Share | 
 

 Mieszkanie Chuuyi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Strzał w dziesiątkę - Chuuya chciał mieszkanie blisko swojej pracy i oto ma; chciał układ bardziej zachodni i oto ma. W skład mieszkania wchodzi salon z aneksem, gdzie jest wszelkie konieczne wyposażenie kuchenne. Część wydzielona na salon ma narożnik, telewizor, kilka regałów z różnymi książkami i rupieciami, także spory barek, w którym gospodarz przetrzymuje alkohole. Dalej mamy dwie sypialnie, jedna należąca do Chuuyi, druga w domyśle być miała dla gości, ale takich miewa cokolwiek nieczęsto. Dalej mamy łazienkę i toaletę, również nic wyjątkowego. Ogólnie wystrój mieszkania uznać można raczej za nowoczesny i całkiem przyjemny dla oka. Praktycznie zawsze jest tu porządek, który mężczyzna lubi utrzymywać, co jest zresztą dość łatwe, bo gospodarza niemal nigdy tu nie ma. 
(opisie, jesteś taki zły)


Droga do domu jednak mogła być gorsza niż to, co spotkało go dzisiaj. Nie do końca co prawda rozumiał, co pokierowało Dazaiem, by odprowadzić Nakaharę w jednym kawałku do mieszkania, jednak postanowił postawić na to, że mężczyzna słowa o zakładzie postawił sobie w tej chwili za punkt honoru. Po każdym innym, nawet po sobie samym, spodziewałby się małych oszustw w tej zabawie, jednak jego partner okazał się grać uczciwie, co gdzieś w głębi duszy rudzielec byłby skłonny nawet docenić. 
Dotarli jednak na miejsce całkiem sprawnie, biorąc pod uwagę stan Chuuyi oczywiście, który, uwaga, ale ani razu nie przewrócił się. Normalnie pewnie chciałby to też zepchnąć gdzieś na dalszy plan, ale coś mu świtało, że to za zasługą Dazaia... No cóż, jeśli ten głupek wolał pomagać przeciwnikowi, to niech ma to, czego chce. Rudy Obdarzony nie pozwoli mu się wykręcać żadnymi tekstami w guście "ale ja ci pomogłem, nie liczy się", o nie. 
Po drodze co jakiś czas zagadywał do Dazaia bełkotliwie, o dziwo chcąc złapać z nim jakiś temat; trochę tak, jakby moment w ich historii, gdy Osamu odszedł, nagle wyparował z jego świadomości. Trochę groził mężczyźnie, ale z drugiej strony pytał, jak mu się powodzi. W końcu jednak udało im się dowlec najpierw do windy, potem Chuuya, opowiedziawszy jakąś historię mówiącą o tym, jakie te urządzenia są niebezpieczne, chcąc podkreślić wyższość spacerowania, wybrał odpowiednie piętro. Zdołał wydobyć z kieszeni płaszcza klucze, którymi zaraz otworzył drzwi -  za nimi doczłapał, ciągnąc za sobą partnera, do kanapy, gdzie pozwolił sobie upaść. 
- No, dupku... Wygrałem - Powiedział głośnym, ale wciąż bełkotliwym głosem. Powoli docierało do niego to, że trzeźwiał i nie do końca mu się to podobało. Nadchodziły fale senności i bólu głowy... Z którymi nawet nie miał siły walczyć. Skulił się na narożniku, czując silne, nieprzyjemne dreszcze i wyciągnął dłoń do Dazaia, ponownie kierując na niego wzrok. 
- Moja.. Nagroda, hę? Zostań... - Wymamrotał już ciszej, ale zaraz zmarszczył brwi i powtórzył głośniej, pewniej. - Zostań. Tu, ze mną, jako... partner, jasne? - Nakazał, wykonując przy tym taki ruch dłonią, jakby chciał nawiązać jakikolwiek kontakt fizyczny z partnerem. Czyżby chciał w ten sposób okazać chęć powrócenia do starych czasów? Jakkolwiek by się nie wypierał, uwielbiał być partnerem Dazaia i  nigdy nie przestałby mu ufać. Wiedział, że był naiwny i nienawidził się za to z całego serca, a jednak nie potrafił odsunąć się od tego człowieka na dobre. 
- I... i weź mi przynieś jakiś koc, za cholerę się nie ruszę. - Powiedział ponaglająco, zrzucając z siebie niemrawo płaszcz, marynarkę, kamizelkę i buty, które wylądowały zaraz przy kanapie. Nie miał pojęcia, czy drugi mężczyzna wykona jego polecenie i czy zostanie tu, ale... Ale jeśli nie, to może i lepiej? Chuuya wmówi sobie rano, że to wszystko było urojenie i że dostał się do domu przy pomocy techniki pijanego mistrza. Zasnął jednak praktycznie zaraz po tym, jak zmrużył oczy, nie mając sił zupełnie na nic, poza nadzieją, że jutro kac nie będzie aż taki okrutny. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Dazai czuł się, jakby jakaś dziwna siła kierowała jego ciałem. Trzy razy zmierzał się do podcięcia byłemu partnerowi nogi, by ten się wywalił. Za każdym razem w ostatniej chwili się powstrzymywał. Gdy kolana pod rudzielcem się załamywały, machinalnie go podtrzymywał, zamiast pozwolić mu paść na ziemię i cieszyć się wygraną, kpiąc jeszcze, że nawet z podparciem średnio mu wyszło to dochodzenie do domu. Odpowiadał na próby rozmowy zaczynane przez mężczyznę, mając też nadzieję, że zagadany będzie mniej uważał na drogę i w którymś momencie się potknie. Nic takiego jednak nie miało miejsca, a wynikiem dyskusji były tylko zwiększający się ucisk w klatce piersiowej i szybsze mijanie czasu. Nim się spostrzegł, byli już przed domem petit mafii, a ten otwierał drzwi. Dla Osamu oznaczało to jedno.
Porażkę.
Przy czym wiedział, że winny jej jest tylko on sam. Nie czuł złości, żalu, zadowolenia czy smutku. Miał wrażenie, jakby wszelkie emocje z niego ciekły i w milczeniu patrzył pustym wzrokiem, jak Chuuya wkracza do mieszkania i pada na kanapę. Stał nad nim, przyglądając się, jak ten się zwija w kulkę, prawdopodobnie już zaczynając odczuwać następstwa upijania się w sztok. W tej chwili wyglądał tak niewinnie i bezbronnie, jakby w kontraście do jego codziennej postawy jednego z szefów mafii z tendencją do krzyków. Detektyw nie wiedział, co o tym myśleć. Przez głowę przebiegało mu tyle różnych, luźnych skojarzeń, jednak za nic nie umiał ich skupić i wyciągnąć jakiegoś wniosku. Cholerny ślimak. Gdy ten wyciągnął rękę, nie ruszał się z miejsca, aż nie usłyszał żądania rudzielca. Miał wrażenie, że serce na moment mu stanęło, a jego samego zaczął dusić strach. Czyli wszystkie jego starania na nic. Co jeszcze mógł zrobić, by ten drobny mężczyzna go odrzucił? Wątpił, by nawet złamanie zasad zakładu i wyjście byłoby na dłuższą metę skuteczne. Pewnie, Nakahara zwyzywałby go i wieszał na nim psy... ale w końcu nie byłby to pierwszy raz. Zresztą choć chciał spalić za sobą mosty, paradoksalnie część niego wcale nie chciała odchodzić.
Z westchnieniem chwycił jego dłoń i przykucnął obok, ściskając ją delikatnie.
- To już dwa życzenia, głupolu... - zauważył spokojnym głosem, odgarniając mu włosy z twarzy. - Ale powiedzmy, że mam dziś dobry dzień.
Wstał, szybko znalazł jakiś koc i okrył nim partnera, widząc, że ten już odpłynął. Mimo to utrzymywał twarz bez emocji, gdy zgarniał jego rozrzucone ubrania i składał je w elegancką kupkę, zupełnie jak przy walce z Lovecraftem. Na koniec zdjął mu kapelusz z głowy - nie do wiary, że zdjął nawet kamizelkę, a to paskudztwo zostawił na sobie - i odstawił go na wierzch. Odwiesił jeszcze jego płaszcz na swoje miejsce, po czym wrócił i przysiadł na wolnym skraju kanapy. Ponownie westchnął i z lekkim wahaniem przeczesał jego włosy.
- Musisz konkretniej formułować żądania, głupku... nawet nie sprecyzowałeś, na jak długo mam zostać - mruknął do siebie, zastanawiając się, czy nie było to celowe ze strony Chuuyi. I rozmyślał nad ową prośbą. Zostać jako partner... ta prośba była zdecydowanie bardziej złożona niż się pozornie wydawała. Czy ten oczekiwał, że Dazai wróci do mafii? W teorii nadal miał zaproszenie od Moriego, jednak Osamu wiedział, że kryło się za tym wiele ukrytych motywów. Póki co potraktował prośbę jako zajęcie się pijanym mafiozo. Tyle mógł zrobić. I po prawdzie, tyle chciał zrobić. Częściej niż chciałby przyznać brakowało mu ich dawnej relacji, nabijania się z siebie nawzajem, ale i polegania na sobie. Póki co mógł podtrzymywać tę ułudę, że wrócili do tamtego punktu.
Wstał i ziewnął cicho. Sam również był zmęczony po nieludzko wczesnym wstawaniu. Widać Agencja dostanie telefon informatora jutro. Dziś potrzebował odpoczynku - zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Poza tym w porównaniu do normalnych dni pracy, kiedy to potrafił całe popołudnie wylegiwać się na kanapie w Agencji, dzisiejszy dzień rzeczywiście był dla niego nadzwyczaj wyczerpujący. Upewniwszy się więc, że Chuuya śpi jest okryty kocem, skierował się do jego sypialni, zdjął buty, płaszcz i kamizelkę, po cym rzucił się na materac. Nie przeszkadzało mu spanie w cudzym łóżku, zwłaszcza że te było puste i nieużywane oraz najpewniej najwygodniejsze w całym mieszkaniu. Mógł sobie pozwolić na taką zapłatę za dobrowolne wypełnienie drugiej prośby rudzielca. Otulił się kołdrą, czując w pościeli zapach jej właściciela, po czym dość długo leżał w niej, bijąc się z myślami, nim w końcu udało mu się zasnąć, mając nadzieję, że nie obudzi się przez kopniak wywalający go z łóżka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
- Złota rybka spełnia trzy i nie marudzi... - Odparł jedynie bełkotliwie, nie do końca ogarniając, że mówi i do kogo mówi. Nie docierało do niego też to, że pozbawiono go kapelusza, a dotykania twarzy nie był całkiem świadom, w związku z czym uznał je za dość przyjemny gest. To było dla Dazaia typowe; bez przerwy by się tylko z rudym przekomarzał, ale gdy co do czego przychodziło, był wobec niego troskliwy i delikatny. Chuuya wiedział, jak czarującą osobą potrafił być jego partner i w znacznej mierze to tym bardziej go irytowało. Nie rozumiał masek tego człowieka i spodziewał się, że gdyby ściągnął mu jedną z pełnym przekonaniem, iż pod nią jest jego prawdziwa twarz, zastałby jednak kolejną część gry aktorskiej. Gdy został okryty kocem spał już niezbyt przyjemnym snem, który zwiastował równie niemiły poranek. 
Zbudził się obolały i w paskudnym humorze. Dazaia nie było nigdzie w pobliżu, także dupek albo złamał słowo i wylazł z jego domu, albo był w jednej z sypialni. Mężczyzna, wspierając się o ściany, ruszył do pokoju dla gości, który okazał się pusty. Żyłka na skroni wydawała się pulsować intensywniej niż ból ogarniający głowę Nakahary i tłumiący jego myśli. Pierwszym odruchem w jego umyśle okazała się być myśl mówiąca o zabiciu Dazaia... A kolejnym zastanowienie się, dlaczego w ogóle miałby się fatygować z szukaniem go? To było niesamowicie głupie. Przecież odcięli się od siebie, głównie z inicjatywy Osamu. Czyżby rudy na coś liczył? To było nieracjonalne.
Mimo wszystko jednak, Chuuya udał się do ostatniego pomieszczenia, w którym tamten mógł być. Odczekał dłuższą chwilę nim nacisnął na klamkę i otworzył drzwi - chwilę, w której przeklinał się za tkwiącą gdzieś w jego głowie nadzieję, że drugi mężczyzna może został. Nakahara nie wiedział, co powinien czuć, widząc Dazaia w swoim łóżku; z jednej strony może i lekką ulgę, zadowolenie, ale z drugiej... Od dawna miał go zakodowanego w głowie jako zdrajcę, który de facto złamał mu serce swoim odejściem. W tamtym momencie czuł się bezbronny, bezużyteczny i zdradzony w wyjątkowo obrzydliwy sposób. Gdyby jednak sięgnąć jeszcze dalej... Było tu coś, co kazało mu wierzyć w tego człowieka i w jego słowa, nawet, jeśli coś podpowiadać mu mogło, że ta właśnie wiara będzie dla niego zgubna. 
- Dazai, dupku... - Mruknął, kręcąc głową. Ten buc wylegiwał się w prywatnym łóżku Chuuyi, które rudy potem będzie musiał chyba spalić, by nie czuć związanego z tym wstydu. Mimo wszystko jednak, jakoś nie miał ochoty na spychanie go czy nieprzyjemne traktowanie. Nie chciał też przyznać przed sobą, że jednak towarzystwo tego człowieka było dla niego ostatecznie czymś przyjemnym. Oczywiście Dazai denerwował go, ciężko Chuuyi było zrozumieć ludzi, których jego partner nie doprowadzał do szału. 
Przyglądał się przez dłuższą chwilę jego twarzy, tak spokojnej i jak raz pozbawiona tego czegoś, co Nakahara widział w nim niemal ciągle. Pomyślał jednak, że ten spokój, choć mający szczere zabarwienie, jest kruchy i pęknie, gdy tylko sen dobiegnie końca. Westchnął cicho, stwierdzając, że Dazai chyba na zawsze pozostanie dla niego zagadką. Potrząsnął lekko jego ramieniem, chcąc go w ten sposób obudzić. 
- Ne, wstawaj. Nie mam zamiaru bawić się w spychanie cię, żebyś ruszył dupsko. - Panie i panowie, tak właśnie Chuuya Nakahara okazuje drugiej osobie wdzięczność. Westchnął ciężko. Ten leń nigdy się nie kwapił do szybkiego wstawania z łóżka. 
- Jakbyś sobie chciał kawy zrobić, to idź do kuchni. - Skierował się do drzwi, jednak wyszedłszy rzucił jeszcze jedno spojrzenie na partnera. - Możesz się załapać na jakieś jedzenie, frajerze. Znaj moją dobrą wolę. - Sam nie miał zamiaru jeść, czując, że jak przyjmie cokolwiek poza płynami, to bezzwłocznie zwróci całą zawartość swojego żołądka. Skierował się do wspomnianego pomieszczenia, gdzie zrobił sobie kawę z mlekiem, chcąc załagodzić kaca-mordercę. Siadł przy stole i pochylił głowę, opierając skronie na palcach i wbił wzrok w blat. Czuł się okropnie i nie umiał określić, czy większy dyskomfort budzi u niego obecność Dazaia w jego mieszkaniu, czy poalkoholowe schorzenie. 

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Sen nie przyszedł tak szybko jak miał nadzieję. Jak się obawiał, wydarzenia wieczora uwolniły tamę przytrzymującą falę wspomnień i uczuć gdzieś z tyłu świadomości. Kręcił się długo w pościeli i zaczął nawet żałować, że wybrał do spania najbardziej kojarzące się z Chuuyą miejsce, ale nie mając już siły się podnieść i iść gdzieś indziej. Poza tym znajdował się w mieszkaniu Nakahary - które miejsce miałoby mu o nim nie przypominać?
W końcu jednak udało mu się zasnąć, jednak sny wcale nie należały do przyjemnych. Zapomniał ich treść zaraz po przebudzeniu, ale zostawiły po sobie nieprzyjemne uczucie i pewien niepokój, którego nie umiał się pozbyć.
Przynajmniej tyle, że nie został przywitany przewidywanym kopniakiem. Doprawdy, wprost nie wierzył, jak miły bywał Chuuya, nawet mimo zostania go w jego własnym łóżku - o co podejrzewał, że się dość wścieknie. Początkowo nie kontaktował jeszcze i na ślepo, z wciąż zamkniętymi oczami, starał się złapać budzącego go bezdusznika niedającego mu dalej spać. Udało mu się tylko pacnąć dłoń mężczyzny, nim uchylił powiekę i ujrzał rudowłosego partnera patrzącego na niego jak raz wyjątkowo z góry. Po chwili wspomnienia wieczora wróciły do jego zaspanej głowy. Od razu uśmiechnął się szeroko, choć powieki nadal nie były do końca uniesione - wciąż staczał z nimi niewyrównaną walkę; w końcu powieki miał dwie, a on był sam jeden.
- Oho, Chuuya jest taki miły~ - mruknął zadowolonym tonem, przeciągając się mocno. Przez głowę przemknęło mu, że powinien dopytać o jego życzenie, ale... dopiero co się obudził i nie sądził, by był teraz gotów na poważne rozmowy. Teraz czy w najbliższym czasie, I na pewno nie chciał takowych zaczynać. Póki co może mógł jeszcze zwiększyć dystans... jakoś. Nawet po wydarzeniach ostatniego wieczoru. - Widzę wyczerpujesz spore zapasy owej dobrej woli. Jak długo ją zbierałeś? - rzucił za odchodzącym rudzielcem. Po jeszcze chwili leżenia podniósł się do siedzenia, a kiedy w pokoju nikogo nie było, z jego ust zszedł uśmiech.
Co on wyrabiał? Wpakował się w taką sytuację wbrew wszystkiemu, co planował od lat. Zerknął niemrawo na okno, rozważając, czy wymknięcie się nim byłoby dobrą opcją. Ale nawet mu się nie chciało. Jednocześnie nie chciał tego ciągnąć, ale tez nie miał żadnej motywacji, by przerwać. Znów zbliżał się powoli ku apatii, która napadała go od czasu do czasu. Do stanu, kiedy zamykał się w swoim mieszkaniu i po prostu leżał na futonie cały dzień, patrząc się w sufit i starając się pobudzić umysł do nieco konstruktywniejszego działania niż rozpamiętywanie wszystkich swoich błędów.
Ale teraz nie mógł tak siedzieć wiecznie. Jak dłużej będzie zwlekał, Chuuya wróci, by rzeczywiście mu dokopać bądź choćby upomnieć i sprawdzić, co on w jego sypialni wyrabia. Odetchnął głęboko, wygrzebał się z pościeli, przeciągnął i oblekł twarz w lekki uśmiech. Tak, teraz dopiero mógł iść. Choć szczerze mówiąc, nie odczuwał głodu, marzył jedynie o prysznicu - często to odczuwał po spaniu w ubraniach. Mimo to kawa nie wydawała się najgorszym pomysłem, więc wkroczył raźnie do kuchni, poszerzając uśmiech na widok opierającego głowę o dłonie mężczyznę. Znał uczucie, którego tamten teraz doświadczał, ale wiedział, że sam sobie na nie zapracował. Wstawił wodę, po czym usiadł naprzeciw niego, sam splatając ze sobą palce i kładąc na nich podbródek, przyglądając się skacowanemu partnerowi. Jego twarz mogła wyrażać w tej chwili lekko rozbawione zainteresowanie.
- Wyglądasz strasznie, ślimaku - zauważył wesoło. - Przyznaj się, ile wczoraj wypiłeś~? Zasnąłeś jak walnięty patelnią! Trzeba ci może przypominać jakieś wspomnienia z wczoraj~? - Wciąż się z nim droczył, jakby chcąc nadrobić wczorajsze w tym zaległości. Cóż, pewnie dobijanie cierpiącego było jedną z paskudniejszych rzeczy, jaką mógł zrobić. Dlatego właśnie to robił. Jego ostatnia szansa na wycofanie się.
Gdy woda się zagotowała, wstał i zaparzył sobie kubek kawy. Zaraz z nią usiadł naprzeciw niego i wziął sporego łyka. Niemal nie czuł jej smaku, co mogło mieć związek z tym, że mogła być nieco gorąca, albo z tym, co siedziało mu na sercu.
- Neee... - zagadną z rozluźnieniem, którego niestety w rzeczywistości nie poczuł. - Jak długo sięga twoje życzenie? Wiesz, czasem też jednak coś robię... - Mimo wszystko na chwilę przeniósł wzrok na splecione, zaciśnięte na kubku dłonie, jakby chciał się przekonać, czy się trzęsą. Dopiero po chwili zdobył się na uniesienie wzroku, wciąż z tym szerokim wyszczerzem. Teraz wszystko miało się okazać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Jak raz nie miał ochoty na przepychanki z Dazaiem, więc jego słowa zbył ostrzegawczym warknięciem. Nie oznaczało to, że Nakahara nie jest poirytowany przez jego zachowanie, po prostu w tej chwili nie miał siły, by bawić się w pyskówki z nim. Priorytetem była kawa, a gniewny pomruk miał pokazać jego partnerowi, że to jeszcze nie koniec i tylko musi przegrupować swoje siły przed kolejnym starciem. Nie zdziwiło go, że Dazai pacnął jego dłoń, na co mógłby zareagować trzepnięciem mu w łeb, jednak i z tego zrezygnował na rzecz chwili spokoju. 
W kuchni dość długo musiał się zbierać, poukładać w głowie myśli. Proces ten począł na odpychaniu od siebie poczucia, że przynajmniej w minimalnym stopniu jest dziś tak, jak kiedyś; Dazai doprowadził go do domu, został na noc, a teraz gospodarz spodziewał się, że jego gość przypełznie na kawę. Tak jak kiedyś. Nie, nie powinien myśleć o tym w ten sposób. Absolutnie. Kolejnym krokiem było przyswojenie z większą siłą faktu, że to zdrajca. W tym punkcie programu usiłował skupić się na sprawach Mafii miast na swoich osobistych zatargach. Następnie musiał skoncentrować swoją uwagę na wczorajszym wieczorze, a konkretniej na tym, co się wydarzyło. Pamiętał właściwie jedynie to, że wybiegł w pewnym momencie z baru, bo zobaczył tego dupka. 
Uniósł jedynie nieznacznie głowę, kiedy Dazai wszedł do pomieszczenia. Obserwował jego ruchy łypiąc nań spode łba, które znał zresztą bardzo dobrze. Widząc pewne rzeczy dziesiątki razy jednak ciężko jest nie wyuczyć się ich na pamięć. To kolejna rzecz, której nie umiał znieść w ich relacji. Byli sobie zbyt bliscy, naraz będąc swoimi największymi wrogami. 
- Idź pocałować osła patrzącego na północ w południowy koniec... - Warknął, czując, jak złość gotuje się w nim tak, jak przed chwilą woda w czajniku. Nieprzyjemne dla  jego uszu i zdecydowanie posiadające zwielokrotnioną moc było szuranie nóg krzesła o posadzkę. 
- Zero siedem zgłosiło się do mnie - "Dlaczego mu o tym mówię?", zganił się w myślach. - Uczciłem coś przyjemnego, ale nie twoja sprawa, skurwiwiju jeden. - Upił kilka łyków kawy i jak się okazało, nawet ona go w tej chwili drażniła, jednak nie aż tak, jak głupia, paskudna morda Dazaia, którą szczerzył w swoim durnym uśmiechu i kpił bezczelnie z Chuuyi. To było w stylu jego partnera, kopał leżącego takimi niby niewinnymi tekstami, w których jednak Nakahara wyczuwał sporą dozę jadu i nieszczerości, przez które niemalże krew go zalewała. 
- Życzenie? A... Coś mi świta. Nie wiem. Jesteś irytującą deską kuchenną z Gyoutoku, ale... - Zrobił pauzę, podczas której uzupełnił niedobór kawy w organizmie. 
- ... Odpowiem pytaniem na pytanie. Po co mnie stamtąd wziąłeś? Lubisz sobie szarpać nerwy mną, byleby tylko widzieć, jak cierpię? - Skontrował suchym, ale wyzywającym tonem, wbijając spojrzenie w drugiego mężczyznę. Wziął głęboki wdech. - Nie uważasz, że powinieneś w końcu dorosnąć i wyjaśnić mi to i owo, tak poza tym? - Wbrew pytającej formie, jakiej użył Chuuya, jego wypowiedź brzmiała raczej jak stwierdzenie odnoszące się do tego, co Dazai musi zrobić i wiedział, że nie może w tej chwili odpuścić. Osamu był mu to winien po czterech latach zostawienia tematu samego sobie. 
- Aż tak bardzo mnie nienawidzisz, Dazai? - Kac zdecydowanie nie był najlepszą chwilą na próbę zwalczania swoich myśli i wzbraniania się przed wyrażaniem ich. Jego głos nieco złagodniał, nie był zabarwiony wściekłością aż tak, jak wcześniej. Prym wiodło teraz rozczarowanie i mimo wszystko ciekawość. Musiał go z tym skonfrontować, mówiąc sobie, że teraz albo nigdy i że nie może wybaczyć Dazaiowi, jeśli ten wymiga się od odpowiedzi. Wiedział jednak, że nie było możliwości, aby przestał mu ufać. Jak można być tak ślepym?

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Cisza Chuuyi jeszcze bardziej go zastanowiła. Cóż, jeśli było z nim tak źle, jak sądził, patrząc na jego wczorajszy stan, prawdopodobnie zwyczajnie nie był w stanie się z nim zbyt długo kłócić. Sam znał przecież stan, w którym jedyne, o czym można myśleć, to potworny ból głowy, brzucha i niemal całego ciała. Cóż, po co w takim przypadku z kogoś żartować? Nawet nie uda się nikogo zdenerwować, by się na ciebie wściekł. Westchnął niemal bezgłośnie, wstając w końcu z pościeli. Cóż, niebawem mężczyzna wytrzeźwieje do końca. Ciekawiło go, co zrobi wtedy.
W czasie szykowania kawy czuł na sobie wzrok błękitnych oczu, jednak starał się nic sobie z niego nie robić. Pewnie Chuuya chciał się upewnić, że nic nie zniszczy w jego kuchni. Był jednak zbyt zdezorientowany całą sytuacją, by stłuc mu ulubiony kubek czy coś w tym stylu. Nawet jeśli tego po sobie nie pokazywał.
Prychnął cicho siadając, słysząc jakże błyskotliwą odpowiedź partnera. Co prawda obecnie również od Kunikidy wysłuchiwał różnych rzeczy i epitetów na swój temat, jednak nigdy nie przybrały one takiej intensywności i uczucia jak ze strony rudzielca.
- Wolę trzymać się od osłów z daleka, wszelkiego rodzaju~ Poza tym one kopią, Chuuya, nie podchodzi się do nich od tyłu - zauważył, wywracając oczami. Wcale nie przesunął umyślnie nogami krzesła po ziemi. Po prostu był zbyt leniwy, by je podnieść. Usiadł na nim i przysunął się jeszcze do blatu, znów wydając z siedziska ów dźwięk.
Wszystko było maską. Poniekąd zaczynał wierzyć, że całe jego życie to jeden wielki teatr z obcymi, nieproszonymi aktorami. Sam był największym z nich. Sam wybrał sobie taką rolę jeszcze jako dziecko. Teraz... nie mógł z niej wypaść, sprawić, że te wszystkie lata pójdą na marne. Nie mógł dać się sprowokować i podporządkować nastrojowi Nakahary.
- Nie moja sprawa, a jednak mi mówisz~! - zauważył radośnie, głosem, który można by porównać do wesołego ćwierkania ptaka o poranku. Poniekąd naprawdę się cieszył, że Chuuya ufa mu na tyle, by się z nim dzielić jakimiś informacjami. A może to kwesta alkoholu. Cóż, informacjami nigdy nie gardził, bez względu na to, na jaki temat - nigdy nie wiadomo, co może się w przyszłości okazać przydatne. Zaraz jednak skupił się bardziej, widząc, że przechodzą do bardziej ciekawiącego go tematu. I z pewnością bardziej grząskiego. Ku jego rozczarowaniu, mężczyzna nawet specjalnie nie rozwinął tematu. "Nie wiem" nie było odpowiedzią, która wiele mu mówiła.
Grząski grunt? Rozmowa zaczynała przypominać bardziej mokradła, w które Osamu wpadł aż po brodę, nie mogąc się ruszyć, by nie zatonąć. A chociaż był za śmiercią, to z pewnością nie w podobnie obrzydliwy i przerażający sposób. I nie z rąk Chuuyi.
- Oho, słaba pamięć, hat rack? - spytał z lekkim uśmiechem błąkającym się na ustach. Starał się wciąż utrzymywać niefrasobliwy ton. - A co miałem zrobić z pijanym, wczepionym mi w ramię szefem mafii, który żądał odstawienia do domu pod groźbą wyprzedzenia mnie w umieraniu~? - spytał, unosząc nieco brwi. - Możesz uznać, że stałem się lepszym człowiekiem i postanowiłem pomóc nawet tobie. Czyli wolałbyś, jakbym zostawił cię tam na ulicy, ledwie przytomnego? - spytał już nieco chłodniej, choć wcale tego nie planował.
Nie chciał wcale poważnej rozmowy. Miał to być szybki zakład, wygrana i powrót do domu ze złamanym sercem i odrzuconym znów rudzielcem na głowie. A teraz musiał uczestniczyć... w czymś, co mogło go złamać. Bronił się przed pęknięciem jego maski, ujawnieniem roli rękami i nogami, ale nawet on miał gdzieś swoją granicę. Nie chciał jej odkrywać. Zbyt się bał, co leżało za nią. A mimo to nie mógł się wycofać. Nie umiał.
- Słucham, Chuuya, co takiego mam ci wyjaśniać? Która kwestia jest jeszcze niejasna? - spytał, opierając głowę na splecionych dłoniach. Starał się zachować spokojny, zaciekawiony ton głosu, jednak słyszał, jak wkradła się w niego nutka bólu.Widać nadeszła pora na rozdrapywanie starych, lekko zasklepionych ran.
Maska czy szczerość, pęknie czy nie pęknie...
- "Nienawidzę" to mocne słowo, petit mafia, którym lepiej nie szafować~ Ale wciąż pamiętam te lata, gdy całymi dniami mówiliśmy, jak się nawzajem nie znosimy. Nie mów, że zapomniałeś - powiedział, patrząc na niego nieustannie. - Zresztą czyż sam mnie nie znosisz? Za wszystko, co kiedykolwiek zrobiłem, jeszcze za dawnych, dobrych czasów? Czy nie masz mi za złe~? - Wzruszył ramionami, krzywiąc się nieco. Miał ochotę wypluć własny język, który właśnie sprawiał wrażenie kwaśnego, jakby dopiero co zjadł całą cytrynę.
Nie mógł jeszcze zrzucić maski. Czuł, że strach coraz bardziej go ogarnia, ale udało mu się jeszcze nad sobą zapanować. Pytanie, ile to mogło potrwać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
- Chodzi mi o to, że dokładnego powodu ci nie podam, bezmózgu. Myślisz, że powiedziałbym cokolwiek o pracy wrogowi? - Kolejne warknięcie, zakończone pytaniem retorycznym i szczególnym zaakcentowaniem słowa "wróg". Chciał pokazać i Dazaiowi i sobie, jaki ma stosunek do tego pierwszego, jednak czy wiązało to się z brakiem zaufania, to już kwestia mocno sporna, a nawet bardzo. 
- Morda w kubeł, shitty Dazai. - Odruchowo syknął w odpowiedzi na słowa partnera i na tę jedną chwilę postanowił ugryźć się w język, żeby dać mu cokolwiek powiedzieć. Doprawdy, miał zbyt wiele dobrej woli względem tego człowieka, kiedy był skacowany. - Aha, no chociażby. Mogłeś mnie zostawić i mieć gdzieś. Mógłbym zapomnieć o tym, że cię widziałem. Nie wiem, czy pamiętasz, ale już mam doświadczenie w budzeniu się samemu w obcych miejscach i w dużo gorszym stanie. W najlepszym wypadku zadzwoniłbym po Hirotsu albo Tachiharę. - Kolejnym odruchem Chuuyi było zakładanie najpierw tych najgorszych wyjść. Nigdy nie należał do optymistów i nawet tego nie krył specjalnie. Kolejne łyki ciepłego napoju przeszły przez jego usta i gardło, zanim kontynuował swoją wypowiedź. Nienawidził wzroku Dazaia, który teraz na sobie czuł i w którym to widział coś niepokojącego. Nie potrafił określić natury tego spojrzenia, ale przywodziło mu na myśl jednak pewne wahanie lub walkę z samym sobą. Nie, nie wierzył w to, nie był w stanie tego przyjąć do wiadomości. Jego partner zawsze był pewny każdego swojego ruchu.
- Bo cię nie znoszę. Mam ci za złe. Zadowolony? Jesteś idiotą i egoistą. - Zrobił zniesmaczoną i zirytowaną minę, głos natomiast drżał od zdenerwowania. Musiał powiedzieć w tej chwili wszystko, co chodziło mu po głowie. Tym bardziej wkurzał go fakt, że zamiast treściwej odpowiedzi dostał od Dazaia wymijający bełkot. 
- Ufałem ci, wiesz to i nie mów, że nie. Bawiłeś się moim kosztem, przedłużałeś Zepsucie, ale jednak je przerywałeś. Tyle razy mogłeś się mnie pozbyć, mogłeś obrócić się na pięcie i pójść w swoją stronę, a Moriemu wcisnąć kit, że nie zdążyłeś do mnie dotrzeć. - "A ja właśnie tego się zawsze bałem niż bólu samego w sobie." - Mogłeś poczuć się wolny. To nie było kuszące? - Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy Chuuyi, jednak przypominał go bardziej jaki groteskowy, wymuszony grymas, za którym krył się raczej cynizm i gorzka ironia zamiast dobrego humoru. 
- O jeden obowiązek mniej. W pewnym momencie i tak miałeś wszystko to, co Mafia była w stanie zapewnić. Wciąż jesteś dla Moriego więcej wart niż większość z nas. - Przerwał, kończąc swój kubek kawy. Trochę poczeka zanim napój zacznie działać, ale powinno być to warte czekania. 
- Ty odszedłeś przez niego, tak? - Zmrużył oczy, przechylił głowę na bok. I w końcu uderzył w najbardziej czuły punkt, jak mu się wydawało. Temat Ody był dla samego Nakahary dość drażliwy, uważał tego człowieka za kogoś, kto zabierał mu Dazaia. Fakt faktem zrobił to, jednak dopiero swoją śmiercią. - Zdziwię cię. Umarli nie mają głosu. - Zaś całkiem żywy Chuuya głos miał, którego ton zresztą aktualnie był całkowicie pozbawiony emocji. Po prostu mówił to, co powiedzieć musiał i akurat nadarzyła się ku temu okazja. 
- Zostawiłeś Mafię, zostawiłeś... Zostawiłeś mnie, Dazai, a potem przy tej pierdolonej ośmiornicy jeszcze raz złożyłem własne życie w twoich rękach. Wiesz, są ludzie, dla których istnienie jednak coś znaczy. - W jego oczach Osamu był kierowany przez egoizm i niechęć do samego Nakahary, który z kolei teraz wbił spojrzenie w stół. - On nie był zależny od ciebie, idioto. - Kontynuował po kolejnej pauzie, zaznaczając w ten sposób, że był bardziej potrzebny jemu samemu. - Był nawet gorszy od ciebie, bo polazł na pewną śmierć, tylko jemu wyszło. Jesteś okrutny, bo nie wierzę, byś był tak ślepy na innych. Jeśli już żyjesz, to przejmuj się żyjącymi. - Sam też mówił dość wymijająco. Nie potrafił i nie chciał powiedzieć Dazaiowi dosłownie, że jego odejście złamało rudzielca. Uważał całą relację Sakunosuke i Osamu za wielką niesprawiedliwość. Przecież to Chuuya był pierwszy. Przecież to Chuuya był jego partnerem. Przecież to Chuuya był dla niego jak brat. Wtedy wdarł się między nich tamten człowiek, byle pionek z niemalże bezużyteczną Zdolnością i jeszcze jak wielki paniczyk się rządził i sprzeciwiał się zabijaniu. Nie umiał pojąć, dlaczego Dazai zainteresował się właśnie nim. 
- Co byś zrobił, gdybym to ja umarł? - Spytał cicho, nawet nie unosząc na niego wzroku. Czuł, jak chyba powoli kruszało i pękało jego serce i odnosił wrażenie, ze właśnie to wpływało na ton jego głosu.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
- Wiem o twojej pracy więcej, niż możesz sądzić - powiedział z lekkim uśmiechem. Blef, ostrzeżenie? Dazai miał wielu informatorów, jednak mafia pilnie strzegła swoich sekretów. Jednak zasianie niepokoju w szeregach wroga zawsze przynosiło dobre skutki. - Owszem, mogłem. Choć nie wiem czy owo doświadczenie jest powodem do dumy... Ale zaproszenie do domu szefa mafii nie jest czymś codziennym, wiesz? I zakład to zakład, Chuuya~ Chciałem z tobą wygrać, by mieć nad tobą jedno życzenie. Bo to pierwszy raz? - Wzruszył ramionami, chcąc pokazać, jak bez sensu jest drążenie tematu. Osamu nie wiedział, jak dokładnie mu odpowiedzieć. Do diaska, sam teraz przeklinał się w myślach za to, co zrobił. Ale nie było odwrotu.
Cieszył się, że Chuuya choć przez chwilę zajmował się napojem, co zamknęło mu usta. Sam czuł się, jakby gardło ścisnęło mu się i nie umiałby przełknąć choć jednego kolejnego łyku. Zaciskał dłonie na kubku, niemal nie czując jego ciepła. Nie chciał słuchać słów małego kapelusznika. Z jednej strony czuł, że jest mu winny wyjaśnienie. Mimo owych lat spędzonych w Agencji z Kunikidą i resztą, nie mógł zapomnieć tych wszystkich latach spędzonych z rudzielcem. Znali się od małego. A Dazai nie mógł wypchnąć go z pamięci, mimo wszystkich chęci. Powinien ciągnąć farsę, żartować i kpić. Wtedy jeszcze mocniej zraniłby Nakaharę, to prawda, ale może to sprawiłoby, że ten by się w końcu odsunął. Może. Czy cokolwiek mogło to sprawić? I czy był gotów znienawidzić się jeszcze bardziej, by spróbować?
- Skąd przekonanie, że chciałem być wolny? - mruknął, tracąc animusz. Nie miał siły do żartów. Były zawsze jego maską, grał błazna, by ludzie nie traktowali go na poważnie, ale nawet on nie umiał grać non-stop. Wysłuchiwał wyrzutów Nakahary, nie mogąc mu nawet spojrzeć w oczy, które utkwił w ścianę obok łokcia byłego partnera. Nie przerywał mu, nawet nie drgnął, tkwił tak niczym kukła, gdy słowa wywoływały w nim falę wspomnień. Przeklinał swój mózg, którego nie umiał ot tak wyłączyć. Wtedy może nie widziałby sugestii, dzięki którym emocje kierujące Chuuyą jawiły mu się jak na dłoni. Wiedział, że z jakiegoś niewiadomego powodu rudzielcowi na nim zależało. Wiedział to od lat. I nieustannie starał się zabić w nim to uczucie, nie pozwalał się do siebie zbliżyć, wiedząc, że psuje wszystko, czego się dotknie. Umyślnie nawet znalazł innych ludzi, z którymi ostatecznie znajomość skończyła się tragedią. I choć bolało, wiedział, że było to lepsze od alternatywy.
Drgnął dopiero, słysząc pytanie gospodarza. Spojrzał na niego zaskoczony nagłą zmianą tematu, ale ten nawet na niego nie patrzył, nie mógł więc wyczytać niczego z jego oczu. Sam zresztą szybko uciekł wzrokiem w bok. Jeśli potrzebował jeszcze jakiegoś dowodu, że Chuuya był zazdrosny o Odasaku, właśnie go dostał. I nic nie mógł na to poradzić, nawet zdając sobie sprawę, jak dalekie od prawdy były jego wrażenia. Co mogło go przekonać po niemal pięciu latach?
- Dołączył bym do ciebie. - Zamrugał zaskoczony. Czy te słowa naprawdę wydostały się z jego ust? Nie chciał ich powiedzieć. Zaśmiał się, chcąc zamaskować to, co już padło, ale śmiech był gorzki. - Nie żeby mi się dotychczas to udawało, co nie?
Uniósł kubek i nagle odkrył, że ma mokrą dłoń. Odstawiwszy naczynie, dopiero zauważył, że dłonie faktycznie mu drżały i to zaskakująco mocno. Ścisnął je w pięści, patrząc na ciemną plamę kawy na stole.
- Ufasz mi, bo ratowałem ci życie... mi, który stara się tego życia pozbyć nieustannie? - spytał głosem, który coraz bardziej szedł w ślady dłoni. Nie podobało mu się to. Bardzo mu się nie podobało. Powinien wyjść zaraz, ale szczerze mówiąc nie był pewien, czy miękkie kolana daleko go zaniosą. - Jak ja nie jestem ślepy na ludzi, to ty też nie bądź, Chuuya. Zbliżyłem się do Ody... i umarł. Po czym odszedłem. Nie widać czemu? - W końcu spojrzał mu w oczy, sam nie wiedząc do końca, co takiego czuje. Jego twarz wykrzywiał grymas, który był ni to bólem, ni żalem, ni uporem, a raczej wszystkim na raz. Z pewnością nie był on przyjemny. Było za późno na ucieczkę, za późno na obrócenie sytuacji w żart. Może faktycznie powinien wtedy zostawić Nakaharę samemu sobie i zostawić go pijanego. Mógłby uciekać przed tym wszystkim jeszcze trochę.
- Dlaczego ci zależy? - spytał nagle, zmęczony ciągłym napięciem. Czuł, że łamie się w zastraszającym tempie. Już teraz najchętniej skuliłby się w kąciku i starał się udawać, że świata zewnętrznego nie ma. Albo wskoczyć do rzeki... po raz któryś. W końcu musi się udać. - Sam widzisz, ile złego zrobiłem. Czemu mnie po prostu nie zabijesz, by sobie ulżyć? Chociaż umierając, przestałbym cię ranić. - Nie krzyczał. Nie miał w sobie ani grama energii na złość. Ani nie miał do gniewu prawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
- Pierdolenie... - Odburknął komentarzem całej wypowiedzi drugiego mężczyzny, machnąwszy ręką z irytacją. Nie da się wciągnąć Dazaiowi w żadną grę na tle pracy, nie był w humorze do tego. Jak raz bardziej poczuwał się do przełożenia tematów osobistych nad zawodowe, co nie było zbyt często spotykane w jego przypadku. Odniósł najwidoczniej to samo wrażenie, co jego partner, jakoby dyskusja o tym była pozbawiona jakiegokolwiek celu czy sensu. Nie, żeby inne ich kłótnie miały go wiele, gdyby tak zajrzeć na kilka ostatnich lat, ale teraz czuł, że musi zachować absolutną powagę i doprowadzić sprawę do końca. 
Zdziwiło go natomiast pytanie Osamu. Otworzył szerzej oczy, wbijając w niego pytające spojrzenie stalowego błękitu. Czy to nie było oczywiste? Chuuyi zdawało się, że pod względem ich relacji przejrzał Dazaia na wylot. Jego światopogląd miał chyba właśnie legnąć w gruzach i już nigdy się nie podnieść. 
- O czym ty... - Zaraz zmrużył oczy, wyczekując jakiegoś podstępu. W końcu... W końcu u kogo nastrój zmieniał się równie gwałtownie, co obraz w kalejdoskopie? Miał mimo wszystko do czynienia z dorosłym człowiekiem, a nie z nastolatką przed okresem. Poczuł się mimo wszystko trochę niepewny; gdyby nie jego Zdolność, można by było to porównać do uczucia braku gruntu pod nogami, jednak komu jak komu, ale Chuuyi ono by nie przeszkadzało. 
- Co?! - Wykrzyknął krótko Nakahara, znowu podnosząc na niego oczy. Musiał się przesłyszeć, nie było innej opcji. Przecież Osamu nie znosił go, w końcu Chuuya był tylko problemem, który nieustannie mu dokuczał i uprzykrzał życie. To był z jednej strony mechanizm ochronny, a z drugiej Nakaharę można było porównać do kota, który schwycił mysz. Nigdy nie pozwalał jej za szybko uciec, naraz pacając ją swoimi łapami, by jej przeżycia były tym bardziej nieprzyjemne. Po prostu lubił pastwić się nad innymi, jeśli został ku temu sprowokowany. 
- Dazai... O czym ty do cholery mówisz? Od kiedy... Nie. Nie, nie. Niemożliwe, ty żartujesz, nie, nie. - Wsunął palce we włosy po obu bokach swojej głowy i zacisnął je tamże. Nie należało to do najmilszych przeżyć, ale chciał tym lekkim bólem doprowadzić się do porządku i otrzeźwić. Śmiech drugiego mężczyzny odbijał się nieprzyjemnym echem w głowie rudzielca, którego zdecydowanie zbyt gwałtownie uderzyło to, jak bardzo się mylił w sprawie Dazaia. To musiały być żarty, przecież ludzie śmieją się żartując, ale na pewno nie w ten sposób! Powoli docierało do niego, że obaj byli śmiertelnie poważni i dopiero po dłuższej chwili był w stanie zmusić się, by znowu spojrzeć na drugiego mężczyznę. 
- Nigdy nie umiałem tego zrozumieć. - Przyznał głosem równie szczerym, co zaskoczenie całą sytuacją. Czuł, jakby coś utkwiło mu w gardle i przez pewien czas jego głos, tudzież nadawane nim bardziej treściwe komunikaty, nie były w stanie przebić się przez przeszkodę. Wziął głęboki wdech zanim podjął wypowiedź, starając się przy tym przybrać pewną siebie postawę. Wysunął nieco podbródek do przodu, nieznacznie zmrużył oczy i ściągnął usta w wąską kreskę. 
- Czy ty sugerujesz, że zbliżenie się do ciebie poskutkowałoby zniszczeniem? Nec possum tecum vivere, nec sine te, partnerze. - Silił się na chłodny głos, którego umiejętne stosowanie podziwiał u Kouyou, ten jednak nieco mu się załamał. Czuł się jak zagubione we mgle dziecko, które ostatecznie bardziej martwiło się o swojego towarzysza. Nigdy nie widział, by Dazai był w takim stanie. 
- Jesteś tak cholernie irytujący, ty idioto! - Powiedział przyciszonym tonem, zaciskając mocno oczy tak, jakby wierzył, że palące je łzy zostaną powstrzymane przez ten gest. Przetarł powieki dłonią, tłumiąc jednak w sobie łkanie. Wiedział, że Dazai miał wątpliwą przyjemność zobaczenia go już w prawie każdej sytuacji i płacz, nawet histeryczny, był jedną z nich, jednak nie chciał mimo wszystko stracić twarzy. Wstrząsnął nim silny dreszcz, gdy usłyszał kolejne pytanie Osamu. 
- Zależy mi, bo jesteś moim partnerem. Bo byliśmy przyjaciółmi. Bo jesteś moim bratem, bo czuję, że muszę... Bo mimo wszystko, zawsze byłeś dla mnie dobry. Bo cię nie rozumiem, a lubię to, co skomplikowane. - Wymówił te zdania ze sporymi pauzami pomiędzy nimi, na koniec sięgając palcami własnej dłoni do tej jego. 
- Nie zabiję cię. To nie przyniesie ulgi, durniu. Ty też tego nie chcesz. Dazai... Nie jesteś złym człowiekiem. - Powiedział z większą mocą i przekonaniem. - Kurwa! - Syknął cicho, wciąż jednak tkwiąc w tej samej pozycji. Chciał prawdy, wiedząc, że ta mu się jak najbardziej należała i teraz, gdy ją dostał, w jego głowie pojawiło się jeszcze więcej pytań. Zupełnie nic nie rozumiał z tej sytuacji i to jeszcze mocniej frustrowało go. - Ja... Ty... Chyba powinienem cię zrozumieć, partnerze - dodał stłumionym szeptem. 

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Nie zdziwiło go zaskoczenie mężczyzny. Nigdy wcześniej tak się przed nim nie otwierał. Ba, przed nikim tak się nie otwierał. Był to jego pierwszy raz, kiedy rzeczywiście tłumaczył innej osobie, co czuje, i było to dla niego przeżycie co najmniej stresującym. Nie wiedział, co powinien robić, jak reagować. Bał się odrzucenia, a jednocześnie pragnął, by chociaż to zraziło Chuuyę. Z pewnością lepiej by się rudzielcowi wiodło w życiu, gdyby nie miał do czynienia z jego osobą. W głębi serca uważał ów wylew emocji za skrajnie egoistyczny ze swojej strony - zalewał partnera swoimi problemami, wiedząc, że ma własne. Ale tylko to mu zostało, jeśli chciał go odepchnąć. Jeśli to nie podziała, to nic tego nie dokona.
- Wyglądam, jakbym żartował? - spytał poważnie, patrząc na niego i na moment nawet się nieco rozluźniając, zdecydowanie jednak nie w pozytywny sposób - w oczach błysnęły ciemne iskierki, które nie pojawiały się w niego praktycznie nigdy, odkąd opuścił mafię, które znikły po zostawieniu mrocznej, pełnej krwi przeszłości.
- Nie chcę, byś rozumiał... - westchnął cicho, spuszczając wzrok. Jego niechęć do życia i chęć jego utraty nie była dla nikogo, kto go znał, niczym nowym czy nieznanym, w końcu wcale się z tym nie krył. Zaś prawdziwej natury tego pragnienia nie wyjaśniał nikomu. Nie sądził, by w ogóle umiał. A z pewnością nie chciał. Lata w mafii jednak swoje robią i zapamiętał, że nie wolno zdradzać swoich słabości innym, licząc, że ich nie wykorzystają. I poniekąd czuł, że jeśli kogoś przekona, będzie odpowiedzialny za życie takiej osoby. Nie chciał brać kolejnego ciężaru na barki. Nie był na to gotowy.
Starał się nie zwracać uwagi na ton Nakahary. W końcu wiedział, że to nim wstrząśnie. Więc czemu przewidywania w głowie były jednocześnie takie same, a tak różne od rzeczywistości? Zerknął na niego i zaraz tego pożałował - Chuuya właśnie ocierał łzy. Te, których on sam był przyczyną, które spowodował i które były świadectwem bólu mężczyzny. Patrząc na nich, nikt by nie powiedział, że oto rozmawia ze sobą dwóch szefów mafii, choć jeden już były. Byli raczej jak dwóch młodzieńców nie radzących sobie z własnymi emocjami. Co ze strony Dazaia nie było tak dalekie od prawdy. Milczał, nie reagując, nie umiejąc wykrztusić z siebie słowa - po cichu myślał, że po tym wszystkim zostanie wyrzucony i zapomniany, jak zawsze chciał. Tym bardziej drgnął, czując jego dłoń na swojej. Nie ruszał się, był jak kamień, nie cofając dłoni, ale i nie wykonując żadnego sygnału, że chce odwzajemnić dotyk.
- Byłem dla ciebie dobry.. - powtórzył w końcu gorzko. Jaką ironią tchnęły te słowa. Tyle razy próbował być jak najpodlejszy i złośliwy dla partnera. Widać niezbyt mu to wychodziło. I do czego to doprowadziło. - Chcesz mnie zrozumieć? Zrozumienie czyichś myśli dzieli niewiele od przyjęcia ich i zaakceptowania. Nie... nie chcę do tego doprowadzić - przyznał opornie. Westchnął i w końcu rozluźnił pięść, by chwycić jego dłoń. Była nadzwyczaj ciepła i miał nadzieję, że właśnie to ciepło da mu siłę, by ciągnąć to wszystko dalej. Jak nie... wiedział, że wyjście z tego domu w takim stanie skończyłoby się w rzece czy na bruku pod wysokim budynkiem. - A-ale powiedz mi... z tą prośbą... byłeś poważny? Chciałbyś, bym przyjął ofertę Moriego? - Spojrzał mu w oczy. Nie chciał nic obiecywać, wiedział, że przywódca mafii ma własne powody, by wysyłać mu zaproszenie do powrotu. I Chuuya też o tym pewnie wiedział. Ale chciał poznać jego zdanie, zobaczyć, jak głęboko tkwi przywiązanie mężczyzny... i gdzie leży jego źródło. - Jak mi powiesz... obiecuję odpowiedzieć na twoje pytania. Tak w ramach trzeciego życzenia od złotej rybki. - Nawet wyginął lekko wargi! Skąd w jego ustach mały żart nawiązujący do wczorajszego wieczoru? Tak jakby zdystansował się nieco do obecnych wydarzeń. Zaraz jednak cała sytuacja znów do niego wróciła z całą swoją siłą i aż skulił nieco ramiona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Mieszkanie Chuuyi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Strona 1 z 4 1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Nishi-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.