Share | 
 

 Budynek Agencji

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next
Admin
Liczba postów : 70
Join date : 26/09/2016
avatar
First topic message reminder :


Czteropiętrowy budynek wzniesiony z czerwonej cegły, a znajdujący się w okolicach głównego portu Jokohamy. Agencji przysługuje jedynie ostatnie piętro, natomiast na niższych jest między innymi kawiarnia znajdująca się na parterze. Usytuowany na rogu jednego ze skrzyżowań, wyposażony w schody i windę, które ułatwiają poruszanie się między piętrami. Piętro przynależące do Agencji jest utrzymane w stylistyce typowo biurowej z wydzielonym pomieszczeniem na gabinet Prezesa. Ogólnodostępną częścią budynku jest też wspomniana kawiarnia, która mimo niezwykłego sąsiedztwa sama w sobie jest dość normalna; pracownicy Agencji często schodzą do niej na kawę lub coś do jedzenia. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://straydogs.forumpolish.com

AutorWiadomość
Informator Klubu
Liczba postów : 105
Join date : 29/01/2017
To Dazai pierwszy się odezwał, więc na nim skupił wzrok. Mężczyzna wydawał się być odprężony, ale z drugiej strony wciąż przyglądał się Willowi i choć na jego ustach błąkał się uśmiech, Brytyjczyk czuł, że ten jest czujny. William odpowiadał mu dokładnie tym samym - patrzył mu w oczy, słuchając go uważnie, potakując głową w niektórych momentach. Czasem tylko spuszczał wzrok, by coś zanotować. Swoją drogą notatnik trzymał tak, że był on kompletnie niewidoczny dla Dazaia i Kyouki - bardzo o to dbał, więc nie było tu mowy o uchybieniu. Wypisywał w nim pojedyncze słowa jak "ostrożny" czy "pilnuje się" i wszystkie dotyczyły jak na razie Dazaia.
- Dazai-san, czy mógłbyś mi więc zdradzić, jakie są twoje umiejętności? Jeśli to nie jest tajne oczywiście! Nie chcę, żebyś zdradzał mi sekrety Agencji, zresztą... - uśmiechnął się ciepło - nie wydaje mi się, abyś był człowiekiem, który mógłby to zrobić. - Zdecydowanie nie jesteś kimś, kto potrafi chlapnąć coś bez powodu, prawda? - Proszę, powiedz mi również jak przebiega między wami współpraca? Wasze dary są pewnie różne, czy próbujecie je ze sobą łączyć czy raczej działacie w pojedynkę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 200
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Naturalnie Dazai nie przejmował się tym, czy to wypada, automatycznie zerknął na notatnik, jednak nie mógł wiele z niego odczytać, jako że zwrócony był tyłem do niego. Odruchowo odnotował ten fakt w pamięci, przyglądając się dziennikarzowi.
- Cóż, każdy z nas zajmuje się tu sprawami wymagającymi ingerencję detektywa, choć rzecz jasna jedni są w tym lepsi od innych. Nikt nie może dorównać Ranpo-san. Ja sam pracuję bardziej mózgiem, niż fizycznie, jeżdżenie na miejsca zbrodni to nie moja działka, choć jeśli coś trzeba, rzecz jasna się podejmę. Jeśli zaś chodzi o moją Zdolność... niech to zostania słodką tajemnicą~ - odparł z uroczym uśmiechem. - Rozumie pan, każdy może czytać pana artykuł, a nie są to informacje, które chcielibyśmy rozpowszechniać~ No i jak odsłonimy wszystkie karty, zupełnie stracimy na atrakcyjności dla czytelników. Ludzi ciekawi nieznane, kiedy już zaś to stanie się poznane, staje się zaskakująco nudne.
Uśmiechnął się przepraszająco, mając nadzieję, że skutecznie odciągnął mężczyznę od tematu. Cóż, Mafia już tyle razy z nimi walczyła, że prawdopodobnie zebrali już informacje o większości lub wszystkich Zdolności członków Agencji, ale istnieli inni ludzie, którym takie informacje mogłyby się przydać, a i samemu Williamowi Osamu nie ufał. Nie było w tym co prawda nic nadzwyczajnego, nie ufał praktycznie żadnemu napotkanemu człowiekowi, niezależnie od jego czynów czy intencji.
- Zazwyczaj sytuacja nie wymaga łączenia Zdolności, dobieramy osoby z odpowiednią do zadania. Rzecz jasna nie zawsze - ja mam partnera, jednak wynika to z tego, że gdy dołączałem do Agencji, skierowano mnie pod jego opiekę, odpowiadał za mnie przez początkowy okres pracy. No i dobieramy współpracowników nie tylko po Zdolnościach, ale i zwykłych umiejętnościach. Poza tym nowych członków często wysyłamy na misje wraz z tymi starszymi, by przy nich nabrali doświadczenia. Rzadko zdarzają się sytuacje, kiedy zaangażowana jest całą Agencja, ale rzecz jasna i takie się zdarzają. - Pokiwał głową, patrząc mu w oczy, zerkając jednocześnie na Kyoukę, która nieco ucichła. Może wolała zostawić mu mówienie, by przypadkiem nie zdradzić za dużo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 105
Join date : 29/01/2017
avatar
- Naprawdę uważa pan, że coś tak cudownego jak Zdolność może stać się nudne? - Czyżby nieco nieświadomie się odsłonił? Jego zdziwienie było przecież szczere. On sam nigdy w życiu nie znudziłby się swoją umiejętnością i był zdania, że to jest najlepsze, co go w życiu spotkało. Wiedział doskonale, że Dazai nie chce się zdradzać z obawy przed szalejącymi po mieście organizacjami - choć śmiał przypuszczać, że Mafia i tak już ich wszystkich znała na wylot. Z jego informacji wynikało, że dość często dochodziło między nimi do starć... To doprawdy cud, że Yokohama jeszcze stała. - Rozumiem oczywiście, co pan ma na myśli, jednak uważam, że Obdarzeni nigdy nie przestaną fascynować... I przerażać społeczności. Są z jednej strony kimś niezwykłym, kto zawsze będzie umiał więcej, z drugiej... Cóż, nie znamy do końca ich potencjału, nie wiemy do czego są zdolni. - Bardzo się pilnował, by mówić w trzeciej osobie liczny mnogiej - nie chciał, by Dazai zaczął go podejrzewać o bycie jednym z Obdarzonych. Im mniej o nim wiedział tym lepiej, czyż nie?
Zerknął na Kyoukę - cały ten czas siedziała cichutko jak myszka. Dlaczego? Czy bała się mówić, a może wolała zostawić odpowiedź na pytania bardziej doświadczonemu koledze? W sumie tak mogło być bezpieczniej - raz, że Dazai był starszy, dwa, że dłużej przebywał w Agencji i wiedział, co może powiedzieć, a czego nie.
- Twoim partnerem jest pan Kunikida, prawda? Jak wam się współpracuje? - zwrócił się powtórnie w stronę mężczyzny, jednak kątek oka wciąż obserwował dziewczynkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 200
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
- Wszystko z czasem powszednieje - odparł, wzruszając ramionami i myśląc o tych latach w mafii, gdzie na co dzień oglądał tyle krwi, że większym zaskoczeniem napawały go piękne rzeczy niż okrucieństwa. - Może nieco generalizuję, ale przyzna pan, że otoczka tajemnicy zdecydowanie bardziej podsyca płomień ciekawości. - Uśmiechnął się przyjaźnie, jednak w jego oczach widać było, że nie ustąpi i nie ugnie się przed żadnymi namowami. Wiedział, kiedy lepiej siedzieć cicho. Zresztą lubił też słuchać ludzi, można było wtedy wyłapać wiele szczegółów, które mówiły o ludziach więcej niż chcieli. Dlatego pozycja przesłuchiwanego była dla niego mniej komfortowa, ale na szczęście i dziennikarz musiał się trzymać oficjalnego przebiegu wywiadu. Dazaia zaś nic takiego nie obowiązywało, mógł więc dowolnie łamać zasady, na przykład tę, że to William powinien zadawać pytania. Osamu pochylił się, opierając łokcie na udach, podbródek zaś na splecionych rękach i wbił wzrok w oczy mężczyzny, wciąż utrzymując delikatny uśmiech.
- Boi się pan Obdarzonych~? - spytał gładko, przyglądając mu się uważnie. - Czy obawia się pan, że nagle Obdarzeni zrobią coś przeciw społeczeństwu? - Zaraz wyprostował się i poprawił nieco swoje ubranie, słuchając odpowiedzi Shakespeare'a.
- Owszem, ja i Kunikida współpracujemy na większości misji. Widzę odrobił pan lekcje na temat naszej organizacji - zauważył z rozbawieniem, jednak jeszcze bardziej uważny. Dane o Agencji i jej członkach nie były co prawda ściśle tajną tajemnicą, jednak wśród ludzi mówiło się, iż jest to grupa działająca w szarej strefie, na granicy półświatka, a o członkach wiedziano jedynie, że są Obdarzonymi. Dazai mógłby zrozumieć, że większe czy lokalne pisma mogą mieć dobre źródła informacji, ale taki trzeciorzędny magazyn, o którym nic nie wiadomo? Było to co najmniej godne uwagi.
- Jak mówiłem, dobrano nas w dużej mierze przez umiejętności, które się uzupełniają. Dzięki temu współpraca naprawdę dobrze wychodzi - wyjaśnił, nie mogąc przy tym nie pomyśleć o swoim mafijnym partnerze, który również nadrabiał za jego braki w zdolnościach bezpośredniej walki. Jednak jakby doszło do starcia tych dwóch, Dazai nie miał wątpliwości, kto byłby zwycięzcą. Ostatecznie Kunikida obawiał się nawet spotkania z Akutagawą, zaś Chuuya był od tego silniejszy według oceny Osamu. - Poza tym, zawsze musi gonić mnie do roboty, to prawdziwy pracoholik - dodał, wracając myślami do prowadzonej rozmowy. - Przez różne poglądy na wiele spraw często się sprzeczamy, ale najważniejsze, że w sprawach zawodowych nam się powodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Informator Klubu
Liczba postów : 105
Join date : 29/01/2017
avatar
- Rozumiem oczywiście pana punkt widzenia - przytaknął mu uprzejmie - jednak wciąż podtrzymuję moją opinię. Choć faktycznie - to, co tajemnicze dużo bardziej nas fascynuje. Zresztą dlatego tu jestem, nieprawdaż? Jesteście tak niesamowici, że wielu ludzi zrobiłoby wszystko, by choć odrobinę was poznać.
Miał przedziwne wrażenie, że Dazai nie czuje się dobrze podczas tego wywiadu. Cóż, będąc detektywem pewnie sam wielokrotnie musiał zadawać pytania, rozmawiać z ludźmi. Will podejrzewał, że mógł być przyzwyczajony do słuchania, a niekoniecznie do mówienia. Wydawał się być skryty, zamknięty. Ciekawił go Dazai prywatny, Dazai odsłonięty i wyluzowany, ale raczej nie było szans, by go takim poznał - w końcu nie mógł się z nim zaprzyjaźnić, a coś mu mówiło, że nawet wtedy mężczyzna nie do końca opuszcza mury, którymi się otoczył.
Patrzył mu hardo w oczy, samemu dalej uśmiechając się szeroko. Na zadane przez niego pytanie roześmiał się jednak głośno. Bać się? Doprawdy, co za dziwaczny pomysł!
- Och, God, no! - Pokręcił głową w zdecydowanym zaprzeczeniu. - Nie uważam, żeby Obdarzeni byli groźni! Oczywiście - pewnie niektórzy mogą być. Ale to tak samo jak zwykli ludzie, prawda? Szaleniec, który wysadza się w metrze pełnym ludzi, nie jest przecież Obdarzonym, a mimo to zabił wiele osób. Nie można generalizować. Nie wydaje mi się też, abyście mogli się wszyscy zebrać to zbrojnego powstania... Jest was chyba zbyt wielu i zbyt wiele was dzieli. - Teraz to on nachylił się w jego stronę. - Nie powie mi pan wszak, że wszyscy posiadacze Zdolności są jak jedna, wielka rodzina, prawda?
Celowo pokazywał mu, jak wiele wie. Zdawał sobie sprawę, że Agencja może chcieć się zainteresować jego osobą - i po cichu właśnie na to liczył. Kiedy ktoś chce cię poznać, a ty doskonale o tym wiesz, możesz się na to przygotować i podsuwać mu to, co chcesz.
- Cóż, nie twierdzę, że wiem o was wszystko - przyznał, pochylając na moment wzrok w wyrazie skromności - jednak starałem się dowiedzieć jak najwięcej, bez tego rozmowa byłaby ciężka.
Zapisał jeszcze kilka pojedynczych słów, po czym wysłuchał ewentualnych odpowiedzi Kyouki.
- Dobrze, nie będę państwu dłużej zabierał czasu i przeszkadzał w obowiązkach. - Wstał z kanapy, po czym wyłączył dyktafon. Cały swój sprzęt spakował do torby, uważając, by nie pognieść notatnika. Następnie poprosił jeszcze o możliwość zrobienia kilku zdjęć pomieszczenia, w którym się znajdowali i - jeżeli uzyskał pozwolenie - sfotografował je. - Bardzo dziękuję Dazai-san, Kyouka-chan. - Skłonił się przed nimi kolejno. - Było zaszczytem was poznać i jestem z tego bardzo rad. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś przyjdzie mi ponownie was zobaczyć - niekoniecznie w tak oficjalnych okolicznościach.
Po tym pożegnaniu ukłonił się jeszcze raz, tym razem uchylając swego nieśmiertelnego melonika (którego nawet w pomieszczeniu nie zdjął) po czym skierował swoje kroki do wyjścia. Nie wyciągnął od nich wiele, ale nie spodziewał się tego. Cóż, przynajmniej zdobył zdjęcia pomieszczeń i ludzi, samo to może być już przydatne... Na pewno jakoś uda się to wykorzystać. I kto wie, może kiedyś faktycznie jeszcze spotka fascynującego Dazaia...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 200
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
- Obawiam się, że rodziną nas nazwać się nie da, tak samo jak całej ludzkości nie da się nazwać braterstwem tylko z racji tego, że są ludźmi - odparł z lekkim uśmiechem.
Choć początkowo mężczyzna mówił w liczbie mnogiej o ludziach oceniających Obdarzonych, teraz jednak wyraźnie się od takowych odcinał. Można by to wziąć za oznakę indywidualizmu, jednak Osamu, chociaż ludzie nieustanie sprawiali mu wiele trudności, miał do nich niezły instynkt i teraz czuł, że za tym wszystkim kryje się coś innego. Jakby ten w duchu się śmiał. Rzecz jasna nie chciał wyciągać wniosków na podstawie swoich przeczuć... ale z drugiej strony rzadko go zawodziły, wolał się więc upewnić, jak jest tym razem.
Zaraz wstał, jednak na prośbę zdjęć zareagował przepraszającym uśmiechem i wyjaśnieniem, że takiego pozwolenia mógłby udzielić jedynie sam dyrektor Agencji, którego aktualnie nie było. Następnie odprowadził gościa do drzwi i ukłonił mu się lekko z uśmiechem.
- Również miło mi było poznać~ - odparł z lekko zmrużonymi oczami i wciąż wygiętymi ustami. - I też chętnie bym się jeszcze kiedyś spotkał~ - I tym razem sam zadawał pytania.
Pożegnał go jeszcze i gdy tylko drzwi się zamknęły, wrócił na kanapę, jednak nie po to, by się zrelaksować, ale by w spokoju wszystko przemyśleć. Założył na głowę słuchawki i wpatrywał się w sufit, układając fakty niczym puzzle, by ułożyć z nich obraz.
|zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 465
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Kostka - 6 - Wilde przejmuje wszystkie szczegóły wyglądu Dazaia
Jakieś dwie kolejki Wilde z George'em niech będą sami. Will, chwilę, kiedy wkroczysz jako Yosano, zasygnalizuję ci postem Yuuko. George, możesz znowu nadmienić jakieś przebranie postaci, na wszelki wypadek. 



NPC - OSCAR WILDE 

Poprzedni skok na przeciwników nie wyszedł mu zbyt pomyślnie, dlatego też musiał sporo czasu spędzić na kurowaniu swoich pleców, zadrapanych przez Rashomon oraz nogi po postrzale. Z pewnością rzecz by się dłużyła, gdyby nie było mu dane odnaleźć Obdarzonego o Zdolności mającej lecznicze właściwości, jednak ostatecznie z sarkazmem uznał, że wylądował w większej ilości bandaży niż wtedy, kiedy jego ciało było leczone. Ostatnie tygodnie informatorzy klubu spędzili na zdobywaniu zdjęć członków Agencji i badania ich godzin pracy, w związku z czym Wilde mógł dogodnie wybrać sobie osobę, pod którą mógł się podszyć. Najłatwiejszą rolą do odegrania wydawał mu się jeden z tutejszych strategów, mężczyzna nazwiskiem Dazai, bowiem zdjęcie przedstawiające go kroczącego na ulicy było najostrzejsze, a poza tym udało się nawet zdobyć nagranie jego głosu podczas rozmowy telefonicznej do biura Agencji. Po kilku zabiegach zostało oczyszczone z szumów i dało się dokładnie zidentyfikować jego głos. 
Tak też, kiedy wyłapał moment, w którym mężczyzna wychodził z budynku, odczekał kolejne dwie godziny. Słońce już zachodziło, gdy rzekomy Osamu stanął znów w drzwiach Agencji, twierdząc, że ma coś do sprawdzenia w związku ze zniszczonymi po sztormie obiektami i pewnie zajmie mu to sporo czasu, więc w razie czego wyjdzie ostatni. Upierał się jednak, że najpierw musi podrzemać i woli pracować w ciszy, zatem po prostu położył się na kanapie i z zamkniętymi oczami nasłuchiwał kroków - dokładnie pamiętał, ile było osób, gdy wchodził na piętro zajmowane przez detektywów - aż gdy usłyszał ostatnie "dobranoc, Dazai-san". Tak też został sam, w budynku z otwartymi drzwiami frontowymi i tymi od piętra również.
Dźwignął się z kanapy, przeciągnął się leniwie i rozejrzał po budynku, następnie zerknął za okno. Nie można powiedzieć, by ludzi na ulicach ubywało, jednak zdecydowanie mógł stwierdzić, że nikt z Agencji nie znajduje się w pobliżu. Zadzwonił więc do George'a i mruknął do słuchawki, że już wszystko jest takie, jak być powinno, po czym poczekał na mężczyznę, udając, że czyta notatki pozostawione na jednym z biurek. Gdy w drzwiach stanął Orwell, Oscar powitał go szerokim uśmiechem. 
- No patrz, jestem prawie taki wysoki jak ty. W końcu. Gotowy na mały sabotażyk~? - Powiedział tonem pełnym zadowolenia i wyższości, zaraz skupiając się na przywołaniu ustaleń związanych z dzisiejszym planem. Tym razem to Orwell miał pójść do archiwum razem z nim - jego zadaniem było kontrolowanie stanu przenoszenia danych na pendrive'a i robienie zdjęć tak wielu akt agencji, jak tylko mógł, zaś Oscar miał czytać pozostałe i zapisywać treść każdego z nich w swojej głowie dzięki fotograficznej pamięci. 
- Musimy wejść do biura szefa, stamtąd jest przejście do archiwów grupy... Na szczęście mam ten drobiazg. - Z dumą pokazał mężczyźnie wytrych, którym zaraz zabrał się za otwieranie pierwszego ze wspomnianych pomieszczeń. Widać po nim było, że działa w pewnym pośpiechu i stresie, zresztą nie ma co się dziwić. Mimo wszystko, w każdej chwili mógł tu wejść ktoś z agencji, mówiąc, że czegoś zapomniał. 
- Idź głębiej i otwórz te drugie drzwi. - Przekazał zabawkę towarzyszowi. - Mniejsze podejrzenia wzbudzi ich zaufany człowiek, który robi coś w biurze szefa, niż ktoś obcy. - Wyjaśnił, stając przy ścianie oddzielającej biuro od reszty piętra i nasłuchując jakichkolwiek dźwięków.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Studentka
Liczba postów : 114
Join date : 26/12/2016
Motto : "Każdy ma trochę miłości w serduszku~"
avatar
Wypad do mafii był dla niego raczej szczęśliwy. Prócz mocnych siniaków nie skończyło się na niczym poważnym, tak też mógł w spokoju iść na następny dzień do pracy, jakby nic się nie stało. Gorzej w prawdzie było z Wildem, ale wiedział, że ten ma swoje sposoby na poradzenie sobie z obrażeniami ciała, nie wywołując przy tym zbytnich podejrzeń... A Jane? Jane właściwie też nie oberwała, więc cała akcja zakończyła się, jak dla niego, całkowitym sukcesem.
Teraz był czas na kolejną operację wykradania informacji, tym razem od agencji. W prawdzie Anglik czuł się nieco bardziej pewnie niż przy operacji z mafią - Uzbrojoną Agencję Detektywistyczną wiązało prawo, Portową Mafię już niekoniecznie - ale tak czy owak siedząc w kawiarni niedaleko budynku agencji starał się psychicznie i fizycznie przygotować do teoretycznej konfrontacji z członkami tejże. Napił się nieco mocnej kawy, którą mu przed chwilą podano, zastanawiając się czy aby to był dobry pomysł, by nie przebrać się na tą okazję. Teoretycznie nikt z agencji go nie znał, a ich współpraca z mafią wymierzona w Tea Club była mało prawdopodobna, lecz zawsze pewne ryzyko pozostawało. Dlatego też starał się zwalczyć ten cień wątpliwości, ciągle przywoływany przez jego ostrożność. I gdy już kolejny raz zastanawiał się nad tym czy ktoś go później nie nakryje, dostał telefon od Wilde'a. Wszystko było już gotowe - mógł wkraczać. Dopił resztę kawy, zostawił pieniądze za nią i wyszedł z lokalu niespiesznym krokiem, co by nie wzbudzać podejrzeń. Po pewnej chwili był już w budynku agencji - w końcu kawiarnia była niedaleko.
- Yes. W końcu po to tu przybyliśmy. - Rzekł George zamykając drzwi, pomijając uwagę Oscara na temat wzrostu. "Jeszcze brakuje, by zaczął się wygłupiać." - pomyślał, wzdychając w duchu. Przynajmniej jego irytacja wywołana ogólnym nastawieniem Irlandczyka do jego osoby dosyć szybko minęła, bo od razu przeszedł do konkretów.
- Wygodne, choć lepiej by było mieć klucz. - Odpowiedział, spoglądając na uprzednio zamknięte drzwi. Czy przypadkiem ktoś nie próbuje wejść, bo jeżeli tak, to ich cały plan może spalić na panewce. Na ich szczęście, w tym momencie nikt się nie dobijał. Anglik odetchnął nieco i wszedł za swoim towarzyszem do środka gabinetu. Rozejrzał się na szybko po jego wnętrzu i, oczywiście, jego uwagę przykuły drzwi. Przytaknął Wilde'owi, gdy ten przekazał mu wytrych, po czym zaczął grzebać przy zamku, próbując go otworzyć i nie złamać przy tym "zabawki" Oscara. Byłoby głupio, jakby utknął w środku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Czlonek Klubu
Liczba postów : 131
Join date : 07/10/2016
avatar
NPC - OSCAR WILDE


- No patrz, jaki z ciebie tsundere... - Skomentował z cichym westchnieniem, w którym pobrzmiewała nuta lekkiego rozbawienia. Ale jednak o dziwo nawet Wilde przecież potrafił poważnie podchodzić do pewnych spraw w poważny sposób, zatem zaraz urwał temat i ewentualne dalsze próby podjęcia go zbył delikatnym, łagodnym uśmiechem. 
On doskonale wiedział, co robi. 
Drzwi, którymi zajmował się George, zaraz puściły i mogły zostać otwarte z cichym skrzypnięciem. Gdy Oscar usłyszał ten odgłos, wyszedł z biura i jeszcze się rozejrzał za oknami, bowiem nie chciał,  żeby ktoś im przeszkadzał. Zawsze dobrze jest dmuchać na zimne. Zaraz wrócił i włączył komputer, podpinając do niego dekoder, mający rozszyfrować nałożone na urządzenie hasło. Gdy tak się stało, skinął głową w kierunku przyjaciela. 
- Masz go, prawda? - Spytał, mając na myśli oczywiście pendrive'a. Znowu posłał mu uśmiech i dopuścił do komputera, samemu zaś otwierając segregatory z dokumentacją na temat działalności organizacji. 

Naraz Doktor Yosano dostała z nieznanego numeru wiadomość z prośbą o zjawienie się w budynku Agencji. 

WSKAZÓWKI:
1) Will, zaznaczaj w postach, że Yosano robi za npc. 
2) Kolejka obojętna. Może pisać teraz George, może William, mogę ja jako Yuuko. Kto pierwszy ten lepszy i takie tam.

_________________

U W A G A
Carlo słabo mówi po japońsku. Tekst pisany błędnie oznacza, że chłopak posługuje się japońskim. Poprawny język oznacza mowę po angielsku lub włosku.


aktualna lokalizacjagłos#a67d3d - kolor mg


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Informator Klubu
Liczba postów : 105
Join date : 29/01/2017
avatar
NPC - Akiko Yosano

To był bardzo ciężki dzień. Yosano miała dziś pełne ręce roboty - trzeba było rozwiązać sprawę do spółki z Ranpo. Jak na złość, akurat dzisiaj ten był chyba w gorszej formie, bo zanim jego Super Dedukcja zaczęła działać zdążył oberwać od bandyty, czego wynikiem była dość głęboka rana brzucha. Cóż, nie takie rzeczy Doktor Yosano widywała, poradziła z tym sobie oczywiście, ale zeszło jej na to trochę sił i czasu. Kiedy więc dotarła do domu przebrała się w wygodne, domowe ubrania i zwinęła na kanapie w kłębek, gotowa spać aż do rana.
Nie dane jej jednak było. Telefon, który uprzednio odłożyła na stole, brzęczał uparcie, dając znać swojej właścicielce, że oto nadeszła wiadomość. Akiko uniosła leniwie powiekę i oceniła szansę złapania telefonu bez równoczesnego wstawania z łóżka. Cóż, szansa ta wynosiła dokładne i okrągłe zero, jako, że stół stał jakieś trzy metry od jej obecnej pozycji. Cudownie... Kobieta zwlekła się z kanapy, przeklinając w duchu na czym świat stoi. Kiedy jednak przeczytała treść wiadomości natychmiast się przebudziła. Nieznany numer mógł być pułapką, ale jednak należało się stawić w Agencji - coś mogło się tam dziać.
Ubrała się dużo szybciej, niż ktokolwiek mógłby to przewidzieć i dosłownie w dziesięć minut była gotowa do wyjścia. Wzięła ze sobą broń i piłę - ot na wszelki wypadek, gdyby trzeba było kogoś zmusić do mówienia. Na miejsce dostała się metrem - na szczęście mieszkała tylko dwie stacje od budynku, w którym mieściła się ich główna siedziba, tak więc sama podróż również nie zajęła jej długo. Już miała wchodzić, kiedy dostrzegła znajomą postać - to była ta dziewczyna, która ostatnio dołączyła do Agencji!
- Yuuko! - zawołała i pomachała do niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liczba postów : 37
Join date : 13/02/2017
avatar
Siedziała w kawiarence pod Agencją i machała na pożegnanie każdemu, kto wychodził z wyższego piętra - chciała złapać z nimi jak najlepszy kontakt nie tylko dlatego, że ubiegała się o miejsce  w tej organizacji, ale też z tego powodu, że byli to ludzie. Lubiła mieć dobry kontakt z każdym, z kim się poznawała, jednak pamiętała, że pan William prosił ją o zdobycie jakichś wieści na temat Agencji. Ogólnie nie szło jej źle, bowiem sam dyrektor grupy zdecydował się dać jej szansę; jedyne, co musiała teraz zrobić, to przejść inicjację. 
Jednakże teraz jej uwagę zwrócił mężczyzna, który po opuszczeniu piętra Agencji przez wszystkich, ruszył po schodach na górę. "Dziwne... nie pamiętam go! Ani nie przypominam sobie, żeby ktoś taki pracował tam wysoko... Pewnie to jakiś hydraulik! Ale tak dobrze ubrany? Pewnie specjalista... Geniusz hydrauliczny!" ... i oczy dziewczyny rozbłysły ekscytacją. "Ktoś tak oddany swojemu zawodowi musi być niezwykłym człowiekiem... Może potrzebuje pomocy! Potrzymam mu narzędzia czy coś!", Yuuko dopiła gorącą czekoladę - "o dziwo spisek czekoladowego imperium już mnie nie dotyka! Muszą wiedzieć, że ja i pan William wiemy!" - i ruszyła po schodach na górę. Mężczyzna bez problemu wszedł do biura Agencji i jeszcze z kimś w środku rozmawiał. 
Jej serce jak zwykle na widok Shuujiego zabiło mocniej i bardzo walczyła ze sobą, żeby go czasem nie przytulić, jednak zaraz zamarła. O czym oni rozmawiali? "O nie, o nie, o nie... Tata by nie mógł zdradzić... A-ale przecież zdradził też mamę...", ta myśl sprawiła, że dziewczyna poczuła, jak nieprzyjemnie ściska jej się serce. Nigdy nie czuła takiego żalu jak teraz. Przełknęła ślinę, ta jednak wydawała się napotkać jakąś nieistniejącą przeszkodę w jej gardle. 
"Uch... Co zrobić, co zrobić...", zastanawiała się gorączkowo. Zaatakować? Przecież gdyby została chociażby muśnięta przez rękę ojca, jej Zdolność od razu przestałaby działać. A ten drugi mógł mieć broń. Musiała kogoś zawołać; pamiętała, że powiedziano jej, że na tablicy przed biurem Agencji można znaleźć numer do doktor Yosano. Napisała do niej wiadomość i poczekała przed wejściem do budynku, aż ta przyjdzie, nie przyjmując do informacji, że mogłoby być inaczej. 
Przecież ludzie z natury są dobrzy. 
- Yosano-sensei, ta-... znaczy... D-Dazai-san wpuścił do środka jakiegoś dziwnego człowieka i chcą sabotować Agencję... - Powiedziała pospiesznie, starając się nie wybuchnąć płaczem. Właśnie zaczęło do niej docierać, że ojciec po raz drugi w życiu ją skrzywdził, a ledwo go odnalazła. 
- Co możemy zrobić...? - Spytała z wahaniem, zerkając znowu na budynek. Cofnęła się bardziej pod dach, chcąc schować się przed ewentualnym wzrokiem z góry. Miała nadzieję, że Yosano podłapie tę ideę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Budynek Agencji
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Bank Gringotta
» Strzelnica policyjna
» Rozwalony budynek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Naka-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.