Share | 
 

 Biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
Admin
Liczba postów : 70
Join date : 26/09/2016
avatar
First topic message reminder :


Jednym biblioteka kojarzy się ze złem wcielonym i upomnieniami za nieoddane książki, innym z fascynującą lekturą przy ognisku...Wszyscy jednak zgodnie twierdzą, że warto odwiedzić bibliotekę publiczną w Kanazawie - mimo wszystko w eleganckim, starym budynku o przedwojennej fasadzie jest coś, co przyciąga ludzi. Elegancji i melancholii zewnętrznej części biblioteki przeczą jednak żywe kolory i nowoczesny wystrój wnętrz, a obok starożytnych portretów dawnych cesarzy, szogunów i regentów z każdej epoki wiszą także zdjęcia premierów i obecnych władców. Nowoczesność łączy się tu z tradycją i łatwo jest zatracić się na całe godziny w atmosferze biblioteki, a pracownicy tego miejsca zdają się mieć jakieś interesy w świecie podziemnym...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com

AutorWiadomość
Studentka
Liczba postów : 114
Join date : 26/12/2016
Gdy tak Maru mówiła, zaczął stukać palcami w stół. Rytmicznie, pod rytm pewnego, dobrze znanemu każdemu Brytyjczykowi - przynajmniej kiedyś - utworu. Nie był to bynajmniej gest mający na celu pokazanie zniecierpliwienia, który miał na celu pokazać Margery, że ma sobie iść. Była to forma ćwiczenia koncentracji i naoliwiania trybików maszyny zwanej mózgiem. Orwell w ten sposób chciał się wprawić w odpowiedni rytm, a także zafałszować rzekomy sen... Jak tak siedział z zamkniętymi oczami, pukając w stół i otwierając je co jakiś czas, mógł wyglądać bardziej przekonująco niż jakby był taki jak zwykle. W prawdzie trudno rozróżnić kiedy Anglik jest zmęczony lub nie ze względu na jego fasadę, to jest twarz, ale przynajmniej na ten raz chciał się postarać wyglądać na jeszcze półprzytomnego.
- Mhm, doprawdy ciekawa. Nie spodziewałem się tu takich zbiorów. - Powiedział odpowiednim tonem, potrząsając lekko głową w wystukiwany rytm z zamkniętymi oczami.
- Może wyjdę na idiotę, ale przynajmniej zaspanego idiotę. - Pomyślał sobie w tej też chwili Orwell.
Takie zachowanie było dla niego nieeleganckie i bynajmniej by się tak normalnie zachowywał. Jednakże, fakt że "zasnął przy książce" działa na jego korzyść. Człowiek zaspany z reguły zachowuje się inaczej od człowieka w pełni wypoczętego. Z tego chciał skorzystać.
- Fikcja polityczna - Odpowiedział na pytanie Maru, jednak nie powiedział już dlaczego preferuje akurat ten gatunek.
Są ku temu dwa powody. Po pierwsze, jego gra, którą w tym momencie prowadził z Margery. Po drugie, nie chciał wydłużać konwersacji - i przez to zwiększyć szans na to, że coś w jego udawaniu zawiedzie. Udało mu się jednak chęć pozbycia się rozmówczyni zataić w tonie głosu.
Wysłuchał on to co miała jeszcze do powiedzenia i przytaknął jej. W prawdzie normalnie wdałby się w polemikę dotyczącą tego czy bajki nie są zbyt uproszczonym obrazem rzeczywistości, ale teraz mu na tym nie zależało. Zależało mu na tym, by móc jak najszybciej schować fotografie, odłożyć książkę i stąd wyjść.
- Goodbye. - Pożegnał się i przeczekał parę chwil, czytając to co wziął z półki. Trochę śmiesznie wyglądało czytanie od środka, i takie było ono dla George'a. Na szczęście nie była ona zbyt interesująca i nie zagłębił się zbytnio w lekturę, bo inaczej mógłby przesiedzieć z godzinę zanim by wyszedł.
Tak też, po jakichś piętnastu minutach schował zdjęcia do wewnętrznej kieszeni marynarki, odłożył książkę, a następnie opuścił budynek.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uczen
Liczba postów : 91
Join date : 19/12/2016
Motto : Ludzie, którzy żyją przeszłością, są nieszczęśliwi.
avatar
Biblioteka, jakże ciche i spokojne miejsce. Posiadała tą swą, jedyną w swoim rodzaju, atmosferę. Można było tutaj znaleźć wszelkie dzieła, od historycznych po zwyczajne młodzieżowe historyjki. Pośród książkowych regionów przechadzał się pewien, ciemnowłosy młodzieniec. Czego poszukiwał w takim miejscu? Hm, każdą historyczną, czy naukową pozycją nasz bohater znudzi się w niemniej niż minutę, młodzieżowych książek też nie rusza, a co dopiero przynudzającej literatury klasycznej. Co w takim razie mogło spowodować, iż młodzieniec, który znany jest ze swojego lenistwa, opuścił swój dom w wolny od wszelkiej szkoły dzień? Otóż, poszukiwał nowych, baśniowych historyjek. Tak, różnego rodzaju bajki i baśnie mógł czytać w nieskończoność, jednakże trzeba w końcu zasięgnąć czegoś nowego, czyż nie?
Chłopak nieczęsto odwiedzał bibliotekę... nie oszukujmy się, praktycznie nigdy tu nie przebywał. Nie pamiętał kiedy ostatnio wypożyczył jakąś książkę. Zwykle nawet nie czytał lektur szkolnych, gdyż uważał je za niezwykle nużące. Będąc pośród tak wielkiego zbioru książek nawet nie wiedział gdzie powinien zacząć szukać upragnionych przez niego pozycji. Krążył w kółko, już sam nie wiedząc co, gdzie i jak. Widać, nieważne gdzie był, i tak się gubił. Westchnął cicho, zerkając na mijane tytuły. "Mech, to mi zajmie wieczność...". Niby mógł się kogoś zapytać, jednakże nie chciał nikogo kłopotać (Ech, ten dziwny tok myślenia). No, ale trzeba przyznać, że ta biblioteka zgromadziła naprawdę okazałą kolekcję wszelkich historii... Chłopak uśmiechnął się, gdy w końcu zobaczył gdzieś znajome "Baśnie Braci Grimm". Zawsze lepsze to niż nic. Stanął na palcach, aby sięgnąć po książkę, która była położona dosyć wysoko. Bluza zsunęła mu się aż z ramion i zaraz było słychać głuche uderzenie czegoś o podłogę. Chłopak jak zwykle trzymał telefon w kieszeni i ani myślał nawet wkładać rąk do rękawów swojej bluzy, jedynie zarzucając ją wcześniej na ramiona. Przez to właśnie tak często mu spadała, a jego telefon był w opłakanym stanie. Chłopak nie wyglądał, jakby specjalnie się tym przejął, po prostu podniósł bluzę z podłogi, przewieszając przez rękę i zadowolony otworzył zabraną książkę praktycznie tam, gdzie stał. Wyszukiwał jakichś historii, na które jeszcze się nie natknął...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sily specjalne
Liczba postów : 35
Join date : 24/01/2017
avatar
Podobała mu się praca bibliotekarza głównie dlatego, że w bibliotece o dziwo pojawiali się ludzie. Zwykle starsi niż młodsi od Oscara lub w wieku chociaż minimalnie zbliżonym do jego, co podobało mu się już nieco mniej. Lubił słuchać rzeczy, które do powiedzenia mieli uczęszczający tu ludzie, a częściej, niż się spodziewał, byli to Obdarzeni, w dodatku nierzadko rozprawiający o rzeczach, o których członkowie różnych organizacji nie powinni byli mówić. Oczywiście nie było to jego główne źródło informacji; dzięki swojej Zdolności mógł zakradać się na wszelkie spotkania czy po prostu do baz danych grup. Intrygowało go to, jak cudownie nieostrożni mogą być ludzie, gdy zdaje im się, że nie są przez nikogo obserwowani. 
Tak też mijał mu kolejny dzień, podczas którego wodził spojrzeniem znad książki za odwiedzającymi dobytek kulturowy ludźmi. Nie mógł powiedzieć, jakoby Hansel jakoś szczególnie zwrócił jego uwagę, gdy pojawił się w drzwiach biblioteki, jednak uprzejmie skinął do chłopca głową w ramach powitania, nie unosząc nawet nań spojrzenia. Bardziej zaalarmowało go hałasowanie, to jest odgłos bluzy uderzającej o podłogę, wraz ze swoją zawartością. Nie usłyszał brzęku monet, a raczej odgłos czegoś twardego i raczej niewielkiego, wzbogacony nieznacznie odgłosem ruchu suwaka. 
Ruszył w kierunku leżącego na podłodze elementu odzienia  i nie mógł powstrzymać uśmiechu. Skrzyżował ramiona na odzianej w brązową kamizelkę klatce piersiowej, jednak zdecydował chwilę tkwić w bezruchu. Zaraz zajrzał pod otwartą książkę, na jej okładkę, by dojrzeć jej tytuł i jeśli chłopiec dostrzegł mężczyznę, ten powitał go znów łagodnym uśmiechem. 
- Małe wydanie... Wielkie? Tom pierwszy, może drugi? - Powiedział cicho, ruchem głowy wskazując na książkę. - Masz już coś dla siebie? I... - Schylił się po bluzę, po czym podał ją chłopcu. - To chyba twoje, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uczen
Liczba postów : 91
Join date : 19/12/2016
Motto : Ludzie, którzy żyją przeszłością, są nieszczęśliwi.
avatar
Chłopak wzdrygnął się, gdy usłyszał nagle za sobą głos. Raczej nie był przyzwyczajony do nieznajomych, którzy zaczepiają go bez powodu, w końcu zdarzało się to niezwykle rzadko. Aż zamknął zaskoczony książkę, którą teraz trzymał w rękach. Musiał narobić hałasu, przez ten spadający telefon... Jak zwykle młodzieniec był niezwykle niefortunny. Dopiero po chwili dotarło do niego o co tak właściwie pytał mężczyzna.
-Eto.....- Młodzieniec dopiero teraz przyjrzał się okładce dokładniej. Wcześniej po prostu otworzył tomiszcze przez samo nazwisko braci Grimm.-Zdaje mi się, iż to jest tom drugi.- Odpowiedział w końcu, wyszukując odpowiednie detale. Nie żeby coś to mu dokładnie mówiło, w końcu wydań tomu drugiego było parę.
Zaraz znowu skierował swój wzrok na nieznajomego. Wglądał na miłego osobnika (Tak właściwie, to o wszystkich Hansel myślał w taki sposób. Jak zwykle zero podejrzeń.). Był ubrany elegancko i schludnie, w przeciwieństwie do młodzieńca, który wciąż łaził z lekko rozczochranymi włosami i w luźnym stroju. Takim obrotem wydarzeń chłopak zapomniał o leżącej teraz na ziemi bluzie, na którą zwrócił uwagę dopiero nieznajomy jeszcze mężczyzna.
-A-ano, moje...- Chciał się schylić, jednakże mężczyzna go uprzedził i podał Hanselowi jego prawowitą należność. Chłopak odebrał część swojego stroju, trochę zmieszany.-A... Przepraszam za kłopot, dziękuję.- Młodzieniec skinął głową w pośpiechu, ponownie zarzucając bluzę na swoje ramiona. Nie lubił sprawiać dodatkowych problemów innym ludziom, nawet jeśli było to nawet podniesienie należącego do niego przedmiotu. Nie sprawdził nawet stanu swojego telefonu, gdyż wiedział, że jest tak samo rozwalony, jak zwykle.
Chłopak uśmiechnął się w końcu, odpowiadając na poruszony przed sekundą jeszcze temat.
-Haha, zdaje mi się, że jednak wezmę to...- Odrzekł, wskazując praktycznie na książkę, którą teraz trzymał w ręce. Różna wydania zawierały różne historie, kto wie, może natrafi na coś nowego. Po chwili odezwał się ponownie.-A pan czego poszukuje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sily specjalne
Liczba postów : 35
Join date : 24/01/2017
avatar
Oscar wolno skinął głową, otrzymawszy odpowiedź. Nieczęsto spotykał w tym miejscu osoby młode, a gdy takie się już zjawiały, bardzo chętnie je zaczepiał. Ciekawiła go ta rzecz w Japończykach - byli tacy skryci, niedosłowni i nieśmiali, a naraz nie do końca to rozumiał, dzięki czemu tym bardziej go interesowało. Co istnieje ciekawszego niż wzbudzanie w ludziach emocji, do których wszak należało zakłopotanie? 
- Drugi... Więcej sławnych jest w pierwszym, o ile się nie mylę. - Zauważył z niejakim zadowoleniem. W Europie faktycznie bardziej rozpoznawalne były opowieści z pierwszego tomu, nie wiedział, jak w innych częściach świata. Jeśli było tak samo, to chyba poczuł pewne pozytywne zaskoczenie. Oczywiście później były kolejne wydania, jednak sam kojarzył najwięcej baśni z pierwszego zbioru. Na ustach wciąż utrzymywał się lekki uśmiech. 
- Żaden kłopot, kolego. Przez czas, w którym tu przesiaduję, słyszę wszystko, co się tu dzieje. Cisza jest... uderzająca. Ale przyjemna. Łatwo było znaleźć źródło hałasu. I, ojej, ja nie szukam... - Zaśmiał się cicho, opierając o regał i kręcąc głową. - Pracuję tu, od jakiegoś czasu jestem właścicielem i przewodniczącym małego klubu książki. Jeśli nie widziałeś tu mnie, to na pewno zobaczyłeś kiedyś Willa... Albo George'a, ten maruda zawsze odgarnia na tył moje kwiaty i ozdoby. A ja, och, ja jestem Oscar Wilde.  - Tęsknie zerknął na parapety po przeciwległej stronie krótkiego tunelu regałów. Zdecydowanie z rozkoszą cały by obstawił kolejnymi doniczkami i bibelotami, a argumenty współpracowników, że przez to biblioteka będzie wyglądała jak jakiś lombard, antykwariat lub w ogóle graciarnia, absolutnie do niego nie przemawiały. 
To co powiesz na podejście do komputera, żebym ci to wpisał na konto? A może chcesz się jeszcze rozejrzeć? - Zaproponował, ruchem głowy wskazując na wejście do budynku, przy którym było jego stanowisko. Trochę liczył na krótką rozmowę z chłopcem i byłby nawet dalej pociągnął jakiś temat, gdyby nie to, że na swoim biurku zauważył czerwone pudełko, przewiązane złotą wstążką i wyglądające tak, jakby w jego wnętrzu znajdowały się czekoladki. Szybko połączył ten fakt z nadchodzącym świętem obchodzonym czternastego lutego i uśmiech na jego twarzy poszerzył się. 
To było oczywiste. 
Miał adoratora. 
-... Wiesz, może poczekam na ciebie w tamtym miejscu, a jakby co ty przyjdziesz, hm? - I kolejna propozycja, wypowiedziana radośniejszym i bardziej melodyjnym głosem. Po niej ruszył szybkim krokiem do biurka i obejrzał pudełko, jednak nie było przy nim żadnego liściku. Otworzył je, jednak i tam zbrakło czegokolwiek. Wzruszył lekko ramionami i sięgnął po jednego cukierka, który okazał się niesamowicie dobry. 
Gdy tylko Oscar zjadł cukierka, obok Hansela spadła książka - tom pierwszy baśni braci Grimm, w którym to znajdowała się pewna szczególna opowieść. Z tomiku dobył się głośny i nieprzyjemny śmiech, bez wątpliwości należący do jakiejś kobiety, natomiast począwszy od miejsca, w którym upadł zbiór, podłoga i wszystkie meble zaczęły zmieniać materię, z której zostały wykonane, na wszelkiego rodzaju ciastka, cukierki i czekoladę. Przy drzwiach z kolei pojawiła się osoba, do której zdawał się należeć wcześniej wspomniany śmiech. Była to kobieta o aparycji typowej europejskiej wiedźmy, miała zaniedbaną i pokrytą wrzodami skórę, garb, na głowę obrośniętą przerzedzonymi, siwymi włosami nasadzony miała charakterystyczny dla bajkowej wiedźmy kapelusz, lecz poza nim była ubrana jak nieco zaniedbana gospodyni domowa. Do jej odzienia należała długa, poszarzała sukienka, której pierwotnego koloru nie sposób określić. Na nią miała nałożony fartuszek, który można by było uznać za biały... Bardzo dawno temu. To jednak nie był koniec zmian. Dostrzegłszy Oscara zajadającego się słodkościami, a teraz wpatrującego się w nią z oniemiałym wyrazem twarzy, machnęła skostniałą i pomarszczoną dłonią tuż przed jego twarzą. Mężczyzna, może po części za zasługą działania własnej Zdolności, zaraz został przemieniony w dziewczynkę przypominającą Hansela. Miał (lub też miała) nieco dłuższe włosy, bardziej zarysowane dziewczęce kształty, dłuższe rzęsy i na oko zdawała się z pięć centymetrów niższa od niego. W tej postaci pozostanie aż do momentu pokonania czarownicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uczen
Liczba postów : 91
Join date : 19/12/2016
Motto : Ludzie, którzy żyją przeszłością, są nieszczęśliwi.
avatar
Hansel nawet nie przyznawał się, że do biblioteki przychodził piekielnie rzadko, toteż nie kojarzył żadnej osoby, którą wymieniał nowy znajomy. Okazało się również, że mężczyzna był pracownikiem tego, cichego miejsca. Cóż, wyglądał jakby dobrze znał się na literaturze, sądząc po jego wcześniejszej wypowiedzi. Zaraz poznał również imię rozmówcy. Młodzieniec uśmiechnął się i odrzekł.
-Jestem Hansel Riverstone.- Przedstawił się krótko.-Myślę, że cisza jest jednym z uroków pracy w tym miejscu.- Dodał jeszcze. Młodzieniec lubił nieprzerwany i spokojny stan jakim była cisza. Burzliwe i zatłoczone miejsca były tym, czego unikał jak ognia. Dlatego właśnie lubił swój dom, który był zacisznym i spokojnym miejscem przez większość czasu. Lubił tam wracać.
-Dziękuję za pomoc, ale rozejrzę się jeszcze.- Stwierdził chłopak, po chwili namysłu. Spojrzał na regały, pełne różnego rodzaju książek. Wśród tego zbioru zapewne znajdzie jeszcze sporo ciekawych rzeczy, zresztą nie chciał jeszcze wracać na burzliwe przedmieścia miasta, aby zaraz zgubić się ponownie w drodze do domu.-Dobrze.- Odrzekł, wodząc jeszcze przez chwilę wzrokiem za pracownikiem biblioteki. Uśmiechnął się pod nosem, widząc jak otwiera jakąś paczuszkę. Zaraz jednak wrócił do rozglądania się za czymś ciekawym.... znaczy, wróciłby....
Hansel wzdrygnął się przestraszony, gdy nagle na podłogę upadła książka, powodując głośny huk, ponownie przerywając biblioteczny spokój. Młodzieniec przyjrzał się tomikowi, była to pierwsza część baśni Braci Grimm. Cóż, bohater znał praktycznie na pamięć historię z tej pozycji. Jednakże jakim cudem spadła na ziemię tak nagle? Chłopak już chciał się schylić, aby powrócić baśnie na ich prawowite miejsce, gdy nagle usłyszał upiorny śmiech, przez który ciarki przeszły go po plecach i natychmiast cofnął rękę, którą chciał chwycić spis historii. Zaraz zaczął patrzeć się zdezorientowany jak wszystko wokół ulega nagłej zmianie. To.... nie było normalne (Najbardziej odkrywczy komentarz ever). Zaraz wyłapał również źródło wcześniejszego śmiechu, którym była postać, która wyglądała niby wiedźma wyciągnięta prosto z bajki. Jej aparycja była zdecydowanie odpychająca. Hansel ścisnął mocniej drugi tom baśni, który wciąż trzymał w ręce. Wszystko wyglądało, niby klasyczna powieść o Jasiu i Małgosi postanowiła nagle wyrwać się z książki i nawiedzić świat realny. Czy to wszystko się śni? Sen czy nie, bohater nie miał zamiaru skończyć jak dzieci z książki, w rękach krwiożerczej wiedźmy. Słyszał kiedyś przesłankę, iż śmierć w śnie może się równać ze śmiercią w prawdziwym życiu.
Młodzieniec spojrzał na Oscara, który teraz.... średnio przypominał dawnego siebie. Zmienił swoją postać całkowicie...Naprawdę będą więc bawić się w Jasia i Małgosię.
-P-proszę Pana...- Nia miał pojęcia, czy wciąż mógł go (ją) tak nazywać, jednakże miał nadzieję, że tylko aparycja się zmieniła, nie przekształcając charakteru.-Co się dzieje? Czy to normalne w tej bibliotece?- Haha.... wątpił, że nawet pracownik będzie coś wiedział. Przecież to nie było codzienne wydarzenie.
Hansel spojrzał na sobie (W miarę możliwości xd), sprawdzając, czy może również magicznie zmienił postać, jednakże nie wyglądało na razie, aby było jakoś źle. Na razie wiedźma nie wyraziła swoich zamiarów, zgodnie z książką powinna być wrogo nastawiona, ale to nie jest książka...
-Dzień dobry.- Nasz kreatywny bohater zwrócił się do wiedźmy, słychać było wyraźną niepewność w jego głosie. Znając życie, jakaś potyczka będzie nieunikniona... Ale Hansel nie posiadał żadnych fizycznych umiejętności, które mógłby użyć. Wątpił, aby Oscar również specjalizował się w walce. Pieca też tu nie było. Na początku więc zawsze próbuje się wyjścia pokojowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sily specjalne
Liczba postów : 35
Join date : 24/01/2017
avatar
Nie pamiętał żadnej sytuacji, w której jego Zdolność obróciła się przeciwko niemu, ale - jak to mawiają - zawsze musiał być ten pierwszy raz. W pierwszej chwili, gdy dostrzegł nieznajomą kobietę, chciał powitać ją i spytać, czy może w czymś pomóc; wszak był człowiekiem kulturalnym, czarującym z natury, a i humor miał dobry. Kolejny moment był z kolei tym, w którym dotarł do niego wygląd kobiety oraz to, że biblioteka stała się nadzwyczaj słodka i apetyczna. Dalej... dalej stała się kolejna rzecz, której się nie spodziewał. Nie umiał określić, czy to jego Zdolność go przemieniła (w co wątpił, bowiem zerknąwszy w telefon zobaczył nieznajomą sobie dziewczynkę) albo ktoś sobie robił z nich żarty. Słyszał o Zdolnościach, które tworzą osobne wymiary, ale dość dobrze dbał o swoją prywatność, w związku z czym nie powinien zostać  namierzonym w ten sposób.
Z drugiej strony, gdy tak o tym myślał... Dobrze by było kogoś takiego zwerbować w swoje szeregi. 
Na pytanie Hansela pokręcił głową i wzruszył ramionami, robiąc przy tym zdziwioną minę. Przez moment w głowie Wilde'a kołatała się myśl, jakoby chłopiec był sprawcą tych wydarzeń, ale jako osoba dobrze potrafiąca identyfikować emocje innych ludzi, odrzucił od siebie tę myśl. Z kolei gdy Hansel przywitał się z wiedźmą, Oscar wstał i wyszedł zza biurka. Można było o nim powiedzieć wiele złego, jednak nie pozwoliłby, by ktoś skrzywdził dziecko przy nim. Lekko dygnął i uśmiechnął się uroczo do kobiety, jednak gdy otworzył usta by się odezwać, wiedźma uniosła jedną z większych książek leżących na ladzie i uderzyła go w głowę. 
- Au, au, au, au! - Krzyknął Wilde, natychmiastowo zasłaniając łepetynę przed kolejnym uderzeniem. W kącikach oczu pojawiły się łzy, a na twarzy wymalowało zaskoczenie. Nie lubił, kiedy inni go bili, ani tym bardziej nie umiał znosić bólu zbyt dobrze. 
- Cisza! Paskutna ciefucha! - Zaskrzeczała wiedźma z wyrazistym, niemieckim akcentem i pogroziła mu jeszcze tomiszczem, przez co mężczyzna-dziewczynka skulił/a się. - Naleszy cię nauczyć to starszych osóp! - I z tymi słowy wyczarowała wokół Wilde'a złotą klatkę, po czym ułamała kawałek ciastka, które kiedyś było krzesłem obrotowym Oscara i wepchnęła go między kraty. - Jec! Pszytasz się na coś! - Nakazała, by zaraz chwycić klatkę za uchwyt na jej zaokrąglonej kopule i zaciągnąć ją na przeciwległy koniec biblioteki. W korytarzu, jaki tworzyły byłe regały z książkami, na samym jego końcu, znajdował się nagle spory piec, podobny do tego, w którym wypiekało się pieczywo. Uznała najwidoczniej, że kiedy w pierwszym podejściu do walki z tym rodzeństwem Małgosia była znacznie kłopotliwsza niż Jaś, który pokornie jadł, co mu podsunęła. 
-... Hansel, powinieneś się schować! - Wykrzyknął Oscar, na co wiedźma zareagowała mocniejszym, uciszającym szarpnięciem za klatkę. Został ustawiony przy piecu, do którego kobieta zaraz dorzuciła drewna, jakie wzięło się tu nikt-nie-wie-skąd i uśmiechnęła się do niego szeroko. Musieli sobie przypomnieć, jakie w bajce miała słabości i to było jasne; oczywiście znał baśnie braci Grimm, co stanowiło spore ułatwienie. Wciąż był tu odpowiedzialniejszym dorosłym, bez względu na formę. Wiedźma zaraz ruszyła na polowanie, rozglądając się po labiryncie regałów. Plus był taki, że między ścianą a meblem był spory odstęp, by można było swobodnie się między nimi poruszać, analogicznie wyglądało to z drugiej strony, od okien. Miał nadzieję, że Hansel posłucha go i podejdzie do klatki, oczywiście wcześniej ukrywszy się gdzieś. Musieli obaj pomyśleć, co należałoby zrobić. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uczen
Liczba postów : 91
Join date : 19/12/2016
Motto : Ludzie, którzy żyją przeszłością, są nieszczęśliwi.
avatar
Hansel spoglądał teraz z lekkim niepokojem na wiedźmę. Jej ton głosu sprawiał, że włosy jeżyły się dęba, a jak widać wcale nie była osobą zbytnio skłonną do negocjacji. Chciał natychmiast pomóc uderzonej książką dziewczynce/mężczyźnie, jednakże został powstrzymany przez wielką klatkę, która została wyczarowana zaraz przez znawczynię wszelkiej magii. Trzeba powiedzieć, że sprawa toczy się trochę ironicznie, jednakże nie zmienia to faktu, że wciąż może być szansa na dobre zakończenie, niby w książce. W końcu, jak widać, magicznie pojawił się również piec. Cóż, ten fakt ma swoje dobre, jak i średnio dobre strony....
Chciał coś krzyknąć, jednakże natychmiast zamilkł na słowa Oscara. Hansel nie był tępym typem bohatera, toteż naturalnie schowanie się strategicznie wydawało się w tym momencie najlepszym rozwiązaniem. Zaraz zbiegł za jeden z regałów, teraz jedynie nasłuchując całej sytuacji. Oczywiście nie mógł pozostać w jednym miejscu, gdyż wiedźma wnet wyruszyła na poszukiwania uciekiniera, a tak głośnego rozkazu Oscara nie mogła niedosłyszeć, co zapewne zwróciło tylko uwagę na sam fakt ukrycia się. Chłopak nasłuchiwał więc kroków wiedźmy, gdy tylko mógł, przemieszczał się dalej, w stronę wcześniej przyuważonego pieca, w końcu to jedyna deska ratunku. Choć chłopak zdecydowanie nie był chętny by spalać kogoś żywcem, nawet jeśli to była wiedźma. Zawsze jeszcze można ją trzasnąć w głowę tą książką, którą Hansel ciągle trzymał w ręku. Spojrzał z żalem na drugie tomidło bajek. Szkoda, że stąd też nie można przywołać jakiejś postaci, może by pomogła.
-Panie Oscar...- Rzekł cichutko, gdy udało mu się zbliżyć do klatki... jeśli udało mu się zbliżyć do klatki. Jeśli nie, jest już prawdopodobnie złapany i zniszczony przez wiedźmę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sily specjalne
Liczba postów : 35
Join date : 24/01/2017
avatar
Tak bardzo miał nadzieję, że dziecku nic nie będzie - po pierwsze był bezbronnym i uprzejmym chłopcem, a Wilde naprawdę lubił towarzystwo takich, bowiem widział w nich dawnego siebie. Po drugie i najważniejsze, Hansel był jego ostatnią i jedyną deską ratunku, bowiem klatka, w jakiej znalazł(a) się Oscar, wyglądała na zdecydowanie metalową, a nie wykonaną ze słodyczy, na co sam mężczyzna-dziewczynka zareagował(a) zdecydowanym zawodem i zrezygnowaniem. Było to dlań zrozumiałe, niemniej jednak wolał(a)by przegryzać się przez kraty z jakiegoś ciasteczka aniżeli szarpać się z metalem jakiejkolwiek maści. Narobiłoby to z pewnością o wiele mniej kłopotu i hałasu, a w myślach kołatało się mu, jakoby wiedźma lepszy słuch miała od wzroku. Mogło stanowić to pewną przewagę nad przeciwnikiem, ale z drugiej strony nie był w stanie aż tak dokładnie przywołać treści bajki, zatem nie chciałby ryzykować życiem ich obu. Dlaczego w takich chwilach jego pamięć fotograficzna zdawała się zbyt wybiórcza?
Obserwował(a) całą scenę z dość dogodnego punktu, z którego to widok roztaczał się na całe zbiory biblioteki. Widział(a), jak Hansel przekrada się między regałami, a w końcu znajduje się przy samej klatce. Działać trzeba było szybko, wszak biblioteka do największych budynków nie należała, a nawet jeśli ich przeciwnik miał nie być posiadaczem sokolego wzroku, to prędzej czy później natknie się na chłopca i tyle będzie. Głos osóbki zamkniętej w klatce zniżył się do szeptu, gdy odezwała się ponownie:
Pamiętasz jak wszystko szło w bajce? - Spytał(a), zerkając cały czas za wiedźmą. - ... Powinniśmy ją zwabić do pieca. Ale weź na wszelki wypadek książkę, z której wyszła i... - Z kieszeni dobył(a) kluczyk i przekazał(a) go Hanselowi. 
- Pod biurkiem jest szuflada. W niej jest broń, uważaj z nią. Pistolet. Nie odbezpieczaj do chwili, aż będziesz w prawdziwym niebezpieczeństwie. Spróbuj mi go przynieść. Zrobimy najpierw tak, jak było w bajce... A jeśli nie podziała, unowocześnimy ją nieco. Miejmy nadzieję, że podziała. - Zmarszczył(a) brwi, zastanawiając się nad tym, jak należy ułatwić chłopcu zadanie. 
Daj mi bluzę. Będę udawać w razie czego, że to ty. Może podejdzie to sprawdzić. - Przejąwszy wspomniane odzienie od chłopca, zamknięty/a w klatce Oscar odprawił go szybko od siebie. Miał(a) nadzieję, że wszystko pójdzie jak należy.
// daj mi znać w kolejnym, czy wolisz działać z kostką, czy robimy tak jak uważamy, bo mi obojętne właściwie~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Uczen
Liczba postów : 91
Join date : 19/12/2016
Motto : Ludzie, którzy żyją przeszłością, są nieszczęśliwi.
avatar
//Możesz rzucać kostką, zobaczmy jak strasznym potrafi być pech x3

Chłopak odetchnął z ulgą. Wiedźmie nie udało się wykryć jego obecności, jednakże nie potrwa długo, nim to nastąpi. Młodzieniec pokiwał głowa na słowa Oscara. Tak, doskonale pamiętał jak to było w bajce. Ale okoliczności tym razem były inne i wrzucenie jej do pieca może okazać się dużo trudniejsze, niźli w historii. Słuchał uważnie, cóż takiego przewodniczący(a) klubu ma do powiedzenia.
-Spróbuję przechwycić tą książkę...- Odrzekł cicho. Zaraz jednak otrzymał kolejny, dość specyficzny przedmiot.
Był to kluczyk... ale do czego. Hansel spojrzał pytająco na Oscara, zaraz usłyszał coś, w co trochę trudno było mu od tak uwierzyć. Co niby broń miała od tak robić w szufladzie biurka w bibliotece? Należała do przewodniczącego kółka? O co chodziło... Młodzieniec nie miał jednak czasu na wahania, w końcu sytuacja była kryzysowa. Jakikolwiek był powód posiadania tej broni, teraz nie liczył się on, nawet trzeba powiedzieć, że ten przedmiot będzie teraz przychylnym.
-Dobrze.- Odrzekł z lekką niepewnością w głosie. Czy naprawdę będą strzelać do wiedźmy? Cóż, to chyba nawet mniej okrutne, niż spalenie jej pośród szkarłatnych płomieni. Dobra, trzeba ruszać.
Niestety drogę trzeba było obrać tą samą co wcześniej, gdyż książka się tam znajdowała. Zwiększało to trochę szansę zostania odkrytym. Trzeba po prostu działać prędko i dyskretnie. Zacisnął klucz w ręku i począł przechodzić między regałami, wcześniej zostawiając bluzę uwięzionej w klatce postaci. Przyglądał się każdemu działowi, nie pamiętając gdzie dokładnie wypadła tamta księga. Gdy już ją dostrzegł podkradł się w tamtym kierunku powoli i przechwycił tomik, odkładając ten, który dotąd trzymał przy sobie. Taka zamiana. Potem ruszył do wskazanej przez Oscara szafki, co chwilę rozglądając się i nasłuchując, aby rozeznać w położeniu wiedźmy. Jeśli udało mu się dotrzeć do szafki, przekręcił kluczyk i wyjął niebezpieczną broń. Nie miał bladego pojęcia, jak się tym posługiwać, nigdy nie trzymał czegoś podobnego w rękach. Wciąż jednak, trzeba to było wszystko zanieść panu Oscarowi. Mech, w tym momencie Hansel był niby chłopak na posyłki. Postarał się więc zmienić tym razem drogę i zajść od drugiej strony, w końcu ta sama trajektoria nie jest efektywna parę razy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sily specjalne
Liczba postów : 35
Join date : 24/01/2017
avatar
Zdziwienie było reakcją, jakiej Wilde się spodziewał(a) - w końcu raz, że kto by się spodziewał zastać w bibliotece broń (przecież nie byli w Stanach!), a dwa, że przecież skrzętnie krył wszelkie dowody sugerujące chociażby na jakikolwiek przejaw działalności nielegalnej Obdarzonego i jego małego klubu. Wciąż zamkniętej w klatce osobie towarzyszył niepokój, szczególnie, że gdy tylko chłopak odszedł, czarownica ruszyła w drogę powrotną do klatki. 
Amniamniam~ co za dobre ciasteczka~ - Oznajmił(a) donośnie, chcąc w ten sposób zwrócić uwagę wiedźmy. Myśląc racjonalnie, za oczywisty uznał(a) fakt, że to, co mają przed sobą i wokół siebie było jakąś silną formą iluzji. Nie było innego wytłumaczenia, przecież takie rzeczy nie działy, o ile w grę nie wchodzili Obdarzeni. Kruszył(a) też otrzymywane słodycze dłonią, uznawszy, jakoby tych miał(a) już zdecydowanie dosyć na całe życie i nawet jeszcze dłużej; jaki jego cichy wielbiciel w ogóle śmiał wysłać mu coś takiego na walentynki? Nie ma mowy, żeby odwdzięczył się komuś takiemu na White Day. 
Z częściową ulgą obserwował(a), jak kobieta kroczy ku niemu, dając Hanselowi czas do działania. Chłopiec dotarł cały i zdrowy do biurka, otworzył szufladę i dobył broni, uprzednio chwyciwszy też wspomniany kilkukrotnie tomik. Wyglądał Wilde'owi na dość bystrego osobnika, zatem nie powinien się czasem przez przypadek postrzelić. Ulga z kolei była jedynie częściowa, bowiem zamknięty w klatce człowiek dobrze wiedział, jakie czarownica miała zamiary wobec tytułowego Jasia, a później i Małgosi. Gdy ta przyszła sprawdzić stan palca Oscara, więzień przez kraty wystawił długopis. Czarownica większej aprobaty wobec tego nie wyraziła, jednak zdawało się, jakoby po prostu uznała, że dziewczynka póki co za mało zjadła lub minęło nie dość wiele czasu, by widać było efekty na wspomnianym palcu. 
Kostka mówi:
Rzut #1: parzysty - Oscar odwraca uwagę czarownicy.
Rzut #2: nieparzysty; ignorowany, jako, że pierwszy wyszedł.



EDIT
Jako, że mamy mało czasu, uznajmy, że udało im się po jakimś czasie uporać z czarownicą. Możemy to kiedyś dograć jako alternatywną.

Zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Biblioteka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Kawiarnio-biblioteka "Bookszpan"
» Biblioteka
» Biblioteka w zamku Bestii
» Wielka Biblioteka
» Biblioteka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Kanazawa-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.