Share | 
 

 Mieszkanie Chuuyi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
First topic message reminder :

Strzał w dziesiątkę - Chuuya chciał mieszkanie blisko swojej pracy i oto ma; chciał układ bardziej zachodni i oto ma. W skład mieszkania wchodzi salon z aneksem, gdzie jest wszelkie konieczne wyposażenie kuchenne. Część wydzielona na salon ma narożnik, telewizor, kilka regałów z różnymi książkami i rupieciami, także spory barek, w którym gospodarz przetrzymuje alkohole. Dalej mamy dwie sypialnie, jedna należąca do Chuuyi, druga w domyśle być miała dla gości, ale takich miewa cokolwiek nieczęsto. Dalej mamy łazienkę i toaletę, również nic wyjątkowego. Ogólnie wystrój mieszkania uznać można raczej za nowoczesny i całkiem przyjemny dla oka. Praktycznie zawsze jest tu porządek, który mężczyzna lubi utrzymywać, co jest zresztą dość łatwe, bo gospodarza niemal nigdy tu nie ma. 
(opisie, jesteś taki zły)


Droga do domu jednak mogła być gorsza niż to, co spotkało go dzisiaj. Nie do końca co prawda rozumiał, co pokierowało Dazaiem, by odprowadzić Nakaharę w jednym kawałku do mieszkania, jednak postanowił postawić na to, że mężczyzna słowa o zakładzie postawił sobie w tej chwili za punkt honoru. Po każdym innym, nawet po sobie samym, spodziewałby się małych oszustw w tej zabawie, jednak jego partner okazał się grać uczciwie, co gdzieś w głębi duszy rudzielec byłby skłonny nawet docenić. 
Dotarli jednak na miejsce całkiem sprawnie, biorąc pod uwagę stan Chuuyi oczywiście, który, uwaga, ale ani razu nie przewrócił się. Normalnie pewnie chciałby to też zepchnąć gdzieś na dalszy plan, ale coś mu świtało, że to za zasługą Dazaia... No cóż, jeśli ten głupek wolał pomagać przeciwnikowi, to niech ma to, czego chce. Rudy Obdarzony nie pozwoli mu się wykręcać żadnymi tekstami w guście "ale ja ci pomogłem, nie liczy się", o nie. 
Po drodze co jakiś czas zagadywał do Dazaia bełkotliwie, o dziwo chcąc złapać z nim jakiś temat; trochę tak, jakby moment w ich historii, gdy Osamu odszedł, nagle wyparował z jego świadomości. Trochę groził mężczyźnie, ale z drugiej strony pytał, jak mu się powodzi. W końcu jednak udało im się dowlec najpierw do windy, potem Chuuya, opowiedziawszy jakąś historię mówiącą o tym, jakie te urządzenia są niebezpieczne, chcąc podkreślić wyższość spacerowania, wybrał odpowiednie piętro. Zdołał wydobyć z kieszeni płaszcza klucze, którymi zaraz otworzył drzwi -  za nimi doczłapał, ciągnąc za sobą partnera, do kanapy, gdzie pozwolił sobie upaść. 
- No, dupku... Wygrałem - Powiedział głośnym, ale wciąż bełkotliwym głosem. Powoli docierało do niego to, że trzeźwiał i nie do końca mu się to podobało. Nadchodziły fale senności i bólu głowy... Z którymi nawet nie miał siły walczyć. Skulił się na narożniku, czując silne, nieprzyjemne dreszcze i wyciągnął dłoń do Dazaia, ponownie kierując na niego wzrok. 
- Moja.. Nagroda, hę? Zostań... - Wymamrotał już ciszej, ale zaraz zmarszczył brwi i powtórzył głośniej, pewniej. - Zostań. Tu, ze mną, jako... partner, jasne? - Nakazał, wykonując przy tym taki ruch dłonią, jakby chciał nawiązać jakikolwiek kontakt fizyczny z partnerem. Czyżby chciał w ten sposób okazać chęć powrócenia do starych czasów? Jakkolwiek by się nie wypierał, uwielbiał być partnerem Dazaia i  nigdy nie przestałby mu ufać. Wiedział, że był naiwny i nienawidził się za to z całego serca, a jednak nie potrafił odsunąć się od tego człowieka na dobre. 
- I... i weź mi przynieś jakiś koc, za cholerę się nie ruszę. - Powiedział ponaglająco, zrzucając z siebie niemrawo płaszcz, marynarkę, kamizelkę i buty, które wylądowały zaraz przy kanapie. Nie miał pojęcia, czy drugi mężczyzna wykona jego polecenie i czy zostanie tu, ale... Ale jeśli nie, to może i lepiej? Chuuya wmówi sobie rano, że to wszystko było urojenie i że dostał się do domu przy pomocy techniki pijanego mistrza. Zasnął jednak praktycznie zaraz po tym, jak zmrużył oczy, nie mając sił zupełnie na nic, poza nadzieją, że jutro kac nie będzie aż taki okrutny. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
- Aha. To dość rozsądne. Przyjaciół trzymaj blisko, wrogów jeszcze bliżej. To musi być wygodne... Mieć kogoś takiego jak ona. Byle uważać, żeby nie przeholować z krzywdzeniem się. - Wzruszył lekko ramionami. Chociaż Mafia miała do dyspozycji wielu medyków, to chyba żaden nie był tak skuteczny jak Yosano. - I jesteśmy przeciwnikami. To się nie zmieni, Dazai. - Dodał to bez cienia goryczy czy nieprzyjemności. Po prostu stwierdził dość oczywisty fakt. Stali po różnych stronach barykady już od ponad dwóch lat i nie zanosiło się na zmianę, zaś jednoczenie sił przy starciu z większym złem o niczym nie świadczyło poza faktem, że obie grupy były w stanie oddalić wszelkie prywatne spory. 
Zaskoczyła go nagła zmiana w Dazaiu i przez głowę przeszło mu pytanie, czy nie powinien się tego spodziewać po ich ostatnim spotkaniu. Wciąż nie umiał przywyknąć do myśli, że w jego partnerze tkwi o wiele więcej niż ten na co dzień chciał pokazać. Otworzył szerzej oczy. Może parę razy słyszał, jak Dazai podnosi głos, ale w dalszym ciągu było to dla niego nietypowe i po prostu dziwne. Obserwował jego twarz, zaraz jego dłonie, które drżały tuż obok ramienia Chuuyi i poczuł ścisk w gardle. Gdy mężczyzna skończył mówić, sam Nakahara przez chwilę milczał. W końcu podniósł się do siadu i pierwszym, co zrobił, było położenie własnych dłoni przy jego. Przybrał minę zbitego psa i nieznacznie pochylił się do przodu, korzystając z tego, że w siadzie różnica w ich wzroście nie była taka wyczuwalna, by oprzeć swoje czoło o jego. Chciał skłonić go do patrzenia we własne oczy. 
- Nie rób takiej miny. Przecież żyję. Zrobiłeś wszystko dobrze. Jak ja mam ci dokuczać, kiedy jesteś taki smutny? - Wydał z siebie zduszony chichot i ścisnął jego dłonie lekko. - Gdybym... Gdybym nie wiedział, pomyślałbym, że zmiękłeś przez Agencję. Albo, że dorosłeś. - Kolejna rzecz, do której nie umiał się przyzwyczaić. Dazai, którego znał, nie był prawdziwym Dazaiem. Odetchnął głęboko. Plany Osamu chyba się poplątały, bowiem to on zaczął się zachowywać w mniej spokojny sposób. Oznaczało to, że Nakahara musiał teraz przejąć rolę opanowanego. 
- Nie miałem pojęcia, że to on. Nikt w Mafii nie miał, z tego co mi wiadomo. Miałem iść w sprawach handlowych, Dazai. Zabicie mnie byłoby dobrym ruchem. On i tak wie wszystko o Mafii. Ukradł dokumenty Ace'a. Spis naszych Zdolności. O ile nie wpłynie do nas świeża, silna krew, to niczym go nie zaskoczymy. Jego... Jego trzeba w końcu zabić. - Na chwilę urwał, uświadamiając sobie, że mówi oczywistości. Dazai na pewno to wiedział, w końcu to był on. Geniusz. 
- Będę ostrożniejszy. Jego Zdolność by przy mnie i tak nie podziałała, więc pomyślałem, że spróbuję go dopaść. Nie da się mnie dotknąć jeśli tego nie chcę... Albo jeśli nie jest się tobą, bucu głupi. - W końcu cofnął się, zabrał też dłonie z tych jego. 
- Myślisz, że anee-sama bardzo mnie zabije za krew na ubraniach? - Spytał już z lekkim rozbawieniem, zaraz przypominając sobie o czymś najważniejszym na świecie. - ... Przyniosłeś mój kapelusz? - Spojrzał na niego uważnie, po czym, na przeciwległym do siebie krańcu pokoju, dokładneij na stoliku, dostrzegł swój kapelusz, pod nim zaś płaszcz i obok rękawiczki... Ale poza nimi coś jeszcze. Coś okrągłego i różowego. Chuuya podczołgał się na czworakach do dziwnego obiektu i ściągnął z niego własne nakrycie głowy, po czym otworzył szeroko oczy. 
- Kupiłeś mi czekoladki... w pudełku w kształcie serca? - Skierował wzrok na swojego partnera, przyglądając mu się z lekkim niedowierzaniem. - I... I co mam z tym zrobić? - Zmrużył oczy, co miało na celu podkreślenie nieufnego podejścia do tych słodkości, ale nadało jego twarzy swego rodzaju niepewności. 
Jeśli faktycznie miał to dostać od Dazaia, to... To chyba serce mu jakoś mocniej zabiło. Ale dlaczego, tak właściwie? To wciąż był przecież ten dupek. W każdym razie, w końcu otworzył pudełko i zdjął z niego pokrywkę, by zobaczyć ładnie wykończone praliny czekoladowe, przyozdobione czekoladą białą i ciemną. Wydobył jednego cukierka, dla pewności powąchał go i stwierdził, że właśnie taki zapach powinna mieć dobra czekolada. 
- ... Ty też weź. - Nakazał swojemu partnerowi, ot, dla pewności, że ten nie chce go struć. Włożył czekoladkę do ust i chwilę delektując się jej fantastycznym smakiem, gdy... Gdy nagle poczuł, że zachodzą w nim jakieś zmiany, zaś ta najbardziej wyczuwalna i bolesna okazała się dotyczyć miejsca, w którym kończy się kość ogonowa. Stamtąd, zza bielizny i spodni Chuuyi, wyrósł długi, rudy, koci ogon, aktualnie z niepokojem kiwający się na boki. Nakahara zadrżał mocno i wbił w dodatkową część ciała nierozumiejące spojrzenie. Uniósł dłoń do prawego ucha, które okazało się bardziej wyciągnięte ku górze i zaostrzone w swoim kształcie, w dodatku pokryte krótkim, rudym futerkiem. Przesunął językiem po zębach - kły były nieznacznie zaostrzone, podobnie miała się sprawa paznokci. Same palce natomiast okazały się wyposażone w kocie fasolki poduszeczki. 
- DAZAAAAAAAI! - Krzyknął zaraz, wbijając w niego spojrzenie, które mogłoby zabić. Złapał go za materiał płaszcza, przy klatce piersiowej i szarpnął go do siebie, obnażając kocie kiełki. I byłby go ukarał, gdyby nie fakt, że w pokoju rozległo się kumkanie. W drzwiach stanęła żaba, bardzo zielona i pokryta plamami w różnych odcieniach, z wielkimi ślepiami mogącymi pożreć duszę, i, co gorsza, samemu będąc mniej więcej wielkości średniego psa. Jak się okazało, w domu było ich jeszcze przynajmniej pięć. Chuuya napuszył ogon i powiedział tylko jedno, zupełnie mimowolnie. - N... Nya? 


Chuuya na ten i kolejny wątek jest kotem. Prawie jak Souseki.  
Żaby z kolei... żaby trzeba przegonić. Szczególnie, że wydają się wyjątkowo zainteresowane gościem Chuuyi. Nie są szczególnie agresywne, ale zdecydowanie namolne w swoim zachowaniu - z pewnością chcą, żeby ten docenił je i pokochał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
- Wygodne... dla Agencji tak. Dla mnie osobiście... cóż, mi i tak to po nic, bo nie użyje na mnie zdolności. - Wzruszył ramionami. Choć jego własna Zdolność była zwykle bardzo przydatna, jak wszystko inne miała swoje wady, a brak możliwości leczenia się zdecydowanie do takich należał. Cóż, przynajmniej jak faktycznie będzie u wrót śmierci, nikt nie zdoła go na siłę powstrzymać od ich przekroczenia. Potaknął na jego słowa, choć nadal uważał, że przeciwnik i wróg to nie to samo. Stali po różnych stronach, musieli się zetrzeć ze sobą... ale nie mógł myśleć jako o wrogu o osobie, przed którą zaczął się otwierać. To złamałoby mu serce.
Gdy ten oparł swoje czoło o jego, dłuższą chwilę jeszcze uparcie wpatrywał się w pościel, ale w końcu przemógł się i uniósł wzrok, by spojrzeć w te błękitne oczy. Był dość zaskoczony pozytywną postawą niższego mężczyzny. Nie wydawał się nijak przejęty całą sytuacją. Cóż, zwykle użycie Zepsucia wiązało się z wieloma dniami męczenia się z jego skutkami. Teraz chociaż to było mu oszczędzone - w końcu pacjenci Yosano byli leczeni całkowicie i natychmiastowo.
- Nie jestem smutny, głupi ślimaku - prychnął cicho, starając się przybrać znów swoją maskę. - Jestem na ciebie zły, że informujesz mnie z opóźnieniem. Ustalaj sobie dzień pracy, jak nie wiesz, kiedy maniak kapeluszy do ciebie napisze, chcąc pomocy. - Mimo takich słów, również ścisnął lekko jego dłonie, w niemej podzięce. Nie chciał znów tracić gruntu pod stopami i dać ujścia emocjom. A Nakaharze zdecydowanie zbyt łatwo przychodziło doprowadzanie go do takiego stanu.
Usiadł obok Chuuyi, by móc oprzeć się plecami o ścianę i spojrzał na niego, gdy ten opowiadał. Chłonął jego słowa, nie chcąc przegapić ani jednego, starając się zebrać jak najwięcej danych o Dostojewskim. W końcu Rosjanin był najniebezpieczniejszą osobą, z jaką Osamu miał do tej pory do czynienia, a to wiele o nim świadczyło. Nie każdemu przysługiwał tytuł demona z ust byłego herszta mafii. Mimo zapewnień Chuuyi wiedział, że jest w stanie znaleźć jakiś sposób na unieszkodliwienie rudzielca - jak nie za pomocą Zdolności, to w inny sposób. W końcu nadprzyrodzone umiejętności nie były konieczne do czynienia zła. To mogło przybrać najróżniejsze oblicze, a Zdolność jedynie nieco pomagała Fiodorowi w jego planach. To jego umysł stał za wszystkim.
- Wiem, że umiesz o siebie zadbać... czasem - dodał lekko złośliwym tonem. - Ale i tak... uważaj. Nawet ja nie czułbym się stuprocentowo pewnie, jakbyśmy razem się z nim mierzyli. - Westchnął cicho. Nie miał teraz jak wpłynąć na sytuację ze Szczurem. Póki co udało się opanować sytuację... ale Chuuya miał rację, trzeba było coś w końcu zrobić z tą zarazą ludzkości. Najwyższa pora, nie można było pozwolić mu wykonać pierwszego ruchu. Był jednak pewien, że siły samej Agencji do tego nie wystarczą... a to nastręczało najróżniejszych trudności.
- Myślę, że anee-sama woli zniszczone ubrania od zniszczonego chibi... Ale i tak bym się w takim stanie przed nią nie pokazywał - odpowiedział z lekkim uśmiechem. - I obawiam się, że to już się nie spierze. Chyba że znasz sztuczki perfekcyjnej pani domu... i nie uwierzysz, ale owszem. - Wskazał na kupkę rzeczy członka mafii leżącą na stoliku. Zgarnął ją w biegu, nawet nie zwracając uwagi na to, co tam jest, jednak kapelusza i płaszcza nie sposób było przegapić. - Nawet przeżyję sprawdzenie jakości, bo nic z nim nie robiłem. Jak jest zabrudzony, twoja wina, trzeba było się nie bić w tej odrażającej rzeczy na głowie~ - Rozsiadł się wygodnie na łóżku, uznając, że nie ma co spieszyć się z powrotem. Nie chciało mu się odpowiadać współpracownikom co się działo, więc potrzebował chwili, by ułożyć sobie w głowie odpowiednią wersję. I równie dobrze mógł ją opowiedzieć nazajutrz.
Pogrążony w myślach, nawet nie zauważył, co robi Chuuya, rejestrując tylko, że idzie po swój drogocenny kapelusz. Dlatego z zaskoczeniem spojrzał na niego, gdy ten spytał o pochodzenie czekoladek.
- Ja? Skądże! Chuuya, czy sądzisz, że dałbym ci na Walentynki czekoladki? - spytał najsłodszym głosem z lekko kpiącym uśmiechem. Cóż, możliwe, że i by kupił. Ale z pewnością tylko po to, by pośmiać się z jego reakcji i zmieszania. Nakahara potrafił być całkiem uroczy, gdy nie wiedział, jak się zachować i gdy nie próbował akurat zniszczyć Dazaia... czyli rzadko.
Niepewnie chwycił czekoladkę i przyjrzał się jej. Może do ten demon je podrzucił? Jak tak, zdecydowanie były zatrute. A w takim przypadku jak najbardziej chciał zjeść całe pudełko. Szybko pogryzł miękką, słodką czekoladę, mimowolnie zauważając, że była dobra gatunkowo, nie rozwodząc się jednak nad smakiem - jedzenie uważał za coś uciążliwego, co wciąż kazali mu robić inni.
Początkowo nie poczuł nic, a bardzo czekał na jakieś pierwsze objawy otrucia. Może nawet Chuuya nad nim zapłacze? Cóż, dopiero później się zorientował, że jak ten również wziął słodycz, to co najwyżej spotka ich ten sam los. Chociaż patrząc na to, co się działo z mężczyzną, nie był pewien, czy tego właśnie oczekiwał. Obserwował, jak rośnie mu rudy, smukły ogon a inne cechy przybierają zdecydowanie koci wygląd. Nie mógł się powstrzymać i zakrył wpływający mu na usta uśmiech, jednak cichego parsknięcia śmiechem już nie mógł powstrzymać. Zresztą nie zmienił miny nawet gdy rudzielec chwycił go za poły koszuli wyszczerzył zęby. Ba, było to nawet jeszcze bardziej rozczulające, to jak machał zdenerwowany ogonem i pokazywał kocie kły.
- J-jesteś taki słodki, Chuunya! - odparł, nadal trzęsąc się ze śmiechu. Ten jednak zamarł, gdy usłyszał dźwięk dochodzący od strony drzwi. Zerknął tam i znieruchomiał, patrząc w wielkie, wilgotne, puste oczy ogromnego płaza. Machinalnie zrobił krok w tył, czując, jak rzednie mu mina. Chwycił Chuuyę za ramiona i postawił go między sobą a okropnym stworzeniem.
- Chuunya, czas polowania! Bierz go, tygrysie, czy coś... - zaczął rozglądać się po otoczeniu, szukając czegoś, co w jakimkolwiek stopniu przypominałoby broń na ogromne żaby. Chwycił stojącą nieopodal lampę, nie zważając na wychodzący z niej kabel i skierował go w stronę intruza, który zdecydowanie zmierzał w jego kierunku. Co gorsza, w drzwiach pojawił się jego kolega, a z głębi mieszkania dochodziły odgłosy większej ilości płazów. Zamachnął się w kierunku potwora, usiłując posłać go na ścianę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
- Sam jesteś odrażający, cholerny Dazai. Nienawidzę cię. - Warknął typową dla siebie wypowiedź i zmrużył oczy w wyrazie niezadowolenia. Otrzepał lekko bezcenny kapelusz, jednak miast nasadzić go sobie na głowę, odłożył go ponownie na złożony płaszcz, skupiając się póki co na czekoladkach. Uważnie spojrzał na swojego partnera, starając się wyłapać, czy aby na pewno ten go nie oszukuje. Zignorował w sumie fakt, że mężczyzna przysiadł się do niego i że był tak blisko. W zasadzie po tylu wspólnych latach względnie przywykł do jego bliskości, a po tym wieczorze, zakrawającym co prawda już o bardzo wczesny ranek, nie miał nawet siły na przemoc. Przynajmniej póki co. 
A potem przytrafił mu się wyjątkowo gustowny ogon, który uznałby za tym gustowniejszy, gdyby okazał się przytwierdzony właściwym końcem do południowej części prawowitego właściciela, to jest kota, a nie mafiozy. Był dość zmieszany i zdziwiony całym zajściem, wszak nie na co dzień otrzymuje się dodatkowe centymetry w spodniach, a jeśli już, to na pewno nie takie. 
Zaraz skupił uwagę ponownie na Dazaiu, którego szarpnął za fraki do siebie i którego to mina tym bardziej doprowadzała Chuuyę do szewskiej pasji w wyjątkowo natchnionym wydaniu. Wydał z siebie typowy dla kotów pełen niezadowolenia gardłowy pomruk, gdy uświadomił sobie, jaką minę ma jego partner i co jest tego powodem. Oczy z kolei zwęziły się w reakcji na usłyszany przydomek, jednak zaraz znów otworzył je szerzej na widok wielkiego płaza, który właśnie podziwiał wspólne baraszkowanie w łóżku dwóch młodych mężczyzn. Miał zamiar pytać Dazaia, czy też widzi żabę, jednak jego reakcja była dla niego wystarczającą odpowiedzią. 
- Ty... TY CHOLERNY! - Chuuya, postawiony między młotem a kowadłem, obrócił się swojego partnera, który zrobił zamach lampą na żabę, zupełnie tak, jakby liczył na jakiś cud w guście dżinna, który wyskoczy z potartej lampy. Obserwował chwilę ten ruch, a chwilę jedynie dlatego, że w kolejnej płaz gigant połknął wspomniany element wystroju, uprzednio schwyciwszy go potężnym językiem. 
- Kurwa, Dazai, głupcze jeden! - I nie wytrzymał. Uniósł swą złowrogą, potężną pięść uzbrojoną w fasolki i pazury, po czym szybkim, krótkim ruchem podrapał go po policzku. Rany nie były głębokie ani wyjątkowo szerokie, bowiem zadrasnął go jedynie czubkami paznokci w ramach ostrzeżenia. 
- Widzisz, co ta paskuda robi?! Chcesz, żeby mnie też zjadła? I nie jestem... Nie jestem Chuunya, tylko Chuu... Chuu... Chuunya! - Nie potrafił nawet poprawić głupiego Dazaia i głupiej, kociej ksywki, jaką od niego dostał, co tylko bardziej go sfrustrowało. Syknął w typowy dla kota sposób, znowu pokazując mężczyźnie kły. Niemniej jednak z żabim problemem coś należałoby zrobić. 
- Dobra, weź. Zdejmijmy prześcieradło i zapędzimy ją w kąt. Złapiemy, oddamy do zoo i zbijemy wielkie pieniądze, a potem-- - Urwał, widząc, jak kolejny wielki język, tym razem z salonu, niby torpeda wparowuje do sypialni i chwyta bezcenny kapelusz Nakahary, po czym umieszcza go na głowie następnej żaby. Ta z kolei była większa niż poprzedniczka, w dodatku szarobura i rogata.
- Co... Dazai... Nya... - Jęknął boleściwie zdezorientowany rudy kociak, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że przecież powinien być jeszcze bardziej wściekły. - Jeśli to się nie skończy, to wyrzucę cię przez okno. - Syknął do swojego partnera i ruszył sprężystym, kocim susem ku żabiemu elegantowi, chcąc wymierzyć mu cios nuko panchi wsparty swoją Zdolnością. Zaraz poczuł, jak kolejny silny, pokryty śliną język chwyta jego ogon i rzuca nim o podłogę, nim zdążył tknąć przywódcę żabiej familii. Wydał z siebie kolejne sfrustrowane warknięcie, tłukąc pięścią w posadzkę, jednak zaraz dostrzegł, jak na białej płytce pojawia się wgniecenie. Nie chciał demolować własnego domu, o nie. 
- Te, Dazai, weź dotknij... Może to jakaś Zdolność? - Krzyknął do swojego partnera i nie musiał wiele czekać na jego zbliżenie z żabą. Wszystkie bestie zdawały się lgnąć do niego niczym przybysze z innej planety do statku matki. - ... A jak masz je smyrać, to nie w mojej sypialni! Jesteś obrzydliwy! - Skomentował z irytacją to, że żaby chciały nawiązać bliski kontakt z jego partnerem. 


Zdolność Dazaia nic nie da, bowiem czekoladki są wspierane przez Księgę, a jej użytkownik najwidoczniej napisał, że nie da się tego anulować na zasadach innych niż te, które ustalił sam. Najrozsądniej byłoby poszukać po naturalnych wrogach żab i jakoś je wystraszyć~ 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Dazai miał sporą praktykę w ignorowaniu wszelkich obelg rudowłosego mafiozy - w końcu całe lata spędzili na różnych przepychankach a obrazy kapelusza Chuuyi były chyba najprostszą drogą, by go zdenerwować, tuż obok wypominania mu wzrostu. Mimo wszystko Chuuya był dla niego otwartą księgą, znał go najlepiej ze wszystkich. Ale trzeba przyznać, że w takim wydaniu go jeszcze nie widział.Ogon, uszka... po raz pierwszy od dawna Dazai nie miał pojęcia, co się stało i w jakiej są sytuacji. To samo z żabami - wyglądały jakby wszelkie plotki o żywności GMO skondensowano i rzucono w kilka płazów, magicznie je powiększając.
Wcale nie chciał traktować Chuuyi jako tarczy... raczej przywykł, że to on zawsze brał na siebie główny atak wroga. Nawet wroga tak absurdalnego jak ten. Ponadto jego drapieżne cechy mogły mu teraz tylko pomóc, czyż nie? Nieraz widział koty, które jako swoją zdobycz dumnie niosły w pyskach żaby. Ostre pazury też mogły pomóc, a jak są skuteczne, zaraz przekonał się na własnym policzku. Zaskoczony przyłożył w bolące miejsce dłoń, po odchyleniu widząc na niej kilka kropli krwi. Póki co nie czuł jeszcze nawet bólu, widać pazury były naprawdę ostre. Cóż, różne obrażenia były normą przy droczeniu się z Chuuyą. Cud, że nie dostał kocią pięścią w brzuch.
- Od kiedy żaby są kotożerne, Chuunya? - prychnął, choć bez przekonania, bo w obliczu ogromnych płazów pożerających lampy jego argument był inwalidą. Podobną jak protesty mężczyzny na nowy przydomek, bo przy próbach wymówienia swojego imienia normalnie, mógł tylko patrzeć na szeroki, mimowolny wyszczerz Osamu.
- Oho, jak raz mówisz z sensem - zauważył, szybko zbierając prześcieradło z łóżka. - Od kiedy to ty jesteś od planów a ja od działania, petit mafia? - Zaraz jednak znów musiał powstrzymywać śmiech na widok żaby w kapeluszu. Okropieństwo na okropieństwie! To nie miło prawa istnieć. Ani wyglądać tak komicznie.
- Upadek z tak wysoka... Chuuya! - Złożył ręce z błyszczącymi oczami patrząc na niego, na moment jakby nie widząc okropieństw rechoczących w pokoju[/b] - Nie wiedziałem, że chcesz mi pomóc w samobójstwie! Jak to mi...[/b] - nie skończył, musząc uchylić się przed językiem wystrzelonym w jego stronę. Kątem oka ujrzał powalonego o ziemię Nakaharę, jednak otoczony tymi potworami nie mógł mu na tę chwilę pomóc.
- Mam je dotknąć ale nie smyrać? Zdecyduj się w końcu, hat rack! - krzyknął, cofając się, nie mogąc jednak zupełnie uniknąć skaczących na niego płazów. I chyba któraś dotknęła jego dłoń językiem. Zerknął z obrzydzeniem na obślinoną rękę. - I to nic nie daje! To nie Zdolność... - Cofając się, potknął się o jednego stwora i upadł na ziemię, waląc się przy okazji łbem o ścianę z głośnym hukiem. Syknął z bólu, starając się ogarnąć sytuację. Wciąż trzymał prześcieradło. Potylica pulsowała bólem. Chuuya nadal leżał, uwięziony. Mógł owinąć żaby materiałem, ale wątpił, czy zdoła je podnieść - nie wyglądały na najlżejsze. Musiał jednak czegoś spróbować.
Krzyknął cicho, gdy wokół nadgarstka owinął mi się lepki jęzor i odruchowo chwycił go dłonią, ciągnąc w swoją stronę. Widać żaba nie spodziewała się takiej reakcji, bo tylko zakumkała zaskoczona, gdy Dazai drugą ręką szukał broni, wyciągnął ją i strzelił w podłogę tuż przed nią. Cóż, od dawna nie ćwiczył i był nieco wytrącony z równowagi, więc nawet nie zdziwił się swoim pudłem. Hałas jednak na tyle wystraszył stwora, że puścił go, co natychmiast wykorzystał, rzucając w jego stronę prześcieradłem i nurkując w stronę powstałego wyłomu w żywym murze. Zaraz z elegancją godną kartofla doturlał się do miejsca, gdzie leżał Chuuya, bezceremonialnie nadepnął żabie na język, ignorując jej skrzeki, zwiększając nacisk, przenosząc na nogę coraz więcej masy ciała, aż potwór nie puścił jego partnera.
- "Nikt mnie nie dotknie, jak tego nie zechcę"? - sparafrazował jego słowa. - Żaba daje radę cię podejść i myślisz, że demon nie podoła? - Pomógł im obu się podnieść, obserwując uważnie żaby, które znów zaczęły ich otaczać. - Czego boją się żaby... co je żaby? - mruknął do siebie, starając przypomnieć sobie jakikolwiek łańcuch pokarmowy. Czaple. Bociany. Węże. No i koty, ale Chuunya nie wyglądał na bardzo głodnego i chętnego na żabie udka - aż dziw, tak w końcu lubił Francję. Ale trzeba je było jakoś przestraszyć!
Niewiele myśląc, stanął na jednej nodze, drugą zginając i przyciągając do klatki piersiowej, dłonie rozłożył na boki by złapać równowagę i by imitowały skrzydła, a dzięki swojej patykowatej posturze jeszcze bardziej przypominał czaplę. Taką miał przynajmniej nadzieję.
- HSSSSSSSS - zasyczał głośno, piorunując wzrokiem żaby i zaraz przenosząc go na Chuuyę, przekazując niemo "pomóż mi, partnerze". - HSSSSSSSSS - Obserwował reakcję płazów, modląc się, by te skojarzyły go z drapieżcą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
- Od kiedy żaby są lampożerne, Nyazai? - Odparł, imitując jego ton głosu w możliwie najbardziej przedrzeźniający sposób. Kolejną jego wypowiedź skomentował warknięciem, po czym ruszył do ataku na żabę, który, cóż, nie wyszedł tak, jak wyjść powinien. Chuunya został żabią zabawką, która lada moment znudziła się obślizgłej bestii i wylądowała z donośnym łupnięciem na podłodze. Wzbierała w nim wściekłość i naraz bezsilność, bo o ile chciał zlikwidować płazy, to nie chciał, by jego dom spotkało to samo. Na jego szczęście, giganty nie wiązały z nim większych planów i najwidoczniej bardziej skupiały się na jego partnerze. 
- No kurna zrób coś, pajacu ty! Taki mądry i wygadany, nya! - Znowu przyłapał się na miauczeniu pod wpływem emocji, a gdzieś wewnątrz niego rodziły się chore, kocie żądze. Jeśli Dazai był makrelą, oznaczało to jedno. Musiało się dać go zjeść, a teraz odgradzały go od Chuunyi żaby. Potem... Potem, cóż, kot wymyje się i pójdzie spać. I będzie spał cały dzień. Może dwa. Nie zauważył, kiedy zaczął tonąć we własnych, kocich myślach, którym towarzyszyło lekkie kiwanie się końcówki ogona w wyrazie zainteresowania i byłby tak leżał dalej, gdyby nie fakt, że właśnie usłyszał wystrzał, przez który niemal podskoczył ze strachu. 
- NIE DEMOLUJ MI DOMU, PARODIO MUMII! - Wykrzyknął, zaraz uderzony językiem kot, który zaczął szarpać pazurami intruza w postaci płaziego ozora. Z pomocą przyszedł mu Dazai, dzięki czemu Nekohara został zaraz wyzwolony. Podniósł się, również wspierany przez partnera i w pierwszej chwili jedynie prychnął w odpowiedzi na jego słowa. Gdzieś w środku jednak go dotknęły i poruszyły pewne trybiki w umyśle, mówiące, że dał się podejść w bardzo głupi sposób i gdyby tylko chciał, Dostojewski faktycznie mógłby go zabić. Spuścił wzrok, położył uszy po sobie, na chwilę ukazując w ten sposób nietypową ani dla siebie ani dla kotów pokorę. 
Zaraz zamarł. 
Wiedział, że po Dazaiu należy się spodziewać wszystkiego, ale z pewnością nawet nie pomyślał o tym, że ten mógłby udawać nawiedzonego stracha na wróble. Ani tym bardziej, że ściągnie wszystkie sześć żab w jeden szereg i pochylą wielkie łby zupełnie tak, jakby się przed nim kłaniały. Korzystając z okazji zabrał tej najbrzydszej swój kapelusz, jednak jako, że ten od dołu był nieco wilgotny, Chuuya postanowił tymczasowo go nie zakładać. 
Zamiast tego dobył telefonu i zrobił zdjęcie brunetowi. 
- Dazai. To chyba nie działa tak, jak powinno. - Mruknął, patrząc na swojego partnera uprawiającego pijaną jogę w ramach kursu dla żab. - Co w tobie takiego jest, że... - Zmrużył kocie oczy. Spojrzał na kapelusz, na Dazaia i pomachał jednemu z płazów nakryciem głowy przed mordą. Ta od razu uniosła łeb i zmrużywszy ślepia jakby nieśmiało sięgnęła po niego językiem, na co Nekohara zareagował szarpnięciem go ku górze i przyciśnięciem go do klatki piersiowej w zaborczym geście, prychając na płaza. 
- ... Dotykałeś go. Kapelusza. - Stwierdził bez grama wyrzutu. - Lampy też dotknąłeś i ją zjadły. Dazai... - Gdyby byli w amerykańskiej kreskówce, nad głową Chuuyi pojawiłaby się żarówka. Zrobił minę jakby coś go olśniło i odsunąwszy się - ciągnąc przy tym swojego partnera - od szarozielonych żabich sił specjalnych. 
- Spraw w Internecie, jak działają zmysły żab... - Polecił mu, dając telefon. - ... Znasz kod. - To już powiedział z lekkim wyrzutem i nostalgią. - Z tymi pazurami nie napiszę nic. Ale mam pewien pomysł. Szybciej. - Ponaglił go, obserwując uważnie armię płazów i czekając, czy te nie wykonają jakiegoś gwałtownego ruchu. 
Internet powie Dazaiowi, że żaby mają bardzo czuły węch i słuch, w przeciwieństwie do kiepskiego wzroku. Przedmioty pokazane przez Chuuyę w pewnym stopniu były nasiąknięte zapachem jego partnera. A gdyby tak dzięki Zdolności Chuunyi i czemuś, co pachnie jak Osamu wyrzucić je przez okno?

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
- Powiedzmy, że... że te są. Albo masz jakieś wyjątkowo smaczne lampy. Ewentualnie utkwiła na niej jakaś martwa mucha.
Musiał przyznać, że mimo dziwacznej sytuacji z żabami, które najwidoczniej gdzieś zmutowały, nawet nie one pochłaniały całą jego uwagę. Gdzieś na dnie umysłu nie mógł nie rozmyślać o tym, jakie zmiany zaszły w Chuuyi. Obserwował, jak ten macha ogonem i słuchał, jak miauczy w czasie mówienia i nie mógł powstrzymać myśli, że jest to całkiem urocze, zdecydowanie bardziej niż normalnie ów ślimak, który w końcu nie był uroczy. A przydomek, który mu nadał, był okropny - i nieadekwatny, w końcu to nie on dostał ogon.
- Zdecyduj się, ślimaku, czy mam działać, czy nie! - warknął, jednak zaraz broń i tak została mu wytrącona z ręki. - Niszczenie żabostworów wymaga poświęceń, czy jakoś tak.
W końcu wygibasy i inne fizycznie męczące czyny umożliwiły mu zrównanie się z Chuuyą i stanięcie u jego boku. Choć wiedział, że to nieco irracjonalne, od razu poczuł się tam lepiej. Może i nadal byli atakowani przez głupie płazy, ale chociaż już ich nie rozdzielały od siebie. A razem zawsze pokonywali każdą przeszkodę. Po raz pierwszy od lat poczuł to, walcząc z Lovecraftem. Pomimo różnic, wyzywania się nawzajem i niechęci, potrafili współpracować ze sobą dokładnie tak, jak lata temu, jakby nic się nie zmieniło. Dazai planował, główną robotę wykonawczą załatwiał Chuuya. Nawet jak temu zdarzały się chwile nieuwagi. Co prawda nieco się dziwił, jak mocno mężczyzna przyjął jego krytykę - poniekąd sądził, że Chuuya na niego tylko nawrzeszczy. Zaraz jednak zganił się w myślach za takie podejrzenia. Nakahara nie był głupi, a słowa Osamu miały mu właśnie ukazać, w jakiej sytuacji mógł się znaleźć. Nie chciał go wcale moralizować - czuł się najmniej odpowiednią do tego osobą. Po prostu martwił się, że przesadna pewność siebie może zagrozić Chuuyi... a o tego konsekwencjach wolał nie myśleć.
Zresztą jego uwaga aktualnie i tak była zajęta. I to czym. Nie tylko ogromnymi, namolnymi żabami pożerającymi umeblowanie sypialny partnera. To były paskudne stwory, które się przed nim kłaniały. Czemu? Czy nagle zaczęły być wielbicielami wielkich, dzikich, pożerających je ptaków? Czy może brały go za coś innego? Spojrzał z wyrzutem na Chuuyę robiącego mu zdjęcie. Nie żeby mocno się nim przejął - w końcu sam miał różne zdjęcia rudzielca. Zaraz zresztą zmarszczył brwi, słuchając go uważnie i obserwując zachowania żab. Jego ręce zaczęły drżeć, wbrew pozorom zwykłe trzymanie ich w taki sposób przez dłuższy czas było męczące, zwłaszcza dla takiej kluchy jak on. Musiał jednak jeszcze chwilę wytrwać.
- Myślisz, że...? - mruknął, przejmując jego telefon i odblokowując go natychmiast, mrugając do niego z uśmiechem przy okazji. W pewnych kwestiach Chuuya był dość przewidywalny i Dazai nie miał problemów z łamaniem jego haseł. Szybko wyszukał żabę w internecie i zaczął pospiesznie przebiegać przez artykuł wzrokiem. Nie było to najprostsze, głównie przez to, że musiał przebijać się przez ogrom różnego shitu, który nie był mu zupełnie do niczego potrzebny. Wiedział, że żaby żyły na terenach podmokłych, ale nie napisano tam nic o gigantycznych mutantach włamujących się do mieszkań. W końcu jednak odnalazł interesujące go informacje i aż uniósł brwi w górę, czytając je.
- Ne, Chuunya... one prawie nie widzą - odparł, dopiero po chwili orientując się, że w takim razie nie musi utrzymywać tej głupiej pozy. Stanął normalnie, czytając dalej, kątem oka obserwując te bestie, głównie jednak zadanie strażnika zostawiając mafiozie. - Mają słuch i węch... Tamte rzeczy pewnie nasiąknęły moim zapachem - zauważył w zamyśleniu. Spojrzał na potwory, po czym w ślimaczym tempie zaczął iść w stronę prześcieradła, które te maszkary z siebie zrzuciły. Na szczęście płazy nie blokowały mu drogi, wręcz nieco się z niej usuwały. Dazai ostrożnie pochylił się i zgarnął materiał, wracając w poprzednie miejsce. Podał zwinięty materiał rudzielcowi, który jakby nie patrzeć, był jego prawowitym właścicielem.
- Wyrzuć to przez okno Zdolnością - szepnął do niego. - Jak naprawdę tak lubią mój zapach, może podziałać. Chociaż czekaj... - Wyciągnął z kieszeni płaszcza swoją chusteczkę, którą nosił codziennie, i zawinął ją w pościel. To powinno zwiększyć intensywność jego woni. - To za daleko, bym tam poszedł... a tak będzie prościej, jak się nabiorą. Wypadną i będzie spokój - starał się brzmieć pewnie, choć wcale nie wiedział, czy faktycznie tak się stanie. W końcu on sam tez był źródłem swojego zapachu, a żaby mogły okazać zainteresowanie właśnie mężczyzną. Musieli jednak czegoś spróbować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
- Wyrwę ci te usta jak jeszcze raz się tak uśmiechniesz. - Pogroził i demonstracyjnie obrócił się do niego tyłem z założonymi na piersi łapkami, jednak kątem oka wciąż zerkał na swojego partnera. Czy fochy w poważnej sytuacji były dla nich czymś nowym? Oczywiście, że nie. Nie byliby sobą, gdyby nie obrażali siebie, na siebie, oczywiście obok tego nie ignorując i nie lekceważąc wroga. Byli nawzajem swoimi oczami, uszami, intuicją i bronią, dzięki czemu stanowili idealny duet do tego stopnia, że nikt nie byłby w stanie ich pokonać. Taka myśl sprawiła, że Chuuya, mimo wszelkiej niechęci do Dazaia, czuł się od środka wypełniany wolą dalszej walki i determinacją, chociaż nigdy tego nie przyzna. 
Zajął się zatem obserwacją płazów i ewentualnym ruszeniem do ataku, jednak te wciąż tkwiły w pokłonie. Zresztą, gdy spojrzał na swojego partnera, ten też w dalszym ciągu nie zmienił swojej pozycji, przez co Nakahara z rozbawieniem parsknął. To było całkiem urocze, kiedy ten robił z siebie głupka, choć zdaniem rudego było to na pewno ustawione przez mężczyznę właśnie pod ten efekt rozbawienia. 
- ... I nie nazywaj mnie Chuunya. - Burknął z wielkim oburzeniem, udając, że wcale na niego nie patrzył przez ostatnią chwilę, którą śmiało można nazwać dłuższą. Machnął z irytacją ogonem, jednak wysłuchał tego, co Dazai miał do powiedzenia i pokiwał nieznacznie głową na znak, że dotarło do niego. Przyjął z lekko zaskoczoną miną prześcieradło, po które mężczyzna poszedł i na jego słowa uniósł materiał do nosa, po czym wolno wciągnął jego woń, otwierając przy tym usta. W końcu koty w ten sposób lepiej łapały woń, a Chuuya wyłapał w tym zarówno zapach Dazaia i swój własny, co uznał mimowolnie za przyjemne połączenie, no, z wyłączeniem słodkawej krwi. 
- Bardziej czuję... Mnie. - Wskazał na swój nos. - Znaczy czuję lepiej teraz zapachy przez ten nos. - Przyjąwszy chusteczkę zawiniętą w materiał, Nakahara znowu zatopił nos w prześcieradle i pokręcił głową. - Nie wiem czy mam od nich gorszy węch, ale... Dalej czuję siebie. Ciebie też, ale mniej. Coś jakbyś założył moje ubranie, wyciągnięte z szafy w sypialni. - Uniósł wzrok na mężczyznę i postawił uszy tak, jakby chciał wyłapać jakiś dźwięk, albo, sądząc po jego minie, wpadł na jakiś pomysł. 
- ... Ty pachniesz sobą. - Zauważył błyskotliwie, przysuwając się do niego bardziej. Szarpnął go wolną dłonią za płaszcz ku sobie i przytknął do niego nos. - ... Fuj, za blisko. - Skomentował z nutą obrzydzenia w głosie i zrobił zniesmaczoną minę, jednak zaraz zaczął ściągać beżowy płaszcz z ciała swojego partnera. - Strasznie śmierdzisz, ale... raz kozie śmierć. - Jęknął boleściwie i niczym kot domagający się uwagi, dla pewności otarł się o jego ciało własnym, wzbudzając w sobie zbyt teatralny i zbyt wymuszony dreszcz, po czym nałożył na siebie płaszcz mężczyzny i obwąchał się, gdzie tylko mógł. 
- Schowaj się gdzieś, żeby nie widziały na pewno. Gdyby nie wszystkie skoczyły, spróbuj je wyrzucić. I... Teraz też śmierdzę głupią makrelą... - Skomentował znów, po czym chwycił prześcieradło mocniej i kontynuował cyrk, począwszy na niezbyt udolnej imitacji głosu Dazaia. - Żabki~ żabki~ patrzcie, jestem głupią górą bandaży~ - Z tymi słowy przebiegł przed żabami tanecznym krokiem i ruszył ku oknu, które zaraz otworzył. Póki prawdziwy Dazai siedział cicho, przynajmniej część żab powinna ruszyć za Chuuyą. - Żabeńki~ Chciałbym z wami popełnić podwójne samobójstwo! - Oznajmił, wychodząc za okno przy pomocy swojej Zdolności, po czym, niby Spiderman, wspiął się po ścianie budynku nad własne okno, by zawisnąć w nim do góry nogami i wymachiwać dłońmi. 
- Neee~ Patrzcie, jak tu fajnie~ - I trzy żaby, w tym ich przywódczyni, faktycznie skoczyły za nim, zaś sam Dazaihara zdążył podciągnąć się do góry, po czym wrócił do środka... By zastać kolejne trzy sztuki, które rozglądały się za Osamu. Teraz już nie da się im zaskoczyć i tym bardziej postanowił samemu wziąć je z zaskoczenia. Ruszył na jedną z nich, chwycił w prześcieradło i wyrzucił ją przez okno, zostawiając oczywiście materiał; ten mógł się w końcu przydać, jak... Jak Dazaiowi ta cholerna chusteczka, która prawie poleciała razem z żabą, gdyby nie fakt, że Chuuya ją złapał. Jeśli dobrze liczył, zostały już tylko dwa wredne płazy...
I jeden z nich zmierzał do partnera Nakahary, mając pod sobą jego dywan. Chuuya przeklął się w myślach za to, co zaraz miał zrobić, po czym szarpnął ów dywan tak, by wyrwać go żabie spod oślizgłych odnóży i by złapać ją za jedno z nich, gdy ta straci równowagę. To się zaraz stało, dzięki czemu Nakahara miał możliwość wywalenia jej przez okno, wykrzykując raz czy dwa, że jest obrzydliwa i ma tego dość podczas drogi do tegoż. Gorsza część zabawy była taka, że podobny los spotkał stolik ze szklanym blatem, który razem z żabą uderzył o podłogę i rozbił się, ku zgrozie Chuuyi. 
- Jeszcze... Jeszcze jedna, nie? - Spytał, dysząc ciężko. Bieganina za żabami po niedawnym użyciu Zepsucia nie służyła mu. Ale... żaby nigdzie w polu widzenia nie było. Rozglądał się po salonie, zerknął do kuchni i w końcu zorientował się, że drzwi do łazienki są otwarte. Żaba znajdowała się w jego dużej wannie, przez co w Chuuyi się zagotowało. Bez zbędnych ceregieli wziął zdezorientowanego płaza pod pachę i nieelegancko wykopał go przez okno. Na koniec opadł na kanapę i wbił spojrzenie w stolik. 
- Lubiłem go. - Westchnął, odchylając głowę w tył. - ... Co to miało być w ogóle..? Skąd one się tu wzięły i skąd mam ogon. Dazai, ja nie mogę mieć ogona. Nie chcę być kotem. Weź no dotknij, musisz mnie naprawić, nikt inny nie da rady i... i... Czemu do cholery mam na sobie dalej twój płaszcz. - Zdjął z siebie ubranie mężczyzny, po czym też razem z nim podał mu wcześniej uratowaną chusteczkę. - ... Przypilnowałem jej. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Mimo groźby Chuuyi, nadal nie mógł powstrzymać uśmiechu. Zwłaszcza, że domyślał się, że ten w rzeczywistości zerka na niego. Naprawdę ten petit mafia zachowywał się niczym kot, wiec owa przemiana jak widać sięgała nie tylko wyglądu i wydawanych przez niego dźwięków. Głupie kłótnie, wspólna walka i zabezpieczanie swoich pleców... czuł się prawie jak dawniej. Ostatnio doświadczył tego w czasie walki z Lovecraftem i choć nie chciał tego przyznać, cieszył się z takiego obrotu sytuacji. Chyba tak naprawdę nigdy nie mógł zapomnieć o Chuuyi i tym, jak współdziałali, mimo że bardzo się starał. Jego wysiłki wydawały się jednak bezcelowe, w czym utwierdzał się ostatnio coraz bardziej.
Były to jednak tylko chwilowe przemyślenia, bo jednak niewygodnie rozpamiętuje się dawne czasy w tak niewygodnej pozycji. A żaby nie chciały nijak zareagować ucieczką przed czaplopodobnym stworzeniem. Czy może brały go za stracha na wróble? Nie słyszał nigdy, by żaby przed nim uciekały. Pewnie już by stanął normalnie, jednak póki co wolał się nie ruszać, by nie wzburzyć dzikiego tłumu sześciu gadów. I... skłamałby, gdyby powiedział, że cieszył go widok rozbawienia Chuuyi. Tak rzadko mógł to ujrzeć, kiedy ten głównie praktykował wściekanie się na niego.
Gdy jednak ten do niego podszedł, mówiąc o zapachach, Osamu w końcu wyprostował się, z ulgą stwierdzając, że żaby nadal tkwią w swoich ukłonach. Mimochodem te pochylone głowy skojarzyły mu się nie tylko z modłami, ale i z oczekiwaniem na katowskim pieńku na spadający topór.
- O widzisz, jednak na coś twoja kotowatość się przydaje - zauważył wesoło, słuchając jego uwag i kiwając lekko na nie głową. Korzystanie z umiejętności wspólnika było najlogiczniejszą rzeczą przy ustalaniu planu bitwy, nawet jak przeciwnikiem były żaby, więc nos Chuuyi akurat miał okazję się sprawdzić.
- No co ty nie powiesz? - spytał z niedowierzaniem, zaraz zostając pozbawionym płaszcza. - Nie niszcz mi go tylko~ Nie mam drugiego i... - zamilkł zaskoczony nagłym zbliżeniem się mężczyzny. Gdy ten się o niego otarł, poczuł lekki dreszcz, dopiero po chwili rozumiejąc, co ten chce osiągnąć. Potarł lekko jego ramiona, chcąc jeszcze bardziej przesiąknąć go swoim zapachem. Chciał w końcu, by zmyłka zadziałała.
- Wiesz, koty ocierając się oznaczają swoją własność~ - rzucił z rozbawieniem, ale posłusznie wycofał się powoli do kąta, starając się poruszać jak najbardziej niezauważenie, obserwując poczynania Chuuyi. Gdy widział parodiującego go mafiozo, ni to skrzywił się, ni półuśmiechnął. Chciał rzucić komentarzem, ale powstrzymał się, nie chcąc swoim głosem przyciągać uwagi żab i odciągnąć ich uwagę od Nakahary. Stał pod ścianą, mogąc jedynie podziwiać przedstawienie robione przez jego partnera. Nie fatygował się zbytnio, by mu pomóc - odezwało się jego lenistwo i niechęć do wysiłku, poza tym wolał nie stawać na drodze rudzielcowi, który był zmęczony i wyprowadzony sytuacją z równowagi. Jeszcze zdecydowałby się na wyrzucenie go wraz z żabami, a samotny upadek nie był jego wymarzonym sposobem na śmierć.
Gdy było już po wszystkim, z uśmiechem podszedł do niego i usiadł obok, patrząc na niego oczami, w których migały iskierki rozbawienia.
- Jak chcesz, odkupię ci taki sam. Dobra robota, partnerze~ - odparł łagodnie, machinalnie używając tonu, którym zawsze posługiwał się na wspólnych misjach.
- Oho, nie pasuje ci twój ogon? - spytał z rozbawieniem, patrząc na niego wzrokiem podobnym do tonu głosu. - A ja uważam, że ci w nim do twarzy! I dzięki niemu jesteś nawet uroczy! A to wyjątkowy dar w twoim przypadku, ślimaku. - Mówił z pełnym przekonaniem, jednak uśmiechając się nie złośliwie, a po prostu z rozbawieniem tą sytuacją. Zaraz odebrał swój płaszcz, jednak widząc na nim lamy śluzu żaby z chwili, gdy Chuuya wziął ostatnią sztukę pod pachę, postanowił odstawić go zwiniętego na podłogę. - Dzięki za chustkę, Chuunya. Żaby nie były Zdolnością... myślisz, że to nią jest? Ale spróbować nie zaszkodzi... - Wziął jego rękę, obracając ją wnętrzem do góry i obserwując z zaciekawieniem zmiany na niej. Nacisnął lekko na miękkie poduszeczki, nie mogąc powstrzymać rozczulonego uśmiechu. No i jak podejrzewał, wcale nie zniknęły z chwilą, gdy ich dotknął. Nie zdziwiło go to nawet, zwykle potrzebował kontaktu z właścicielem Zdolności, by ją anulować.
- Masz takie puci ręęęceeee - niemalże wyśpiewał melodyjnym głosem pełnym zachwytu. Dopiero po chwili spojrzał na niego i spoważniał nieco. - Uaktywniło się to dopiero gdy zjedliśmy czekoladki... ja ich nie podłożyłem, twoje też nie są. Myślisz, że demon miał okazję je podłożyć? Nie wiemy, jakich ma ludzi - a nuż ktoś ma właśnie taką Zdolność?
Wstał, zaraz kierując się w stronę szafki, gdzie nadal leżało pudełko ze słodyczami i przyniósł je do Chuuyi, znów siadając przy nim. Uchylił wieczko, wpatrując się w leżące w środku czekoladki. Z namysłem kolejno dotykał każdą palcem, zastanawiając się, czy to faktycznie czyjaś Zdolność, czy też zupełnie co innego jak ta ośmiornica Gildii.
- Co by mu to miało dać...? - mruknął do siebie, wpatrując się w czekoladki.[b] - Nie podejrzewam Dostojewskiego o chęć do psikusów, a poza kilkoma nieprzyjemnościami raczej nic nam się nie stało. Więc jeśli to on, jaki mógł mieć w tym cel? Może to losowe i liczył, że trafi nam się coś gorszego? - Nie był pewny, czy pytał o to Chuuyę, czy po prostu zastanawiał się na głos, ale tak czy inaczej odpowiedzi nie mógł znaleźć. - Nie wiem czy jest sposób na sprawdzenie ich... inny niż zjedzenie, a nie wiemy, co robią pozostałe. Może być coś nieszkodliwego, ale wcale niekoniecznie... - Westchnął cicho, szukając w głowie rozwiązania. Zerknął przy tym na partnera. - ...Ne, Chuunya, jak chcesz tak iść do pracy? - spytał z ciekawością, tykając jego rudy ogon, jak podejrzewał bardzo miękki i przyjemny w dotyku, tak przynajmniej mu się prezentował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Dazai jak zwykle był irytujący, jednak Chuuya nie potrafił się na niego nie złościć. Można powiedzieć, że był przyzwyczajony, ale za bardzo weszło mu w krew denerwowanie się na Osamu. Tak też, gdy ten siadł obok niego, Nakahara zmierzył go gniewnym spojrzeniem, które złagodniało, gdy mężczyzna go pochwalił. Stalowobłękitne tęczówki uciekły prawie od razu na bok, nie chcąc pokazać, że ich właściciel poczuł w sercu przyjemne ciepło. I to na pewno wcale nie tak, że gdy Dazai patrzył na niego i mówił w ten sposób, to zawsze czuł w środku to... To coś. 
- Jak zawsze zjebałeś, dupku. - Warknął, kiedy ten idiota postanowił zadawać paskudnie oczywiste pytania, na które dawał sobie odpowiedzi. Zaraz, jakby chcąc odsunąć możliwie najbardziej całe istnienie Dazaia od siebie, Chuuya zdjął z siebie jego płaszcz i oddał prawowitemu właścicielowi. Dopiero teraz dostrzegł brak złośliwości w jego uśmiechu i głosie, przez co tym bardziej się speszył. Dał mu grzecznie swoją dłoń, słuchając przy tym jego słów, zaś gdy ten zaczął obmacywać jego fasolki, Chuuya wystawił bardziej pazury. Z jednej strony było to dość przyjemne i to była ta bardziej ludzka część Chuuyi, z drugiej, kociej... To była największa zniewaga. A to chwytanie ogona! Kocia godność nie mogła sobie na to pozwolić, w związku z czym z gardła mężczyzny dobył się gniewny pomruk. 
- Poprawić ci pysk, Dazai? - Odszczekał się w pierwszej chwili, gdy usłyszał tekst o swoich dłoniach, jednak zaraz wysłuchał go do końca. - A na co mu ktoś z taką głupią Zdolnością? I... znasz jakąś, która trwa tak długo? Jeśli nie mierzyć nawet odległości po płaszczyźnie, to dalej jesteśmy jednak wysoko. - Zawiesił głos, kiwając głową w reakcji na przemyślenia partnera. Otwierał już usta w celu kontynuowania tematu, jednak Dazai znowu go rozproszył. 
- ... N-nie dotykaj. - Zabrał ogon od jego dłoni. - I mam. To tylko efekt uboczny. W końcu minie. No i mogę go chować pod ubraniem. Uszy też. Mam kapelusz. Poza tym... - Chwycił mężczyznę pod brodę i niedelikatnie obrócił jego twarz bokiem do siebie. - Przydałoby się tym zająć. Wda ci się coś jeszcze. Idę po opatrunek, nie ruszaj szkła. - Nakazał mu tonem, który wyraźnie sugerował, że oczyma duszy Chuuya widzi Dazaia, który próbuje krzywdzić się resztkami stolika. Wcale nie po drodze, wróciwszy z łazienki z koniecznymi do oczyszczenia rany, wstąpił o kuchni w celu zrobienia sobie kawy. Odruchowo chciał odstawić kubek na stoliku, jednak westchnął w reakcji na jego brak i ustawił naczynie na podłodze, siadając znów na kanapie. 
- Może szczypać. Wiem, że nie lubisz. - To prawie zabrzmiało przepraszająco, jednak sam rudy nie kwapił się zbytnio do otwartych przeprosin. Nakahara wolał przeczyścić jego policzek, w końcu używając Zepsucia ciężko mówić o czystych dłoniach, a ostre pazury i brud nie stanowiły najlepszego połączenia. Przy pomocy wacika i wody utlenionej zajął się raną, którą zaraz zakleił plastrem. Obejrzał jeszcze jego twarz i poklepał jego drugi policzek dłonią. 
- No, ładniejszy nie będziesz. - Mruknął z lekkim uśmiechem na twarzy, zaraz sięgając po ustawiony na podłodze kubek. - Wracając z kolei do tego, co żeś mówił wcześniej... Jestem pierwszą osobą w kolejce do tego, by móc cię określić swoją własnością. - Powiedział, z kolei robiąc upartą minę. - ... Nie, że mnie to obchodzi. Skądże. Tylko... Po prostu chciałem rozwiać twoje wątpliwości i... - I żeby nie próbować dalej się pogrążać, Chuuya skupił się na kawie, która miała mniej smaku niż zazwyczaj, gdy ją robił. Może to miało jakiś związek z tym, że został po części kotem? 
- ... Dziękuję, że po mnie przyszedłeś. Wiem, że zrobiłem głupotę, okej? Wiem. Chciałem dobrze. Nie wyszło, to sam już nie spróbuję. Nie bez planu. - Dodał, znowu pokornie kładąc po sobie uszy, zaś ogon chowając pod nogę. Potem znowu skupił się na kawie.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 198
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Uśmiechnął się lekko, widząc jego reakcję na komplement. Co prawda momentami nadal ciężko mu było przyjąć, że jego zdanie tyle dla rudzielca znaczyło, ale niejednokrotnie miał okazję się przekonać, że tak właśnie jest. Powodowało to w nim lekki niepokój, jednak nie był on zły. Jeśli czegoś się bał, to utraty tego uczucia i poczucia bycia dla kogoś ważnym. Ale tym razem nie miał zamiaru dawać strachowi przejąć nad nim kontroli.
- Awww... ależ odgrywałem kluczową rolę darczyńcy zapachów! Co całkiem sporo, nieprawdaż? A z resztą poradziłeś sobie fantastycznie i bez mojej pomocy~ - odparł rozbawiony, obserwując go z lekkim uśmiechem.
Słuchał jego słów, kiwając powoli głową, nie patrząc jednak na jego twarz, zaś na jego dłoń, którą wciąż trzymał w swoich. Z fascynacją przyglądał się wysuwanym pazurom - widać przemiana zawierała i tę cechę kociej fizjonomii. Wciąż jednak zastanawiał się, jak mogło do tego dojść. Widział wiele zaskakujących rzeczy, wiedział też, że nie wszystkie wywołane były Zdolnościami. Jednak one przeważały we wszelkich nadnaturalnych zjawiskach. Zmienienie kogoś w kota nie było imponujące, nasłanie wielkich żab również niespecjalnie... jednak co jeśli osoba nie miała kontroli nad swoją Zdolnością i równie dobrze co ogon mogłaby dorobić komuś trujące żądło, a zamiast żab stado lwów? To już zdecydowanie było przydatniejsze w walce.
- Możliwe, że minie z czasem. Jakieś ograniczenie musi mieć, jak nie odległościowe, to czasowe. Najwyżej będziesz musiał się pomęczyć chęcią zjedzenia ryby - uznał z uśmiechem, któremu brakowało jednak nieco złośliwości. Sam zaskoczył się myślą, że chciałby więcej widzieć takiego Chuuyę. Może zrobić mu zdjęcie - z pewnością w celach zbierania materiału na szantaż, w żadnym innym. - Jak raz ten kapelusz ci się na coś przyda... ej, co robisz? - spytał, gdy ten chwycił go za głowę i odwrócił. Odruchowo dotknął zranienia na policzku, o którym zdążył już zapomnieć. Nie było na tyle duże czy głębokie, by się nim przejmować. A jakby kto spytał, czemu ma podrapaną twarz? Cóż, wystarczy powiedzieć czystą prawdę - drażnił się z kotem o ostrych pazurkach.
- To nic takiego... - mruknął, gdy Chuuya oddalił się w poszukiwaniu opatrunku. Zerknął na kawałki stolika, który leżał aktualnie na podłodze niczym wielkie puzzle 3D, które tylko czekają, aż ktoś je ułoży. Zacisnął nieco wargi. Cóż za głupota. Gdyby chciał się teraz zabić, wybrałby wyjście oknem. Była to pewniejsza metoda niż powolne wykrwawianie się w pokoju chibi, nie musiałby też słuchać jego krzyków, jak wielkim jest durniem. Ale teraz był zmęczony i chciał raczej położyć się i spać wieki niż myśleć o końcu życia.
Gdy mężczyzna wrócił z kubkiem kawy, który nie wydawał się być potrzebny do opatrunku, oraz apteczką, już nieco bardziej pomocną, potulnie dał się opatrzyć, wzruszając tylko ramionami na wzmiankę o pieczeniu. Choć musiał przyznać, że Chuuya nieco go zaskoczył. To prawda, że nienawidził i bał się bólu - w końcu głównie dlatego miał takie problemy ze znalezieniem dobrego sposobu na popełnienie samobójstwa, takiego, który nie przyniósłby nikomu problemów ani nie sprawiłby mu zbędnych cierpień. Niemniej jednak gdy był w mafii, nieraz zdarzyło mu się porządnie oberwać i był poniekąd to tego przyzwyczajony. Jeszcze nie tak dawno temu, gdy dał się pojmać Kyouce, dostał wcale nie tak słabo od samego Nakahary, którego umyślnie podpuszczał. A jednak ta troska i znajomość uczuć Dazaia była dla niego... czymś miłym. Dlatego tylko zacisnął usta, gdy skaleczenie zaczęło piec pod wpływem specyfiku i bez protestów dał sobie nakleić plaster... który od razu przypomniał mu o czasach w mafii, gdzie nosił taki dość często. Jakby potrzebował więcej takich przypominajek.
- Pff! Zawsze jestem piękny, Chuuya - odparł z godnością, tykając lekko opatrunek. - Ale dzięki... - urwał, słuchając dalszych jego słów. Obserwował jego twarz, gdy dodatkowo się gubił i zawstydzał i tkwił tak chwilę, kiedy ten zajął się swoim napojem. Potrzebował chwili, by przetrawić, co usłyszał, zaraz jednak uśmiechnął się szeroko, chcąc ukryć lekkie kłucie w sercu. Tego też się bał. Wiedział, ile znaczył dla Chuuyi w przeszłości - poniekąd dlatego odszedł, czując przerażenie na każdą myśl o tym, że miałby go utracić, co z pewnością by się stało, gdyby ten dogłębnie go poznał. Tak przynajmniej myślał aż do ich ostatniej rozmowy. Ale jak poradzić sobie teraz? Co jeśli źle odczytywał jego słowa? Najbezpieczniejszą opcją było wyśmianie jego słów i to by zrobił jeszcze nie tak dawno... teraz jednak, po zaufaniu sobie nawzajem, nie umiał tego zepsuć i nie chciał sprawić mu żadnej przykrości.
- Oho, ktoś jest zaborczy? - mruknął z uśmiechem, przekrzywiając nieco głowę. - Powołujesz się na bycie moim pierwszym przyjacielem, długoletnim partnerem? - dopytywał się, a w oczach błysnęły mu ciepłe iskierki.
Uśmiech mu zamarł już chwilę potem. Przeklął się w myślach za nieczułość. Tak przywykł do przerostu dumy mafiozo nad nim samym, że nie zorientował się, że obraz w jego głowie był przesadzony bądź Chuuya się zmienił. I jak widać, faktycznie żałował swoich czynów. A Dazai nie był dla niego żadnym wsparciem. Omal nie przybył za późno. Niemrawo poklepał go po ramieniu, uśmiechając się pokrzepiająco.
- Wiem, że chciałeś dobrze - odparł miękko. - Następnym razem załatwimy go wspólnie. Wymyślę nam plan. Tylko... przestraszyłeś mnie - dodał prawie szeptem, odwracając wzrok. - Widziałem, w jakim byłeś stanie, i... - odetchnął głęboko. - Nie... nie chcę tego powtarzać. Więc... następnym razem, poczekaj na mnie, partnerze. Dobrze? - Poklepał go po głowie, mierzwiąc włosy. - I przestań wyglądać jak zbity kot, któremu nie dano rybki. Ja... zawsze do ciebie przyjdę. Kiedy tylko będziesz mnie potrzebował - odparł, patrząc mu w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 458
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
I znowu miał mieszane uczucia, których nie potrafił określić w najmniejszym stopniu. To było zbyt dwoiste i niejednolite, przez co Chuuya gubił się. Głównym tropem w pojmowaniu wszystkiego było dla Nakahary to, że przecież obiecali sobie powrót do starych czasów i starał się przy tym obstawać. Ostatecznie przyznał, że podobał mu się dawny stan rzeczy, więc chyba nie miał zbyt wielu rzeczy do ukrycia... No, nie licząc jednej. Zbyt dużej i zbyt szczególnej, by mógł pozwolić jej ujrzeć światło dzienne, ale naraz bardzo musiał walczyć, by jej nie okazywać. Póki co mógł zgonić to wszystko na wyolbrzymioną tęsknotę, prawda? 
- Dazai, paskud jesteś i żeś zgłupiał chyba przez Agencję pełną niedojd i frajerów i... A, merde, tak. Co jak jestem? Zrobisz z tym coś? Ech, i tak masz nowego partnera i pewnie masę kochanek, więc pewnie nic dla ciebie nie znaczy takie gadanie. - Posłał mu wyzywające spojrzenie i wysunął podbródek, chcąc jeszcze bardziej podkreślić całą wymowę sytuacji. Nie chciał go konfrontować ze zbyt wieloma rzeczami - w końcu gdy ostatnio to zrobił, jego partner wyglądał, jakby miało mu pęknąć serce, a Chuuya wiedział, że gdyby to się stało, jego własne spotkałby ten sam los. Jakkolwiek by się tego wypierał, Osamu znaczył dla niego bardzo wiele. Zdecydowanie zbyt wiele. 
Zauważył, jak temu blednie uśmiech, jednak ciężko było mu się w tej chwili powstrzymać przed wybuchem irytacji. To była jedna z tych rzeczy, których w sobie nie lubił, ale nie potrafił się jakoś tego ostatecznie wyzbyć. I to na pewno wcale nie tak, że po mieleniu swoim niewyparzonym językiem często czuł, że konsekwencje tego zdecydowanie przerastają go. Był dumny i nie można było mu tego odmówić, oczywiście do obrazka dodając jeszcze skłonności do pomiatania innymi i traktowania ich jak śmieci, gdy mu nie przypasowali. 
Drgnął, czując jego dłoń na ramieniu, zaś gdy poklepał go po głowie, Chuuya nadstawił się do pieszczoty tylko po to, by w kolejnej chwili znów bardziej wgnieść swój bezcenny, koci zadek w kanapę. Ogon z kolei uniósł i zakrzywił lekko końcówkę ku reszcie swojego ciała, co w mowie ciała kotów dawało dość jednoznaczny sygnał - okazywanie sympatii. Sam Nakahara nie do końca rozumiał, co miało to znaczyć, jednak mając pewne podejrzenia miał też nadzieję, że jego partner nie potrafi odczytywać kocich sygnałów. 
Momentalnie uśmiechnął się, końcówka ogona zadrżała z zainteresowaniem, zaś w myślach kołatała mu się idea tego, że faktycznie wszystko zaczynało wyglądać tak za dawnych lat. Dazai planował, chciał z nim działać, przez co mężczyzna czuł w sercu bardzo przyjemne ciepło. Do tego jeszcze to pocieszanie na swój sposób było urocze i rozczulało Nakaharę, przez co nie potrafił dłużej być kociątkiem depresiątkiem. Skinął głową, odwzajemniając jego spojrzenie własnym - ufnym, mówiącym, że w każdej chwili jest gotów do podjęcia działania. 
- Mówiąc o rybach... Mam chyba tę właściwą, hę? - Mruknął, dotykając palcem jego klatkę piersiową. - Kot dogaduje się z makrelą, żeby udupić szczura. A może faktycznie spełniasz życzenia? - Dodał w półżartobliwym zamyśleniu i w pełni świadomym nawiązaniu do ich poprzedniego spotkania; wiedział, że Dazai naprawdę potrafi je spełniać, ale nie w tym mistycznym znaczeniu. Był po prostu osobą skuteczną, która świetnie umiała radzić sobie w każdej sytuacji... I gdy tylko Chuuya o tym pomyślał, naraz uderzyła go myśl o tym, jaki naprawdę był jego partner. 
Poczuł, jak ściska mu się serce, jednak przemilczał ten temat.
- ... I w sumie to czas się wkopać, rybka z bajki spełniła trzy życzenia za jedno swoje. - Spojrzał na niego uważnie, westchnął cicho. Jakoś musiał okazać Dazaiowi swoją dziwaczną wdzięczność za to wszystko, co tak ciężko było mu określić jako zbiorowość, nie licząc słowa, które zamykało się w trzech dość prostych znakach, a miało znaczenie szersze niż cokolwiek innego - wszystko. 
- Tamta chciała odzyskać wolność. - Spojrzenie Chuuyi dopowiedziało "proszę, nie wybieraj tego" i tak bardzo chciałby móc to powstrzymać, naraz nie mając zamiaru odwracać wzroku. Przecież nie mógł okazać przed Dazaiem słabości; robił to już zdecydowanie zbyt często. - Jakie jest twoje? 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Mieszkanie Chuuyi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Nishi-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.