Share | 
 

 Plaże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next
Admin
Liczba postów : 68
Join date : 26/09/2016
avatar

Yokohama jest znana powszechnie ze swoich pięknych i malowniczo położonych plaż. Ciepły piasek przesypujący się pod stopami i między palcami, chłodne fale, w które można się zanurzyć, mnóstwo muszelek, sporo turystów tu i ówdzie...a w tle historyczny park Yamashita Koen, który leży niedaleko zejść na plaże i słynie z posągu Wielkiego Buddy. Można tu się poopalać, wypić drinka w towarzystwie przyjaciół, poćwiczyć surfing, a nawet zjeść przepyszne lody śmietankowe, które oferują malutkie lodziarnie wtapiające się w urocze tło!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Chuuya pokiwał głową ze zrozumieniem, przetwarzając w jej wnętrzu informacje otrzymane od Margery. Dostrzegł krótkie skinięcie i przez moment miał nadzieję, że odnosiło się ono do jego niemych przeprosin. Pomyślał też, że jeśli nieznajoma potrafi odczytywać emocje innych ludzi już teraz, to kiedyś będzie świetną manipulantką. Poniekąd była to przykra wizja, jednak lata w Mafii nauczyły Nakaharę stawiać na przydatność, a nie własne odczucia. 
- Rozumiem, oczywiście. Nic dziwnego. - Odparł lakonicznie, jednak bez żadnej złośliwości czy niechęci. Sam nigdy nie szukał Mafii ani żadnej innej organizacji, on po prostu został przekazany w ręce ówczesnego szefa. I przydzielony do tej przeklętej beznadziei, której nazwa zaczynała się na Osamu, a kończy Dazai. Przez głowę po raz kolejny przeszło mu, że jego towarzyszka wygląda w tej chwili dość uroczo; odrobinę przypominała mu niektóre jego własne zachowania z dawnych lat, kiedy jeszcze był w jej wieku. 
Delikatnie potrząsnął jej dłonią, gdy już mu ją podała. Nie umknęło jego uwadze też to, że wciąż była podenerwowana i zdawała się niepewna tego, co sama mówiła. Wyjątkowo nie chciał jej do czegokolwiek przymuszać i właśnie dlatego prawie co krok zapewniał dziewczynę, że nie chce jej zrobić krzywdy. Pozwolił jej wybrać miejsce negocjacji, odstąpić od nich i po prostu zapomnieć o całej sprawie, jeśli ta zdecydowałaby, że takie wyjście jest dla niej odpowiedniejsze. 
- Plaża. Ta w Kanazawie? Ładnie tam, świetne miejsce do spacerów... - Skinął wolno głową, układając w niej najkorzystniejszą i najszybszą drogą we wskazane przez nią miejsce. Ponowił kiwnięcie, mając już plan tego, jaką ścieżkę powinni obrać. 
- No, to cała naprzód. Załoga na pokład. - Wzruszył ramionami, westchnął cicho. Chyba będzie musiał chwilowo zrezygnować z planów uczczenia udanej akcji towarzystwem wina i książki, jednak jeśli wcieli przydatną osobę do szeregów Mafii, to może pozwoli sobie na otworzenie jakiegoś droższego wariantu ukochanego trunku. Uśmiechnąwszy się do swoich myśli ruszył przed siebie razem ze swoją towarzyszką w obranym kierunku.
***


Na miejscu zjawili się po pewnym czasie, zaś podczas drogi Chuuya pytał ją o niezbyt zobowiązujące rzeczy, takie jak zainteresowania, wiek, czy pomniejsze sprawunki rodzinne. Szczerze mówiąc, ciekawiło go to, jak w praktyce wygląda życie z prawdziwą rodziną, w końcu swoją już ledwo pamiętał. Podobno miał rodzeństwo, ale był prawie pewny tego, że nie rozpoznałby tych ludzi na ulicy. Gdy znaleźli się na plaży, wyłowił spojrzeniem wciąż otwartą budkę, oferującą jakieś ciepłe ciastka z nadzieniem, typowe raczej dla fastfoodów aniżeli dla kuchni japońskiej, jednak trudno jest mówić o tym, że mogłoby to przeszkadzać mężczyźnie. 
- Co powiesz na ciastko? - Spytał Margery, jednak zaraz się skorygował, uwzględniając przy tym Monsieur Lapin. - Co powiecie na ciastko? - Tu uśmiechnął się lekko i jeśli dziewczyna podała mu jakiekolwiek preferencje odnośnie słodkości, to podszedł do budki i, nie przyjmując jakiegokolwiek ewentualnego sprzeciwu panny Williams, kupił jej i sobie po ciastku. Jeśli zrezygnowała z tego, po prostu kupił tylko sobie, wybierając takie z nadzieniem czekoladowym. 
Kolejnym celem Chuuyi było znalezienie w miarę czystej ławki - to też nie okazało się większym problemem i zaraz, uprzednio przy pomocy Zdolności zmiatając wszelkie śmieci z brązowych desek, przysiadł na jednej ławce znajdującej się przy chodniku. Tutaj szum morza nie powinien być irytujący, a ludzie przechadzali się jedynie co jakiś czas, zatem nic nie powinno im przeszkadzać. 
- Bien, Maru-chan. Odpowiedz mi najpierw na kilka pytań, później odpowiem na każde twoje. Chciałabyś opowiedzieć mi o tym, jak działa twoja więź z Mr. Bunnym? Możesz ją wytworzyć z dowolnym obiektem, czy to on jest tak... wyjątkowy? - Spytał łagodnie, obstawiając w myślach bardziej drugą opcję. Przyjmował do wiadomości, że może królik był poręczny i ładnie wyglądał, a Margery mogła nosić go właśnie z tych względów, ale... w końcu mówiła o nim jako o swoim przyjacielu. Często słyszał o Obdarzonych, którzy skupiali Zdolności na konkretnych przedmiotach; żeby długo nie szukać, dobrym przykładem był tu Akutagawa, a kolejnym ten blondyn z Agencji. 
- Skoro nie miałaś styczności z organizacjami Obdarzonych... To prawdopodobnie nie wykorzystujesz króliczka do walki? - Tak, wiedział, jak absurdalnie to brzmi. Jakaś kobieta, która widocznie usłyszała jedynie ostatni skrawek pytania Chuuyi, zerknęła na nich przez ramię z nietęgą miną, jednak zaraz ruszyła ponownie przed siebie. - Wolisz jej może unikać? Masz dobrą pamięć? Jeśli nie chciałabyś walczyć, to możesz robić za szpiega. Tak jak dziś, prawda? - Uśmiechnął się znowu, zaś ton jego głosu ponownie mógł zdradzać pochwałę. W końcu zobaczył królika dopiero pod koniec akcji, a uwagę miał jednak cokolwiek podzielną. Wysłuchał cierpliwie jej wypowiedzi, przy tym delektując się słodkim, ciepłym ciastkiem, które tak przyjemnie grzało i osładzało chłodny wieczór. 

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nowa w Mafii | Uczennica
Liczba postów : 94
Join date : 02/11/2016
Motto : Once you are real you can't become unreal again. It lasts for always.
avatar
Dziewczynka podczas drogi na plażę trochę się rozluźniła. Otwarcie odpowiadała na większość pytań Chuuyi, nie licząc tych, które dotyczyły jej rodziny, na nie udzielała wymijających odpowiedzi. Nie lubiła opowiadać o tym, że jej rodzina, nie licząc ojca, nie akceptuje jej Daru, z którego ona nastomiast jest dumna. Gdy tylko dotarli na plażę, nastolatka rozejrzała się uważnie dookoła, była zadowolona z faktu, że tak jak przewidywała, w tym miejscu znajdowało się bardzo mało ludzi. Przeniosła swoje spojrzenie na mężczyznę. Nie wygląda jak mafioza. Poza tym to jedna szansa na znalezienie ludzi, którzy pomogą mi się naprawdę rozwinąć..
Z rozważań wybudził ją dopiero głos Nakahary, który chyba zadał jakieś pytanie. Zdezorientowana Margery parę razy zamrugała, dopiero gdy powtórzył on swoją propozycję w liczbie mnogiej, dziewczyna zdała sobie sprawę z tego, o co chodzi.
- Ciastko... Jest już późno, ale jak mogłabym odmówić czegoś takiego? - Tutaj dziewczynka uśmiechnęła się delikatnie, a na jej twarzyczkę wkradł się delikatny rumieniec. Wciąż mocno przyciskała pluszaka do klatki piersiowej. -Uwielbiam czekoladę, ale kto mógłby jej nie lubić? - W tym momencie Margery spojrzała na swoje buciki, a dopiero po tym, gdy Chuuya wrócił do niej z dwoma ciastkami, zdała sobie sprawę z tego, co zrobił. Negocjowała z nim to, że ma wziąć od niej pieniądze za ciastko, ale po paru minutach , wymawiając ciche "dziękuje", poddała się. Uważnie przyglądała się, jak Nakahara używa zdolności do wyczyszczenia ławki, co ją tylko utwierdziło w fakcie, że jego Zdolność ma związek z grawitacją. Usiadła obok swojego rozmówcy, natomiast pluszaka posadziła obok siebie. Uważnie wysłuchała jego wypowiedzi i nawet uśmiechnęła się. Jesteś pewien, że odpowiesz na moje wszystkie pytania? Nie wiesz, na co się porywasz...
- Wydaje mi się, że mój dar dotyczy tylko Mr. Bunnyego. Nie mam bladego pojęcia jak bądź dlaczego, ale... Tak po prostu jest i już. - Do głowy dziewczynki zaczęły napływać wspomnienia związane z odkryciem jej Daru. Po chwili otrząsnęła się ona i wysłuchała kolejnego pytania. Ja i walka? Chyba masz na myśli tylko tę na poduszki, prawda? Wzięła głęboki wdech.
- Nigdy w życiu z nikim nie walczyłam, ale chętnie bym się nauczyła podstaw. Czasami tylko nastraszałam osoby, które chciały mnie napaść, w tym mieście jest zdecydowanie niebezpieczniej niż w Londynie. Sądzę, że mam dobrą pamięć, ale to też nie jest tak, że się przechwalam. - Spojrzała na ciemne już niebo, na którym mona było zobaczyć gwiazdy, delikatnie się uśmiechnęła. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że słowa o rabusiach mogły zabrzmieć niedorzecznie, zważając na fakt, jakich rozmiarów jest jej przyjaciel. Zerknęła na Chuuyę, a z jej spojrzenia można było wyczytać, że cały strach, który do tej pory jej towarzyszył, zniknął raczej na dobre.
- Nee, Chuuya-san. Zanim zadasz kolejne pytanie, powinieneś coś zobaczyć. - Powiedziała, zerkając tym razem na swoją przytulankę, która to zeskoczyła właśnie z ławki. Blondynka przyłożyła palec wskazujący lewej ręki do ust na znak tego, że Nakahra ma przez chwilę siedzieć cicho. Nastolatka zamknęła oczy i przeniosła całą swoją uwagę na pluszaka, a ten natomiast zaczął powoli rosnąć. W ciągu kilkudziesięciu sekund osiągnął dwa metry wzrostu, a gdy to się stało, Margery otworzyła ślepia i skupiła je na wyrazie twarzy swojego rozmówcy.
- Może utrzymać tę formę przez zaledwie parę minut, a gdy znajdę się zbyt daleko od niego, tracę kontrolę... Sądzisz, że bylibyście w stanie mi pomóc w przedłużeniu tego czasu lub powiększeniu maksymalnej odległości? - Tylko na tym tak naprawdę jej zależało, bardzo chciała się rozwijać, a prawda była taka, że od momentu, w którym odkryła, że może zmienić rozmiar Mr. Bunnyego, nie udało jej się uczynić żadnego postępu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Tylko jedna, konkretna zabawka, czyli sytuacja przypominała Akutagawę. Poza tym nie walczyła z nikim... Kącik ust Chuuyi drgnął; uważał, że dzieci powinny się cieszyć z bycia dziećmi i nie pakować się na siłę w dorosłe życie. Nie wykluczał oczywiście, jakoby osoby nieletnie walczyć nie mogły, jednak widział to raczej jako niezbyt poważne bójki, z których wychodziło się najwyżej z siniakami czy złamanym nosem. 
- Mogę ci zapewnić, że początki u nas nauczą cię podstaw walki. Potem będziesz na coraz głębszej wodzie. Pamięć... Widzisz, jestem zdania, że to mogłoby cię uchronić przed używaniem przemocy. - "Naprawdę ty się tym przejmujesz, Chuuya?" "...", zrobił pauzę, udając, że służyła ona jedynie otrzymaniu czasu na poczęstowanie się ciastkiem. Przy okazji chciał też namyślić się odnośnie wykorzystania Zdolności swojej rozmówczyni na korzyść Mafii. 
"Dlaczego w ogóle przejmujesz się dzieciakiem? Zostaw ją samą sobie." 
Wziął kęs ciastka, wlepił spojrzenie lekko przymrużonych oczu w linię brzegową rysującą się przed nimi.  
"Masz zamiar ciągnąć za sobą dziecko do Moriego? To niepoważne."
Przesunął po wargach koniuszkiem języka, chcąc pozbyć się osiadłych na nich okruszków. Zerknął na królika, którego jego nowa znajoma wciąż ściskała. Musiał dla niej naprawdę wiele znaczyć i Chuuyi przeszło przez głowę, że pewnie zabawka zastępuje jej przyjaciół. Przecież wiedział, jaki los czeka wszystkich Obdarzonych, którym ciężko chować dary przed zwykłymi ludźmi. 
- A on się wciśnie w prawie każdą dziurę. Mamy kilka osób, które mogłyby wykonywać z tobą akcje szpiegowskie. - Podążył wzrokiem za królikiem; pluszak przypominał mu te wszystkie filmy dla dzieci, w których zabawki ożywały, jednak był zdecydowanie bardziej żywy niż wszelkie animacje. Skinął głową na uciszenie go gestem i byłby się zakrztusił ciastkiem, gdyby zdecydował się wziąć kęsa chociażby chwilę później. Otworzył oczy szeroko, wyraz twarzy ukazywał zdziwienie. Trzeba przyznać, że tego się nie spodziewał; tuż przed nim niepozorna zabawka rosła, przyjmowała bardziej pokaźnych i potężnych kształtów. Przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć. Z pewnością mogło to być pewnym asem w rękawie, który gwarantował element zaskoczenia. 
- ... Wygląda interesująco. - Skinął głową, chcąc powiedzieć w tej chwili dosłownie cokolwiek. Widział już wiele, ale digimorfującego królika chyba nigdy. 
- Posłuchaj... Do tego trzeba po prostu dużo praktyki w wielu przypadkach. U innych więcej, u innych mniej. - Dotknął palcem wskazującym czoła dziewczyny, odwracając się już w pełni przodem do niej. - Zależy też od ciebie. Twojej determinacji, chęci, wiary w siebie... I w twoim przypadku też w niego. Tak myślę, spotkałem już wielu ludzi takich jak my. - Kolejna pauza, kolejna chwila poświęcona ciastku. 
"I co masz zamiar jej powiedzieć?" 
"Prawdę."
- Okej... Tylko pamiętaj, że Mafia to nie byle co. To nie spacer po łące ani plaży. Jasne? To brutalni ludzie. Tego wymaga od nas praca i reputacja. Najstraszniejsza organizacja w tym mieście. W twoim wieku miałem na sumieniu już kilka osób. Nie tylko ja zresztą... - Dazai, Kyouka, Q, żeby daleko nie szukać. On i jego partner co prawda już dorośli teraz i właściwie Chuuya uważał to za dość nieznaczący fakt z ich życia, jednak Yumeno i Izumi wciąż byli dziećmi. 
- Także miej na względzie, że jeśli dołączysz, będziesz musiała szybko dorosnąć. Mało który przeciwnik, jak już dojdzie do jakiejś walki, ulituje się nad tobą z powodu wieku lub na ładne oczy. Jeżeli coś pójdzie nie tak... Wolałbym, żeby nic ci się nie stało. Postaram się osobiście cię przeszkolić. Zwykle, by oficjalnie być w Mafii, trzeba wykonać zadanie dowodzące, że się do tego nadajesz. Jeśli nie zmienisz zdania przed tym, to już nie będzie odwrotu. - Nie uważał się za dobrego człowieka w najmniejszym stopniu. Wiedział, że pewne rzeczy się nie zmieniają, ale chciał, by wiedziała wszystko, co Nakahara może jej w tym momencie zdradzić. Odczekał chwilę przed ponownym zabraniem głosu. 
- Masz jeszcze jakieś pytania? Cokolwiek? - I żeby nie pokazać, że bardzo wyczekuje jakiejś reakcji, dokończył ciastko. Przecież głupio by było, gdyby profesjonalista okazywał zaangażowanie w rekrutację jakiegoś dziecka. Czuł oczywiście pewną sympatię względem Margery, ale wiedział, że nie powinien. 

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nowa w Mafii | Uczennica
Liczba postów : 94
Join date : 02/11/2016
Motto : Once you are real you can't become unreal again. It lasts for always.
avatar
Nastolatka ledwo powstrzymała się przez wybuchnięciem śmiechem, zdziwienie Chuuyi wyjątkowo ją rozbawiło. Fakt, że udało jej się zaskoczyć kogoś takiego, naprawdę ją cieszył. Twój zawód mnie zaskoczył, więc mamy remis, Chuuya-san. Ale jeszcze to wygram! Zobaczysz! Na jej twarzyczce pojawił się szczery oraz promienny uśmiech. Jednak szybko został zastąpiony zdziwioną minką, kiedy to Nakahara dotknął jej czoła. To nie tak, że miała coś przeciwko temu, aby mafioza ją dotykał, przecież sama wcześniej mu podała rękę, prawda? Po prostu jego gest ją zdziwił i to bardzo. Okej, no to mamy dwa do jednego.
Następne słowa jej rozmówcy sprawiły, że zmarszczyła ona brwi. Przecież już wcześniej mu mówiła, że nie jest naiwna. Westchnęła cicho i obdarzyła mężczyznę dosyć chłodnym spojrzeniem.
- Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że Mafia to nie przelewki. Widziałam przecież dzisiaj, czym się zajmujecie. Domyślam się, że do tego dochodzą liczne zabójstwa i nie tylko. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy, gdybym była zwyczajnym, przerażonym dzieckiem chyba uciekłabym w momencie, kiedy dałeś mi na to szansę, prawda? - Przez cały czas utrzymywała kontakt wzrokowy z Chuuyą, wierzyła we własne słowa, a strach zniknął w momencie, kiedy opuściła dzielnicę Isogo. Kolejna wypowiedź Nakahary wywołała w Margery mieszane uczucia. Z jednej strony zdawała ona sobie sprawę z tego, w co się pakuje i uważała, że wszelkie ostrzeżenia są zbędne. Wreszcie udało mi się znaleźć Obdarzonego, mogłabym zrezygnować, ale jakie jest prawdopodobieństwo, że uda mi się znaleźć inną organizację? Dziewczynka przygryzła delikatnie dolną wargę.
Z drugiej strony miała naprawdę ochotę się uśmiechnąć. Fakt, że Nakahara chciał ją osobiście przeszkolić, zdecydowanie dodawał jej otuchy. Poczuła się wreszcie coś, czego nawet jej własna matka nie mogła jej dać, akceptację oraz to, że ktoś w nią wierzy. Już widziała, co on potrafi i była pewna tego, że jest to tylko próbka jego możliwości. Niemniej jednak, zamiast cokolwiek odpowiedzieć, przytuliła ona mężczyznę, nie brudząc go przy tym ciastkiem, o którym prawie zapomniała.
- Dziękuję, Chuuya-san. - Po wypowiedzeniu tego króciutkiego zdania cichym głosem, odsunęła się ona od niego. Zastanawiając się, o co mogłaby się jeszcze spytać Nakaharę, powoli delektowała się ciasteczkiem.
- Jak może wyglądać to zadanie? A jak wasze życia? W jakich godzinach pracujecie? - No to się zaczęło. Margery zaraz po zadaniu tych wszystkich pytań, wzięła kolejny kęs ciasteczka i zaraz po przeżuciu i przełknięciu go kontynuowała. - Czy dobrze się dogadujecie między sobą? I przede wszystkim miałeś mi opowiedzieć o swoim Darze! I... Ojejku, chyba zadaję za dużo pytań naraz. Przepraszam. - W tej chwili na twarzy nastolatki pojawił się delikatny rumieniec, znowu zajęła się pałaszowaniem ciasteczka, natomiast Mr. Bunny podrapał się po tyle głowy. Dziewczyna zerknęła kątem oka na pluszaka i sprawiła, że zaczął się on powoli zmniejszać. W końcu już zademonstrowała Nakaharze, co potrafią, więc po co jej przyjaciel miałby być dalej ogromny? Lubiła to, że mógł on osiągać dwa metry, jednak wolała go, gdy był w mniejszej formie. Pewnie było to spowodowane tym, że przytulając go, czuła się bezpieczniej. Po chwili otrząsnęła się i znowu skoncentrowała na Chuuyi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
"Punkty dla ciebie", pomyślał. "Mądra dziewczynka."
- Tak, racja. Różni ludzie różnie reagują. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jak u Kurosawy. - Wzruszył ramionami, mimo wszystko dalej nie mogąc wyjść z zaskoczenia, jakie wywołał u niego pluszowy królik. To wciąż brzmiało w jego głowie tak absurdalnie, że nie był w stanie to uwierzyć do końca. Spójrzmy prawdzie w oczy - kto by dał wiarę czemuś takiemu, jak króliczy Bruce Banner, który zamienia się w uszatego, pluszowego Hulka? I do tego małej loli, która wywołuje te zmiany jak promieniowanie gamma? W każdym razie jednak, sam nie odwracał też od niej wzroku przez dłuższy czas, nie chcąc się w ten sposób ani napraszać ani okazywać jakiejś niepewności, której oczywiście w sobie nie miał. Swoją drogą naprawdę był zdania, że kobiety są silne i potrafią uspokoić się gdy trzeba, aby wybrnąć z każdej sytuacji. W głowie myśląc o tym miał obraz przede wszystkim Kouyou i Higuchi, bowiem o Gin trudno było mówić; w końcu odzywała się właściwie tylko do swojego brata. 
- Zadanie pewnie będzie dostosowane do tego, co umiesz ty i przydzielony ci partner. Zwykle jest sporo rzeczy do roboty, więc do wyboru do koloru. Życie... jeśli pytasz o to, jak godzimy się na przykład z prawem, to dzięki kontaktom szefa jesteśmy bezkarni. Jeśli o prywatne i relacje, to z reguły jest okej. Nie jesteśmy robotami ani potworami mimo wszystko. Umiemy... Przyjaźnić się i kochać. I być rodziną. Moja anee-sama wychowała najpierw mnie i mojego partnera... - "Dlaczego nie byłego partnera?" "... Powinienem ugryźć się w język" - ... i potem zajęła się jedną dziewczynką. Może wydawać się chłodna, ale to dobra osoba. A godziny pracy... - Zaśmiał się krótko. - Są różne kryteria. Jedni robią w papierki i chyba mają określone terminy, inni, jak ja czyli też tak, jak będziesz ty, muszą być gotowi na zerwanie się o każdej porze, jeśli sytuacja tego wymaga. Może brzmieć ciężko, ale nie znam innego życia. - Wzruszył lekko ramionami, zaś widząc je reakcję na uświadomienie sobie, że mogła zadać za dużo pytań, sam musiał powstrzymać się od śmiechu. Widać miała sporo taktu, ale zdarzało jej się trochę zapominać. Tyle dobrego, że przynajmniej nie zdawała się już przestraszona. 
- Dogadywanie zależy od osoby, to jak w szkole. Trochę. Tylko w szkole nie dostajesz zleceń na zabijanie, co? Moja Zdolność za to... Opiera się na grawitacji, co widziałaś. Najlepiej działa wokół mnie i rzeczy, których dotykam. Mogę chodzić po suficie albo rzucić czymś naprawdę daleko, tak z luźniejszych przykładów. Przy okazji ciężko mnie trafić. - Mimo wszystko zastanawiał się, dlaczego właściwie mówi o sobie aż tyle i to w taki luźny, pozbawiony narcyzmu sposób. Naprawdę miał sporą słabość do dzieci i chyba nie widział powodu do kłamania; w końcu dla Jokohamy Mafia nie była wielkim sekretem, a gdyby co do czego przyszło, to nikt nie uwierzy małej dziewczynce. Nie zauważył też chwili, w której ciastko zniknęło, ale zdecydowanie należało do bardziej udanych zakupów tego typu.
- Poza tym jest coś, czego nie użyję, bo może mnie to zabić. Ale o tym wolę nie mówić, bo osoba powiązana z tym działa mi na nerwy. - Zmiął mocno papier po ciastku, zupełnie tak, jakby miało to zaboleć osobę, o której mówi. Na twarzy pojawił się niezadowolony grymas, który zawsze sam z siebie na nią wypływał, gdy tylko mowa była o Dazaiu. 
- Ale mniejsza. To jak? Ehm, chcesz mój numer czy coś? Odprowadzić cię? - I znowu nie do końca wiedział, jak sobie poradzić z osobą spoza jego środowiska. Ciężko jednak powiedzieć, by wyglądał w tej chwili na niepewnego siebie; w końcu to był Chuuya, przecież był z Mafii i nie mógł sobie pozwolić na takie rzeczy. 

_________________


W każdym razie, cierpiałem... naprawdę cierpiałem!
I teraz, tutaj uzmysłowiłem sobie, właśnie przy moim biurku,
Uporczywe wpatrywanie się w moje wyciągnięte ręce
To wszystko, co potrafię

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: Chuuya | Alek | Kapturek
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nowa w Mafii | Uczennica
Liczba postów : 94
Join date : 02/11/2016
Motto : Once you are real you can't become unreal again. It lasts for always.
avatar
"Różni ludzie różnie reagują" te słowa przywołały do główki Margery wiele wspomnień, między innymi reakcję jej matki na odkrycie Daru przez dziewczynkę, wyjątkowo bolesne słowa kobiety wciąż krążyły po głowie blondynki. Oczy blondynki mimowolnie zaszkliły się, jednak kolejne słowa Nakahary wybudziły ją z tego bolesnego transu.
Zadanie będzie dostosowane do tego, co umiem ja i przydzielony mi partner... PRZYDZIELONY MI PARTNER!? W tym momencie dziewczynka prawie zakrztusiła się ciastkiem. Niemniej jednak nim odkaszlnęła, udało jej się przełknąć słodką przekąskę.
- Przydzielony mi partner? - Powtórzyła dosyć nieśmiałym, a zarazem cichym głosem. Była to dla niej kolejna niespodzianka. Nie dosyć, że w końcu udało jej się znaleźć Obdarzonego i to w dodatku przynależącego do najsilniejszej organizacji w mieście, to jeszcze najprawdopodobniej dostanie partnera!? Osobę, której będzie mogła zaufać i która również ją obdarzy tym samym. Oczy znowu pod wpływem emocji zaszkliły się. Jednak po chwili dziewczyna je przetarła i wlepiła w Nakaharę. Wysłuchała jego odpowiedzi do końca. "Nie jesteśmy robotami ani potworami mimo wszystko. Umiemy... Przyjaźnić się i kochać. I być rodziną." Takiego właśnie miejsca szukam, czyżby nareszcie się udało?
Uważnie wysłuchała wypowiedzi Chuuyi o jego Darze. Grawitacja, co? Ciężko go trafić i może sobie chodzić, którędy tylko zapragnie. Jednak zdecydowanie wolę Mr'a Bunny'ego.
Natomiast porównanie mężczyzny ludzi pracujących dla Mafii do uczniów sprawiło, że nastolatka mocno przycisnęła pluszaka do swojej klatki piersiowej. Bolesne wspomnienia związane z edukacją w Wielkiej Brytanii zaczęły pojawiać się przed jej oczami. Dziewczyna potrząsnęła głową i zamrugała parę razy, chcąc i zresztą pozbywając się tych obrazów.
Jej oczy ponownie skupiły się na rozmówcy. Analizowała słowa, które wypowiedział o ów osobie, o której mówił, a dokładniej jego głos i postawę. I nie mogła się powstrzymać, aby nie zachichotać, kiedy mafiozo zgniótł opakowanie po ciastku tak, jakby chciał zrobić to osobie, o której wspomniał. I jeszcze ten grymas na jego twarzy! No nie wierzę!
- Nie sądzę, aby wyżywanie się na niewinnym papierku mogło coś zrobić tej osobie. - Nie wypowiedziała tych słów złośliwie. Rzeczywiście była rozbawiona jego zachowaniem, ale zdecydowanie nie chciała go zirytować bądź obrazić. Było to zwykłe stwierdzenie wypowiedziane dosyć cichym głosem, któremu zawtórował również cichy chichot. Natomiast na jej buźce pojawił się łagodny uśmiech. Dziewczyna wyłapała pewnego rodzaju niepewność, która mu towarzyszyła, jednak postanowiła na to nie reagować.
- Nie musisz mnie odprowadzać. Sama trafię do domu, to jest dosyć niedaleko i... - W tym momencie blondynka wyjęła telefon i podała go Nakaharze. - Chuuya-san, jakbyś mógł mi podać swój numer, tak na wszelki wypadek, gdybym miała więcej pytań. I odwdzięczę się tym samym! - I w tej oto pięknej chwili na policzkach Margery pojawiły się delikatne rumieńce. Natomiast, kiedy już nastąpiła wymiana numerów telefonów i Williams odzyskała swoją własność, uprzejmie pożegnała się ona ze swoim rozmówcą i wciąż przytulając Mr'a Bunny'ego, ruszyła w stronę swojego mieszkania.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 454
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
- Tak, partnera. Sporo osób pracuje w dwie lub trzy osoby. Szef dobiera ich zwykle według stażu czy Zdolności... I umiejętności współpracy. Mój partner umie zatrzymać moją... Specjalną Zdolność. - "Dlaczego czas teraźniejszy?" - Szef, wiedząc o tym, przydzielił nas do siebie jak mieliśmy czternaście czy trzynaście lat. W wieku szesnastu byliśmy już idealnie zgrani. - "A potem cholerny, pierdolony dupek mnie zostawił.", dopowiadał sobie w myślach, jeszcze bardziej nakręcając swoją niechęć do Dazaia. Widząc reakcję dziewczyny nie wiedział, czy ta cieszy się, czy wręcz przeciwnie, ale Mafia wymagała pewnych rzeczy, czy jej członkom pasowało to, czy nie. Miał jednak nadzieję, że udało mu się znaleźć potencjalnego rekruta do swojej organizacji; w końcu miał ku temu odpowiednie kompetencje, a przejęcie opieki nad nowicjuszem ściągniętym przez siebie mogło dowieść, że Nakahara jest odpowiedzialny i godny funkcji mafijnego herszta. 
Po reakcji na kwestię dotyczącą szkoły wywnioskował, że Margery zbyt dobrych skojarzeń z tą instytucją nie ma, co sprawiło, że pomyślał o znęcaniu się nad nią z powodu Zdolności albo tego, że rozmawia z królikiem. Dzieci potrafiły być okrutne, a słowa bardziej raniące niż strzały. Nie skomentował tego jednak ani nie pozwolił sobie na żadną konkretną czy widoczną reakcję; rzecz nie była w tym, że jej nie współczuł, po prostu nie chciał za dużo po sobie pokazać. Gniewnym pomrukiem skomentował chichot i machnął ręką na jej komentarz dotyczący papierka, nie chcąc ciągnąć tego tematu. 
- Numer? Jasne, już. - Wpisał w jej telefon swój numer, odnotowując w głowie, że szybko przeszła do konkretów, a to się ceni. Skinął głową, po czym oddał jej swój telefon w tym samym celu. - No, to do zobaczenia... Maru-chan. Uważaj na siebie. - Wstał z ławki, żegnając ją niedbałym pomachaniem ręką, po czym ruszył prosto przed siebie w kierunku dość oczywistym, wszak sukces w pracy należało uczcić wizytą w barze... 
zt~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 110
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Park Yamashita, święto hanami. Jak się można było spodziewać, ludu było mnóstwo i w zasadzie trudno jest się przez niego przebić. Większość miejsc była zajęta przez pary i rodziny chcące spoglądać na kwitnące kwiaty wiśni, a dróżkami i promenadą wychodzącą na morze także poruszała się cała masa ludzi. Innymi słowy, było to otoczenie w którym Orwell czuł się co najmniej zagubiony.
Chciał przyjść tylko pooglądać sobie kwitnące kwiaty wiśni... Ale pomyślał, że wstanie o ludzkiej godzinie by to uczynić to dobry pomysł. Za rok puknie się w głowie jak będzie chciał później niż o piątej lub szóstej się udać popatrzeć na to cudo natury, chociaż kto wie czy już wtedy nie robią się tłumy... Zmarszczył brwi. Ewidentnie nie odnajdywał się wśród tej całej masy ludzi. On tutaj przyszedł tylko i wyłącznie patrzeć na kwiaty, a nie się przeciskać! Ale cóż, czego to się nie robi dla pięknego widoku? Ten zaś był faktycznie... Piękny właśnie, zdumiewający. Trudno znaleźć na to słowa, trzeba samemu zobaczyć kwitnące kwiaty by móc zrozumieć co czuł George, gdy przestał w myślach narzekać na otaczający go ze wszystkich stron motłoch i spojrzał w górę. Zatrzymał się aż na chwilę by przyjrzeć się temu wszystkiemu dokładniej, bo zwykła, głupia chwila w postaci paru sekund nie wystarczyła. Potrzebował minut by móc się w pełni zadowolić widokiem... Tylko tych minut nie miał, bo nie znalazł sobie w miarę stabilnego miejsca. Tak też po parunastu sekundach, które nie dały mu pełnej satysfakcji z widoków, wrócił do krążenia po parku. Moment po tym, jak tak ruszył, jego cierpiąca z nadmiaru ludzi duszyczka spostrzegła jakąś znajomą sylwetkę. Kobiecą w prawdzie, ale skądś ją kojarzył... Długo nie myśląc, ruszył w jej kierunku. Można rzec, że w tymże momencie była ona latarnią morską, on okrętem, a ludzie falami, które rozbijały się o Orwella. Naturalnym dla niego ruchem było ruszenie w kierunku jedynej znanej osoby, a przynajmniej taką miał nadzieję, bo może miała ona już znalezione miejsce... Trochę to pachniało pasożytowaniem, ale w tym momencie Anglik o tym nie myślał. Myślał o tym, by uciec w jakieś odrobinę bardziej spokojne miejsce i wierzył, że ta, do której zmierza, mu w tym pomoże.



// Chuuya pozwolił na bilokację!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Mafii
Liczba postów : 66
Join date : 27/11/2016
Age : 20
avatar
Co jak co, ale tego, że Misuzu olewa tradycyjne święta nikt jej nie zarzuci. Głównie dlatego, że była nie tylko fanką tradycyjnych japońskich słodyczy, ale także podziwiania kwiatów, wizyt w świątyni na początku roku czy łapania złotych rybek latem. Zawsze lubiła wszelkie tego typu zabawy i źle się czuła, gdy musiała którąś ominąć. Tym razem jednak los się do niej uśmiechnął, więc wybrała się do parku, by pooglądać kwitnące wiśnie przy paru puszkach piwa i pudełku z jedzeniem. Jak się później okazało, dużo za późno.
Nie był to pierwszy raz, gdy kobieta szła oglądać kwiaty i doskonale wiedziała, że żeby mieć gdzie usiąść, trzeba wziąć ze sobą akt własności w kolorowe paski i zająć miejsce jeszcze z samego rana, zanim zejdą się ludzie. Raz nawet zdarzyło jej się zasnąć w środku nocy pod drzewem. Co ciekawe, i tak było tam już parę osób. W tym roku jakaś nieznana siła zatrzymała Suzu w łóżku zdecydowanie za długo. O godzinie 5:30 jak zwykle obudził ją budzik w telefonie. Zazwyczaj nie miała z tym problemu, w końcu po dłuższym czasie się człowiek do takiego wstawania przyzwyczaja. Okazało się jednak, że im wcześniej powinieneś się ogarnąć, tym później to zrobisz. Uznała, że skoro i tak nigdzie się nie spieszy, nie musi jeszcze wstawać i może pospać jeszcze pół godziny. To był błąd. Pół godziny zawsze zmienia się w półtorej, każdy to potwierdzi. Tym sposobem Kaneko Misuzu z trudem wygramoliła się z łóżka o 7:00. Wciąż nieogarnięta. Chociaż starała się doprowadzić się do porządku jak najszybciej, nakładanie makijażu zawsze zabiera przynajmniej pół godziny z poranka. A patrząc na to, że musiała jeszcze umyć włosy, nie mogło pójść po jej myśli. W końcu jednak doprowadziła się do porządku. Już prawie przypominała istotę ludzką. Jedyne, co jej zostało, to wysuszenie włosów i wyprasowanie w końcu ubrań. Przygotowała sobie ładną sukienkę. Jednak jak zwykle, coś musiało pójść nie tak. Rozłożyła deskę do prasowania, podłączyła żelazko do prądu i chwilę zaczekała. Minuta, dwie, pięć... zdenerwowana odłączyła żelazko. Podłączyła za to suszarkę do włosów. Ona też nie działała. Schowała suszarkę do szuflady. Spróbowała włączyć światło w łazience. Nic. W sypialni. Znowu nic. W kuchni. Dalej nic. Była pewna, że zapłaciła na czas za prąd, ale żeby zupełnie rozwiać wątpliwości poszukała papierów. W przeciwieństwie do prądu, były tam, gdzie miały być. Wszystko zapłacone. Rozwiązanie jest jedno- sąsiedzi. Założyła na siebie taktyczne cokolwiek, bo w końcu nie będzie biegać po bloku w bieliźnie. Wciąż z mokrymi włosami wyszła z mieszkania i zapukała do drzwi sąsiadki, która zawsze wracała po nocach do domu, doprowadzając Misuzu do szewskiej pasji. Cisza. Próba druga, efekt podobny. Najwyraźniej nikogo nie było w mieszkaniu. Zapukała do kolejnych drzwi. Pamiętała, że mieszkał tam młody chłopak, który często budził ją grą na gitarze. Tu również cisza. Zdenerwowana już zapukała do następnych drzwi. Ku jej zdziwieniu, nie otworzył jej jednak miły mężczyzna po czterdziestce, który czasami podrzucał jej płyty girlsbandów, a młodziutka licealistka. Wolała nie wnikać. Zapytała, czy w tym mieszkaniu jest prąd. Nie było. Oczywiście. Była za to informacja, która podobno wisiała na tablicy korkowej na samym dole od tygodnia. Zbiegła na dół, przeczytała uważnie wszystko, co napisano na kartce. Świetnie. Jeszcze godzina. Wróciła do siebie i rzuciła się na łóżko z myślą, że skoro nie ma prądu, pewnie będzie skazana na ciepłe piwo. Trochę jej to zajęło, ale pogodziła się z zaistniałą sytuacją i zaczęła czytać książkę. W końcu usłyszała, że stara jak świat lodówka zaczęła pracować. Rzuciła się szybko do łazienki i wyjęła suszarkę. I tak niepotrzebnie, bo przez ten czas jej włosy zdążyły prawie całkiem wyschnąć. Dosuszyła jednak końcówki i zaplotła mały warkoczyk tak, jak zazwyczaj to robiła. Znów podpięła żelazko. Tym razem na szczęście dała radę bez problemu wyprasować czarną sukienkę. Jednak coś zauważyła już po tym, jak skończyła prasować. Sukienka była podarta z tyłu. Zerknęła na maszynę do szycia, zegarek, maszynę, znów zegarek. Nie było szans. Wyciągnęła z szafy białą koszulę i czarną spódnicę z wysokim stanem. Może być. Wyprasowała. Założyła. Było w porządku. Włożyła jeszcze zakolanówki, zawiązała krawat i już czuła się ogarnięta. Wzięła kocyk, przygotowane dzień wcześniej pudełko z jedzeniem i cztery puszki piwa. Wszystko tylko i wyłącznie dla niej. Wreszcie. Założyła czarne buty na wysokim obcasie, zgarnęła szybko telefon, portfel i małą kosmetyczkę do torby i w końcu, po kilku godzinach walki ze śmiejącym się jej w twarz losem wyszła z domu.
Skierowała się w stronę parku Yamashita, gdzie zwykle zajmowała miejsce. Jednak tłumy cisnących się tam ludzi (niektórych już z lekka podpitych) zgasiły w niej ostatnie iskierki nadziei na dobrze spędzone Hanami. Poszła dalej. Jedynym rozsądnym wyjściem zdały jej się pobliskie plaże, na których zazwyczaj usadawiało się znacznie mniej ludzi niż w samym parku. Wciąż były tam tłumy, le zdecydowanie mniejsze. Na szczęście nawet pomimo beznadziejnej pory upatrzyła sobie całkiem dobre miejsce. Z tym, że ten kawałek wolnej przestrzeni znajdował się między kilkoma innymi kocykami. Za przeciśnięcie się tam powinien być jakiś order. I przy okazji spora nagroda pieniężna. Powoli zaczęła się przemieszczać w stronę upolowanego miejsca. Los jednak dalej chciał się bawić i dosłownie parę sekund przed tym, jak zdążyła się tam dopchać, troje dzieci wyglądających na rodzeństwo rozłożyło tam koc w żółte kwiatki wyglądające, jakby były gotowe wszystko wymordować. Z dziećmi jednak walczyć o miejsce nie będzie, nie ma mowy. Problem był jeden. Utknęła między toną kocyków i ludzi. Rozejrzała się nerwowo szukając wyjścia. Zamiast tego ujrzała zmierzającego w jej stronę mężczyznę, którego z całą pewnością miała już okazję poznać. Z jakiegoś powodu nieco się uspokoiła. Posłała mu jednak spojrzenie, które mogło mówić naprawdę wiele. Jednak jedno słowo dało się z niego wyczytać nie ważne, co by komukolwiek siedziało w głowie.
Pomocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Plaże
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Budka na plaży.
» Dzika plaża
» Dzika plaża.
» Plaża
» Plaża niestrzeożona

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Kanazawa-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.