Share | 
 

 Mieszkanie Chuuyi

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
First topic message reminder :

Strzał w dziesiątkę - Chuuya chciał mieszkanie blisko swojej pracy i oto ma; chciał układ bardziej zachodni i oto ma. W skład mieszkania wchodzi salon z aneksem, gdzie jest wszelkie konieczne wyposażenie kuchenne. Część wydzielona na salon ma narożnik, telewizor, kilka regałów z różnymi książkami i rupieciami, także spory barek, w którym gospodarz przetrzymuje alkohole. Dalej mamy dwie sypialnie, jedna należąca do Chuuyi, druga w domyśle być miała dla gości, ale takich miewa cokolwiek nieczęsto. Dalej mamy łazienkę i toaletę, również nic wyjątkowego. Ogólnie wystrój mieszkania uznać można raczej za nowoczesny i całkiem przyjemny dla oka. Praktycznie zawsze jest tu porządek, który mężczyzna lubi utrzymywać, co jest zresztą dość łatwe, bo gospodarza niemal nigdy tu nie ma. 
(opisie, jesteś taki zły)


Droga do domu jednak mogła być gorsza niż to, co spotkało go dzisiaj. Nie do końca co prawda rozumiał, co pokierowało Dazaiem, by odprowadzić Nakaharę w jednym kawałku do mieszkania, jednak postanowił postawić na to, że mężczyzna słowa o zakładzie postawił sobie w tej chwili za punkt honoru. Po każdym innym, nawet po sobie samym, spodziewałby się małych oszustw w tej zabawie, jednak jego partner okazał się grać uczciwie, co gdzieś w głębi duszy rudzielec byłby skłonny nawet docenić. 
Dotarli jednak na miejsce całkiem sprawnie, biorąc pod uwagę stan Chuuyi oczywiście, który, uwaga, ale ani razu nie przewrócił się. Normalnie pewnie chciałby to też zepchnąć gdzieś na dalszy plan, ale coś mu świtało, że to za zasługą Dazaia... No cóż, jeśli ten głupek wolał pomagać przeciwnikowi, to niech ma to, czego chce. Rudy Obdarzony nie pozwoli mu się wykręcać żadnymi tekstami w guście "ale ja ci pomogłem, nie liczy się", o nie. 
Po drodze co jakiś czas zagadywał do Dazaia bełkotliwie, o dziwo chcąc złapać z nim jakiś temat; trochę tak, jakby moment w ich historii, gdy Osamu odszedł, nagle wyparował z jego świadomości. Trochę groził mężczyźnie, ale z drugiej strony pytał, jak mu się powodzi. W końcu jednak udało im się dowlec najpierw do windy, potem Chuuya, opowiedziawszy jakąś historię mówiącą o tym, jakie te urządzenia są niebezpieczne, chcąc podkreślić wyższość spacerowania, wybrał odpowiednie piętro. Zdołał wydobyć z kieszeni płaszcza klucze, którymi zaraz otworzył drzwi -  za nimi doczłapał, ciągnąc za sobą partnera, do kanapy, gdzie pozwolił sobie upaść. 
- No, dupku... Wygrałem - Powiedział głośnym, ale wciąż bełkotliwym głosem. Powoli docierało do niego to, że trzeźwiał i nie do końca mu się to podobało. Nadchodziły fale senności i bólu głowy... Z którymi nawet nie miał siły walczyć. Skulił się na narożniku, czując silne, nieprzyjemne dreszcze i wyciągnął dłoń do Dazaia, ponownie kierując na niego wzrok. 
- Moja.. Nagroda, hę? Zostań... - Wymamrotał już ciszej, ale zaraz zmarszczył brwi i powtórzył głośniej, pewniej. - Zostań. Tu, ze mną, jako... partner, jasne? - Nakazał, wykonując przy tym taki ruch dłonią, jakby chciał nawiązać jakikolwiek kontakt fizyczny z partnerem. Czyżby chciał w ten sposób okazać chęć powrócenia do starych czasów? Jakkolwiek by się nie wypierał, uwielbiał być partnerem Dazaia i  nigdy nie przestałby mu ufać. Wiedział, że był naiwny i nienawidził się za to z całego serca, a jednak nie potrafił odsunąć się od tego człowieka na dobre. 
- I... i weź mi przynieś jakiś koc, za cholerę się nie ruszę. - Powiedział ponaglająco, zrzucając z siebie niemrawo płaszcz, marynarkę, kamizelkę i buty, które wylądowały zaraz przy kanapie. Nie miał pojęcia, czy drugi mężczyzna wykona jego polecenie i czy zostanie tu, ale... Ale jeśli nie, to może i lepiej? Chuuya wmówi sobie rano, że to wszystko było urojenie i że dostał się do domu przy pomocy techniki pijanego mistrza. Zasnął jednak praktycznie zaraz po tym, jak zmrużył oczy, nie mając sił zupełnie na nic, poza nadzieją, że jutro kac nie będzie aż taki okrutny. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
I znowu miał mieszane uczucia, których nie potrafił określić w najmniejszym stopniu. To było zbyt dwoiste i niejednolite, przez co Chuuya gubił się. Głównym tropem w pojmowaniu wszystkiego było dla Nakahary to, że przecież obiecali sobie powrót do starych czasów i starał się przy tym obstawać. Ostatecznie przyznał, że podobał mu się dawny stan rzeczy, więc chyba nie miał zbyt wielu rzeczy do ukrycia... No, nie licząc jednej. Zbyt dużej i zbyt szczególnej, by mógł pozwolić jej ujrzeć światło dzienne, ale naraz bardzo musiał walczyć, by jej nie okazywać. Póki co mógł zgonić to wszystko na wyolbrzymioną tęsknotę, prawda? 
- Dazai, paskud jesteś i żeś zgłupiał chyba przez Agencję pełną niedojd i frajerów i... A, merde, tak. Co jak jestem? Zrobisz z tym coś? Ech, i tak masz nowego partnera i pewnie masę kochanek, więc pewnie nic dla ciebie nie znaczy takie gadanie. - Posłał mu wyzywające spojrzenie i wysunął podbródek, chcąc jeszcze bardziej podkreślić całą wymowę sytuacji. Nie chciał go konfrontować ze zbyt wieloma rzeczami - w końcu gdy ostatnio to zrobił, jego partner wyglądał, jakby miało mu pęknąć serce, a Chuuya wiedział, że gdyby to się stało, jego własne spotkałby ten sam los. Jakkolwiek by się tego wypierał, Osamu znaczył dla niego bardzo wiele. Zdecydowanie zbyt wiele. 
Zauważył, jak temu blednie uśmiech, jednak ciężko było mu się w tej chwili powstrzymać przed wybuchem irytacji. To była jedna z tych rzeczy, których w sobie nie lubił, ale nie potrafił się jakoś tego ostatecznie wyzbyć. I to na pewno wcale nie tak, że po mieleniu swoim niewyparzonym językiem często czuł, że konsekwencje tego zdecydowanie przerastają go. Był dumny i nie można było mu tego odmówić, oczywiście do obrazka dodając jeszcze skłonności do pomiatania innymi i traktowania ich jak śmieci, gdy mu nie przypasowali. 
Drgnął, czując jego dłoń na ramieniu, zaś gdy poklepał go po głowie, Chuuya nadstawił się do pieszczoty tylko po to, by w kolejnej chwili znów bardziej wgnieść swój bezcenny, koci zadek w kanapę. Ogon z kolei uniósł i zakrzywił lekko końcówkę ku reszcie swojego ciała, co w mowie ciała kotów dawało dość jednoznaczny sygnał - okazywanie sympatii. Sam Nakahara nie do końca rozumiał, co miało to znaczyć, jednak mając pewne podejrzenia miał też nadzieję, że jego partner nie potrafi odczytywać kocich sygnałów. 
Momentalnie uśmiechnął się, końcówka ogona zadrżała z zainteresowaniem, zaś w myślach kołatała mu się idea tego, że faktycznie wszystko zaczynało wyglądać tak za dawnych lat. Dazai planował, chciał z nim działać, przez co mężczyzna czuł w sercu bardzo przyjemne ciepło. Do tego jeszcze to pocieszanie na swój sposób było urocze i rozczulało Nakaharę, przez co nie potrafił dłużej być kociątkiem depresiątkiem. Skinął głową, odwzajemniając jego spojrzenie własnym - ufnym, mówiącym, że w każdej chwili jest gotów do podjęcia działania. 
- Mówiąc o rybach... Mam chyba tę właściwą, hę? - Mruknął, dotykając palcem jego klatkę piersiową. - Kot dogaduje się z makrelą, żeby udupić szczura. A może faktycznie spełniasz życzenia? - Dodał w półżartobliwym zamyśleniu i w pełni świadomym nawiązaniu do ich poprzedniego spotkania; wiedział, że Dazai naprawdę potrafi je spełniać, ale nie w tym mistycznym znaczeniu. Był po prostu osobą skuteczną, która świetnie umiała radzić sobie w każdej sytuacji... I gdy tylko Chuuya o tym pomyślał, naraz uderzyła go myśl o tym, jaki naprawdę był jego partner. 
Poczuł, jak ściska mu się serce, jednak przemilczał ten temat.
- ... I w sumie to czas się wkopać, rybka z bajki spełniła trzy życzenia za jedno swoje. - Spojrzał na niego uważnie, westchnął cicho. Jakoś musiał okazać Dazaiowi swoją dziwaczną wdzięczność za to wszystko, co tak ciężko było mu określić jako zbiorowość, nie licząc słowa, które zamykało się w trzech dość prostych znakach, a miało znaczenie szersze niż cokolwiek innego - wszystko. 
- Tamta chciała odzyskać wolność. - Spojrzenie Chuuyi dopowiedziało "proszę, nie wybieraj tego" i tak bardzo chciałby móc to powstrzymać, naraz nie mając zamiaru odwracać wzroku. Przecież nie mógł okazać przed Dazaiem słabości; robił to już zdecydowanie zbyt często. - Jakie jest twoje? 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 208
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Dazai przyglądał się z zainteresowaniem i lekkim zdumieniem Chuuyi, który nie dość, że robił dumną minę kota, to jeszcze uważał się za mniej ważnego dla Osamu, niż był w rzeczywistości... bądź go taką wypowiedzią prowokował. Szybko rozważył całą sytuację. Nie chciał ani okłamywać Chuuyi, tym samym go krzywdząc, ale nie umiał się przełamać do wyrażenia tego, co myślał. Bał się zrobić pierwszy krok, nie dlatego, że bał się reakcji mężczyzny. Bardziej obawiał się tego, co sam mógłby zrobić i jak mógłby wszystko zepsuć, a przez to zranić ich obu. Dlatego szybko musiał wymyślić coś pośredniego, co nie skrzywdzi rudzielca, ale i nie będzie kłamstwem - nie chciał go nijak oszukiwać.
- Łaaaa, Kunikida wciąż tylko patrzy w ten swój notatnik i tylko na mnie krzyczy! - Nadął teatralnie policzki niczym obrażone dziecko. - I nawet nie wiesz, jak ciężko znaleźć ładną panią! Wszystkie mi uciekają, jak je pytam, czy popełnią ze mną podwójne samobójstwo... Taka samotność! - zakończył głośnym westchnieniem, patrząc znudzony w okno. Umyślnie nie patrzył na Chuuyę, nie chcąc, by ten wyczytał cokolwiek z jego oczu, a był w tym naprawdę dobry. No i takie popatrywanie mogłoby wzbudzić jego podejrzliwość, a Dazai szczycił się w końcu tym, że nikt nie mógł poznać, kiedy grał, a kiedy nie. Tylko raz się mu to zdarzyło, a robił tak od lat. Szkopuł w tym, że to właśnie Chuuya umiał go rozgryźć. Na to jednak nie mógł już nic poradzić - albo się nabierze, albo nie.
Zaraz jednak odetchnął, gdy mężczyźnie wyraźnie poprawił się humor. Widział w jego oczach ufność, a tyle mu wystarczyło, by wiedzieć, że jest z nim lepiej. I choć jednocześnie się niepokoił, aby ten nie pokładał w nim większych nadziei, niż mógł to wziąć na barki, to jednocześnie czuł przez to w środku pewne ciepło. Czasem ciężko było mu uwierzyć, że nawet te cztery lata rozłąki nie zdołały zniszczyć ich więzi i zaufania. Sam się mimowolnie uśmiechnął lekko, widząc go już na powrót pewnego siebie. W końcu wcale nie chciał zabić w nim tej cechy - nie chciał jedynie, by z nią przesadził, z odwagi przechodząc w głupią brawurę. Nie chciałby przez coś tak głupiego go stracić.
Pogłaskał go, gdy ten się zaczął przymilać, z rozbawieniem zauważając coraz więcej podobieństw partnera do kota. Z kotami dogadywał się zdecydowanie lepiej niż z psami, więc akurat odczytywanie ich emocji nie było dla niego wielkim wyzwaniem. A widok Chuuyi w takim stanie sprawiał, że mimowolnie się uśmiechał. Nakahara pozornie nie należał do skrytych osób, jednak wybuchami złości często maskował inne uczucia, a w tej formie jakoś łatwiej było wychwycić jego nastrój.
- Kto to widział, by ślimak polował na szczura - prychnął cicho, ale uśmiechnął się lekko. Perspektywa walki z Dostojewskim była bardzo niepokojąca, ale jeśli mieli walczyć wspólnie, mieli szansę. Dazai nie miał zamiaru pozwolić, by coś stało się Chuuyi, a w takim przypadku musieli wygrać. - I jasne, że spełniam. Jak mi się zachce. W końcu jestem najlepszą złotą rybką, nie? - Uśmiechnął się do niego, jakby chciał pokazać, że już w porządku, nie ma zamiaru znów histeryzować na wspomnienie ostatniego spotkania. Ba, był za nie wdzięczny - jak widać nie zawsze wybuch emocji musiał być zły, chociaż zaraz po nim wcale nie czuł się dobrze.
Przekrzywił nieco głowę, zaskoczony kierunkiem, w którym zmierzała ich rozmowa. Nie czuł bynajmniej potrzeby, by mężczyzna mu się odwdzięczał... ale rozumiał poniekąd jego punkt widzenia, więc tylko pokiwał zachęcająco głową, pokazując, że go słucha. Po chwili jednak znieruchomiał, wpatrując się w ścianę za rudzielcem. Nie wiedział, czy umiał wybrać tak z góry życzenie, by ten je spełnił. Chciał jednocześnie poprosić o tak dużo, ale i nie wiedział, czy ośmieli się poprosić o którąkolwiek z tych rzeczy. Zamyślił się głęboko, odruchowo chwytając go za rękę, jakby potrzebował chwycić się czegoś jak koła ratunkowego. A wzrok Chuuyi nie pomagał - wywoływał w nim tylko jeszcze więcej emocji, które za mocno na niego wpływały. Przywiązanie, nadzieja... i nie tylko.
- Mogę prosić o cokolwiek? - upewnił się lekkim tonem, który nijak nie odzwierciedlał tego, co właśnie przeżywał. Machinalnie ścisnął nieco jego dłoń, nie mogąc wciąż na niego spojrzeć, wpatrując się pusto w ściany i okna. - Chciałbym... hmm... powiedziałbym, byś mnie kiedyś odwiedzin, ale nawet nie miałbym gdzie z tobą usiąść... wyjście do baru i tak mieliśmy już ustalone, by kiedyś załatwić... Aaaa, i czego mogę od ciebie chcieć... - Westchnął ciężko, puszczając jego rękę i przeciągając się. - Zawsze mogę zażyczyć sobie jakiejś kompromitującej rzeczy czy czegoś... Ale to żadna zabawa, jak sam się oferujesz!
Chwilę tak siedział, poważniejąc powoli, po czym spojrzał mu w oczy już bez iskierek rozbawienia. Z pewnym wahaniem wyciągnął rękę, by dotknąć jego policzka i obrócić go twarzą do siebie, by się upewnić, że ten nie odwróci wzroku.
- Jak mogę sobie zażyczyć czegokolwiek... nie chcę nic dla siebie. Ale... chciałbym... żebyś był szczęśliwy. Wiem, że kazanie ci być szczęśliwym jest głupie, ale... dąż do tego za wszelką cenę... dobrze? - spytał niepewnie, przerywając co jakiś czas. Czuł się głupio, mówiąc coś takiego, ale nie chciał życzyć sobie nic, co przychodziło mu do głowy. To było coś, co mógł sam sobie w przyszłości wypracować, a nie dostać od kogoś. Mówiąc co ma na myśli, poczułby się zawstydzony, a ani odmowa, ani zgodzenie się na to nie przyniosłoby mu ulgi. Jeśli zaś miał wskazać osobę dla siebie najważniejszą, to był to właśnie ów narwany mafiozo, więc logicznym dla niego było, że chciał go widzieć szczęśliwym.
- Albo możesz nam kopsnąć jakieś wino, wiem, że masz go od groma i jeszcze trochę - rzucił lekko, chcąc nieco rozładować napięcie, które się wytworzyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Obserwował go uważnie, gdy ten marudził na swojego aktualnego partnera; w umyśle Chuuyi kręciła się bez przerwy myśl mówiąca o tym, że jest ciekawszy od właściciela niemal pacyfistycznego Death Note'a. Nie, żeby potrzebował dowodów na to, że Dazai za nim tęskni i że czuje względem niego pewną sympatię, bo w końcu zwykle starczało Nakaharze powiedzieć coś raz. Był wszakże osobą dorosłą, która ponadto przywykła do wysłuchiwania rozkazów i wypełniania ich bez zadawania zbędnych pytań. Gdyby trzeba było mu powtarzać wszystko po kilka razy, na pewno nie osiągnąłby awansu tak szybko. 
I bardzo walczył z uczuciem, jakie budziły w nim zapewnienia Dazaia. Miał ego i dumę przerastające znacznie jego własny wzrost, ale wspomniane uczucie nie było wywołane jedynie łechtaniem tychże. Jednak jak to jego partner miał w zwyczaju, ułożył dość wymijającą odpowiedź, na co jednak Chuuya postanowił dla dobra obu przymknąć oko. Mimowolnie dostrzegł również, że wyższy mężczyzna znowu robi urocze, zdziecinniałe miny. Nakahara, jako osoba o sporej słabości względem dzieci, tym mocniej nie mógł się oprzeć bardzo, ale to bardzo wątpliwym (przez chwilę dajmy mu w to wierzyć) wdziękom Osamu. 
I zaraz, czy Dazai unikał jego spojrzenia?
Nieważne. Przecież właśnie poprawił Chuuyi humor, obiecując rudemu, że będzie przygotowywał się do podjęcia kroków ku zwalczeniu Dostojewskiego. Za każdym razem, gdy planowali coś razem i gdy mieli razem działać, mafijny zwierzchnik czuł, że dostawał kolejny powód do dalszego życia. Póki miał co robić, miał też po co istnieć i o co walczyć. Był gotów powierzyć mu własne zdrowie, czego dowodził już naprawdę wiele razy i nie licząc bycia niewiarygodnie obolałym, nie ponosił zwykle negatywnych skutków takiego działania. Dazai był uosobieniem sprytu i inteligencji, idealnym manipulatorem, który potrafił doskonale przewidywać dosłownie wszystko. Odkąd Chuuya pamiętał, wyższy mężczyzna umiał udawać nawet wszelkie obrażenia - dowodem było chociażby bandażowanie oka za czasów mafijnych, zaś podczas walki z Gildią, domniemane złamanie ręki. A to wszystko w celu zasugerowania przeciwnikowi, że Dazai jest tym słabszym osobnikiem w czasie walki. Chuuya atakował dosadnie, jego partner z kolei lubił wbijać nóż w plecy wrogowi w najbardziej niespodziewanym momencie. 
Myśląc o perspektywie stanięcia do wspólnej walki, Nakahara czuł w sobie nowe pokłady determinacji i ekscytacji, które z kolei zdawały się potęgowane przez jego dotyk. Normalnie w żadnym wypadku by nie pozwolił Dazaiowi na obmacywanie się, ale jako koci władca wszechświata mógł zaaprobować rzeczy, które niosły za sobą przyjemność. Zaraz podjął jednak wypowiedź o życzeniach, kiwając jedynie głową, gdy jego partner zgodził się z tym, co mówił. 
- ... Dupek jesteś. - Mruknął natomiast w reakcji absolutnie bezwarunkowej na wzmiankę o czymś, co mogłoby go upokorzyć. Przywykł do tego, że Dazai uwielbiał zawstydzać go albo wpychać w możliwie najbardziej absurdalne sytuacje, jednak dalej nie oduczył się reagowania na byle zaczepkę. Chyba nigdy się tego nie nauczy. 
Zrobił dłuższą pauzę, oczekując niecierpliwie odpowiedzi Dazaia. To był tak smutny i nieszczęsny człowiek, że przecież należało mu się trochę radości od życia i jeśli Chuuya mógł mu się chociażby połowicznie odwdzięczyć za wszystko, co ten dlań robił, byłby... 
... Szczęśliwy. 
Zamarł, słysząc jego prośbę Dazaia i czując jego dłoń na własnym policzku. Trwał dzielnie w jednej pozycji, przy czym nawet nie śmiał odwrócić wzroku. Jego policzki lekko pokrywały się różem i czuł to doskonale; zwykle jednak powodem zmiany ich barwy było zdenerwowanie lub alkohol, a naprawdę zawstydzić umiał go tylko ten cholerny człowiek. Tkwił dłuższą chwilę w milczeniu i przyglądał mu się uważnie, czekając, aż ten powie, że to żart. Znowu złapał się na tym, że nie potrafił przywyknąć do prawdziwej natury Dazaia. Naraz jednak czuł, jak jego serce bije coraz mocniej. To chyba była jedna z tych chwil o podłożu "teraz albo nigdy". 
- Zdecydowanie jesteś dupkiem. Po raz kolejny dziś psujesz miły nastrój. - Odpowiedział w końcu tonem dość łagodnym, a usta wygiął w delikatnym uśmiechu. - Szczęście da mi bycie poza klatką. - Odparł ciszej, wskazując na siebie. Chciałby żyć bez świadomości, że tkwi w jego wnętrzu coś, co doprowadzi go do destrukcji. Chciałby być panem własnego losu, a prawda była taka, że osobą mającą klucz do wspomnianego więzienia miał jego partner. 
- I... I jeszcze coś. Co też zależy od ciebie. I wino może zaraz przyniosę! Jak powiem ci to po pijaku... znowu... - Bo nie wierzył, by była to pierwszyzna. Gorzej, że tego nawet nie pamiętał. - ... To nie uwierzysz pewnie. Albo coś. "Partner" wyrasta z tego samego, co pewne inne słowo. A... a wiesz, że po francusku "lubić" ma też pewne inne znaczenie? - Podniósł się, chcąc zniwelować różnicę wzrostu między nimi i ułożył własną dłoń na jego policzku, po czym krótko i delikatnie pocałował go. Nie chciał go peszyć ani straszyć, ale naraz chciał pokazać, że jego pewność siebie nie zgubiła się przez te cztery lata. 
- Zatem je t'aime, partnerze. - Szepnął, patrząc w jego oczy i wciąż znajdując się tuż przy nim. W końcu odsunął się i z pełną klasą ruszył po jeden ze swoich trunków oraz kieliszki, nie dając Osamu sposobności do zaczepienia go w międzyczasie. Wrócił z otwartą już butelką i wspomnianymi naczyniami, po czym przysiadł się znów do Dazaia, z dezaprobatą zerknąwszy na porozbijane kawałki stolika. Miał nadzieję, że nie wywróci się na nie, gdy straci trzeźwość. Nie, żeby chciał się upijać, ale przecież jego głowa do najmocniejszych nie należała. 
- Do czekoladek pasowałoby whisky, ale akurat go nie mam. To musi wystarczyć. - Pokazał mu etykietę ciemnozielonej butelki, która mówiła, że jej zawartość jest półsłodkim, czerwonym winem. Następnie rozlał je do kieliszków i podał mu jeden. - Za co pijemy? - Starał się zagadywać go, by ten zapomniał o tym, co Chuuya przed chwilą zrobił. Jeśli dobrze to rozegra, to spije Dazaia, a potem wmówi mu, że to były zwidy. Nie wiedział nawet, czy zdradzenie tego sekretu (to nic, że po francusku - powyższej frazy nie znać wszakże jest wstydem) było posunięciem złym czy dobrym, niemniej jednak bał się jednego. Nie chciał, by Dazai go odrzucił. 


// a propos partnera, Dazai użył "aibou" mówiąc do Chuuyi. To słowo ma podobne pochodzenie do określenia na "ukochanego", "kochanka" czy coś w tym guście, a przynajmniej tak czytałem. Może chodzi o "ai", może nie. Kiedyś sprawdzę :>

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 208
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Ku uldze Dazaia, Chuuya nie drążył tematu. Sam nie czuł się na tyle pewnie, by wyjaśniać mu swoje zachowanie, ale miał nadzieję, że Chuuya poczuł się nieco lepiej. Część jego mózgu mówiła mu, że powinien być z nim uczciwy, powiedzieć mu, co czuł… a z drugiej strony wiedział, że się na to nie odważy. Nie, jeśli mogłoby to go bardziej skrzywdzić. Zwłaszcza, że znał przecież lojalność Nakahary względem mafii, on sam był ostatecznie zdrajcą, nawet jeśli teraz rozmawiali i pracowali normalnie, nie znaczy to, że na wszystko da się przymknąć oko.
Jednocześnie zdawał sobie sprawę, jak bardzo mógł zaszkodzić Chuuyi, jak zadawanie się z nim na płaszczyźnie innej niż zawodowa może się na nim odbić. Dazai nie był promykiem słońca, jego próby samobójcze nie brały się znikąd i sam w środku czuł się tak pusty i wyniszczony, że bał się, że przeniesie to jeszcze na bliskie mu osoby. Co prawda zwierzchnik znał go od wieków, zdecydowanie był osobą, która wiedziała o Osamu najwięcej, ale nadal to nie znaczyło, że wiedział, na co się porywał, odświeżając znajomość z brunetem. Tylko sam Dazai miał świadomość, jak to wszystko może się skończyć… i wcale nie chciał przecież spowodować więcej cierpienia, zwłaszcza dla tego rudzielca. Dlaczego więc nie wyszedł, gdy tylko miał okazję, czemu trzymał go za rękę, chcąc być jak najbliżej niego? Czuł się słaby - jak był w mafii, panował nad sobą i umyślnie potrafił odstręczyć od siebie Chuuyę, by go chronić. Nie zawsze, ale w dużej wielkości przypadków. Kiedy było zupełnie źle i bał się, że nie da dłużej rady tego robić, znalazł sobie przyjaciół, którzy odciągnęliby choć na trochę jego uwagę, mimo iż wiedział, jak to zrani partnera. Wiedział, że go ranił raz za razem, ale kontynuował to, wierząc, że w innym przypadku cierpiałby sto razy bardziej. Odtrącał jego uczucia, by móc go chronić przed samym sobą.
A teraz nie był w stanie. Nie umiał po prostu wstać i wyjść za drzwi. Czuł, że nigdy by sobie tego nie wybaczył. Dlatego też słuchał go, jakby chciał daniem mu czegoś, co go uszczęśliwi, wynagrodzić swoją słabość.
- W psuciu dobrego nastroju jestem mistrzem - zauważył z lekkim uśmiechem, kryjąc gorycz i ściśnięcie w brzuchu, które poczuł, gdy wypowiadał te słowa. Cóż, wiedział, że taka była prawda. - Nie mogę cię zupełnie wyzwolić - odparł cicho. Najchętniej wyeliminowałby Zepsucie ze Zdolności Nakahary. Coś, co tak zniewala człowieka, nie powinno istnieć. - Ale zawsze będę obok, by ci pomóc wyjść z tego. Zawsze, za każdym jednym razem. Przysięgam - odparł poważnie. Zaraz zasłuchał się w jego dalsze słowa, kiwając głową na wspomnienie o partnerze i francuskim, na twarzy nie pokazując po sobie nic poza zainteresowaniem, zaś w środku odczuwając rosnący niepokój. Nie, to nie był niepokój… to był strach. Wiedział, do czego zmierza Chuuya, to między innymi przez to jeszcze przed laty wciąż go od siebie odsuwał, wyśmiewał i robił wszystko, by zmienić emocje tamtego. Jak widać jednak nawet ucieczka z mafii i porzucenie go na cztery lata nie zdołały niczego zmienić. Aż trudno mu było uwierzyć, że partner rzeczywiście się do tego przyzna - i to jeszcze na trzeźwo.
A już kompletnie nie sądził, że ten go pocałuje.
Tkwił nieruchomo, jakby sądził, że najmniejszy ruch będzie zagładą wszystkiego. Choć może to nieadekwatne porównanie - na zagładę jak najchętniej by przystał. I chociaż wciąż się bał i zaczął czuć zalążki paniki na myśl, że powinien jakoś na to zareagować… jednocześnie czuł w środku rozlewające się po jego wnętrzu ciepło. To prawda, że podejrzewał, co Chuuya do niego czuje, jednak usłyszeć to na głos było zupełnie czymś innym. Sam nie umiał nazwać tego uczucia, zastanawiał się nad nim, gdy patrzył tępo za oddalającym się mężczyzną. Lekko drżącą rękę uniósł do swoich ust, lekko muskając wargi, na których wciąż czuł smak tych należących do rudzielca. Analizie sytuacji nie sprzyjał fakt, że ciężko mu było zebrać myśli. Co powinien zrobić, by nie pogorszyć sytuacji? Nie chciał już więcej nigdy stać się przyczyną cierpień człowieka… człowieka, którego przecież kochał od wielu lat. Wyznanie Nakahary było jakby granicą, pozwalającą mu chociaż przyznać się przed samym sobą do swoich uczuć.
Gdy Chuuya wrócił, Dazai wciąż milczał, z tą samą kamienną miną, którą miał od chwili pocałunku, kiwnął jedynie głową na wspomnienie o whiskey, notując, że sam również dziwnym trafem o niej pomyślał. Przyjął kieliszek i dopiero przy pytaniu mafiozo dotarło do niego, że już czas się odezwać. Wpatrywał się chwilę w czerwony trunek w naczyniu, kręcąc nim małe kółeczka.
- Wypijmy… za najlepszy duet Yokohamy - zaproponował, zdoławszy uśmiechnąć się blado i w końcu przenieść na niego wzrok. Uniósł kieliszek, by się z nim stuknąć, po czym upił spory łyk wina, czując słodycz na języku i ciepło rozlewające mu się po brzuchu.
Zaraz jednak odstawił naczynie na ziemię, wiedząc, że im dłużej będzie uciekał, tym gorzej ostatecznie wszystko wyjdzie. Odwrócił się w stronę partnera, chwytając go za wolną rękę i próbując na niego patrzeć.
- Chuuya… - głos uwiązł mu w gardle; od czego w ogóle powinien zacząć? - Ja wiedziałem. - Tego chyba nie można uznać za dobry start. Właśnie przyznał, że umyślnie odtrącał jego uczucia. I jak teraz ma uwierzyć, że Osamu jak raz chciał być szczery? - Wiedziałem i… bałem się ciebie skrzywdzić. Nadal się boję. Chciałem, byś nie cierpiał, bo i tak cierpisz za dużo i… i nie sądzę, bym mógł dać komuś szczęście - powiedział bardzo cicho, głosem ledwo wykraczającym poza szept. - Nie chciałem pokazywać też, że sam tak czuję jak ty, bo boję się szczęścia… szczęścia, które przyjdzie i upoi, by zaraz potem odejść, wbijając ci w serce rozżarzony pręt. - Ścisnął mocniej jego rękę, po czym ze zdeterminowaną miną, trzęsąc się w środku, pochylił się i sam ucałował lekko jego wargi. Tyle razy wyobrażał sobie, jak mogą smakować, jak bardzo są miękkie i przyjemne, ale żadne marzenia nie mogły się równać z rzeczywistością. Zaraz jednak znów się uniósł i w końcu spojrzał mu w oczy.
- Myślisz, że… że to cię uszczęśliwia? - spytał cicho, trzymając mocno jego rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Prychnął cicho w ramach niewerbalnej odpowiedzi na słowa jego partnera. Jego zdaniem działania Dazaia wobec samego rudego nie były niszczące, w każdym razie jeśli chodziło o sens fizyczny. W kwestii uczuć, jaką Nakahara uważał za mniej znaczącą, bowiem niepraktyczną, sprawy miały się zupełnie inaczej. Nienawidził Dazaia w każdym momencie przepełnionym wstydem, wyśmiewaniem, mieszaniem z błotem i niemym odrzucaniem tego, co Chuuya do niego czuł, a jednak nie potrafił do końca pozbyć się go z własnego serca. 
Widział go jako swego rodzaju niedościgniony wzór. Przecież to jego partner postrzegany był jako absolutny geniusz oraz mózg duetu Soukoku, a nawet nie będąc w Mafii miał dla Moriego znacznie wyższą wartość niż większość jej faktycznych członków. Kilkukrotnie posyłano ludzi w celu likwidacji Dazaia, ale nawet najokrutniejszy z domniemanych zabójców, Akutagawa, nie podołał zadaniu. Czy jego partner budził respekt, strach... To było pewne. Zadziwiające jednak dlań było, że wrażenie to wciąż siedziało w umysłach szeregów Mafii, nie licząc jej świeższych nabytków. 
Był pod wrażeniem tego, jak silną osobą jest jego partner. Nie uważał, by ten był słaby, a jeśli już, to rzecz by należało, że idealnie wykorzystuje swoje słabości w celu popchnięcia samego siebie do dalszych działań. Odkąd Chuuya znał prawdę o nim, to podziwiał go chyba jeszcze bardziej. Bardzo chciał go zrozumieć, bo o ile bez wahania mógł stwierdzić, że akceptuje go, to jednak bez pojmowania nie mogło być to pełne. 
Przeszedł go silny dreszcz, gdy Dazai zapewnił go o swojej obecności i jakoś nie umiał powstrzymać uśmiechu w tej chwili, ale nawet nie zależało mu na tym. Chciał mu okazać bez słów, jak bardzo sama obecność Osamu była dla niego ważna. Skinął lekko głową, czując, jak po jego ciele rozlewa się przyjemne ciepło, jakby popychające go ku temu, co zaraz miał zrobić. Rozsądek krzyczał, że wyższy mężczyzna mógł go w tej chwili okłamywać, że mógł kiedyś zmienić zdanie, ale dla Nakahary chyba bardziej liczyło się teraz serce. Chciało być szczęśliwe, chciałoby żyć chociażby namiastką, iluzją szczęścia, jaką dawały mu obietnice jego partnera. Jeśli zostanie zraniony, pewnie w końcu i tak wybaczy mu po raz kolejny. 
Gdy ich usta złączyły się, Chuuya z niepokojem odnotował zupełny brak reakcji ze strony Dazaia i tak naprawdę dopiero teraz uderzyły go wszystkie możliwe wątpliwości. Przecież od tylu lat brunet uganiał się za każdą kobietą, mówiąc, że jego ideał przedstawicielki płci pięknej to po prostu taka, która zgodzi się popełnić z nim podwójne samobójstwo. W końcu nigdy nie okazał Nakaharze ani innemu mężczyźnie atencji takiej, jak dziewczętom. 
Po wino z kolei ruszył na nogach jak z waty, tym razem przejmując pałeczkę od Dazaia w kwestii krycia słabości. Od zawsze przerażała go perspektywa poniesienia porażki, a odczuwał, że właśnie to się stało. Jeśli zostanie odrzucony w tej chwili, to z całą pewnością już nigdy się do końca nie podniesie. Złamane serce w ten sposób zniszczyłoby go doszczętnie i o wiele bardziej wolał poprzedni stan rzeczy, gdy Dazai zdawał się ignorować go jako potencjalnego kochanka. To nie było otwarte i wciąż dawało złudną nadzieję, do której jedyną podstawą było odsunięcie od siebie faktu, że miał do czynienia z geniuszem. Siadając znów na kanapie czuł się tak, jakby z pełną świadomością miał usiąść na milionie szpilek, jednak przemógł się. Bardzo chciał być przy tym człowieku.
- Za najlepszy duet Jokohamy. - Skinął głową, powtarzając za nim niczym echo, zaś kąciki jego ust uniosły się w lekkim uśmiechu. Opcje widział dwie: Dazai chciał go potraktować łagodnie przed odrzuceniem albo nie chciał go odrzucać. W innym wypadku nie nazwałby ich w ten sposób. Wolno sączył wino aż do chwili, gdy jego partner odstawił swój kieliszek na podłogę i złapał jego wolną dłoń. Nie odezwał się, nie pisnął ani słówkiem, póki Osamu mówił, zresztą wiedział, że nie byłby w stanie. 
Oddał pocałunek równe posłusznie, co wcześniej wsłuchiwał się w każde słowo swojego partnera i chyba nigdy nie czuł się tak szczęśliwy jak teraz. Z drugiej strony przepełniał jego serce smutek, wywołany tym, jak wiele Dazai krył w sobie przez te wszystkie lata. Nie chciał na niego naciskać, bowiem gdy zrobił to ostatnim razem, doprowadził obu do lekkiego załamania. Czuł tęsknotę za tymi ustami kiedy Dazai odsunął się od niego, choć ich bliskość znał właściwie z własnych wyobrażeń. Nigdy by nie pomyślał, że skończy jako człowiek, który żyje jedynie snami. 
- Tak, zdecydowanie jestem szczęśliwy. Wiem, że... że jesteś szczery. Znowu masz ten wyraz oczu. - Ścisnął jego dłoń mocnej, uświadamiając sobie, jak okropnym był partnerem przez te wszystkie lata. Korzystał z siły, jaką dawał mu Dazai, a sam nie odwdzięczał się w żaden sposób. Nie dał mu żadnej podstawy by ten mógł przypuszczać, że szczęście jest czymś dobrym i trwałym. Nie zajął się nim, tym biednym, nieudolnym samobójcą, który tak naprawdę od zawsze potrzebował chociażby zrozumienia, którego ślepy Chuuya nie umiał mu nigdy dać. 
- Moje szczęście to... To ty. To po prostu każda chwila z tobą, a jeśli mnie nie odrzucasz i... i to nieważne już, że kiedyś to robiłeś. Aż tak tego nie poczułem. Starałem się myśleć, że nie zauważasz. Myślę, że kiedyś i tak było dobrze. Teraz też jest i będzie... a minione dni zostawmy w wierszach. - Jak raz sam czuł się winny temu wszystkiemu, myśląc, że nawet jemu nie zaszkodzi chwila skruchy.
- Jeśli mam szansę być twoim szczęściem, to dalej się boisz, że ono odejdzie? Jesteś kretynem, ty śmierdząca makrelo. - Cicho zaśmiał się i w końcu odstawił swój kieliszek na podłogę, po czym przytulił mocno swojego partnera. 
- Nigdy nie pozwolę, by cokolwiek mnie odsunęło i wylazłbym z piekła tylko po to, by być z tobą, ty cholerny pajacu. Pozwól nam na to, na szczęście. Należy ci się, powinieneś mieć coś od życia. - Kontynuował łagodnie, czując coraz większą radość i ulgę związaną z całą sytuacją. Oczywiście nie mogło się obyć bez przepychanek i wyzwisk; zakochany i szczęśliwy Chuuya to jednak dalej Chuuya. - A poza tym jeśli chcesz, żeby ktoś był szczęśliwy... To to jest najbardziej ludzki rodzaj miłości. - W tej chwili zniżył głos do szeptu i zacisnął mocniej ramiona wokół niego.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 208
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Przez cały czas serce Osamu biło jak młotem, tylko przez nawyk kontrolowania się i zakładania masek udało mu się utrzymać stosunkowo spokojny oddech i powstrzymać drżenie. Czy to patrząc na minę Chuuyi, jego uśmiech, gdy go zapewniał, że będzie blisko, niepewność na brak reakcji bruneta; czy też czując jego wargi i słysząc te wszystkie słowa, wciąż kołatała mu się po głowie jedna myśl - nie zasłużyłem na to. Czuł się jak żebrak, który znajduje zgubiony przez kogoś talon na milion jenów, który żyje w ciągłym strachu, że w każdej chwili przyjdzie prawowity właściciel i nie dość, że mu odbierze nagrodę, to jeszcze wsadzi go do więzienia za kradzież. Dlatego do wszystkiego podchodził z wahaniem, przed każdym ruchem zastanawiając się, czy nie popełni fałszywego kroku. Nie żeby nie ufał Chuuyi - wiedział, że ten był szczery w swych uczuciach oraz że żywił je od dawna. Tak jak ten podejrzewał, różnych rzeczy się nasłuchał, gdy ten upił się tak mocno, by mieć luki w pamięci następnego dnia. Poza tym był dość wrażliwy na emocje innych i potrafił poznać różne znaki wysyłane mu choćby podświadomie przez Nakaharę. Nie mógł za to pozbyć się przekonania, że rudzielec kocha Dazaia, jakiego zna, innymi słowy maski, które zakładał na co dzień. Więc co by się stało, gdyby ten go przejrzał, zobaczył go takim, jakim jest naprawdę i zawiódł? Jak mógł pokochać kogoś takiego?
Jedynie dzięki ich ostatniemu spotkaniu w ogóle odważył się podjąć ryzyko. Ostatnio, wbrew sobie co prawda, ale jednak dał się poznać mężczyźnie z innej strony... a ten zamiast go odrzucić, jeszcze chciał mu pomóc i go wesprzeć. To było dla niego czymś trudnym do uwierzenia, ale jednak niezaprzeczalnym. Dlatego część jego chciała dać temu szansę. Zwłaszcza, że nie umiał po tym wszystkim zranić Chuuyi, a w końcu nie działał przeciw sobie, będąc z nim. Sam chciał tego równie mocno - jedyne, nad czym musiał popracować, to niedopuszczenie, by strach przeważył nad owym pragnieniem.
- Czyli... możemy zostawić wszystko za sobą? - odparł cicho, patrząc na niego z kiełkującą nadzieją w oczach. Ścisnął mocniej jego dłoń, jakby była ona mostem do ich wspólnej przyszłości. - Chuuya, ja... nie mam słów, by móc cię przeprosić. By powiedzieć ci, ile... jak to dla mnie ważne. - Odetchnął głęboko, usiłując uporządkować myśli i emocje. Gdzie się podziały jego zdolności przemawiania w każdych warunkach i w każdej sytuacji? Potrafił zachować stoicki spokój, mając przyłożoną do czoła lufę broni czy walcząc z silniejszym przeciwnikiem, a gubił się przy rozmowie o uczuciach? - Boję się, że możesz nie wiedzieć, na co się piszesz... Ale ufam ci.
Z westchnieniem objął go mocno drżącymi rękoma i przytulił do siebie z całych sił. Tak dobrze było czuć jego ciepło. Jego ramiona wokół siebie. Ne był to pierwszy raz, gdy się obejmowali - w końcu nieraz musiał pomóc nieść Chuuyę, przytrzymać go czy wspomóc, a czasem pocieszać nawzajem, zwłaszcza gdy byli młodsi. A jednocześnie było to coś zupełnie nowego. Uczucia, które mu towarzyszyły, były dla niego tak rzadkie, że wyrył sobie ową chwilę w pamięci.
- Chyba... to chyba szczęście, to w środku - przyznał stłumionym głosem. - To takie dziwne... Chuuya, czy ty... czy będziesz cierpliwy? - spytał prosząco. - To dla mnie nowe i... i mogę potrzebować nieco czasu, by się przyzwyczaić. Chcę być z tobą, na pewno. I chcę, by ci było najlepiej. - Pogłaskał niepewnie jego włosy. To zabawne, jak jeszcze niedawno tarmosił go po głowie, a teraz bał się dotknąć włosów, by ten nie odebrał tego źle.
Liczył, że po zaakceptowaniu przez Chuuyę przestanie odczuwać zdenerwowanie, jednak nie było tak lekko. Nadal pozostały w nim obawy i przeczuwał, że nie da się ich zlikwidować ot tak. Musiał nabrać pewności siebie, a to wymagało czasu spędzonego z Nakaharą. Pomijając to, że pracowali w zupełnie innych miejscach i warunkach - ba, stali po przeciwnych frontach barykady - to i tak mogli się spotykać częściej niż wcześniej. I Dazai nie miał zamiaru pozwolić, by praca przeszkodziła im w tym, co odkładało się przez tyle lat. Sam zresztą winił swoje podejście i tchórzostwo. Tak długo odrzucał przecież wszelkie starania partnera, by kompletnie go do siebie zniechęcić, że był zaskoczony, że ten nie dał sobie spokoju już po roku czy dwóch.
Zaśmiał się cicho, przyciągając go do siebie bliżej.
- Demon, wielkie żaby, twoje bycie kotem, a teraz to... ten dzień nie mógł być chyba dziwniejszy - zauważył, głaszcząc lekko policzek ukochanego. Wpatrywał się w niego z fascynacją. Mógł być tak blisko...
Patrząc w oczy mężczyzny, przysiągł sam sobie, że już nigdy nie zawiedzie jego zaufania. Nie mógł po tym wszystkim. Chciał stać się osobą, na której Chuuya będzie mógł się oprzeć i polegać.Wiedział, że nie będzie to łatwe. Ale miał chociaż coś, do czegoś mógłby dążyć. Niczym światełko w tunelu, który od lat był czarny jak smoła.
- Ach, byłbym zapomniał - mruknął speszony, odsuwając się nieco, by móc go lepiej widzieć. - Wiesz o tym, a-ale nie powiedziałem nigdy jak należy... więc... kocham cię, Chuuya - powiedział bardzo cicho, zerkając mu w oczy.
Jakby chcąc zlikwidować ową niezręczność, która wciąż go śledziła, podniósł kieliszek i upił kilka łyków, przez co ponad połowa kieliszka zniknęła. Nadal czuł się dziwnie, że tak mu brakowało słów, by wyrazić emocje, podczas gdy ten cholerny petit mafia zdawał się dokładnie wiedzieć, jak się wyrazić, jakby planował to od dawna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
- Możemy. To, co było, jest już nieważne... Żaden z nas nie jest bez winy. - Skinął głową lekko i aż sam zdziwił się, że właśnie przyznał się do błędu przed Dazaiem. Nie potrzebował w tym celu żadnej awantury, jego partner nie musiał dość trafnie wytykać różnych głupot w jego zachowaniu, nie wyśmiewał go. Zaskakiwała go też własna czułość i otwartość w uczuciach, nie mówiąc nawet o zachowaniu drugiego mężczyzny. Do tej pory obustronnie troska w ich relacji ograniczała się do opatrywania ran będących skutkami ubocznymi wszelkich mafijnych misji, okazywanie sobie wsparcia i pocieszanie, gdy jeszcze byli dziećmi, a teraz wszystko miało się zawalić. Wbrew negatywnemu wydźwiękowi, jaki w myślach Chuuyi towarzyszył temu słowu, zdecydowanie się cieszył takim rozwojem sytuacji. Zgliszcza w tym wypadku miały posłużyć za dobrą podstawę pod nowe perspektywy. 
- Mimo wszystko cieszę się, że tak wyszło, wiesz? I nie potrzebuję słów. Sam ich nie mam tyle, by ci wszystko opowiedzieć. - Wciąż z zainteresowaniem przyjmował wszystkie reakcje i zachowania ich obu w obecnym stanie rzeczy. Czuł się tak, jakby na nowo poznawał kogoś, kto towarzyszył mu praktycznie całe życie i naprawdę tak było. Już ostatnio uderzył go fakt posiadania tylu masek przez Dazaia, jednak już przyjął to do wiadomości i powoli zaczynał rozumieć. 
Przytulając go czuł dziwną ulgę; nigdy nie miał potrzeby bliskości fizycznej, a teraz jakby to wszystko runęło na niego po tylu latach. Chciał mieć go jak najbliżej, zaś na to reagował zadowolonym, niskim mruczeniem typowym dla kotów. Wbijał palce w jego ramiona i łasił się do jego policzka własnym, zaś słysząc jego słowa odsunął się nieco, by spojrzeć mu w oczy. 
- Wiem... Wiem, na co się piszę. To ty wziąłeś potwora. Obaj niszczymy, ale nas to nie dotyka... Więc chyba nie jest takie złe. - Nie można było mu odmówić pewnego egoizmu, nie oznaczało to jednak, że był ślepy na innych ludzi. Pogłaskał policzek mężczyzny czule, wtulił się zaś głową w jego dłoń, uśmiechając się łagodnie. 
- Czekałem na ciebie całe życie. Jakim cudem mogę zrezygnować z cierpliwości? I jesteś moim partnerem, a ja... Ja też nie umiem w te całe uczucia. To skomplikowane. - Sam czuł się w tej sytuacji niepewnie i nigdy się jej nie spodziewał, myśląc, że zawsze będzie krył swoje uczucia. Obok tego wszystkiego jednak stał fakt, że przecież byli, wedle odgórnego rozkazu, swoimi przeciwnikami, co Chuuyę w pewien sposób niepokoiło, jednak to też starał się od siebie odepchnąć. Przecież jeśli będą ostrożni, to raczej nie powinno być kłopotu... Tym bardziej, że ze strony Mafii Dazai mógł liczyć na immunitet, bowiem Mori z całą pewnością nie pozwoliłby sobie na zlikwidowanie dobrego źródła informacji oraz osoby, której zaoferował powrót na stanowisko zwierzchnika i w której wciąż pokładał wielkie nadzieje. Sam Chuuya pamiętał, ile we wszelkich negocjacjach obie grupy zawdzięczały jego partnerowi. 
- Dziwny... może. Ale zdecydowanie pożyteczny. - Skinął głową i bardziej oparł się o niego, jakby chcąc się jak najbardziej nacieszyć jego bliskością. Wyglądał zaskakująco spokojnie jak na siebie, jak gdyby chciał odbić sobie w ten sposób wszystkie chwile nerwowości. Jego serce zdawało się bić o wiele mocniej niż wcześniej w chwili, gdy usłyszał jego wyznanie. Dazai niesamowicie rozczulał go kiedy był ze sobą szczery, sprawiając, że Nakahara czuł do niego większą sympatię niż zwykle. Może po trochu wynikało to z tego, że budził w rudym potrzebę zaopiekowania się, a z drugiej strony winę ponosiła fascynacja tą stroną mężczyzny. 
- Ja też cię kocham. Obiecuję, że zawsze będę. - Zaraz odsunął się sam, naśladując swojego partnera także ponownym zainteresowaniem się winem. Dziwił się także temu, że nie potrzebował go wcześniej na ośmielenie się, jednak chyba nie miał zamiaru na to narzekać. Rozlewało się po jego ciele ciepło, potęgowane przez alkohol i przyjemność, jakiej dostarczała mu cała sytuacja; podobne oddziaływanie oba czynniki miały na jego twarz, to jest płonące szkarłatem policzki. 
- Neeee~ - Tak, właśnie opróżniony kieliszek to za dużo. Szczególnie, że Chuuya już wcześniej był wyczerpany. - Mamy jeszcze... Ohohoho~ kilka godzin do świtu. - Oznajmił głośno, zerkając za otwarte okno, a potem znowu patrząc na Dazaia. - Śpij ze mną... Proszę. - Dodał, ściskając lekko jego rękę. Cały wieczór zdecydowanie dostarczył mu wielu wrażeń, a mimo faktu, że jakiś czas temu urwał mu się film, wciąż był cokolwiek zmęczony. 
- Tylko... och! Chyba lepiej pójść do tej drugiej sypialni. - W końcu tamta była zdewastowana po starciu z żabami, a Chuuya póki co zdawał się na tyle zdekoncentrowany alkoholem, że byłby skłonny się nawet tym nie denerwować. Wstał chwiejnie i chwycił butelkę z winem, po czym pociągnął z niej sporego, nieeleganckiego łyka i uśmiechnął się głupawo do Dazaia. 
- Jak dotrę i... I nie wywalę się po drodze, to znowu mogę cię pocałować..! - Oczywiście cały ich związek nie zmieni przecież pewnych przyzwyczajeń Chuuyi; nie licząc pewnych czułości, na jakie sobie pozwalali, Nakahara wolał, by zostało jak wcześniej. Uwielbiał kłócić się z nim, rywalizować, przepychać i nawet walczyć, więc nie pozwoli sobie tego odepchnąć. Krokiem równie chwiejnym, co podniesienie się przed chwilą, ruszył w kierunku wspomnianej sypialni, tuż przy niej opadając na ścianę z cichym chichotem. 
- O patrz, przegrałem! Co zrobimy? - Spytał, opierając się bokiem o pionową powierzchnię i jakby an chwilę zapominając o tym, że potrafi chodzić.

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Strateg Agencji
Liczba postów : 208
Join date : 28/10/2016
Motto : Have a pure, cheerful and energetic suicide~
avatar
Tulił Chuuyę mocno do siebie, jakby chciał nadrobić wszystkie zaległe lata oraz jakby przez ten gest wyrazić więcej, niż umiał słowami. Westchnął cicho, wciąż nie mogąc uwierzyć, że to nie jest sen. Odważył się przyznać do swoich uczuć, a co lepsze, Chuuya je przyjął. Było to dla niego czymś, czego nie umiał nawet opisać. Serce mu biło mocniej i szybciej, wyraźnie czuł każde jego uderzenie. Zaś mruczenie Nakahary sprawiało, że mimowolnie kąciki jego ust unosiły się, a on sam wciąż go głaskał, nie mogąc się nacieszyć jego bliskością. Mężczyzna zachowywał się tak absolutnie rozkosznie jako kot, że Osamu miał ochotę nakarmi go rybą, dać mleka i głaskać go zwiniętego w kłębek na wieki wieków.
- Nie obchodzi mnie, co się dzieje ze światem, o ile jesteś bezpieczny - odpowiedział szeptem. - A o to zadbam... obiecuję ci. I... razem z czasem wszystko pojmiemy, ne? - mruknął, przyciskając wargi do jego skroni.
Poniekąd cieszyło go, że nie był jedynym zagubionym w całej tej sytuacji. Choć w wielu rzeczach prześcigał partnera, to jeśli chodzi o emocje i ich pojmowanie, był zdecydowanie gorszy od niego. A gubić się w uczuciach zawsze było raźniej we dwójkę. Fakt, że nie on jeden miał jakieś trudności, niejako go pocieszały, choć w sumie nie powinien się cieszyć, że Chuuya miał z czymś problemy. Nie martwił się za bardzo tym, jakie będą tego wszystkiego konsekwencje. Nie był tak przywiązany do Agencji, by na jej rzecz rezygnować z tej relacji. Jeśli będzie musiał, zadba, by Mori nic nie zrobił Nakaharze. Nie sądził jednak, by z takiego powodu szef mafii miał zamiar się pozbyć jednego z najsilniejszych członków organizacji. Nijak mu się to nie opłacało.
Po raz pierwszy od dawna poczuł, jak opuszcza go napięcie. Gdy widział ufność mężczyzny, jego chęć bliskości, która odpowiadała jego własnej i tak rzadki spokój, miał wrażenie, jakby nic nie mogło pójść nie tak. Wiedział, że to ułuda, że poza tą chwilową bańką czeka ich wiele trudności i problemów, wiele strachów i innych maszkar, ale póki co nie chciał wychodzić. Jak mógł cieszyć się chwilowym bezpieczeństwem, to chciał z takiej okazji skorzystać. A słowa, wyznania  gesty Chuuyi sprawiały, że czuł się przy nim najlepiej, na tyle nawet, by móc wytrzymać wszystkie złe myśli, które nieustannie go dręczyły.
Zaraz spojrzał na niego zaskoczony. Faktycznie jego partner miał tendencje do szybkiego upijania się. Dazai wciąż nie mógł pojąć, jak przy piciu tak dużych ilości alkoholu, jaki ten pochłaniał, mógł nadal się na niego nie uodpornić. Gdy jeszcze był w mafii i razem chodzili do barów, nieraz śmiał się, że to wszystko wina jego wzrostu, po czym niemal zawsze musiał uchylać się przed uderzeniem. Teraz uśmiechnął się lekko. Pijany rudzielec od razu przywoływał wspomnienia tych lepszych chwil w mafii. Nie tylko, ale przynajmniej nie był przytłoczony obrazami, jak obaj upijali się na umór, by zapomnieć o znojach pracy.
- Sen brzmi dobrze... a sen z tobą jeszcze lepiej - przyznał cicho, starając się nie pokazać, że faktycznie nieco się zawstydził. Spanie z innymi nie było dla niego czymś nowym, ale... to była ucieczka, zatracanie się i pogrążanie. Spanie z kimś, kogo obdarzał uczuciem, to zupełnie co innego.
Zaraz jednak znów się uśmiechnął. Zakłady to było to, co dobrze rozumiał i co było znajome. Z rozbawieniem patrzył, jak Chuuya idzie chwiejnie, sam wstając i podążając za nim. Gdy ten zachwiał się i oparł o futrynę, już był przy nim i objął go delikatnie ze szczerym uśmiechem na ustach.
- Przegrana oznacza moje życzenia, jak zawsze, prawda, Chuuya~? - mruknął, przeciągając samogłoski w jego imieniu, patrząc na niego błyszczącymi oczami. - Chodź...
Chwycił go za rękę i poprowadził w stronę drugiej sypialni. Z uśmiechem na ustach przybliżył się do niego, chwycił jego twarz w dłonie i ucałował czule, tak, jak normalnie nie pozwoliłby sobie tak szybko. Choć z drugiej strony znał go przecież od zawsze. Był dla niego przeciwieństwem obcego, miłości od pierwszego wejrzenia. Owo uczucie narastało w końcu od dawna. Dlatego pozwolił sobie wsunąć język między jego wargi, całując coraz namiętniej. Dopiero po dłuższym czasie odsunął nieco twarz, zarumieniony i z przyspieszonym oddechem.
- Taką nagrodę sobie wybieram~ - mruknął cicho. Zaraz zrobił krok w tył i z lekkim wahaniem, którego jednak nie dał po sobie poznać, ściągnął kamizelkę i spodnie, zostając w samych bokserkach i koszuli, po czym położył się na łóżku i gdy Chuuya do niego dołączył, przytulił go do piersi. Nie żeby nie widzieli już nawzajem swoich ciał. Przez wiele lat opatrywali się nawzajem, to nie pozwalało na zbytnią prywatność, a i Dazai i tak miał na sobie swoje bandaże. Po prostu gdy tak na wpół rozebrany leżał w łóżku rudzielca, z nim samym przytulonym do siebie, czuł się... jakby znalazł swoje miejsce.
- Ty... ty jesteś dla mnie największą nagrodą - dodał cicho, całując go w czoło. - Śpij, Chuuya... Odpocznij. A ja obiecuję, że nie ruszę się stąd ani na trochę, ok? I... dziękuję ci. Za wszystko - odparł niemal szeptem, wtulając twarz w jego włosy i zamykając oczy.

// ...nie wiem czy dać zt jak się nie rusza, ale to ostatni mój post w tym wątku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zwierzchnik Mafii
Liczba postów : 472
Join date : 26/09/2016
Motto : Naprawdę ludzkie życie to przelotny sen urody gumowego balonika
avatar
Wczepił się automatycznie i bezwstydnie w bok Dazaia, gdy ten podszedł do niego w celu zaoferowania Chuuyi pomocy. Spojrzał na jego twarz i odpowiedział na jego uśmiech podobnym, nawet pozbawionym złośliwości; jego partner niezbyt często miał okazję, by być adresatem właśnie takiego szczerego uśmiechu. Skinął głową w reakcji na jego słowa i nawet nie czuł większego żalu związanego z tym, że przegrał ten zakład, zaraz zaś grzecznie ruszył z nim do sypialni. Kolejnego pocałunku nie spodziewał się, bo przecież Dazai nie spieszył się zbytnio z okazywaniem uczuć. 
Niemniej jednak nie miał zamiaru narzekać. Podniósł się nieco do jeszcze mniej stabilnej pozycji - stanął na palcach, by lepiej sięgać jego ust własnymi i objął ramionami jego szyję, czując, że chciał być w tej chwili jak najbliżej mężczyzny. Normalnie byłby zaskoczony śmiałością swojego partnera, jednak teraz jakoś takie rzeczy zupełnie wypadły mu z głowy. Najbardziej liczył się teraz cielesny i emocjonalny aspekt wszelkich odczuć, po co więc przejmować się czymkolwiek innym? Każda akcja ze strony Osamu spotykała się z aprobatą Nakahary, w tym też język wyższego został powitany tym należącym do rudego. Czego mógł więcej chcieć - czuł w ustach naraz smak naprawdę dobrego wina i, żeby czasem się makrela nie przyzwyczaiła, nieco mniej dobrego Dazaia. 
Gdy ich usta się rozłączyły, poczuł, że chciałby więcej, jednak nie zaprotestował. Sam siadł na łóżku zanim zaczął się rozbierać z dość prostego powodu, którym była ostrożność. Chuuya nie chciał psuć tej niemalże filmowej chwili tym, że straci równowagę i się wyrąbie. Takoż zaczął od spodni, pozbył się też skarpet, kamizelki, potem pasów spod niej i chokera, po czym ułożył się tuż obok Dazaia w niemalże takim samym ubiorze, co jego partner. 
- To też moja nagroda.. bycie twoją nagrodą, się znaczy. - Odpowiedział cichym pomrukiem, uśmiechając się. Chyba nigdy nie był tak spokojny i nie czuł takiej ulgi jak w tej chwili, jednak nie mógł przywyknąć do tego, że wszystko nagle zaczęło mu iść bardzo gładko. Zaraz pokręcił głową, wtulając bardziej twarz w jego klatkę piersiową; kocie zmysły znowu lekko mu dokuczyły, bowiem z rozkoszą wciągnął nosem i ustami woń ciała swojego partnera, która z kolei okazała się dla Chuuyi upajająca.
- Wpadaj częściej... żeby spać ze mną chociażby. - Wymamrotał w materiał jego koszuli, niedługo potem zasypiając. To wszystko było zbyt piękne, by było prawdziwe, z kolei kocie elementy anatomii zanikły z rana. Na szczęście okazało się, że mężczyzna nie musiał tej nocy dalej pracować i przespał ją całą, budząc się w okolicach dwunastej - Dazaia powitał śniadaniem i kawą, zachowywał się prawie uprzejmie w stosunku do niego, po czym oddelegował go na w miarę neutralny grunt i sam ruszył w swoją stronę, na spacer. 

zt x2

_________________


All the walls that you keep building
All this time that I spent chasing
All the ways that I keep losing you

Odnośnie pisania:
• W moich postach obowiązuje kolejka. Najstarsze posty jako pierwsze dostaną odpowiedź.
• Poza nią są te ograniczane czasem na posta. 
• Popędzaj mnie tylko, jeśli trzeci dzień czekasz na posta.
• Kolejka: ---
#A67D3D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content
Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Chuuyi
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Mieszkanie
» Mieszkanie 18 - Marceline Delacroix i Madison Richelieu
» Mały salon
» Mieszkanie Curtis Juvinall i Raphaela De Nevers
» Mieszkanie Emmy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Stray Dogs PBF :: Yokohama :: Nishi-
Kody oryginalnego stylu forum stworzone przez Okhmhakę. Obrazki użyte na forum nie są własnością administracji; zostały jedynie przystosowane pod forum. Jeśli jesteś autorem któregoś z nich i nie życzysz sobie, by był na forum, skontaktuj się z administracją.
If we used your art and you feel uncomfortable with it, contact Chuuya.