Share | 
 

 Plaże

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next
Admin
Liczba postów : 68
Join date : 26/09/2016
avatar
First topic message reminder :


Yokohama jest znana powszechnie ze swoich pięknych i malowniczo położonych plaż. Ciepły piasek przesypujący się pod stopami i między palcami, chłodne fale, w które można się zanurzyć, mnóstwo muszelek, sporo turystów tu i ówdzie...a w tle historyczny park Yamashita Koen, który leży niedaleko zejść na plaże i słynie z posągu Wielkiego Buddy. Można tu się poopalać, wypić drinka w towarzystwie przyjaciół, poćwiczyć surfing, a nawet zjeść przepyszne lody śmietankowe, które oferują malutkie lodziarnie wtapiające się w urocze tło!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com

AutorWiadomość
Czlonek Mafii
Liczba postów : 66
Join date : 27/11/2016
Co jak co, ale tego, że Misuzu olewa tradycyjne święta nikt jej nie zarzuci. Głównie dlatego, że była nie tylko fanką tradycyjnych japońskich słodyczy, ale także podziwiania kwiatów, wizyt w świątyni na początku roku czy łapania złotych rybek latem. Zawsze lubiła wszelkie tego typu zabawy i źle się czuła, gdy musiała którąś ominąć. Tym razem jednak los się do niej uśmiechnął, więc wybrała się do parku, by pooglądać kwitnące wiśnie przy paru puszkach piwa i pudełku z jedzeniem. Jak się później okazało, dużo za późno.
Nie był to pierwszy raz, gdy kobieta szła oglądać kwiaty i doskonale wiedziała, że żeby mieć gdzie usiąść, trzeba wziąć ze sobą akt własności w kolorowe paski i zająć miejsce jeszcze z samego rana, zanim zejdą się ludzie. Raz nawet zdarzyło jej się zasnąć w środku nocy pod drzewem. Co ciekawe, i tak było tam już parę osób. W tym roku jakaś nieznana siła zatrzymała Suzu w łóżku zdecydowanie za długo. O godzinie 5:30 jak zwykle obudził ją budzik w telefonie. Zazwyczaj nie miała z tym problemu, w końcu po dłuższym czasie się człowiek do takiego wstawania przyzwyczaja. Okazało się jednak, że im wcześniej powinieneś się ogarnąć, tym później to zrobisz. Uznała, że skoro i tak nigdzie się nie spieszy, nie musi jeszcze wstawać i może pospać jeszcze pół godziny. To był błąd. Pół godziny zawsze zmienia się w półtorej, każdy to potwierdzi. Tym sposobem Kaneko Misuzu z trudem wygramoliła się z łóżka o 7:00. Wciąż nieogarnięta. Chociaż starała się doprowadzić się do porządku jak najszybciej, nakładanie makijażu zawsze zabiera przynajmniej pół godziny z poranka. A patrząc na to, że musiała jeszcze umyć włosy, nie mogło pójść po jej myśli. W końcu jednak doprowadziła się do porządku. Już prawie przypominała istotę ludzką. Jedyne, co jej zostało, to wysuszenie włosów i wyprasowanie w końcu ubrań. Przygotowała sobie ładną sukienkę. Jednak jak zwykle, coś musiało pójść nie tak. Rozłożyła deskę do prasowania, podłączyła żelazko do prądu i chwilę zaczekała. Minuta, dwie, pięć... zdenerwowana odłączyła żelazko. Podłączyła za to suszarkę do włosów. Ona też nie działała. Schowała suszarkę do szuflady. Spróbowała włączyć światło w łazience. Nic. W sypialni. Znowu nic. W kuchni. Dalej nic. Była pewna, że zapłaciła na czas za prąd, ale żeby zupełnie rozwiać wątpliwości poszukała papierów. W przeciwieństwie do prądu, były tam, gdzie miały być. Wszystko zapłacone. Rozwiązanie jest jedno- sąsiedzi. Założyła na siebie taktyczne cokolwiek, bo w końcu nie będzie biegać po bloku w bieliźnie. Wciąż z mokrymi włosami wyszła z mieszkania i zapukała do drzwi sąsiadki, która zawsze wracała po nocach do domu, doprowadzając Misuzu do szewskiej pasji. Cisza. Próba druga, efekt podobny. Najwyraźniej nikogo nie było w mieszkaniu. Zapukała do kolejnych drzwi. Pamiętała, że mieszkał tam młody chłopak, który często budził ją grą na gitarze. Tu również cisza. Zdenerwowana już zapukała do następnych drzwi. Ku jej zdziwieniu, nie otworzył jej jednak miły mężczyzna po czterdziestce, który czasami podrzucał jej płyty girlsbandów, a młodziutka licealistka. Wolała nie wnikać. Zapytała, czy w tym mieszkaniu jest prąd. Nie było. Oczywiście. Była za to informacja, która podobno wisiała na tablicy korkowej na samym dole od tygodnia. Zbiegła na dół, przeczytała uważnie wszystko, co napisano na kartce. Świetnie. Jeszcze godzina. Wróciła do siebie i rzuciła się na łóżko z myślą, że skoro nie ma prądu, pewnie będzie skazana na ciepłe piwo. Trochę jej to zajęło, ale pogodziła się z zaistniałą sytuacją i zaczęła czytać książkę. W końcu usłyszała, że stara jak świat lodówka zaczęła pracować. Rzuciła się szybko do łazienki i wyjęła suszarkę. I tak niepotrzebnie, bo przez ten czas jej włosy zdążyły prawie całkiem wyschnąć. Dosuszyła jednak końcówki i zaplotła mały warkoczyk tak, jak zazwyczaj to robiła. Znów podpięła żelazko. Tym razem na szczęście dała radę bez problemu wyprasować czarną sukienkę. Jednak coś zauważyła już po tym, jak skończyła prasować. Sukienka była podarta z tyłu. Zerknęła na maszynę do szycia, zegarek, maszynę, znów zegarek. Nie było szans. Wyciągnęła z szafy białą koszulę i czarną spódnicę z wysokim stanem. Może być. Wyprasowała. Założyła. Było w porządku. Włożyła jeszcze zakolanówki, zawiązała krawat i już czuła się ogarnięta. Wzięła kocyk, przygotowane dzień wcześniej pudełko z jedzeniem i cztery puszki piwa. Wszystko tylko i wyłącznie dla niej. Wreszcie. Założyła czarne buty na wysokim obcasie, zgarnęła szybko telefon, portfel i małą kosmetyczkę do torby i w końcu, po kilku godzinach walki ze śmiejącym się jej w twarz losem wyszła z domu.
Skierowała się w stronę parku Yamashita, gdzie zwykle zajmowała miejsce. Jednak tłumy cisnących się tam ludzi (niektórych już z lekka podpitych) zgasiły w niej ostatnie iskierki nadziei na dobrze spędzone Hanami. Poszła dalej. Jedynym rozsądnym wyjściem zdały jej się pobliskie plaże, na których zazwyczaj usadawiało się znacznie mniej ludzi niż w samym parku. Wciąż były tam tłumy, le zdecydowanie mniejsze. Na szczęście nawet pomimo beznadziejnej pory upatrzyła sobie całkiem dobre miejsce. Z tym, że ten kawałek wolnej przestrzeni znajdował się między kilkoma innymi kocykami. Za przeciśnięcie się tam powinien być jakiś order. I przy okazji spora nagroda pieniężna. Powoli zaczęła się przemieszczać w stronę upolowanego miejsca. Los jednak dalej chciał się bawić i dosłownie parę sekund przed tym, jak zdążyła się tam dopchać, troje dzieci wyglądających na rodzeństwo rozłożyło tam koc w żółte kwiatki wyglądające, jakby były gotowe wszystko wymordować. Z dziećmi jednak walczyć o miejsce nie będzie, nie ma mowy. Problem był jeden. Utknęła między toną kocyków i ludzi. Rozejrzała się nerwowo szukając wyjścia. Zamiast tego ujrzała zmierzającego w jej stronę mężczyznę, którego z całą pewnością miała już okazję poznać. Z jakiegoś powodu nieco się uspokoiła. Posłała mu jednak spojrzenie, które mogło mówić naprawdę wiele. Jednak jedno słowo dało się z niego wyczytać nie ważne, co by komukolwiek siedziało w głowie.
Pomocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 110
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Orwell, którego niedawny wyraz niezadowolenia, zmęczenia oraz zażenowania na twarzy objawiał się przede wszystkim zmarszczonymi brwiami, napotykał dziwne trudności w przedarciu się do iskierki nadziei, jaką była w tym momencie Misuzu, przez co na jego twarzy ponownie zagościł tenże wyraz... Choć w prawdzie te trudności nie były dziwne, w końcu tłumy w parku były, jakimś zrządzeniem losu na drodze Anglika do szczęścia - to jest jedynej osoby, którą w tym miejscu kojarzył - stanął szereg osób, frontalnie blokujących drogi do niej. I w tym też momencie George jeszcze bardziej się zirytował, bowiem jego uprzejme nastawienie oraz zasady jakimi się kierował zakazywały mu zachowania się jak gbur i odepchnięcia stojących mu na drodze. A zwykłe "Przepraszam, chcę przejść." nie działało, bowiem człowiek stojący tuż przed nim rozmawiał przez telefon. Spowodowało to, że kiedy Japonka do której zmierzał Brytyjczyk spojrzała się na niego, zobaczyła na jego twarzy głęboki wyraz europejskiej irytacji, który po cichu mówił "Nie mogę przejść, pomocy.". Był to w prawdzie przekaz podprogowy, no bo nieradzenie sobie z osobą przed sobą była już pewnym szczytem żałosności.
Po jakiejś minucie lub mniej stania irytacja Orwella sięgnęła zenitu i odezwał się nieco głośniej.
- Przepraszam, chcę przejść! - Powiedział może i nawet za głośno, bo Japończyk obejrzał się na marszczącego brwi, rozeźlonego Anglika, coś powiedział pod nosem i dopiero wtedy odsunął.
W tym momencie jednak George niezbyt przejmował się faktem, że ktoś nazwał go dupkiem czy innym chamem. Jeszcze, później go to zaboli, dopiero jak sobie usiądzie i sobie przypomni o niemiłym zachowaniu. Teraz interesowało go dojście do Miss Kaneko, która samym spojrzeniem - które wcześniej dostrzegł - prosiła o pomoc, a na dodatek on sam jej potrzebował i właśnie ona była jego najlepszym wyjściem. Na jego szczęście, przedarcie się przez resztę ludzi nie stanowiło takiego problemu i po zwykłym "przepraszam" ludzie się odsuwali. Tak też, po tej niezwykle emocjonującej wędrówce, w końcu do niej doszedł, uważając oczywiście przy stawianiu kroków na kocyki innych ludzi. Omal się przy tym nie wywalił.
- Good morning, Madame. - Powiedział, ugruntowując swoją pozycję. W końcu przed chwilą prawie się przewrócił, a z wywrócenia się na Misuzu, zgodnie z pewnymi prawami fizyki™ mogło dojść do iście bezecnej sytuacji. Tuż po tym czynie rozejrzał się dookoła, zdając sobie sprawę z obecnej sytuacji.
Z lekka utknęli.
- Widzę, że Miss także postanowiła dzisiaj przyjść o późniejszej godzinie... - Rzucił do Misuzu spoglądając na nią, w końcu gdyby to rzucił ot tak mógłby wyjść na gbura, po czym wrócił do rozeznawania się z drogi wyjścia do w miarę bezpiecznego miejsca, gdzie mogliby na chwilę chociaż usiąść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Mafii
Liczba postów : 66
Join date : 27/11/2016
Age : 20
avatar
Słysząc, że ktoś krzyczy rozejrzała się zdziwiona. Pomimo tego, że utrzymywała z Orwellem kontakt wzrokowy, jakoś nie pasował jej do niego ten krzyk. Kojarzyła go raczej z osobą spokojną i uprzejmą, ale z drugiej strony ledwo go znała, więc nie była pewna, czy powinna uważać, że może się po nim czegoś spodziewać. Nie miała jednak zbyt dużo czasu na zastanawianie się nad takimi rzeczami, bo niedługo po tym pojawił się obok niej Anglik, który mógł w tym momencie zostać jej zbawicielem czy kimś w tym stylu. Można zrobić z tego religię.
- Dzień dobry. - odpowiedziała chcąc się ukłonić tak, jak zwykle to robiła, ale mała przestrzeń niespecjalnie jej na to pozwalała, więc ograniczyła się do skinięcia głową.
- Och, tak... chociaż nie powiedziałabym, że to był mój wybór. - przed oczami znów miała wspomnienia okropnego poranka, przez który straciła większość swojej determinacji do robienia tego dnia czegokolwiek.
Chociaż liczyła na to, że George ją wybawi, utknęli razem. Przynajmniej nie była w tym osamotniona. Trochę jej to zajęło, ale upatrzyła odrobinę wolnego miejsca. Co prawda nieco daleko od drzew, ale zawsze coś. Pomyślała, że mężczyzna nie miał nikogo, z kim mógłby spędzić Hanami. Ona zazwyczaj też przesiadywała pod wiśnią w swoim własnym towarzystwie, więc rozumiała, jakie czasami bywało to frustrujące. Często jednocześnie relaksujące, ale zdarzało jej się pomyśleć, że przyjemniej by było napić się piwa i podziwiać kwiaty z kimś znajomym. Miała też na uwadze to, że Orwell mógł się słabo odnajdywać w takich sytuacjach jako cudzoziemiec. Nie wiedziała w końcu o nim zbyt wiele, przez co założyła, że niekoniecznie wiedział, co powinien robić w trakcie takich świąt. Uznała, że może tym razem nie zostać sama jak zwykle i przygarnie na swój kocyk zbłąkane dziecko... zbłąkanego dorosłego. To trochę psuło urok, ale to szczegół.
- Jeśli szuka pan miejsca, chyba jakieś znalazłam, ale jest dość daleko i dostanie się tam będzie trudne. Przede wszystkim trzeba będzie uważać... ale patrząc na to, że pan jakoś się tu dostał, musi być jakaś w miarę bezpieczna opcja. - wskazała dłonią kierunek, w którym powinni się udać, jeśli nie chcieli przestać całego dnia - Tam jest trochę miejsca. Widzi pan?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 110
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Cóż, nikt chyba nie chciał w święto Hanami wstać za późno, bo później by musiał przeżywać to co Orwell i Suzu właśnie przeżywają. Czyli ścisk i próby znalezienia jakiegoś dogodnego miejsca wśród lasu ludzi, koców i jeszcze większej ilości ludzi. I koszyczków, pamiętajmy o koszyczkach.
Dla George'a zaś było to pierwsze Hanami, choć słyszał o tłumach jakie się na nim pojawiały. Dlatego miał zamiar sobie pospacerować, ewentualnie gdzieś posiedzieć i, spoglądając na kwiaty wiśni, rozmyślać nad sensem życia, toteż sobie odpocząć. Pewnie i tak zrobiłby oba naraz, ale mniejsza z tym, bo znalazł on pewną osóbkę - w postaci Miss Kaneko - którą teraz musiał, a nawet chciał, przeprowadzić przez ten "las" człowieków. Siebie też, ale to przy okazji. I jak się okazało - w tym przeprowadzaniu sama Misuzu okazała się niezwykle pomocna.
- Yes, yes. Widzę. - Rzekł po chwili spoglądania na wskazany przez Suzu kierunek. Faktycznie, była tam jakaś wysepka, gdzie - o ile zdążą - mogli się rozłożyć. Biorąc ten fakt pod uwagę, za zgodą Miss Kaneko, ujął ją za dłoń i, bardzo uważnie wymijając kocyki oraz ludzi na nich umiejscowionych, ruszył w tamtą stronę szybkim krokiem, uważając na to, by przypadkiem nie narzucić towarzyszce zbyt dużego tempa. Miał nadzieję, że dojdą na czas...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Mafii
Liczba postów : 66
Join date : 27/11/2016
Age : 20
avatar
Złapała Orwella za rękę i dała mu się prowadzić. Chociaż niezbyt chciała, musiała na niego liczyć. W takich sytuacjach dorośli mężczyźni jednak się przydają. Kilka razy była pewna, że upuści wszystko, co sobie przygotowała, jednak nie ze względu na dość szybkie tempo narzucone przez towarzysza, ale plączące się pod jej nogami dzieci. Ciężko było ją zmęczyć, ale dziecko to broń ostateczna. Plus, jedna dłoń to zawsze mniej niż dwie. Kapitan oczywisty się kłania. Ostatecznie jednak obyło się bez ofiar i w spokoju mogli się ulokować na kocyku.
- Dziękuję, naprawdę pan pomógł.- kiwnęła lekko głową, po czym zaczęła wyjmować wszystkie przygotowane w domu rzeczy. Zaczęła się zastanawiać, czy przez cały ten czas nic się z nim nie stało. W pierwszej kolejności rozłożyła niewielki (w końcu wzięła go myśląc o jednej osobie) kocyk. Był szary, ale wydawało się, że wcześniej miał inny kolor. Teraz jednak przestał być młody i piękny. Za to miał kilka wystających nitek, których Misuzu uparcie się pozbywała za każdym razem, gdy go potrzebowała. Z jakiegoś powodu jednak nitki te nie dawały nigdy za wygraną, doprowadzając kobietę do szewskiej pasji. Następnie położyła mniej-więcej na środku również niezbyt duże, płaskie pudełko. Zdjęła z niego pokrywkę. Miało trzy przegródki, jedną dużą i dwie mniejsze. W dużej znajdowały się kawałki smażonego kurczaka, nieco już porozrzucane po sałacie, w mniejszych zaś pomidorki koktajlowe i pokrojona biała brzoskwinia. Było widać, że Suzu zrobiła to tylko dla siebie. Miała też dwa piwa. Przynajmniej tyle mogłoby starczyć dla obydwu osób, nawet jeśli pani mama zamierzała obie puszki wypić sama. W końcu nie da się upić piwem, więc nie widziała w tym żadnego problemu. Bo kto by widział? Problemem za to zdecydowanie był fakt, że zabrała ze sobą tylko jedną parę pałeczek. Przeszukała torebkę. Chociaż zazwyczaj można tam było znaleźć wszystko, w tym patelnię i ciasto ze świąt, to chociażby pałeczek jednorazowych nie mogła za nic namierzyć. Trudno, będzie trzeba z tym żyć.
- Proszę, niech pan siada. Chyba, że pan nie chce, do niczego nie zmuszam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 110
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Z drogi, jaką przeszli, Orwell był średnio zadowolony. Przede wszystkim pewnie dlatego, że natrafili po drodze na sporą ilość dzieci, przez co jego towarzyszka mogła parę razy upuścić cenny pakunek z rzeczami na Hanami. Anglik w prawdzie poczuł się za to trochę winny, bo jednak to on narzucił szybkie tempo i to on spowodował, że mogła swoje rzeczy upuścić. Ba! Może i nawet się przewrócić!
Tak też gdy doszli, pierwszą rzeczą jaką chciał zrobić były przeprosiny. Ale nim zdołał się w miarę stabilnie ustawić, Miss Kaneko zaczęła już wszystko rozstawiać. Począwszy od kocyka, do którego ufał, że nie potrzebuje pomocy, aż po resztę rzeczy. Nic dziwnego więc, że George'owi w pewnym momencie zrobiło się głupio od stania tak, ale nie wyglądała na taką, która potrzebuje pomocy. Uznał, że w takim wypadku pomoc byłaby co najmniej nachalna, tak też ograniczył się do obserwacji. Ku jego niezadowoleniu, aczkolwiek to mógł jakoś przetrwać. Natomiast nie mógł przetrwać bez przeprosin z powodu tempa, w jakim się wcześniej poruszali.
- Dziękuję serdecznie i... Przepraszam za narzucone tempo, Miss. W prawdzie była szansa, że zaraz ktoś to miejsce zajmie,
ale z uwagi na Miss nie powinienem tak szybko się poruszać.
- Rzekł, lekko się kłaniając w geście przeprosin. Po ich, jak się spodziewał, przyjęciu przez Misuzu, usiadł w pewnej odległości od niej (No bo tak koło niej, jak się ledwo co znają?) na kocyku, po czym - jak się można było spodziewać - spojrzał na kwiaty.
- ...Hanami faktycznie jest ciekawym świętem. - Stwierdził tak patrząc. Było to jego pierwsze Hanami, tak też jedynie słyszał o nim z opisów i wiadomości. I był on pod wrażeniem, bowiem opisy okazały się prawdziwe. Widok kwitnących kwiatów wiśni był... Przepiękny z bliska, w takich ilościach. Nawet pomimo tego, że wokół krzątali się ludzie i generowali dosyć spory hałas. Anglik uśmiechnął się pod nosem, po czym zaczerpnął nieco powietrza. Nie spodziewał się, że się tutaj odpręży przy tylu ludziach. A jednak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Mafii
Liczba postów : 66
Join date : 27/11/2016
Age : 20
avatar
Pokręciła głową w odpowiedzi na przeprosiny Orwella. - Nic się nie stało, nie sprawia mi to problemu. - Właściwie nie do końca rozumiała, dlaczego w ogóle miałby ją przepraszać, ale skoro widział problem w tym, że dość szybko szli, najwyraźniej coś musiało w tym być i wypadało grzecznie na te przeprosiny odpowiedzieć.
Gdy George usiadł na kocyku nie było trudno zauważyć, że Misuzu wyglądała, jakby spadł z niej właśnie spory ciężar. Co prawda tego typu sytuacje nie wydawały się wyjątkowo poważne, ale przy tej ilości głupich i denerwujących zbiegów okoliczności naprawdę ciężko było wytrzymać. W końcu jednak usiadła i mogła w spokoju popatrzeć na wiśnie. Chciała skorzystać z faktu, że w ogóle miała okazję, żeby się w taki sposób zrelaksować. Na ułamek sekundy odpływając zapomniała nawet o swoim towarzyszu, ale po niezbyt długiej chwili jego głos wyrwał ją z zamyślenia.
- Och, tak. Przychodzę tutaj co roku. Za każdym razem jest inaczej. Na razie jest jeszcze spokojnie, bo jest w miarę wcześnie. Wieczorem pewnie będzie tutaj sporo osób, które zostaną, żeby się bawić. Sama nie przepadam za tymi wszystkimi grami, ale patrzenie na to jest zabawne. To nawet nie jest sprawa przekwitających wiśni, po prostu atmosfera jest niesamowita... nawet jeśli przedarcie się przez tłumy jest udręką. - skrzywiła się prawie niezauważalnie na wspomnienie okropnego startu -Przepraszam,chyba za dużo rozmawiam. Ale naprawdę ciężko jest nie dać się ponieść takiej wspaniałej atmosferze... och, powtarzam się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 110
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Orwell uśmiechnął się pod nosem. Zapowiadało się miłe popołudnie...

...I takie też było. Większość dnia Anglik i Japonka spędzili na gawędzeniu ze sobą o wszystkim, i o niczym połączonym z kontemplacją, i podziwianiem kwitnących kwiatów wiśni, a także napawania się atmosferą miejsca. Szczególnie tym wszystkim zachwycał się George, bo w końcu było to jego pierwsze "Święto Kwiatów". Po pewnym czasie Misuzu chciała się z nim podzielić tym, co przygotowała, aczkolwiek ten grzecznie jej odmówił twierdząc, że przed wyjściem jadł bardzo pożywne i duże śniadanie. Po prawdzie skłamał, ale spodziewając się, iż przygotowała to wszystko dla siebie, nie chciał się narzucać. W końcu, gdy zaczęło się ściemniać, Orwell ponownie podziękował za wszystko i zaproponował Misuzu by ją odprowadził, na co ta przystała i razem udali się w kierunku jej lokum. Po upewnieniu się, że Miss Kaneko bezpiecznie dotarła do domu, Anglik ruszył w kierunku swojego domu, zadowolony z przebiegu dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Departamentu
Liczba postów : 5
Join date : 31/05/2017
Motto : "Hope is everything you need. Hope is most important thing in the world. Don't lose it"
avatar
- Jak tu ślicznie. - Powiedział z uśmiechem chłopak rozglądał po pięknym miejscu jakim była plaża. Ubrany jak zwykle, niczym się nie wyróżniający poz a jednym małym szczegółem. Na prawej ręce miał założoną czarną opaskę, z symbolem czarnej litery V. Niewiele osób zdawało sobie sprawę z faktu iż był to znak przynależności do Klubu Badaczy Zjawisk Pananormalnych w jednej z szkół. W ręce młodzieniec trzymał niezastąpiony i ukochany aparat fotograficzny z Kodaka.  Na plecah miał za to swój niezawodny plecak. Łaził sobie to tu to tam i rozglądał za czymś ciekawym. Dostał cynk od jednego ze swoich znajomych, że będzie miał szanse wypatrzyć tutaj coś ciekawego. Udając więc, że poszukuje oznak życia istot poza pojmowaniem ludzkim, chadzał sobie po całej plaży i ustawiał się do robienia zdjęć. Tak naprawdę jednak szukał interesujących materiałów. Nikt jednak nie był tego świadomy.  Zastanawiał się przy tym, czy jak nie uda mu się czegoś dowiedzieć, to powiadamiać o tym departament, czy zostawić info dla siebie. W końcu nie było sensu dryń dryniać do nich nadaremno.  A póki czegoś nie sprawdził dogłębnie, nie miał pewności, czy jest się faktycznie czym ekscytować. Nie chciał nawalić, w końcu nie często dzieci w jego wieku mają możliwość dołączenia do tak ważnej rządowej organizacji. Nie mógł przynieś wstydu swojemu opiekunowi. "Szkoda, że nie wziąłem ze sobą kogoś. Byłoby przynajmniej ciut ciekawiej może.." - Pomyślał z westchnieniem, uparcie szukając czegoś interesującego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Fotograf
Liczba postów : 9
Join date : 31/05/2017
Motto : We wszystkim da się dostrzec piękno.
avatar
Hmm~
Piękna plaża. Lekko falujące może, co jakiś czas dosięgające dalszej części brzegu, nawilżające piasek i przynoszące różne skarby z głębin. Spokojna bryza od strony otwartych wód, która dawała przyjemne odczucie, nawet pomimo gorącego dnia. Ludzie, gromadzący się przy brzegu, pragnący spokoju i przerwy od codziennego życia. Takie właśnie wrażenie plaża sprawiała dla Carolla.
Młodzieniec przybył tutaj bez żadnego konkretnego powodu, jeżeli wykluczyć jego zwyczajne uganianie się za ładnymi widokami i miejscami. W ręku bohater trzymał oczywiście swój stary, jednakże zaufany aparat fotograficzny. Już od dłuższego czasu przechadzał się po plaży i uwieczniał wszystko, co wydało mu się choć trochę interesujące, a przez to można mieć na myśli, że cykał zdjęcia praktycznie cały swój czas spędzony tutaj.  Sam już zdążył zapomnieć, cóż takiego znajduje się na większości z nich, prawdopodobnie całe dzisiejsze popołudnie spędzi na uwiecznianiu świata, a cały wieczór na przeglądaniu tego, co właściwie udało mu się zrobić. Jeśli nawet dobrze pójdzie, to uda mu się coś sprzedać, nigdy nie wiadomo.
Nagle przyuważył inną postać z aparatem. Czyżby ktoś również przybył tutaj, posiadając podobny cel, co nasz bohater? Hm, chłopak wyglądał na młodszego, prawdopodobnie jeszcze męczącego się z zajęciami szkolnymi. Młodzieniec uśmiechnął się. Ludzie, mający podobne zajęcie zwykle dobrze się dogadują, a Caroll dziś jeszcze nie zrobił sobie przerwy na żadną, spokojną rozmowę. Dla niego konwersacja była drugą, ulubioną rozrywką, jaką mógł sobie zapewnić. Zwłaszcza, jak trafiło się na interesującą osobę. Jak ładnie pójdzie, to może dostanie pozwolenie na uwiecznienie fotografa na swoim zdjęciu.
-Witam.- odezwał się rozbawionym i melodyjnym tonem, kierując swoje słowa do nieznajomego z aparatem. -Cóż tam próbujesz uwiecznić na tych zdjęciach?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Departamentu
Liczba postów : 5
Join date : 31/05/2017
Motto : "Hope is everything you need. Hope is most important thing in the world. Don't lose it"
avatar
Nic nie przerywało jego skromnego zajęcia, aż do czasu. Pojawił się w pobliżu ktoś, kto spojrzał w jego kierunku. Ba nawet i podszedł aby zagaić. Wyglądał na całkiem miłego człowieka więc bez oporów odpowiedział mu to, co mogło być prawdą.
- Robię zdjęcia przyrodzie oraz panoramie. Ale tak naprawdę to czekam na okazję aby zrobić zdjęcie Isonadzie. Specyficznemu Yokaiowi co lubi przebywać w okolicach plaż. Zapewne pan tego nie wie, ale w szkole jestem przewodniczącym Klubu Badaczy Zjawisk Pananormalnych. - Po chwili zastanowienia postanowił się jeszcze przedstawić. - Aki Yukio. - Pokłonił się nieznacznie po czym kiedy dostrzegł aparat znajdujący się w rękach mężczyzny od razu się zapytał. - Pan też lubi fotografować? Bardziej to praca, czy hobby? Jeśli mogę spytać oczywiście. - Był nadzwyczaj uprzejmy. No bo w sumie i wypada być uprzejmym wobec starszych oraz okazywać im szacunek. Sam jednak przy okazji próbował rozwikłać zagadkę postawioną we własnym umyśle, odnośnie tego kim może być owy człowiek, który odważył się do niego zagadać. Może mógłby dowiedzieć się od niego czegoś interesującego. - Podobno zdarzyło się coś bardzo ciekawego w tych okolicach. Słyszałem, że również problem pojawił się w okolicach mostu. Może jakaś postać posiada zdolności manipulowania wodą i chce zrobić coś, czego my jeszcze nie potrafimy rozgryźć? A może ma po prostu gorsze dni. W sumie może to będzie raczej Hanzaki? Chociaż, czy on by się tak zachowywał.. - Podrapał się po głowie z zastanowieniem i spojrzał na towarzysza swojej rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Plaże
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Budka na plaży.
» Dzika plaża
» Dzika plaża.
» Plaża
» Plaża niestrzeożona

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Kanazawa-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.