiono go bowiem dokładnie 22 lata temu - ósmego maja 1993 roku. Składa się on z akwarium, które uraduje duszę każdego maniaka życia w wodzie, luksusowego hotelu Hakkeijima, centrum handlowego Seagull Paradise, mariny oraz części przeznaczonej na rozmaite atrakcje. Osobliwością Hakkeijimy jest jej typ - jest to bowiem park typu "pay-as-you-go", a mówiąc po ludzku: nie ma tu żadnych opłat za wstęp, żadnych bramek ze strażnikami. Klienci mogą tu wykupić wstęp na cały dzień bądź zapłacić osobno za pobyt na każdej atrakcji. Jako szósty największy tego typu park w Azji Hakkeijima dostarcza olbrzymich zysków swoich właścicielom...a jednocześnie jest znakomitym miejscem, gdy chcesz umówić się z dziewczyną, przekazać trefny towar albo jakieś informacje konkurencji, ewentualnie po prostu odpocząć od trosk codziennego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com

AutorWiadomość
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
Skinął niepewnie głową na słowa Yoshirou dotyczące metafory. Nie był pewien tego, co w użytym związku frazeologicznym wydawało się starszemu dziwne albo nietypowe, ale fakt faktem, wciąż się uczył. Zmarszczył lekko brwi na wzmiankę o inteligencji, emocjach i innych rzeczach. Choć dotarło do niego, co mężczyzna do niego mówił, to nie do końca potrafił się z tym utożsamić. Nieczęsto zdarzało się, by Collodi pozwalał emocjom panować nad swoimi poczynaniami, no, nie licząc chwil, kiedy na przykład...
Tak, tę część historii chyba już znamy.
Yoshirou mógł poczuć, jak spięty jest Carlo, gdy położył chłopcu dłoń na ramieniu, wyczuwalne też było drżenie jego ciała, a w oczach zaiskrzyła chyba pierwsza emocja od początku ich spotkania - przerażenie. Niemniej jednak, czując ten niewielki gest i odbierając go za wsparcie, chłopak odetchnął, przymknął powieki i poluzował uścisk, gdy już odsunęli się za ścianę.
- To... On mnie goni, on po mnie, on... on mnie spali!
- Carlo niemalże pisnął, czując, jak znowu ogarnia go panika. Nie rozumiał, że tak naprawdę sam się nakręca; ojciec, choć bywał wobec niego agresywny, nigdy nie wykorzystywał przeciwko niemu tego lęku, głównie dlatego, że nawet o nim nie wiedział. Obraz tego człowieka w głowie chłopca rozmazywał się, wyostrzały go jednak wyobrażenia wzbogacane o najgorsze okrucieństwa w jego wykonaniu. Skinął jednak potulnie głową na zapewnienia Yoshirou i uderzyło go, jak mężczyzna jest opiekuńczy wobec niego. Wobec kogoś, kto go przypadkowo i bardzo nieetycznie zaczepił, zaczął zarzucać mu zniszczenie komuś życia i kwestionował dobroć jego serca.
W kolejnej chwili dał się pociągnąć, chociaż nogi odmawiały mu posłuszeństwa, wydawały się znacznie cięższe i plątały się, przez co chłopak kilkukrotnie się potknął po drodze. "Nie masz się czego bać" - to brzmiało obco, jeśli chodziło o pozytywne skojarzenia, a jednak tak znajomo, gdy chodziło o oszustwa i krzywdy. Yoshirou nie wyglądał na kłamiącego, a jego intencje, wbrew wspomnieniom Carlo, wydawały się dobre. Naraz niepokój budziło w nim jeszcze coś - pomylił się co do Fujimoto, źle go osądził, a zatem jego życie straciło w tej chwili cel. Poczuł w gardle uścisk, który zdawał się uniemożliwiać mu oddychanie, tak znajomy, a jednak inny od tego uczucia, które raz w życiu niestety było mu dane poznać.
Uczucia... Emocje? Czy Carlo tak naprawdę teraz cokolwiek czuł? Chłopiec uważał się za lalkę, za aktora, za kogoś nieposiadającego własnych emocji. A jednak odnosił wrażenie, że one, nieważne jak bardzo je spychał na najdalszy plan, wciąż nim kierowały w pewnym stopniu. Ta sytuacja stanowiła najlepsze potwierdzenie powyższej tezy. Collodi słyszał szum własnej krwi, własny przyspieszony oddech, czuł pojawiające się w kącikach oczu łzy i zdecydowanie zbyt wiele uczuć, które targały nim od środka. Gdy zatrzymali się w pomieszczeniu służbowym, chłopak oparł się o ścianę i wielkimi jak spodki oczami wpatrywał się w poczynania Yoshirou.
Czego on tu szukał? Pracował tu? Świetnie, do mieszanki złożonej ze złoszczenia się na siebie, przerażenia, poczucia winy i upokorzenia doszło jeszcze więcej poczucia winy, tym razem spowodowanego przeszkadzaniem komuś w pracy. Chłopak wyciągnął rękę po ubrania, gdy zauważył, że wyższy je rzuca, jednak nie udało mu się ich złapać. Skrzywił się nieznacznie i sam również się przebrał, nie czując nawet cienia wstydu związanego z byciem prawie nago przy kimś, kogo nie znał.
- Ściga... - Skinął głową. - Nie jest winny broni. Nie pozwolił mu. To ojciec... Nie wiedziałem, że tu.. że on wie o mnie. - Chwycił czapkę z daszkiem pasującą do stroju obsługi i nasunął ją na lekko kręcone, rude kosmyki, po czym obniżył daszek tak, by zakrył mu oczy. Nie chciał, by było po nich widać zawstydzenie i wszystkie inne beznadziejne emocje, które wolał kryć przed światem.
- Gdzie... chcesz iść?


Tłumaczenie: Nie powinien mieć broni. Nie mógł sobie pozwolić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 80
Join date : 15/01/2017
avatar
Yoshirou musiał przyznać, że Carlo nieco go zaskoczył. Że od razu chciał go ten człowiek palić? Czyżby już kiedyś próbował? Chłopak wyglądał na autentycznie wystraszonego, więc bardzo możliwe! Czyżby trafili na jakiegoś szalonego piromana, który dobierał sobie ofiary a potem bawił się, przypalając je? No, do tego na pewno nie mógł dopuścić! W końcu mężczyzna, który go rekrutował, zawsze mówił, że mafia pilnuje porządku w mieście, nie miał zamiaru pozwolić, by jakiś szaleniec zrobił krzywdę komukolwiek, zwłaszcza jego znajomemu! Poza tym sam wyraz twarzy i oczu młodzieńca sprawiały, że pajac czuł potrzebę chronienia go.
Nie był świadom, jakie uczucia wywoływał w chłopcu, widział tylko strach zabarwiony czymś jeszcze, ale na tym się nie skupiał, miał w końcu zadanie do wykonania. Fujimoto, choć mocno kierował się emocjami, umiał się skupić na swoim zadaniu i myśleć, jak najlepiej je wykonać, kiedy przechodził do działania.
Słuchał go jednym uchem, wkładając strój pracownika i szukając na półkach czegoś, co jeszcze pomogłoby im w kamuflażu. Sposób wypowiadania się Carlo nie pomagał w pełnym zrozumieniu, gdy nie zwracał całej uwagi na słowa, ale wychwyciwszy kluczowe słowa, spojrzał na niego z zaskoczeniem.
- To twój ojciec? I on cię pali? - zdumiał się z nieco głupią miną i szeroko otwartymi oczami. - Ale za karę, coś zrobiłeś? Co za ojciec tak karze dziecko? To niedopuszczalne! Tak nie powinna wyglądać rodzina! - Aż zacisnął szczęki, zasmuciwszy się mocno, że faktycznie tacy rodzice istnieli. W wyobrażeniach pajaca rodzina kojarzyła się z miłością i dobrą atmosferą. Jego rodzice z pewnością go kochali, choć może nie zwracali na niego aż takiej uwagi, ale w końcu dla nich cała trupa była rodziną. Ale że ktoś mógł tak źle i podle traktować syna? Nie mógł sobie tego wyobrazić. I nie miało tu znaczenia, że w ramach pracy dla mafii sam nieraz robił gorsze rzeczy. To była jego praca, ba, teraz właśnie mafia była niejako rodziną, choć rzecz jasna w zupełnie nie tym stopniu, co jego Alek, który był mu najbliższy.
- Ale mówisz, że nie ma broni? - upewnił się, wręczając mu miotłę, sam biorąc mop i wiadro do rąk i ruszając w stronę drzwi. Sformułowania chłopca były dziwne i nie do końca wiedział, co ten ma na myśli, a między "miał a "nie miał" było tylko kilka liter różnicy, za to jak znaczących. Zabrał wiszące na wieszaczku klucze i schował do kieszeni. - O, to dobry pomysł - rzucił, widząc czapkę Carlo i sam chwytając podobną i zakładając ją na głowę. Następnie otworzył drzwi i wyszedł raźnym krokiem, zachęcając gestem znajomego, by zrobił to samo. Wiedział, że skradanie się i przemykanie oraz rozglądanie się może wyglądać tylko podejrzanie, najlepiej sprawiać wrażenie osoby, która dokładanie wie, gdzie się wybiera i idzie tam wręcz znudzona rutyną... cóż, ta ostatnia część raczej mu nie wychodziła, przybieranie znudzonej twarzy było ponad jego możliwości.
- Jak chcemy się schować, musimy się czymś zająć... ale myślę, że mogę go po prostu schwytać! Co ty na to? Tylko musielibyśmy zwabić go gdzieś, gdzie nie ma gości i obsługi... mógłbyś się gdzieś schować albo iść ze mną. Bo taki zły człowiek nie może iść wolno! Czy wolisz nie? - spytał, otwierając losowe drzwi od wybiegu kluczami, co prawda nieco się męcząc, który z pęku pasuje, ale ważne, że się udało! Wszedł do środka i jakże się zdziwił, kiedy pierwszym, co ujrzał, były oczy pingwina wpatrzonego w niego, jakby pytały, co tu robił i gdzie jest ryba.
- Ojej, to nie Charlie? - spytał Carlo, zamykając za nim drzwi, nie zakluczając ich jednak. - Udawajmy,że sprzątamy... nikt nas nie będzie zauważał, zobaczysz! Będziemy elementem tła. - Poklepał pingwina po łebku i zaczął mopem machać po ziemi, nie zwracając uwagi na to, że ta składała się głównie ze skał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
Nie powiedział nic więcej na temat kar, które jego ojciec stosował bądź nie, jedynie odwrócił wzrok i postanowił uciąć temat. Po trochu dlatego, że nie chciał opowiadać o sobie za dużo, a z drugiej strony dlatego, że nie wiedziałby, jak to opowiedzieć po japońsku. Dlaczego więc nie przeszedł na angielski? Spowodowane to było tym, że przecież był w Japonii i chciał przynajmniej próbować się dogadać z ludźmi stąd przy użyciu ich języka.
Sam rodzinę wspominał dość dobrze we wczesnych etapach swojego życia, jednak wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Tutaj dobre rzeczy skończyły się - względem długości życia Carlo - całkiem dawno, ale na tyle mocno i gwałtownie, by na wtedy dwunastoletnim chłopcu odcisnąć ślad. Myśląc o tym czuł się tak, jakby te wspomnienia zdolne były pobić go, powalić na ziemię i dla pełni upokorzenia, jeszcze ciężkim butem wgnieść jego twarz w błoto.
Każdy powrót myślami do przeszłości kończył się tak samo.
Był kiedyś prawdziwy chłopiec, który chciał zostać drewnianą lalką. Chłopiec bardzo obawiał się krzywd i bólu w każdej postaci, a zmiana była dla niego formą ucieczki od brutalnej i gwałtownej rzeczywistości. Zachodziła ona stopniowo, nie za szybko, nie za wolno, a swój początek miała w sercu chłopca. Nie przemieniło się ono w drewno, a jedynie powoli odcinało się ono od tego, co uważało za przerażające...
Tak, właśnie to musiał zrobić. Uciec.
Pytanie pajaca zdawało się przywrócić Carlo do świata realnego. Zamrugał kilka razy i gwałtownie potrząsnął głową, po trochu jakby chciał się otrząsnąć, a po części w ramach odpowiedzi na wypowiedź starszego. Ruszył za nim zupełnie jak marionetka przyczepiona do żyłek, jakby pozbawiony własnych sił i podążający po prostu za kimś, kto miał jej więcej. W dalszym ciągu nie potrafił pojąć, że Yoshirō był w stosunku do niego tak uprzejmy i dobry, że chciał się o niego troszczyć i obronić go przed złem.
- Schwytać... Myślisz, że powodzenie w przyszłości? - Powtórzył po nim, niepewnie dodając od siebie jeszcze pytanie. Zaraz ruszył za nim i przeszedł przez drzwi do wybiegu, zaraz wodząc po jego powierzchni spojrzeniem.
- Uch? T-tak, to jego... - Posłał mężczyźnie uśmiech, o wiele zbyt blady i niezbyt dobrze świadczący o jego umiejętności panowania nad emocjami i aktorstwa. Trochę zdziwiło go, że pingwin dał się ot tak dotknąć, ale sam tego gestu nie powtórzył. Widocznie Yoshirō naprawdę miał w sobie coś magicznego, co przyciągało doń wszystko, co żywe. Imitując ruchy starszego nawet nieco się rozchmurzył, jednak zamarł, widząc znowu sylwetkę swojego ojca. Wpatrywał się w wysokiego, ciemnowłosego mężczyznę o opalonej skórze, a ubranego w starą koszulę w kratę, gdzieniegdzie poprzecieraną i podartą, natomiast w chwili, gdy spojrzenie osobnika spotkało jego własne, Carlo poczuł, jak uginają się pod nim nogi.
- J-ja... ja... - Zdołał wydukać, zanim zauważył, że ów kieruje się w okolice tylnego wejścia do wybiegu. Oparł się o jedną ze skał plecami, czując się tak, jakby lada moment miał zemdleć.

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 80
Join date : 15/01/2017
avatar
Co prawda nie dostał odpowiedzi na swoje pytania, ale to nic! Jego mina i reakcje były wystarczającą odpowiedzią dla mężczyzny. Co prawda nie chciał sobie nadmiernie dopowiadać szczegółów, ale też wcale nie musiał tego robić. Jego myślenie było bardzo proste - coś wywoływało strach, to znaczy, że musiało sprawiać wiele zła. Co prawda nie wiedział, czemu jego kompan był tak małomówny, ale cóż, nawet jak mówił, to ciężko mu było pojąć, co ten ma na myśli, więc poniekąd odczytywanie emocji było dla niego dużo prostsze.
Zresztą pytania i zagadywanie miały i inny cel - chciał odwrócić uwagę Carlo od jego własnych myśli. Zajęcie się czymś, skupienie uwagi zawsze uważał za najlepszy sposób na uspokojenie się, sam zresztą tak sobie upodobał wysiłek fizyczny - wtedy nie musiał o niczym myśleć, było to proste i dla niego po prostu odprężające.
- Powodzenie... jasne, że tak! No raczej nie porażka! - odparł z pewnością. Był w końcu pewien swych umiejętności! Nieraz stawiał czoła większym wyzwaniom, a ten mężczyzna raczej nie mógł się spodziewać, że ktoś z obsługi miałby go porwać. A jego przebranie było idealne, w to święcie wierzył. Ostatecznie mało kto zwracał uwagę na obsługę, o ile nie chciał akurat o coś spytać.
I na pewno nie zwracał chwilowo większej uwagi na pingwina, niż na problem.
- Jak fajnie... nigdy nie głaskałem pingwina. Pewnie są przyzwyczajone do obsługi! - kiwał entuzjastycznie głową, pozwalając jednak Charliemu odczłapać, kiedy ten się znudził. Udając, że sprząta, zrobił krok w stronę zwierząt, mając ochotę pogłaskać jeszcze jakieś, może któreś z młodych, jeśli jego rodzice by go dopuścili. Dopiero urywane słowa Carlo przywróciły go do rzeczywistości i skłoniły do odwrócenia się i spojrzenia w kierunku, w który patrzył.
- Tak szybko... - mruknął, nieco z niedowierzaniem, ale też z nutą podziwu. Nie mógł nie docenić umiejętności mężczyzny, miał wrażenie, że spokojnie zdołają go zgubić i raczej oni znajdą jego, nie na odwrót. Poklepał młodzieńca po ramieniu, zerkając na niego. Rzec, że nie wyglądał najlepiej, byłoby eufemizmem.
- Idź za mną, ale powoli... jak tu tak będziesz siedział, odwiedzający zawołają ochronę. - Nie chciał od niego wymagać za wiele, patrząc na to, że ledwo trzymał się na nogach, ale masa pracowników zastanawiających się, kto zasłabł na wybiegu pingwinów, była ostatnim, czego potrzebowali.
Sam od razu skierował się do wyjścia, ścigając się z tajemniczym osobnikiem - walka na wybiegu również przyciągała uwagę, chciał wiec zdążyć wyjść, nim ten dojdzie do drzwi.
Niemal zdążył. Niemal, bo gdy tylko otworzył drzwi, stanął twarzą w twarz z ojcem jego znajomego. Lata szkolenia zrobiły jednak swoje i nie wahając się ani chwili, niemal wbiegł na niego, uderzając go barkiem, by wypchnąć go na zewnątrz. Całe szczęści znajdowali się w korytarzu poza normalną trasą zwiedzania, nie musiał więc martwić się, że ktoś zaraz tu przyjdzie.
Po krótkiej szarpaninie - mężczyzna nie poddawał się bez walki, jednak widać było, że nie był równie wyszkolony, co Yoshirou - pajac zdołał unieruchomić rękę przeciwnika. W kieszeni miał ostrza na wszelki wypadek, póki co jednak nie chciał ich wyciągać, jeśli nie było to konieczne. Gdyby ktoś mimo wszystko ich zobaczył, dużo trudniej byłoby się wyłgać z grożenia komuś bronią.
- Schwytany~! - odparł pogodnie, uśmiechając się szeroko i zerkając za siebie, by sprawdzić, czy Carlo jest gdzieś w pobliżu, czy faktycznie zasłabł. - I co pan na to, panie podpalaczu? Będzie pan stawiał opór? Czemu tak pan się uwziął na syna, hmm? - pytał, wzmacniając uścisk na jego nadgarstku i mrużąc nieco oczy, nadal jednak zachowując swój uśmiech. - Wie pan, ja tam go lubię i uznałem, że będę mu robić za ochroniarza!
- Chcę zabrać syna do domu, chcesz go chronić przed rodzicem? Carlo! - Spojrzał na chłopca z mocą. - Pora przestać się szwendać i wrócić do Włoch. Wiesz, że dzieci muszą słuchać rodziców. A teraz każ mnie puścić temu przerośniętemu facetowi i niech go nigdy więcej nie widzę. Co powiedziałaby twoja matka, Carlo? Gdyby dowiedziała się, że wykorzystujesz ludzi przeciwko ojcu? Hańba... - Wyrwał rękę i zrobił dwa kroki w stronę chłopca. - Pójdziesz ze mną czy tego chcesz, czy nie... Nie chcesz wspomóc samotnego ojca? Co z ciebie za syn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
Lalka znowu skinęła głową i z nienaturalnym ociąganiem przyozdobionym o prawie że mechaniczne ruchy ruszył za swoim ochroniarzem. O ile wcześniej wydawał się po prostu nietypową, nieco przymuloną osobą, to teraz wydawał się zupełnie pozbawiony jakichkolwiek chęci do życia, a jego twarz była znacznie bledsza niż na początku spotkania z Yoshirō. Niektórym wydawać by się mogło, że naprawdę po raz pierwszy od wielu lat widać na jego twarzy szczere emocje i tak naprawdę niekoniecznie mijałoby się takie wrażenie z prawdą.
Młodszy obserwował starszego, gdy ten szedł do drzwi od wybiegu i sam kroczył za nim swoim niemrawym krokiem, nieco pokracznym przez ślizganie się po wilgotnych kamieniach. W porównaniu z Yoshirō Carlo wydawał się w tej chwili świeżo wyklutą kaczką, która ślepo podążała za pierwszym zobaczonym przez siebie stworzeniem. Śmiałym, dzielnym i najwidoczniej na tyle bezinteresownym, że faktycznie oferował pomoc i to aktywną, bo lada moment przecież zaczął działać.
Collodi był jak sparaliżowany; nie słyszał kroków butów ojca, które zapamiętał jako będące zwykle popsutymi i połatanymi, zwłaszcza w czasach, gdy matka chłopca już zmarła. Zza pleców Yoshirō nie mógł dostrzec, jak otwierają się drzwi, jednak usłyszał chwilę szarpania się z klamką, a potem skrzypnięcie towarzyszące otwarciu. W czasie krótkiej walki Carlo cofnął się - w myślach wciąż miał obraz ojca jako człowieka silnego i w tej chwili był przekonany, że Fujimoto nie będzie miał z nim najmniejszych szans. Jakże chłopiec był szczęśliwy, gdy okazało się, że jednak jego założenia były błędne. Szeroko otwartymi oczyma wpatrywał się w scenę, jaką zastał po niepewnym wyjrzeniu na korytarz.
- Ty... Jak...?
- Spytał półgłosem, jednak przez szum własnej krwi wydawało mu się to zaledwie niemrawym szeptem, w dodatku brzmiącym tak, jakby zagłuszał go wodospad. Zastanawiał się, dlaczego jego serce tak mocno biło; czy przyczyną były słowa pajaca, czy spotkanie po około pięciu latach z człowiekiem, którego widzieć już nie chciał. Był rozdarty między chęcią krzyczenia ze strachu, a przytulenia prawie obcego mężczyzny. Oba te pragnienia były nagłe, pojawiły się pod wpływem chwili i zapewne zaledwie chwilę potrwają, a on póki co miał przynajmniej jedno zmartwienie większe, niż rozwodzenie się nad emocjami. Równie dobrze w tej chwili mógłby zostać dotknięty przez kogoś o mocy pozwalającej na zamienienie kogoś w kamień lub całkowite zamrożenie swojego celu, bowiem zamarł w bezruchu. Przez około minutę, a może dwie, chłopak poruszał drżącymi ustami bezgłośnie, nie umiejąc wydobyć z siebie głosu ani sformułować jakiejkolwiek składnej myśli. Na prawie porcelanowej twarzyczce marionetki drogę zaznaczyło kilka łez, a jej maska perfekcyjnego aktora wydawała się po cichu i powoli pękać.
- Odejdź! - Carlo przeszedł na ojczysty język, a jego głos, choć drżał, naznaczony był mieszanką wściekłości, strachu i czegoś, czego sam nie potrafił określić. Pchnąłby go. Uderzyłby. Krzyczałby. Zacisnął dłonie w pięści, gdzieś daleko w świadomości przypominając sobie, że nie wykonywał takiego gestu przynajmniej od dwóch lat, od czasu, gdy okradziono go ze wszystkiego, co miał.
- Nie wrócę... Nie mogę wrócić. - Pokręcił głową, wpatrując się to w Yoshirō to w ojca. Głęboki wdech, jeden, drugi... Nie mógł pozwolić emocjom panować nad nim bardziej niż już się to działo. - Nie mam po co wracać. - Podkreślił, zastanawiając się nad kolejnymi krokami. Powinien kłamać? Czy powinien powiedzieć, że ma tu przyjaciół i ułożone życie?
- Nie powołuj się na nią. Nigdy nie będziesz nawet w połowie taki dobry, jak była ona. Ty... - Otworzył nagle szerzej oczy w wyrazie pewnego zdumienia. - Nie zmieniłeś się ani trochę od ostatnich pięciu lat. Powinieneś... Powinieneś być już siwy i... - Zachłysnął się powietrzem w chwili, gdy zauważył, że miejscami ojciec wydaje się półprzezroczysty. Znowu poczuł się tak, jakby dotknięto go zamieniającym w kamień zaklęciem. Ani drgnął, gdy ojciec do niego podszedł.
- Jesteś duchem. Bóg, w którego wierzyłeś, nie chciał cię nigdzie przyjąć.
- Po tonie głosu Carlo było słychać niemal sączący się z niego jad. Potrzebował tego. Potrzebował odegrania się za te lata gnębienia i upokorzeń ze strony tego wilka w owczej skórze.
- Uciekłem od ciebie. Odszedłem z kraju, bo dorosłem. Nienawidziłem cię, a to, żeby być kimś lepszym i innym niż ty, było tym, co dawało mi siłę. Jestem sobą... Nie pozwolę ci już więcej próbować mnie niszczyć. Jesteś martwy. Pomóc? Naprawdę cokolwiek może ci pomóc? Zrozum... Ja... nie mogę stąd odejść... - O ile zaczął agresywnie i z pewnością siebie, to stopniowo jego głos przybierał łagodniejszego brzmienia, a oczy wyrażały prośbę i siłę woli, która nie pozwoli mu się ugiąć. Nie tym razem.
- Nie myśl, że... że nie pamiętam, jak było wcześniej. Nie do końca rozumiem poczucie straty, widzisz... Ale mówiono mi, że to sprawiło, że stałeś się zły. Przypominam sobie, jak pokazywałeś mi jak należy robić lalki, a babcia mówiła mi, że zachowałeś na zawsze moją pierwszą. - Zabawny w pewnym sensie był kontrast pomiędzy tym, jak ledwo dukał kolejne słowa po japońsku, a tym, jak płynnie używał włoskiego. Jakby był dwiema różnymi osobami. Zmusił się do łagodnego uśmiechu i do pewnej refleksji; ile jego było w tych zapewnieniach, a ile było robienia tego, co robić wypada?
- Zrozum... ciebie nie powinno tu być. Odejdź. Mi jest dobrze teraz. Mam dobrą pracę, daję sobie radę ze wszystkim sam. Jeśli wrócę, stracę wszystko, na co pracowałem. Nie tego chciałeś? Nie chciałeś, żeby gagatek i nieudacznik nauczył się odpowiedzialności za swoje czyny? Jestem dorosły. Tworzę lalki tak piękne, że byłbyś ze mnie dumny... I... Dbam o siebie. Możesz spokojnie odejść. - Nawet nie zauważył momentu, w którym z oczu zaczęło płynąć coraz więcej i więcej łez. Tak naprawdę nigdy nie miał szansy na opowiedzenie nikomu o swoich uczuciach ani na przemyślenie ich w jakkolwiek głębszy sposób. Nie interpretował ich, nie ukazywał, stając się powoli lalką bez uczuć, czymś, co uznawał od dawna za swój ideał. Lalkę da się przecież skrzywdzić jedynie fizycznie, co stanowiło dla chłopaka wypaczony obraz prawdziwej siły. Nie był w stanie spojrzeć na Yoshirō, czując wstyd tak wielki, że z jego pomocą mógłby zapaść się pod ziemią. Ten dzień, gdy Carlo patrzył jedynie na to, co pokazywała mu jego powierzchnia, wydawał się zupełnym rozczarowaniem. Chyba nie był gotów na myślenie o tym dogłębniej.

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Czarna Jaszczurka
Liczba postów : 80
Join date : 15/01/2017
avatar
Yoshirou był zaskoczony tym, jakie emocje widniały na twarzy Carlo i fakt, że taka miła osoba właściwie płakała przez mężczyznę, który powinien o niego dbać i się zajmować, sprawiały, że w sercu czuł wielki żal. Poniekąd nawet go to zaskoczyło - to prawda, że był bardzo emocjonalną osobą i nie hamował swoich uczuć nigdy, ale właściwie obcy ludzie byli dla niego zwykle tylko interesujący. Dzięki temu właśnie tak dobrze wykonywał swoją pracę - nie miał skrupułów i wszystkie rozkazy wykonywał z uśmiechem na ustach. Ale też wcześniej by powiedział, że typowe dla niego było skakanie z kwiatka na kwiatek, a tu proszę, był już ponad rok najszczęśliwszy w jednym związku. Może to właśnie taka stałość go tak zmieniła? Przywiązanie do ludzi okazało się być całkiem przyjemne i choć miało swoje wady, jak wszystko, miało też zalety.
Nie wtrącał się do rozmowy - czuł, że to coś, co Carlo musiał załatwić z ojcem sam. Choć zdecydowanie nie zgadzał się z tym, co ten mówił - czemu syn miałby się słuchać kogoś, kto najwidoczniej go bardzo skrzywdził? Krew... krew nic nie znaczyła, liczyły się więzi wypracowane z ludźmi, tak właśnie uważał. Ale kiedy patrzył na twarz mężczyzny - oraz jego całego; puścił go, gdy wyszarpnął rękę, ale był gotowy ewentualnie znów coś zrobić, gdyby ten okazał się agresywny - miał wrażenie, że słowa syna do niego docierały i miały efekt.
- Bóg... Nie spotkałem Boga. Błąkam się po ziemi i muszę... muszę naprawić! Zabrać cie i być ojcem... dlatego musisz do mnie wrócić! - w głosie ducha słychać było desperację. - Twoją lalkę... mam, a raczej miałem w domu. Przypominała mi zawsze o... O tobie. Byłem sam, twoja matka odeszła, ty też odszedłeś... - Jakby skurczył się w sobie. - Chciałem, byś wyrósł na kogoś wartościowego, nie byłeś mi obojętny. - Uśmiechnął się blado. - Nadal je robisz, lalki, jak cie uczyłem. Nie... nie zapomniałeś o mnie. Chcę odejść... od dawna mnie nie potrzebowałeś, prawda? - spytał głosem pełnym żalu, choć ciężko było stwierdzić, o kogo skierowanym. - Nie umiałem zastąpić ci matki. Nie chcesz ze mną wracać, nie mogę cię zmusić, nawet, jakbym chciał... - Odwrócił się do niego plecami. - Dziękuję, że to kontynuujesz... jestem pewny, że twoje lalki nie mają sobie równych. Chociaż je ci mogłem dać, umiejętność ich robienia. Niech to będzie ślad po mnie, a ja poszukam ukojenia. Wróciłbym do twojej matki, jestem pewien, że i ona jest z ciebie dumna. - Zerknął na niego przez ramię z bolesnym uśmiechem. - Przepraszam cię. Już... już do ciebie nie wrócę. Nie miej do mnie żalu... zapomnij, jeśli to ci pomoże. Już nie jesteś dzieckiem i... i chyba masz na kogo liczyć.
Już i tak półprzezroczysty, mężczyzna zaczął blednąć coraz bardziej, aż rozwiał się zupełnie, pozostawiając w korytarzu tylko nienaturalny chłód, który jako jedyny wskazywał na to, że to wszystko nie było wymysłem ich umysłów.

Yoshirou patrzył na to z rozwartymi ustami, jakby nie był pewny, czy to, co widział, było cudem, czy jakąś sztuczką magiczną, które tak uwielbiał. Po chwili jednak otrząsnął się i podszedł do Carlo, by poklepać go lekko po ramieniu.
- Wszystko... wszystko w porządku? - spytał, widząc jego mokre od łez policzki. Miał ochotę go objąć i dać ciepło, którego duch jego ojca nie miał, ale ludzie nie byli tak proste jak zwierzęta, a dla młodzieńca mogłaby to być ostatnia rzecz, którą by chciał. - Pewnie chciałbyś odpocząć? Czy porozmawiać? Jakby coś się stało, zawsze do mnie dzwoń! Czekaj, zaraz... - Nabazgrał mu na kartce znalezionej w kieszeni swój numer i wcisnął mu ją w dłoń. - Jakby co, zawsze postaram się pomóc! - Uśmiechnął się pogodnie, chcąc jakoś poprawić mu humor. Nawet jak wiedział, że żadne sztuczki tu nic nie dadzą, uśmiech z pewnością nie mógł zaszkodzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
Szok tak właściwie wciąż go trzymał i w pewnym stopniu właśnie to popychało go do dalszego działania. Pobudzał go strach i adrenalina, przez które mówił w pierwszej chwili wszystko, co ślina przyniosła mu na język. Nie potrafił zrozumieć tego wszystkiego, co się działo w jego wnętrzu, a jednak bez większego namysłu po prostu się temu poddawał. Nakręcał się niezbyt świadomie sam, podjudzał w sobie ogień wściekłości skrzący się iskrami frustracji i jeszcze podżegany oliwą w postaci długo chowanej urazy w stosunku do ojca.
Dziwił się sam sobie, że stopniowo łagodniał i że w dodatku był w stanie wysłuchać człowieka, który budził w nim skrajne emocje. Miał bardzo sprzeczne ze sobą wspomnienia, które na pierwszych kartach księgi, jaką była pamięć chłopaka, ukazywały postać ojca jako silną, ale sprawiedliwą, zaś na późniejszych stronach uwieczniony był z innym atrybutem zamiast sprawiedliwości - agresją wobec jedynego syna. Carlo również był zdania, że krew tak naprawdę nic nie znaczyła, ale był świadom, że rodziny się nie wybiera. Nie potrafił jednak wciąż zaakceptować części tego, co przydzielił mu los i myśląc o ojcu przez osiem długich lat czuł jedynie strach, wstyd i niechęć.
I choć uważał się za drewnianą lalkę, a nie za prawdziwą osobę z krwi i kości, Carlo był dogłębnie poruszony słowami ojca. Spomiędzy jego drżących, suchych ust wydobyło się kilka słabych westchnień bezsilności i raz czy dwa spazmatycznie zachłysnął się powietrzem. Pociągający nosem zapłakany chłopak łkał jedynie, po raz pierwszy od dawna czując potrzebę bliskości i wsparcia ze strony drugiej osoby. Dlatego też, kiedy ojciec zniknął, a pajac zaczął do niego mówić, Carlo niewiele myślał, tylko od razu przytulił go mocno, chcąc wypłakać się w ramię starszego mężczyzny. Zaciskał ręce na jego uniformie kurczowo i tkwił w takiej pozycji przez dłuższą chwilę, aż do czasu, gdy uspokoił się i był w stanie oddychać normalnie.
- Ja... grazie... dziękuję. - Dopiero teraz sięgnął po kartkę z numerem, którą prawie wsunął do kieszeni za sprawą odruchu. Uświadomiwszy sobie, że nie jest w swoich ubraniach, zmiął papierek w dłoni.
- Odezwany.. Kiedyś. - Skinął głową, po czym ruszył w kierunku szatni, mając nadzieję, że nie będzie kłopotów ze strony osób, od których pożyczyli niezbyt gustowne wdzianka. Nie napotkawszy takich chłopak przebrał się i poczekawszy na starszego kompana, skierował się do wyjścia.

zt x2

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
 
Hakkeijima Sea Paradise
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Strona 2 z 2 Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Old Paradise Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Kanazawa-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.