Share | 
 

 Biblioteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
Admin
Liczba postów : 70
Join date : 26/09/2016
avatar
First topic message reminder :


Jednym biblioteka kojarzy się ze złem wcielonym i upomnieniami za nieoddane książki, innym z fascynującą lekturą przy ognisku...Wszyscy jednak zgodnie twierdzą, że warto odwiedzić bibliotekę publiczną w Kanazawie - mimo wszystko w eleganckim, starym budynku o przedwojennej fasadzie jest coś, co przyciąga ludzi. Elegancji i melancholii zewnętrznej części biblioteki przeczą jednak żywe kolory i nowoczesny wystrój wnętrz, a obok starożytnych portretów dawnych cesarzy, szogunów i regentów z każdej epoki wiszą także zdjęcia premierów i obecnych władców. Nowoczesność łączy się tu z tradycją i łatwo jest zatracić się na całe godziny w atmosferze biblioteki, a pracownicy tego miejsca zdają się mieć jakieś interesy w świecie podziemnym...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com

AutorWiadomość
Sily specjalne
Liczba postów : 35
Join date : 24/01/2017
Zdziwienie było reakcją, jakiej Wilde się spodziewał(a) - w końcu raz, że kto by się spodziewał zastać w bibliotece broń (przecież nie byli w Stanach!), a dwa, że przecież skrzętnie krył wszelkie dowody sugerujące chociażby na jakikolwiek przejaw działalności nielegalnej Obdarzonego i jego małego klubu. Wciąż zamkniętej w klatce osobie towarzyszył niepokój, szczególnie, że gdy tylko chłopak odszedł, czarownica ruszyła w drogę powrotną do klatki. 
Amniamniam~ co za dobre ciasteczka~ - Oznajmił(a) donośnie, chcąc w ten sposób zwrócić uwagę wiedźmy. Myśląc racjonalnie, za oczywisty uznał(a) fakt, że to, co mają przed sobą i wokół siebie było jakąś silną formą iluzji. Nie było innego wytłumaczenia, przecież takie rzeczy nie działy, o ile w grę nie wchodzili Obdarzeni. Kruszył(a) też otrzymywane słodycze dłonią, uznawszy, jakoby tych miał(a) już zdecydowanie dosyć na całe życie i nawet jeszcze dłużej; jaki jego cichy wielbiciel w ogóle śmiał wysłać mu coś takiego na walentynki? Nie ma mowy, żeby odwdzięczył się komuś takiemu na White Day. 
Z częściową ulgą obserwował(a), jak kobieta kroczy ku niemu, dając Hanselowi czas do działania. Chłopiec dotarł cały i zdrowy do biurka, otworzył szufladę i dobył broni, uprzednio chwyciwszy też wspomniany kilkukrotnie tomik. Wyglądał Wilde'owi na dość bystrego osobnika, zatem nie powinien się czasem przez przypadek postrzelić. Ulga z kolei była jedynie częściowa, bowiem zamknięty w klatce człowiek dobrze wiedział, jakie czarownica miała zamiary wobec tytułowego Jasia, a później i Małgosi. Gdy ta przyszła sprawdzić stan palca Oscara, więzień przez kraty wystawił długopis. Czarownica większej aprobaty wobec tego nie wyraziła, jednak zdawało się, jakoby po prostu uznała, że dziewczynka póki co za mało zjadła lub minęło nie dość wiele czasu, by widać było efekty na wspomnianym palcu. 
Kostka mówi:
Rzut #1: parzysty - Oscar odwraca uwagę czarownicy.
Rzut #2: nieparzysty; ignorowany, jako, że pierwszy wyszedł.



EDIT
Jako, że mamy mało czasu, uznajmy, że udało im się po jakimś czasie uporać z czarownicą. Możemy to kiedyś dograć jako alternatywną.

Zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 105
Join date : 29/01/2017
avatar
To nie był dobry dzień dla Williama. Od samego rana chodził podenerwowany, wszystko go drażniło - zaczynając od zbyt głośno śpiewających ptaków, aż po słońce, które świeciło dziś jakoś tak krzywo i w ogóle za mocno. Tym bardziej pech go dopadł, że akurat dziś miał dyżur w bibliotece. Jednak praca to praca, nie mógł się od niej tak łatwo wykręcić. Co prawda nie dał rady wstać z łóżka od razu, kiedy zadzwonił budzik - najpierw musiał pomarudzić do poduszki jak bardzo jest skrzywdzony przez świat i życie i jak okrutnie traktuje go los. Kiedy już zwlekł się z materaca sporo czasu zabrało mu też ubranie się. Śniadania nie zjadł, bo poprzedniego dnia zapomniał zrobić zakupy, tak więc głodny i spóźniony wyszedł z domu. W połowie drogi zdał sobie sprawę, że zapomniał Otella, tak więc biegiem rzucił się z powrotem do mieszkania. Kiedy więc dotarł do pracy... Cóż, był spóźniony i to grubo. Wszedł szybko od zaplecza, pozapalał wszystkie światła i zrobił sobie herbatę. Dopiero wtedy otworzył główne drzwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
Robert korzystając z wyjątkowo spokojnego poranka postanowił jeszcze przed pracą zajść do biblioteki, by znaleźć coś do poczytania na długie popołudnie. W końcu sklepik zielarski nie był miejscem, gdzie klienci przepychali się do półek, raczej raz na jakiś czas ktoś zapuścił się sam bądź ze znajomym w jego progi, więc czas oczekiwania na klienta często się dłużył, a co było lepsze na jego zapełnienie niż dobra książka? Dlatego podjechał swoim motorem pod znany mu budynek, zaparkował w wyznaczonym ku temu miejscu i podszedł resztę drogi, by po kilku minutach przekroczyć drzwi i zanurzyć się między półkami. Nie śpieszył się, miał jeszcze sporo czasu na dotarcie do pracy, więc spokojnie oglądał grzbiety książek, chcąc znaleźć coś dla siebie. Wahał się między literaturą zachodnia, a japońską - co prawda tę pierwszą w dużej mierze znał, więc może przydałaby mu się odmiana, acz z drugiej strony nie był pewny swych umiejętności przy czytaniu czegoś nieznanego w obcym języku. Rzecz jasna trochę już tu mieszkał i nauczył się języka, jednak literatura wysoka to był inny poziom niż ten potrzebny do codziennego życia. W końcu jednak trzeba się jakoś rozwijać, czyż nie?
Już miał zamiar znaleźć kogoś z pracowników, gdy jego uwagę przykuł dość niecodzienny jak na takie miejsce rekwizyt, to jest ludzka czaszka. Coś takiego bardziej kojarzyło mu się z miejscem badań ojca, nie budynkiem przeznaczonym do trzymania książek. Z zaciekawieniem podszedł do niej i wciął ją w dłonie, by obejrzeć ją dokładniej i stwierdzić, czy to jedynie sztucznie wytworzona replika, czy też prawdziwa kość. Wszystko jednak wskazywało na to, że nie był to żaden plastik ani podobny materiał... przez co nie mógł wyjść ze zdziwienia. Skąd to się mogło tu wziąć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Informator Klubu
Liczba postów : 105
Join date : 29/01/2017
avatar
William schowany był akurat między regałami, tak więc usłyszał tylko dzwonek, który obwieścił mu, iż ktoś odwiedził bibliotekę. Wspaniale... Czy ludzie nie mają czasu na nic innego, jak tylko siedzenie wśród książek? Nie spieszył się jednak z udaniem się do lady - układał spokojnie kolejne tomy, wedle sobie znanego tylko algorytmu. W końcu jednak westchnął i powolnym, bezszelestnym krokiem udał się w stronę wejścia, a tym samym swojego biurka.
Od razu rzucił mu się w oczy człowiek, który chyba nie był do końca Japończykiem, a na pewno nie "czystej krwi" - nie miał typowej dla tych karnacji, jego oczy nie były też aż tak skośne. Jednak czarne włosy i niezbyt wysoki wzrost wskazywały, że chyba jednak ma jakiegoś przodka pochodzącego z wysp... William już miał przyjaźnie go przywitać (co sobie myśli to jedno, ale uprzejmość i dobre wychowanie wobec klienta zobowiązują), kiedy dostrzegł, co nieznajomy trzyma w ręku. A był to jego Otello.
Natychmiast w nim zawrzało. Przypomniał sobie, jak ten paskudny szkielet zaledwie dwa miesiące temu chciał odebrać mu jego własność, a teraz ten młokos wpadł na ten sam pomysł?! Jak śmiał?!
- Czy zawsze bez pytania rusza pan nie swoje rzeczy? - zapytał lodowato w ciągu sekundy przemieszczając się tuż obok młodego mężczyzny. Patrzył na niego z góry, a jego oczy mówiły jasno, że nie należy wchodzić mu w drogę, wściekłe spojrzenie przewiercało tamtego na wylot. Wyrwał mu czaszkę jednym, zdecydowanym ruchem, po czym przycisnął ją do siebie, jak matka, która chce ochronić niemowlę. - To doprawdy oburzające, że wszelkie dobre wychowanie już tak bardzo umarło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
Robert niemal podskoczył, słysząc donośny, zdenerwowany głos. Odwrócił się momentalnie w jego kierunku, by dostrzec mężczyznę, który wcześniej umknął jego wzrokowi. I nie wyglądał on na zadowolonego. Nie protestował, kiedy ten wyrwał z jego dłoni przedziwną ozdobę, zbyt zaskoczony, by jakkolwiek zareagować na słowa i czyny tamtego. Czuł lekkie poczucie winy, ale tłumiło je przekonanie o nieco... przesadnej reakcji. Już przez myśl przemknęło mu, że rzadko miał okazję spotkać tak nerwowych Japończyków, gdy przyjrzał się obcemu bliżej i dostrzegł, że ten nie pochodzi raczej z tego kraju.
- Przepraszam... myślałem, że to jakieś nowe wyposażenie biblioteki. Wie pan, dla klimatu - uśmiechnął się pojednawczo, unosząc ręce w formie mającą w zamierzeniu wyrażać niewinność, a nie poddanie się. - No już, spokojnie - powiedział z uśmiechem. - Przecież jej nie ukradnę... chciałem tylko sprawdzić, czy prawdziwa. - Swoją drogą zastanawiał się, skąd u niego takie przywiązanie akurat do czaszki. Fakt, że mogła należeć do kogoś mu bliskiego, jakoś tylko bardziej go niepokoił.
- Pracuje pan tu? Jakoś nie miałem chyba okazji jeszcze pana widzieć... I doprawdy ciekawy, hmm... totem? Jest pan pierwszą osobą trzymającą ze sobą czaszkę... no poza ludźmi w prosektorium, ale to co innego. Ach, a co do manier, nie chciałbym łamać innych. Nazywam się Robert Stevenson - dodał szybko, nie zamieniając kolejnością imienia i nazwiska, skoro nie miał do czynienia z Japończykiem, jednak skłoniwszy się lekko na modłę tego kraju. Zaraz jednak zamarł i przeklął się w duchu. Z pośpiechu przedstawił mu się prawdziwym nazwiskiem, które ukrywał, jako że pod nim właśnie był poszukiwany. Zerknął na bibliotekarza, mając nadzieję, że ten się nie zorientuje - w końcu, czemu by miał? Byli na drugim końcu świata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Informator Klubu
Liczba postów : 105
Join date : 29/01/2017
avatar
Bacznie mu się przyglądał, wciąż przyciskając do siebie Otella i nieświadomie głaszcząc lekko sklepienie czaszki.
- Dla klimatu - powtórzył za nim, unosząc przy tym lekko brew. - Halloween dopiero za kilka miesięcy... - Westchnął cicho, po czym rozluźnił nieco chwyt na swoim przyjacielu. To nie oznaczało, że uspokoił się całkowicie - raczej dał się na chwilę udobruchać, a poza tym jego dobre maniery nie pozwalały mu obrażać klienta. - Cóż, może nie powinienem był reagować tak ostro,
ale musi pan pojąć, iż jest to mój najbliższy przyjaciel. Niedawno spotkałem się ze złodziejem, który pragnął go zagarnąć dla siebie, nie mogłem pozwolić, by to się powtórzyło.

Przeszedł za biurko i stanął w nieco bardziej fachowej pozycji - Otello znów spoczął na biurku, a sam William posłał petentowi wymuszony, ale uprzejmy uśmiech. Czy prawdziwa? Och, gdybyś wiedział... Ale jednak tę wiedzę postanowił zostawić dla siebie - nikomu nigdy nie mówił, skąd właściwie miał czaszkę, wolał, żeby ludzie sami się domyślali co do tej materii.
- Tak, pracuję. Czy mogę w czymś panu pomóc? Poszukuje pan czegoś konkretnego? - Nie, wcale nie próbował zmienić tematu i jak najszybciej pozbyć się gościa z biblioteki, skąd. - Nie nazwałbym Otella "totemem". - Skrzywił się po raz kolejny. Cóż to za dziwaczny człowiek? Z całą pewnością nie był Japończykiem - ten nie byłby tak ciekawy, nie podejrzewałby też rodowitego Japończyka o dotykanie czaszki bez lęku, za to z ciekawością. Czyżby ten młodzieniec był lekarzem?
- To przyjaciel, jak już wspominałem. Zawsze jest przy mnie. Czyżby znał się pan trochę na zawodach prosektoryjnych? - Zaryzykował to pytanie, ukrywając w nim nutkę ironii - niby zły nie był, ale dąsał się jeszcze, niby panienka, którą urażono. - William Shakespeare - przedstawił się również, uchylając cylindra i skłaniając głowę. - Pana imię przywodzi mi na myśl moje rodzinne Wyspy Brytyjskie, czyżby pochodził pan z krajów anglojęzycznych?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
- Możliwe, ale czy nie ma wielu obrazów, gdzie książki są przy czaszkach, czaszki na książkach, choćby Steenwijcka? - Robert nie był co prawda specjalistą w sztuce, ale coś z zajęć szkolnych i doczytywania przy okazji mu zostało w głowie.
Zaraz jednak uniósł nieco brwi, zaskoczony wyznaniem mężczyzny. Czaszka była jego przyjacielem? Musiał przyznać, że z tym się jeszcze nigdy nie spotkał. Nie wiedział, skąd się wzięło owo przywiązanie do jakże nietypowego przedmiotu. Może i kiedyś wydarzyło się coś, co do tego doprowadziło... póki co wydawało się to mężczyźnie dziwne, jednak zdawał sobie sprawę, że często występują okoliczności, o których wielu nawet by nie pomyślało usprawiedliwiające dziwne zachowania.
- Zapewniam, że nie chciałem jej ukraść - odparł szybko. - Nie jestem kryminalistą. - Czuł gorzki posmak tych słów. Ucieczka z kraju by uciec przed zarzutem morderstwa mówiła sama za siebie. Ale Stevenson wciąż miał mieszane uczucia do tego, raz większe, raz mniejsze poczucie winy. - Ale dobrze, że pan ją odzyskał, skoro jest równie cenna. I szukam, acz czegoś konkretnego niestety nie.
Przez chwilę milczał, słuchając jego słów i kiwając mu głową na gest tamtego. Zastanawiał się przez chwilę, od czego zacząć, w końcu jednak uznał, że główny cel jego wizyty tu powinien mieć pierwszeństwo.
- Dokładnie,pochodzę ze Szkocji. A pan? - spytał, w duchu bardzo zadowolony z faktu, że bibliotekarz nie założył z góry, że pochodzi z Anglii. Robert nie przepadał za tym mylnym sądzeniem, że cała Wielka Brytania to Anglia - w końcu Szkocja miała własną historię i nie bez powodu te dwa kraje od wieków oddzielał mur. - I właśnie, przeprowadziłem się tu już kilka lat temu co prawda, ale wie pan, japoński to nie rodzimy język. Może pan polecić coś z literatury tego kraju, co nie będzie za trudne do czytania? Albo macie tu wydania dwujęzyczne? - Zielarz nieraz spotykał się z książkami, gdzie na jednej stronie był tekst w jednym języku, zaś na stronie obok w drugim, by ułatwić czytanie.
- I ciężko powiedzieć, żebym się znał... trochę widziałem w pracy ojca, trochę czytałem, ale to dawno temu, a bez praktyki i utrwalania na niewiele to zdatne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Informator Klubu
Liczba postów : 105
Join date : 29/01/2017
avatar
Choć wciąż był zirytowany samą obecnością gościa, to musiał przyznać, że rozmowa z nim nieco go uspokajała. Mężczyzna zdawał się pojmować, że lepiej jest nie drażnić Williama, zachowywał się grzecznie i uprzejmie, a to samo w sobie było już zaletą. Oczywiście - Japończycy przez ogromną większość czasu trzymali się etykiety, jednak coraz częściej Willa odwiedzały dzieci, które wyśmiewały się po cichu z niego. W dodatku widać było po nim, że nie pochodzi z tego kraju, przez co zawsze traktowany był jako obcy - a wszyscy wiemy, że rodzimi Japończycy często mieli awersję do zagranicznych przybyszy, zwłaszcza, jeśli ci zaczynali pracować, mieszkać i żyć, jakby byli u siebie.
- Cóż, ma pan rację - zgodził się z jego pytaniem, na temat czaszek na obrazach. - Jednak to przede wszystkim miało przypominać człowiekowi o śmierci, rozumie pan. W średniowieczu większość sztuki była nacechowana tego typu symbolami - szkielety, upiory, przedstawienie różnych scen, jak na przykład, sąd ostateczny... Ludzie w tamtych czasach... No cóż, nie byli zbyt rozrywkowi, przynajmniej teoretycznie, wszak choroby nieprzyzwoite kwitły... Ale proszę wybaczyć,
odpłynąłem w swoje myśli, a przecież powinienem pomóc! Proszę dać mi chwilę...
- Odwrócił się i zniknął między regałami. Miał na myśli kilka tomów - niezbyt trudnych językowo, ale dosyć ciekawych, by nie odrzucić człowieka na samym wstępie. Wracając zbłądził też na chwilę w odleglejszą alejkę, ponieważ przypomniał sobie o tomiku wierszy - były ty sonety angielskiego autora, wydane tak wspaniale, że obok oryginalnego, swoją drogą staroangielskiego tekstu, widniało japońskie tłumaczenie. Sumarycznie Will przyniósł przybyszowi trzy tomy.
- Proszę bardzo. Tutaj ma pan wiersze w wydaniu dwujęzycznym, tak więc powinien pan sobie poradzić, nawet, jeśli któreś z wyrażeń po japońsku wyda się panu zbyt trudne. Zaś tutaj... Cóż, jedna z tych książek to opowieść przygodowa, powiedziałbym nawet - młodzieżowa, ale napisana ciekawie i nie obrażająca inteligencji dorosłego czytelnika. Druga pozycja jest nieco trudniejsza, bardziej klasyczna, ale wierzę, że poradzi sobie pan z nią. - Sam nie wiedział kiedy tak się wczuł w pomoc mężczyźnie. Może to ich wspólne pochodzenie, a może po prostu lubił mówić o książkach... - Ja pochodzę z Anglii, ale od jakiegoś czasu już mieszkam tutaj. Często można tu znaleźć... Ciekawe egzemplarze ksiąg. - Co mógł zrobić, że jego myśli zboczyły w stronę księgi, o którą biły się aktualnie wszystkie ważniejsze organizacje Yokohamy? To na pewno był ciekawy twór... William nieraz rozmyślał, co zrobiłby, gdyby tylko dostał ją w swoje ręce. Tyle rzeczy mógłby zmienić... - Podziwiam, że miał pan wytrwałość uczyć się sam. Wiedza medyczna to ciężki kawałek chleba. - Teraz naprawdę poczuł podziw. Ten niepozorny mężczyzna wydawał mu się coraz ciekawszym... - Czy mogę zrobić dla pana coś jeszcze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
Patrzył z zainteresowaniem na bibliotekarza, słuchając jego słów jednym uchem. W końcu zdawał sobie sprawę z rzeczy, o których mówił mężczyźnie, a tłumaczenie szybkiego skojarzenia sobie czaszki ze starymi książkami było dla niego czymś niezręcznym, z czego jednak wybrnął. Nie chciał jednak zagłębiać się w ten temat, więc jedynie potakiwał na jego słowa.
- Nic nie szkodzi, nic nie szkodzi - zapewnił go z uśmiechem. Nie przeszkadzał mu w końcu monolog, po prostu niewiele nowego mógł z niego wyciągnąć. Podążył wzrokiem za mężczyzną i cierpliwie czekał przy ladzie. No, prawie cierpliwie. Nie mogąc stać w bezruchu, zaczął pukać delikatnie palcami o drewniany blat, przez co po bibliotece przetoczył się cichu stukot. Rozglądał się przy tym po półkach i nie mógł nie zazdrościć mężczyźnie przesiadywania w takim pomieszczeniu połowy dnia. Sam zawsze miał do bibliotek ogromny sentyment i czuł, że mają one fantastyczny klimat. Nie narzekał na swoją pracę, wszak jego sklepik również miał w jego oczach wiele uroku, jednak czasem miał wrażenie, że lepiej by było przenieść się właśnie w takie miejsce. Choć może to kwestia tego, że aktualnie biblioteka nie kojarzyła mu się z pracą. W końcu w pewnym momencie nawet ona może stracić swój czar, gdy będzie nasuwać skojarzenia z harówką.
Właśnie, skoro mowa o pracy, ciekawe ile jeszcze miał czasu. W teorii nikt nad nim nie stał i nie pilnował, czy się nie spóźni, sam był sobie szefem, ale nieotwieranie sklepu w planowanych godzinach mogło łączyć się z tym, że klienci przyjdą, licząc na obsługę, a tu zamknięte drzwi. Traciło się na tym zaufanie ludzi, a do tego nie chciał dopuścić.
Zaraz jednak William wrócił, zaś Robert tym razem uważnie słuchał jego wyjaśnień. Zerknął niepewnie na tomik wierszy - poezja nigdy nie była czymś, w czym się lubował, a choć umiał docenić kunszt takich form literackich, to ciężko mu było wychwycić myśl autora. Jednak skoro bibliotekarz tak mu to polecał, miał zamiar chociaż spróbować.
- Wezmę wiec te trzy - oznajmił z uśmiechem, po czym zmarszczył brwi. Ciekawe książki? Ton, jakim to powiedział, jak i przerwa to poprzedzająca, przykuły jego uwagę. - Ciekawe? Co pan ma na myśli? - spytał z zainteresowaniem, opierając się o blat. Cóż, jeszcze chwilę czasu miał, jak będzie jechał nieco szybciej, a może okaże się tego warta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Informator Klubu
Liczba postów : 105
Join date : 29/01/2017
avatar
- Och, wie pan... - mruknął cicho, szybko próbując przekalkulować w głowie ile może powiedzieć temu szkockiemu dżentelmenowi. Sama księga nie była niczym tajnym, jednak Will nie sądził, żeby mówienie o niej każdemu było rozsądne. Jej położenie wciąż nie było znane, choć szukały jej największe umysły Yokohamy - a także te trochę mniejsze, za to dysponujące nieprzebraną liczbą środków. Widział w oczach mężczyzny zainteresowanie, jakby tamten spodziewał się usłyszeć smakowity kąsek. Czy to możliwe, by był szpiegiem Mafii lub Agencji? No cóż, jakiś sens to miało, a w takim przypadku tym bardziej nie powinien mówić mu czegoś konkretnego. Jednak czuł, że nie uda mu się go tak po prostu spławić. Postanowił powiedzieć nieznajomemu odrobinę prawdy zanurzonej w masie zmyśleń - w ten sposób prawdziwa informacja utonie, a równocześnie całość będzie wyglądała wiarygodnie. Któż będzie podejrzewał bibliotekarza-plotkarza o celowe mataczenie? Absolutnie nikt. - Czasem słyszy się różne informacje. Zaginione dzieła słynnych twórców, pamiętniki, w których można znaleźć informacje mrożące krew w żyłach... - Tu rozejrzał się i konspiracyjnie zniżył głos. Williamie, powinieneś zostać aktorem... - Ostatnio słyszałem nawet, że do miasta zajechał milioner-filantrop, który wsławia się na cały świat rozdając pieniądze na rzecz... Właściwie wszystkiego. Nikt nie wie, skąd ma aż takie dochody i co sprawia, że jego konta w bankach zawsze pełne są okrągłych sum. Jednak... - urwał, symulując niepewność. Po chwili kontynuował - powiadają, że jegomość ten posiada księgę, która ma niezwykłą moc - cokolwiek się w niej napisze staje się prawdą! Wyobraża pan sobie?! - Roześmiał się, jednak celowo jego oczy pozostały poważne. - Można by pomyśleć, że to kompletny absurd, prawda? Ale... Kiedy pomyśli się o tych wszystkich rzeczach, jakie się dzieją na świecie... No wie pan, Obdarzeni, duchy, demony...
To może i taka księga istnieje, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zielarz
Liczba postów : 34
Join date : 28/01/2017
avatar
Robert, choć może nie był najbystrzejszym człowiekiem na ziemi, to do głupców również nie należał. Wyczuł lekkie wahanie bibliotekarza, aczkolwiek nie analizował tego zbytnio - w końcu mogło mieć ono wiele powodów, rozmawiał ostatecznie z obcą sobie osobą. Średnio ciekawiły jakieś białe kruki czy inne tego rodzaju książki. Rozumiał ich wartość, jednak sam nie był uczonym i z pewnością wychodziło to poza zakres jego zainteresowań. Mimo to uważnie słuchał Williama, i jak widać, nie na próżno - jego ostatnie słowa były z pewnością o wiele bliższe Robertowi. Czyżby miał w końcu wpaść na jakiś trop Księgi? Ów filantrop... gdyby go znalazł, miałby jakiś punkt zaczepienia.
- Stawia pan Obdarzonych na równi z demonami i duchami? - spytał z uśmiechem. - Choć istnienie tych pierwszych jest pewne, to nie słyszałem o żadnych dowodach, że pozostałe również istnieją.
Zamyślił się na chwilę. Jak dużo mógł powiedzieć Shakespeare'owi? Tak naprawdę nie miał chyba po co ukrywać, że sam szuka Księgi. Skoro są już o niej plotki, mógł spokojnie twierdzić, że właśnie one go do tego zainspirowały. W końcu jedynie motywy jego poszukiwań warto by ukryć, bo przyznawanie się do posiadania krwiożerczej istoty, która przejmowała nad nim kontrolę, nie byłoby rozsądne. Ale czemu miałby ukrywać zainteresowanie tą kwestią?
- Po prawdzie słyszałem już kiedyś o tej księdze - przyznał z uśmiechem, przyglądając się bibliotekarzowi. - Jeszcze w swoim rodzimym kraju. Pewni... ludzie okazali się mieć nieco informacji na ten temat. Głupio przyznać, ale to właśnie te plotki kazały mi tu przyjechać i tutaj się osiedlić. - Zaśmiał się krótko. No i groźba więzienia. Ale to już inna kwestia. - Głupie, prawda? Wynosić się na drugi koniec świata z powodu czegoś takiego... Ale nie mogę rzec, że żałuję. A, no i rozumie pan, jest pan chyba pierwszą osobą, która od tamtego czasu o niej wspomniała! Wie pan może, cóż to za filantrop, cokolwiek na jego temat? Może to i mało prawdopodobne, ale cóż zaszkodzi go znaleźć i zadać kilka pytań. - Zaraz uśmiechnął się i dodał żartobliwym tonem[b] - Choć się nie zdziwię, jak i pan byłby tą księgą zainteresowany! Kto by nie był, znając jej możliwości?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
 
Biblioteka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Kawiarnio-biblioteka "Bookszpan"
» Biblioteka
» Biblioteka w zamku Bestii
» Wielka Biblioteka
» Biblioteka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Kanazawa-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.